azkeel
06.09.07, 13:09
Jak na razie problem jeszcze mnie nie dotyczy ale lubie planowac na
przyszlosc i musze rozwazyc "emigracje" do Polski jako jedna z
opcji. Pisze "emigracje" nie dlatego, ze po 3 latach w Angli uwazam
sie za bardziej angielskiego od Krolowej ale dlatego, ze w zasadzie
nie wiem nic o realiach zycia w mojej Ojczyznie. W ciagu tych 3 lat
spedzilem w Polsce moze 20 dni w sumie.
Podczas mojego ostatniego pobytu staralem sie poatrzyc na Polske
obiektywnym okiem kogos kto rozwaza emigracje.
Juz na lotnisku spotkalem sie z ta slynna polska goscinnoscia.
Pierwszym rodakiem, z ktorym mialem kontak w mojej Ojczyznie byl
uzbrojony zolnierz schowany za szyba, ktory wydal mi rozkaz do
okazania paszportu. Na tym sie jego powitanie nie skonczylo bo
nastepnie zapytal mnie dlaczego przylatuje do miasta tak odleglego
od mojego miejsca zameldowania skoro mam lotniska duzo blizej.
Mialem mu odpowiedziec, ze w zasadzie w wolnym kraju wolno mi latac
tam gdzie chce ale przestraszylem sie, ze moze sie zdenerwowac i
mnie zastrzelic wiec zaczalem sie tlumaczyc. Najwidoczniej moje
tlumaczenia mu wystarczyly bo wpuscil mnie do Polski bez innych
pytan. Moj stres spowodowany kontaktem z rodakiem poglebil sie
jeszcze bardziej kiedy wsiadlem za kierownice samochodu.
Nigdy nie bylem za bardzo wymagajacy wiec 15 minutowe oczekiwanie na
to zeby ktos mnie wypuscil z podpozadkowanej zbytnio sie na mnie nie
odbilo (pewnie dlatego, ze codziennie rano i po poludniu cwicze
cierpliwosc w korkach na M62). Za to brawurowe proby odwagi kiedy to
kierowca z naprzeciwka wyprzedza ciezarowke i zjezdza na swoj pas
ruchu 2 sekundy przed czolowym zderzeniem ze mna zniechecily mnie
troche do prowadzenia po polskich "drogach". Tylko czym ja mam sie
tam poruszac jak nie samochodem. W Angli lubie pociagi. Tanio,
szybko i na czas, wygodnie, cicho, czysto. Niestety w Polsce opcja
korzystania z pociagu, szczegolnie w malych miejscowosciach jest
mocno ograniczona.
Od dlugiego juz czasu zarabiam w funtach i to jest waluta,
ktora "rozumiem". Zauwazylem, ze robiac zakupy w Polsce wszystko
przeliczalem sobie na funty. I jakbym nie liczyl, dodawal, mnozyl i
odejmowal to drogo w tej moje Ojczyznie. Co prawda owoce i warzywa
sa prawie za darmo, tak jak duza czesc artykulow spozywczych ale jak
sie popatrzy na elektronike, samochody, AGD to wychodzi drozej niz w
Angli. A juz 50 funtow za pare Levis'ow to zwykle zdzierstwo!
Moj poby w Polsce zostal ukoronowany kontaktem z innym
funkcjonariuszem panstwowym w niebieskim mundurze, ktory postanowil
mnie wylegitymowac nie podajac zadnego powodu czy uzasadnienia.
Poczulem sie troche dziwnie. Nigdy nikt mnie nie legitymowal w
Angli. Mialem kontakty z tutejsza Policja ale zawsze byly one bardzo
przyjazne i, ze tak powiem, na luzie.
O ile przyjemniej laduje sie w Angli. Kiedy twoj paszport sprawdza
cywilny (przynajmniej z wygladu) i zdecydowanie nie uzbrojony
czlowiek, ktory ma jeszcze na tyle uprzejmosci zeby powiedziec
dziekuje i dowidzenia.
Nie mam na celu udawadniania jaka ta Polska jest zla. To wspanialy i
piekny kraj z bardzo inteligentnym narodem. Tesknie troche do
znanych miejsc. Nie wiem jednak w jaki sposob mialbym sie
przygotowac do tej, kolejnej juz, emigracji.