xiv
02.04.07, 00:52
To jest wycinek z artykułu o Agacie Wróbel:
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53662,3972642.html?as=2&ias=6&startsz=x
"Władysław 'Wojtek' Witkowski siedzi w Londynie 12 lat. Zaczynał od rozwożenia pizzy, potem były paczki. - Wtedy delivery man to była polska specjalność. Jeździliśmy skuterami szybciej niż Anglicy, chociaż mało kto z nas znał wtedy miasto. Teraz sami widzicie, co jest. Polacy robią wszystko i są wszędzie. Mieszkają tutaj nasi z taką kasą, że byście padli. Ale nikt o nich w Polsce nie wie, bo siedzą cicho.
Wojtek - sam ekonomista z Łodzi - wskoczył na wznoszącą się falę, gdy rozprowadził po mieście kilka tysięcy ulotek 'Potrzebujesz kogokolwiek do pracy? Zadzwoń'.
- Ulotki odbiliśmy na ksero. Strzał w dziesiątkę, sypnęły się telefony: potrzeba kelnerki, sprzątaczki, ogrodnika, hydraulika. Polacy, którym wtedy daliśmy pierwszy dżob, dziś mają nieraz po 150 klientów i własne firmy pootwierali. Tutaj się, chłopaki, szybko robi kasę.
Faktycznie: przez dwa dni spędzone w Londynie w oczekiwaniu na spotkanie z Agatą sami mogliśmy zatrudnić się w kilku miejscach. Ogłoszenia 'dam pracę' są w gazetach, internecie, na szybach sklepów, przystankach, w pubach. Po angielsku, po polsku, zresztą nawet nie trzeba tego czytać. Wystarczy wejść do pierwszej knajpy w opanowanej przez Polaków dzielnicy Ealing i spytać. Robota za sześć funtów znajdzie się natychmiast, wyższe stawki - jeśli cokolwiek umiesz. Ze znajomością angielskiego i prawem jazdy rozmowa zaczyna się już od kilkunastu funciaków wzwyż."
Szczerze mówiąc nie znam nikogo, kto by pracował za kółkiem i dostawał kilkanaćie funtów wzwyż. Ale może powiniem podesłać im ten artykuł i powiedzieć, że pan Wojtek ma dla nich lepiej płatną pracę? Jak myślicie?