Dodaj do ulubionych

co do antykoncepcji.

21.11.10, 10:23
www.fronda.pl/news/czytaj/terlikowski_gumowa_mistyfikacja_mediow
W tekscie autorstwa Pana Terlikowskiego możemy przeczytać.

Takie przekonanie może zaś ich zaprowadzić do piekła, bowiem stosowanie antykoncepcji pozostaje grzechem ciężkim.

Chyba tylko pozostaje grzechem, bowiem jaki to ma sens, by mogło być coś dopuszczalne w pewnych sytuacjach i być ciężkim grzechem w tych sytuacjach??
Cóż jeżeli są wyjątki, gdzie jest to dopuszczelne, a dopuszczelne rozumieć jako nie jest to ciężkim grzechem w takich sytuacjach, to falsyfikuje to zdanie, że każda antykoncepcja jest ciężkim grzechem. Czyli jest możliwe stosowanie antykoncepcji bez ciężkiego grzechu. I jest to zmiana bez wątpienia jeżeli wcześniej było, że każdy przypadek stosowania, to ciężki grzech a teraz nieprawda, że każdy.

Nie sposób nie zadać również pytania, czy tego typu sugestie nie są rzeczywiście niebezpieczne dla zdrowia męskich prostytutek. Prezerwatywy bowiem - wbrew temu, co się sugeruje - nie chronią wcale przed zakażeniami, a jedynie zmniejszają ich ryzyko (a i to wcale nie tak bardzo). Z tych dwóch powodów nie rozumiem powodów, dla których Benedykta XVI zdecydował się na tak zaskakujące oświadczenie.

Juz pomijam użycie bardzo ogólnego pojęcia chronienia przed zakażanieami, no przed zakażeniem grypą nie chroni wcale...
Równie dobrze może powiedzieć, że pasy bezpieczeństwa nie chronią przed przypadkami śmierciu u pasażerów samochodów. To, że pewne rozwiązanie nie jest idealne nie jest argumentem, by to rozwiązanie odrzucić czy wprowadzenia go uznawać za nierozsądnie posunięcie. To jest przykład tzw. fałszu perfekcyjnego rozwiązania. Idąc tym rozumowaniem jeżeli zakazy np. kradzieży ma za zadanie chronić nasze mienie, to jednak nie gwarantuje wprowadzienie go w życie, że nikt nas nie okradnie, to jest bez sensu.
Oczywiście można się zastanowić czy nie ma lepszego rozwiązania, i na pierwszy rzut oka wydaje się, że byłaby to po prostu rezygnacja z takiego zawodu, problem w tym, że rozwiązanie takie powoduje rezygnację z czegoś, co przynosi korzyści i ma to sens tylko jak ktoś założy iż luczy się tylko unikanie zagrożeń. Trzeba się też zastanowić, też czy rezygnacja taka jest realna a jeżeli jest to w jakim stopniu w porównaniu do stosowania prezerwatyw.

Wygląda na to, że wg. T. chroni ma taką oto definicję x chroni przed y wtedy i tylko wtedy jak niemożliwe jest, że zaistnieje y przed którym ma chronić x gdy x jest stosowane. jest tu pewne teleologiczne założenie, że coś przed czymś konkretnym ma chronić.
Zgodnie z tą definicją Pan Terlikowski musi uznać że; zamki w dzwiach, kamizelki kulodporne, czaszki nie chronią. Wydaje się, że ojciec też nie może chronić swojego dziecka przed zabiciem, jeżeli nie stosuje czegoś, co nie gwarantuje, że ochroni przed zabiciem. W przypadku tego ostatniego to kwestia tego czy konieczne jest by osoba musiała stosować takie x które chroni by móc chronić. Bardziej przekonywujące jest, że musi coś takiego zastosować niż, że nie musi by móc chronić.

Trudno bowiem nie zgodzić się, że w przypadku męskich prostytutek nie sposób mówić o celu antykoncepcyjnym prezerwatywy. Trudno o nim mówić, bowiem w przypadku aktów homoseksualnych (grzesznych z samej natury) nie ma mowy o poczęciu, któremu przeciwdziałać mogłyby prezerwatywy. Trudno także mówić o tym, że założenie gumki w tym przypadku w jakikolwiek sposób zmienia ocenę moralną tego typu działania. Homoseksualiści mogą sobie bowiem zakładać na członki, co tam im się żywnie podoba. A ich akty – bez względu na to, czy z gumką, czy nie – są grzechem ciężkim.

Pan Terlikowski zakłada, że męskie prostytuki są wynajmowane tylko przez mężczyzn.
JA uważam, że nieprawdą jest, że nie sposób mówić o celu antykonceptycjnym, ponieważ nie ma nic sprzecznego w stosunku takiej męskiej prostytutki z kobietą. Żeby to miało sens Terlikowski implicite musi zakładać, że chodzi o przyzwolenie tylko u takich prostytutek męskich, które są wyłącznie dla meżczyzn. Problem w tym, że papież mówił w pewnych przypadkach np. w przypadku prosytutek męskich, a nie w pewnych przypadkach męskiej prosytutcji.

Benedykt w niczym nie zmienił stanowiska Kościoła. W niczym nie zmienił się również stosunek Kościoła do antykoncepcji. Jest ona złem, bowiem rozrywa jedność aktu małżeńskiego, zaprzecza językowi ludzkiej natury i wreszcie niszczy naturalną celowość ludzkiej seksualności.

Niestety w czyś zmienił. Wcześniej coś w każdym przypadku było wielkim grzechem a teraz to coś nie jest w każdym przypadku wielkim grzechem. Nie zmieni tego wniosku przeskakiwanie autora od wielkiego grzechu do grzechu, czy pisaie, że to nadal pozostaje grzechem. Jeżeli nawet pozostaje do grzechem, to wciąż nie można zaprzeczyć iż jest zmiana tego jakim w pewnych przypadkach.
Obserwuj wątek
    • lumpior Czy tu chodzi o ...Paetza? 21.11.10, 10:53
      No bo jak jest dawca to musi byc i biorca. A inna sprawa,antykoncepcja w przypadku Terlikowskiego to byloby zbawienie,tak jego wlasne,osobiste. nie pisalby takich farmazonow.
      • neuroleptyk Re: Czy tu chodzi o ...Paetza? 21.11.10, 12:15
        lumpior napisał:

        > No bo jak jest dawca to musi byc i biorca. A inna sprawa,antykoncepcja w przypa
        > dku Terlikowskiego to byloby zbawienie,tak jego wlasne,osobiste. nie pisalby ta
        > kich farmazonow.

        Ah KK dozwala na tzw. naturalna regulacje poczęć.

        www.kosciol.pl/article.php/20040611162417233
        Nikt nie mówi, że tylko i wyłącznie akt małżeński ma na celu prokreację. Akt małżeński posiada podwójny wymiar: jednoczący i prokreacyjny.

        Jednak nie zawsze prokreacja zachodzi, gdyż taka jest fizjologia człowieka.

        Problem w tym, że stosując tą regulację poczęć intencjonalnie chcesz wyelminować ten drugi wymiar. Wygląda na to, że seks bez intencji prokreacyjnej jest do zaakceptowania. W tej drugiej argumentacji jest pewne epistemiczne oszustwo. Czym innym jest uprawianie seksu, kiedy nie wiemy czy spowoduje prokreację a być może wtedy akurat nie spowoduje, a czym innym specjalnie wybieranie chwili, kiedy wiadomo, że seks nie spowoduje lub przynajmniej szansa na to jest najmniejsza.

        Chodzi opełną akceptację drugiej osoby - w tym przypadku kobiety i jej płodności.

        Niezbyt jest to kompatybilne z pełną akceptacją jej płodności jeżeli ktoś czeka ze współżyciem na moment, kiedy kobieta nie jest płodna, albo na taki kiedy jest najbardziej prawdobodobne, że nie jest.
    • niedobraciocia1 Re: co do antykoncepcji. 21.11.10, 13:54
      Myślę, myślę i nie mogę znaleźć racjonalnego uzasadnienia w zakazie antykoncepcji... Bo o ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć zakaz aborcji... czy zakaz używania środków wczesnoporonnych, to co do aborcji nie umiem sobie tego wytłumaczyć. Dlaczego wszelkie stosunki seksualne, które kończą się wytryskiem mężczyzny poza pochwą kobiety są zakazane? A może niektóre pary tak wolą? Dlaczego kościół tak namiętnie próbuje kontrolować sferę życia człowieka, która może dawać tyle satysfakcji... Na siłę próbują wtłoczyć ludziom poczucie winy... Jedzenie jest też jedną z podstawowych potrzeb człowieka- dlaczego np nie nakażą jeść czekolady gorzkiej zamiast mlecznej? Dlaczego nie zakazują pica alkoholu, skoro to też może być szkodliwe dla zdrowia? Dlaczego nie zabraniają jedzenia fast foodow? przecież może prowadzić to do zgonu... Albo sen, sen też jest podstawową potrzebą człowieka- dlaczego np nie rozkażą ludziom spać na plecach, albo na lewym boku? A np spanie na brzuchu byłoby już grzechem:)
      A no myślę, że dlatego, że seks jest dla nich po prostu bardziej interesujący. Ksiądz by się niezwykle nudził w konfesjonale gdyby słuchał grzechów typu: spałam na prawym boku, zjadłam czekoladę mleczną (o zgrozo dwa razy) itd Ale jak przyjdzie taki grzesznik i spowiada się z tego, że np stosuje antykoncepcję, albo że uprawia seks nie tak jak "trzeba" to zawsze można podpytać: a jak? a gdzie? a ile razy? To o wiele interesujące:)
      • neuroleptyk Re: co do antykoncepcji. 21.11.10, 16:18
        niedobraciocia1 napisała:

        > Myślę, myślę i nie mogę znaleźć racjonalnego uzasadnienia w zakazie antykoncepc
        > ji... Bo o ile jeszcze jestem w stanie zrozumieć zakaz aborcji... czy zakaz uży
        > wania środków wczesnoporonnych, to co do aborcji nie umiem sobie tego wytłumacz
        > yć. Dlaczego wszelkie stosunki seksualne, które kończą się wytryskiem mężczyzny
        > poza pochwą kobiety są zakazane?

        Wynika to z tego, że wierzący uważają iż najważniejszym celem stosunków seksualnych jest prokreacja, więc nie można tego celu; frustrować, udaremniać, sabotować decydując się na seks i że zawsze decydując się na seks jakby domniemywają, że masz na celu w pierwszej kolejności prokreację, a reszta to tylko dodatki.

        Co do metod regulacji poczęć uznawanych przez KK jest problem, jeżeli służą do frustrowania celu prokreacyjnego. Czyli jeżeli wiedza zdobyta w obserwacji stosowania jest do eliminowania tych stosunków, które mogą zakończyć się prokreacją bez zaniechania samych stosunków. Prawdą jest iż nie każdy stosunek seksualny kobiety i mężczyzny ma potencjał prokreacyjny i samo uprawianie seksu bez takiego potencjału nie będzie złe wobec tych założeń. Ale o ile w drugim przypadku seks bez potencjału nie jest celem i jest tylko akcydentalnie uprawiany, to w pierwszym przypadku jest wybierany specjalnie taki, który jest pozbawiony.

        Dlaczego nie zakazują pica alkoholu, skoro to
        > też może być szkodliwe dla zdrowia?

        Bo nie uznawają to za nienaturalne używanie układu pokarmowego.

        Albo sen, sen też jest podstawową pot
        > rzebą człowieka- dlaczego np nie rozkażą ludziom spać na plecach, albo na lewym
        > boku? A np spanie na brzuchu byłoby już grzechem:)

        Tu chodzi o to, że sen na brzuchu czy plecach może wypełnić tak samo jego rolę jaką jest pewnie wypoczynek, ale nie każda forma seksu prowadzi do prokreacji. Żeby zrozumieć wierzących musisz po prostu myśleć teleologiczne, czyli najpierw wiedzieć jaki jest naturalny czegoś cel dla wg nich. Oczywiście stawianie znaku równości między dobre = naturalne i niedobre = nienaturalne jest bardzo problematyczne a nawet wg. brytyjskiego filozofa G.E Moore'a błędem. Starzenie się i jak i wszelkie ułomności z tym związane są naturalne, ale czy jest to dobre bo naturalne??
        • lumpior Sprawa nie dotyczy sekty nad Wisla? 21.11.10, 16:49
          www.tvn24.pl/-1,1683293,0,1,episkopat-nie-znamy-tej-ksiazki,wiadomosc.html
        • ideefiks Re: co do antykoncepcji. 22.11.10, 13:45
          neuroleptyk napisał:
          > Wynika to z tego, że wierzący uważają iż najważniejszym celem stosunków seksual
          > nych jest prokreacja, więc nie można tego celu; frustrować, udaremniać, sabotować

          Mom skromnym zdaniem takim sabotażem jest rezygnacja z katolicko-małżeńskiego bzykanka, bo z pomiaru ślizu właśnie wyszło, że małżonka może być podejrzana o przebywanie w fazie dni płodnych, ale pewnie się nie znam i nie potrafię myśleć logicznie (a zwłaszcza tak logicznie, jak przedstawiciele KK) :)
          • neuroleptyk Re: co do antykoncepcji. 22.11.10, 17:16
            ideefiks napisał:

            > neuroleptyk napisał:
            > > Wynika to z tego, że wierzący uważają iż najważniejszym celem stosunków s
            > eksual
            > > nych jest prokreacja, więc nie można tego celu; frustrować, udaremniać, s
            > abotować
            >
            > Mom skromnym zdaniem takim sabotażem jest rezygnacja z katolicko-małżeńskiego b
            > zykanka, bo z pomiaru ślizu właśnie wyszło, że małżonka może być podejrzana o p
            > rzebywanie w fazie dni płodnych, ale pewnie się nie znam i nie potrafię myśleć
            > logicznie (a zwłaszcza tak logicznie, jak przedstawiciele KK) :)

            Jest jeszcze jeden problem a mianowicie jeżeli za naturalne współżycie uznaje się tylko te, które ma potencjał prokreacyjny, to jaka jest istotna różnca między intencjonalnym stosunekiem w fazie niepłodniej, który z natury pozbawiony jest tego potencjału od powiedzmy stosunków homoseksualnych uznawanych za nienaturalne i grzeszne? Faktem jest, że sposób współżycia jakim jest seks waginalny mężczyzny z kobietą ma taki potencjał generalnie a każdy inny nie ma wcale, lub ma bardzo mały. Tylko czemu ta różnica sposobu czy techniki miałaby być istotna jeśli i tak wybiera się stosunki bez potencjału, czyli te które celu prokreacyjnego nie osiągną nigdy?? Oczywiście obiekcja co do tego może być taka iż nie ma 100% pewności, kiedy stosunek będzie bez potencjału, ale to jest raczej epistemiczny problem niż metafizyczny i to, że nie moża zawsze rozpoznać kiedy stosunek będzie tym bez potencjału nie zmienia faktu, że takie są dozwolone. Seks waginalny w fazie niepłodniej esencjalnie nie różni się od np. oralnego możliwością spłodzenia potomka, ale tylko ten drugi jest niemoralny. Niejasne jest bardzo dla mnie co miałby w tej kestii zmienić fakt, że seks waginalny w ogóle ma taki potencjał, a oralny nie ma w żadnym przypadku. Podejrzewam, że ludzie uznają wybierania seksu akurat w fazie niepłodnej za dozwolone, bo nie zależy jego potencjał od samego wyboru techniki bez potencjału, ale też interwału czasowego, który jest z góry narzucony i trzeba go rozpoznać i się dostosowywać. Jakby coś było złego w tym, że to my dyktujemy wszystko a ciało ma mało do "powiedzenia".
            • karbat Re: co do antykoncepcji. 23.11.10, 12:15
              wywody wielebnych cwaniakow i ich klakiera Terlikowskiego o kondomach .....
              przypominaja dywagacje : ile diablow sie miesci na koncu szpilki .
              Dyskusje katolikow o kondomach powoduja , ze slowo katolik brzmi smiesznie .

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka