9rgkh
16.03.15, 00:00
Cytat z Jana Hartmana:
Od wielu lat z maniackim uporem stawia mi się zarzut, iż zwalczam Kościół katolicki, który mnie na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim za wdowi grosz wykształcił. Jestem nielojalny i kalam swe gniazdo! Powinienem oddać pieniądze za swoje wykształcenie. Otóż sprawy mają się zupełnie na odwrót!
Uniwersytet tylko wtedy godny jest swego imienia, gdy dopuszcza pluralizm myśli. Jestem żywym dowodem na to, że kiedyś (nie wiem, jak jest dzisiaj) był KUL uniwersytetem prawdziwym, a nie tylko szkołą formacyjną, nastawioną na propagowanie wyznania i urabiającą wszystkich studentów pod jedną ideologiczną sztancą. Panowała wówczas na KUL pewna swoboda, i to do tego stopnia, że – na przykład – przyjęto mnie na studia, mimo że byłem nieochrzczony i deklarowałem się jako ateista. Nikogo nie oszukiwałem, pod nikogo się nie podszywałem i żadnej obietnicy, iż będę powstrzymywał się od krytyki Kościoła, nie składałem.
Nikomu też na szczęście nie przyszło do głowy czegoś takiego jawnie bądź milcząco ode mnie oczekiwać. Zmieniło się to dopiero, gdy to rektorem KUL został ks. Wielgus, grzmiący na inauguracji roku: jeśli komuś się wiara katolicka nie podoba, niech lepiej siedzi cicho! Wtedy miałem przed sobą już tylko ostatni rok studiów – na ucieczkę do Warszawy, śladem ogólnie znanych kolegów i koleżanek, było już za późno.
Bynajmniej nie jest tak, że gdy ktoś kończy uniwersytet, to zaciąga tym samym zobowiązanie ideologiczne, zakazujące mu krytykować jakieś instytucje czy poglądy. Gdybym skończył nie KUL, lecz rodzimy Uniwersytet Wrocławski im. Bolesława Bieruta (wolałem uczelnię czarną niż czerwoną, a całkiem bezbarwnej nie było), to nie znaczyłoby przecież, że na wieki wieków musiałbym być wierny komunizmowi i Bierutowi. Podobnie też ukończenie KUL nie oznacza zobowiązania do popierania katolicyzmu czy Kościoła katolickiego. Uniwersytet jest przestrzenią wolności i żadnych przekonań i zobowiązań ideowych na nikogo nakładać nie ma prawa. Można ukończyć uniwersytet PRL-owski i być katolikiem – można skończyć uniwersytet kościelny i być socjalistą. Ja akurat ukończyłem katolicką uczelnię i jestem socjalliberałem oraz antyklerykałem.
KUL może być ze mnie dumny – może się chwalić nie tylko tym, że wykształcił przyszłego profesora, ale w dodatku profesora swą postawą potwierdzającego, że była to uczelnia przynajmniej do pewnego stopnia wolna i pluralistyczna.
(...)
Kościół jest potężny, a ja jestem tylko prywatnym autorem, ze którym nie stoi żadna siła ani organizacja. Ot, tak sobie coś tam skrobię. Ale, jak to mówią, kropla drąży skałę (a nawet opokę). Zamiast z uporem maniaka wzywać mnie do zwrócenia pieniędzy za naukę, namawiajcie KUL do nagrodzenia mnie za szerzenie dobrego imienia uczelni jako wolnej, pluralistycznej wszechnicy. Nagrodę taką chętnie przyjmę! Vivat KUL!
Jak by to ładnie było, gdybyśmy najbardziej ze wszystkiego o prawdę zabiegali. Ale Kościół kłamstwem stał od zawsze, stoi teraz i wcale od tego odejść nie zamierza.