Dodaj do ulubionych

Jestem katolicką ateistką

29.05.05, 09:22
Bywam w kościele na ślubach i pogrzebach, przyjmuję księdza po kolędzie i na
tym mój kontakt z kościołem się kończy. Nie występuje jednak z kościoła, nie
zrywam z nim. Dlaczego? Bo mi się nie chce, za duzo z tym zachodu, ale swoich
dzieci już raczej nie ochrzczę, by nie miały takich dylematów.

Moje pytanie brzmi: Po co kościołowi tacy "wierni" jak ja? Dla zasilania
statystyk?
Obserwuj wątek
    • abstrakt2003 Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 09:27
      starucha_izergiel napisała:

      > Bywam w kościele na ślubach i pogrzebach, przyjmuję księdza po kolędzie i na
      > tym mój kontakt z kościołem się kończy. Nie występuje jednak z kościoła, nie
      > zrywam z nim. Dlaczego? Bo mi się nie chce, za duzo z tym zachodu, ale swoich
      > dzieci już raczej nie ochrzczę, by nie miały takich dylematów.
      >
      > Moje pytanie brzmi: Po co kościołowi tacy "wierni" jak ja? Dla zasilania
      > statystyk?
      ***********************
      To co napisałaś w swoim poscie nie mówi nic o twoim ateiźmie.
      Odowiedz na jedno pytanie. Wierzysz w istnienie Boga?
      • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 09:30
        Nie, a w kazdym razie jest mi to całkowicie obojętne, czy coś nadprzyrodzonego
        istnieje czy nie. Na pewnie nie wierzę w Jezusa. Jesli taki ktoś nawet kiedyś
        był, to nic mnie nie przekona, ze był bogiem, czy synem boga.

        Ale co to ma do rzeczy?
        • abstrakt2003 Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 09:35
          Ma do rzeczy ponieważ z tego co napisałaś raczej jesteś agnostykiem niż
          ateistą. Choć nie jest to do końca jasne.
          *****
          Wierzysz w to że Bóg nie istnieje?
          • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 09:45
            Wiesz, jak napiszę, że nie wierzę w istnienie Boga, to sobie to odwrócisz i
            napiszesz, że wierzę, ze bóg nie istnieje, czyli jednak w coś wierzę. A ja nie
            wierzę = jest mi to absolutnie obojetne. Nie próbuję sobie racjonalnie
            tłumaczyć istnienia/nieistnienia boga, nie zbieram dowodów na jego
            nieistnienie, nie staram się obalić doktryn (czy jak to się tam fachowo nazywa)
            wiary, jak to czynią niektórzy.

            Moim zdaniem wiara to coś pozarozumowego, nielogicznego, nienaukowego. Albo się
            ją ma, albo nie. Może byc głebsza, lub płytsza, ale jesli jej nie ma wcale?

            Gdyby wynaleziono urządzenie do pomiaru wiary, wyszłoby pewnie okrągłe 0, nie
            mogę być tego w 100% pewna i nie wystawię na to gwarancji, tak jak nie wystawię
            gwarancji, że jestm w 100% zdrowa na ciele i umysle. Rozumiesz o co mi chodzi?

            No, dostanę teraz odpowiedź na swoje pytanie? :)
            • abstrakt2003 Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 09:56
              Nie zrozum mnie źle. Już sam fakt że się tu pojawiłaś świadczy o tym że jednak
              sprawa wiary nie jest ci obojetna na 100%.
              ****
              Niemniej biorąc pod uwagę twoje wyjaśnienia należy uznać ciebie za bierna
              ateistkę.
              ****
              Co do pytania podstawowego. Ty nie jesteś częścią Kościoła mimo tego że od
              czasu do czasu pojawiasz się w kościel. I nie ma znaczenia czy jestes w
              zarejestrowana w parafii czy nie. Liczy się właśnie stosunek do wiary.
              ****
              Ale to i tak ma niewielkie znaczenie. Z punktu widzenia Boga ważne jest nie to
              byś w niego wierzyła ale to byś dobrym człowiekiem była!
              Pozdro!
              • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 10:09
                Hmm, teraz Ty się postaraj "odwrócić" i wczuć w moją sytuację:

                > Nie zrozum mnie źle. Już sam fakt że się tu pojawiłaś świadczy o tym że
                jednak
                > sprawa wiary nie jest ci obojetna na 100%.

                Pojawiłam się tu z innego powodu, ale wyjasnie to nizej.


                > Co do pytania podstawowego. Ty nie jesteś częścią Kościoła mimo tego że od
                > czasu do czasu pojawiasz się w kościel. I nie ma znaczenia czy jestes w
                > zarejestrowana w parafii czy nie. Liczy się właśnie stosunek do wiary.

                no własnie chodzi o to, że dla mnie mój stosunek do wiary nie liczy się wcale,
                bo jest nijaki. Wiara jest dla mnie czystą abstrakcją. Nigdy nie wierzyłam i
                nie doświadczyłam na swojej skórze co to jest wiara.

                Wazniejsze sa la mnie te bardziej namacalne oznaki bycia częścią kościoła lub
                nie - czyli rejestry w księgach parafialnych, figurowanie w statystykach, które
                bez wątpienia są argumentem w rekach kościola, a raczej ludzi pokroju Giertycha
                mówiacych o katolickiej Polsce, ludziach roszczących sobie prawo do
                reprezentowania wszystkich Polaków = katolików.

                > Ale to i tak ma niewielkie znaczenie. Z punktu widzenia Boga ważne jest nie
                to
                > byś w niego wierzyła ale to byś dobrym człowiekiem była!
                > Pozdro!

                Nie znam punktu widzenia Boga, bo nie znam Boga. Jego punkt widzenia mnie nie
                interesuje, gdyż nie wierzę, że ma jakikolwiek punkt widzenia, bo w niego
                samego też nie wierzę. uff, zamotalam.

                Zasatanawiam się natomiast dlaczego tak trudno jest formalnie odejśc z kościoła
                katolickiego? wierz mi, dowiadywałam się trochę. Trzeba mieć dwóch świadków
                katolików, wystosowac odpowiednie pisma, często jest się narażanym na
                nieprzyjemności z tego tytułu i w ogóle jest to proces skomplikowany,
                czasochłonny. Dlaczego?
                • abstrakt2003 Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 10:14
                  starucha_izergiel napisała:

                  > Hmm, teraz Ty się postaraj "odwrócić" i wczuć w moją sytuację:
                  >
                  > > Nie zrozum mnie źle. Już sam fakt że się tu pojawiłaś świadczy o tym że
                  > jednak
                  > > sprawa wiary nie jest ci obojetna na 100%.
                  >
                  > Pojawiłam się tu z innego powodu, ale wyjasnie to nizej.
                  >
                  >
                  > > Co do pytania podstawowego. Ty nie jesteś częścią Kościoła mimo tego że o
                  > d
                  > > czasu do czasu pojawiasz się w kościel. I nie ma znaczenia czy jestes w
                  > > zarejestrowana w parafii czy nie. Liczy się właśnie stosunek do wiary.
                  >
                  > no własnie chodzi o to, że dla mnie mój stosunek do wiary nie liczy się
                  wcale,
                  > bo jest nijaki. Wiara jest dla mnie czystą abstrakcją. Nigdy nie wierzyłam i
                  > nie doświadczyłam na swojej skórze co to jest wiara.
                  >
                  > Wazniejsze sa la mnie te bardziej namacalne oznaki bycia częścią kościoła lub
                  > nie - czyli rejestry w księgach parafialnych, figurowanie w statystykach,
                  które
                  >
                  > bez wątpienia są argumentem w rekach kościola, a raczej ludzi pokroju
                  Giertycha
                  >
                  > mówiacych o katolickiej Polsce, ludziach roszczących sobie prawo do
                  > reprezentowania wszystkich Polaków = katolików.
                  >
                  > > Ale to i tak ma niewielkie znaczenie. Z punktu widzenia Boga ważne jest n
                  > ie
                  > to
                  > > byś w niego wierzyła ale to byś dobrym człowiekiem była!
                  > > Pozdro!
                  >
                  > Nie znam punktu widzenia Boga, bo nie znam Boga. Jego punkt widzenia mnie nie
                  > interesuje, gdyż nie wierzę, że ma jakikolwiek punkt widzenia, bo w niego
                  > samego też nie wierzę. uff, zamotalam.
                  >
                  > Zasatanawiam się natomiast dlaczego tak trudno jest formalnie odejśc z
                  kościoła
                  >
                  > katolickiego? wierz mi, dowiadywałam się trochę. Trzeba mieć dwóch świadków
                  > katolików, wystosowac odpowiednie pisma, często jest się narażanym na
                  > nieprzyjemności z tego tytułu i w ogóle jest to proces skomplikowany,
                  > czasochłonny. Dlaczego?
                  ************************************
                  A na to pytanie nie potrafi ci odpowiedzieć. Księdzem nie jestem - prawa
                  kanonicznego nie znam.
                  Myślę że chodzi tu o wyeliminowanie zbyt pochopnych decyzji ale jest to tylko
                  moje własne przypuszczenie.
                  Miłej niedzieli!
                • croyance Re: Jestem katolicką ateistką 14.09.05, 21:04
                  Niekoniecznie.
                  Ja w przeciagu roku oficjalnie sie z KK wypisalam (bez zadnych swiadkow i bez
                  klopotow) a potem sie z powrotem zapisalam. Nikt nie robil trudnosci, musialam
                  tylko napisac pismo do Kurii. Aha, i przy ponownym "wpisie" zlozyc wyznanie
                  wiary, co trwalo 15 minut. Pozdrawiam.
              • arcykr Re: Jestem katolicką ateistką 30.05.05, 16:51
                abstrakt2003 napisał:

                > Z punktu widzenia Boga ważne jest nie to
                > byś w niego wierzyła ale to byś dobrym człowiekiem była!
                Po czytaniach z ostatniej niedzieli nie jestem tego taki pewien:
                "Teraz jawną się stała sprawiedliwość Boża niezależna od Prawa, poświadczona
                przez Prawo i Proroków. Jest to sprawiedliwość Boża przez wiarę w Jezusa
                Chrystusa dla wszystkich, którzy wierzą. Bo nie ma tu różnicy: wszyscy bowiem
                zgrzeszyli i pozbawieni są chwały Bożej, a dostępują usprawiedliwienia darmo, z
                Jego łaski, przez odkupienie które jest w Chrystusie Jezusie. Jego to ustanowił
                Bóg narzędziem przebłagania przez wiarę mocą Jego krwi."
                www.mateusz.pl/czytania/20050529.htm
    • forumisko Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 10:22
      Czyli jesteś praktykująca ale niewierząca. Po co Kościołowi? Bo łatwiej się
      nawrócisz gdy nie odrzucasz całkowicie Kościoła niż gdybyś go omijała szerokim
      łukiem. Tylko prośba: jeśli robisz coś co mogłoby kogoś zgorszyć, to nie
      opowiadaj że jesteś katoliczką.
      • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 10:29
        Ależ jestem! Dopóki jestem "zapisana" to jestem, więc nie widzę powodu dla
        którego miałabym tak o sobie nie mówić? Co masz na mysli pisząc: jeśli robisz
        coś co mogłoby kogoś zgorszyć, to nie
        > opowiadaj że jesteś katoliczką.

        W takim rozumieniu bycie/niebycie katolikiem zalezy od pokazywania na zewnatrz
        swych przekonań. Jesli nie odbiegam od katolickich standardów i nie robię
        niczego publicznie naopak kościolowi, mogę się nazywac katoliczką? Dziwna to
        religia, bo taka pokazowa.
        • abstrakt2003 Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 10:37
          starucha_izergiel napisała:

          > Ależ jestem! Dopóki jestem "zapisana" to jestem, więc nie widzę powodu dla
          > którego miałabym tak o sobie nie mówić? Co masz na mysli pisząc: jeśli robisz
          > coś co mogłoby kogoś zgorszyć, to nie
          > > opowiadaj że jesteś katoliczką.
          >
          > W takim rozumieniu bycie/niebycie katolikiem zalezy od pokazywania na
          zewnatrz
          > swych przekonań. Jesli nie odbiegam od katolickich standardów i nie robię
          > niczego publicznie naopak kościolowi, mogę się nazywac katoliczką? Dziwna to
          > religia, bo taka pokazowa.
          ************************************
          Widzisz, katolicyzm to nie monolit. Jest w nim miejsce dla takich doktrynerów
          jak forumisko, dogmatyków jak arcykr czy wreszcie takich "heretyków" jak ja.
          Ważne jest to co się w sercu czuje a nie wymachiwanie transparentami!
          • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 10:43
            Według serca katoliczką nie jestem i nigdy nią nie byłam, ale formalnie (a to o
            wiele bardziej mnie interesuje) jestem nią pelną gębą i zastanawiam się skad
            takie trudności by z bycia nią zrezygnować, skoro i tak wszyscy zgodnie mówią,
            że ważniejsze jest to co w sercu, a formalność to tylko formalność i nic nie
            znaczy?

            Skoro tak łatwo zostać członkiem KRK, dlaczego tak trudno z niego się "wypisac"
            i co ma do rzeczy "pochopność"? Przecież katolikiem zostaje się bezwiednie i
            bezwolnie.
            • abstrakt2003 Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 10:47
              Niestety nie potrafię udzielić tobie odpowiedzi. Może jak arcykr się zjawi to
              coś na ten temat powie.
          • forumisko Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 12:05
            abstrakt2003 napisał:

            > Widzisz, katolicyzm to nie monolit. Jest w nim miejsce dla takich doktrynerów
            > jak forumisko, dogmatyków jak arcykr czy wreszcie takich "heretyków" jak ja.
            > Ważne jest to co się w sercu czuje a nie wymachiwanie transparentami!
            >

            Sam nie wiem co w sercu czuję ...
            każdy jest doktrynerem; ważne żeby bronić właściwej doktryny. Chwiejność to też
            jakaś doktryna. Wiadomo o co chodzi gdy mówimy: Kongregacja Doktryny Wiary.
            Masz jakieś pytania?
            • abstrakt2003 Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 12:19
              forumisko napisał:

              > abstrakt2003 napisał:
              >
              > > Widzisz, katolicyzm to nie monolit. Jest w nim miejsce dla takich doktryn
              > erów
              > > jak forumisko, dogmatyków jak arcykr czy wreszcie takich "heretyków" jak
              > ja.
              > > Ważne jest to co się w sercu czuje a nie wymachiwanie transparentami!
              > >
              >
              > Sam nie wiem co w sercu czuję ...
              > każdy jest doktrynerem; ważne żeby bronić właściwej doktryny. Chwiejność to
              też
              >
              > jakaś doktryna. Wiadomo o co chodzi gdy mówimy: Kongregacja Doktryny Wiary.
              > Masz jakieś pytania?
              *****************************
              A broń Boże! Żadnych pytań! Zgadzamy się wpełni co do doktrynerstwa!
          • arcykr Re: Jestem katolicką ateistką 30.05.05, 16:57
            abstrakt2003 napisał:

            > Jest w nim miejsce dla takich doktrynerów
            > jak forumisko, dogmatyków jak arcykr.
            Jaka jest różnica między doktrynerem a dogmatykiem?
            • abstrakt2003 Re: Jestem katolicką ateistką 30.05.05, 16:59
              arcykr napisał:

              > abstrakt2003 napisał:
              >
              > > Jest w nim miejsce dla takich doktrynerów
              > > jak forumisko, dogmatyków jak arcykr.
              > Jaka jest różnica między doktrynerem a dogmatykiem?
              ***********************************************************
              Tak lepiej brzmi :)
              • forumisko Re: Jestem katolicką ateistką 30.05.05, 19:49
                abstrakt2003 napisał:

                > arcykr napisał:
                >
                > > abstrakt2003 napisał:
                > >
                > > > Jest w nim miejsce dla takich doktrynerów
                > > > jak forumisko, dogmatyków jak arcykr.
                > > Jaka jest różnica między doktrynerem a dogmatykiem?
                > ***********************************************************
                > Tak lepiej brzmi :)
                >

                czy dogmaty wynikają z doktryny czy doktryna z dogmatów? Czy może jest jeszcze
                inaczej?
      • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 10:54
        Acha, i jeszcze jedno:

        Widzisz, Forumisko. Ludzie to takie przewrotne stworzenia, które, jesli są do
        czegoś zmuszane, lubią się buntować. Tak po prostu. Kazdy nacisk powoduje bunt.
        W momencie gdy kosciół robi trudności przy formalnym wypisie z KRK, niewierni
        jego członkowie mają naturalnie uwarunkowaną wielką ochotę by nabroić i zrobic
        na złość instytucji, która ich trzyma na siłę w swych szeregach. To powoduje,
        że tacy niewierni wierni rozwalaja ten kościoł od środka. Mają go gdzieś, ale
        jednoczesnie, jako formalni wierni, czują się jego czescią, roszczą sobie więc
        prawo do krytykowania jego zaleceń, albo ostentacyjnie te zalecenia olewają.
        Uważam, ze to jest błąd kościoła, że pozwala na to i sam sobie szkodzi. Kościoł
        maly, ale prawdziwy jest lepszy niż wielki i osłabiany od srodka. kosciół
        natomiast nie zmienia swej polityki. Nasuwa się więc pytanie "o co chodzi"?, a
        zaraz po nim odpowiedź: "jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o kasę".
        • abstrakt2003 Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 10:59
          A przy okazji to masz dużo szczęścia że jesteś (formalnie) katoliczką. W
          islamie próba formalnego odejścia od religii karana jest śmiercią.
          KRK nie jest taki najgorszy jeśli chodzi o odejście.
          • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 11:06
            Też sie cieszę, ale wiesz, to jednak nie najlepiej świadczy o jakiejkolwiek
            religii, a nie ma co się porównywać do gorszych (w tym wypadku pod takim
            względem), więc to żaden argumet. Z resztą, kościól dopiero niedawno się
            zmienił, gdy stało się dla niego jasne, że przegrywa z liberalizmem. Kiedyś nie
            miał dylematów i też rozprawiał się siłowo z innowierami i heretykami. Nie da
            się temu zaprzeczyć.
            • forumisko Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 11:09
              starucha_izergiel napisała:

              > Też sie cieszę, ale wiesz, to jednak nie najlepiej świadczy o jakiejkolwiek
              > religii, a nie ma co się porównywać do gorszych (w tym wypadku pod takim
              > względem), więc to żaden argumet. Z resztą, kościól dopiero niedawno się
              > zmienił, gdy stało się dla niego jasne, że przegrywa z liberalizmem. Kiedyś
              nie
              >
              > miał dylematów i też rozprawiał się siłowo z innowierami i heretykami. Nie da
              > się temu zaprzeczyć.

              powinnaś wiedzieć że tworzenie struktur i równoległej hierarchii przez
              opuszczających Kościół Katolicki przywódców nowych wyznań nie było bynajmniej
              procesem pokojowym
              • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 11:37
                Znów znienawidzone przez mnie porównanie: tamten jest jeszcze gorszy i
                popełnia więcej blędów. Jak dziecko: "Ale mamo. W s z y s c y tak robią, a Ola
                to nigdy nie odrabia prac domowych i jest niegrzeczna, a mnie się tylko raz
                zdarzyło...". Czujesz już czaczę?
                • forumisko Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 11:54
                  sprawdź czy sama kumasz bazę
                  • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 12:02
                    Oczywiście, wiem o czym piszę.
                    • forumisko Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 12:08
                      starucha_izergiel napisała:

                      > Oczywiście, wiem o czym piszę.

                      acha, czyli jak się siedzi, nic nie robi, nic nie mówi ze strachu przed złem to
                      to jest dobro? Bzdura, to jest właśnie zabobon.
                      • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 13:02
                        O ile wiem, o czym ja piszę, tak zupełnie nie wiem o czym Ty piszesz...
        • forumisko Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 11:07
          Nie widzę praktycznych skutków problemu dla świeckiego, bo małżeństwo zawarte
          bez kapłana katolickiego i tak są uważane za ważne. Prawo świeckie także nie
          karze za należenie do, powiedzmy 100 wyznań jednocześnie.

          • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 11:42
            Owszem, przeszkadza. Przeszkadza w tym sensie, że poprzez taką formalną
            przynalżnośc wkładany jest argument w rece "wojujacych katolików" na scenie
            politycznej i stosujacych wyrażenia: Katolicka Polska, polska rodzina
            (katolicka, oczywiście, bo jakby inaczej) itd.
    • mamalgosia Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 14:37
      Zadajesz pytanie, na które nikt lepiej nie potrafi odpowiedzieć niż ty sama.
      Kościół nikogo nie wyrzuci, nie odepchnie, nie wystawi poza nawias. To może
      zrobić tylko dana osoba. A skoro jej się nie chce, bo "za dużo z tym zachodu",
      to cóż... Ja osobiście nie potrafiłabym żyć w takim zakłamaniu, ale każdy ma
      inna konstrukcję psychiczna - widocznie lenistwo może przeważyć
      • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 15:14
        > Kościół nikogo nie wyrzuci, nie odepchnie, nie wystawi poza nawias. To może
        > zrobić tylko dana osoba.

        A to bardzo źle, powinien.

        Totez szukalam informacji na ten temat. Dowiedziałam sie, że opuścić szeregi
        KRK jest niełatwo, trzeba się bardzo postarać.

        Dlaczego?

        Skoro nie zrobiłam nic, by stać się członkiem KRK, nie budowalam tej wspólnoty,
        nijak się nie przyczynialam się do jej umocnienia, DLACZEGO MUSZE SIĘ BARDZO
        STARAĆ, ZNOSIĆ NIEWYBREDNE KOMENTARZE, BIEGAĆ Z PAPIERKAMI, PROSIĆ, SZUKAĆ,
        CZEKAĆ kiedy chcę się wypisać? No dlaczego? Wkurza mnie takie
        utrudnianie "wypuszczania" owieczek w sensie formalnym. Ja nawet nie mam
        zielonego pojęcia gdzie bylam chrzczona, serio, ani do jakiej parafii należę.
        Dlatego się nie wypiszę. Gdyby to była kwestia złozenia podania, oczywiście bym
        to zrobiła, ale cyrki ze świadkami? I to jeszcze katolikami? Gdzie ja takich
        znajdę? Moze ktoś z forum zechce być moim świadkiem??

        Więc co zrobię? Na razie nic, ale niech KRK wie, że jestem tą zbuntowaną,
        która, podobnie jak inni zbuntowani będą niszczyć od środka wyłącznie na zlośc,
        na przekór. Jak mi odbije to się nawet na slub kościelny zdecyduję tak dla
        hecy. W końcu jestem pelnoprawnym członkiem, to mogę. I to żadne zakłamanie, to
        kościół jest coraz bardziej zakłamany przymykając oko na to, co się w jego
        łonie dzieje. Zamiast samemu wykluczać takie osoby jak ja, nie robi nic. Skutki
        są widoczne już dziś np. na zachodzie. Spowiedź uszna nie istnieje, albo w
        niewielkim stopniu, antykoncepcja jest jak najbardziej dopuszczalna, gwiżdze
        się na naukę kościoła, nie ma prawdziwych katolików. Ludzie nie lubią
        zakłamania, wiec odchodzą. Jednak to nie jest najgorsze dla kościoła. Najgorsza
        jest ignorancja do której Kościół sam prowokuje swoim podejściem.
        • forumisko Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 20:17
          starucha_izergiel napisała:

          > > Kościół nikogo nie wyrzuci, nie odepchnie, nie wystawi poza nawias. To mo
          > że
          > > zrobić tylko dana osoba.
          >
          > A to bardzo źle, powinien.
          >
          > Totez szukalam informacji na ten temat. Dowiedziałam sie, że opuścić szeregi
          > KRK jest niełatwo, trzeba się bardzo postarać.
          >
          > Dlaczego?
          >
          > Skoro nie zrobiłam nic, by stać się członkiem KRK, nie budowalam tej
          wspólnoty,
          >
          > nijak się nie przyczynialam się do jej umocnienia, DLACZEGO MUSZE SIĘ BARDZO
          > STARAĆ, ZNOSIĆ NIEWYBREDNE KOMENTARZE, BIEGAĆ Z PAPIERKAMI, PROSIĆ, SZUKAĆ,
          > CZEKAĆ kiedy chcę się wypisać? No dlaczego? Wkurza mnie takie
          > utrudnianie "wypuszczania" owieczek w sensie formalnym. Ja nawet nie mam
          > zielonego pojęcia gdzie bylam chrzczona, serio, ani do jakiej parafii należę.
          > Dlatego się nie wypiszę. Gdyby to była kwestia złozenia podania, oczywiście
          bym
          >
          > to zrobiła, ale cyrki ze świadkami? I to jeszcze katolikami? Gdzie ja takich
          > znajdę? Moze ktoś z forum zechce być moim świadkiem??
          >
          > Więc co zrobię? Na razie nic, ale niech KRK wie, że jestem tą zbuntowaną,
          > która, podobnie jak inni zbuntowani będą niszczyć od środka wyłącznie na
          zlośc,
          >
          > na przekór. Jak mi odbije to się nawet na slub kościelny zdecyduję tak dla
          > hecy. W końcu jestem pelnoprawnym członkiem, to mogę. I to żadne zakłamanie,
          to
          >
          > kościół jest coraz bardziej zakłamany przymykając oko na to, co się w jego
          > łonie dzieje. Zamiast samemu wykluczać takie osoby jak ja, nie robi nic.
          Skutki
          >
          > są widoczne już dziś np. na zachodzie. Spowiedź uszna nie istnieje, albo w
          > niewielkim stopniu, antykoncepcja jest jak najbardziej dopuszczalna, gwiżdze
          > się na naukę kościoła, nie ma prawdziwych katolików. Ludzie nie lubią
          > zakłamania, wiec odchodzą. Jednak to nie jest najgorsze dla kościoła.
          > Najgorsza
          > jest ignorancja do której Kościół sam prowokuje swoim podejściem.
          >

          Wiesz, mam dla Ciebie wyjście:
          naucz się szybko podstaw wiary, poczekaj parę lat; jak zaprzestaną spowiedzi
          usznej, to się zbuntujesz i zarządasz jej dla siebie. Poważnie. Każdy głos się
          liczy.
          • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 20:35
            > Wiesz, mam dla Ciebie wyjście:
            > naucz się szybko podstaw wiary, poczekaj parę lat; jak zaprzestaną spowiedzi
            > usznej, to się zbuntujesz i zarządasz jej dla siebie.

            A co ja bedę z tego miała? Zero satysfakcji. To prawdziwi katolicy kochają
            ekshibicjonizm duchowy, ja się wolę pobawić inaczej. Skoro nie chcecie mnie od
            siebie wypuścić, to będę niegrzeczna i będe siać zgorszenie :).
      • jomswiking Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 19:48
        mamalgosia napisała:

        > Kościół nikogo nie wyrzuci, nie odepchnie, nie wystawi poza nawias. To może
        > zrobić tylko dana osoba. A skoro jej się nie chce, bo "za dużo z tym zachodu",
        > to cóż...
        Ja przez dwa lata walczylem z moim biurem parafialnym, zeby w koncu zechcialo
        usunac moje dane z rejestrow koscielnych. Dopelnilem wszelkich formalnosci, ale
        to i tak nie poskutkowalo. Sprwadzilem to w ten sposob, ze poszedlem po
        zaswiadczenie, ze moge byc chrzestnym. Okazalo sie, ze ja - zdeklarowany
        poganin, ktory zlorzyl pisemne oswiadczenie przy dwoch swiadkach, ze wystepuje
        ze zwiazku wyznaniowego rzymsko-kat. i w zwiazku z powyzszym [na mocy ustawy o
        ochronie danych osobowych rowniez] zadam usuniecia moich danych z rejestrow
        owego zwiazku MOGE BYC CHRZESTNYM, gdyz posiadam wszystkie kwalifikacje do tego
        uprawniajace [co ciekawe - nie jestem nawet bierzmowany, a podobniez tego
        potrzeba].
        Ochrzczono mnie nie pytajac o zgode, bo niby jak pytac o to kilkumiesieczne
        niemowle, ktorym w owym czasie bylem. Dzisiaj nie czuje sie w zadnej mierze
        czlonkiem tej wspolnoty, a wrecz NIE CHCE NIM BYC, ale nie moge z niej
        wystapic. Moje dane - pomimo staran z mojej strony nadal figuruja w ichnich
        rejestrach. NADAL FIGURUJE JAKO KATOLIK! Ja sobie nie zycze nawet, zeby mi do
        domu pukali z pytaniem, czy przyjme 'kontrolera' w postaci 'ksiedza po
        koledzie'! W tym celu Mlot Thora na drzwiach do mieszkania przyczepilem i
        wystarczylo. :)))

        > Ja osobiście nie potrafiłabym żyć w takim zakłamaniu, ale każdy ma
        > inna konstrukcję psychiczna - widocznie lenistwo może przeważyć

        Ja w zaklamaniu nie zyje, tylko w irytacji, ze nie moge sie wypisac ze
        zgromadzenia, do ktorego przynaleznosc jest dla mnie obraza!
        I CO MAM W TYM TEMACIE POCZAC?!
    • jomswiking Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 20:12
      starucha_izergiel napisała:

      > Bywam w kościele na ślubach i pogrzebach, przyjmuję księdza po kolędzie i na
      > tym mój kontakt z kościołem się kończy.

      No to z punktu widzenia Norwegow jestes typowa katoliczka :)))
      W Norwegii jest takie powiedzenie, ze przecietny czlowiek jest trzy razy w
      zyciu w kosciele, przy czym za pierwszym i trzecim nie wchodzi o wlasnych
      silach, tylko go wnosza :)))
      • forumisko Re: Jestem katolicką ateistką 29.05.05, 20:18
        jomswiking napisał:

        > starucha_izergiel napisała:
        >
        > > Bywam w kościele na ślubach i pogrzebach, przyjmuję księdza po kolędzie i
        > na
        > > tym mój kontakt z kościołem się kończy.
        >
        > No to z punktu widzenia Norwegow jestes typowa katoliczka :)))
        > W Norwegii jest takie powiedzenie, ze przecietny czlowiek jest trzy razy w
        > zyciu w kosciele, przy czym za pierwszym i trzecim nie wchodzi o wlasnych
        > silach, tylko go wnosza :)))

        Chyba w Norwegii katolicy są jeszcze w mniejszości?
        • jomswiking Re: Jestem katolicką ateistką 31.05.05, 19:31
          forumisko napisał:

          > jomswiking napisał:
          > > z punktu widzenia Norwegow jestes typowa katoliczka :)))W Norwegii jest
          takie powiedzenie, ze przecietny czlowiek jest trzy razy w zyciu w kosciele,
          przy czym za pierwszym i trzecim nie wchodzi o wlasnych silach, tylko go
          wnosza :)))

          > Chyba w Norwegii katolicy są jeszcze w mniejszości?

          Heh... Wlasnie nie! Po prostu maja gdzies koscioly. Do kosciola chodzi sie
          tylko na chrzty, sluby i pogrzeby. Ludzie inaczej tu pojmuja wiare. Chcesz
          rozmawiac z Bogiem? To rozmawiaj! On jest wszedzie. Mozesz rozmawiac z nim
          nawet w ubikacji! To nazywam odpowiednim podejsciem do wiary. Nie to co w
          Polsce... Ech...
          Z powazaniem.
          • forumisko Re: Jestem katolicką ateistką 31.05.05, 23:26
            byli już tacy którzy kościoły przerabiali na wychodki
            • jomswiking Re: Jestem katolicką ateistką 01.06.05, 17:25
              forumisko napisał:

              > byli już tacy którzy kościoły przerabiali na wychodki

              Heheheheheheh... Fakt, ale to nie o nich mi chodzilo. Po prostu w Norwegii
              ludzie uwazaja, ze koscioly sa tylko dla waznych ceremonii a z bogiem mozna
              rozmawiac wszedzie. Tutaj kazdy ma wlasne pojecie o wierze, bogu i jego kulcie.
              O religii sie praktycznie nie rozmawia, a ksieza nie sa zadnymi 'posrednikami',
              ktorzy posiedli monopol na slusznosc - jak to w Polsce wielu ludzi pojmuje.
              Nie. Oni sa tylko tymi, ktorzy maja prawo do udzielania sakramentow, bo sa w
              tym temacie szkoleni. Tu glos ksiedza nie jest glosem boga, tylko glosem
              czlowieka, ktory sie wiecej o bogu nauczyl. I tyle.
              MIR I SLAWA!
    • kochanica-francuza Nie rozumiem pytania autorki 29.05.05, 22:31
      Czy Kościół ma ją ze swych szeregów wyrzucić siłą?Występuje się z niego DOBROWOLNIE.

      • starucha_izergiel Re: Nie rozumiem pytania autorki 29.05.05, 22:37
        Fajnie by było gdyby sam wyrzucił, na razie zadowoliłoby mnie nie utudnianie
        odejścia.
        • a000000 Re: Nie rozumiem pytania autorki 29.05.05, 22:44
          O czym Ty starucho piszesz? Przecież wystarczy iść do proboszcza Twojej parafii
          i oświadczyć, że rezygnujesz. Zapisze do ksiąg i ... od tej pory będziesz
          WOLNA!!! Przynależność do KK jest całkowicie dobrowolna, nikt Cię na siłę nie
          trzyma. Boisz się rozmowy z księdzem? Jeśli nie, to na co czekasz?
          • starucha_izergiel Re: Nie rozumiem pytania autorki 29.05.05, 22:46
            Przeczytaj sobie posty w tym wątku, bo nie chce mi się powtarzać po raz któryś.
            • a000000 Re: Nie rozumiem pytania autorki 29.05.05, 23:35
              Po co kościołowi tacy wierni jak Ty? Po nic. To wiernym jest kościół potrzebny,
              wiec go tworzą. Jeśli nawet nie masz zamiaru dzieci chrzcić, to nie trać czasu.
              Wypisanie się będzie chwilą, a Ty przestaniesz sie męczyć. Warto. Twoja
              przynależność do kościoła jest fałszywa i na pokaz - tak naprawdę NIE NALEŻYSZ.
              Należy się w sercu, nie w pozorach. Ty z kościołem walczysz.

              Jakaś leniwa jesteś. Nie chce Ci się powtarzać, nie chce Ci się wypisać....
              • starucha_izergiel Re: Nie rozumiem pytania autorki 29.05.05, 23:47
                a zostaniesz moim swiadkiem jak się postanowię wypisać i weźmiesz katolickiego
                kolegę? No i jak mam się dowiedzieć gdzie byłam ochrzczona?
                • a000000 Re: Nie rozumiem pytania autorki 30.05.05, 14:47
                  Świadkiem nie będę, bo Cię nie znam. Jedyne co mogę powiedzieć, to to, że się
                  dobrze na Forum bawisz. A co do chrztu, to zapytaj rodziców.
                  • starucha_izergiel Re: Nie rozumiem pytania autorki 30.05.05, 15:08
                    Ok, poproszę o zamontowanie telefonu w rodzinnym groboecu. Może zadzwonię.
                    • a000000 Re: Nie rozumiem pytania autorki 30.05.05, 15:54

                      starucha_izergiel napisała:

                      > Ok, poproszę o zamontowanie telefonu w rodzinnym groboecu. Może zadzwonię.


                      Jeśli rodziców nie masz, to popytaj w rodzinie, w parafii gdzie się urodziłaś.
                      Ale nie jestem przekonana, że świadectwo chrztu jest potrzebne. Jeśli zaś nie
                      jesteś wpisana do ksiąg parafialnych, to i lepiej. Do kościoła nie należysz
                      nawet formalnie.

                      Wyrazy współczucia z powodu wszesnej utraty rodziców.
                      • starucha_izergiel Re: Nie rozumiem pytania autorki 30.05.05, 18:55
                        Na 100% nie byłam chrzczona tam gdzie się urodziłam. Tata był urzędnikiem i
                        akurat miałby nieprzyjemności gdyby wydało się, że uczestniczy w jakichś
                        ceremoniach religijnych. Ślub kościelny rodzice brali w tym samym momencie co
                        mnie chrzcili, czyli z jednym i drugim sie ukrywali. W sumie nie mam pojęcia po
                        co, religijni zbytnio nigdy nie byli.
                        • a000000 Re: Nie rozumiem pytania autorki 31.05.05, 16:22
                          O jakich Ty czasach piszesz? Stalinowskich????
      • mcgoo Re: Nie rozumiem pytania autorki 30.05.05, 12:37
        No dobrze - a jak maja o sobie mowic ludzi, ktorzy wierza w Boga "ustawowo"
        zostali ochrzeczeni w kosciele katolickim, ale nie zgadzaja sie z tym calym
        cyrkiem dotyczacym np. prezerwatyw, z ta cala hierarchia i plaska
        obrzedowoscia. Czy oni rowniez sa katolikami, a moze krypto-protestantami, a
        moze cos nie "trybi" w tym kosciele katolickim.
        • a000000 Re: Nie rozumiem pytania autorki 30.05.05, 14:51
          O tym każdy sam decyduje, bo tylko sam wie co w jego sercu drzemie.
    • jomswiking Re: Jestem katolicką ateistką 01.06.05, 17:29
      mamalgosia napisała:

      > Kościół nikogo nie wyrzuci, nie odepchnie, nie wystawi poza nawias. To może
      > zrobić tylko dana osoba. A skoro jej się nie chce, bo "za dużo z tym zachodu",
      > to cóż...
      Ja przez dwa lata walczylem z moim biurem parafialnym, zeby w koncu zechcialo
      usunac moje dane z rejestrow koscielnych. Dopelnilem wszelkich formalnosci, ale
      to i tak nie poskutkowalo. Sprawdzilem to w ten sposob, ze poszedlem po
      zaswiadczenie, ze moge byc chrzestnym. Okazalo sie, ze ja - zdeklarowany
      poganin, ktory zlorzyl pisemne oswiadczenie przy dwoch swiadkach, ze wystepuje
      ze zwiazku wyznaniowego rzymsko-kat. i w zwiazku z powyzszym [na mocy ustawy o
      ochronie danych osobowych rowniez] zadam usuniecia moich danych z rejestrow
      owego zwiazku MOGE BYC CHRZESTNYM, gdyz posiadam wszystkie kwalifikacje do tego
      uprawniajace [co ciekawe - nie jestem nawet bierzmowany, a podobniez tego
      potrzeba]. Okazalo sie, ze w biurze nadal figuruje jako parafianin.
      Ochrzczono mnie nie pytajac o zgode, bo niby jak pytac o to kilkumiesieczne
      niemowle, ktorym w owym czasie bylem. Dzisiaj nie czuje sie w zadnej mierze
      czlonkiem tej wspolnoty, a wrecz NIE CHCE NIM BYC, ale nie moge z niej
      wystapic. Moje dane - pomimo staran z mojej strony nadal figuruja w ichnich
      rejestrach. NADAL FIGURUJE JAKO KATOLIK! Ja sobie nie zycze nawet, zeby mi do
      domu pukali z pytaniem, czy przyjme 'kontrolera' w postaci 'ksiedza po
      koledzie'! W tym celu Mlot Thora na drzwiach do mieszkania przyczepilem i
      wystarczylo. :)))

      > Ja osobiście nie potrafiłabym żyć w takim zakłamaniu, ale każdy ma
      > inna konstrukcję psychiczna - widocznie lenistwo może przeważyć

      Ja w zaklamaniu nie zyje, tylko w irytacji, ze nie moge sie wypisac ze
      zgromadzenia, do ktorego przynaleznosc jest dla mnie wrecz obraza!
      I CO MAM W TYM TEMACIE POCZAC?!

      MIR!
      • a000000 Re: Jestem katolicką ateistką 01.06.05, 22:15
        Dlaczego Wikingu kopiujesz wątki?
        • starucha_izergiel Re: Jestem katolicką ateistką 02.06.05, 08:23
          Nie kopiuje wątków, tylko post, który "przypadkim nie został zauważony"
          • jomswiking Re: Jestem katolicką ateistką 02.06.05, 17:35
            starucha_izergiel napisała:

            > Nie kopiuje wątków, tylko post, który "przypadkim nie został zauważony"

            Dokladnie tak.
            Prawde rzeklszy mialem nadzieje, ze ktos mi moze odpowie na zadane pod koniec
            pytanie, a mianowicie: CO MAM POCZAC?
            Bardzo mi zalezy na rozwiazaniu opisanej przeze mnie sytuacji, ale nie mam
            pojecia jak tego dokonac... Ech...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka