Dodaj do ulubionych

Biblijny Adam na pewno nie istniał

04.12.13, 11:58
Najpierw fakty. Sheehan i in. na bazie wcześniejszej pracy Li i Durban wyliczyli, że minimalna wielkość populacji związanej z ekspansją ludzi z Afryki na cały świat około 60 tysięcy lat temu wynosiła 2250 osób, podczas gdy populacja, która pozostała w Afryce nie była mniejsza niż 10 tysięcy osób. (...) Znaczy to oczywiście, że Adam i Ewa nie mogli być dosłownymi przodkami całej ludzkości. (...)Po drugie, jeśli Adam i Ewa byli metaforami, a źródło grzechu pierworodnego jest tajemnicze, to nie mamy żadnego pojęcia, dlaczego umarł Jezus. W końcu jego śmierć i zmartwychwstanie zdarzyły się właśnie po to, żeby zbawić nas, grzesznych ludzi, od występku Adama i Ewy. Jeśli musisz zamienić tę historię w metaforę, to Jezus umarł za metaforę. A to nie za bardzo nadaje się do przełknięcia dla chrześcijan. Czyli mamy ostateczny dowód na nieistnienie Boga.
Obserwuj wątek
    • feel_good_inc Po co na ten temat książkę pisać? 04.12.13, 12:17
      Przecież wszyscy inteligentni ludzie wiedzą, że biblia to zbiór bajek równie wiarygodny jak klechdy domowe i próba dyskusji z wiercami na temat ich prawdziwości nigdzie nie prowadzi.

      tanebo napisał:
      > Czyli mamy ostateczny dowód na nieistnienie Boga.

      Dowodem na nieistnienie chrześcijańskiego pambu jest jego wewnętrzna sprzeczność logiczna.
      Z samego artykułu nie wynika nic, poza tym, że jego autor odkrywa, że autor książki odkrywa, że bajki są bajkami.
      • bookworm Re: Po co na ten temat książkę pisać? 04.12.13, 13:11
        feel_good_inc napisał:

        > Przecież wszyscy inteligentni ludzie wiedzą, że biblia to zbiór bajek równie wi
        > arygodny jak klechdy domowe i próba dyskusji z wiercami na temat ich prawdziwoś
        > ci nigdzie nie prowadzi.
        >
        > tanebo napisał:
        > > Czyli mamy ostateczny dowód na nieistnienie Boga.
        >
        > Dowodem na nieistnienie chrześcijańskiego pambu jest jego wewnętrzna sprzecznoś
        > ć logiczna.
        > Z samego artykułu nie wynika nic, poza tym, że jego autor odkrywa, że autor ksi
        > ążki odkrywa, że bajki są bajkami.

        Dokładnie, chociaż przyznaję, że i tak lubię czytać wpisy tanebo.

        Czy ktoś dowodzi nieistnienia krasnoludków, jednorożców albo Zeusa?

        Nieistnienia się nie dowodzi.
        • feel_good_inc Re: Po co na ten temat książkę pisać? 04.12.13, 14:27
          bookworm napisał:
          > Czy ktoś dowodzi nieistnienia krasnoludków, jednorożców albo Zeusa?
          >
          > Nieistnienia się nie dowodzi.

          Owszem, acz w tym wypadku łatwo dowieść, że katolska definicja pambu jest wewnętrznie sprzeczna.
          • grgkh Re: Po co na ten temat książkę pisać? 04.12.13, 21:51
            feel_good_inc napisał:

            > Owszem, acz w tym wypadku łatwo dowieść, że katolska definicja
            > pambu jest wewnętrznie sprzeczna.

            I o tym (oraz innych sprzecznościach) trzeba wciąż przypominać. Do im większej grupy ludzi to dotrze, tym szybciej pozbędziemy się dominacji religii w naszym życiu społecznym.
            • feel_good_inc Re: Po co na ten temat książkę pisać? 05.12.13, 08:12
              grgkh napisał:
              > I o tym (oraz innych sprzecznościach) trzeba wciąż przypominać. Do im większej
              > grupy ludzi to dotrze, tym szybciej pozbędziemy się dominacji religii w naszym
              > życiu społecznym.

              Mrzonki! Trzeba jeszcze dysponować potencjałem umysłowym, pozwalającym to zrozumieć, czego większości zindoktrynowanych brakuje.
              • grgkh Re: Po co na ten temat książkę pisać? 05.12.13, 09:34
                feel_good_inc napisał:

                > grgkh napisał:
                > > I o tym (oraz innych sprzecznościach) trzeba wciąż przypominać. Do im wię
                > kszej
                > > grupy ludzi to dotrze, tym szybciej pozbędziemy się dominacji religii w n
                > aszym
                > > życiu społecznym.
                >
                > Mrzonki! Trzeba jeszcze dysponować potencjałem umysłowym, pozwalającym to zrozu
                > mieć, czego większości zindoktrynowanych brakuje.

