Dodaj do ulubionych

Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu

13.11.09, 02:02
Chrześcijaństwo i buddyzm pozornie różnią się: rytuałami,dogmatami, siatką
pojęciową. Jednak rdzeń, esencja obu religii są tożsame. Obie wskazują na
iluzoryczny charakter postrzeganej przez nas rzeczywistości. To oznacza
właśnie biblijne wskazanie, że choć patrzymy, to nie widzimy, choć słuchamy,
to nie słyszymy. To opis tego kto halucynuje. Na co jesteśmy głusi i ślepi? Na
boski charakter rzeczywistości, na Królestwo Niebieskie, które jest w nas. To
więc nasza ułomna percepcja nie pozwala nam widzieć Nieba. Budda to
przebudzony. Przebudzony to ten, który już nie śni. Budda naucza, że
pierwotna, wrodzona natura każdej istoty jest wieczną naturą buddy. Oświecenie
to przebudzenie z iluzji. Gdy przebudzamy się, czy zbawiamy, to wracamy do
naszego pierwotnego stanu. W chrześcijaństwie wracamy do Boga, do szczęśliwego
życia wiecznego, w pokoju w Bogu, z którym jesteśmy jednością. Poznajemy wtedy
Boga. W buddyzmie w oświeceniu rozpoznajemy pierwotną, spokojną, radosną,
wieczną naturę wszystkiego, z którą jednoczymy się, czy raczej ponownie
postrzegamy, że zawsze byliśmy i zawsze będziemy z nią w jedności. Buddyzm
teoretycznie odrzuca ideę Boga. Jednak atrybuty chrześcijańskiego Boga i
buddyjskiej pierwotnej niezrodzonej rzeczywistości są takie same: wieczność,
nieskończoność, obejmowanie wszystkiego i bycie we wszystkim, wolność od
wszelkiego konfliktu, świadomość wszystkiego co jest, ostateczne i wieczne
poznanie, poza tego rodzaju percepcją, która jest właściwa ludziom. W obu
przekazach postrzeganie iluzji wynika z odwrócenia się od prawdy. To nasz
wybór, że nie widzimy Nieba i Boga, nie rozpoznajemy naszej własnej, wrodzonej
nam natury buddy. Możemy wybrać inaczej. W obu religiach wskazania są te same:
mamy nie osądzać ani rzeczywistości, ani bliźniego. To osąd czyni nas ślepymi
na prawdę. Bo prawdę, Boga, wieczną i wszechogarniającą podstawę
rzeczywistości (wrodzoną wszystkiemu naturę buddy) możemy tylko poznać. Nie
możemy ich osądzać. Osąd natychmiast przemieszcza nas w krainę iluzji, czyni
niemożliwym poznanie. Śnimy więc o śmierci i cierpieniach, o samotności i
wiecznym niespełnieniu, a sen jest dla nas całkowicie realny. Szczęście we
śnie może być tylko chwilowe. Obie religie wskazują również, iż nie wyrwiemy
się z iluzji ganiając za formami (przyjemnościami zmysłowymi). Skoro Bóg i
wrodzona wszystkiemu natura buddy są poza formą, przekraczają formę, to
koncentrowanie się na formach (przedmiotach zmysłów), pożądanie ich, gonienie
za nimi, blokuje poznanie Boga, wrodzonej natury buddy. To skrótowy opis
tożsamości obu religii. Można go bardzo rozbudować.

Cel jest ten sam, choć ścieżki wiodą różne. Koncentrowanie się na rytuałach,
drugorzędnych dogmatach, zwyczajach stworzonych w trakcie tysięcy lat
funkcjonowania obu religii w formach zinstytucjonalizowanych, to całkowite
gubienie celu. W obu religiach występuje ten sam problem, forma przesłoniła
pierwotny przekaz. Chrystus nie nakazywał budowania kościołów i walczenia o
krzyże, tylko miłowanie bliźniego. Podobnie Budda: nie wskazywał, że palenie
kadzidełek i budowanie pozłacanych świątyń niesie oświecenie, ale zaprzestanie
osądu, oceny. Spory doktrynalne w ramach obu religii, wskazywanie na
unikatowość każdej z nich, niekończące się dyskusje o szczegółach bez
znaczenia, morze słów, których za moment nikt nie pamięta, to wszystko można
porównać do dyskusji nad mapą, gdy zacietrzewieni podróżnicy drą ją na
kawałki. Każdemu zostaje fragment, ale ten, na którym zaznaczony jest cel,
wpada do mysiej dziury. Podnieceni wędrowcy nie widzą tego jednak, a każdy z
nich głośno krzyczy, że jego część mapy jest najważniejsza, że teraz on będzie
wytyczał dalszą trasę.
Obserwuj wątek
    • pele999 Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 13.11.09, 06:14
      Jan Pawel II w ksiazce "Przekroczyć próg nadziei"
      odpowiada : "Trzeba jednakże zaraz dodać, że soteriologia buddyzmu
      stanowi poniekąd odwrotność tego, co jest istotne dla
      chrześcijaństwa."
      I dalej Jan Pawel II stwierdza :
      ...
      "Soteriologia buddyzmu stanowi punkt centralny i w pewnym sensie
      punkt jedyny tego systemu. Jednakże zarówno tradycja buddyjska, jak
      i metody z niej wynikające, znają prawie wyłącznie „soteriologia
      negatywną'.

      „Oświecenie", jakiego doznał Budda, sprowadza się do
      przeświadczenia, że świat jest zły. Jest on też źródłem zła i
      cierpienia dla człowieka. Ażeby wyzwolić się od tego zła, trzeba
      wyzwolić się od świata. Trzeba zerwać te więzy, jakie łączą nas z
      zewnętrzną rzeczywistością - więzy istniejące w naszej ludzkiej
      konstytucji, w naszej psychice i somatyce. Im bardziej uwalniamy się
      od tych więzów, im bardziej wszystko, co światowe, staje się nam
      obojętne, tym bardziej wyzwalamy się od cierpienia, czyli od zła,
      które pochodzi ze świata.
      Czy w ten sposób przybliżamy się do Boga? W „oświeceniu" przekazanym
      przez Buddę nie ma o tym mowy. Buddyzm jest w znacznej mierze
      systemem „ateistycznym". Nie wyzwalamy się od zła poprzez dobro,
      które pochodzi od Boga, wyzwalamy się tylko poprzez zerwanie ze
      światem, który jest zły. Pełnia tego zerwania, to nie zjednoczenie z
      Bogiem, ale tak zwana nirwana, czyli wejście w stan doskonałej
      obojętności względem świata. Zbawić się, to znaczy przede wszystkim
      uwolnić się od zła, zobojętnieć na świat, który jest źródłem z.la.
      Na tym cały proces duchowy się kończy.

      Nieraz próbuje się tu nawiązać do mistyków chrześcijańskich', czy to
      z Europy Północnej (Eckhart, Tauler, Suzo, Ruysbroeck), czy też
      późniejszej mistyki hiszpańskiej (św. Teresa z Avila i św. Jan od
      Krzyża). Jeżeli jednak św. Jan od Krzyża w swojej Drodze na Górę
      Karmel oraz w Ciemnej nocy mówi o potrzebie oczyszczenia, oderwania
      się od świata zmysłowego, to jednak to oderwanie nie jest celem
      samym w sobie. „By dojść do tego, w czym nie masz upodobania, musisz
      przejść przez to, w czym nie masz upodobania. By dojść do tego,
      czego nie poznajesz, musisz iść przez to, czego nie poznajesz. By
      dojść do tego, czego nie posiadasz, musisz iść przez to, czego nie
      posiadasz" (Droga na Górę Karmel, I, 13, 11). Te klasyczne teksty
      Jana od Krzyża bywają nieraz rozumiane na azjatyckim Wschodzie jako
      potwierdzenie dla tamtejszych metod ascetycznych. Jednakże Doktor
      Kościoła nie proponuje samego tylko oderwania się od świata.
      Proponuje oderwanie się od świata dla zjednoczenia z tym, co jest
      poza-światowe, a to, co jest poza-światowe, nie jest „nirwaną", ale
      jest Osobą, jest Bogiem. Zjednoczenie z Nim urzeczywistnia się nie
      na drodze samego oczyszczenia, ale poprzez miłość.
      Mistyka karmelitańska zaczyna się w tym miejscu, w którym kończą się
      rozważania Buddy i jego wskazówki dla życia duchowego. Sw. Jan od
      Krzyża widzi w oczyszczeniu czynnym i biernym duszy ludzkiej, w
      owych swoistych nocach ciemności zmysłów i ducha, przede wszystkim
      przygotowanie do tego, ażeby duszę ludzką mógł przeniknąć żywy
      płomień miłości. Taki jest też tytuł jego głównego dzieła (Żywy
      płomień miłości).

      Tak więc przy całej zbieżności jest tu zasadnicza rozbieżność.
      Mistyka chrześcijańska poprzez wszystkie wieki, poczynając od epoki
      Ojców Kościoła na Wschodzie i Zachodzie, a potem mistyka wielkich
      teologów scholastyki, jak św. Tomasz z Akwinu oraz mistyka szkoły
      nadreńskiej, a wreszcie ta karmelitańska, nie wyrasta z czysto
      negatywnego „oświecenia", które uświadamia człowiekowi zło, jakim
      jest przywiązanie do świata poprzez zmysły, poprzez intelekt i
      poprzez ducha. Mistyka ta rodzi się z Objawienia Boga Żywego. Ten
      Bóg otwiera się na zjednoczenie z człowiekiem i ten Bóg otwiera też
      w człowieku zdolność jednoczenia się z Nim, przede wszystkim poprzez
      cnoty teologiczne, poprzez wiarę i nadzieję, a nade wszystko poprzez
      miłość.

      Chrześcijańska mistyka we wszystkich stuleciach, aż do naszych
      czasów, również mistyka takich wspaniałych ludzi czynu, jak Wincenty
      a Paulo, czy Jan Bosko, czy Maksymilian Kolbe, budowała i stale
      buduje chrześcijaństwo w tym, co jest dla niego najbardziej istotne.
      Buduje też Kościół jako wspólnotę wiary, nadziei i miłości. Buduje
      cywilizację. Jest to owa „zachodnia cywilizacja" naznaczona
      pozytywnym odniesieniem do świata, zbudowana poprzez osiągnięcia
      nauki i techniki, które w jakimś sensie mają swój wspólny początek
      zarówno w tradycji filozoficznej starożytnej Grecji, jak też w
      Objawieniu judeochrześcijańskim. Prawda o Bogu Stwórcy i o
      Chrystusie Odkupicielu świata jest potężną siłą inspirującą, stałą
      afirmacją stworzenia, stałą potrzebą jego przetwarzania i
      udoskonalania.

      Sobór Watykański II tę prawdę w całej rozciągłości potwierdził. Tak
      więc za¬trzymanie się na negatywnym odniesieniu do świata, na
      stwierdzeniu, że świat jest tylko źródłem cierpienia dla człowieka,
      od którego trzeba się oderwać, jest nie tylko jednostronne, ale
      stanowi zasadniczą trudność dla rozwoju człowieka i rozwoju świata,
      który został człowiekowi dany i zadany przez Stwórcę. Czytamy w
      Gaudium et spes: „Ma więc Sobór przed oczyma świat ludzi, czyli cala
      rodzinę ludzką wraz z tym wszystkim, wśród czego ona żyje; świat
      będący widownią historii rodzaju ludzkiego, naznaczony pomnikami
      jego wysiłków, klęsk i zwycięstw; świat, który -jak wierzą
      chrześcijanie - z miłości Stwórcy powołany do bytu i zachowy¬wany,
      popadł wprawdzie w niewolę grzechu, lecz został wyzwolony przez
      Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, po złamaniu potęgi
      Złego, by wedle zamyśla Bożego doznał przemiany i doszedł do pełni
      doskonałości" (n. 2).

      Widać z tego, że pomiędzy religiami Dalekiego Wschodu, a w
      szczególności pomiędzy buddyzmem a chrześcijaństwem, jest zasadnicza
      różnica w rozumieniu świata. Świat jest bowiem stworzeniem Bożym,
      jest odkupiony przez Chrystusa. Człowiek spotyka w świecie Boga i
      nie potrzebuje tak bezwzględnego oderwania od świata, aby odnaleźć
      się w głębiach swej wewnętrznej tajemnicy. Dla chrześcijaństwa nie
      ma sensu mówić o świecie jako o jakimś złu „radykalnym", gdyż u
      początku jego drogi znajduje się Bóg Stwórca miłujący swoje
      stworzenie, który „Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w
      Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne" (J 3, 16). "

      • restyler Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 13.11.09, 08:36
        Jest to typowe doktrynalne, przeintelektualizowane podejście, wypaczające
        zarówno sens przekazu buddyjskiego, jak i nauki Jezusa. Za jakiś czas mogę to
        uzasadnić głębiej, cytując źródła do których teraz nie mam dostępu. Czemu służy
        uwypuklanie różnic, w dodatku pozornych, wynikających z przyjętych założeń i
        przeintelektualizowania? Chyba tylko wykazywaniu wyższości własnej religii nad
        inną, co jest sprzeczne z przekazem Jezusa. Być może także, gdy posiada się
        rozbudowaną, kosztowną machinę administracyjno-edukacyjno-misyjną, uzasadnianiu
        jej istnienia. To jest choroba
      • restyler Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 13.11.09, 09:37
        Jest to typowe doktrynalne, przeintelektualizowane podejście, wypaczające
        zarówno sens przekazu buddyjskiego, jak i nauki Jezusa. Czemu służy uwypuklanie
        różnic, w dodatku pozornych, wynikających z przyjętych założeń i
        przeintelektualizowania? Chyba tylko wykazywaniu wyższości własnej religii nad
        inną, co jest sprzeczne z przekazem Jezusa. Być może także, gdy posiada się
        rozbudowaną, kosztowną machinę administracyjno-edukacyjno-misyjną, uzasadnianiu
        jej istnienia. To jest choroba słów. Dla wielu jest łatwiejsze konstruowanie
        rozbudowanych systemów intelektualnych, opartych teoretycznie na naukach
        Chrystusa i Buddy, niż ich naśladowanie. To choroba ego. Oczywiście buddyzm
        absolutnie nie jest od niej wolny, gdzie wielu koncentrowało się na
        przeintelektualizowanych, doktrynalnych sporach, gubiąc sens przekazu Buddy.

        W buddyzmie nie chodzi o samo oczyszczenie. Oczyszczenie umysłu prowadzi do
        rozpoznania wiecznej, wszystkim wrodzonej, współczującej, miłującej natury
        buddy. Wielu buddystów tego nie rozumiało, a ci którzy to rozumieli
        oczyszczanie dla oczyszczania nazywali chorobą medytacji, chorobą pustki.
        Oczyszczanie prowadzi do rozpoznania całkowicie równej, całkowicie wszystkim
        dostępnej, całkowicie łagodnej, wolnej od konfliktu, radosnej natury
        rzeczywistości. W buddyzmie składa się przysięgę, w uproszczeniu, iż nie oświecę
        się, nie wejdę do szczęśliwej, wyzwalającej nirwanicznej pierwotnej natury,
        dopóki nie oświecę, nie wyzwolę wszystkich istot, bo nie chcę by cierpiały. To
        jest obojętność??? Budda oświecił się, gdyż widział cierpienie (choć sam był
        księciem, żyjącym w świecie obfitości) innych istot i to Go bolało! Budda
        zdecydował się po oświeceniu na kilkadziesiąt lat nauczania, tylko ze względu na
        współczucie dla cierpiących istot! Miłujące współczucie to źródło buddyjskiej
        doktryny! O obojętności buddyzmu może mówić tylko ten, kto nie rozumie jego
        źródła i sensu i koncentruje się na ewentualnych wypaczeniach przekazu Buddy.

        Z drugiej strony. Oczywiście Bóg jest Miłością. Ale co to znaczy Osobowy Bóg? W
        jakim sensie Bóg będący nieskończonością, wiecznością, przekraczający wszystkie
        formy, będący wszędzie, poznający wszystko, komunikujący się ze wszystkim, jest
        osobowy? To znów zaciemnianie słowami. Żadnego z tych atrybutów nie ma człowiek,
        który zapomniał Boga. Więc z punktu widzenia najistotniejszych swych cech Bóg
        nie jest osobowy. Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Czy to
        znaczy, że Bóg ma ciało i ograniczone postrzeganie, że jest śmiertelny? Gdzie
        jest to podobieństwo? W tym, że człowiek w swojej istocie ma takie atrybuty jak
        Bóg (oprócz tego, ze to Bóg jest pierwotny i stworzył człowieka, a nie na
        odwrót), tylko, ze odwrócił się od Boga i stracił poznanie. Odwrócił się od
        Miłości i ocenia, porównuje i ciągłymi porównaniami, szukaniem różnic, uzasadnia
        swoją wartość, co prowadzi do niechęci do innych, wrogości i nienawiści,
        odwrócił się od życia wiecznego i widzi śmierć, itd. O Bogu można powiedzieć, że
        jest osobowy tylko w tym sensie, że jest samoświadomym, pierwotnym, całkowicie
        poznającym, miłującym, stwórczym Bytem. Nie ma żadnych "osobowych" właściwości,
        takich jakie ma osoba ludzka (a osoba ludzka to właśnie forma iluzji, bytu
        podobnego Bogu, od Boga odwróconego). Jeśli rozumie się to wszystko, to
        tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu jest oczywista.

        Nie sięgam do żadnych źródeł i cytatów. Rozumienie jest rozumieniem i nie musi
        podpierać się cytatami :), a rozumieć może każdy, nie tylko teologowie i
        kapłani, którzy przypisują sobie wyjątkowe właściwości, co jest sprzeczne z
        nauką Jezusa. Dlaczego? Bo Miłujący, Doskonały Bóg jest doskonale sprawiedliwy i
        zapewnia każdemu taki sam dostęp do Siebie. Inaczej nie mógłby postąpić, bo
        oznaczałoby to, że w stworzeniu zróżnicował swoje dzieci, co byłoby całkowicie
        sprzeczne z Jego Doskonałą i Sprawiedliwą Miłością. Dokładnie tak samo
        sprawiedliwa i miłująca, nie różnicująca, jest wrodzona wszystkim, pierwotna
        natura buddy. Bo Źródło jest Jedno, tyle, że do zagubionych dociera w różny
        sposób, różnymi słowami. Jeśli ktoś nie rozumie, że Jedno Uniwersalne Źródło,
        Które nie ma imienia, bo jest poza słowami, i do którego należą wszystkie
        imiona, bo wszystko obejmuje, dociera do zagubionych bytów na miriady sposobów,
        ten nie rozumie doskonałości, wszechmocy, sprawiedliwości i miłości Tego Źródła.
        Pozdrawiam
        • nehsa Re: Tożsamość chrześcijaństwa ? 13.11.09, 09:47
          Zastanawiam się po przeczytaniu listów założyciela wątku, co chce
          przekazać.
          Nie rozumie Nauki Wszechmogącego Ojca Wszystkich Ludzi, która
          zawiera konkrety, do tego podane prostym językiem.
          restyler np. pisze:
          " W chrześcijaństwie wracamy do Boga, do szczęśliwego
          życia wiecznego, w pokoju w Bogu, z którym jesteśmy jednością."
          pytanie nehsy:
          Gdzie to jest w Nauce Ojca oznajmione?
          Na czym ta jedność ma polegać?

          i dalej restyler podaje wśród atrybutów Boga:
          "...obejmowanie wszystkiego i bycie we wszystkim..."
          i dopowiedź nehsy:
          Przecież to piramidalna bzdura, sprzeczna z Nauką Ojca.

          i dalej restyler pisze:
          "W obu religiach wskazania są te same:
          mamy nie osądzać ani rzeczywistości, ani bliźniego."
          odp.nehsy:
          Człowieku, piszesz brednie, sprzeczne z Nauka Jedynego Ojca(Boga).
          Gdzie Ci to pisze?

          i dalej restyler pisze:
          "Obie religie wskazują również, iż nie wyrwiemy
          się z iluzji ganiając za formami (przyjemnościami zmysłowymi). Skoro
          Bóg i wrodzona wszystkiemu natura buddy są poza formą, przekraczają
          formę, to koncentrowanie się na formach (przedmiotach zmysłów),
          pożądanie ich, gonienie za nimi, blokuje poznanie Boga, wrodzonej
          natury buddy. To skrótowy opis tożsamości obu religii. Można go
          bardzo rozbudować."
          odp. nehsy:
          Po to Stwórca wyposażył człowieka w zmysły, aby z nich korzystał. I
          Nauka Wszechmogacego Ojca w żaden sposób nie zabrania
          wykorzystywania zmysłów.

          i dalej restyler pisze:
          "Chrystus nie nakazywał budowania kościołów i walczenia o
          krzyże, tylko miłowanie bliźniego"
          odp. nehsy:
          Przede wszystkim, to ty nie wiesz, Kim był Chrystus?
          A poza tym, nie nakazywał miłowania.
          Nakaz miłości, czy przykazywanie miłości, w Nauce Ojca-Boga, jest
          wykluczone.
          Ale tak pisze, odpowiesz. Odpowiadam ci i ja. Tak napisali ludzie,
          ale nie należy rozumować zgodnie z ludzkim przekazem.


          • nehsa Re: Tożsamość chrześcijaństwa ? 13.11.09, 10:06
            pele99 m.in. napisał:
            "Czytamy w Gaudium et spes: „Ma więc Sobór przed oczyma świat ludzi,
            czyli cala rodzinę ludzką wraz z tym wszystkim, wśród czego ona
            żyje; świat będący widownią historii rodzaju ludzkiego, naznaczony
            pomnikami jego wysiłków, klęsk i zwycięstw; świat, który -jak wierzą
            chrześcijanie - z miłości Stwórcy powołany do bytu i zachowy¬wany,
            popadł wprawdzie w niewolę grzechu, lecz został wyzwolony przez
            Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, po złamaniu potęgi
            Złego, by wedle zamyśla Bożego doznał przemiany i doszedł do pełni
            doskonałości" (n. 2). "

            i koment nehsy:
            Kreaturalni "ojcowie Krk", nie rozumieją do dnia dzisiejszego
            Nauki Ojca(Boga), którą ozanjmiał Syn(Bóg).
            Nawet nie rozumią tego, że wykluczony jest byt jednoosobowego
            Boga. I także, trzysobowego Boga.
            Nie wiedzą, Kim był Chrystus? I nie wiedzą, czym jest
            grzech?
            I nie rozumią, na czym polegała wybawcza misja Chrystusa,
            czyli posłanego na świat Syna Ojca.



          • restyler Re: Tożsamość chrześcijaństwa ? 13.11.09, 13:59
            nehsa napisał:

            > Zastanawiam się po przeczytaniu listów założyciela wątku, co chce
            > przekazać.
            > Nie rozumie Nauki Wszechmogącego Ojca Wszystkich Ludzi, która
            > zawiera konkrety, do tego podane prostym językiem.
            > restyler np. pisze:
            > " W chrześcijaństwie wracamy do Boga, do szczęśliwego
            > życia wiecznego, w pokoju w Bogu, z którym jesteśmy jednością."
            > pytanie nehsy:
            > Gdzie to jest w Nauce Ojca oznajmione?
            > Na czym ta jedność ma polegać?
            >
            Celem chrześcijanina jest zbawienie. Zbawienie jest powrotem do Boga.
            Stwierdzenie, że patrzymy, a nie widzimy, słuchamy, a nie słyszymy, oznacza
            właśnie to, że nie rozumiemy Boga, nie komunikujemy się z Nim, choć On
            komunikuje się z nami, bo to my odwróciliśmy się od Niego, a nie On od nas. Gdy
            zbawimy się, będziemy widzieć i słyszeć, co oznacza, że poznamy Go, czyli
            wrócimy do Niego. Stwierdzenie, że śmierć zostanie pokonana ostatnia, oznacza,
            że śmierci nie będzie, a więc będzie życie wieczne. Pokój Boży oznacza, że pokój
            pochodzi od Boga, od Boga nie pochodzi żaden konflikt, ani wojna. Wracając do
            Boga, wracamy więc do Jego Pokoju.

            Jedność. Bóg jest Miłością. Nie jest w stanie konfliktu Sam ze Sobą, bo nie jest
            sprzeczny Sam ze Sobą. Bóg jest Stwórcą. Czy miłujący Stwórca, będący doskonałą
            harmonią i miłością, może stworzyć inaczej niż w miłości, poprzez miłość i w
            harmonii? Nie. Czy Bóg może stworzyć sprzecznie Sam ze Sobą, czyli czy może
            stworzyć tak, by Jego stworzenia były z nim w konflikcie? Nie, Bóg nie stwarza
            czegokolwiek co byłoby sprzeczne z Nim Samym. Brak konfliktu pomiędzy Bożym
            stworzeniem, a Bogiem oznacza, że stworzenie i Bóg są w jedności. Bóg nie
            stwarza woli sprzecznej z Jego Wolą. Jedność woli Boga i woli Jego stworzeń,
            oznacza Jedność. Jesteśmy z nim w Jedności, bo nie stworzył nikogo jako
            przeciwstawnego sobie. Tego co Bóg stwarza, nikt i nic nie może zmienić. Nie
            widzimy naszej jedności z Bogiem, gdyż nie patrzymy w stronę Boga. Jeżeli Bóg
            jest Prawdą, a musi nią być, bo nie może być kłamstwem, to gdy nie patrzymy w
            Jego stronę, to nie widzimy Prawdy. Bóg nie stwarza też niczego co byłoby
            kłamstwem. To czego Bóg nie stworzył nie istnieje, bo jest jedynym Stwórcą.
            Jeśli więc nie patrzymy w stronę Prawdy, to tak naprawdę nic nie widzimy.
            Dlatego choć patrzymy, to nie widzimy, choć słuchamy, to nie słyszymy. Gdy znów
            odwrócimy się w stronę
            Boga, to będziemy widzieć Prawdę, czyli będziemy widzieć siebie takimi jakimi
            nas stworzył, czyli w jedności z Nim, jednej Woli z Nim.


            > i dalej restyler podaje wśród atrybutów Boga:
            > "...obejmowanie wszystkiego i bycie we wszystkim..."
            > i dopowiedź nehsy:
            > Przecież to piramidalna bzdura, sprzeczna z Nauką Ojca.
            >
            Można wyjaśnić to na wiele sposobów, ale wystarczy jeden. Bóg jest Prawdą. Bóg
            nie stwarza kłamstwa, ani nic co byłoby sprzeczne z Nim. Bóg stwarza na Swoje
            podobieństwo. Prawda stwarza Prawdę. Ponieważ Bóg jest jedynym Stwórcą, to nie
            istnieje nic, oprócz tego co stworzył. We wszystkim co stworzył jest więc ta
            sama Prawda, która jest w Nim, Prawda którą On jest. To oznacza, że jest we
            wszystkim. Prawda, którą jest Bóg obejmuje wszystko, bo nie ma nic co nie byłoby
            Tą Prawdą, bo nic innego oprócz Prawdy nie jest stwarzane przez Boga. U Boga
            nie ma też różnych prawd. Różne od siebie prawdy oznaczałaby, że któraś z nich
            prawdą nie jest. To oznaczałoby, że Bóg dopuszcza prawdę nie będącą prawdą,
            czyli jest sprzeczny Sam ze Sobą, a to jest niemożliwe. Można to też ująć tak,
            że Boża Prawda opromienia, obejmuje cale Jego stworzenie. c.d.n.

            • nehsa Re: Religijność dowodem ciemnoty. 13.11.09, 15:42
              restyler w odpowiedzi m.in. napisał:
              "Celem chrześcijanina jest zbawienie. Zbawienie jest powrotem do
              Boga."
              stwierdzenie nehsy:
              Powrót do Boga, u Którego wcześniej nigdy nie byliśmy?

              i dalej restyler napisał:
              "Stwierdzenie, że patrzymy, a nie widzimy, słuchamy, a nie słyszymy,
              oznacza właśnie to, że nie rozumiemy Boga, nie komunikujemy się z
              Nim, choć On komunikuje się z nami, bo to my odwróciliśmy się od
              Niego, a nie On od nas. Gdy zbawimy się, będziemy widzieć i słyszeć,
              co oznacza, że poznamy Go, czyli wrócimy do Niego."
              i koment nehsy:
              Przywołane przez Nauczyciela słowa Izajasza, spełniają inne zdanie.

              i dalej restyler napisał:
              "Pokój Boży oznacza, że pokój pochodzi od Boga, od Boga nie pochodzi
              żaden konflikt, ani wojna.
              Wracając do Boga, wracamy więc do Jego Pokoju."
              i koment nehsy:
              Konkretnie, pokój, jest skutkiem przestrzegania przez ludzi, jednego
              z oznajmionych nam w Nauce Ojca wzorców postępowania.
              W Nauce Wszechmogącego Ojca(Boga), masz zrozumiale podane, że do
              Naszego Ojca, w twoim rozumieniu, nie dotrzemy nigdy, chociaż zawsze
              będziemy do Niego dążyć.
              Przecież to oczywiste.

              restyler dalej napisał:
              "Bóg jest Miłością.".
              Odp. nehsy: Nie jest. Miłość jest wolą Ojca(Boga).
              i restyler napisał:" Bóg jest Stwórcą."
              Odp.nehsy: Ojciec(Bóg), nie jest Stwórcą.

              restyler dalej napisał:
              "Czy miłujący Stwórca, będący doskonałą
              harmonią i miłością, może stworzyć inaczej niż w miłości, poprzez
              miłość i w harmonii? Nie. Czy Bóg może stworzyć sprzecznie Sam ze
              Sobą, czyli czy może stworzyć tak, by Jego stworzenia były z nim w
              konflikcie? Nie, Bóg nie stwarza czegokolwiek co byłoby sprzeczne z
              Nim Samym.

              i przypomnienie nehsy:
              napisałeś o Bogu, co ja zakwestionowałem jako bzdurę:
              "...obejmowanie wszystkiego i bycie we wszystkim..." .
              Zatem funkcjonowanie ludzi drapieżców i stworzeń drapieżników
              , nie jest według ciebie sprzeczne z tym, co piszesz.
              Tym bardziej, że dodajesz restylerze:
              " Brak konfliktu pomiędzy Bożym stworzeniem, a Bogiem oznacza, że
              stworzenie i Bóg są w jedności.
              Bóg nie stwarza woli sprzecznej z Jego Wolą. Jedność woli Boga i
              woli Jego stworzeń, oznacza Jedność.
              Jesteśmy z nim w Jedności, bo nie stworzył nikogo jako
              przeciwstawnego sobie. "

              i dalej restyler napisał:
              "Tego co Bóg stwarza, nikt i nic nie może zmienić. Nie widzimy
              naszej jedności z Bogiem, gdyż nie patrzymy w stronę Boga.
              i prośba nehsy o upewnienie w domysłach:
              Co należy rozumieć przez patrzenie w stronę Boga?

              i dalej restyler napisał:
              "Jeżeli Bóg jest Prawdą, a musi nią być, bo nie może być kłamstwem,
              to gdy nie patrzymy w Jego stronę, to nie widzimy Prawdy. "
              i uzasadnienie prośby nehsy:
              Zatem jeszcze raz prosze, odpowiedz na moją prośbę.

              i dalej restyler napisał:
              "To czego Bóg nie stworzył nie istnieje, bo jest jedynym Stwórcą.
              Jeśli więc nie patrzymy w stronę Prawdy, to tak naprawdę nic nie
              widzimy.
              Dlatego choć patrzymy, to nie widzimy, choć słuchamy, to nie
              słyszymy.
              Gdy znów odwrócimy się w stronę Boga, to będziemy widzieć Prawdę,
              czyli będziemy widzieć siebie takimi jakimi nas stworzył, czyli w
              jedności z Nim, jednej Woli z Nim. "

              i koment nehsy:
              Ale widzisz, w Nauce Wszechmogacego Ojca jest oznajmione, że Jedynym
              Depozytariuszem miłości, jest Ojciec-Bóg.
              Zatem to, co piszesz, pozostaje w sprzeczności z Nauką Ojca.

              i dalej restyler wyjaśnia nehsie zasadność zakwestionowanego
              przez nehsę, jednego z atrybutów Boga:

              "...obejmowanie wszystkiego i bycie we wszystkim..."
              wyjaśnienie restylera:
              Można wyjaśnić to na wiele sposobów, ale wystarczy jeden.
              Bóg jest Prawdą. Bóg nie stwarza kłamstwa, ani nic co byłoby
              sprzeczne z Nim.
              Bóg stwarza na Swoje podobieństwo. (pogrubił nehsa)
              Prawda stwarza Prawdę. (pogrubił nehsa)

              i stawia nehsa pytanie:
              To gdzie tu podobieństwo, skoro jest "taksamo", identycznie, to samo.

              i dalej restyler:
              "Ponieważ Bóg jest jedynym Stwórcą, to nie istnieje nic, oprócz tego
              co stworzył. We wszystkim co stworzył jest więc ta sama Prawda,
              która jest w Nim, Prawda którą On jest. To oznacza, że jest we
              wszystkim. Prawda, którą jest Bóg obejmuje wszystko, bo nie ma nic
              co nie byłoby Tą Prawdą, bo nic innego oprócz Prawdy nie jest
              stwarzane przez Boga. U Boga nie ma też różnych prawd. Różne od
              siebie prawdy oznaczałaby, że któraś z nich
              prawdą nie jest. To oznaczałoby, że Bóg dopuszcza prawdę nie będącą
              prawdą, czyli jest sprzeczny Sam ze Sobą, a to jest niemożliwe.
              Można to też ująć tak, że Boża Prawda opromienia, obejmuje cale Jego
              stworzenie. c.d.n.

              i malutkie spostrzeżenie nehsy:
              W wiarygodnych świadectwach Nauki Ojca, które przetrwały m.in. w
              Ew.św. Jan 17/17
              czytamy:
              "Poświęćże je w prawdzie twojej;
              słowo twoje jest prawdą."


              a w Ew.św. Jana 14/6
              "Jamci jest droga, i prawda..."


              Są zatem Dwie różne Prawdy, o których ja wiem, ale ty nie.
              Definicje prawdy podałem.

              Piszę te posty tylko dlatego, że jesteś człowiekiem nie wiedzącym,
              ale nie jesteś obłudnikiem.
              Ciekawy jestem, co jeszcze napiszesz.
              Nauka Wszechmogącego Ojca(Boga), którą oznajmiał Syn(Bóg), jest
              wiedzą ponadreligijną i ponadpolityczną, co podaję, aby ci nie
              przyszło do głowy, że poszukuję chętnych do "mojej" organizacji
              religijnej.


              • restyler Re: Religijność dowodem ciemnoty. 14.11.09, 10:26
                nehsa napisał:

                > restyler w odpowiedzi m.in. napisał:
                > "Celem chrześcijanina jest zbawienie. Zbawienie jest powrotem do
                > Boga."
                > stwierdzenie nehsy:
                > Powrót do Boga, u Którego wcześniej nigdy nie byliśmy?
                >
                Wydaje mi się, ze nasza wiara oparta jest na nieco innych założeniach. Niestety
                z Twoich postów nie w pełni mogę wnioskować o fundamentach Twojej. Może to nieco
                utrudniać rozmowę i powodować nieporozumienia.

                W dalszej części postu piszesz, że Bóg nie jest Stwórcą, ale jest Bogiem Ojcem.
                Nie za bardzo rozumiem co oznacza, że Bóg Ojciec nie jest Bogiem Stwórcą. Przede
                wszystkim jednak, gdyby tak było, to oznaczałoby to, że rzeczywistość ma także
                inne źródło niż Bóg. Musiałby istnieć inny niż Bóg czynnik stwórczy,
                przyczynowy. Ten czynnik sam musiałby być bezprzyczynowy, podobnie jak Bóg.
                Oznaczałoby to, że Bóg nie obejmuje całej rzeczywistości, czyli że ma granice.
                Oznaczałoby to także, że nie jest wszechmocny, bo nie miałby wpływu na
                stworzenie całej rzeczywistości, czyli jej część musiałaby być poza Jego Wolą.
                Ograniczony i nie wszechmocny Bóg nie jest Bogiem, chyba że w jakichś
                dualistycznych systemach religijnych.

                Bóg, jeśli ma mieć swoje atrybuty - wszechmoc i nieskończoność - musi być
                jedynym źródłem rzeczywistości. Jeśli tak, to stwarzając nas, stworzył nas i
                "umieścił" u siebie. Jak miłujący i wszechmocny Ojciec mógłby postąpić inaczej?
                Czy mógłby umieścić Swoje dzieci w jakiejś gorszej jakościowo rzeczywistości,
                niż ta, w której sam jest? Nie, bo nie byłby miłujący. Byliśmy więc u Boga.
                Odwróciliśmy się od niego, sprzeciwili jego woli i nie jesteśmy u Niego, czy też
                raczej nie widzimy tego. Gdy znów nasza wola stanie się całkowicie zgodna z
                Jego, to przypomnimy Go sobie, znów poznamy, czyli wrócimy do Boga. Można
                powiedzieć, tak jak osoba budząca się z długotrwałej śpiączki powiedziałaby:
                wróciłem do Was.


                > i dalej restyler napisał:
                > "Stwierdzenie, że patrzymy, a nie widzimy, słuchamy, a nie słyszymy,
                > oznacza właśnie to, że nie rozumiemy Boga, nie komunikujemy się z
                > Nim, choć On komunikuje się z nami, bo to my odwróciliśmy się od
                > Niego, a nie On od nas. Gdy zbawimy się, będziemy widzieć i słyszeć,
                > co oznacza, że poznamy Go, czyli wrócimy do Niego."
                > i koment nehsy:
                > Przywołane przez Nauczyciela słowa Izajasza, spełniają inne zdanie.

                Można to wyjaśnić inaczej. Czy miłujący Ojciec obdarzył by swoje dzieci gorszym
                sposobem postrzegania, poznania, niż On sam ma? Nie. Niewątpliwie teraz nasze
                postrzeganie i poznanie są ułomne. Niezależnie więc od tego co miał na myśli
                Izajasz, można powiedzieć, że choć patrzymy, to nie widzimy, bo nie widzimy tak
                jak Bóg. Bóg widzi tylko Prawdę, więc jeśli my jej nie widzimy, to po prostu
                widzimy iluzje.

                > i dalej restyler napisał:
                > "Pokój Boży oznacza, że pokój pochodzi od Boga, od Boga nie pochodzi
                > żaden konflikt, ani wojna.
                > Wracając do Boga, wracamy więc do Jego Pokoju."
                > i koment nehsy:
                > Konkretnie, pokój, jest skutkiem przestrzegania przez ludzi, jednego
                > z oznajmionych nam w Nauce Ojca wzorców postępowania.
                > W Nauce Wszechmogącego Ojca(Boga), masz zrozumiale podane, że do
                > Naszego Ojca, w twoim rozumieniu, nie dotrzemy nigdy, chociaż zawsze
                > będziemy do Niego dążyć.
                Przecież to oczywiste.
                >
                I nikt tego pokoju na ziemi nie zaznał. Poza tym Pokój Boży, to coś więcej niż
                wolność od konfliktu i wojny, to całkowita wolność od trosk, zmartwień i
                wszelkiego cierpienia, śmierci, samotności, rozstań. To całkowita radość,
                cichego, spokojnego, twórczego bycia

                Dążyć do celu i nigdy do niego nie dotrzeć to całkowite niespełnienie, to
                wieczna frustracja. To przerażająca wizja. Jak miłujący Bóg mógłby dać swoim
                dzieciom wieczne niespełnienie. Musiałby być albo niemiłosierny, albo nie byłby
                wszechmocny.
                c.d.n.
                >
              • restyler Re: Religijność dowodem ciemnoty. 14.11.09, 11:14
                c.d. odpowiedzi dla nehsa

                nehsa napisał:
                >
                > restyler dalej napisał:
                > "Bóg jest Miłością.".
                > Odp. nehsy: Nie jest. Miłość jest wolą Ojca(Boga).
                > i restyler napisał:" Bóg jest Stwórcą."
                > Odp.nehsy: Ojciec(Bóg), nie jest Stwórcą.

                Bóg nie jest Stwórcą, odniosłem się do tego w poprzednim poście. Co do miłości,
                to na razie pominę to, bo chyba w tej rozmowie nie ma to takiego znaczenia.

                > restyler dalej napisał:
                > "Czy miłujący Stwórca, będący doskonałą
                > harmonią i miłością, może stworzyć inaczej niż w miłości, poprzez
                > miłość i w harmonii? Nie. Czy Bóg może stworzyć sprzecznie Sam ze
                > Sobą, czyli czy może stworzyć tak, by Jego stworzenia były z nim w
                > konflikcie? Nie, Bóg nie stwarza czegokolwiek co byłoby sprzeczne z
                > Nim Samym.
                >
                > i przypomnienie nehsy:
                > napisałeś o Bogu, co ja zakwestionowałem jako bzdurę:
                > "...obejmowanie wszystkiego i bycie we wszystkim..." .
                > Zatem funkcjonowanie ludzi drapieżców i stworzeń drapieżników
                >
                , nie jest według ciebie sprzeczne z tym, co piszesz.
                > Tym bardziej, że dodajesz restylerze:
                > " Brak konfliktu pomiędzy Bożym stworzeniem, a Bogiem oznacza, że
                > stworzenie i Bóg są w jedności.
                > Bóg nie stwarza woli sprzecznej z Jego Wolą. Jedność woli Boga i
                > woli Jego stworzeń, oznacza Jedność.
                > Jesteśmy z nim w Jedności, bo nie stworzył nikogo jako
                > przeciwstawnego sobie. "

                I tu jest klucz. Bóg nie stworzył nikogo drapieżcą, mordercą, bandytą. Jak
                mógłby tak zrobić miłujący Ojciec, którego wolą jest miłość? To czego Bóg nie
                stwarza, bo nie ma innego czynnika sprawczego od Boga, bo rzeczywistość nie ma
                dwóch autorów (zob. poprzedni post), nie istnieje. Gdzie można doznawać tego co
                nie istnieje? W iluzji. Nasz świat, takim jakim go postrzegamy, z tych prostych
                powodów jest wyłącznie złym snem stworzeń Bożych, które postanowiły nie zgadzać
                się z wolą Boga. Iluzja jest całkowita. Dlaczego? Bóg obdarzył swe dzieci swoją
                mocą twórczą. Jaki miłujący ojciec chciałby by jego dzieci były bezpłodne albo
                miały moc twórczą mniejszą niż on o całe rzędy wielkości, nieskończenie
                mniejszą? Żaden.I właśnie odwróciwszy się od Boga stwarzamy chore światy. Jeśli
                wolą Boga jest miłość, to postanowiwszy nie być z nim jednej woli, stwarzamy bez
                miłości. I widzimy, to co widzimy. Dlaczego jednak to jest iluzja? Jak Bóg będąc
                wszechmocny i miłujący mógłby zgodzić się, by zło, śmierć, choroby, nienawiść
                stały się równorzędnymi elementami w Jego Miłującej, Doskonałej Rzeczywistości?
                Wolna wola pozwala nam kreować co chcemy, ale Bóg w swej miłujące dobroci
                zapewnił, że jeśli będziemy tworzyć bez miłości, to będzie to tylko realne dla
                nas. To w co wierzymy jest dla nas realne. Taka jest konsekwencja obdarzenia
                stworzeń Bożych wolną wolą i mocą stwórczą. Jednak tylko jeśli stwarzamy zgodnie
                z wolą Boga, to stwarzamy w rzeczywistości, jeśli tworzymy niezgodnie z Jego
                wolą, to tworzymy iluzje, choć są one całkowicie realne dla nas.
                >
                > i dalej restyler napisał:
                > "Tego co Bóg stwarza, nikt i nic nie może zmienić. Nie widzimy
                > naszej jedności z Bogiem, gdyż nie patrzymy w stronę Boga.
                > i prośba nehsy o upewnienie w domysłach:
                > Co należy rozumieć przez patrzenie w stronę Boga?

                Patrzenie w stronę Boga to poznawanie Go i Jego Woli i czynienie zgodnie z nią.

                > i dalej restyler napisał:
                > "Jeżeli Bóg jest Prawdą, a musi nią być, bo nie może być kłamstwem,
                > to gdy nie patrzymy w Jego stronę, to nie widzimy Prawdy. "
                > i uzasadnienie prośby nehsy:
                > Zatem jeszcze raz prosze, odpowiedz na moją prośbę.


                j.w.

                > i dalej restyler napisał:
                > "To czego Bóg nie stworzył nie istnieje, bo jest jedynym Stwórcą.
                > Jeśli więc nie patrzymy w stronę Prawdy, to tak naprawdę nic nie
                > widzimy.
                > Dlatego choć patrzymy, to nie widzimy, choć słuchamy, to nie
                > słyszymy.
                > Gdy znów odwrócimy się w stronę Boga, to będziemy widzieć Prawdę,
                > czyli będziemy widzieć siebie takimi jakimi nas stworzył, czyli w
                > jedności z Nim, jednej Woli z Nim. "
                >
                > i koment nehsy:
                > Ale widzisz, w Nauce Wszechmogacego Ojca jest oznajmione, że Jedynym
                > Depozytariuszem miłości, jest Ojciec-Bóg.
                > Zatem to, co piszesz, pozostaje w sprzeczności z Nauką Ojca.

                Może jest w sprzeczności z Nauką, w którą Ty wierzysz. To co Ty piszesz jest po
                prostu niezrozumiałe i niewyjaśnialne. Jeśli wolą Boga jest miłość, to czy
                chciałby by naszą wolą było co innego? Nie.
                Gdy sprzeciwiamy się Woli Boga, czynimy bez miłości. Gdy nasza wola jest w
                jedności z Wolą Boga, to wszytko co czynimy wynika z woli miłowania. Jedność
                naszej woli i Boga, oznacza że Bóg i Jego stworzenia działają tylko z miłością.
                I to jest Niebem i powrotem do Boga.

                > i dalej restyler wyjaśnia nehsie zasadność zakwestionowanego
                > przez nehsę, jednego z atrybutów Boga:

                > "...obejmowanie wszystkiego i bycie we wszystkim..."
                > wyjaśnienie restylera:
                > Można wyjaśnić to na wiele sposobów, ale wystarczy jeden.
                > Bóg jest Prawdą. Bóg nie stwarza kłamstwa, ani nic co byłoby
                > sprzeczne z Nim.
                > Bóg stwarza na Swoje podobieństwo. (pogrubił nehsa)
                > Prawda stwarza Prawdę. (pogrubił nehsa)
                >
                > i stawia nehsa pytanie:
                > To gdzie tu podobieństwo, skoro jest "taksamo", identycznie, to samo.

                Dokładnie: wola miłowania stwarza tylko miłość, miłość stwarza tylko miłość i to
                jest Niebem. Całkowicie miłujący Bóg i takie sam jak on, jego stworzenia,
                szerzące jego wolę miłowania i miłujące jak On, to Niebo. Gdy Jego stworzenia
                wybierają inaczej, wtedy jest różnorodnie i Nieba nie ma.
                >
                > i dalej restyler:
                > "Ponieważ Bóg jest jedynym Stwórcą, to nie istnieje nic, oprócz tego
                > co stworzył. We wszystkim co stworzył jest więc ta sama Prawda,
                > która jest w Nim, Prawda którą On jest. To oznacza, że jest we
                > wszystkim. Prawda, którą jest Bóg obejmuje wszystko, bo nie ma nic
                > co nie byłoby Tą Prawdą, bo nic innego oprócz Prawdy nie jest
                > stwarzane przez Boga. U Boga nie ma też różnych prawd. Różne od
                > siebie prawdy oznaczałaby, że któraś z nich
                > prawdą nie jest. To oznaczałoby, że Bóg dopuszcza prawdę nie będącą
                > prawdą, czyli jest sprzeczny Sam ze Sobą, a to jest niemożliwe.
                > Można to też ująć tak, że Boża Prawda opromienia, obejmuje cale Jego
                > stworzenie. c.d.n.
                >
                > i malutkie spostrzeżenie nehsy:
                > W wiarygodnych świadectwach Nauki Ojca, które przetrwały m.in. w
                > Ew.św. Jan 17/17
                czytamy:
                > "Poświęćże je w prawdzie twojej;
                > słowo twoje jest prawdą."

                >
                > a w Ew.św. Jana 14/6
                > "Jamci jest droga, i prawda..."

                >
                > Są zatem Dwie różne Prawdy, o których ja wiem, ale ty nie.
                > Definicje prawdy podałem.

                Nie rozumiem. Poza tym mam prośbę, przeczytaj to co zacytowałeś wyżej i odnieś
                się do tego poprzez pokazanie swojego rozumienia. Jeśli jakiekolwiek źródło
                prowadzi do zrozumienia, to masz rozumienie i nie potrzebujesz już źródła.
                Ludzi, którzy nieustannie podpierają się cytatami i autorytetami, tym właśnie
                dowodzą, że nie rozumieją.

                Jeszce raz. Bóg stwarza Prawdę, bo jak mógłby stwarzać kłamstwo. Tego co Bóg nie
                stwarza, nie ma. Nie może być dwóch różnych prawd, bo nie mogłyby być ze sobą
                zgodne, a więc sprzeciwiałby się sobie. To co jest przeciwstawne do prawdy jest
                kłamstwem. Prawda i kłamstwo nie mogą być równocześnie prawdziwe. Jeśli naprawdę
                rozumiesz i wiesz, jeśli Nauki, w które wierzysz prowadzą Cię do rozumienia, to
                po prostu odnieś się do tego, bez cytatów,odwołań, itp. Jeśli nie potrafisz, t
          • restyler Re: Tożsamość chrześcijaństwa ? 13.11.09, 15:52
            c.d. odpowiedzi dla nehsa

            nehsa napisał:

            > i dalej restyler pisze:
            > "W obu religiach wskazania są te same:
            > mamy nie osądzać ani rzeczywistości, ani bliźniego."
            > odp.nehsy:
            > Człowieku, piszesz brednie, sprzeczne z Nauka Jedynego Ojca(Boga).
            > Gdzie Ci to pisze?

            Widzimy belkę w oku bliźniego, a źdźbła w swoim nie. To oznacza, że osądzamy
            błędy bliźnich, nie widząc swoich. Osądzamy błędnie. Jeśli patrzymy a nie
            widzimy, słuchamy a nie słyszymy, to jak możliwy byłby prawidłowy osąd? Czy mamy
            więc z założenia osądzać błędnie? Poza tym jeśli Bóg stwarza z doskonałą
            sprawiedliwością, to stwarza wszystkich z doskonałą równością. Dlaczego
            mielibyśmy osądzać stworzenia Boże, równe nam? Nie do osądu zostaliśmy powołani.
            Nie sądźcie abyście nie byli sądzeni. Mamy nie osądzać naszego brata, bliźniego,
            gdyż w stanie odwrócenia się od Boga, nie jesteśmy w stanie dokonać
            prawidłowego osądu, gdyż nie znamy wszystkich przesłanek danej sytuacji. Tylko
            Bóg wszystko poznaje i rozumie z czego wynika jakakolwiek sytuacja. Tylko On
            może osądzać z doskonałą sprawiedliwością. Próba osądzania bliźniego, stworzenia
            Bożego, to przypisywanie sobie prerogatyw Boga.
            >
            > i dalej restyler pisze:
            > "Obie religie wskazują również, iż nie wyrwiemy
            > się z iluzji ganiając za formami (przyjemnościami zmysłowymi). Skoro
            > Bóg i wrodzona wszystkiemu natura buddy są poza formą, przekraczają
            > formę, to koncentrowanie się na formach (przedmiotach zmysłów),
            > pożądanie ich, gonienie za nimi, blokuje poznanie Boga, wrodzonej
            > natury buddy. To skrótowy opis tożsamości obu religii. Można go
            > bardzo rozbudować."
            > odp. nehsy:
            > Po to Stwórca wyposażył człowieka w zmysły, aby z nich korzystał. I
            > Nauka Wszechmogacego Ojca w żaden sposób nie zabrania
            > wykorzystywania zmysłów.

            Bóg niczego nam nie zabrania, bo jest miłujący i szanuje własne stworzenia. Czy
            mógłby nie szanować własnego dzieła? Postrzeganie zmysłowe jest postrzeganiem za
            pośrednictwem ciała. Bóg stworzył nas na Swój obraz i podobieństwo. Czy Bóg ma
            ciało? Nie ma takiego jak człowiek. Dlaczego? Jak nieskończony, wszechobecny i
            wieczny Bóg mógłby mieć takie ciało? Czy ciało człowieka może być wszechobecne?
            Nie. Czy jest wieczne i nieskończone? Nie. Bóg nie poznaje więc za pośrednictwem
            zmysłów ciała. I nie stworzył nas dla takiego poznania, skoro uczynił nas
            podobnymi Sobie. Nie wyposażył nas w zmysły ciała. Nie jest naszym celem, bo nie
            było to celem Boga, byśmy poznawali za pośrednictwem zmysłów ciała. Zmysły ciała
            powodują, że patrzymy a nie widzimy. Są one niezwykle ograniczone i zawodne, a
            Bóg nie stwarza czegokolwiek co jest zawodne.
            >
            > i dalej restyler pisze:
            > "Chrystus nie nakazywał budowania kościołów i walczenia o
            > krzyże, tylko miłowanie bliźniego"
            > odp. nehsy:
            > Przede wszystkim, to ty nie wiesz, Kim był Chrystus?
            > A poza tym, nie nakazywał miłowania.
            > Nakaz miłości, czy przykazywanie miłości, w Nauce Ojca-Boga, jest
            > wykluczone.
            > Ale tak pisze, odpowiesz. Odpowiadam ci i ja. Tak napisali ludzie,
            > ale nie należy rozumować zgodnie z ludzkim przekazem.
            >
            W pierwszej części swojego postu pytasz: "Gdzie Ci to pisze?". Teraz wskazujesz:
            "Tak napisali ludzie". Czy w pierwszym przypadku chodzi Ci o inne źródło pisane
            niż w drugim? O jakie dwa różne źródła pisane Ci chodzi? Które ma być wyrocznią,
            a które nie, bo jest napisane przez ludzi. Pogubiłem się. Ale to nic. Po
            pierwsze: miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Jeśli to jest ludzki przekaz,
            na który nie należy zwracać uwagi, to zważ to: Boska miłość jest doskonale
            sprawiedliwa, bo czy mogłaby nie być sprawiedliwa? Bóg nie uczynił jednych
            swoich stworzeń gorszymi od innych, bo nie byłby sprawiedliwy. Z tych powodów
            wszystkie swoje stworzenia miłuje tak samo. Czy my mamy miłować je mniej? Czy
            nie sprzeciwiałoby się to doskonałej, sprawiedliwej, boskiej miłości? Z jakiego
            powodu mamy kochać kogoś mniej niż Bóg? Czy znamy jakieś przyczyny dla takiego
            postępowania, których Bóg nie zna? To chyba nierozsądne założenie. Zgadzam się,
            że Bóg nie nakazuje, bo nie stwarza niewolników. Gdyby dał najpierw wolna wolę,
            a potem nakazywał, to nie byłby konsekwentny, a więc działałby w sprzeczności z
            Samym Sobą. To niemożliwe. Bóg wie, że miłowanie jego stworzeń jest czynieniem
            jak On, a nie może być nic lepszego, niż to co On czyni. Bóg wie więc co jest
            dla nas najlepsze i komunikuje to nam.

            Ciepło pozdrawiam :)
      • katha71 Jan Pawel II 17.11.09, 14:15
        Z postu wynika, zu JPII nie mial pojecia o buddyzmie.

        Ten swiat (samsara) nie jest zrodlem cierpienia i zla, on jest niezadawalajacy.

        A czlowiej jest sam zbawca dla siebie.


        K.
        • restyler Re: Jan Pawel II 17.11.09, 17:34
          katha71 napisała:
          >
          > Ten swiat (samsara) nie jest zrodlem cierpienia i zla, on jest niezadawalajacy.
          >
          Tak, jeśli jest iluzją, to cierpienie i zło, też jest iluzją.

          > A czlowiej jest sam zbawca dla siebie.

          Tak, jest twórcą iluzji, a więc może się od niej uwolnić, zaprzestając jej
          stwarzania, co może uczynić poprzez zaprzestanie osądu, interpretowania,
          etykietowania, a następnie widzenia poprzez te etykiety, osądy.
          >
          > K.
    • lernakow Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 13.11.09, 08:58
      Religie można dość swobodnie łączyć. Wszystkie opierają się na dość umownych
      podstawach, więc można wybierać elementy, uznawać jedne za słuszne, a inne za
      niesłuszne (gdy nie pasują do połączenia). Synkretyzm jest obecny w wielu
      religiach (w buddyzmie i chrześcijaństwie również) - co szkodzi mieszać dalej.
      • co.tam.panie Anthony de Mello 13.11.09, 09:46
        Warto sięgnąć do książek de Mello. Nazywał siebie chrześcijaninem Wschodu.
        Zwłaszcza polecam "Przebudzenie".
        Urodzony w Indiach Jezuita próbował połączyć buddyzm, chrześcijaństwo i inne
        religie. Pisze przekonująco, zresztą posługuje się znaną i chyba skuteczną
        metodą przypowieści.
        Szkoda, ze żył tak krótko.
      • restyler Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 13.11.09, 16:10
        lernakow napisał:

        > Religie można dość swobodnie łączyć. Wszystkie opierają się na dość umownych
        > podstawach, więc można wybierać elementy, uznawać jedne za słuszne, a inne za
        > niesłuszne (gdy nie pasują do połączenia). Synkretyzm jest obecny w wielu
        > religiach (w buddyzmie i chrześcijaństwie również) - co szkodzi mieszać dalej.
        >
        Niestety nie do końca rozumiem intencje Twojej wypowiedzi. Czy jest to lekko
        ironiczne spojrzenie katolika? ateisty? agnostyka? Spróbuję pomimo wszystko
        odnieść się do niej. Mój post nazywasz mieszaniem. postrzegam to trochę inaczej.
        Świat rozdzierany jest różnego rodzaju konfliktami, co powoduje ludzkie
        cierpienia. Konflikty wynikają często m.in. z postrzeganych różnic etnicznych,
        religijnych, narodowych, itp. Ten kto jest różny, jest inny, obcy. To wywołuje
        niejednokrotnie wrogość, niezrozumienie, itp. Podkreślanie różnic w jakimkolwiek
        aspekcie innym niż pozytywny, rozumiejący, itp. może być i często jest
        fundamentem konfliktów. Przeciwieństwem tego jest wykazywanie podobieństw.
        Widzenie podobieństwa z innymi, czy tożsamości nie prowadzi do konfliktów, lecz
        pokoju, do zrozumienia i akceptacji. Dlatego wykazywania podobieństw i
        pokazywania, że podobieństw można szukać tam, gdzie na pozór wydaje się, że ich
        nie ma, nie nazywam "mieszaniem"

        Pozdrawiam
        • lernakow Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 13.11.09, 16:52
          restyler napisała:

          > Czy jest to lekko ironiczne spojrzenie katolika? ateisty?
          > agnostyka?
          >
          Ateisty agnostyka.

          > Mój post nazywasz mieszaniem.
          >
          Synkretyzm nazywam mieszaniem. Mieszaniem w sensie łączenia różnych elementów, a nie w kolokwialnym rozumieniu siania zamętu. Mam wrażenie, że przyjąłeś tę drugą interpretację i stąd nieporozumienie.

          > Podkreślanie różnic w jakimkolwiek
          > aspekcie innym niż pozytywny, rozumiejący,
          > itp. może być i często jest fundamentem konfliktów.
          > Przeciwieństwem tego jest wykazywanie podobieństw.
          >
          Albo likwidacja różnic. Przez odejście od religii na przykład.
          • restyler Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 12:55
            lernakow napisał:

            > Albo likwidacja różnic. Przez odejście od religii na przykład.

            Dziękuję za wyjaśnienie:) Jestem osobą wierzącą. Nie utożsamiam się z żadną
            religią. To tak tylko dla info.

            Likwidacja różnic. To ciekawe, że to piszesz, choć zrozumiałe, bo uczciwie
            traktowana idea ateizmu (nad czym wiele rozważałem), może prowadzić do wniosków
            bardzo zbieżnych z tymi, do których prowadzi uczciwie traktowana wiara (co samo
            w sobie też jest ciekawe, bo zmniejsza czy znosi różnice między ateizmem i
            wiarą). W tym przypadku chodzi o to, że Bóg, w którego wierzę jest Bogiem
            całkowitej równości i całkowitego braku różnic, co wynika z tego, że jako
            Doskonały Stwórca stwarza doskonale sprawiedliwie, a to powoduje brak różnic.
            Pozdrawiam
      • co.tam.panie nehsa ma rację 13.11.09, 16:37
        lernakow napisał:
        > można wybierać elementy, uznawać jedne za słuszne, a inne za
        > niesłuszne

        I Nehsa z miliona złotych dukatów wybrał 3 miedziane grosze, bo uznał je za słuszne.
        Niesłuszne wywalił won np. Ducha Świętego.
        I powstała fajna nowa religia. Przepraszam Nauka.
        • lernakow Re: nehsa ma rację 13.11.09, 16:55
          co.tam.panie napisał:

          > I Nehsa z miliona złotych dukatów wybrał 3 miedziane grosze,
          > bo uznał je za słuszne.
          > Niesłuszne wywalił won np. Ducha Świętego.
          > I powstała fajna nowa religia. Przepraszam Nauka.
          >
          A Ojcowie Kościoła wybrali inne monety z tego samego worka co Nehsa i podsypali monetami z innych worków. Mają prawo. I Nehsa ma prawo. To w sumie bardzo fajne w religiach, że można wszystko - więcej niż w literaturze, gdzie na autora czyha kwestia spójności dzieła.
          • co.tam.panie Re: nehsa ma rację 13.11.09, 17:06
            W Polsce ok. roku 1000 na pewno pomieszano słowiańskich bogów z chrześcijańskim.
            Właściwie to można było zostać przy Świętowidzie i Perkunisie.
            Nie musielibyśmy kolaborować z Ottonem.
            • nehsa Re: Nie sądźcie... 13.11.09, 19:10
              restyler w c.d.n. do nehsy m.in. napisał:
              "... Próba osądzania bliźniego, stworzenia
              Bożego, to przypisywanie sobie prerogatyw Boga. "
              i odp. nehsy:
              Popełniasz błąd, jak każdy prostolinijny człowiek, ufający
              obłudnikom.
              Syn-Bóg, Który oznajmiał Naukę Ojca-Boga, nie zabraniał słowami
              obecnymi m.in. w Ewangelii św.Mateusza 7/1-2, sądzenia,
              oceniania, opiniowania przez nas, czynów naszych bliźnich.
              Człowieku, zastanów się, o co posądzasz Sprawcę wszystkich spraw
              Ojca.
              Słowa: "Nie sadźcie, abyście nie byli sądzeni;"
              "Albowiem jakim sądem sądzicie, takim sądzeni będziecie,
              i jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzono będzie."
              ,
              wzywają nas do rezygnacji z naszych, ludzkich norm sprawiedliwości
              , na korzyść norm, podanych w Nauce Ojca-Boga, przez Syna-Boga.

              i restyler dalej napisał:
              "...Bóg nie poznaje więc za pośrednictwem
              zmysłów ciała. I nie stworzył nas dla takiego poznania, skoro
              uczynił nas podobnymi Sobie. Nie wyposażył nas w zmysły ciała. Nie
              jest naszym celem, bo nie było to celem Boga, byśmy poznawali za
              pośrednictwem zmysłów ciała. Zmysły ciała powodują, że patrzymy a
              nie widzimy. Są one niezwykle ograniczone i zawodne, a
              Bóg nie stwarza czegokolwiek co jest zawodne. "

              i odp.nehsy:
              "Wszystkie rzeczy przez Nie się stały, a bez Niego nic się nie
              stało, co sie stało."


              "rzeczy", to m.in. mowa. Ale i entropia materii, fotosynteza,
              siły miedzycząsteczkowe, itd.
              Stwórca, nie narzeka na brak czasu. Wszystko, co się działo, i co
              się dzieje, przebiega zgodnie z racjonalnymi regułami. Stwórca nie
              stwarza nam zmysłów, ale stały się one posagiem naszego ciała w
              następstwie kształtowania się naszego ludzkiego organizmu, przez
              "rzeczy" z warsztatu Naszego Stwórcy.

              i dalej restyler m.in. napisał:
              " Po pierwsze: miłuj bliźniego swego jak siebie samego.
              Jeśli to jest ludzki przekaz, na który nie należy zwracać uwagi, to
              zważ to:
              Boska miłość jest doskonale sprawiedliwa, bo czy mogłaby nie być
              sprawiedliwa?
              Bóg nie uczynił jednych swoich stworzeń gorszymi od innych, bo nie
              byłby sprawiedliwy.
              Z tych powodów wszystkie swoje stworzenia miłuje tak samo."

              i odp. nehsy:
              1./ Przytoczone przykazanie, nie pochodzi z Nauki Ojca-Boga.
              Wyobraź sobie miłowanie pedofila, "który miłuje tak bliźniego, jak
              siebie samego".

              2./ Zapominasz o przypowieści "O obdarowaniu talentami".

              3./ Nie rozumiesz na czym polega sprawiedliwość postępowania
              Ojca-Boga, a na czym, sprawiedliwość Syna-Boga.

              4./ Nie potrafisz zdefiniować zgodnie z Nauką Wszechmogącego
              Ojca, tak jak i inni chrześcijanie, żadnej z fundamentalnych
              wartości, czyli:
              1./ Wolności- Imienia Wszechmogącego Ojca Wszystkich Ludzi.
              2./ Swiatłości- Imienia Syna Ojca.
              a./ miłości
              b./ prawdy
              c./ miłosierdzia
              d./ dobra
              e./ solidarności
              f./ sprawiedliwości
              g./ dobra
              h./ godności
              i./ grzechu, ktory też jest jedną z tych wartości.

              Ich znajomość, pozwala na zdefiniowanie zła, i niesprawiedliwości.
              Przykro mi, ale muszę ci zwrócić uwagę, że nie odpowiedziałeś nawet
              na moją prośbę.
              Niestety, nie rozumiesz Nauki Wszechmogącego Ojca-Boga.


              • co.tam.panie Nehsa 13.11.09, 19:23
                Nehsa, dlaczego Bóg nie chciał żeby ludzie rozróżniali dobro i zło?
                "16...Z wszelkiego drzewa ogrodu możesz jeść. 17. Ale z drzewa wiadomości dobrego i złego nie będziesz jadł, bo w dzień, kiedy będziesz zeń jadł, umrzesz śmiercią".
                • nehsa Re: Nehsa 13.11.09, 21:08
                  co.tam.panie napisał:
                  "Nehsa, dlaczego Bóg nie chciał żeby ludzie rozróżniali dobro i zło?
                  > "16...Z wszelkiego drzewa ogrodu możesz jeść. 17. Ale z drzewa
                  wiadomości dobrego i złego nie będziesz jadł, bo w dzień, kiedy
                  będziesz zeń jadł, umrzesz śmiercią"."

                  i odp.nehsy:
                  Powtarzam to, co jest mi wiadome z Nauki Wszechmogącego Ojca, której
                  wiarygodne świadectwa jesteśmy zobowiązani weryfikować
                  racjonalną ludzką nauką.
                  Przytaczane przez ciebie słowa, nie pochodzą z Nauki Wszechmogącego
                  Ojca, ponieważ Jej słowa mówią, że zawartą w Niej wiedzę
                  przekazywał ludziom jedynie Syn-Bóg Światłość
                  . Nikt inny.

                  Z twojego postu wynika, że piszesz tak, jak wiesz, ale o czym nie
                  wiesz.


                  • nehsa Re: Nehsa 13.11.09, 21:18
                    Lernakow m.in. napisał:
                    "A Ojcowie Kościoła wybrali inne monety z tego samego worka co Nehsa
                    i podsypali monetami z innych worków. Mają prawo. I Nehsa ma prawo.
                    To w sumie bardzo fajne w religiach, że można wszystko - więcej niż
                    w literaturze, gdzie na autora czyha kwestia spójności dzieła. "

                    prośba nehsy:
                    Byłbym Ci szczerze wdzięczny, gdybyś zechciał wskazać niespójności w
                    moich przekazach.

                    • karbat Re: Nehsa 14.11.09, 01:21
                      nehsa napisał:

                      > Lernakow m.in. napisał:
                      > "A Ojcowie Kościoła wybrali inne monety z tego samego worka co
                      Nehsa i podsypali monetami z innych worków. Mają prawo. I Nehsa ma
                      prawo. To w sumie bardzo fajne w religiach, że można wszystko -
                      więcej niż w literaturze, gdzie na autora czyha kwestia spójności
                      dzieła. "

                      > prośba nehsy:
                      > Byłbym Ci szczerze wdzięczny, gdybyś zechciał wskazać niespójności
                      w moich przekazach.

                      wielu probowalo , do niespojnosci w twoich dywagacjach nigdy
                      nieodnosisz sie konkretnie , rzeczowo .Klepisz swe mantry ,
                      wklejasz swe schematyczne wstawki z uporem maniakalnym .
                      Wielu uznalo dyskusje z toba za strate czasu .Pisz dalej , sam ze
                      soba ,powodzenia .
                      • nehsa Re: Nauka Ojca-Boga, to racjonalny konkret. 14.11.09, 07:03
                        karbat napisał:
                        że, "nehsa napisał:że,Lernakow m.in. napisał:A Ojcowie Kościoła
                        wybrali inne monety z tego samego worka co Nehsa i podsypali
                        monetami z innych worków. Mają prawo. I Nehsa ma prawo. To w sumie
                        bardzo fajne w religiach, że można wszystko - więcej niż w
                        literaturze, gdzie na autora czyha kwestia spójności dzieła. "
                        prośba nehsy do Lernakowa:
                        Byłbym Ci szczerze wdzięczny, gdybyś zechciał wskazać niespójności
                        w moich przekazach."

                        i karbat powyższą treść listów skomentował:
                        "wielu probowalo , do niespojnosci w twoich dywagacjach nigdy
                        nieodnosisz sie konkretnie , rzeczowo .Klepisz swe mantry ,
                        wklejasz swe schematyczne wstawki z uporem maniakalnym .
                        Wielu uznalo dyskusje z toba za strate czasu .Pisz dalej , sam ze
                        soba ,powodzenia."

                        i znowu prośba nehsy:
                        Karbat!
                        W moim przekonaniu, ty nie postrzegasz obiektywnie rzeczywistości.
                        Dlatego ciężko ci zrozumieć, to co piszę.
                        Na przykład: Twierdzisz, że ludzie nie mają wolnej woli.

                        Aby nasza wymiana zdań miała sens, proponuję Ci uprzejmie, wskaż
                        jeden konkretny przykład klepania przeze mnie pierdoł, które nijak
                        nie trzymają się kupy. To znaczy, ino się "kupy" trzymają.

                        • lernakow Re: Nauka Ojca-Boga, to racjonalny konkret. 16.11.09, 13:02
                          nehsa napisał:

                          > prośba nehsy do Lernakowa:
                          > Byłbym Ci szczerze wdzięczny, gdybyś zechciał wskazać niespójności
                          > w moich przekazach."
                          >
                          Wykazałem dawno temu. Nie przyjąłeś tego do wiadomości, ale przecież nie będę
                          walczył z wiatrakami. Ostatnio zmieniłem strategię: piszę raz i jeżeli nie
                          spotykam się z racjonalną odpowiedzią, to nie kontynuuję dyskusji.
                          • nehsa Re: Nauka Ojca-Boga, to racjonalny konkret. 16.11.09, 13:57
                            lernakow napisał:
                            że, "nehsa napisał:
                            prośba nehsy do Lernakowa:
                            Byłbym Ci szczerze wdzięczny, gdybyś zechciał wskazać niespójności
                            w moich przekazach."
                            i skomentował:
                            " Wykazałem dawno temu. Nie przyjąłeś tego do wiadomości, ale
                            przecież nie będę walczył z wiatrakami. Ostatnio zmieniłem
                            strategię: piszę raz i jeżeli nie spotykam się z racjonalną
                            odpowiedzią, to nie kontynuuję dyskusji."
                            odp.nehsy:
                            Dzięki za odpowiedź.
                • restyler Re: Nehsa 14.11.09, 14:28
                  co.tam.panie napisał:

                  > Nehsa, dlaczego Bóg nie chciał żeby ludzie rozróżniali dobro i zło?
                  > "16...Z wszelkiego drzewa ogrodu możesz jeść. 17. Ale z drzewa wiadomości dobre
                  > go i złego nie będziesz jadł, bo w dzień, kiedy będziesz zeń jadł, umrzesz śmi
                  > ercią".


                  Jeśli Bóg jest dokonały, miłujący i wszechmocny, to nie stwarza zła. Jeśli jest
                  jedynym źródłem rzeczywistości (a inaczej być nie może bo nie byłby Bogiem), to
                  to czego nie stwarza nie istnieje. Zło jest iluzją, podobnie jak ten świat.
                  Wybór między iluzją a prawdą jest nieistniejący. Ten kto wybiera iluzję, ten
                  widzi nicość. I tym jest widzenie zła. Halucynujemy. Dlatego nikt na tym
                  świecie nie ma poczucia, że ten świat, takim jakim go widzimy, ma sens.
                  Halucynowanie bezsensownego świata jest frustrujące i męczące.
                  >
              • restyler Re: Nie sądźcie... 14.11.09, 13:36
                nehsa napisał:

                > restyler w c.d.n. do nehsy m.in. napisał:
                > "... Próba osądzania bliźniego, stworzenia
                > Bożego, to przypisywanie sobie prerogatyw Boga. "
                > i odp. nehsy:
                > Popełniasz błąd, jak każdy prostolinijny człowiek, ufający
                > obłudnikom.
                > Syn-Bóg, Który oznajmiał Naukę Ojca-Boga, nie zabraniał słowami
                > obecnymi m.in. w Ewangelii św.Mateusza 7/1-2, sądzenia,
                > oceniania, opiniowania przez nas, czynów naszych bliźnich.
                > Człowieku, zastanów się, o co posądzasz Sprawcę wszystkich spraw
                > Ojca.
                > Słowa: "Nie sadźcie, abyście nie byli sądzeni;"
                > "Albowiem jakim sądem sądzicie, takim sądzeni będziecie,
                > i jaką miarą mierzycie, taką wam odmierzono będzie."
                ,
                > wzywają nas do rezygnacji z naszych, ludzkich norm sprawiedliwości
                >
                , na korzyść norm, podanych w Nauce Ojca-Boga, przez Syna-Boga.

                Czyli co to oznacza? Mogą więc być Boskie i ludzkie normy sprawiedliwości.
                Ludzkimi mamy się nie posługiwać, co do tego zgadzamy się. A jakie mogą być
                Boskie? Jeżeli Bóg jest doskonałym i miłującym Źródłem rzeczywistości, to
                rzeczywistość musi być doskonała i miłująca. Doskonałość nie podlega osądowi.
                Dlatego Bóg kocha, a nie osądza, czy też osądza z doskonałą sprawiedliwością
                doskonałość tego, czego jest Doskonałym Źródłem. Ten osąd może powodować tylko
                umiłowanie i uwielbienie doskonałości. Jeśli Twoje Nauki nauczyły Cię, a nie
                zgadzasz się z tym co powyżej, to po prostu wykaż swoje rozumienie, którego
                zostałeś nauczony, poprzez jasne i czytelne rozumowanie, a nie pisz, np. że
                Nauki Ojca mówią co innego i kropka. Jeśli tak napiszesz, to albo Twoje Nauki
                nie nauczyły Cię, albo w tych Naukach nie ma rzeczywistego zrozumienia. Jeśli w
                tych Naukach, do których wciąż się odwołujesz jest wiedza i zrozumienie, a Ty
                nie nauczyłeś się, to nie jesteś pilnym uczniem.

                > i restyler dalej napisał:
                > "...Bóg nie poznaje więc za pośrednictwem
                > zmysłów ciała. I nie stworzył nas dla takiego poznania, skoro
                > uczynił nas podobnymi Sobie. Nie wyposażył nas w zmysły ciała. Nie
                > jest naszym celem, bo nie było to celem Boga, byśmy poznawali za
                > pośrednictwem zmysłów ciała. Zmysły ciała powodują, że patrzymy a
                > nie widzimy. Są one niezwykle ograniczone i zawodne, a
                > Bóg nie stwarza czegokolwiek co jest zawodne. "
                >
                > i odp.nehsy:
                > "Wszystkie rzeczy przez Nie się stały, a bez Niego nic się nie
                > stało, co sie stało."


                Zgadza się. Ponieważ jest doskonały, to co stało się przez Niego jest doskonałe.
                Niedoskonałe ciało i jego niedoskonałe zmysły nie istnieją naprawdę, "nie stały
                się". Są tylko iluzją śpiących stworzeń Bożych.


                > "rzeczy", to m.in. mowa. Ale i entropia materii, fotosynteza,
                > siły miedzycząsteczkowe, itd.
                > Stwórca, nie narzeka na brak czasu. Wszystko, co się działo, i co
                > się dzieje, przebiega zgodnie z racjonalnymi regułami. Stwórca nie
                > stwarza nam zmysłów, ale stały się one posagiem naszego ciała w
                > następstwie kształtowania się naszego ludzkiego organizmu, przez
                > "rzeczy" z warsztatu Naszego Stwórcy.


                Czyli jest to taka logika: doskonały Stwórca poprzez swój doskonały warsztat
                doprowadza do powstania bardzo niedoskonałego organizmu. Jest to takie samo
                rozumowanie jak to: doskonały Stwórca doskonale miłujący doprowadza do
                zaistnienia nienawiści. Chyba zupełnie co innego rozumiemy przez doskonałość,
                wszechmoc i wszechwiedzę. To co Ty nazywasz doskonałością, ja nazywam niewiedzą.
                Doskonały Stwórca nie wykreowałby "warsztatu" i "rzeczy", które prowadzą do
                powstania niedoskonałości. Dość proste. c.d.n.

              • restyler Re: Nie sądźcie... 14.11.09, 14:18
                c.d. odpowiedzi dla nehsa

                nehsa napisał:

                > i dalej restyler m.in. napisał:
                > " Po pierwsze: miłuj bliźniego swego jak siebie samego.
                > Jeśli to jest ludzki przekaz, na który nie należy zwracać uwagi, to
                > zważ to:
                > Boska miłość jest doskonale sprawiedliwa, bo czy mogłaby nie być
                > sprawiedliwa?
                > Bóg nie uczynił jednych swoich stworzeń gorszymi od innych, bo nie
                > byłby sprawiedliwy.
                > Z tych powodów wszystkie swoje stworzenia miłuje tak samo."
                >
                > i odp. nehsy:
                > 1./ Przytoczone przykazanie, nie pochodzi z Nauki Ojca-Boga.
                > Wyobraź sobie miłowanie pedofila, "który miłuje tak bliźniego, jak
                > siebie samego".

                Jeszcze raz to samo. Oznaczałoby to, że Wszechmocny, Doskonały i Miłujący
                Ojciec, w jakikolwiek sposób doprowadza i zgadza się (bo przecież jest
                wszechwiedzący, a więc musi znać wszystkie konsekwencje jakiegokolwiek swego
                działania), by jedne jego dzieci krzywdziły inne. To szaleństwo. Nie byłby
                miłujący, albo nie miałby wszechwiedzy. Ten świat jest iluzją.
                >
                > 2./ Zapominasz o przypowieści "O obdarowaniu talentami".
                >
                > 3./ Nie rozumiesz na czym polega sprawiedliwość postępowania
                > Ojca-Boga, a na czym, sprawiedliwość Syna-Boga.
                >
                > 4./ Nie potrafisz zdefiniować zgodnie z Nauką Wszechmogącego
                > Ojca, tak jak i inni chrześcijanie, żadnej z fundamentalnych
                > wartości, czyli:
                > 1./ Wolności- Imienia Wszechmogącego Ojca Wszystkich Ludzi.
                > 2./ Swiatłości- Imienia Syna Ojca.
                > a./ miłości
                > b./ prawdy
                > c./ miłosierdzia
                > d./ dobra
                > e./ solidarności
                > f./ sprawiedliwości
                > g./ dobra
                > h./ godności
                > i./ grzechu, ktory też jest jedną z tych wartości.
                >
                > Ich znajomość, pozwala na zdefiniowanie zła, i niesprawiedliwości.
                > Przykro mi, ale muszę ci zwrócić uwagę, że nie odpowiedziałeś nawet
                > na moją prośbę.
                > Niestety, nie rozumiesz Nauki Wszechmogącego Ojca-Boga.

                Ten fragment nie wyjaśnia niczego. Kompletnie. Piszesz do mnie tak: nie masz
                racji, bo co innego wynika z Nauki Boga-Ojca. Nie wyjaśniasz jak to się ma do
                przesłanek, które przyjmuję i do rozumowania, które Ci przedstawiam, i do
                wniosków, które z niego wynikają. Nie wiesz więc. A jeśli Ty wiesz, widzisz, że
                jestem w ciemności niewiedzy, widzisz jak bardzo wierzę, tylko błądzę, to będąc
                zgodnym z wolą Ojca, w prosty, jasny, spójny sposób oświeć mnie. Przyjmę to z
                wdzięcznością. Piszę to bez ironii, gdyż jeśli ktoś wie czego nie wiem, to z
                radością dowiem się. Z chęcią wypiję strumień mądrości z każdej krynicy.
                Pozdrawiam :)
          • restyler Re: nehsa ma rację 14.11.09, 13:07
            lernakow napisał:

            > To w sumie bardzo fajn
            > e w religiach, że można wszystko - więcej niż w literaturze, gdzie na autora cz
            > yha kwestia spójności dzieła.
            >
            Z religiami bywa różnie, ale wiara może być całkowicie spójna. Zresztą niespójna
            wiara przeczy sama sobie i tak naprawdę jest tylko wiarą wierzącego w to, że
            wierzy :)
    • 001radek Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 13.11.09, 22:29
      No pieknie,bardzo madrze.Tylko co z tego wynika?Obojetnie jaka
      religie sie wezmie zawsze mozna znalezc cechy wspólne i
      róznice.Najwazniejsze jest to jak ta zaraze zwalczac.
      • nehsa Re: Szukajcie pod nogami, a nie na horyzoncie. 14.11.09, 06:48
        001radek napisał:
        "No pieknie,bardzo madrze.Tylko co z tego wynika?Obojetnie jaka
        religie sie wezmie zawsze mozna znalezc cechy wspólne i
        róznice.Najwazniejsze jest to jak ta zaraze zwalczac. "

        odp. nehsy:
        Każda religia, co powtarzam nieustannie, jest dowodem
        sprzeniewierzenia się kapłanów
        , Nauce Ojca-Boga, która oznajmiał
        Syn-Bóg. A katolicyzm, do tego w bałwochwalczym, polskim wydaniu,
        jest przekleństwem naszego Narodu i państwa.


        Wystarczy, zgodna z Nauką Ojca-Boga, racjonalna korekta
        w "Społecznej nauce Kościoła rzymsko-katolickiego"
        , aby
        nastąpiła rewolucyjna zmiana, było, nie było w Polskim Kościele, i
        przede wszystkim państwie.
        Uszanowanie wiedzy i wzorców etycznych podanych w Nauce Ojca-Boga,
        prowadzi do sekularyzacji religii i państwa, aż w takim stopniu
        , że bez jakiegokolwiek uszczerbku dla każdego człowieka, tak
        kapłani religii, jak i administracja państwa, mogą wspólnie z
        pożytkiem dla społeczeństwa współrządzić, czyli ponosić
        wspołodpowiedzialność za Naród i Państwo.


        Jak dotychczas, księża konsekwentnie dążą do tak zwanego "rządu
        dusz", a Polskie Państwo, tym samym i społeczeństwo traktuja, jak
        tępą, dojną krowę.
        Wymuszenie rewolucją, tej racjonalnej zmiany, nie powiedzie
        się, ponieważ polskie, katolickie społeczeństwo utraciło zdolność do
        podejmowania konstruktywnych przedsięwzięć jednoczących.
        Na ewolucyjne zmiany, które będą następować, brak czasu.
        • karbat Re: Szukajcie pod nogami, a nie na horyzoncie. 14.11.09, 11:42
          nehsa napisał:

          > i karbat powyższą treść listów skomentował:
          > "wielu probowalo , do niespojnosci w twoich dywagacjach nigdy
          > nieodnosisz sie konkretnie , rzeczowo .Klepisz swe mantry ,
          > wklejasz swe schematyczne wstawki z uporem maniakalnym .
          > Wielu uznalo dyskusje z toba za strate czasu .Pisz dalej , sam ze
          > soba ,powodzenia."
          >
          > i znowu prośba nehsy:
          > Karbat!
          > W moim przekonaniu, ty nie postrzegasz obiektywnie rzeczywistości.
          > Dlatego ciężko ci zrozumieć, to co piszę.
          > Na przykład: Twierdzisz, że ludzie nie mają wolnej woli.
          >
          Bog wszechmocny , wszystkowiedzacy , to SPRZECZNOSC , wynika z
          niej , ze bog , a tym samym czlowiek nie ma ,nie moze miec wolnej
          woli . Udowodniono to przed setkami lat .
          To tyle pod adresem religijnego wiedzenia na wolna wole czlowieka .

          Patrzac na wolna wole , z pozycji pozycji wspolczesnego czlowieka ,
          jest ona , mniej lub bardziej skutecznie ( i b. dobrze ) ograniczana
          etyka , normami wspolzycia spoleczenego , kodeksami itd itp .
          Wolna wola jest czesciowo ograniczana odpowiedzaialnoscia wobec
          konsekwencji z niej wynikajacymi ( dlatego zanim ktos sie zrzuci
          bombe atomowa , trzy razy sie zastanowi - , ze bombami atomowymi
          ktos , kiedys , kogos nie usczesliwi - gwarancji nie ma ) .

          • co.tam.panie Re: Szukajcie pod nogami, a nie na horyzoncie. 14.11.09, 11:56
            karbat napisał:
            > zanim ktos sie zrzuci
            > bombe atomowa , trzy razy sie zastanowi

            E tam! Amerykańscy protestanci zrzucili "grubaska" i "chłopaczka" na sintoistów
            japońskich. A to z powodu wybryku sowieckich komuszków.
          • restyler Re: Szukajcie pod nogami, a nie na horyzoncie. 14.11.09, 15:00
            karbat napisał:

            > Bog wszechmocny , wszystkowiedzacy , to SPRZECZNOSC , wynika z
            > niej , ze bog , a tym samym czlowiek nie ma ,nie moze miec wolnej
            > woli . Udowodniono to przed setkami lat .
            > To tyle pod adresem religijnego wiedzenia na wolna wole czlowieka

            Tak jest tylko wówczas, gdy uznasz, że percepowana przez nas rzeczywistość
            obiektywnie istnieje. Po pierwsze nie jesteś tego w stanie udowodnić. Po drugie
            różne doświadczenia z percepcją i świadomością prowadzą do wniosku, że istnieje
            wiele różnych rodzajów postrzegania, co samo w sobie może prowadzić do
            zakwestionowania obiektywności naszego sposobu widzenia świata, a więc
            konsekwentnie jego obiektywności. Jeśli ten świat jest iluzją, snem, to może to
            potwierdzać, że wszechwiedzący i wszechmocny Bóg nie jest w żaden sposób
            sprzeczny z wolną wolą innych, stworzonych przez niego bytów.
      • restyler Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 14:46
        001radek napisał:

        > No pieknie,bardzo madrze.Tylko co z tego wynika?Obojetnie jaka
        > religie sie wezmie zawsze mozna znalezc cechy wspólne i
        > róznice.Najwazniejsze jest to jak ta zaraze zwalczac.


        Tak dla info, choć jestem wierzący, to nie utożsamiam swej wiary z żadną
        religią. Religie wprowadzają bardzo wiele zamieszania, wszystkie odeszły od
        swoich fundamentów i a ich reprezentanci działają sprzecznie z tym, co jest
        podstawowym przekazem tych religii.

        Jeśli coś uważasz za ciemnotę, niewiedzę, to jedynym sposobem zlikwidowania
        ignorancji jest oświecania światłem wiedzy. Musisz to robić mądrze. Czy np.
        głupcowi robiącemu szalone rzeczy powiesz: jesteś zarazą?To nie byłoby
        oświecanie go. Jeśli jest głupi, to tylko obrazi się. Osiągasz efekt odwrotny od
        zamierzonego, bo obrażony nie będzie chętny do słuchania Cię. Nie słuchając, nie
        może zrozumieć. Możesz powiedzieć mu np. tak: słuchaj to co robisz chyba
        krzywdzi cię, martwię się, że nie będzie ci z tym dobrze. Następnie musisz
        wyjaśnić na czym polega jego krzywda, a potem powiedzieć jak jej zapobiec.


        Co do sensu postu, to dla Ciebie miałbym tę samą odpowiedź co dla lernakowa.
        Przeczytaj moje uwagi do jego pierwszego postu w tym wątku. Pozdrawiam :)

        • 001radek Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 20:33
          A co mnie obchodzi Lermakow?
    • ossey Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 12:02
      A co z judaizmem ?
      • co.tam.panie de Mello 14.11.09, 12:05
        ossey napisał:
        > A co z judaizmem ?
        Też można dokleić!
        Vide de Mello
        • ossey Re: de Mello 14.11.09, 12:18
          To juz lepiej...a jak dodac "swiete" ksiegi judizmu do tego...to dopiero bedzie
          ubaw.
          • co.tam.panie Re: de Mello 14.11.09, 15:04
            Poczytaj "Modlitwę żaby"
      • restyler Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 15:19

        ossey napisał:

        > A co z judaizmem ?

        Jeśli odrzucimy rytuały i drugorzędne dogmaty, a skupimy się na istocie, czyli
        wierze w doskonałego i miłującego Boga, to musimy dojść do wniosku, że istota
        judaizmu jest taka sama jak chrześcijaństwa, a więc konsekwentnie, jak buddyzmu :)
        • kolter-one Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 15:24
          restyler napisała:

          > Jeśli odrzucimy rytuały i drugorzędne dogmaty, a skupimy się na istocie, czyli
          > wierze w doskonałego i miłującego Boga

          Miłującego kogo ?

          Hehehehe
          • restyler Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 17:35
            kolter-one napisał:

            > restyler napisała:
            >
            > > Jeśli odrzucimy rytuały i drugorzędne dogmaty, a skupimy się na istocie,
            > czyli
            > > wierze w doskonałego i miłującego Boga
            >
            > Miłującego kogo ?
            >
            > Hehehehe

            Wnioskuję z Twojego postu, mam nadzieję, że prawidłowo, że jesteś ateistą, który
            sugeruje, że koncepcja miłującego Boga w ogóle w judaizmie (i chrześcijaństwie)
            nie występuje, albo że Stary Testament jej zaprzecza.

            Mam do tego trochę inne podejście. Zarówno dla judaizm, jak i chrześcijaństwa
            fundamentalna jest koncepcja Boga. W mojej ocenie obie religie uznają też Boga
            za doskonały i miłujący, najwyższy byt, będący źródłem rzeczywistości. Sama
            koncepcja Boga prowadzi zresztą do przypisania mu cechy: "miłujący". Jeśli
            bowiem Bóg jest doskonały i jest stwórcą rzeczywistości, to znaczy, że stwarza
            doskonale. Czy będąc doskonałym i tworząc doskonale mógłby nie miłować swego
            dzieła? Jeśli miałby stosunek inny niż, miłujący to oznaczałoby, że albo jest to
            stosunek negatywny, albo obojętny. Stosunek negatywny do własnego stworzenia
            oznaczałby, że Bóg tworzy to co jest z nim sprzeczne. Doskonałość nie stwarza
            sprzecznie sama ze sobą, bo oznaczałoby to, że stwarza niedoskonałe, a
            stwarzająca niedoskonale doskonałość nie jest po prostu doskonałością. Obojętny
            stosunek zaś oznaczałby, że Bóg działa bezcelowo, a więc chaotycznie. Chaotyczna
            doskonałość nie jest doskonałością.

            Osoba wierząca powinna, a przynajmniej może, znać i rozumieć, fundamentalne
            teksty własnej religii. Jeśli w tych tekstach występują sprzeczności, to powinna
            zastanowić się, co jest istotą jej wiary. Jeśli występują sprzeczne przesłania,
            to powinna zreinterpretować, to które zaprzecza istocie wiary, albo je odrzucić.
            Jeśli tak nie postępuje i wierzy w sprzeczne rzeczy, to tak naprawdę nie wierzy
            w nic, czy też wierzy tylko w to, że wierzy. Przykładowo: osoba uważająca się za
            chrześcijanina, wierzącego w nauki Jezusa i mordująca w imię religii kogoś
            innego, w istocie rzeczy nie wierzyłaby w Jezusa, bo w ogóle nie rozumiałaby
            jego nauk. Tej osobie wydawałoby się, że jest chrześcijaninem. Każdy z nas może
            uwierzyć,że jest baletnicą, ale z tego powodu nią nie jest.

            Samo występowanie sprzecznych tez, czy sformułowań w tekstach danej religii, w
            mojej ocenie nie oznacza, że sama ta religia jest wewnętrznie sprzeczna,
            zwłaszcza jeśli teksty te spisane są przez ludzi. Ewentualnie mogę to uzasadnić
            szerzej.

            Mój pierwotny post miał na celu wskazanie, że odnosząc się do kluczowych założeń
            chrześcijaństwa i buddyzmu, dochodzimy do wniosku, że obie religie są tożsame,
            choć nie co do formy, rytuałów, itp. Zapytany wskazałem, że ta tożsamość
            obejmuje także judaizm. Pozdrawiam :)
            • kolter-one Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 17:50
              restyler napisała:

              > Wnioskuję z Twojego postu, mam nadzieję, że prawidłowo, że jesteś ateistą,

              To się zgadza !!

              >> który
              > sugeruje, że koncepcja miłującego Boga w ogóle w judaizmie (i chrześcijaństwie)
              > nie występuje, albo że Stary Testament jej zaprzecza.

              Nic takiego nie sugeruje !!! Bóg Izraela kochał swoje Żydowskie dzieci . Co
              prawda stworzył wszystkich ludzi ale kochał tylko Żydów :))).

              >>Bóg jest doskonały i jest stwórcą rzeczywistości, to znaczy, że stwarza

              Uważasz ze jesteś doskonałym tworem ??
              • nehsa Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 18:51
                Skoro zabrałeś sie za porównywanie chrześcijaństwa i buddyzmu, to
                ja, prosty człowiek, doszedłem do wniosku,że rozmiar twojej wiedzy
                zasługuje na moje zainteresowanie. Poprostu dowiem się od ciebie
                wiecej, niż sam wiem-pomyślałem.

                Ośmieliłem się przypuszczać, że "dorobiłeś się" w wyniku, np.
                intensywnych medytacji, racjonalnych wniosków, zgodnych z
                nieskończenie racjonalną Nauką Wszechmogącego Ojca-Boga, a którą to
                Naukę, oznajmiał jedynie Syn-Bóg.


                Niestety, tak nie jest.

                Po przeczytaniu twoich, kolejnych postów, doszedłem do wniosku, że
                jesteś teologicznym iluzjonistą, żyjącym w wyimaginowanej przez
                siebie samego rzeczywistości.
                W swoich listach powtarzasz z niespotykaną wiarą swoje słowa:
                "Ten świat jest iluzją."

                Ja, to co do Ciebie napisałem, opieram na wiarygodnych świadectwach
                Nauki Ojca-Boga. Tej Nauki, którą oznajmiał ludziom Syn-Bóg, nikt
                inny. W "czynie społecznym" podaję Ci, o przymiotach Ojca-Boga.

                1./ Ojciec-Bóg, jest doskonały, czyli miłujący wszystkich.
                A nie, jak Ty uważasz, wszystkich i wszystko.

                2./ Ojciec-Bóg, jest wszchmocny, bo wszyscy jesteśmy od Niego
                zależni, co oznacza, zależność od Ojca-Boga naszego
                człowieczeństwa=bycia ludźmi, człowiekiem. Czego dowody są oczywiste.

                Jest Dwie Istoty Boskie, bo istnienie jednej, byłoby bezsensownym
                bytem.


                Drugim, samoistnym Bogiem, jest Syn Ojca, Sprawca wszystkich
                spraw Ojca, czyli Nasz Stwórca, Nasz Pan, i Nasz Sędzia w życiu
                doczesnym.

                Pozdrawiam!




                • restyler Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 19:35
                  nehsa napisał:

                  >
                  > 1./ Ojciec-Bóg, jest doskonały, czyli miłujący wszystkich.
                  > A nie, jak Ty uważasz, wszystkich i wszystko.

                  Tak, wszystkich. Zgadzam się. O to mi w istocie chodzi.
                  >
                  > 2./ Ojciec-Bóg, jest wszchmocny, bo wszyscy jesteśmy od Niego
                  > zależni, co oznacza, zależność od Ojca-Boga naszego
                  > człowieczeństwa=bycia ludźmi, człowiekiem. Czego dowody są oczywiste.

                  Tak, wielokrotnie wskazuję w swoich postach, na wszechmoc Boga.
                  >
                  > Jest Dwie Istoty Boskie, bo istnienie jednej, byłoby bezsensownym
                  > bytem.

                  >
                  > Drugim, samoistnym Bogiem, jest Syn Ojca, Sprawca wszystkich
                  > spraw Ojca, czyli Nasz Stwórca, Nasz Pan, i Nasz Sędzia w życiu
                  > doczesnym.


                  Co to znaczy, że Bóg Syn jest samoistnym Bogiem? Jeśli jest synem,to nie jest
                  już samoistny, albo błędnie rozumiesz pojęcie "samoistny", albo je definiujesz w
                  szczególny sposób dla swoich potrzeb. Z moich postów bardzo jasno wynika z
                  jakich przesłanek wyszedłem i w oparciu o jakie rozumowanie prowadzą one do
                  wniosku, że świat jest iluzją. Twój obecny post, jak i poprzednie, w ogóle nie
                  odnosi się do tych przesłanek, nie odnosi się do sposobu wnioskowania i nie
                  wykazuje, w którym momencie popełniam błąd, prowadzący do nieprawidłowych
                  wniosków. Rozmowa z Tobą jest z tego powodu dość trudna. Jeśli nie zgadzasz się
                  z moimi wnioskami, to wyjaśnij dlaczego. Nie możesz tego zrobić, poprzez
                  wypowiedzi nie mające związku z moimi. Możesz oczywiście napisać mi, że Ty
                  uważasz inaczej, że ja mylę się, tak wynika z Nauk i koniec kropka. Ale ten
                  sposób dyskutowania nie jest żadną komunikacją. Jeśli Ty wiesz, ja nie, widzisz
                  moje błędy, to wyjaśnij mi je. Możesz to zrobić tylko w ten sposób:
                  1. Wskaż na przesłanki, które przyjmuję, wskaż, z którymi zgadzasz się, a z
                  którymi nie.
                  2. Wskaż czy sposób wnioskowania zawiera błędy, jeśli tak, to jakie, czy też
                  wnioskowanie jest prawidłowe, ale opiera się na błędnych przesłankach, a może i
                  sposób wnioskowania jest błędny i opiera się na błędnych przesłankach.
                  3. W powyższy sposób dojdziesz do konkluzji o tym, że moje wnioski są błędne, ja
                  zaś będę mógł zrozumieć dlaczego tak uważasz.W taki sam sposób odniosę się do
                  Twojej wypowiedzi i albo wykażę błędy w Twoich przesłankach lub sposobie
                  wnioskowania, albo zrozumiem swój błąd i zweryfikuję moje poglądy i wiarę.
                  Pozdrawiam



              • restyler Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 19:06
                Rozumiem, że jako ateista masz otwarty umysł, możesz więc swobodnie dyskutować o
                dowolnych ideach.

                Tak uważam, że jestem doskonałym bytem. Ponieważ wierzę, że jestem umysłem a nie
                ciałem. Umysł w swej istocie jest pozaprzyczynowy. Jest doskonały, gdyż jest
                niematerialny, pozbawiony wszelkiej formy, poza czasem i przestrzenią, wieczny,
                nieskończony, doskonale spełniony, doskonale twórczy, wolny od trosk i
                zmartwień, całkowicie radosny i miłujący, gdyż stwarza tylko takie same jak on
                byty,z którymi doskonale komunikuje się. Umysł jest taki zawsze, gdyż jest
                jedyną istniejącą rzeczywistością, w związku z tym nie ma niczego zewnętrznego,
                co mogłoby go zmienić.

                Umysł, ze względu na podane wyżej cechy, może dosłownie wszystko. Może wykreować
                dla samego siebie dowolną rzeczywistość. Każda istniejąca forma jest projekcją
                umysłu. Te cechy powodują także, że może utożsamić się z tym co wykreował i
                zapomnieć o swojej tożsamości. Czyli umysł może np. stworzyć materialny świat, w
                którym istnieją ciała, i może utożsamić się z ciałem, zapominając że istotą jego
                bytu jest właśnie bycie umysłem. Umysł, który zamknął się w ciele, utożsamił się
                z własną projekcją i zapomniał o swojej tożsamości, to np. człowiek. Nazywa się
                to śpiącym, śniącym umysłem. Umysł, który przypomina sobie swoją własną
                tożsamość to umysł przebudzony.

                Odrębną sprawą jest dlaczego umysł utożsamia się z własną projekcją. Dlaczego w
                ogóle dokonuje projekcji. Dlaczego jest ona niedoskonała. Dlaczego zapomina
                własnej tożsamości. I dlaczego ja w to wszystko wierzę. Wiem, że dla Ciebie to
                wygląda na szaleństwo. Jeśli chcesz to możemy o tym porozmawiać.

                Jeśli Cię to nie interesuje, albo uważasz, że oszalałem i z szaleńcami nie
                chcesz rozmawiać, to zwróć uwagę tylko na jedno. Ateizm jest wiarą, nawet jeśli
                opiera się na światopoglądzie naukowym, a nie np.cynicznym czy nihilistycznym.
                Nauka bardzo dobrze wyjaśnia pewne fragmenty rzeczywistości. Nie wyjaśnia jednak
                jeszcze więcej. Nauka nie jest obecnie w stanie wyjaśnić powstania i trwania
                świadomości, tego co jest istotą bycia człowiekiem, nie wychodzi poza wielki
                wybuch, nie wyjaśnia istnienia rzeczywistości. W istocie pewnych pytań nie
                zadaje, bo nie pozwala na to paradygmat metody naukowej. Jeśli więc np.
                uznajesz, że materia, czy energia jest pierwotna wobec całej reszty i uważasz,
                że wynika to z naukowego światopoglądu, to czynisz błędne założenia co do nauki.
                Nauka nie może tak twierdzić, skoro np. nie rozumie i nie wyjaśnia, co było poza
                wielkim wybuchem. To, że nauka wyjaśnia bardzo dobrze pewne fragmenty
                rzeczywistości, nie oznacza, że wnioski z tego płynące można odnieść do całej
                rzeczywistości i twierdzić, że wynika to z nauki. Wnioskowanie z fragmentów o
                całości i twierdzenie, że wnioski są pewne bez możliwości udowodnienia tego,
                poprzez powtarzalny eksperyment, byłoby bardzo nienaukowym podejściem. Nauka
                mogłaby rozstrzygać kwestie Boga, ateizmu, itp., gdyby wyjaśniała wszystko i
                odpowiadała na wszystkie pytania, które racjonalnie może postawić samoświadomy
                byt. Jest oczywiście od tego bardzo daleka. Wielu światłych i genialnych
                naukowców było tego świadomych i dlatego byli np. równocześnie wierzący. Jeśli
                rozumiesz to co napisałem, to rozumiesz, że ateizm jest wiarą. Mając do wyboru
                różne wiary, odrzuciłem, z wielu powodów, ateizm.

                • kolter-one Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 19:20
                  restyler napisała:

                  > Rozumiem, że jako ateista masz otwarty umysł, możesz więc swobodnie dyskutować
                  > o
                  > dowolnych ideach.

                  Niby tak ,ale najlepiej jeżeli posty są krótsze o jakieś 50 % :)))))
                  • restyler Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 19:55
                    kolter-one napisał:

                    > restyler napisała:
                    >
                    > > Rozumiem, że jako ateista masz otwarty umysł, możesz więc swobodnie dysku
                    > tować
                    > > o
                    > > dowolnych ideach.
                    >
                    > Niby tak ,ale najlepiej jeżeli posty są krótsze o jakieś 50 % :)))))

                    Nie rozumiem co oznacza niby. Jeśli narzucasz długość moim postom, to nie jest
                    to już swobodna dyskusja. Poza tym czasami trudno jest osobie, której się nie
                    zna, w niewielu słowach wyjaśnić pewne idee.
                    Dlaczego o 50%? Która część mojego poprzedniego postu była według Ciebie zbędna,
                    można ją wyciąć, a wywód byłby i tak zrozumiały. Z radością przyjmę takie uwagi,
                    bo jeśli to samo można powiedzieć krócej, to lepiej tak zrobić :) A może jesteś
                    po prostu leniuszek? To ok, sam jestem, ale żeby zrozumieć cokolwiek z tego
                    bałaganu wokół nas, to trzeba w to włożyć sporo wysiłku :)

                    A jeśli Cię wkurza przydługa ma gadka
                    Jeśli uważasz, że krótka to gratka
                    Jeśli długością odmierzasz sens spicza
                    to czata zaliczaj i o nic nie pytaj
                    zasuwaj po czacie na krótkiej wymowie
                    i raduj się brachu że tam nic nie powiem

                    najlepiej to sobie zarapować, co ukrywa zgrabnie literackie niedomagania :)


                    • kolter-one Re: Tożsamość chrześcijaństwa i buddyzmu 14.11.09, 20:42
                      restyler napisała:

                      A może jeste
                      > ś
                      > po prostu leniuszek?

                      Dokładnie tak !!
            • co.tam.panie fak 14.11.09, 20:01
              E tam pie...sz.
              Jezus nie zakazał powiesić się Judaszowi.
              • kolter-one Re: fak 14.11.09, 20:10
                co.tam.panie napisał:

                > E tam pie...sz.
                > Jezus nie zakazał powiesić się Judaszowi.

                Bo już nie żył wtedy ? czy już był w rękach Rzymian ?
                Ps 41,10
                • co.tam.panie Re: fak 14.11.09, 20:13
                  Trzeba Nehsy zapytać.
                  • kolter-one Re: fak 14.11.09, 20:15
                    co.tam.panie napisał:

                    > Trzeba Nehsy zapytać.

                    To ty ,,chrześcijanin " nie wiesz ?
              • restyler Re: fak 14.11.09, 20:15
                co.tam.panie napisał:

                > E tam pie...sz.
                > Jezus nie zakazał powiesić się Judaszowi.

                Hmmm, nie wiem do kogo jest ten post... chyba do mnie...jeśli tak, to nie bardzo
                wiem o co Ci chodzi i do czego się odnosisz....czy tylko tak po prostu sobie
                popi....sz
                • co.tam.panie 5 zł 14.11.09, 20:17
                  chodzi o to, żebyś dał piątka na tacę a nie 20 gr.
                  • kolter-one Re: 5 zł 14.11.09, 20:20
                    co.tam.panie napisał:

                    > chodzi o to, żebyś dał piątka na tacę a nie 20 gr.

                    Ja tu am za darmo twoje kazania ! to po jaki ciul jakiemuś innemu pasożytowi mam
                    płacić ?
                    • nehsa Re: 5 zł-ale drożyzna! 14.11.09, 21:27
                      restyler m.in. napisał:
                      "Co to znaczy, że Bóg Syn jest samoistnym Bogiem? Jeśli jest
                      synem,to nie jest już samoistny, albo błędnie rozumiesz
                      pojęcie "samoistny", albo je definiujesz w szczególny sposób dla
                      swoich potrzeb."

                      odp.nehsy:
                      Jest samoistniejącym Boskim bytem. Samookreślenie się:
                      Jestem Synem Ojca - zawiera informację o hierarchii ważności,
                      i hierarchii zależności.
                      O tym, że Ten Boski byt jest wieczny, mówią m.in. słowa:
                      "A teraz uwielbij mię Ty, Ojcze! u siebie samego tą chwałą,
                      którąm miał u Ciebie, pierwej niżeli świat był." Ew.św.Jana 17/5


                      O tym, że Syn Ojca, jest naszym Stwórcą, mówią m.in. słowa w
                      Ew.św.Mateusza 19/4, Ew.św.Marka 10/6, Ew.św.Jana 1/1-5, 9 i 10.

                      O tym, że Syn Ojca jest naszym Panem, mówią m.in. słowa w
                      Ew.św.Mateusza 7/21-22, Ew.św.Łukasza 6/46, Ew.św.Jana 13/13, 17/2.

                      A o tym, że jest naszym Sędzią w życiu doczesnym, słowa w
                      Ew.św.Jana 5/22, 5/27 i 5/30.

                      Natomiast o tym, że Syn Ojca, jest Sprawcą wszystkich spraw Ojca
                      , mówią słowa w Ew.św.Mateusza 20/8, Ew.św.Jana 1/1-3, 5/19,
                      5/30, 5/36, 9/4, 10/25, 10/37-38, 15/24.

                      Jest oczywistym, że Ojciec-Bóg pracuje, i Syn-Bóg pracuje.
                      Tak mówią słowa Nauki Ojca-Boga, i tak jest.
                      A my, ludzie zawsze współpracujemy. Ten fakt,
                      kategorycznie wyklucza boskość
                      Jezusa, którego Nauka Ojca-Boga,
                      poprostu nie zna.

                      Zamiast analizować twoje przesłanki skutkujace takimi, a nie innymi
                      wnioskami, co będzie zajęciem bezproduktywnym, a może i
                      beznadziejnie głupio przeze mnie wykonanym, wolę odpowiadać na
                      postawione przez Ciebie pytania, bądź zgłaszane wątpliwości.

                      Aby zaoszczędzić nam czasu, przyjmij, zresztą zgodnie z Nauką Ojca-
                      Boga, że oznajmiona nam przez Syna Ojca wiedza, jest nieskończenie
                      racjonalna. A testem Jej racjonalności, jest m.in. dziejąca się
                      rzeczywistość.

                      Albo tak się dzieje, jak mówią słowa Nauki Ojca-Boga, albo tak się
                      nie dzieje, zatem to nie jest wiedza pochodząca z Nauki
                      Wszechmogącego Ojca.
                      Na przykład: pierdoły o anielskim zwiastowaniu Maryi, i
                      narodzinach Jezusa z niewiasty zawsze dziewicy.


                      Nauka Ojca-Boga, to racjonalny konkret.

                      Ciało, to narzędzie, którym człowiek powinien posługiwać sie
                      sprawiedliwie, bo jest nosicielem takiego zobowiązania.



                      • restyler Re: 5 zł-ale drożyzna! 15.11.09, 19:22
                        nehsa napisał:

                        >> Jest oczywistym, że Ojciec-Bóg pracuje, i Syn-Bóg pracuje.
                        > Tak mówią słowa Nauki Ojca-Boga, i tak jest.
                        > A my, ludzie zawsze współpracujemy. Ten fakt,
                        > kategorycznie wyklucza boskość
                        Jezusa, którego Nauka Ojca-Boga,
                        > poprostu nie zna.

                        Co to znaczy boskość? Jesteśmy stworzeniami Bożymi. Czy nie mamy przymiotu
                        boskości? Jeśli nie mamy przymiotu boskości, to czy to oznacza, że Doskonały Bóg
                        stwarza niedoskonale? Czy jeśli sam jest wszechmocny, wieczny, nie cierpi, nie
                        choruje, itp., to stwarza byty gorszej jakości, czyli nie mające tych
                        przymiotów? Jeśli tak, to dlaczego? Jeśli jest miłujący i wszechmocny, sam nie
                        cierpi, to dlaczego stwarza byty, które cierpią? Wszechmocny Stwórca skazujący
                        swe dzieci na cierpienie, doświadczanie śmierci, rozstania z tymi, których
                        kochają, nie może być uznany za miłującego. Jeśli stwarza niedoskonałe byty (nie
                        mają przymiotu boskości), które muszą doświadczać cierpień i śmierci, a jest
                        przy tym wszechwiedzący, i pomimo to uważasz, że jest miłujący (jego wolą jest
                        przecież miłość, co napisałeś sam wcześniej), to wyjaśnij dlaczego tak uważasz i
                        jak można pogodzić bycie miłującym, wszechwiedzącym i wszechmocnym z
                        dopuszczaniem do sytuacji, w której własne dzieci cierpią? Wyjaśnij, a nie
                        powołuj cytatów i odnośników. Jeśli nie potrafisz wyjaśnić, to: (a) Nauka, do
                        której się odwołujesz, nie jest zrozumiała (bo nie daje odpowiedzi na jasno
                        sformułowane i ważne pytania), a Nauka, która nie jest zrozumiała i nie wyjaśnia
                        tego, o czym naucza, w ogóle nie jest żadną nauką, albo (b) nie rozumiesz tej
                        Nauki, a w takiej sytuacji po co więc wciąż się na nią powołujesz i twierdzisz,
                        że wiesz, a innym wciąż wytykasz, że nie wiedzą.
                        >
                        > Aby zaoszczędzić nam czasu, przyjmij, zresztą zgodnie z Nauką Ojca-
                        > Boga, że oznajmiona nam przez Syna Ojca wiedza, jest nieskończenie
                        > racjonalna. A testem Jej racjonalności, jest m.in. dziejąca się
                        > rzeczywistość.


                        W tej rzeczywistości trwają nieustanne wojny, miliony, jeśli nie miliardy osób
                        cierpi z biedy, samotności, chorób, kalectwa, śmierci, poczucia pustki i braku
                        sensu życia, tortur, prześladowania, depresji, przemocy, gwałtów, poniżania
                        wszelkiego rodzaju, itp.,itd. Według mnie nie jest to racjonalna rzeczywistość.
                        Odpowiedz precyzyjnie jak tą rzeczywistość, której wskazanego wyżej opisu nie
                        sposób zanegować, można uznać za obraz racjonalnej rzeczywistości? Co jest
                        racjonalnego w tym, że kilkuletnie dziewczynki są torturowane, gwałcone i
                        zabijane (Rwanda), że ludzie, którzy są bardzo wierzący, nawet jeśli błądzą, bo
                        nie rozumieją tych Nauk, które Ty rozumiesz, którzy starali się żyć godnie,
                        sprawiedliwie i uczciwie, nie krzywdząc innych, na starość cierpią z
                        niedomagania, chorób, samotności, że matka cierpi utratę kilkuletniego dziecka
                        zabitego przez pijanego kierowcę, że kilkuletnie dziecko cierpi na białaczkę, że
                        ktoś rodzi się w patologicznej rodzinie i cierpi psychiczne i fizyczne katusze?
                        Odpowiedz precyzyjnie, bez cytatów i odnośników. Jeśli Nauka jest nieskończenie
                        racjonalna, a Ty ją rozumiesz, nie powinieneś mieć z tym żadnego problemu :)

                        • nehsa Re: Będę się starał. 15.11.09, 21:35
                          restyler m.in. napisała:
                          "Co to znaczy boskość? Jesteśmy stworzeniami Bożymi. Czy nie mamy
                          przymiotu boskości?
                          Jeśli nie mamy przymiotu boskości, to czy to oznacza, że Doskonały
                          Bóg stwarza niedoskonale?
                          Czy jeśli sam jest wszechmocny, wieczny, nie cierpi, nie
                          choruje, itp., to stwarza byty gorszej jakości, czyli nie mające
                          tych przymiotów? Jeśli tak, to dlaczego? "
                          i pytanie nehsy:
                          Chciałabyś zmartwychwstać, i posiąść życie wieczne, czyli
                          uniezależnić się od czasu, za darmo?

                          i dalej restyler napisała:
                          "Jeśli jest miłujący i wszechmocny, sam nie cierpi, to dlaczego
                          stwarza byty, które cierpią?"
                          i pytanie nehsy:
                          Czy aby nie za pochopnie uważasz, że Jedyny Ojciec, patrząc
                          na męczeńską śmierć swego Syna, i na męczeństwo milionów swoich
                          dzieci na całym świecie, nie cierpiał, i nie cierpi?
                          Słowa Nauki mówią co innego.

                          i dalej restyler napisała:
                          "Wszechmocny Stwórca skazujący swe dzieci na cierpienie,
                          doświadczanie śmierci, rozstania z tymi, których kochają, nie może
                          być uznany za miłującego. Jeśli stwarza niedoskonałe byty
                          (nie mają przymiotu boskości), które muszą doświadczać cierpień i
                          śmierci, a jest przy tym wszechwiedzący, i pomimo to uważasz, że
                          jest miłujący (jego wolą jest przecież miłość, co napisałeś sam
                          wcześniej), to wyjaśnij dlaczego tak uważasz i jak można pogodzić
                          bycie miłującym, wszechwiedzącym i wszechmocnym z dopuszczaniem do
                          sytuacji, w której własne dzieci cierpią? Wyjaśnij, a nie
                          powołuj cytatów i odnośników.

                          i propozycja nehsy:
                          Na Forum prowadzę jeden wątek, który jest na czasie, i ma
                          tytuł, "Żyjemy w czasach Antychrysta".
                          Ważniejsze dopowiedzi, które ewentualnie mogą cię zainteresować, są
                          zawarte w tym wątku.
                          Łącznie z odpowiedzią, kiedy nastapi Dzień Sądny, potocznie Koniec
                          Świata.
                          Podaję link:
                          forum.gazeta.pl/forum/w,721,101408140,102727881,Re_Przeciwko_upodleniu_.html?wv.x=2


                          Weż pod uwagę, że współstwórcami ciała naszych dzieci, jesteśmy my,
                          ludzie. A nie Stwórca.

                          I dodaję, nikomu nic nie wytykam. Jak stwierdzam, że czegoś nie
                          rozumie, to tak przeważnie jest. Bywa jednak, że nie rozumiejącym
                          jestem ja.

                          W poprzednim poście proponowałem ci, stawiaj pytania. Oby one nie
                          wymagały w odpowiedzi elaboratów.

                          piszesz restyler, na przykład:
                          "Według mnie nie jest to racjonalna rzeczywistość."
                          i odp. nehsy:
                          Przecież jest to rzeczywistość, której współtwórcami jesteśmy my
                          sami.

                          Ani Ojciec-Bog, ani Syn-Bóg, nie tworzą ludzkiej rzeczywistości
                          .

                          Przekazali ludziom Raj na planecie Ziemia, wyposażyli ludzi w
                          świadomość, dzięki czemu staliśmy się rodzajem rozumnym. Jakby tego
                          było mało, przed 2000 lat, posłany przez Ojca-Boga na świat Syn-
                          Bóg, oznajmił nam nieskończenie racjonalną Naukę Ojca-Boga, której
                          racjonalności dowiódł własną krwią, męczeństwem, i ofiarą życia.
                          Okazuje się, że dla ludzkiej gawiedzi jest to za mało przekonywujące.
                          Jestem głęboko przekonany, że rozumię Naukę Ojca-Boga, którą
                          oznajmiał jedynie Syn-Bóg.
                          Być może dostrzeżesz w moich odpowiedziach deficyt racjonalności. Na
                          każde pytanie dodatkowe, będę starał się konkretnie odpowiedzieć.
                          Jak nie będę umiał, przyznam się do niewiedzy.





                          • restyler Re: Będę się starał. 15.11.09, 22:44
                            nehsa napisał:

                            > Chciałabyś zmartwychwstać, i posiąść życie wieczne, czyli
                            > uniezależnić się od czasu, za darmo?

                            W dalszej rozmowie skupię się na najistotniejszych elementach, tak by jasna i
                            klarowna była jej "oś".

                            Dlaczego wszechmocny, wszechwiedzący i miłujący Stwórca, doprowadził do
                            powstania cierpienia i czasu? Dlaczego z miłości, będąc wszechwiedzącym i
                            miłującym, nie dał życia wiecznego od razu? Wyjaśnij to. Jeśli rozumiesz, to bez
                            cytatów i odnośników.

                            > Czy aby nie za pochopnie uważasz, że Jedyny Ojciec, patrząc
                            > na męczeńską śmierć swego Syna, i na męczeństwo milionów swoich
                            > dzieci na całym świecie, nie cierpiał, i nie cierpi?
                            > Słowa Nauki mówią co innego.

                            Odpowiedź jest nielogiczna. Pytam się dlaczego wszechmocny, wszechwiedzący i
                            miłujący Stwórca tak czy inaczej doprowadził do powstania cierpienia, albo
                            posługując się Swoją wszechwiedzą i wszechmocą nie zapobiegł temu, odpowiednio
                            dobierając warunki "stworzenia". Ty nie odpowiadasz na to, tylko stwierdzasz, że
                            On też cierpi, co wikła Twoje wyjaśnienia i czyni je prawdziwie niezrozumiałymi
                            i nielogicznymi. Bo wynika z nich, ze miłujący, wszechwiedzący i wszechmocny
                            Stwórca, pomimo tych cech doprowadził do powstania cierpienia, albo źle dobrał
                            warunki stworzenia, czym sprowadził cierpienia na swe stworzenia i siebie
                            samego. Wyjaśnij dlaczego tak się stało.
                            >
                            >
                            > i propozycja nehsy:
                            > Na Forum prowadzę jeden wątek, który jest na czasie, i ma
                            > tytuł, "Żyjemy w czasach Antychrysta".
                            > Ważniejsze dopowiedzi, które ewentualnie mogą cię zainteresować, są
                            > zawarte w tym wątku.

                            W miarę możliwości czasowych, czyli stopniowo, zapoznam się z tym wątkiem i
                            odniosę do Twoich postów.

                            • nehsa Re: Dzieło Stworzenia-jest optymalne. 16.11.09, 11:33
                              Uwaga:
                              Cenię czas każdego, dlatego nie trudź się czytaniem całego
                              wątku. Nie wiem dlaczego, ale podane w nim dwa linki są nieaktywne.
                              a ze wszystkich aktywnych, prawidłowo otwiera się tylko jeden.


                              restyler m.in. napisała:
                              "Odpowiedź jest nielogiczna. Pytam się dlaczego wszechmocny,
                              wszechwiedzący i miłujący Stwórca tak czy inaczej doprowadził do
                              powstania cierpienia, albo posługując się Swoją wszechwiedzą i
                              wszechmocą nie zapobiegł temu, odpowiednio dobierając
                              warunki "stworzenia". Ty nie odpowiadasz na to, tylko stwierdzasz,
                              że On też cierpi, co wikła Twoje wyjaśnienia i czyni je prawdziwie
                              niezrozumiałymi i nielogicznymi. Bo wynika z nich, ze miłujący,
                              wszechwiedzący i wszechmocny Stwórca, pomimo tych cech doprowadził
                              do powstania cierpienia, albo źle dobrał warunki stworzenia, czym
                              sprowadził cierpienia na swe stworzenia i siebie samego. Wyjaśnij
                              dlaczego tak się stało. "

                              i odp. nehsy:
                              Konsekwentnie podtrzymujesz, wbrew Nauce Ojca i logice, że Bóg jest
                              tylko jeden.
                              Stwórcą, jest Wykonawca woli Ojca, czyli Syn Ojca.
                              A skoro jest jeden, jedyny Ojciec(Ew.św.Mateusza 23/9),
                              to jest również jeden, jedyny Syn Ojca.

                              Nasz Stwórca, zgodnie z wolą swego Ojca, wyposażył nas we
                              wszystko, co jest nam do komfortowego, urozmaiconego życia
                              doczesnego niezbędne.

                              Zaproponował nam w ściśle określonej przestrzeni, jaką jest nasza
                              planeta, lenistwo, i turystykę.
                              Nie musimy być nawet producentami żywności. Na czas pory zimnej
                              możemy się przenosić na południe, i z powrotem, na czas pory gorącej.
                              Współpłodzenie potomstwa, z mocy stworzenia uczynił
                              współofiarą, a przyżywaną rozkosz, nagrodą za podjęcie przez
                              niewiastę i meżczyznę niezwykle odpowiedzialnej decyzji
                              współpoświęcenia się
                              w imię życia przyszłego dziecka, dzieci,
                              które starannie wychowane, zabezpieczają starość.

                              I w naszym wspólnym interesie, w imię pokoju między nami, uczynił
                              nas z mocy stworzenia nosicielami powinności, polegającej na
                              wzajemnie życzliwej, zatem i rownoprawnej międzyludzkiej współpracy,
                              czyli zobowiązał nas do solidarności.

                              Cierpienia, Nasz Stwórca, nam nie zaprogramował.
                              I nie nakłania nas w żaden sposób do płodzenia potomstwa, mówiąc:
                              "Miłosierdzia, chcę, a nie ofiary."

                              W zamian za przestrzeganie wiedzy, i wzorców postępowania
                              oznajmionych w Nauce Ojca, zagwarantowano nam zmartwychwstanie w
                              Dzień Sądny, i uniezależnienie od czasu, czyli życie wieczne.

                              Jest to gwarancja zapłaty w postaci, która dla znacznej części
                              ludzkości, jest nie do uwierzenia.

                              Abyśmy mogli podołać propozycji Wszechmogącego Ojca,
                              naszym nieustannym, pokornym sługą jest Syn Ojca, Nasz Stwórca,
                              którego Imię brzmi, Światłość
                              , o czm mówią słowa:

                              "Nie mogęć ja sam od siebie nic czynić; jako słyszę, tak
                              sądzę, a sąd mój jest sprawiedliwy;
                              bo nie szukam woli mojej, ale woli tego, który mie posłał, Ojca."
                              Ew.św.Jana 5/30


                              Ale tępa gawiedź, czci Jezusa, fikcyjną postać, fikcyjnego bożka, co
                              nie jest bezkarne, a którą to karę wymierzamy sobie sami.
                              Zostaliśmy przecież obdarowani wolną i nieprzymuszoną wolą.

                              Ludzka gawiedź, gardzi Synem-Bogiem, i gardzi Nauką
                              Ojca-Boga, dlatego zamiast być coraz to lepiej, jest nam, i nie
                              tylko nam, coraz to gorzej. "Jak se pościelecie, tak sie
                              wyśpicie."


                              Współcześnie, człowiek stał się towarem, którego nadprodukcja jest
                              przekleństwem dla świata, czyli człowiek, staje się w coraz to
                              większej mierze, przekleństwem dla siebie samego.

                              Warunki stworzenia, o jakich wspominasz, były i są optymalne.

                              Rodzą się nam nieprawdopodobnie utalentowane dzieci, których
                              intelektualny potencjał jak dorośleją, jest w stanie uporać się z
                              wyzwaniami, jakie niosą współczesne dni i cywilizacja, ale nie są
                              dopuszczani do rządzenia.
                              A nawet jak są w puli rządzących, to rzadzące człekokształtne bydło,
                              nie wyposaża ich w prerogatywy wykonawcze.
                              Przecież ordynacja wyborcza u nas jest po to, aby zagwarantować
                              selekcje negatywną.
                              "Im gorzej, tym lepiej". W zaakceptowaniu takiego stereotypu,
                              przez ogłupianą od wieków ludzką masę, niezwyle pomocni są
                              najmimordy w mediach.

                              Nauka Ojca-Boga, to nieskończenie racjonalny wzorzec, propozycja
                              sprawiedliwej organizacji w społeczeństwie międzyludzkiej
                              współpracy, a nie gó...ana oferta religijna.






                              • edico2 Re: Dzieło Stworzenia-jest optymalne??? 16.11.09, 14:27
                                To w takim razie katolicy grzeszą niemożebnie nieustannie poprawiając na swoją
                                modłę to optymalne dzieło boskie :))
                                • nehsa Re: Dzieło Stworzenia-jest optymalne. 16.11.09, 15:13
                                  edico2 napisał:
                                  "To w takim razie katolicy grzeszą niemożebnie nieustannie
                                  poprawiając na swoją modłę to optymalne dzieło boskie :))"
                                  odp. nehsy:
                                  Gdyby grzeszyli, nie byłoby tak źle, bo grzech można popełnić tylko
                                  mową. Ale oni czynią zło. I nie tylko katolicy, co dostrzegli
                                  przede wszystkim ekolodzy.
                              • restyler Re: Dzieło Stworzenia-jest optymalne. 17.11.09, 17:46
                                nehsa napisał:

                                > Uwaga:
                                > Cenię czas każdego, dlatego nie trudź się czytaniem całego
                                > wątku. Nie wiem dlaczego, ale podane w nim dwa linki są nieaktywne.
                                > a ze wszystkich aktywnych, prawidłowo otwiera się tylko jeden.


                                To co mam przeczytać?

                                > i odp. nehsy:
                                > Konsekwentnie podtrzymujesz, wbrew Nauce Ojca i logice, że Bóg jest
                                > tylko jeden.
                                > Stwórcą, jest Wykonawca woli Ojca, czyli Syn Ojca.
                                > A skoro jest jeden, jedyny Ojciec(Ew.św.Mateusza 23/9),
                                > to jest również jeden, jedyny Syn Ojca.
                                >


                                Ok, Stwórcą jest miłujący, wszechwiedzący i wszechmocny Bóg Syn. To nic nie
                                zmienia w moim pytaniu, na które wciąż nie odpowiedziałeś. Czy widzisz to?

                                Piszesz, że warunki stworzenia są optymalne. Dlaczego więc istnieje cierpienie?
                                • nehsa Re: Dzieło Stworzenia-jest optymalne. 17.11.09, 18:31
                                  restyler m.in.napisała?napisał?:

                                  "Dlaczego wszechmocny, wszechwiedzący i miłujący Stwórca,
                                  doprowadził do powstania cierpienia i czasu?

                                  ]i odp. nehsy:

                                  Część pierwsza- "cierpienia".
                                  Skoro w twoim przekonaniu Stwórca doprowadził do powstania
                                  cierpienia, to podaj mi przykład cierpienia, którego Stwórca był,
                                  czy też jest, przyczyną.

                                  W moim przekonaniu takiego przykładu nie podasz, bo taki związek
                                  przyczynowy cierpienia, nie istnieje.
                                  Zatem nie odpowiadałem na to pytanie.

                                  Część druga - "czasu".
                                  To znaczy, że chciałbyś zostać istotą nieśmiertelną po
                                  pierwsze, " za friko",

                                  a po drugie, bez "przetestowania", czy obdarzenie cię darem
                                  nieśmiertelności, nie spowoduje sytuacji podobnej do wpuszczenia
                                  lisa do kurnika, albo "zatrudnienia" jako owczarka, nienasyconego
                                  krwią owiec, wilka.

                                  Bardzo ciekawy punkt widzenia. Poszukiwanie w osobie Ojca-Boga,
                                  pospolitego, naiwnego frajera.







                                  • restyler Re: Dzieło Stworzenia-jest optymalne. 17.11.09, 20:20
                                    nehsa napisał:

                                    ]i odp. nehsy:
                                    >
                                    > Część pierwsza- "cierpienia".
                                    > Skoro w twoim przekonaniu Stwórca doprowadził do powstania
                                    > cierpienia, to podaj mi przykład cierpienia, którego Stwórca był,
                                    > czy też jest, przyczyną.

                                    > W moim przekonaniu takiego przykładu nie podasz, bo taki związek
                                    > przyczynowy cierpienia, nie istnieje.

                                    Jeśli Bóg odpowiedzialny jest za warunki stworzenia, za "warsztat" stworzenia,
                                    jak to sam określiłeś, jest miłujący i wszechmocny i wszechwiedzący, to musiał
                                    wiedzieć, że dane warunki doprowadzą do powstania cierpienia, a mimo to nie
                                    zmienił ich. Przy takich założeniach nie jest miłujący. Jeśli zaś nie mógł
                                    zmienić tych warunków, to nie jest wszechmocny. Jeśli nie wiedział, że
                                    doprowadzą do powstania cierpienia to nie jest wszechwiedzący. Nie odpowiadasz
                                    więc na pytanie, bo nie rozumiesz rozumowania, które stoi za nim. Czy teraz już
                                    rozumiesz i możesz odpowiedzieć na pytanie?

                                    >
                                    > Część druga - "czasu".
                                    > To znaczy, że chciałbyś zostać istotą nieśmiertelną po
                                    > pierwsze, " za friko",

                                    > a po drugie, bez "przetestowania", czy obdarzenie cię darem
                                    > nieśmiertelności, nie spowoduje sytuacji podobnej do wpuszczenia
                                    > lisa do kurnika, albo "zatrudnienia" jako owczarka, nienasyconego
                                    > krwią owiec, wilka.

                                    Jeśli Bóg musiałby testować swoje dzieło, to nie byłby go pewien, nie byłby
                                    pewien jak będzie "działać", a więc nie byłby ani wszechmocny, ani
                                    wszechwiedzący, ani miłujący.
                                    • nehsa Re: Dzieło Stworzenia-jest optymalne. 18.11.09, 00:51
                                      restyler w komentarzach napisał do nehsy:
                                      "Jeśli Bóg odpowiedzialny jest za warunki stworzenia, za "warsztat"
                                      stworzenia, jak to sam określiłeś, jest miłujący i wszechmocny i
                                      wszechwiedzący, to musiał wiedzieć, że dane warunki doprowadzą do
                                      powstania cierpienia, a mimo to nie zmienił ich. Przy takich
                                      założeniach nie jest miłujący. Jeśli zaś nie mógł zmienić tych
                                      warunków, to nie jest wszechmocny. Jeśli nie wiedział, że
                                      doprowadzą do powstania cierpienia to nie jest wszechwiedzący. Nie
                                      odpowiadasz więc na pytanie, bo nie rozumiesz rozumowania, które
                                      stoi za nim. Czy teraz już rozumiesz i możesz odpowiedzieć na
                                      pytanie? "

                                      i odp. nehsy:

                                      1./ Ja przypuszczam, że ty żyjesz w świecie stereotypów
                                      polskiego chrześcijaństwa.
                                      Ale, Jest Dwie Istoty Boskie.Ojciec, "ustawodawca, i Syn
                                      Ojca, "sprawca-wykonawca".

                                      2./ Przymiotami Ojca, jest doskonałość, bo miłuje wszystkich
                                      ludzi, i wszechmoc, bo człowieczeństwo wszystkich ludzi zależne jest
                                      od Jego miłości. O wszechwiedzy, mówiłeś ty.

                                      3./ Zakładam jednak, że Ojciec Nasz jest wszechwiedzący
                                      również.

                                      4./ W następstwie samoofiary Syna Ojca, otrzymaliśmy różnej
                                      wartości "duchowy kapitał zakładowy", każdy według posiadanych
                                      możliwości jego wykorzystania, w celu zarobienia na zapłatę w
                                      postaci życia wiecznego.

                                      5./ Zostaliśmy również wyposażeni w instrukcję posługiwania
                                      się tym skarbem, czyli Naukę Ojca.

                                      6./ I, tak "na wszelki wypadek", jak byśmy byli niezadowoleni
                                      z bycia człowiekiem na tym świecie, w posagu otrzymaliśmy wolną i
                                      nieprzymuszoną wolę. Jesteśmy wyłącznymi dysponentami życia naszego
                                      ciała.

                                      I mógłbym zapytać reklamowym sloganem:
                                      Cóż jeszcze, możemy dla ciebie zrobić człeku?

                                      Tobie, najwyraźniej doskwiera wolna wola. Chcesz być stworzeniem
                                      natury? Bycie człowiekiem, ci "nie pasi"?
                                      A ponadto w sposób nieuprawniony, generalizujesz swoje wnioski w
                                      stosunku do całej ludzkości.
                                      Cierpi wielu ludzi, ale są też wielomilionowe enklawy bogactwa.

                                      Nieomal rugając mnie, stwierdzasz, że ja, nehsa, "nie rozumię
                                      rozumowania, które stoi za nim".

                                      Ja, usiłuję wskazać ci bezpodstawność twojego rozumowania, którą
                                      potwierdza fakt, że nie zdołałeś podać przykładu, że przyczyną
                                      ludzkich cierpień jest Stwórca.

                                      Z wiedzy, zawartej w Nauce Ojca wynika, że zapłatę w postaci
                                      zmartwychwstania, otrzymają nieliczni. A Dnia Sądnego doczeka
                                      garstka ludzi, dla której to garstki, czyniących dobro,
                                      zostaną skrócone dni ostatnie naszej "cywilizacji".
                                      Widocznie wartość zapłaty, która jest nieskończonym życiem,
                                      przerasta wartość cierpienia. Przy czym należy pamiętać, że cierpiący
                                      mogą otrzymać zapłatę w postaci zmartwychwstania.

                                      I odnośnie twego stwierdzenia w części II, które brzmi:
                                      "Jeśli Bóg musiałby testować swoje dzieło, to nie byłby go pewien,
                                      nie byłby pewien jak będzie "działać", a więc nie byłby ani
                                      wszechmocny, ani wszechwiedzący, ani miłujący. "

                                      i odp. nehsy:
                                      1./Stwórca, nie testuje swojego dzieła, które jest Jego
                                      samoofiarą wobec człowieka.
                                      2./Samoofiara Stwórcy, jest absolutnie bezinteresowna.

                                      Twoją użyteczność, i twoją pożyteczność testują twoi bliźni.
                                      Swoim postępowaniem zarabiasz u bliźnich na zapłatę,
                                      którą w imieniu twoich bliźnich, realizuje zgodnie z wolą Ojca-Boga,
                                      Syn-Bóg.
                                      Obudź się z letargu chłopczyno.










                                      • restyler Re: Dzieło Stworzenia-jest optymalne. 19.11.09, 19:21
                                        nehsa napisał:

                                        > i odp. nehsy:
                                        >
                                        Ja przypuszczam, że ty żyjesz w świecie stereotypów
                                        > polskiego chrześcijaństwa.

                                        A z czego to wnioskujesz, bo nie wiem?

                                        > Ale, Jest Dwie Istoty Boskie.Ojciec, "ustawodawca, i Syn
                                        > Ojca, "sprawca-wykonawca".
                                        >
                                        > 2./ Przymiotami Ojca, jest doskonałość, bo miłuje wszystkich
                                        > ludzi, i wszechmoc, bo człowieczeństwo wszystkich ludzi zależne jest
                                        > od Jego miłości. O wszechwiedzy, mówiłeś ty.
                                        >
                                        > 3./ Zakładam jednak, że Ojciec Nasz jest wszechwiedzący
                                        > również.
                                        >
                                        Do tego momentu Twoje uwagi w żaden sposób nie negują przedstawionego przeze
                                        mnie sposobu rozumowania. Nic nie zmieniają.

                                        > 4./ W następstwie samoofiary Syna Ojca, otrzymaliśmy różnej
                                        > wartości "duchowy kapitał zakładowy", każdy według posiadanych
                                        > możliwości jego wykorzystania, w celu zarobienia na zapłatę w
                                        > postaci życia wiecznego.

                                        Tu robisz przeskok, którego zrozumieć nie sposób, wyjmujesz nowe założenia, jak
                                        króliki z kapelusza. Skąd ta samoofiara, po co, dlaczego? Czym jest ta
                                        samoofiara? Czy Syn, nasz Stwórca, nie mógł nas stworzyć zgodnie z
                                        "ustawodawstwem" Boga Ojca i uczynić nas doskonałymi od razu? Nie był
                                        wystarczająco wszechmocny? Czy może Bóg Ojciec nie uczynił Boga Syna doskonałym?
                                        Dlaczego zostaliśmy stworzeni z różnymi możliwościami? Przecież to nie jest
                                        sprawiedliwe, a Stwórca jest sprawiedliwy. Jak mógł jednemu swemu dziecku dać
                                        mniejsze, a innemu większe możliwości? Byłby niesprawiedliwy. I jeszcze raz to
                                        samo pytanie, dlaczego nasz boski Stwórca nie dał nam od razu życia wiecznego?
                                        Nie jest wszechmocny, czy nie jest miłujący? Jeśli nie jest, to dlaczego? Nie
                                        uczynił go takim Jego wszechmocny i miłujący Ojciec? Dlaczego? Odpowiedz po
                                        kolej na te pytania. Prosto, tak żebym zrozumiał, bez odwołań i cytatów.

                                        > A ponadto w sposób nieuprawniony, generalizujesz swoje wnioski w
                                        > stosunku do całej ludzkości.
                                        > Cierpi wielu ludzi, ale są też wielomilionowe enklawy bogactwa.

                                        Nie. Nawet jeśli jeden człowiek cierpi, to dlaczego, skoro został stworzony
                                        przez boski byt, a więc miłujący i wszechmocny, albo przez Boga Syna, który
                                        powinien być wszechmocny i miłujący, skoro jest Synem Boga Ojca, który jest
                                        wszechmocny i doskonały.
                                        >

                                        > Ja, usiłuję wskazać ci bezpodstawność twojego rozumowania, którą
                                        > potwierdza fakt, że nie zdołałeś podać przykładu, że przyczyną
                                        > ludzkich cierpień jest Stwórca.

                                        W Twojej wierze jest przyczyną cierpień w sposób systemowy albo jest nią Bóg
                                        Ojciec, albo musimy uznać, że jest niespójna. Jeśli Bóg Ojciec jest wszechmocny
                                        i miłujący, to dlaczego nie jest taki jego Syn? Jeśli Syn jest wszechmocny i
                                        miłujący, i jest naszym Stwórcą, to dlaczego nie stworzył nas doskonałymi,
                                        wiecznymi, dlaczego dał nam bardzo niedoskonałe ciała? Wyjaśnij to, bez cytatów
                                        i odwołań.

                                        Odpowiedz w końcu logicznie i prosto na te pytania, proszę.

                                        • nehsa Re: Dzieło Stworzenia-jest optymalne. 19.11.09, 22:37
                                          restyler m.in.napisał:
                                          że, "nehsa napisał:
                                          "Ja przypuszczam, że ty żyjesz w świecie stereotypów
                                          > polskiego chrześcijaństwa. "
                                          i restyler zapytał
                                          "A z czego to wnioskujesz, bo nie wiem? "
                                          i odp. nehsy
                                          Tak przypuszczam, bo nie zauważałeś, że istnienie jednego
                                          Boga, jest wykluczone.

                                          i dalej restyler przytoczył z nehsy:
                                          " 4./ W następstwie samoofiary Syna Ojca, otrzymaliśmy różnej
                                          wartości "duchowy kapitał zakładowy", każdy według posiadanych
                                          możliwości jego wykorzystania, w celu zarobienia na zapłatę w
                                          postaci życia wiecznego. "
                                          i restyler komentował:
                                          "Tu robisz przeskok, którego zrozumieć nie sposób, wyjmujesz nowe
                                          założenia, jak króliki z kapelusza. Skąd ta samoofiara, po co,
                                          dlaczego? Czym jest ta samoofiara?
                                          i odp. nehsy:
                                          Rodzaj "homo sapiens", jest młodszy niż nasza planeta.
                                          Nasz początek wziął miejsce wówczas, kiedy wszystko po miliardach
                                          lat, było gotowe na nasze przyjście.
                                          Zgodnie z racjonalnymi, oczywistymi dowodami zależności naszego
                                          bycia ludźmi, naszego człowieczeństwa, od Stwórcy, ludźmi stajemy
                                          się w następstwie Jego samoofiary.
                                          Nie chce mi się powtarzać po raz enty tego samego., dlatego wybacz,
                                          że odsyłam cię do wątku "Żyjemy w czasach Antychrysta".
                                          TU, jednak dodaję:

                                          Imię Ojca, brzmi -Wolność, a wolą Ojca jest miłość, której to
                                          miłości, jest Nasz Ojciec jedynym depozytariuszem.
                                          Imię Syna Ojca, brzmi - Światłość=Życie.

                                          Samoofiara, jak sama nazwa wskazuje, jest absolutnie beziteresowną
                                          ofiarą samego siebie.

                                          i dalej restyler napisał:
                                          "Czy Syn, nasz Stwórca, nie mógł nas stworzyć zgodnie z
                                          "ustawodawstwem" Boga Ojca i uczynić nas doskonałymi od razu? Nie
                                          był wystarczająco wszechmocny? Czy może Bóg Ojciec nie uczynił Boga
                                          Syna doskonałym?"
                                          i odp. nehsy:
                                          Doskonałym, jest Jedyny Ojciec, nikt inny.
                                          A Syn Ojca, postąpił zgodnie z wolą Ojca.

                                          i restyler dalej komentował:
                                          Dlaczego zostaliśmy stworzeni z różnymi możliwościami? Przecież to
                                          nie jest sprawiedliwe, a Stwórca jest sprawiedliwy. Jak mógł jednemu
                                          swemu dziecku dać mniejsze, a innemu większe możliwości?

                                          i odp. nehsy:
                                          Każdy z nas otrzymał wartość talentów, na miarę swoich możliwości
                                          ich zagospodarowania z pożytkiem dla bliźnich, a tym samym
                                          narodzenia się się z Ducha, czyli uzyskania zapłaty w postaci życia
                                          wiecznego.
                                          Sprawiedliwość polega na równości zapłaty, i,
                                          "a od kazdego, komu wiele dano, wiele sie od niego upominać
                                          będą, a komu wiele powierzono, wiecej beda chcieć od niego."


                                          i restyler dalej komentował:
                                          " I jeszcze raz to samo pytanie, dlaczego nasz boski Stwórca nie dał
                                          nam od razu życia wiecznego?
                                          i odp. nehsy:
                                          Atrybutem naszego człowieczeństwa, jest wolna i nieprzymuszona wola
                                          człowieka, którą to wolą, Stwórca nie manipuluje. Stwórca wiedział,
                                          że większości ludzi nie przypadnie do gustu życie wieczne, co
                                          przecież jest widoczne, miedzy innymi, dlatego nas nie obarczył
                                          życiem wiecznym.

                                          i dalej restyler komentował:
                                          "Nie jest wszechmocny, czy nie jest miłujący?
                                          i odp. nehsy:
                                          Jedynym depozytariuszem miłości jest Ojciec. Jego wieczna
                                          samoofiara wobec Syna, skutkuje Wiecznym Życiem, które to Życie,
                                          Syn, jest Światłością.

                                          A samoofiara Syna Ojca wobec nas, skutkuje obecnością cząstki
                                          Światłości=Wiecznego Życia w nas.(świadomości=sumienie-analizator +
                                          wolna wola-decydent)

                                          i restyler zadał kolejne pytania:
                                          Jeśli nie jest, to dlaczego? Nie uczynił go takim Jego wszechmocny i
                                          miłujący Ojciec? Dlaczego? Odpowiedz po kolej na te pytania. Prosto,
                                          tak żebym zrozumiał, bez odwołań i cytatów.
                                          i odp. nehsy:
                                          Odpowiedziałem, zgodnie z Nauką Wszechmogącego Ojca. A przynajmniej,
                                          starałem się.
                                          Uważam cię za ciekawego człowieka, dlatego piszę te posty.
                                          Zachowujesz się pewnie. I mnie nie chodzi o to, aby sprowokowac cie
                                          do bezczelności, ale skoro masz wątpliwości, co do jakości pracy
                                          Ojca-Boga, bądź Syna-Boga, spróbuj podać lepsze rozwiązania dla
                                          międzyludzkiej współpracy, od tych, znajdujących się w Nauce Ojca.



                                          • restyler Re: Dzieło Stworzenia-jest optymalne. 23.11.09, 19:48
                                            nehsa napisał:

                                            spróbuj podać lepsze rozwiązania dla
                                            > międzyludzkiej współpracy, od tych, znajdujących się w Nauce Ojca.
                                            >
                                            >
                                            Spróbuję na to odpowiedzieć w następnych wątkach. Serdecznie pozdrawiam :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka