08.11.09, 09:26
mateusz.pl/czytania/2009/20091108.htm
"Na ogół dzisiejszą Ewangelię wykorzystuje się jako pretekst i
okazję do poruszenia tematu ofiarności i utrzymania Kościoła.
Faktycznie, jest to bardzo istotny temat i uboga wdowa stanowi dla
wielu niedościgły wzór. Ma też dziś wielu naśladowców: obecnie
Kościół utrzymuje się bowiem przede wszystkim z ofiar ludzi ubogich,
których dochody oscylują w granicach socjalnego minimum. Bogaci wolą
sponsorować bardziej spektakularne akcje niż tydzień miłosierdzia,
remont dachu czy rachunek za ogrzewanie kościoła.

A są to wszystko sprawy niezbędne dla funkcjonowania parafii. Ich
zakwestionowanie czy niedofinansowanie grozi bowiem zachwianiem
całej posługi duszpasterskiej. Po prostu: Kościół potrzebuje
pieniędzy, i to w nominałach wprost proporcjonalnych do
inflacji. „Waryński” wrzucony do koszyka stanowi co prawda dokładny
odpowiednik jednego grosza z dzisiejszej Ewangelii, ale z drugiej
strony to tylko równowartość paru zapałek... Z takim budżetem dużo
się nie zdziała. To istny cud, że przy tak skromnych możliwościach
materialnych, Kościół robi aż tak wiele. (Ubiegłoroczne dochody i
rozchody Diecezji Kaliskiej zamykały się w kwocie kilku miliardów
zł. Nie znam danych dotyczących budżetu województwa, ale sądzę, że
jest to kilka bilionów. Mechanizm jest chyba dość prosty: kto ma
mało, ten szanuje to, co ma. Drugi czynnik to wkład osobisty wielu
osób z dużym poczuciem odpowiedzialności.)

Ale nie to jest głównym tematem Ewangelii. Otóż kluczem do jej
zrozumienia są słowa Chrystusa o ofierze wdowy: „wrzuciła całe swoje
utrzymanie”. Nie było to wiele – jeden grosz, ale dla niej było to
wszystko. O czym to świadczy? O nieograniczonym zaufaniu do Boga.
Gdyby ta reszta pieniędzy została przeznaczona na jakieś głupstwo,
byłaby to lekkomyślność; jeśli na chleb, byłoby to tragiczne. Ale to
była ofiara. Ofiara to zewnętrzny wyraz zaufania do Boga: rezygnuję
z części swego utrzymania, żeby symbolicznie pokazać Bogu, że liczę
na Jego pomoc, że On jest dla mnie ważniejszy nad życie.

Uboga wdowa pokazała to w sposób nie symboliczny, lecz dosłowny.
Oddała wszystko Bogu, bo wiedziała, że w Nim ma wszystko, a nawet
jeszcze więcej. Wiedziała, że na Nim może polegać bardziej, niż na
swoim ostatnim groszu. Sama z siebie nie miała i nie mogła nic, ale
skoro tak, swoim zaufaniem zmuszała niejako Boga do pomocy. Albowiem
Bóg, jako kochający Ojciec, wie, że potrzebujemy niezbędnych środków
do życia i nikogo, kto Mu ufa, ich nie pozbawi. Podobnie postąpi
tata ze swoimi dziećmi: zaopiekuje się szczególnie tym, które ma
najmniej i jest najsłabsze.

Ale tu nie chodzi tylko o opiekę i pomoc Boga w sprawach doczesnych,
lecz o zbawienie. Tu człowiek jest zupełnie bezsilny, bo tylko Bóg
może nas zbawić. Wymaga to jednak naszego całkowitego zaufania i
oddania się Bogu. Właśnie to uczyniła bohaterka dzisiejszej
Ewangelii. I na pewno nie zawiodła się na Nim. Bóg nigdy nie
zawiedzie tych, którzy Mu ufają i oddają swoje życie i sprawy w Jego
ręce.

Oczywiście, taka ofiara i zaufanie, wymagają dużo pokory i wiary.
Człowiek nie lubi zawdzięczać innym zbyt wiele. Woli raczej być
niezależny i sam zapewnić sobie utrzymanie. W dziedzinie życia
doczesnego jest to zdrowa tendencja, ale niestety, przenosi się ona
często na zakres życia duchowego i religijnego. Człowieka ogarnia
wtedy zgubna pewność siebie, która szybko przeradza się w pychę: sam
sobie poradzę, nie potrzebuję niczyjej łaski, nawet Boga! Towarzyszy
temu przeświadczenie o własnej doskonałości i samowystarczalności.
Jej rzekome zewnętrzne wyrazy zaczyna się więc pomnażać. Tą drogą
poszli faryzeusze i pewnie wielu z nas. Ale te pozory nikogo nie
zbawią, a Bogu skrępują ręce."

Ks. Mariusz Pohl
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka