blueberries37
30.04.12, 14:21
Pobralismy sie z mezem prawie 4 lata temu, najpierw szybki slub cywilny zagranica, zeby uproscic sprawy. Ustalilismy ze rok pozniej podczas wakacji w Polsce wezmiemy slub koscielny, dla nas, dla naszych rodzicow. Ja jestem wierzaca, moze nie biegam co niedzile do kosciola ale ten aspekt zycia jest dla mnie wazny. Maz tez ma wszystkie sakramenty, zagranica nawet chodzil ze mna do kosciola, nie zawsze ale czesto. Nasi rodzice wierzacy, praktykujacy.
Slub sie odwlekl, taraz od roku mieszkamy w Polsce, za 2 miesiace przyjdzie na swiat nasze pierwsze dziecko. Maz nie chce slyszec o slubie, od powrotu zmienil sie bardzo, wrecz zieje nienawiscia do wszystkiego co ma w nazwie Kosciol katolicki, nie chce slyszec o chrzcie dziecka. Dziecka nie ma jeszcze a on juz urzadza awantury o ten chrzest, przytacza argumenty"niech dziecko samo wybierze"itp. Mi "zycie w grzechu"przeszkadza, chce moc w pelni korzystac z skaramentow itp.
Czuje sie bezradna i oszukana; bo albo tak sie zmienil, albo zawsze byl taki tylko gral.