                Kropla drąży skałę. Nie chodzi o przekonanie wszystkich. To jest oczywiście niemożliwe. Ale chyba warto działać w tym kierunku?
                • bookworm Re: Po co na ten temat książkę pisać? 05.12.13, 11:55
                  grgkh napisał:

                  > feel_good_inc napisał:
                  >
                  > > grgkh napisał:
                  > > > I o tym (oraz innych sprzecznościach) trzeba wciąż przypominać. Do
                  > im wię
                  > > kszej
                  > > > grupy ludzi to dotrze, tym szybciej pozbędziemy się dominacji relig
                  > ii w n
                  > > aszym
                  > > > życiu społecznym.
                  > >
                  > > Mrzonki! Trzeba jeszcze dysponować potencjałem umysłowym, pozwalającym to
                  > zrozu
                  > > mieć, czego większości zindoktrynowanych brakuje.
                  >
                  > Kropla drąży skałę. Nie chodzi o przekonanie wszystkich. To jest oczywiście nie
                  > możliwe. Ale chyba warto działać w tym kierunku?

                  Zgadzam się, że trzeba o tym mówić i wykazywać te absurdy, ale czasami musze z przykrością przyznać rację feel-goodowi.
                  Rozmawiajac z katolikami lub czytając ich wypowiedzi ma się wrażenie, że to walenie głową w mur.
                  Katolicy są już przy na etapie omawiania konsekwencji religii: duchowości, seksualności, płodów, aborcji, eutanazji, homoseksualizmu, antysemityzmu itd.
                  Większość w ogóle nie zaprząta sobie głowy faktem, że założenia religii są absurdalne, nielogiczne lub po prostu głupie - po prostu przyjmują je w dogmatyczny sposób za prawdziwe i idą dalej.
                  Etykietka katolik staje się elementem oznaczenia plemiennego pozwalającego odróżnić swoich od innych/wrogich. Stąd tak wielka konieczność (widoczna w wypowiedziach katolickich spin-doktorów) oczerniania innych i wykazywania tego jak wiele zła się dopuścili (pomijając już fakt fałszywości tych oskrażeń) oraz wybielania swoich lub przedstawiania ich jako lepszych/ wyjątkowo dobrych oraz wyszukiwanie idoli, bohaterów i wyświęcanie ich jako ikony plemienia katolików (JPII, Matka Teresa, M.Kolbe) - oczywiście przedstawianych w kontraście do wymyślonych ikon wrogów/innych - A.Hitler, J.Stalin, P.Pot.
                  Do tego dochodzi ciągłe podkreślanie wpływu chrześcijaństwa na rozwój cywilizacyjny i moralność - gdzie fałszywie przyjmuje się korelację - dwutysiąceletnią dominację chrześcijaństwa w Europie - za wpływ na rozwój, zupełnie niedostrzegając negatywnego aspektu - cenzury, zastraszania i mordowania ludzi o poglądach niezgodnych z doktryną kościoła, który ustąpił dopiero w wyniku krwawego, rewolucyjnego rozprawiania się z władzą kościelną.
                  Widoczny przy tym jest postęp jaki dokonał się w ciągu 200 lat - odebrania władzy kościołowi w stosunku do 1800 lat, gdy władza kościoła była niemalże całkowita, a dokonania naukowe były akceptowalne i rozpowszechniane jedynie wtedy, gdy służyły interesom kościoła.

                  Pozostaje nie poddawać się i drążyć skałę.
                  • tanebo Re: Po co na ten temat książkę pisać? 05.12.13, 14:47
                    Ale musisz przyznać że pewien postęp nastąpił. I to powiedzmy tak w ciągu ostatnich 5 lat. Krytyka za tuszowanie afer seksualnych i finansowych leje się na Kościół. Jeszcze te 5 lat temu owszem, były afery ale zawsze winien był tylko ksiądz osobiście. Mało - ostatnio sąsiadka, lat 60, wyznała mi że zapytała księdza na kolędzie jak to możliwe że był tylko Adam, Ewa, Kain i Abel a teraz jest tyle ludzi. A ten jej nie odpowiedział. Ludzie mają rozum. A polski katolicyzm był rytuałem bardziej niż wiarą.
                  • grgkh Re: Po co na ten temat książkę pisać? 05.12.13, 16:52
                    bookworm napisał:

                    > grgkh napisał:

                    > > Kropla drąży skałę. Nie chodzi o przekonanie wszystkich. To jest oczywiśc
                    > ie nie
                    > > możliwe. Ale chyba warto działać w tym kierunku?
                    >
                    > Zgadzam się, że trzeba o tym mówić i wykazywać te absurdy, ale czasami musze z
                    > przykrością przyznać rację feel-goodowi.
                    > Rozmawiajac z katolikami lub czytając ich wypowiedzi ma się wrażenie, że to wal
                    > enie głową w mur.

                    Zrozum, że jeśli rozmawiam z fundamentalistą, to nie po to, by go przekonać, bo wiem, ze to niemożliwe, ale by w przestrzeni publicznej zaistniał głos równoważący religijny bełkot i by podsuwać argumenty tym, którzy
                    1) stoją na uboczu i brakuje im inspiracji, by się przyłączyć jakkolwiek (nawet głosując w wyborach powszechnych) do nurtu antyklerykalnego
                    2) są myślący i stanęli na rozdrożu - mogę proces ich ucieczki od religii np. przyspieszyć
                    itp...

                    Bo jeśli nie tak, to co mógłbym robić dobrego, dającego jakiś pożytek? Mam nic nie robić? Bez sensu... Zaniechanie to popieranie agresywnej i ekspansywnej ideologii zła.

                    > Katolicy są już przy na etapie omawiania konsekwencji religii: duchowości, seks
                    > ualności, płodów, aborcji, eutanazji, homoseksualizmu, antysemityzmu itd.
                    > Większość w ogóle nie zaprząta sobie głowy faktem, że założenia religii są absu
                    > rdalne, nielogiczne lub po prostu głupie - po prostu przyjmują je w dogmatyczny
                    > sposób za prawdziwe i idą dalej.

                    Ok, ale co mnie to obchodzi? Ja toleruję wszystkich, jacy by nie byli. Chcę z ich przedstawicielami sobie porozmawiać. Nie mogę? Dlaczego z tej racji mam być krytykowany? - odczuwam to jako próbę zniechęcenia mnie do tego, co robię, bo "robię to jakoś nie tak".

                    Chcę uzasadnienia tej krytyki, a na razie go nie widzę.

                    > Etykietka katolik staje się elementem oznaczenia plemiennego pozwalającego odró
                    > żnić swoich od innych/wrogich. Stąd tak wielka konieczność (widoczna w wypowied
                    > ziach katolickich spin-doktorów) oczerniania innych i wykazywania tego jak wiel
                    > e zła się dopuścili (pomijając już fakt fałszywości tych oskrażeń) oraz wybiela
                    > nia swoich lub przedstawiania ich jako lepszych/ wyjątkowo dobrych oraz wyszuki
                    > wanie idoli, bohaterów i wyświęcanie ich jako ikony plemienia katolików (JPII,
                    > Matka Teresa, M.Kolbe) - oczywiście przedstawianych w kontraście do wymyślonych
                    > ikon wrogów/innych - A.Hitler, J.Stalin, P.Pot.
                    > Do tego dochodzi ciągłe podkreślanie wpływu chrześcijaństwa na rozwój cywilizac
                    > yjny i moralność - gdzie fałszywie przyjmuje się korelację - dwutysiąceletnią d
                    > ominację chrześcijaństwa w Europie - za wpływ na rozwój, zupełnie niedostrzegaj
                    > ąc negatywnego aspektu - cenzury, zastraszania i mordowania ludzi o poglądach n
                    > iezgodnych z doktryną kościoła, który ustąpił dopiero w wyniku krwawego, rewolu
                    > cyjnego rozprawiania się z władzą kościelną.
                    > Widoczny przy tym jest postęp jaki dokonał się w ciągu 200 lat - odebrania wład
                    > zy kościołowi w stosunku do 1800 lat, gdy władza kościoła była niemalże całkowi
                    > ta, a dokonania naukowe były akceptowalne i rozpowszechniane jedynie wtedy, gdy
                    > służyły interesom kościoła.
                    >
                    > Pozostaje nie poddawać się i drążyć skałę.

                    Zgoda. I właśnie to staram się robić. Na szczęście dla mnie:
                    - nie obrażam się, bo każdy ma prawo do własnego zdania, nawet jeśli się myli;
                    - szukam prawdy i zakładam, że powinienem wyjaśniać takie oceny mojego działania, bo może naprawdę się mylę, a wtedy wysłuchując argumentów mam szansę odrzucić to, co u mnie błędne.

                    Jeszcze raz - o co chodzi? co robię źle? dlaczego?
                    • bookworm Re: Po co na ten temat książkę pisać? 06.12.13, 14:45
                      grgkh napisał:

                      > bookworm napisał:
                      >
                      > > grgkh napisał:
                      >
                      > > > Kropla drąży skałę. Nie chodzi o przekonanie wszystkich. To jest oc
                      > zywiśc
                      > > ie nie
                      > > > możliwe. Ale chyba warto działać w tym kierunku?
                      > >
                      > > Zgadzam się, że trzeba o tym mówić i wykazywać te absurdy, ale czasami mu
                      > sze z
                      > > przykrością przyznać rację feel-goodowi.
                      > > Rozmawiajac z katolikami lub czytając ich wypowiedzi ma się wrażenie, że
                      > to wal
                      > > enie głową w mur.
                      >
                      > Zrozum, że jeśli rozmawiam z fundamentalistą, to nie po to, by go przekonać, bo
                      > wiem, ze to niemożliwe, ale by w przestrzeni publicznej zaistniał głos równowa
                      > żący religijny bełkot i by podsuwać argumenty tym, którzy
                      > 1) stoją na uboczu i brakuje im inspiracji, by się przyłączyć jakkolwiek (nawet
                      > głosując w wyborach powszechnych) do nurtu antyklerykalnego
                      > 2) są myślący i stanęli na rozdrożu - mogę proces ich ucieczki od religii np. p
                      > rzyspieszyć
                      > itp...
                      >
                      > Bo jeśli nie tak, to co mógłbym robić dobrego, dającego jakiś pożytek? Mam nic
                      > nie robić? Bez sensu... Zaniechanie to popieranie agresywnej i ekspansywnej ide
                      > ologii zła.

                      Zgadzam się całkowicie. To była tylko refleksja. Coś jakby zmęcznie ciągłym powtarzaniem rzeczy, zdawałoby się, oczywistych. Czasami taka próba wyjaśniania czegoś kotolikowi kojarzy mi się po prostu z nalewaniem wody do dziurawego naczynia - niezależnie od wysiłku i ilości wlanej wody i tak nic się nie zatrzymuje - cały czas szukam sposobu jak zakorkować ta dziurę żeby coś się zachowało.

                      > > Katolicy są już przy na etapie omawiania konsekwencji religii: duchowości
                      > , seks
                      > > ualności, płodów, aborcji, eutanazji, homoseksualizmu, antysemityzmu itd.
                      >
                      > > Większość w ogóle nie zaprząta sobie głowy faktem, że założenia religii s
                      > ą absu
                      > > rdalne, nielogiczne lub po prostu głupie - po prostu przyjmują je w dogma
                      > tyczny
                      > > sposób za prawdziwe i idą dalej.
                      >
                      > Ok, ale co mnie to obchodzi? Ja toleruję wszystkich, jacy by nie byli. Chcę z i
                      > ch przedstawicielami sobie porozmawiać. Nie mogę? Dlaczego z tej racji mam być
                      > krytykowany? - odczuwam to jako próbę zniechęcenia mnie do tego, co robię, bo "
                      > robię to jakoś nie tak".
                      >
                      > Chcę uzasadnienia tej krytyki, a na razie go nie widzę.

                      Tak jak pisałem. To nie krytyka Twoich działań, które szanuję i w których "kibicuję". To tylko refleksja.

                      > > Etykietka katolik staje się elementem oznaczenia plemiennego pozwalająceg
                      > o odró
                      > > żnić swoich od innych/wrogich. Stąd tak wielka konieczność (widoczna w wy
                      > powied
                      > > ziach katolickich spin-doktorów) oczerniania innych i wykazywania tego ja
                      > k wiel
                      > > e zła się dopuścili (pomijając już fakt fałszywości tych oskrażeń) oraz w
                      > ybiela
                      > > nia swoich lub przedstawiania ich jako lepszych/ wyjątkowo dobrych oraz w
                      > yszuki
                      > > wanie idoli, bohaterów i wyświęcanie ich jako ikony plemienia katolików (
                      > JPII,
                      > > Matka Teresa, M.Kolbe) - oczywiście przedstawianych w kontraście do wymyś
                      > lonych
                      > > ikon wrogów/innych - A.Hitler, J.Stalin, P.Pot.
                      > > Do tego dochodzi ciągłe podkreślanie wpływu chrześcijaństwa na rozwój cyw
                      > ilizac
                      > > yjny i moralność - gdzie fałszywie przyjmuje się korelację - dwutysiącele
                      > tnią d
                      > > ominację chrześcijaństwa w Europie - za wpływ na rozwój, zupełnie niedost
                      > rzegaj
                      > > ąc negatywnego aspektu - cenzury, zastraszania i mordowania ludzi o poglą
                      > dach n
                      > > iezgodnych z doktryną kościoła, który ustąpił dopiero w wyniku krwawego,
                      > rewolu
                      > > cyjnego rozprawiania się z władzą kościelną.
                      > > Widoczny przy tym jest postęp jaki dokonał się w ciągu 200 lat - odebrani
                      > a wład
                      > > zy kościołowi w stosunku do 1800 lat, gdy władza kościoła była niemalże c
                      > ałkowi
                      > > ta, a dokonania naukowe były akceptowalne i rozpowszechniane jedynie wted
                      > y, gdy
                      > > służyły interesom kościoła.
                      > >
                      > > Pozostaje nie poddawać się i drążyć skałę.
                      >
                      > Zgoda. I właśnie to staram się robić. Na szczęście dla mnie:
                      > - nie obrażam się, bo każdy ma prawo do własnego zdania, nawet jeśli się myli;
                      > - szukam prawdy i zakładam, że powinienem wyjaśniać takie oceny mojego działani
                      > a, bo może naprawdę się mylę, a wtedy wysłuchując argumentów mam szansę odrzuci
                      > ć to, co u mnie błędne.
                      >
                      > Jeszcze raz - o co chodzi? co robię źle? dlaczego?

                      Nie wiem czy źle. Na mnie podziałało - chociaż, nie powiem, bolało.
                      Może własnie chodzi o formę - czytelną jasną ale bardziej wrażliwą - ja sam tez ma z tym problem i to znacznie większy niż Ty - Ty chociaż próbujesz być neutralny - ja stosunkowo szybko się irytuję i przechodzę w "tryb agresywnej krytyki/wyszydzania religijnych głupot".
                      Ale może własnie wrażliwe/psychologiczno-terapeutyczne - tłumaczenie jak dziecku może odnieść sukces.
                      A może to kwestia zindoktrynowania - po przekroczeniu pewnej masy krytycznej nie ma już drogi odwrotu?
                      • grgkh Mini kredo nie kredą 07.12.13, 01:54
                        Kiedyś traktowałem rozmowy na forum jak spotkanie jeden do jednego. Ja tutaj - on/ona tam. To była konfrontacja. Potem była ewolucja. Teraz forum dla mnie to jakieś tam poglądy. Czuję potrzebę dopisania czegoś prawdziwego (wg mnie) do fałszywych, które się przypadkowo akurat na mojej drodze znalazły. Chcę dodać coś dla równowagi. Może to przeczyta ktoś jako coś nowego dla siebie? Znajdzie jakiś argument... dla siebie.

                        Wyrosłem w czasach, gdy religia nie panoszyła się na zasadzie narzędzia władzy, choć w pewnym stopniu usiłowała rządzić ludźmi. Ale bjest jedna ogromna różnica w porównaniu z czasami obecnymi. W przestrzeni medialnej tej religii nie było. I - o ile pamiętam - to raczej nie odbierałem tego jako "zwalczania" religii, raczej jako ustalenie granicy - ona tu, państwo tam. To był jakiś pozór prywatności religijnej i wolności od niej. Gdy ktoś sobie ponarzekał na głupiego księdza w towarzystwie, to mógł to zrobić bez obawy, że zacznie się prześladowanie ze strony rodaków. Nie było także tej potwornie nachalnej propagandy wylewającej się ze wszystkich środków masowego przekazu. Jacyś dewoci istnieli ale nie byli zorganizowani w aktywnie działające bojówki .

                        Potem świat stanął na głowie.

                        Zacząłem kombinować, dlaczego religii wolno tak ordynarnie i bezkarnie kłamać publicznie? Przecież to są metody przejęte żywcem od peerelu. I z tego uwierania mnie, z tej chęci odpowiedzi na wrzask w strefie publicznej od czasu do czasu coś tam muszę powiedzieć. Wtedy mi lżej. Nie występuję w TV (chyba by mnie trema zeżarła ze szczętem) ale na forum się odważyłem... Odkąd widzę tu nie ludzi ale poglądy w czystej formie, które zresztą zmuszają mnie do przemyśliwania coraz to nowych wątków, odtąd mam nadzieję, że może ktoś coś z tego przeczyta i też, widząc tylko poglądy, coś dla siebie z tego uszczknie.

                        I jeszcze coś ważnego. Działając na "pograniczu" czyli w strefie, w której jestem (jesteśmy, gdy pomyślę o innych, takich jak i Ty) kimś głoszącym dość unikalne i odważne poglądy, zyskuję dla siebie sporą satysfakcję, bo zostawiam po sobie wyraźniejszy ślad. Czuję się pożyteczny działając "w imieniu" prawdy. I to jest taka odrobina nieśmiertelności jaką mogę mieć dla siebie w oceanach ludzkiej kultury. Mała kropla ale jednak... Zniknę jako osoba ale ślad mojego poglądu może przetrwa, może wpłynie na coś. Ten ślad jest ważniejszy niż jakaś tam dusza. Bo będzie istniał w innych ludziach. W ten sposób można istnieć później już fizycznie nie istniejąc.

                        Być po stronie prawdy. Myśleć. To nas czyni ludźmi. Chcę być człowiekiem i chcę, by inni byli ludźmi.

                        Pozdrawiam.
    • pocoo Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 04.12.13, 13:23
      tanebo napisał:

      > Znaczy to oczywiście, że Adam i Ewa nie mogli być dosłownymi przodkami całej ludzkości.

      No jak nie?W Biblii nawet napisali ile lat Adam żył.Trochę nie wiem...wcale nie wiem , jaki kalendarz bóg wymyślił i jak liczył lata"?Ziemia nie latała dookoła słońca tylko słońce wędrowało z jednej strony ziemi ,na drugą.Ale mądry bóg wymyślił kalendarz.Ino jaki?
    • sclavus Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 04.12.13, 15:32
      ;)
      ... no, nie wiem ... :D
      Powiedzmy, że na poważnie zajmujemy się bajką, czyli - Adam istniał (hihihi)
      O ile wiem acz biblii nie znam, to z Ewą mieli dwóch synów: Abla zabił Kain a Kaina wyklął bóg ... zanim cokolwiek zdążyli spłodzić (nie wiadomo z kim mieliby) :D:D:D
      Skąd zatem wzięli się na ziemi inni ludzie???
      - czy jest jakiekolwiek objawienie boże, które o tym cóś mówi? :D
      (już nie mogę, obśmieję się zaraz, jakbym Monty Pythona oglądał)
      • pocoo Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 04.12.13, 17:05
        sclavus napisał:
        > Skąd zatem wzięli się na ziemi inni ludzie???
        > - czy jest jakiekolwiek objawienie boże, które o tym cóś mówi? :D
        > (już nie mogę, obśmieję się zaraz, jakbym Monty Pythona oglądał)

        Ty się nie śmiej ,ponieważ to jest poważne.
        Ewa rodziła córki no to je tatuś zapładniał i zapłodnione sru...na pystynię albo do innego ichniego raju.Te piękne to aniołowie zstępowali z nieba i zapładniali ,dzięki temu rodzili się mocarze.Nie napisali tylko ,czy mocarze byli sprawni seksualnie i zapładniali ciocie,kuzynki,siostry i każdą inną cipkę.Piszą o tym w Biblii,Genesis VI;1-4.
        • sclavus Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 04.12.13, 17:47
          Toż to czyste kazirodztwo!!!
          ... dlaczego zatem, bóg tak bardzo oburzył się na Lotha????... że aż mu zrobił kuku...
          • pocoo Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 04.12.13, 18:28
            sclavus napisał:

            > Toż to czyste kazirodztwo!!!
            > ... dlaczego zatem, bóg tak bardzo oburzył się na Lotha????... że aż
            > mu zrobił kuku
            ...
            Przecież bóg kieruje się swoim widzimisię.Jest bogiem,wolno mu.
            • sclavus Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 04.12.13, 19:16
              .. totera już wiem dlaczego!! (jestem ateistą - ofkoz) ;) :)
              • karbat Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 04.12.13, 20:46
                a dlaczego on miał istniec, bo co ?,
                bo tak sobie kiedys wymyslili starozytni zydzi, a dzisiaj tak twierdzi ksiadz katolicki ? ....

                dla bajkowej postaci, katolicki bog umiera na krzyzu ,- katolicyzm w pigułce.
      • qqww1122 Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 04.12.13, 22:20
        sclavus napisał:

        [...]: Abla zabił Kain a K
        > aina wyklął bóg ... zanim cokolwiek zdążyli spłodzić (nie wiadomo z kim miel
        > iby)
        :D:D:D
        > Skąd zatem wzięli się na ziemi inni ludzie?

        Kain bzykał małpy, dlatego człowiek ma 98% wspólnych genów z
        szympansem.
        • pocoo Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 04.12.13, 22:34
          qqww1122 napisał(a):
          > Kain bzykał małpy, dlatego człowiek ma 98% wspólnych genów z
          > szympansem.
          Na małpach to Kain tylko trenował zanim po tułaczce pojął sobie żonę.No co? Tak napisali w świętej księdze.
          • sclavus Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 04.12.13, 23:26
            To jakąś inną jeszcze bóg z żebra wyciął??
            A skąd żebro???
            Czyje????
            :D
        • sclavus Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 04.12.13, 23:23
          ... ale zygota człowiecza, z muchą ma prawie tyleż...
          nigdy nie uwierzę, żeby Kainowi cóś z muchą wyszło :D
          • pocoo Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 05.12.13, 08:49
            sclavus napisał:

            > ... ale zygota człowiecza, z muchą ma prawie tyleż...
            > nigdy nie uwierzę, żeby Kainowi cóś z muchą wyszło :D

            Wiadomo,jesteś niewierzący.
            A katolik może uwierzyć w boski cud.Kain z Muchą?
            • bookworm Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 05.12.13, 10:52
              pocoo napisała:

              > sclavus napisał:
              >
              > > ... ale zygota człowiecza, z muchą ma prawie tyleż...
              > > nigdy nie uwierzę, żeby Kainowi cóś z muchą wyszło :D
              >
              > Wiadomo,jesteś niewierzący.
              > A katolik może uwierzyć w boski cud.Kain z Muchą?

              Aby uniknąć problemu kazirodztwa wszystkie zapłodnienia przeprowadził duch święty.
              Muchę, osła, byka, krowę, osę, pszczołę, gąsienicę, ślimaka, jaszczurkę itp. itd., a na sam koniec machnął jeszcze Marysieńkę.
              Tyle było tego zapładniania, że z zazdrosny bóg zakazał ludziom rypania zwierząt pozostawiając sobie ten "przykry" obowiązek.
            • sclavus Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 05.12.13, 15:18
              ... ale wtedy jeszcze sportu nie było!!!
              To po co mu cud z Muchą był?
              ;)
              • pocoo Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 05.12.13, 15:32
                sclavus napisał:

                > ... ale wtedy jeszcze sportu nie było!!!
                > To po co mu cud z Muchą był?
                > ;)
                No... sclavus,przecież bzykanie z Muchą było koniecznością rozmnażania i rozradzania, a nie sportu. Dla sportu to teraz Muchę bzyka...na pewno nie Kain.
                • sclavus Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 05.12.13, 16:56
                  Ejże! ;)
                  ... Muchy też wtedy nie było... były - co najwyżej - muszki winne... ;) (ciekawe po co bóg je stworzył) :D:D:D:D:D
                  • pocoo Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 05.12.13, 17:18
                    sclavus napisał:

                    > Ejże! ;)
                    > ... Muchy też wtedy nie było... były - co najwyżej - muszki winne... ;) (ciekaw
                    > e po co bóg je stworzył) :D:D:D:D:D
                    A po to,żeby dogadzały tułającemu się Kainowi.Pewna nie jestem...czy istniał Kain?
                    • sclavus Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 06.12.13, 15:58
                      Muszki winne były na pewno ;)
                      ... Kain? - diabli wiedzą, nie powiedzą... a to było tak:
                      muszki winne były... ;) :D
                      ***
                      Nie było Kaina!
                      Nie było Adama - nie mogło być Kaina... te "gupie religianty wyższego stopnia", ciągle maluczkim wodę mieszają ;)
                      • pocoo Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 06.12.13, 16:11
                        sclavus napisał:

                        > Nie było Adama - nie mogło być Kaina...

                        No wiesz co sclavus.
                        Jak sie Maryjka z duchem świętym puściła, to Ewa z jakimś tam archaniołem nie mogła?Mogła.
                        Rosemary z diabłem tez.Spryciule.W Biblii napisano,ze aniołowie to faceci.
                        • skomar102 Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 06.12.13, 21:46
                          pocoo napisała:
                          > Jak sie Maryjka z duchem świętym puściła, to Ewa z jakimś tam archaniołem nie m
                          > ogła?Mogła.


                          Zobaczysz że z piekła nie wyjrzysz.
                          • pocoo Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 06.12.13, 21:59
                            skomar102 napisał:

                            > Zobaczysz że z piekła nie wyjrzysz.
                            No widzisz,jak chcesz to i dobrym słowem mnie uraczysz.
                            Nie wyjrzę,ty wiesz dlaczego.
                          • mieux Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 06.12.13, 22:04
                            Szanowny kolega nie doczytał o zwyczajach i cudach biblijnych. W Biblii jak chłop wyszedł z chałupy na parę miesięcy pościć, bo żona w ciążę zajść nie mogła, to po powrocie, kiedy zobaczył brzuchatą żonę dziękował bogu i zażynał zwierzęta w ofierze dziękczynnej.

                            Co kraj to obyczaj. Teraz byłaby sprawa o rozwód i testy na ojcostwo.
                        • sclavus Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 06.12.13, 23:54
                          ... któż zacz zatem: anielice???
                          :D:D:D
                          • pocoo Re: Biblijny Adam na pewno nie istniał 07.12.13, 08:41
                            sclavus napisał:

                            > ... któż zacz zatem: anielice???

                            Jam ci diabłem podszyta.Ty mnie o boskie cudactwa nie pytaj.
                            Chociaż wiem,kto zmajstrował dziecko Rosemary?
    • mieux raj to był rezerwat doświadczeń genetycznych 06.12.13, 21:38
      Dlaczego o raju biblijnym mówi się jak o synonimie świetnych warunków?
      Wystarczy przeczytać Księgę Rodzaju aby wiedzieć, że pobyt w raju był upiorny.

      1. Adamowi bóg wyrwał żebro.
      2. Adam musiał harować, uprawiać ziemię (nie miał maszyn rolniczych), w rezerwacie były wszystkie gatunki zwierzaków, które wyprodukował bóg, co na pewno nie było przyjemne i dodawało roboty.
      3. Adam chodził nago, a obok mieszkali ludzie, którzy nosili ubrania (Adam po ucieczce z rezerwatu zauważył, że jest nagi, co mógł stwierdzić po tym, jak zobaczył innych ludzi ubranych; Kain bał się, że go inni ludzie zabiją po tym jak zabił Abla - a więc obok rezerwatu mieszkali sobie ludzie).
      4. Adam był zastraszany przez boga- bóg mu powiedział, że jeśli zje owoc poznania to na pewno umrze.

      Jeśli twierdzisz, że Adama w takim raju biblijnym nie było, to lepiej dla niego.
      • pocoo Re: raj to był rezerwat doświadczeń genetycznych 06.12.13, 22:09
        mieux napisała:

        > [b]Dlaczego o raju biblijnym mówi się jak o synonimie świetnych warunków?
        > Wystarczy przeczytać Księgę Rodzaju aby wiedzieć, że pobyt w raju był upiorny.[
        > /b]
        > 1. Adamowi bóg wyrwał żebro.

        Nie wyrwał, tylko wyjął mu to wielkie zapasowe.Pod narkozą.

        > 2. Adam musiał harować, uprawiać ziemię (nie miał maszyn rolniczych

        To już po zgrzeszeniu.Za darmochę nie ma nic.

        > w rezerwacie były wszystkie gatunki zwierzaków, które wyprodukował bóg,

        W raju pozostały tylko dinozaury.Poza rajem ich nie było.

        > 3. Adam chodził nago, a obok mieszkali ludzie, którzy nosili ubrania (Adam po u
        > cieczce z rezerwatu zauważył, że jest nagi, co mógł stwierdzić po tym, jak zoba
        > czył innych ludzi ubranych;

        No coś ty.Adam uciekał z rezerwatu na golasa aby zapładniać swoje córeczki,które siedziały pod płotem z rozłożonymi nogami.

        >Kain bał się, że go inni ludzie zabiją po tym jak z
        > abił Abla - a więc obok rezerwatu mieszkali sobie ludzie).
        Ale bóg Kaina naznaczył aby go nikt nie zabił.To jednak chłop do zapładniania gotowy.

        > 4. Adam był zastraszany przez boga- bóg mu powiedział, że jeśli zje owoc poznan
        > ia to na pewno umrze.
        >
        I to prawda.Tylko Adaś pojęcia nie miał,co znaczy umrzeć.

        > Jeśli twierdzisz, że Adama w takim raju biblijnym nie było, to lepiej dla niego

        Do bani z takim rajem.
        • mieux Re: raj to był rezerwat doświadczeń genetycznych 06.12.13, 22:36
          pocoo napisała:
          > W raju pozostały tylko dinozaury.Poza rajem ich nie było.

          Pisarze biblijni różnie się natchniewali. Wg jednego natchnionego najpierw były stworzone rośliny i zwierzęta a potem człowiek, a wg natchnionego inaczej najpierw był stworzony człowiek a potem zwierzęta (czytaj Księgę Rodzaju). Jeśli przyjmiemy wersję natchnionego inaczej to bóg zrobił człowieka w raju, a potem wszystkie zwierzęta, w tym dinozaury i warany z Komodo. Widziałaś warany z Komodo? Nie muszą zagryzać zwierząt, aby padły. Wystarczy, że je drasną i one zdychają, gdyż warany maja w gębie tyle bakterii, że zakażają swe ofiary, które w godzinę tracą życie.
          To nie był raj, tylko walka o przetrwanie. Taki spektakl z udziałem żywych walczących o życie.
          • pocoo Re: raj to był rezerwat doświadczeń genetycznych 06.12.13, 22:53
            mieux napisała:

            >wszystkie zwierzęta, w tym dinozaury i warany z Komodo.

            Żarły trawę dopóki człowiek nie zgrzeszył.

            > To nie był raj, tylko walka o przetrwanie. Taki spektakl z udziałem żywych walc
            > zących o życie.
            Oj wszystko mieszasz.W raju było cudnie.
            • mieux Re: raj to był rezerwat doświadczeń genetycznych 06.12.13, 23:18
              > Żarły trawę dopóki człowiek nie zgrzeszył.

              To odetchnęły z ulgą po grzechu, gdyż ich układy pokarmowe nie były przystosowane do trawy. Ta trawa przelatywała przez ich krótkie jelita i była wydalana w postaci zupełnie niestrawionej. Zębów do koszenia trawy też nie miały. Może żarły kamienie? Krokodylom do dzisiaj to zostało, ot rajska przypadłość.
            • mieux Re: raj to był rezerwat doświadczeń genetycznych 06.12.13, 23:41
              > Żarły trawę dopóki człowiek nie zgrzeszył.

              Żarły trawę to może te, które nieszczęśliwie były wyprodukowane (genetycznie zmienione) w raju. Zwierzęta poza rajem, na które polowali ludzie poza rajem, to chyba mogły żreć zgodnie z wymaganiami układu pokarmowego.
              Syn Adama zabijał przecież zwierzęta poza rajem i to bardzo się bogu podobało. Czy Adam uciekając z raju uprowadził ze sobą zwierzęta, które potem Abel zabijał? Czy uprowadził wszystkie chociaż po jednej parze? Jeśli nie, to zostały w rezerwacie i tam wyzdychały, bo ich później Noe do arki nie mógł zabrać.
        • grgkh Re: raj to był rezerwat doświadczeń genetycznych 07.12.13, 02:05
          pocoo napisała:


          > > 1. Adamowi bóg wyrwał żebro.

          > Nie wyrwał, tylko wyjął mu to wielkie zapasowe.Pod narkozą.

          > > 2. Adam musiał harować, uprawiać ziemię (nie miał maszyn rolniczych

          > To już po zgrzeszeniu.Za darmochę nie ma nic.

          > > w rezerwacie były wszystkie gatunki zwierzaków, które wyprodukował bóg,

          > W raju pozostały tylko dinozaury.Poza rajem ich nie było.

          > > 3. Adam chodził nago, a obok mieszkali ludzie, którzy nosili
          > > ubrania (Adam po ucieczce z rezerwatu zauważył, że jest nagi,
          > > co mógł stwierdzić po tym, jak zobaczył innych ludzi ubranych;

          > No coś ty.Adam uciekał z rezerwatu na golasa aby zapładniać
          > swoje córeczki,które siedziały pod płotem z rozłożonymi nogami.

          > > Kain bał się, że go inni ludzie zabiją po tym jak zabił
          > > Abla - a więc obok rezerwatu mieszkali sobie ludzie).

          > Ale bóg Kaina naznaczył aby go nikt nie zabił.
          > To jednak chłop do zapładniania gotowy.

          > > 4. Adam był zastraszany przez boga- bóg mu
          > > powiedział, że jeśli zje owocpoznania to
          > > na pewno umrze.

          > I to prawda.Tylko Adaś pojęcia nie miał,co znaczy umrzeć.

          > > Jeśli twierdzisz, że Adama w takim raju biblijnym
          > > nie było, to lepiej dla niego
          >
          > Do bani z takim rajem.

          Raj w bani albo bania w raju, hm... nieźle się zapowiada.

          Widzę Cię po tych odpowiedziach jako muzę wielkiego formatu.
          Naprawdę miło się to czyta. :)
          • pocoo Re: raj to był rezerwat doświadczeń genetycznych 07.12.13, 08:34
            grgkh napisał:

            > Raj w bani albo bania w raju, hm... nieźle się zapowiada.

            Wieszczu natchniony.Muza, to jakby nie było kobieta.Aby nie popełnić faux pas i nie stracić wiarygodnosci,czy mogłabym się dowiedzieć,czym dla Ciebie jest "ta bania"?A może już penetrowałeś ten raj i nic tu po mnie?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka