z2006
24.03.08, 09:53
www.mateusz.pl/czytania/20080324.htm
"To było wielkie święto. W Jerozolimie zgromadziło się kilkaset tysięcy
pobożnych Żydów. Wędrując w pielgrzymkach do świętego miasta śpiewali psalmy,
modlili się wielbiąc Boga. Ludzi było więcej aniżeli na Jasnej Górze w dni
odpustowe. Każdy z tych pobożnych Żydów odmawiał trzy razy dziennie: „Będziesz
miłował Pana Boga swego z całego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich
sił swoich”. To byli pobożni Żydzi. Zjedzono wtedy na świętej uczcie kilka
tysięcy baranków ofiarowanych Bogu. I w samym środku tego pobożnego
zgromadzenia umierał na krzyżu Syn Boga.
Taka jest tajemnica Wielkiego Piątku. Ta śmierć Syna Bożego na podstawie
wyroku najwyższych kapłanów, w środku rozmodlonego tłumu jest głośnym
ostrzeżeniem pod adresem wszystkich religii, w których został zabity duch.
Taki jest wymiar Wielkiego Piątku.
Wielka uroczystość w Izraelu. Wszyscy zapatrzeni w literę Prawa. A oto
zupełnie w tajemnicy, nieznany prawie dla nikogo, w ludzkim ciele, zniszczony
i upokorzony do ostateczności umiera Boży Syn. W poranek Wielkiej Niedzieli
opuszcza grób. Robi to bardzo dyskretnie. Nikogo nie obudził w Jerozolimie.
Trochę strachu dla straży, która zobaczyła odsunięty kamień, i niepokoju w
sercu Marii i jej towarzyszki poszukujących ciała Pana.
Sam Bóg przyszedł na ziemię. Żył z nami ponad trzydzieści lat w ukryciu i
wielkiej pokorze. Zmartwychwstał i nawet wtedy nie objawił światu swojej
chwały. Uczył miłości. Jego nauka należy do najpiękniejszych, jakie słyszała
ziemia. Jego przykład jest tak wzniosły, że nikt nie potrafi Go idealnie
naśladować.
Postawmy pytanie jasno. Jak doszło do tego, że pobożni ludzie w imię swojej
religii w tak straszliwy sposób rozprawili się z Synem samego Boga? Co stoi u
podstaw tego przerażającego błędu? Pycha, pycha i jeszcze raz pycha! Przez
pychę człowiek jest niezdolny do otwarcia się na prawdę. Tworzy sobie swój
własny świat, łącznie z religijnym wyobrażeniem, i nie zgodzi się na to, aby
Bóg go poprowadził w nieznane, w tajemnice. Jedni Żydzi byli pyszni, ponieważ
dokładnie zachowywali sześćset nakazów i zakazów. To faryzeusze. Pyszni,
wyniośli, szczycący się swoją własną doskonałością. Inni nieszczęśliwi,
ponieważ nie byli tak doskonali jak tamci. Bili się w piersi z powodu własnej
niedoskonałości. Między nimi chodził Bóg i chciał jednych i drugich
doprowadzić do prawdziwego szczęścia, a nie mógł, bo byli zaryglowani przez
swoje ambicje.
Dramat Wielkiego Piątku w pobożnej Jerozolimie jest ostrzeżeniem dla
wszystkich religii świata. Pycha może każdą instytucję zamrozić. Pycha morduje
autentyczną miłość.
Popatrzmy na siebie. Wszystkie kryzysy wewnętrzne wywodzą się z pychy. W nas
istnieje prawdziwa, autentyczna miłość Boga. Miłość, która bije w sercu
dziecka, w sercu każdego człowieka, który chce być uczciwym. Z tą autentyczną
miłością Boga nieustannie walczy nasza ambicja i pycha. Ona zmierza do tego,
aby tę prawdziwą miłość zamordować. Każdemu grozi to straszne
niebezpieczeństwo wypaczenia życia religijnego ilekroć zapominamy o tym, że
Boga czci się w duchu i prawdzie.
W poranek wielkanocny proszę was wszystkich, abyście uwierzyli, że w was jest
prawdziwa miłość, żebyście podeszli do Chrystusa, by ją wskrzesił, by odwalił
kamień różnych ambicji, które tak nas zniewalają. Jeśli uwierzymy w miłość,
którą Bóg zakodował w naszych sercach, już nic nie potrafi nas zniewolić, a
nasza religijność będzie pełna.
Miłość ukryta w naszym sercu, która zgromadziła nas przy ołtarzu, przy
Chrystusie obecnym w Eucharystii, jest największą mocą i największym
szczęściem człowieka. Poranek wielkanocny dlatego jest tak radosny, że jest
pamiątką nieustannego zwycięstwa miłości nad wszystkimi formami egoizmu i
pychy. Uczestnicząc w świętej Ofierze prośmy Pana Boga, abyśmy mieli odwagę i
siłę wejść na drogę autentycznej pokory, drogę, na której człowiek sekunda po
sekundzie da się prowadzić Bogu. Wówczas wszystkie układy społeczne,
polityczne, które nam tak doskwierają, wszystkie zniewolenia pustej kieszeni,
zamkniętych perspektyw, to wszystko odpadnie. Człowiek, który odkrył w sobie
moc Bożej miłości, wie, że jest wolny, i nikomu nie będzie służył tylko samemu
Bogu."
Ks. Edward Staniek