Dodaj do ulubionych

Dotyk dloni...

IP: *.hess.com 07.04.05, 15:36
To byl rok 1986 - kwiecien... postanwilismy z mezem i synem nie wrocic z
rzymskiej wycieczki do domu... pozostac w Latinie i potem dalej - do Stanow.
Bedac na pierwszej publicznej audiencji na Placu Sw.Piotra - bardzo plakalam,
ze nie wiem tak naprawde co sie wokol mnie dzialo. Pamietam tlumy, slonce i
gdzies daleko Ojca Swietego... nie widzialam Go przez te lzy... przez to
wzruszenie ktorego nie moglam opanowac. Czulam sie taka mala, taka nic nie
znaczaca a jednak zylam... i czulam to zycie we mnie jak nigdy dotad.
Wracalam do hotelu pol przytomna. Swiat byl piekny, choc tak niepewny i w
mojej rodzinie "przewrocony do gory nogami" - chcialo sie zyc.
A jednak moglam miec wiecej niz tylko to wzruszenie i ten blogostan :)....
i postanowilam wykorzystac ta szanse - jedna na milion...
Nastepnej srody wczesnie rano poszlismy wszyscy troje na Plac. Zajelismy
miejsca przy barierce w sektorze obok ktorego Papiez przejezdzal poprzednio.
Tlumy sie gromadzily szybko a ja trwalam przy barierce... juz ne mozna bylo
siedziec bo krzeselko gdzies sie odsunelo... siedziala na nim jakas starsza
pani :)... Moj maz byl gdzies niedaleko - od czasu do czasu wylaniala sie
glowa syna - widzialam ze nie jest przy barierce... szkoda. Postanowilam byc
tak blisko Ojca Swietego jak tylko sie da - kiedy bedzie przejezdzal alejka.
I zaczelo sie :)... Tlumy napieraly - moj maz nagle znalazl sie blisko
mnie... tak bardzo chcialam zeby stal sie ten cud i zebym mogla spojrzec w
oczy Papiezowi ;) z bliska zobaczyc Jego usmiech. Byl coraz blizej... ludzie
rece wyciagali i ja tez. Ten spazm radosci znowu chwycil mnie za gardlo...
polecialy lzy :))) ale to byly dobre lzy :)... Siegalam reka do Papieza,
chcialam dotknac chociaz ubrania... i katem oka spostrzeglam jak moj maz
wpuszcza przed siebie starsza pania - napewno to byla wycieczka jej zycia :)
Kochalam meza za to co zrobil - bardziej niz kiedykolwiek.
A ja? szalona z oszolomienia i radosci ze juz juz i zaraz cos sie stanie
wyciagalam rece i siegalam... siegalam... i stal sie cud... nagle poczulam
pod palcami delikatna dlon, musniecie dloni tak delikatnej jak dlon
dziecka... to byla sekunda... sekunda ktora odmienila mnie cala... poczulam
sie lepsza, warta i godna stapania po ziemi :)... Dotknelam dloni Ojca
Swietego. Stalo sie to o czym nawet marzyc nie smialam :).
Dzisiaj, po 19 latach od tego dotyku - ciagle czuje to tak jakby to stalo sie
wczoraj. Nie sposob zapomniec tego uczucia... wrazenia.
Zycie biegnie naprzod - moj maz nie jest juz moim mezem... ma nowa zone, a ja
ciagle zastanawiam sie ze to chyba wlasnie on wtedy zaskarbil sobie wiecej
lask w niebie - nie ja :) choc dotknelam swietosci :)... To on wpuscil przed
siebie ta starsza pania i to ona dostapila zaszczytu tak bezposredniego
kontaktu z Papiezem... Ja egoistycznie trwalam na miejscu i nie dalam sie
odsunac... trochem mi wstyd za to...
Wiem ze juz nigdy przenigdy nie stanie sie tak jak stalo sie 19 lat temu...
ale czy powinno? Zycie ma swoje prawa...
A nasz syn? kilka tygodni pozniej w Castello Gandolfi na audiencji w sali
Piotrek mial szczescie uscisnac dlon Papiezowi - nie wiedzial co powiedzie
wiec powiedzial "Ojcze Swiety zyj nam 100 lat"... Papiez go poblogoslawil...
mamy zdjecia - to najcenniejsza pamiatka z czasow naszego pobytu w Rzymie.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka