Dodaj do ulubionych

"In vitro ad absurdum"

25.08.15, 13:10
Tekst w zamyśle autora porusza temat in vitro ale w swej konkluzji opisuje polityczną rolę KK w Polsce. Zacytuję tę końcówkę, bo naprawdę warta jest upowszechnienia.

(...) Udział Kościoła w grze politycznej, aczkolwiek, powtórzmy, dopuszczalny, przynosi całkiem konkretne szkody. Kwestionowanie prawa (dotyczy to nie tylko ustawy o in vitro, ale także tzw. konwencji antyprzemocowej czy ustawy o uzgadnianiu płci; nie chodzi przy tym tylko o krytykę, ale o wzywanie do niestosowania prawa) uchwalonego w ramach normalnego ładu demokratycznego i zgodnego z tendencjami światowymi jest psuciem państwa, i to w sytuacji, w której Kościół je uznał, podpisując stosowną umowę międzynarodową.

Wszystkie rządy po 1989 r. ponoszą odpowiedzialność za tolerowanie wielu destrukcyjnych działań Kościoła wobec państwa i społeczeństwa. Wielokrotnie zwracano uwagę władzom państwowym, że mają zadbać o to, aby konstytucyjne zasady działania Kościoła były przestrzegane. Czynili to np. sygnatariusze (w tym niżej podpisany) zeszłorocznego apelu przeciw klerykalizacji kraju. Odpowiedź nie nadeszła, a władze zwykle chowały głowę w piasek. Nikt nie protestował, gdy bp Zawistowski publicznie obrażał niewierzących w obecności prezydenta RP, a kard. Müller, przewodniczący Kongregacji Nauki Wiary, wzywał, także w obecności głowy państwa, do nieprzestrzegania prawa stanowionego, w imię poszanowania prawa natury w wersji katolickiej. Bronisław Komorowski był słusznie urażony nawałnicą inwektyw pod jego adresem. Zaapelował o to, aby państwo i Kościół pozostawały w przyjaznym rozdziale. To błędna postawa. Rozdział Kościoła od państwa (czy też autonomia obu podmiotów) to reguła prawna, a to, czy obie te instytucje są sobie przyjazne czy nie, jest stanem faktycznym. Jasne, że dochodzi do konfliktów pomiędzy tronem i ołtarzem, by użyć starej metafory. Zawsze tak było i zapewne będzie. To nie powinno ani dziwić, ani gorszyć. Są jednak pewne granice, których przekroczenie świadczy o tym, że źle dzieje się w państwie duńskim lub jakimkolwiek innym. Kościół polski przekroczył te granice i tym samym jego poczynania są groźne dla racjonalnego biegu spraw w naszym kraju. Jeśli sprawdzą się prognozy wyborcze, ministrowie (gender jest tu istotny) dodatkowo staną się ministrantami, a „strażnik żyrandola” obejmie jakże zaszczytną funkcję „pierwszego baldachimowego”. Czy tego chcemy?

***

Jan Woleński - filozof analityczny, logik i epistemolog, teoretyk prawa oraz filozof języka, emerytowany profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, członek PAN, PAU, Academia Europea i Międzynarodowego Instytutu Filozofii. Jest uważany za kontynuatora tradycji szkoły lwowsko-warszawskiej.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka