Dodaj do ulubionych

Usmiechnij się !!

24.03.08, 12:56
Wiadomości


Uśmiechnij się do Boga!
10.01.2006 10:30


Katolik nie musi być ponurakiem / AFP
Polski katolik jest ponury. Nie uśmiecha się do przechodniów, warczy
na kasjerki w sklepie, w kościele zachowuje śmiertelną powagę. A
przecież miłość do Boga jest radosna!


Agnieszka ma 47 lat, męża i dwoje dzieci. Z pracą u niej ostatnio
krucho, dorywcze zajęcia nie przynoszą wielkich pieniędzy. Mimo to
Agnieszka wciąż jest radosna, znajomi twierdzą, że ma w sobie
światło. I ze zdziwieniem dodają, że to wszystko dzięki wierze. Dla
nich to nie do pojęcia. Agnieszka o Bogu mówi prosto, bez zadęcia:

- Jesteśmy razem przez cały czas, dlatego mam dobry humor. Kłócimy
się czasem, zwłaszcza o dzieci. Ale na ogół jesteśmy zgodni...

Agnieszce wiara daje siłę i radość. Taką codzienną, która pomaga
przetrwać kolejną porażkę zawodową, rozmowę z wrednym szefem,
chorobę córki, psoty syna. Jest jednak wyjątkiem. Z opinii
socjologów wynika, że większość polskich katolików nie utożsamia
wiary z radością. A przecież mówił brat Roger z Taize: "Ewangelia
nie wzywa nas do tego, byśmy byli ponurzy. Nie ogarnia istot
ludzkich pesymistycznym spojrzeniem. Wręcz przeciwnie. Przychodzi po
to, by wzbudzać spokojną radość".

Święty w fontannie

Ks. Tomasz Horak tak pisał o radości: "A Bóg? Czy nie cieszy się
nami?". Prorocy wołali: "Twój Bóg rozraduje się tobą!". (...)
Apostoł Paweł wprost nakazuje radość. "Kochać Boga to cieszyć się
Bogiem. Także światem, który nam dał. Cieszyć się ludźmi, którzy z
Jego daru nas otaczają. Cieszyć się chwilą obecną i wiecznością,
która nas czeka. Gdy zaś przychodzą dni trudne, bolesne, straszne,
to owa radość na długo daje siły, a jej wspomnienie pozwala
przetrwać najgorsze".

Wśród świętych Kościoła było wielu ludzi pogodnych. Był św.
Franciszek z Asyżu, był św. Filip Neri, który bawił się z dziećmi w
fontannach Rzymu i wesołek św. Brat Albert... Zresztą dawniej nikogo
nie dziwił roześmiany, czasem rubaszny kaznodzieja. Kto dziś na
przykład pamięta średniowieczny risus paschalis, czyli śmiech
wielkanocny?

W niedzielę wielkanocną duchowni wygłaszali kazania okraszone
żartami i dowcipami, aby podkreślić, iż minął czas smutku i
wyrzeczenia. Tak komentowali teksty biblijne, by rozśmieszyć
słuchaczy. Były więc i niewinne dykteryjki, i dosadne historie...
Św. Tomasz Morus pozostawił po sobie modlitwę o dar humoru: "Daj mi,
Panie, dobre trawienie, a także coś do strawienia. Obdarz mnie
duszą, której obca jest nuda, która nie zna szemrania, wzdychania i
skarg. I nie pozwól, abym zbytnio troszczył się o to rozpychające
się coś, które nazywa się ČjaÇ. Panie, obdarz mnie poczuciem humoru,
daj mi łaskę rozumienia żartów, abym zaznał w życiu nieco szczęścia
i podzielił się nim z innymi".

Pogoda z ducha wiary

Jednakże pokolenie naszych dziadków i babć znało już jedynie
chrześcijaństwo majestatyczne, pełne ciągłego przypominania o
pokucie, bojaźni bożej, grzechu i Sądzie Ostatecznym.

- Jeszcze ja na lekcjach religii uczyłem się przede wszystkim o
Bogu, który jest sędzią sprawiedliwym. Prawda o Bogu, który jest
miłością, dotarła do mnie, gdy byłem już prawie pełnoletni - mówi 40-
letni Marian Bieniek, menedżer.

Dopiero w drugiej połowie XX wieku, po drugim soborze watykańskim,
Kościół znów zaczął mówić o radości. Znamienne, że Konstytucja
Duszpasterska o Kościele w świecie współczesnym, która powstała na
końcu obrad soborowych w 1965 r., zaczyna się od słów "Gaudium et
spes", czyli właśnie od "radości i nadziei". Francuski filozof Rene
Le Senne mówił: "głównym dowodem istnienia Boga jest dla mnie
radość, którą odczuwam na samą myśl o Jego istnieniu".

Jednak w Polsce czerpanie pogody ducha z wiary wciąż, szczególnie
dla starszego pokolenia, jest nieporozumieniem.

- Wiara to wyrzeczenie - powtarza moja mama, osoba bardzo religijna.
Ale jest przy tym osobą śmiertelnie smutną i delikatnie mówiąc,
nieprzepadającą za ludźmi - opowiada 32-letnia Izabela, logopeda.

Klaszczmy i radujmy się

Kiedy dzieciaki z Arki Noego zaczęły śpiewać o "świętym
uśmiechniętym", wielu Polaków było oburzonych, większość -
zaskoczonych: jak tak można klaskać i skakać?

Zdumienie budził ks. Marek Wójcicki, twórca Absurdalnego Kabaretu z
Domu Pomocy Społecznej Republika w Chorzowie, zwycięzcy Przeglądu
Artystycznego Kabaretów Autorskich PAKA.

O. Jacek Salij, dominikanin, żartuje, że katastrofą dla polskiej
kultury jest fakt, że nie umiemy śpiewać. - Nasi sąsiedzi, zwłaszcza
ze Wschodu, są w tym świetni, śpiewając chwalą Pana - mówi o. Jacek.

- Polskie wydanie katolicyzmu jest smutne i melancholijne. Z całej
palety barw, jaka jest w chrześcijaństwie, wyciągamy tylko
cierpienie, rezygnację i ból - mówi prof. Zbigniew Nęcki, psycholog
społeczny. - Wygląda na to, że nastawiamy się na ziemską niedolę.
Kiedy byłem w kościele w USA, nie mogłem podczas kazania wyjść ze
zdumienia. Ksiądz zamiast stać jak u nas, na ambonie, chodził wśród
wiernych z mikrofonem przypiętym do sutanny. Wciągał ich w rozmowę,
śmiał się, żartował. Szok! Nasze podejście wynika z historii, w
której niewiele było miejsca na radość. Smutna wersja religii wynika
z powagi, z jaką traktujemy świat - dodaje psycholog.

Historyczna melancholia

Argument historyczny w pewnym sensie nas tłumaczy: przez wieki
Kościół był ostoją polskości. Kiedy angażował się w walkę o
przetrwanie narodu, nikt nie myślał o śmiechu. Ks. Michał
Fordubiński żartuje, że melancholia jest wynikiem... klimatu.

- Włosi czy Hiszpanie okazują swoją wiarę bardzo spontanicznie i
ekspresyjnie, natomiast Niemcy czy mieszkańcy zimnej Skandynawii są
bardziej powściągliwi. Podobnie Polacy - mówi.

Dodaje jednak, że nie uznaje tego za wadę. - Polski katolicyzm nie
jest ponury, tylko poważny - mówi. - To rzeczywiście może wynikać z
historii, ale też z mentalności Polaków i tego, że żyjemy w ciężkich
czasach. Widzę w kościele ludzi, którzy może się nie uśmiechają, nie
klaszczą i nie podskakują, ale są i czerpią z tego radość.
Przychodzą do kościoła po spokój i refleksję. Jednak w mniejszych
grupach, na spotkaniach młodzieży czy pielgrzymkach, jest już
zupełnie inaczej. Obok zadumy jest też śmiech i radość - dodaje.

O. Jacek Salij dodaje, że radość poznaje się nie tylko po tym co
zewnętrzne. - Katolik może być poważny na zewnątrz, a w środku
radosny - mówi.

Inny, pracujący w warszawskim hospicjum ksiądz o radości i smutku
wie chyba wszystko. - Hospicjum, wbrew pozorom, nie jest miejscem
ponurym. Są oczywiście łzy, ale też i radość. Nie ta krzykliwa, ale
spokojna, bardzo głęboka. Radość z życia, które jeszcze przed nami,
radość z rozrachunku z samym sobą, radość z pogodzenia ze skłóconą
rodziną, która dopiero w obliczu śmiertelnej choroby kogoś bliskiego
zdaje sobie sprawę z tego co najważniejsze. No i oczywiście radość z
bliskiego spotkania z Panem - dodaje.

Dawka energii

Jan Pospieszalski, muzyk i dziennikarz, cieszy się, że wiele w
polskim katolicyzmie się zmienia. Po części to zasługa jego kolegów -
licznych nawróconych artystów, którzy zachowali dowcip, szaleństwo,
fantazję. Sam Pospieszalski z wiary czerpie codzienną radość i siłę.
To dzięki niej przetrwał śmierć synka. I wciąż potrafi się uśmiechać.

- Przecież w samym słowie "ewangelia" jest wielka dawka energii -
mówi Pospieszalski. - Wyraz ten znaczy głosić dobrą nowinę. W wierze
człowiek odkrywa coś niesamowitego, mianowicie to, że nie jest sam.
Już to jest wielką radością! Pomaga przetrwać trudne chwile.
Pamiętajmy jednak, że wiara to pogoda ducha, a nie głupi śmiech.

Ewa Jagalska, współpraca: ef, joa, sw

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka