Dodaj do ulubionych

Żyć z muzułmaninem

28.06.05, 16:24
www.mateusz.pl/wdrodze/nr382/08.htm
Niesamowita lektura...
Obserwuj wątek
    • jomswiking Re: Żyć z muzułmaninem 28.06.05, 19:51
      Owszem, lektura ciekawa, pouczajaca i przestrzegajaca. Jednakze nie nalezy jej
      odbierac w taki sposob, ze kazdy muzulmanin od razu postepuje tak, jak Ahmed.
      Znam kilku Arabow, muzulmanow, ktorzy zwiazali sie z Polkami i obie strony sa
      zadowolone. Trzeba wiedziec, ze tak jak sa rozne odlamy chrzescijanstwa, tak
      samo sa odlamy islamu [!!!]. O tym dowiedzialem sie pracujac z dwoma
      Syryjczykami. Okazuje sie np. ze jest odlam islamu wierzacy w reinkarnacje. Czy
      wiedzial ktos o tym?
      Nie mozna porownywac zycia religijnego Irakijczyka, Kuwejtczyka, Egipcjanina i
      Syryjczyka. Kazdy z nich ma odmienne poglady na wiele spraw powiazanych z
      religia.
      Tak wiec osobiscie polecam przeczytanie owej lektury, ale bez zakladania sobie
      od razu klapek na oczy.
      MIR!
    • skupionyedi Re: Żyć z muzułmaninem 28.06.05, 21:20
      Pani taka chrześcijańska, a jest zwolenniczką bicia dzieci...
      "W kontekście takiej pozycji kobiety nawet karanie jej biciem lub izolacją może
      być zrozumiałe — tak jak w określonych okolicznościach jest to dopuszczalne w
      stosunku do nieposłusznego dziecka, dla którego jednak chce się przecież
      dobrze."
    • skupionyedi Re: Żyć z muzułmaninem 28.06.05, 21:33
      Spłakałem się jak bóbr, Arcy. Taka wzruszająca historia. A tak wiele nieudanych
      małżeństw w naszym kraju. A Kościół skazuje te koniety na taki los, nie godząc
      się na rozwody...
      • arcykr Re: Żyć z muzułmaninem 29.06.05, 15:22
        Ale zezwala na separację.
        • skupionyedi Re: Żyć z muzułmaninem 29.06.05, 18:18
          arcykr napisał:

          > Ale zezwala na separację.
          Ale separacja nie umożliwia ponownego ułozenia sobie życia. To tak, jakby
          skazanego, po odbyciu kary wypuścić z ZK, ale z zastrzeżeniem, że do końca
          życia będzie musiał nocować w celi.
          Bezsens. Okrutny bezsens.
          • arcykr Re: Żyć z muzułmaninem 30.06.05, 18:16
            O ile nie potraktuje się tego jako niesienie krzyża.
            Poza tym, analogia jest nietrafna. Nikt nie każe żyć pod jednym dachem z
            "rozseparowanym" małżonkiem.
            • skupionyedi Re: Żyć z muzułmaninem 02.07.05, 10:23
              arcykr napisał:

              > O ile nie potraktuje się tego jako niesienie krzyża.
              > Poza tym, analogia jest nietrafna. Nikt nie każe żyć pod jednym dachem z
              > "rozseparowanym" małżonkiem.

              Tak? Rozumiem, że w Polsce mieszkanie można w prezencie dostać. Arcy
              wielokrotnie udowadniałeś, że myślami jesteś na planecie Wenus. Zastanów się,
              dokąd ma iść kobieta którą tłucze (nieważne czy muzułmanin, ateista, czy
              chrześcijanin) mąż? Rozwód (wtym przypadku z winy męża) daje przynajmniej prawa
              do majątku, a separacja?
              Czy zmuszanie do "niesienia krzyża" tych którzy tego krzyża nie chcą nosić nie
              jest okrucieństwem? Jest.
              • arcykr Re: Żyć z muzułmaninem 03.07.05, 15:22
                To trzeba zmienić prawo, żeby separacja dawała prawo do majątku.
                • skupionyedi Re: Żyć z muzułmaninem 04.07.05, 11:52
                  arcykr napisał:

                  > To trzeba zmienić prawo, żeby separacja dawała prawo do majątku.

                  Arcy, co ty gadasz, zastanów się. Oczywiście można tak zmienić prawo, żeby
                  separacja była funkcjonalnie równoważna rozwodowi. Ale w takim razie zastanów
                  się o co Ci chodzi? O terminologię? Rozwód określany mianem "rozwodu" jest zły,
                  a rozwód określony mianem "separacji" dobry?
                  • forumisko Re: Żyć z muzułmaninem 04.07.05, 21:40
                    Może ktoś to już badał, ale sądzę że po wprowadzeniu rozwodów zwiększyła się
                    znacznie powszechność przemocy w rodzinie.
                    Wiadomo, facetowi który wie że żona może odejść od niego szybciej się rozpije
                    ze strapień i nerwów, padnie mu na mózg i nieszczęście gotowe. No i panie
                    wybierają mniej roztropnie, bo jednak mają zakodowane że mogą odejść i
                    spróbowac jeszcze raz (i jeszcze raz, jeszcze raz).
                    • skupionyedi Re: Żyć z muzułmaninem 04.07.05, 21:47
                      Oczywiście jaja sobie robisz. Robisz?
                      • forumisko /syndrom Otella/ 04.07.05, 22:21
                        skupionyedi napisał:

                        > Oczywiście jaja sobie robisz. Robisz?

                        Nawet nie domyślasz się do czego jest zdolny zazdrosny facet. A tu jeszcze ta
                        propaganda rozwodowa ...
                        • skupionyedi Re: /syndrom Otella/ 04.07.05, 22:36
                          forumisko napisał:

                          > skupionyedi napisał:
                          >
                          > > Oczywiście jaja sobie robisz. Robisz?
                          >
                          > Nawet nie domyślasz się do czego jest zdolny zazdrosny facet. A tu jeszcze ta
                          > propaganda rozwodowa ...

                          Cóż, sądzę, że jedyną receptą na faceta z syndromem Otella jest rozwód własnie,
                          plus conajmniej zakaz zbliżania się do byłej żony, choć bardziej adekwatnym
                          rozwiązaniem byłby szpital psychiatryczny.
                          • a000000 Re: /syndrom Otella/ 04.07.05, 22:44
                            Myślę, że Forumisko blisko prawdy jest. Dostępność rozwodów powoduje
                            lekceważenie obowiązków. Wiele razy spotkałam się ze stwierdzeniem: najwyżej
                            się rozwiodę.
                            A Otello w miejscu odosobnionym przebywać powinien właśnie. A nie urojeniami
                            swymi zatruwać życie otoczenia.
                            • skupionyedi Re: /syndrom Otella/ 04.07.05, 22:59
                              a000000 napisała:

                              > Myślę, że Forumisko blisko prawdy jest. Dostępność rozwodów powoduje
                              > lekceważenie obowiązków. Wiele razy spotkałam się ze stwierdzeniem: najwyżej
                              > się rozwiodę.

                              W życiu czegoś takiego nie słyszałem. A poza tym, jest mi obce traktowanie
                              małżeństwa jako zestaw obowiązków (cyt. "...powoduje lekceważenie
                              obowiązków...").
                              • a000000 Re: /syndrom Otella/ 05.07.05, 18:06
                                No i widzisz. Moja koleżanka szła za mąż. Matka miała watpliwości co do wyboru.
                                Apelowała: córko, zastanów się. Na to córeczka: co tam, najwyżej sie rozwiodę.
                                Co uczyniła w drugim roku małżeństwa.
                                A co do obowiązków. Całe życie nasze to pasmo obowiązków. Małżeństwo
                                szczególnie. Odpowiedzialność za partnera i DZIECI. Edi, małżeństwo to nie
                                tylko łóżeczko i dyskoteki. To przede wszystkim obowiązek który sam z dobrej i
                                nieprzymuszonej woli na siebie nakładasz. Nie zapominaj, że małżeństwo to nie
                                dwoje wolnych partnerów. To związek JEDNOŚĆ tworzący.
                                • skupionyedi Re: /syndrom Otella/ 05.07.05, 23:41
                                  a000000 napisała:

                                  > No i widzisz. Moja koleżanka szła za mąż. Matka miała watpliwości co do
                                  wyboru.
                                  >
                                  > Apelowała: córko, zastanów się. Na to córeczka: co tam, najwyżej sie
                                  rozwiodę.
                                  > Co uczyniła w drugim roku małżeństwa.
                                  > A co do obowiązków. Całe życie nasze to pasmo obowiązków. Małżeństwo
                                  > szczególnie. Odpowiedzialność za partnera i DZIECI. Edi, małżeństwo to nie
                                  > tylko łóżeczko i dyskoteki. To przede wszystkim obowiązek który sam z dobrej
                                  i
                                  > nieprzymuszonej woli na siebie nakładasz. Nie zapominaj, że małżeństwo to nie
                                  > dwoje wolnych partnerów. To związek JEDNOŚĆ tworzący.

                                  Widać zupełnie odmiennie widzimy instytucję małżeństwa. Ja widze w małżeństwie
                                  przyjemność, radość, szczęście. Obowiązek z definicji wyklucza te trzy
                                  określenia. Obowiązek zakłąda pewną formę przymusu. Jestem z moją żoną z
                                  miłości nie z obowiązku. Gdybym żył z żoną z obowiązku, przypuszczam, że
                                  małżeństwo byłoby dla mnie piekłem, czy jakby stwierdził Arcy, krzyżem.
                                  • a000000 Re: /syndrom Otella/ 06.07.05, 00:00
                                    Edi, a czy masz w małżeństwie, oprócz przyjemności, jakieś obowiązki?
                                    • skupionyedi Re: /syndrom Otella/ 07.07.05, 16:18
                                      a000000 napisała:

                                      > Edi, a czy masz w małżeństwie, oprócz przyjemności, jakieś obowiązki?

                                      Hm... Niech się zastanowię... Nie, nie mam. Uprzedzając Twoje kolejne pytanie,
                                      moja żona też nie ma. To co robimy na codzień (mam na myśli tzw. codzienne
                                      obowiązki) robimy bo chcemy, a nie dlatego, że musimy.
                                      Dam Ci przykład, ja gotuję obiady, bo chcę to robić, lubię to. Raz w tygodniu
                                      robimy gruntowne porządki. Bynajmniej nie z musu, wyłacznie dlatego, że lubimy
                                      spędzać weekendy w czystym mieszkaniu. Na zakupy chodzimy, kiedy potrzebujemy
                                      coś kupić, nie z obowiązku. Czy mam kontynuować?
                                      • a000000 Re: /syndrom Otella/ 07.07.05, 17:57
                                        A które z Was lubi wstawać po raz dziesiąty w nocy do płaczącego dziecka? kto
                                        robi czynności nielubiane?
                                        • skupionyedi Re: /syndrom Otella/ 08.07.05, 00:17
                                          a000000 napisała:

                                          > A które z Was lubi wstawać po raz dziesiąty w nocy do płaczącego dziecka? kto
                                          > robi czynności nielubiane?

                                          Jakby Ci to powiedzieć... Nie mamy dzieci. :))))))
                                          • a000000 Re: /syndrom Otella/ 08.07.05, 11:28
                                            No to ból obowiązków rodzinnych jest Ci obcy. Faktycznie, dopóki nie ma dzieci,
                                            nie można mówić o jakichkolwiek obowiązkach. Moje dziecko już z gdniazdka
                                            wyfrunęło. Obowiązki stopiły się do śladowych wspomień. Nic nie muszę. Chcę. A
                                            przy dzieciach nie ma: chcę. Musisz i tyle. Czy chcesz, czy nie.
                                            • skupionyedi Re: /syndrom Otella/ 08.07.05, 17:49
                                              a000000 napisała:

                                              > No to ból obowiązków rodzinnych jest Ci obcy. Faktycznie, dopóki nie ma
                                              dzieci,
                                              >
                                              > nie można mówić o jakichkolwiek obowiązkach. Moje dziecko już z gdniazdka
                                              > wyfrunęło. Obowiązki stopiły się do śladowych wspomień. Nic nie muszę. Chcę.
                                              A
                                              > przy dzieciach nie ma: chcę. Musisz i tyle. Czy chcesz, czy nie.

                                              Czy mam rozumieć, że zgadzasz się z moją tezą, że małżeństwo wcale nie musi
                                              nakładać na małżonków żadnych obowiązków?

                                              Wiesz, tak wracając do dziecka. Jesli dziecko jest skutkiem tzw. wpadki, to
                                              zgodzę się, że opieka, karmienie, przewijanie, uciszanie w nocy może być
                                              przykrym obowiązkiem (krzyżem, jak określiłby to Arcy).
                                              Natomiast w przypadku, jeśli dziecko jest skutkiem przemyślanej decyzji, nie
                                              nazwałbym "pracy" przy dziecku obowiązkiem. Wszak decydując się na dziecko,
                                              uznałem, że CHCĘ. Chcę mieć dziecko, chcę je w nocy lulalać jak budzi cały dom,
                                              chcę zmieniać pieluchy, chcę odprowadzać do szkoły itp, itd, etc. Rozumiesz?
                                              Nawet te czynności które chwilowo wywołują dyskomfort nie muszą być obowiązkiem.

                                              Jeśli opieka nad Twoimi dziećmi była dla ciebie przykrym obowiązkiem, to
                                              serdecznie Ci współczuję A i nie zazdroszczę Twoim dzieciom.
                                              Mam jednak nadzieję, że tak na prawdę, Twoje dzieci były dla Ciebie radością a
                                              nie obowiązkiem i użyłas tego przykładu, wyłącznie, żeby udowodnić swoją tezę,
                                              że małżeństwo to obowiązki.
                                              • a000000 Re: /syndrom Otella/ 08.07.05, 21:25
                                                Edi, całe życie się składa z obowiązków. Życie małżeńskie też. Ponieważ
                                                odpowiadam za drugiego człowieka, nie mogę sobie np powiedzieć: od dziś obiadek
                                                co trzeci dzień, bo mi się odwidziało. I zapewniam Cię, że nawet najbardziej
                                                kochane i upragnione dziecię potrafi tak Ci dać w kość, że przyjemności stają
                                                się uciążliwościami.
                                                A więc nie zgadzam się, że małżeństwo nie nakłada obowiązków. Natomiast zgadzam
                                                się, że te obowiązki można traktować jako przyjemności.
                                                • skupionyedi Re: /syndrom Otella/ 16.07.05, 17:04
                                                  a000000 napisała:

                                                  > Edi, całe życie się składa z obowiązków. Życie małżeńskie też. Ponieważ
                                                  > odpowiadam za drugiego człowieka, nie mogę sobie np powiedzieć: od dziś
                                                  obiadek
                                                  >
                                                  > co trzeci dzień, bo mi się odwidziało. I zapewniam Cię, że nawet najbardziej
                                                  > kochane i upragnione dziecię potrafi tak Ci dać w kość, że przyjemności stają
                                                  > się uciążliwościami.
                                                  > A więc nie zgadzam się, że małżeństwo nie nakłada obowiązków. Natomiast
                                                  zgadzam
                                                  >
                                                  > się, że te obowiązki można traktować jako przyjemności.

                                                  Cóż, mogę jedynie powtórzyć, że współczuję.
                                                  • a000000 Re: /syndrom Otella/ 16.07.05, 19:11
                                                    Nie współczuj mi Edi. Zyczę Ci ze szczerego serca, aby Twoje małżeństwo po
                                                    latach było podobne do mojego.
                                                    I pamiętaj: nie sztuka ciągnąć wóz, gdy kotwica nie hamuje.

                                                    A tak na marginesie: czy mógłbyś mi zdradzić, ile lat jesteś po ślubie? Może
                                                    być na priv.
                                                  • skupionyedi Re: /syndrom Otella/ 17.07.05, 23:45
                                                    a000000 napisała:

                                                    > Nie współczuj mi Edi. Zyczę Ci ze szczerego serca, aby Twoje małżeństwo po
                                                    > latach było podobne do mojego.
                                                    > I pamiętaj: nie sztuka ciągnąć wóz, gdy kotwica nie hamuje.
                                                    >
                                                    > A tak na marginesie: czy mógłbyś mi zdradzić, ile lat jesteś po ślubie? Może
                                                    > być na priv.

                                                    No problem. 8.
                                                  • a000000 Re: /syndrom Otella/ 18.07.05, 11:50
                                                    skupionyedi napisał:

                                                    > No problem. 8.

                                                    A więc etap fascynacji wzajemnej. To wszystko wyjaśnia. Tak, to są piękne lata,
                                                    wiary, nadziei i miłości. Za ćwierć wieku przyznasz mi rację. Również co do
                                                    brzemienia obowiązków i odpowiedzialności za drugą osobę. Każda perspektywa
                                                    podlega prawu ewolucji.
                                                    A jak na razie, nie myśl o tym. Kochaj i bądź kochany.
                                                  • skupionyedi Re: /syndrom Otella/ 18.07.05, 13:28
                                                    a000000 napisała:

                                                    > skupionyedi napisał:
                                                    >
                                                    > > No problem. 8.
                                                    >
                                                    > A więc etap fascynacji wzajemnej. To wszystko wyjaśnia. Tak, to są piękne
                                                    lata,

                                                    Etap wzajemnej fascynacji mamy daleko za sobą...

                                                    > wiary, nadziei i miłości. Za ćwierć wieku przyznasz mi rację.

                                                    W dniu w którym przyznam Ci rację, udam się do radcy prawnego w celu napisania
                                                    pozwu rozwodowego.
                                                  • a000000 Re: /syndrom Otella/ 18.07.05, 15:43
                                                    skupionyedi napisał:

                                                    > W dniu w którym przyznam Ci rację, udam się do radcy prawnego w celu
                                                    napisania
                                                    > pozwu rozwodowego.
                                                    >

                                                    Ożtywżyciu!!!To ja się wycofuję, nie miałam, nie mam i nigdy nie będę miała
                                                    racji w tej materii. Tylko nie zwalaj na mnie winy ewentualnej.
                                                  • skupionyedi Re: /syndrom Otella/ 19.07.05, 14:08
                                                    a000000 napisała:

                                                    > skupionyedi napisał:
                                                    >
                                                    > > W dniu w którym przyznam Ci rację, udam się do radcy prawnego w celu
                                                    > napisania
                                                    > > pozwu rozwodowego.
                                                    > >
                                                    >
                                                    > Ożtywżyciu!!!To ja się wycofuję, nie miałam, nie mam i nigdy nie będę miała
                                                    > racji w tej materii. Tylko nie zwalaj na mnie winy ewentualnej.

                                                    Rozumiem,że żartujesz tylko i zrozumiałaś o co mi chodzi. Jesli nie, chętnie
                                                    służę wyjaśnieniem.
                            • forumisko Re: /syndrom Otella/ 09.07.05, 20:30
                              a000000 napisała:

                              > Myślę, że Forumisko blisko prawdy jest. Dostępność rozwodów powoduje
                              > lekceważenie obowiązków. Wiele razy spotkałam się ze stwierdzeniem: najwyżej
                              > się rozwiodę.
                              > A Otello w miejscu odosobnionym przebywać powinien właśnie. A nie urojeniami
                              > swymi zatruwać życie otoczenia.

                              Chyba każdy syndrom może występować w różnym nasileniu? Nie wszystkich od razu
                              trzeba wsadzać w kaftan. Niektórym pomogą tabletki a większości po prostu
                              wystarczy że żona nie opowiada mu że go będzie zdradzać albo go opuści.
                          • forumisko Re: /syndrom Otella/ 04.07.05, 22:45
                            skupionyedi napisał:

                            > forumisko napisał:
                            >
                            > > skupionyedi napisał:
                            > >
                            > > > Oczywiście jaja sobie robisz. Robisz?
                            > >
                            > > Nawet nie domyślasz się do czego jest zdolny zazdrosny facet. A tu jeszcz
                            > e ta
                            > > propaganda rozwodowa ...
                            >
                            > Cóż, sądzę, że jedyną receptą na faceta z syndromem Otella jest rozwód
                            własnie,
                            >
                            > plus conajmniej zakaz zbliżania się do byłej żony, choć bardziej adekwatnym
                            > rozwiązaniem byłby szpital psychiatryczny.
                            >

                            Ale syndrom Otella można wyhodować. W normalnych warunkach może się nie ujawnić.
                            • skupionyedi Re: /syndrom Otella/ 04.07.05, 23:01
                              forumisko napisał:

                              > Ale syndrom Otella można wyhodować. W normalnych warunkach może się nie
                              ujawnić

                              Możesz wyjasnić co masz na myśli?
                              • a000000 Re: /syndrom Otella/ 05.07.05, 18:09
                                Chyba forumisko się mylisz. Zazdrośnikiem się jest albo nie. Taki Otello nawet
                                o kwiatek jest zazdrosny. A człowiek ufny nawet gdy widzi sytuację dwuznaczną,
                                szuka usprawiedliwień.
              • forumisko /nauka sztuk walki dla dziewcząt/ 03.07.05, 23:21
                > Tak? Rozumiem, że w Polsce mieszkanie można w prezencie dostać. Arcy
                > wielokrotnie udowadniałeś, że myślami jesteś na planecie Wenus. Zastanów się,
                > dokąd ma iść kobieta którą tłucze (nieważne czy muzułmanin, ateista, czy
                > chrześcijanin) mąż? Rozwód (wtym przypadku z winy męża) daje przynajmniej
                > prawa

                Takim sytuacjom można zapobiegać, ale kij ma dwa końce: zwykle łatwiej jest być
                oczarowaną przez faceta z grubymi bicepsami; taki wroga obije, ale niestety
                jakiś odsetek z nich przyłoży także żonie.
                Inna opcja to wyjść za słabeusza; taki nie pobije żony, ale także jej nie
                obroni. Trudno - trzeba przyjąć jakieś priorytety.
                Nie zaszkodzi trening bokserski dla dziewcząt. Zamiast rytmiki czy grania na
                flecie - posyłać córki do siłowni.
                • skupionyedi Re: /nauka sztuk walki dla dziewcząt/ 04.07.05, 11:54
                  forumisko napisał:

                  > Nie zaszkodzi trening bokserski dla dziewcząt. Zamiast rytmiki czy grania na
                  > flecie - posyłać córki do siłowni.

                  Jak będzie silna to i więcej garów w jednostce czasu zmyje. I mieszkanie
                  szybciej posprząta. To jest niezła myśl ;)))
                  • forumisko Re: /nauka sztuk walki dla dziewcząt/ 04.07.05, 21:36
                    skupionyedi napisał:

                    > forumisko napisał:
                    >
                    > > Nie zaszkodzi trening bokserski dla dziewcząt. Zamiast rytmiki czy grani
                    > a na
                    > > flecie - posyłać córki do siłowni.
                    >
                    > Jak będzie silna to i więcej garów w jednostce czasu zmyje. I mieszkanie
                    > szybciej posprząta. To jest niezła myśl ;)))
                    >
                    Taniej kupić zmywarkę. Póki nie da się załadować programu "kung-fu" jak w
                    Matriksie, lepiej córkę za te pieniądze posyłać do siłowni.
    • azm2 Re: Żyć z muzułmaninem 30.06.05, 11:33
      około 1,5 roku temu na twoim forum jakaś kobieta pytała o radę w sprawie
      wyjścia za mąż za muzułmanina. może ta sama?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka