Dodaj do ulubionych

Ostatni dzień życia!

07.06.08, 18:02
Czy klimat na Ziemi się ocieplił??
Chyba czas topienia lodowców już blisko bo w połowie lutego były takie dni
kiedy mogłem sobie w samym gajerku pobrykac.
W związku ze zbliżającym się Armageddonem klimatycznym mam pytanie:
Co byście zrobili w ostatnim dniu życia?
Ja posłuchałbym LA Woman Doorsów, odbył 2 godzinny stosunek z lampą podłogową,
obejrzałbym Kapitana Klossa na konie wypił do lustra gorzałę i tak bym sobie
czekał.

Obserwuj wątek
    • lux_occulta Re: Ostatni dzień życia! 07.06.08, 18:07
      Pojechałabym na koncert Gorgoroth, przeprosiła się z paroma osobami, może uwiodła jakiegoś przystojniaka :P
      • lux_occulta Re: Ostatni dzień życia! 07.06.08, 18:08
        A tak na serio to nie wiem, bo zebranie wszystkich bliskich mi ludzi w jednym miejscy by z nimi spędzić ten ostatni dzień jest raczej niemożliwe.
        • asterix-2 Re: Ostatni dzień życia! 07.06.08, 18:11
          Rusz główka!!:):)Powiedzmy ,ze jesteś sama - nie masz możliwości być z
          pprzyjaciółmi O takiej wersji myslałem piszac

          Pozdr!!
          • lux_occulta Re: Ostatni dzień życia! 07.06.08, 18:39
            Wobec tego kopnęłabym sie do Norwegii na dobry, blackmetalowy koncert, zarwałabym do jakiegoś Norwega (nawet wiem już, do którego) i postarała się nie myśleć, że jutra nie będzie. Później napiłabym się wina i strzeliła sobie w łeb.
            • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 12:54
              lux_occulta napisała:

              > Wobec tego kopnęłabym sie do Norwegii na dobry, blackmetalowy koncert, zarwałab
              > ym do jakiegoś Norwega (nawet wiem już, do którego) i postarała się nie myśleć,
              > że jutra nie będzie. Później napiłabym się wina i strzeliła sobie w łeb.

              Zabijajac siebie popelnilabys grzech śmiertelny!!

              • prokasia75 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 14:33
                anna.1 napisała:

                > Zabijajac siebie popelnilabys grzech śmiertelny!!

                Oj śmiertelny, śmiertelny :)))
              • lux_occulta Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 08:27
                > Zabijajac siebie popelnilabys grzech śmiertelny!!

                Dziękuję za umoralniający tekst, ale mnie to gó.. obchodzi. Poza tym to moja sprawa i moje sumienie - co Ciebie to obchodzi?
          • caroli_ne_86 Re: Ostatni dzień życia! 07.06.08, 21:41
            To nie żadne ocieplenie klimatu - to LUDZKIE SERRRRRRRCA takie gorące i
            podgrzewają atmosferę:)
            Gdzie się nie obejrzysz sama MIŁOŚĆ , życzliwość, uprzejmość, przyjaźń, altruizm
            itd i dlatego wszytkim w koło tak gorąco:)
            [[nie wylączajac postów na forum , z których ostatnio emanuje spora dawka
            ciepłowacizny:):]]
            • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 12:57
              caroli_ne_86 napisała:

              > To nie żadne ocieplenie klimatu - to LUDZKIE SERRRRRRRCA takie gorące i
              > podgrzewają atmosferę:)
              > Gdzie się nie obejrzysz sama MIŁOŚĆ , życzliwość, uprzejmość, przyjaźń, altruiz
              > m
              > itd i dlatego wszytkim w koło tak gorąco:)
              > [[nie wylączajac postów na forum , z których ostatnio emanuje spora dawka
              > ciepłowacizny:):]]

              Gdzie tu widzisz milosc i tolerancje??
              Nie zauwazylas z jaka nienawiscia ateisci pisza o wierzacych?
              Zastanow sie zanim cos napiszesz.Pomysl a potem pisz .
              • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:11
                anna.1 napisała:
                > Gdzie tu widzisz milosc i tolerancje??
                > Nie zauwazylas z jaka nienawiscia ateisci pisza o wierzacych?
                > Zastanow sie zanim cos napiszesz.Pomysl a potem pisz .

                Może napisz coś o ,,wierzących " którzy mordowali ateistów !
                • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:12
                  kolter_hugh napisał:

                  > anna.1 napisała:
                  > > Gdzie tu widzisz milosc i tolerancje??
                  > > Nie zauwazylas z jaka nienawiscia ateisci pisza o wierzacych?
                  > > Zastanow sie zanim cos napiszesz.Pomysl a potem pisz .
                  >
                  > Może napisz coś o ,,wierzących " którzy mordowali ateistów !

                  Nic takiego nigdy nie bylo Ale nie mysle cie przekonywac

                  • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:13
                    anna.1 napisała:
                    > Nic takiego nigdy nie bylo Ale nie mysle cie przekonywac

                    Nigdy katolik nie zamordował ateisty ??????
                  • lux_occulta Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 08:33
                    Ależ oczywiście, że było! A wyprawy krzyżowe, a inkwizycja?! A stosy?! A kler który nie mógł znieść, że jakaś kobieta jest wykształcona albo zna się na leczeniu?! No faktycznie, "wierzący" wogóle nigdy nikogo nie zabili. Zwłaszcza tych, którzy mówili, żę w Boga nie wierzą. Z miejsca tacy byli oskarżani o herezję i właściwie bez sądu (który i tak na niewiele by się zdał) sakazywani na stos a wcześniej tortury, żeby przyznali się do winy. Ale to jeszcze nie wszystko! Przecież "wierzący" zabijali też innych "wierzących" a póżniej owi zabici obwoływani byli świętymi! Weźmy na przykłąd taką Joannę D'Arc.
              • lux_occulta Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 08:29
                > Gdzie tu widzisz milosc i tolerancje??
                > Nie zauwazylas z jaka nienawiscia ateisci pisza o wierzacych?
                > Zastanow sie zanim cos napiszesz.Pomysl a potem pisz .

                No własnie, gdzie tu miłość i toleranca. Zauważyłaś, z jaką nienawiścią katolicy i piszą o wierzących? Więc też się zastanów o tym, co piszesz.
                • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 23:00
                  lux_occulta napisała:

                  > > Gdzie tu widzisz milosc i tolerancje??
                  > > Nie zauwazylas z jaka nienawiscia ateisci pisza o wierzacych?
                  > > Zastanow sie zanim cos napiszesz.Pomysl a potem pisz .
                  >
                  > No własnie, gdzie tu miłość i toleranca. Zauważyłaś, z jaką nienawiścią katolic
                  > y i piszą o wierzących? Więc też się zastanów o tym, co piszesz.

                  Nie do ciebie pisalam ale skoro sie odezwalas to trzeba byc slepuym zeby nie
                  widziec ze na tym forum doimuja ateisci i ponizaja katolikow ich wiare a to
                  oznacza ze tez BOGA!!
                  ja sie modle za tych ludzi
                  • lux_occulta Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 00:46
                    Anno, powiedz, dlaczego masz się za lepsza od nas? Nie rozumiem tego. Traktujesz nas jak godnych litości ludzi, jak zło. Nie znasz nas. Jakim prawem nas oceniasz? Podobno jezus powiedział do faryzeuszy gdy ci przyprowadzili do niego Marię Magdalenę "Kto jest bez winy niechaj pierwszy zuci kamień". Czy Ty jesteś bez winy, żę tak chętnie nas osądzasz? Popatrz na to co piszesz Ty i tylu innych katolików. Momentami mam wrażenie, że żałujecie, że czasy inkwiycji mineły, bo możnaby nas było spalić na stosie. Ską się bierze wasza nienawiść? Czy stąd, że ośmielamy się mieć inne zdanie, że nie wierzymy albo wierzymi inaczej? A może jeszcze z czego innego? Jeśli koniecznie chcesz się za nas modlić - proszę. Ale to nie oznajmiaj tego wszem i wobec. Nikt nie potrzebuje takiej wiedzy. Nie "nawracaj" nas na siłę. Nie umoralniaj. Nikt tutaj nie jest z gruntu zły. Pamiętaj o tym.
                  • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 11:54
                    anna.1 napisała:
                    > Nie do ciebie pisalam ale skoro sie odezwalas to trzeba byc slepuym zeby nie
                    > widziec ze na tym forum doimuja ateisci i ponizaja katolikow ich wiare a to
                    > oznacza ze tez BOGA!!
                    > ja sie modle za tych ludzi

                    Kto poniża katolików ?? jak nie oni sami !! tkwiąc w ciemnocie i nazywając swoje
                    modły do obrazków wiarą w boga , ale chyba nie tego najwyższego skoro nic a nic
                    nie dociera do nich z nauk ewangelii !!!
      • asterix-2 Re: Ostatni dzień życia! 07.06.08, 18:18
        przystojniaka nie musisz daleko szukac- jestem obok!!:):):)
        • pat-i27 Re: Ostatni dzień życia! 12.06.08, 12:22
          asterix-2 napisał:

          > przystojniaka nie musisz daleko szukac- jestem obok!!:):):

          Ale narcyz z ciebie!!.hahah
    • asterix-2 Re: Ostatni dzień życia! 07.06.08, 18:14
      Z tresci Twoich postow wynika ,ze jesteś niewierzaca w Boga.Tak??
      Pisz pisz ale jestem ciekaw co ludzie wierzacy zrobili by w takim dniu
      Troche tak na wesolo bo juz tych powaznych dyskusji jest tu mnogo:):)!!
    • asterix-2 Re: Ostatni dzień życia! 07.06.08, 18:16
      Chyba wszyscy gdzies na łonie natury sie wyleguja to i ja zmykam na powietrze!
      • caroli_ne_86 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 17:31
        asterix-2 napisał:

        > Chyba wszyscy gdzies na łonie natury sie wyleguja to i ja zmykam na powietrze!

        Asterix- przepraszam za zamieszanie pod Twoim wątkiem wywołane przez mój post:(
        Sądziłam ,że odniosłam się właściwie do tematu zawartego w Twoim starterze
        Pozdrawiam cieplutko
        wolfspider.wrzuta.pl/audio/zn4y4hy8zC/breakout_mira_kubasinska_wielki_ogien
        • asterix-2 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 19:06
          caroli_ne_86 napisała:

          > asterix-2 napisał:
          >
          > > Chyba wszyscy gdzies na łonie natury sie wyleguja to i ja zmykam na powie
          > trze!
          >
          > Asterix- przepraszam za zamieszanie pod Twoim wątkiem wywołane przez mój post:(
          > Sądziłam ,że odniosłam się właściwie do tematu zawartego w Twoim starterze


          Przestań Caroline!!Podoba mi sie bardzo Twoj komentarz Chetnie bym sie z Toba w tym budyniu wykąpał:):)!!!
          Na katolickich fanatyków, obludnikow i hipokrytow nie zwraccaj uwagi Byli ,są ale mam nadzieję ,ze ich czas dobiega końca!!Pozdo:):)
      • alex33_live Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 20:51
        asterix-2 napisał:

        > Chyba wszyscy gdzies na łonie natury sie wyleguja to i ja zmykam na powietrze!

        Może na innym łonie?:)
    • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 07.06.08, 19:30
      prosiłabym Boga o przebaczenie mi grzechów o bezbolesna śmierć i żebym mogła
      spotkać się z bliskimi których tutaj nie ma na ziemi.
      • krytykantka07 Re: Ostatni dzień życia! 07.06.08, 20:41
        anna.1 napisała:

        > prosiłabym Boga o przebaczenie mi grzechów o bezbolesna śmierć
        i żebym mogła > spotkać się z bliskimi których tutaj nie ma na
        ziemi.

        Oj biedna Ty jesteś Anno, skoro do tej pory nie pojednałaś sie z
        Bogiem...
        • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 08.06.08, 09:55
          krytykantka07 napisała:

          > anna.1 napisała:
          >
          > > prosiłabym Boga o przebaczenie mi grzechów o bezbolesna śmierć
          > i żebym mogła > spotkać się z bliskimi których tutaj nie ma na
          > ziemi.
          >
          > Oj biedna Ty jesteś Anno, skoro do tej pory nie pojednałaś sie z
          > Bogiem...

          Tak bardzo boli Cie to ,ze ja kocham Boga ?
          Zawsze możesz poprosić Boga ,pomodlić sie do Niego On wyslucha kazego zapewniam
          Cię .Bedzie Ci lżej na duszy .
          • lux_occulta Re: Ostatni dzień życia! 08.06.08, 11:42
            Buahaha, a toś wystrzeliła jak łysy z grzebieniem. Jak tak patrze na was dwie, to dochodze do wniosku, że to krytykantka jest tą faktycznie wierzącą, nie Ty. Ty jesteś tylko fanatyczką.
            • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 14:10
              lux_occulta napisała:

              > Buahaha, a toś wystrzeliła jak łysy z grzebieniem. Jak tak patrze na was dwie,
              > to dochodze do wniosku, że to krytykantka jest tą faktycznie wierzącą, nie Ty.
              > Ty jesteś tylko fanatyczką.

              Milosc do Boga to twoim zdaniem fanatyzm Nie dziwie sie .Gdybys Boga kochala
              nigdy bys tak nie twierdzila
              Modlic mi sie nie zabronisz .Nie masz na szczescie takiego prawa Ale gdybys
              mogla to pewnie nie tylko to bys zrobila Jak kazdy inny nie majcy Boga w sercu.
              • lux_occulta Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 14:23
                > Milosc do Boga to twoim zdaniem fanatyzm

                Miłość do Boga nie. Ale obsesja i obnoszenie się z tym już tak.

                Nie dziwie sie .Gdybys Boga kochala
                > nigdy bys tak nie twierdzila

                Bla, bla, bla. i co jeszcze? Możę wogóle nie jestem zdolna do miłości Twoim zdaniem?

                > Modlic mi sie nie zabronisz .Nie masz na szczescie takiego prawa Ale gdybys
                > mogla to pewnie nie tylko to bys zrobila Jak kazdy inny nie majcy Boga w sercu.

                Ależ nie zabraniam Ci się modli, Anno! W żadnym wypadku! Tylko przestrzegam, żebyś się nie obnosiła i nie oznajmiała wszystkim na około, że się będziesz za nich modlić. Spójrzmy prawdzie w oczy - nenawidzisz nas. Jak wszyscy katolicy z resztą. Więc po co się modlić? To hipokryzja. Módl się - nie mów o tym. Wierz - nie obnoś się z tym jak kura ze złotym jajem. To postawa faryzeuszy. PO trzech latach przyjaźni dopiero wyszło, żę moja przyjaciółka jest katoliczką. Wyszło to przez przypadek, bo nie obnosiła się z tym nic nie robiła na pokaz. Nie zależało jej, żeby inni ją widzeli, nie oczekiwała braw i pochwał, nie umoralniała. Taka bądź. Jesteś podobno dorosła - daj przykłąd młodszym. Ale dobry.
          • pat-i27 Re: Ostatni dzień życia! 12.06.08, 11:17
            anna.1 napisała:

            > krytykantka07 napisała:
            >
            > > anna.1 napi
            >
            > Tak bardzo boli Cie to ,ze ja kocham Boga ?
            > Zawsze możesz poprosić Boga ,pomodlić sie do Niego On wyslucha kazego zapewniam
            > Cię .Bedzie Ci lżej na duszy .

            Anno .Kochaj Boga i kogo tylko chcesz ale to forum nie jest do modlenia sie
            ,talk mi sie wydaje a moze ja nie wiem gdzie jestem??
        • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 12:58
          krytykantka07 napisała:

          > anna.1 napisała:
          >
          > > prosiłabym Boga o przebaczenie mi grzechów o bezbolesna śmierć
          > i żebym mogła > spotkać się z bliskimi których tutaj nie ma na
          > ziemi.
          >
          > Oj biedna Ty jesteś Anno, skoro do tej pory nie pojednałaś sie z
          > Bogiem...

          Mi jest zal Ciebie bo nie wiesz co to prawdziwa wiara w Boga

          • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:11
            anna.1 napisała:
            >
            > Mi jest zal Ciebie bo nie wiesz co to prawdziwa wiara w Boga

            Ty wierzysz w niego ?? czy w jego bohomazy ??
            • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:34
              kolter_hugh napisał:

              > anna.1 napisała:
              > >
              > > Mi jest zal Ciebie bo nie wiesz co to prawdziwa wiara w Boga
              >
              > Ty wierzysz w niego ?? czy w jego bohomazy ??

              Co Ty mozesz wiedzieć na teamty religijne??Potrafisz tylko kpic i sie nasmiewac
              z nas ludzi wierzacych .
              • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:35
                anna.1 napisała:
                > Co Ty mozesz wiedzieć na teamty religijne??Potrafisz tylko kpic i sie nasmiewac
                > z nas ludzi wierzacych

                W kwestiach biblijnych takich jak ty ,,wierzących " zjadam na śniadanie ::))))
                • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:37
                  kolter_hugh napisał:

                  > anna.1 napisała:
                  > > Co Ty mozesz wiedzieć na teamty religijne??Potrafisz tylko kpic i sie nas
                  > miewac
                  > > z nas ludzi wierzacych
                  >
                  > W kwestiach biblijnych takich jak ty ,,wierzących " zjadam na śniadanie ::))))

                  Nie mam zamiaru z Wami wiecej rozmawiać
                  Ani z Wami ateistami ani z tymi ktorzy nie wiedza co to wiara, religia a pisza
                  ze sa wierzacymi .
                  >
                  • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:38
                    anna.1 napisała:
                    > Nie mam zamiaru z Wami wiecej rozmawiać
                    > Ani z Wami ateistami ani z tymi ktorzy nie wiedza co to wiara, religia a pisza
                    > ze sa wierzacymi .

                    Jak się pospieszysz to na nieszpory zdążysz::)))))
                    • katolik.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 21:32
                      kolter_hugh napisał:

                      >
                      >
                      > Jak się pospieszysz to na nieszpory zdążysz::)))))

                      Nastepny dyzurny ateomutant ateoślacki z wyspy doktora Moreau- po raz kolejny
                      się rozjazgotał.
                      • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 10:23
                        katolik.1 napisał:

                        > kolter_hugh napisał:
                        >
                        > >
                        > >
                        > > Jak się pospieszysz to na nieszpory zdążysz::)))))
                        >
                        > Nastepny dyzurny ateomutant ateoślacki z wyspy doktora Moreau- po raz kolejny
                        > się rozjazgotał.

                        Ot cały komentarz obrońcy jedynej i prawdziwej wiary ::))))
          • 1-kkk Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 23:24
            anna.1 napisała:

            > krytykantka07 napisała:
            >
            > > anna.1 napisała:
            > >
            > > > prosiłabym Boga o przebaczenie mi grzechów o bezbolesna śmierć
            > > i żebym mogła > spotkać się z bliskimi których tutaj nie ma na
            > > ziemi.
            > >
            > > Oj biedna Ty jesteś Anno, skoro do tej pory nie pojednałaś sie z
            > > Bogiem...
            >
            > Mi jest zal Ciebie bo nie wiesz co to prawdziwa wiara w Boga

            O Matko i Corko!!
            Anno Ty nie msz Boga w sercu!
            >
      • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:14
        anna.1 napisała:

        > prosiłabym Boga o przebaczenie mi grzechów o bezbolesna śmierć i żebym mogła
        > spotkać się z bliskimi których tutaj nie ma na ziemi.

        Poczytaj biblie ona mówi o życiu tu na ziemi ::)))
        • prokasia75 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 14:37
          kolter_hugh napisał:


          > Poczytaj biblie ona mówi o życiu tu na ziemi ::)))

          No Kolter, na nowej ziemi, nie tu ;)
          • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 15:29
            prokasia75 napisała:

            > kolter_hugh napisał:
            >
            >
            > > Poczytaj biblie ona mówi o życiu tu na ziemi ::)))
            >
            > No Kolter, na nowej ziemi, nie tu ;)


            Nowa to ona ma być pod względem duchowym ::)))
            • prokasia75 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 15:35
              kolter_hugh napisał:


              > Nowa to ona ma być pod względem duchowym ::)))

              Też
              • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 15:40
                prokasia75 napisała:

                > kolter_hugh napisał:
                >
                >
                > > Nowa to ona ma być pod względem duchowym ::)))
                >
                > Też

                Ps 104,5
                Założył ziemię na jej ustalonych miejscach; nic nią nie zachwieje po czas
                niezmierzony, na zawsze.
                • prokasia75 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 15:59
                  kolter_hugh napisał:


                  > Ps 104,5
                  > Założył ziemię na jej ustalonych miejscach; nic nią nie zachwieje
                  > po czas niezmierzony, na zawsze.

                  Iz.66,22
                  Bo jak nowe niebiosa i nowa ziemia, które Ja uczynię, trwać będą przede Mną - wyrocznia Pana - tak będzie trwało wasze potomstwo i wasze imię.

                  Iz.65,17
                  Albowiem oto Ja stwarzam nowe niebiosa i nową ziemię; nie będzie się wspominać dawniejszych dziejów ani na myśl one nie przyjdą.

                  Iz.24,18-19
                  Tak, upusty otworzą się w górze i podwaliny ziemi się zatrzęsą. Ziemia rozpadnie się w drobne kawałki, ziemia pękając wybuchnie, ziemia zadrgawszy zakołysze się...

                  Hbr.12,26-27
                  Głos Jego wstrząsnął wówczas ziemią, a teraz obiecuje mówiąc: Jeszcze raz wstrząsnę nie tylko ziemią, ale i niebem. Te zaś słowa jeszcze raz wskazują, że nastąpi zniszczenie tego, co zniszczalne, a więc tego, co zostało stworzone, aby pozostało to, co jest niewzruszone.

                  Mt.5,18
                  "Dopóki niebo i ziemia nie przeminą...aż się wszystko spełni"

                  Mt.24,35
                  Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą....

                  Ap.21,1
                  I ujrzałem niebo nowe i ziemię nową, bo pierwsze niebo i pierwsza ziemia przeminęły, i morza już nie ma.
                  • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 10:21
                    prokasia75 napisała:
                    > Iz.66,22.> Iz.65,17 .

                    Czyli mamy dowód że biblia nie jest monolitem i sobie przeczy ::)))))
                    • prokasia75 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 10:58
                      Nie widzę w tych wersach sprzeczności
                  • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 11:36
                    Ps 78,69
                    (69) I wzniósł swoją świątynię, jak wysokie niebo, jak ziemię, którą ugruntował
                    na wieki.

                    Koh 1,4
                    Pokolenie przychodzi i pokolenie odchodzi, a ziemia trwa po wszystkie czasy.
                    • prokasia75 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 11:06
                      "Na wieki" i "po wszystkie czasy" czyli do momentu gdy czas się będzie liczyć.
                      Nowa ziemia sięga poza sferę czasu.
    • 1.fxx Re: Ostatni dzień życia! 07.06.08, 20:17
      Najgoesze aczkowlwiek prawdopodobne to to ze będę się smażył z rydzykiem w
      jednym ktole jak już tam trafię po tym ostatnim dniu na tym ziemskim padole!
      Jakbym wiedzial ,ze to juz ten dzień , to mam strzele sobie w łeb
      • 1.fxx Re: Ostatni dzień życia! 07.06.08, 20:18
        W tym samym KOTLE ,sorry za literowki!!!
      • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 12:59
        1.fxx napisał:

        >
        > Jakbym wiedzial ,ze to juz ten dzień , to mam strzele sobie w łeb

        Popelnisz grzech smiertelny ktory jest niewybaczalny Poczytaj Biblię .
        • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:12
          anna.1 napisała:

          > 1.fxx napisał:
          >
          > >
          > > Jakbym wiedzial ,ze to juz ten dzień , to mam strzele sobie w łeb
          >
          > Popelnisz grzech smiertelny ktory jest niewybaczalny Poczytaj Biblię .

          Może jakiś wersecik ??
          • prokasia75 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 14:39
            kolter_hugh napisał:

            > Może jakiś wersecik ??

            O to samo chciałabym zapytać. Bo niewybaczalny jest jeden, przeciwko Duchowi
            Świętemu.
            • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 15:31
              prokasia75 napisała:

              > kolter_hugh napisał:
              >
              > > Może jakiś wersecik ??
              >
              > O to samo chciałabym zapytać. Bo niewybaczalny jest jeden, przeciwko Duchowi
              > Świętemu.

              Hebr. 10,26 (BT): Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy po otrzymaniu pełnego
              poznania prawdy, to już nie ma dla nas ofiary przebłagalnej za grzechy.
          • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 23:02
            kolter_hugh napisał:

            > anna.1 napisała:
            >
            > > 1.fxx napisał:
            > >
            > > >
            > > > Jakbym wiedzial ,ze to juz ten dzień , to mam strzele sobie w łeb
            > >
            > > Popelnisz grzech smiertelny ktory jest niewybaczalny Poczytaj Biblię .
            >
            > Może jakiś wersecik ??

            I tak go nie zrozumiesz.
            • prokasia75 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 09:37
              anna.1 napisała:

              > > Może jakiś wersecik ??
              >
              > I tak go nie zrozumiesz.

              Rozmawiajmy Anno merytorycznie, nie możesz zakładać, że ktoś nie zrozumie.
              • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 11:57
                prokasia75 napisała:

                > anna.1 napisała:
                >
                > > > Może jakiś wersecik ??
                > >
                > > I tak go nie zrozumiesz.
                >
                > Rozmawiajmy Anno merytorycznie, nie możesz zakładać, że ktoś nie zrozumie.

                Widocznie dla niej merytorycznie to tylko przy konfesjonale !!
            • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 11:55
              anna.1 napisała:
              > > > Popelnisz grzech smiertelny ktory jest niewybaczalny Poczytaj Bibli
              > ę .
              > >
              > > Może jakiś wersecik ??
              >
              > I tak go nie zrozumiesz.

              Może jednak pokaz taki werset !!! ja sam ocenię to czy rozumiem czy nie
    • caroli_ne_86 Re: Ostatni dzień życia! 07.06.08, 21:49
      W ostatnim dniu życia ...zjadłbym całe pudełko lodów Carte'dor przeczytała ile
      się da Paragrafu 22 i zanurzyła po samą szyję w wannie pełnej budyniu
      waniliowego i słuchając "Death is not the end" Mika Scotta i Waterboys
      przytuliła MALEGO KSIECIA bo " Nawet w obliczu śmerci przyjemna jest
      świadomość posiadania przyjaciela"
      Pozdrawiam
      pl.youtube.com/watch?v=Am1kJM823Vk
      • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:04
        caroli_ne_86 napisała:

        > W ostatnim dniu życia ...zjadłbym całe pudełko lodów Carte'dor przeczytała ile
        > się da Paragrafu 22 i zanurzyła po samą szyję w wannie pełnej budyniu
        > waniliowego i słuchając "Death is not the end" Mika Scotta i Waterboys
        > przytuliła MALEGO KSIECIA bo " Nawet w obliczu śmerci przyjemna jest
        > świadomość posiadania przyjaciela"
        > Pozdrawiam

        Przyjaciele to skarb w naszym zyciu Ale nie zdobywa sie ich w ostanim dniu tylko
        pracuje sie na ich zaufanie cale zycie
        Dla Ciebie lody bylyby wazne w ostatnim dniu??
        A gdzie bliscy|?A gdzie modlitwa do Boga??


        • isi.4 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:24
          anna.1 napisa
          >
          > Przyjaciele to skarb w naszym zyciu Ale nie zdobywa sie ich w ostanim dniu tylk
          > o
          > pracuje sie na ich zaufanie cale zycie
          > Dla Ciebie lody bylyby wazne w ostatnim dniu??
          > A gdzie bliscy|?A gdzie modlitwa do Boga??

          Kobito!!Czy ty nie odrozniasz tego kiedy ktos pisze powaznie a kiedy w
          żartobliwym tonie?????????????
          Przeciez autorowi chodzilo o to ,zeby napisać cos na luzie.Nie widzisz jak sam
          napisal watek glowny???
          Moze zamiast biblii poczytaj inna ksiazki?
          >
          >
          • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:32
            Na forum religijnym nie powinno byc takich watkow
        • astrotaurus Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:38

          anna.1 napisała:

          **Przyjaciele to skarb w naszym zyciu Ale nie zdobywa sie ich w ostanim dniu
          tylko pracuje sie na ich zaufanie cale zycie**

          Ty dziwaczna jesteś. Twój guru opisany w biblii ma gdzieś Twoje życie i uczynki
          byle najpóźniej w chwili śmierci wyznać wiarę w niego i jego syńcia.
          Nie chcesz naśladować swojego boga? Nie jest tego godny? Życie wieczne można
          zyskać w sekundę, a na przyjaźń pracować całe życie?
          A zresztą Ty łaskę robisz?! Ty masz być zawsze przyjacielem wszystkich i miłować
          bliźniego swego jak siebie samego, a Ty paszkwile na koltera rzucasz, a na mnie
          kablujesz do moderatorów.
          Fuj, anno.1, fuj, z piekła się nie wygrzebiesz!


          **Dla Ciebie lody bylyby wazne w ostatnim dniu??**

          Bo jak ktoś jest dobrym chrześcijaninem, to w ostatnim dniu wtranżala lody i
          spokojnie czeka na życie wieczne.


          **A gdzie bliscy|?**

          A bliscy to gdzie będą następnego dnia? Z kim Ty się zadajesz?!


          **A gdzie modlitwa do Boga??**

          A Ty umiesz żyć nie modląc się? Potrafisz się schować przed bogiem, czy zawsze
          i wszędzie jesteś w jego obecności? Myślisz ze bóg brzydzi sie lizania lodów i
          na ten czas spiernicza gdzieś daleko?

          Ech, anno.1, anno.1, masz dorosłe dzieci, a tak w głowie nie poukładane!
          • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 14:26
            astrotaurus napisał
            >
            >
            > **Dla Ciebie lody bylyby wazne w ostatnim dniu??*
            >

            Jak osoba piszaca o sobie ,ze jest wierzacą moze pisac ,ze dniu ostatnim jej
            zycia bedzie jadla lody!!
            To sa kpiny a nie powazne podejscie do sprawy
            Nie dziwilo by mnie to gdyby to napisal ateista

            Nie bede z Toba rozmawiala i o to samo prosze ,zebys nie wpiywal sie pod moimi
            postami
            • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 14:31
              anna.1 napisała:
              >
              > Nie bede z Toba rozmawiala i o to samo prosze ,zebys nie wpiywal sie pod moimi
              > postami

              Jesteś nudna i niech ci się nie wydaje ze będziesz sobie tu spokojnie trajlować
              po watykańsku i nikt nawet na to nie spojrzy ! skoro tu jesteś to przygotuj się
              na twardą walkę ::))))
              • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 14:35
                kolter_hugh napisał:

                > anna.1 napisała:
                > >
                > > Nie bede z Toba rozmawiala i o to samo prosze ,zebys nie wpiywal sie pod
                > moimi
                > > postami
                >
                > Jesteś nudna i niech ci się nie wydaje ze będziesz sobie tu spokojnie trajlowa
                > ć
                > po watykańsku i nikt nawet na to nie spojrzy ! skoro tu jesteś to przygotuj się
                > na twardą walkę ::))))


                Osoba milujaca Boga nie walcz yTo nas rozni .miedzy innymi to .zegnam
                • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 14:37
                  anna.1 napisała:
                  > Osoba milujaca Boga nie walcz yTo nas rozni .miedzy innymi to .zegnam

                  Taaaaaa to skąd te miliony ofiar wojen religijnych ::))))))
              • caroli_ne_86 Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 21:28
                kolter_hugh napisał:

                > anna.1 napisała:
                > > skoro tu jesteś to przygotuj się
                > na twardą walkę ::))))

                Walka jest konieczna?
                Taka walka to dla mnie "igrzyska chrześcijan".

                Cały ten tłum jak zgłodniałe wilki czeka, aby w majestacie prawa urządzić sobie igrzyska .Igrzyska powolnego wykończenia człowieka.
                ONA.Poraniona, wyśmiana, opluta obrzucona błotem i kamieniami, nie ma gdzie szukać ratunku. Ale wszystko jest ok, to władzy i tłumowi podoba się , jest wręcz nakaz.
                Ona upada Tłum triumfuje ,zadając sobie pytanie: ciekawe czy wstanie? Czy da radę jeszcze iść?
                Wstała a więc zabawa się nie skończyła..
                Tłum napiera ,'igrzyska' trwają dalej a wszystko zgodnie paragrafami.
                ONA upada po raz trzeci ...Ale NIKT tego nie widzi, bo nienawiść zaspokaja tylko własne potrzeby i bardzo ogranicza.
                Nienawiść zajęta jest sobą, pławiąc się w rozkoszy niesamowitego zła.

                Jak śmieszna jest władza [ i tłum ] podszyta nienawiścią i strachem. Współczuję jej.

                Ale nawet totalne poczucie niesprawiedliwości i ten wrzaskliwy tłum nie zagłuszył JEJ wrażliwości.
                Pozornie ONA przegrywa, ale nie zniża się do ich poziomu, wręcz przeciwnie....
                Jest coś w NIEJ- coś, czego rozjuszony tłum nie może JEJ zabrać, stłamsić, zakazać, zabić.
                To miłość- miłość silniejsza od gwizdów, śmiechu, kopnięć, przekleństw.


                Pozwoliłam sobie Kolterku na ten przydługi komentarz bo przypomniała mi sie historia pewnej dziewczyny ....
                Pozdrawiam:)
                wolfspider.wrzuta.pl/audio/zn4y4hy8zC/breakout_mira_kubasinska_wielki_ogien
                • astrotaurus Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 06:25

                  caroli_ne_86 napisała:

                  **Cały ten tłum jak zgłodniałe wilki czeka,....**

                  Udała Ci się historyjka, jednakże racji w niej nie za wiele.
                  ONA jest tu z własnej, nieprzymuszonej woli. I ONA się cieszy z tego, co tu sie
                  dzieje, bo to bardzo pasuje do typu JEJ religijności - nabolałej,
                  cierpiętniczej, męczenniczej wręcz.

                  A straszenie ateisty piekłem czy powiedzenie mu "modlę się za ciebie" to jest
                  obelga dla ateistycznych uczuć (nadrzędności rozumu i człowieka), czego ONA w
                  swej nienawiści do inności nawet nie próbuje zrozumieć. :)

                  Na dyskusyjnym forum publicznym pasowałoby wypowiedzieć czasem jakieś zdanie.
                  Własne zdanie, które się chce i umie uzasadnić, a nie tylko powtarzać po biblii
                  czy księżach.
                  Są przecież w necie fora modlitewne, gdzie powtarzanie w kółko: "wierzę" i
                  "modlę się" jest jak najbardziej na miejscu.
                  • caroli_ne_86 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 10:38
                    a s t r o t a u r u s i e..:)
                    Pisząc wczorajszy komentarz nie miałam na myśli Anny tylko inną osobę.
                    Nawiazujac jeszcze do agresji to powiem szczerze ,że bardzo tego nie lubie.Uważam ,że spokojem mozna osiagnąć wiele:)
                    Staram sie nikogo nie oceniać nie kopać na osłep
                    Jeśli już mam walczyć to chcę zginać z godnością od miecza czy sztyletu a nie zalana pomyjami.
                    Pozdrawiam:)
                    pl.youtube.com/watch?v=JtA9Js-22ko&feature=related
                    • astrotaurus Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 11:23

                      caroli_ne_86 napisała:

                      **a s t r o t a u r u s i e..:)
                      Pisząc wczorajszy komentarz nie miałam na myśli Anny tylko inną osobę.**

                      C a r o l i _ n e _ 8 6 !
                      Zlituj się, są inne fora: społeczeństwo, psychologia...
                      Kolter pisze tutaj nawet o sporcie, ale on chociaż tworzy nowe wątki i mówi
                      wyraźnie, ze mówi o Kubicy, a nie o bogu. :D


                      **Nawiazujac jeszcze do agresji to powiem szczerze ,że bardzo tego nie
                      lubie.Uważam ,że spokojem mozna osiagnąć wiele:)**

                      Mądra dziewczynka! Masz moje poparcie.


                      **Staram sie nikogo nie oceniać nie kopać na osłep**

                      A ja zawsze staram sie wyrobić sobie stanowisko, opinię, choć unikam ocen
                      wartościujących, jeśli to niczemu nie służy.
                      A kopać trzeba rzeczywiście (jak wszystko zresztą) celowo i rozmysłem. :)


                      **Jeśli już mam walczyć to chcę zginać z godnością od miecza czy sztyletu a nie
                      zalana pomyjami.**

                      W walce na słowa sztylety są zbawienne, bo przynoszą otrzeźwienie, a pomyje
                      brudzą tylko polewacza. :D
                      • caroli_ne_86 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 12:17
                        "C a r o l i _ n e _ 8 6 !Zlituj się, są inne fora: społeczeństwo, psychologia..."
                        To był chyba mój jedyny komentarz który odbiegał od tematu tego forum .Tak bardzo Ci przeszkadza?
                        ok ,już sie wynoszę>


                        "A ja zawsze staram sie wyrobić sobie stanowisko, opinię, choć unikam ocen wartościujących, jeśli to niczemu nie służy."

                        A ja staram sie patrzeć obiektywnie-nie dyskryminuje NIKOGO tylko dlatego ,że ma inny światopogląd,przykładowo:)
                        Bo nic nie jest białe ani czarne.
                        Są odcienie.
                        Staram sie tez bronić człowieka - CZLOWIEKA a nie jego czyny bo obrona człowieka nie może być identyfikowana z akceptacją jego czynu.
                        Poza tym lubię poznawać wszystkie strony życia - te Diabelskie i te Anielskie:) obserwować świat,ludzi,rozmawiać i snuć własne myśli.
                        Na forum też:)Czy jest coś w tym złego?

                        Usilnie staram sie wyciszyć negatywne emocje przed zabraniem głosu
                        [[ to trudne ale możliwe:)]]
                        Dobrze byłoby gdyby każdy z Nas postarał sie . sprowadzać komentarze do poziomu przyzwoitego realizmu a nie urządzał osobowo nakierowane "wycieczki "


                        Dobrze kopać to nawet piłki ..nie potrafię:)
                        Miłego dnia:)
                        www.youtube.com/watch?v=6P91_H690z4
            • prokasia75 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 14:48
              anna.1 napisała:

              > Jak osoba piszaca o sobie ,ze jest wierzacą moze pisac ,ze dniu ostatnim jej
              > zycia bedzie jadla lody!!

              A co w tym oburzającego. Ja chciałabym zjeść Prince Polo. W końcu na nowej ziemi nie będzie kiosków z batonikami ;)

              Anno, czy, jeśli umrzesz jedząc loda, będziesz gorsza? A może tak się wydarzyć. Nikt nie zna dnia ani godziny...

            • krytykantka07 Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 00:22
              anna.1 napisała:

              >> Jak osoba piszaca o sobie ,ze jest wierzacą moze pisac ,ze dniu
              ostatnim jej > zycia bedzie jadla lody!!
              > To sa kpiny a nie powazne podejscie do sprawy
              > Nie dziwilo by mnie to gdyby to napisal ateista

              No i tu sie mylisz Anno. Kiedyś na kazaniu ksiądz mówił o tym, że
              ktoś zadał podobne pytanie chłopcom, którzy sobie kopali piłke.
              Pytanie było : " co byś zrobił, gdybyś się dowiedział, że za godzinę
              nastąpi koniec świata ". Jeden z chłopców powiedział: " nic,
              kopałbym dalej piłkę ". I tego chłopca ksiądz dał za przykład. On
              był już pojednany z Bogiem i spokojnie mógł nie przerywać zajęcia ;)
            • astrotaurus Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 03:31

              anna.1 napisała:

              **Jak osoba piszaca o sobie ,ze jest wierzacą moze pisac ,ze dniu ostatnim jej
              zycia bedzie jadla lody!!
              To sa kpiny a nie powazne podejscie do sprawy
              Nie dziwilo by mnie to gdyby to napisal ateista**

              Gdybyś wyznawała religię bliską Twemu sercu nie dziwiłoby Cię to.
              Byłabyś z tą religią pogodna i spokojna.
              A Ty musisz ciągle ze sobą walczyć, ciągle wbijać sie w upodlenie, ciągle
              naginać się do obcych Ci zasad. I dlatego musisz latać co chwilę do spowiedzi i
              po wafelek, żeby nie popuścić sobie cugli.


              **Nie bede z Toba rozmawiala i o to samo prosze ,zebys nie wpiywal sie pod moimi
              postami**

              I tak nie rozmawiałaś, tylko głosiłaś jakieś brednie, których nie potrafisz
              wyjaśnić.
              A ja będę sie wpisywał gdzie będę chciał i znakiem Twojej pychy jest próba
              odmówienia mi czegoś do czego mam święte prawo. A powinnaś nadstawić drugi
              policzek....
              Ech, anno.1, piekło Twoim przeznaczeniem...
          • katolik.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 21:28
            astrotaurus napisał:

            >
            >
            > Ech, anno.1, anno.1, masz dorosłe dzieci, a tak w głowie nie poukładane!
            >

            I znowu p.i.e.p.s.z.y.s.z.forumowy dyzurny ateomutantcie -menażerio ateoślacka z
            wyspy doktora Moreau
            • astrotaurus Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 03:21

              katolik.1 napisał:

              **I znowu p.i.e.p.s.z.y.s.z.forumowy dyzurny ateomutantcie -menażerio ateoślacka
              z wyspy doktora Moreau **

              Ech, Ty, przodująca siło narodu, katoliku.jeden.... :D
        • caroli_ne_86 Re: Ostatni dzień życia! 12.06.08, 18:30
          anna.1 napisała:

          >
          > Przyjaciele to skarb w naszym zyciu Ale nie zdobywa sie ich w ostanim dniu tylk
          > o
          > pracuje sie na ich zaufanie cale zycie
          > Dla Ciebie lody bylyby wazne w ostatnim dniu??
          > A gdzie bliscy|?A gdzie modlitwa do Boga??

          Aniu:)
          Starter był w wesołym tonie i ta sie też do niego odniosłam:)
          Uśmiechnij się:)
          eva13.wrzuta.pl/film/3Kaf02us5h/bob_sinclar_-_kiss_my_eyes
    • pat-i27 Re: Ostatni dzień życia! 08.06.08, 18:54
      Predzej bym popelnila samobojstwo niz by nadszedl ten ostatni dzien
      • ejkuraczek Re: Ostatni dzień życia! 08.06.08, 20:26
        pat-i27 napisała:

        > Predzej bym popelnila samobojstwo niz by nadszedl ten ostatni dzien

        Przeciez ten dzien nadejdzie..
        Ludzie jednak sa głupi i naiwni
        • pat-i27 Re: Ostatni dzień życia! 08.06.08, 20:28
          ejkuraczek napisała:

          > pat-i27 napisała:
          >
          > > Predzej bym popelnila samobojstwo niz by nadszedl ten ostatni dzien
          >
          > Przeciez ten dzien nadejdzie..
          > Ludzie jednak sa głupi i naiwni

          Dziekuje Mądroscia blysnełaś to fakt
        • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 08.06.08, 23:37
          ejkuraczek napisała:

          >
          > Przeciez ten dzien nadejdzie..
          > Ludzie jednak sa głupi i naiwni

          Zgadzam sie z toba calkowicie
        • 3.alucard Re: Ostatni dzień życia! 07.07.08, 01:04
          ejkuraczek napisala
          >
          > Przeciez ten dzien nadejdzie..
          > Ludzie jednak sa głupi i naiwni
          Nie zrozumiałaś tresci wątku glownego to raz a dwa to ,że tak sie odnosisz do
          ludzi świadczy o tym ,ze nie ma w Tobie Boga
    • ja.28 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 11:30
      BAAAAAAAAAAAAAAARDZO TRUDNE PYTANIE.Tak na wesolo to bym sie napewno mospila do
      nie przytomnosci zeby nic nie wiedziec ,nie czuć ,nie myslec
      • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 09.06.08, 13:01
        ja.28 napisała:

        > BAAAAAAAAAAAAAAARDZO TRUDNE PYTANIE.Tak na wesolo to bym sie napewno mospila do
        > nie przytomnosci zeby nic nie wiedziec ,nie czuć ,nie myslec

        Nie pomyslalabyś o bliskich w takiej chwili tylko o alkoholu??

        • muerte2 Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 10:28
          Ostatniego dnia życia chyba poleniłbym się okrutnie, bo ostatnio nie mam na to
          czasu. Powiedziałbym paru osobom to, czego z różnych powodów im dotychczas nie
          powiedziałem. Ogólnie jednak zafundowałbym sobie różne skrywane dotąd przed
          światem przyjemności ;-) I tak naprawdę wcale nie wierzyłbym, że to już naprawdę
          ostatni dzień życia.
          • mala.mi74 Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 14:08
            muerte2 napisał:

            > Ostatniego dnia życia chyba poleniłbym się okrutnie, bo ostatnio
            nie mam na to
            > czasu. Powiedziałbym paru osobom to, czego z różnych powodów im
            dotychczas nie
            > powiedziałem. Ogólnie jednak zafundowałbym sobie różne skrywane
            dotąd przed
            > światem przyjemności ;-) I tak naprawdę wcale nie wierzyłbym, że
            to już naprawd
            > ę
            > ostatni dzień życia.

            ha! Ciekawe skad sie ten brak wiary,ze jest to ostatni dzien zycia
            bierze? Moze z wiary,ze zycie się nie konczy?;)
            • muerte2 Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 15:50
              mala.mi74 napisała:

              I tak naprawdę wcale nie wierzyłbym, że
              > to już naprawd
              > > ę
              > > ostatni dzień życia.
              >
              > ha! Ciekawe skad sie ten brak wiary,ze jest to ostatni dzien zycia
              > bierze? