vobiska1
14.04.08, 00:52
Czy Bóg nas zaprogramował?
Czasem słyszymy takie zdanie, że Pan Bóg ma dla naszego życia jakiś
plan
Bywa że to zdanie wywołuje w nas niepokój. No bo co się stanie,
jeśli nasze życie potoczy się niezgodnie z tym Bożym planem, jeśli
nasze wybory nie wpiszą się w Jego plan?
Czy jeśli, na przykład, w planach Bożych jest to, żebym został
kapłanem, a ja wybiorę / małżeństwo, to będę nieszczęśliwy? Czy moje
życie zostanie wtedy zmarnowane?
Zacznijmy od prawdy najbardziej podstawowej, czyli od tego, że Bóg
jest miłością. A jeśli jest miłością, to wszystko, co czyni, czyni z
miłości. Jego miłość wyprzedza nas we wszystkim, ona niejako idzie
cały czas przed nami i cały czas jesteśmy w niej zanurzeni. Ta Boża
miłość nie znika nawet wtedy, gdy stajemy się niewierni. Autor Listu
do Efezjan pisze, że Bóg wybrał nas przed założeniem świata, abyśmy
byli święci i nieskalani przed Jego obliczem. Z miłości przeznaczył
nas dla siebie jako przybranych synów (Ef 1, 4). Czyli jeszcze przed
stworzeniem świata, przed grzechem Adama, w Bożym zamierzeniu było
powołanie nas do istnienia i usynowienie. Bóg jest miłością, On
pragnie naszych serc, chce trwać w zjednoczeniu z nami, pragnie
naszej ufności. I wszystko podporządkowuje temu pragnieniu.
Ta Boża miłość nie jest jednak mechaniczna, wymierzana z żelazną
logiką. Bóg kocha wszystkich, ale każdego kocha jakoś inaczej, jakoś
specjalnie. Podobnie rodzice mający kilkoro dzieci, kochają je
wszystkie, ale każde inaczej, każde wyjątkowo. Mają swoje marzenia
związane z tymi dziećmi, mają wobec nich jakieś plany, zamierzenia,
ale równocześnie, jeśli są mądrzy, szanują odrębność każdego z nich.
Szanują to, że nawet małe dziecko ma swoje życie duchowe, o którym
opowie w konfesjonale, ale o którym nie będzie chciało rozmawiać z
rodzicami. Szanują to, że dziecko ma swoje zainteresowania, że gdy
dorośnie, będzie szukało swojej drogi i nieraz zdarzy mu się
popełnić błąd.
Jednak na każdym etapie życia dziecka, rodzice je kochają. Podobnie
Bóg w dziejach zbawienia ukazywał swoją szczególną miłość najpierw
wobec narodu wybranego, a potem odsłonił szerokość tej miłości,
wobec pozostałych narodów. Dokonał tego poprzez wybranego człowieka,
który z pokorą i zdziwieniem a jednocześnie z zachwytem pisał we
wspomnianym Liście do Efezjan: Mnie, zgoła najmniejszemu ze
wszystkich świętych, została dana ta łaska: ogłosić poganom jako
Dobrą Nowinę niezgłębione bogactwo Chrystusa i wydobyć na światło,
czym jest wykonanie tajemniczego planu, ukrytego przed wiekami w
Bogu, Stwórcy wszechrzeczy (Ef 3, 8-9).
nasza wola - wolna i powolna
Czy jednak ten "tajemniczy plan", o którym pisze św. Paweł dotyczy
tylko wielkich wydarzeń w historii zbawienia, czy też Bóg i wobec
mnie osobiście ma jakieś zamierzenia? I najważniejsze: czy
jestem "zmuszony" ten konkretny Boży plan realizować? Zanim
odpowiemy na te pytania, które dość często niepokoją ludzi, warto
przyjrzeć się uważniej naszemu rozumieniu tego, czym jest ludzka
wola i jak ona ma się do woli Bożej. Nasze trudności rodzą się
bowiem najczęściej z nieprecyzyjnego ujmowania tego problemu.
Problem nie jest nowy, ślimaczy się w dziejach myśli katolickiej
przynajmniej od XIV wieku, kiedy poszło "w odstawkę" klasyczne
rozumienie woli, tak jak je opisał bliżej św. Tomasz z Akwinu.
Otóż wola ludzka jest władzą duchową, różną od emocjonalnej
pożądliwości. Ma ona w swojej strukturze wewnętrzne nastawienie na
dobro. Jest czasem powolna w zmierzaniu do tego dobra i potrzebuje
wsparcia rozumu, aby to dobro uchwycić. Potrzebuje też pewnego
zaprawienia się w zmierzaniu do tego dobra. Gdy jednak człowiek
swoim wolnym wyborem, a więc swoją wolą i swoim rozumem, wybierze
już dobro, to owo dobro nie jawi się mu się jako przymus,
zniewolenie, ale jako coś, do czego zmierza ze swej natury. Wybór
prawdziwego dobra, zgodny jest z naturalną celowością woli.
Wola "czuje się" zadowolona, "zgodna ze sobą", gdy człowiek wybiera
dobro, nawet wtedy, gdy w tym wyborze trzeba się sprzeciwić
pożądliwości emocjonalnej czy stawić opór lenistwu i zmęczeniu.
Wolności trzeba się więc uczyć, aby w naszych wyborach dynamika
pochodząca z uczuciowości, z zapału, fascynacji, oburzenia czy
zwykłej ambicji lub lęku współdziałała ze światłem rozumu i
naturalną wewnętrzną skłonnością woli do dobra. Wolność trzeba
czasem "uwolnić", bo bywa zahamowana, bywa jakby nie do końca
rozwinięta. Człowiek dopiero wtedy żyje w pełni, gdy świadomie,
konsekwentnie, zgodnie z własnym postrzeganiem prawdy o dobru
dokonuje wyborów, angażując przy tym oczywiście całe bogactwo swoich
uczuć. "Chwałą Boga jest człowiek w pełni żywy", powiedział kiedyś
św. Ireneusz.
Bóg jest Stwórcą naszej woli
Pozostaje jeszcze pytanie o relację tej naszej wolności do wolności
Bożej. Szukając odpowiedzi na to pytanie napotykamy jednak na pewną
trudność, która zupełnie niepotrzebnie plącze się w naszych
umysłach. Jest ona wynikiem tego, że trudno nam przyjąć, że nasza
wola jest stworzona. Wierzymy, że Bóg jest Stwórcą rzeczy
widzialnych: gór, jezior, słońca, księżyca, naszego ciała, ale z
trudem wyciągamy wnioski z tego, co wyznajemy każdej niedzieli, że
Bóg jest również Stwórcą rzeczy niewidzialnych. Jest więc Stwórcą i
naszej woli. My wprawdzie naszej woli nie widzimy, ale przecież w
jej istnienie nie wątpimy. Ludzka wola, wraz ze swym naturalnym
ukierunkowaniem ku dobru, też jest stworzeniem. A skoro jest
stworzeniem, to jest zależna od Boga. Najczęściej myślimy, że nasza
wola jest od Boga całkowicie niezależna, że istnieje równolegle
wobec woli Bożej. Wyobrażamy sobie, że te dwie wole, Boża i nasza,
stoją naprzeciw siebie i rywalizują ze sobą, kłócąc się o prawo do
naszego ciała i naszego życia.
Jest to obraz całkowicie fałszywy, błędnie ujmujący zarówno relację
Stwórcy do stworzenia, jak i specyfikę człowieka. Nie jesteśmy
niezależnymi bogami, wykłócającymi się z Tym jedynym potężnym
Bogiem. Jesteśmy stworzeni przez Boga - Bóg jako Stwórca podtrzymuje
nas w istnieniu i jest gwarantem naszej tożsamości. Skoro Bóg
obdarzył nas wolą, nie odbiera nam jej ani jej nie ogranicza. Dał
nam wolę, pragnie abyśmy z niej korzystali, abyśmy wzrastali w
wolności. Nie oznacza to jednak, że Bóg nie ma wpływu na naszą wolę,
że się wycofuje ze swej roli Stwórcy. Jako Stwórca podtrzymuje ją w
istnieniu i naturalnej godności. Mówiąc językiem klasycznej
filozofii: Bóg, jako przyczyna pierwsza, jest w pełni obecny w
przyczynie drugiej, nic przy tym przyczynie drugiej nie odbierając,
ponieważ przyczyna druga jest całkowicie podtrzymywana w swym
istnieniu przez przyczynę pierwszą.
Zauważmy, że w przyrodzie istnieją przyczyny drugie, które działają
zgodnie ze swymi zasadami (np. wiatr przywiewa ciężkie chmury, z
których spada gęsty deszcz), ale są one zależne w bycie od przyczyny
pierwszej, którą jest Bóg, Stwórca wszechświata. Podobnie jest z
naszą wolą. My możemy w całkowitej wolności wykonać jakiś dobry
czyn, który w stu procentach będzie nasz, będzie wyrazem naszego
wolnego wyboru, ale będzie on równocześnie w stu procentach owocem
łaski Bożej. Tu nie ma podziału na strefy wpływów. Nie możemy
powiedzieć, że ten dobry czyn był po części ludzki i po części
boski, nadprzyrodzony.
Jest on równocześnie całkowicie ludzki i całkowicie boski. Zawsze
będą nas niepokoić pytania o relację Bożej łaski do ludzkiej natury,
dopóki któregoś dnia nie zrozumiemy wreszcie, że Bóg może działać
wewnątrz ludzkiej woli, nic tej woli nie odbierając. Co więcej, może
sprawić, że precyzyjniej uchwycimy swoją myślą to prawdziwe dobro,
do którego zmierzamy i dzięki któremu stajemy się bardziej, a nie
mniej, wolni.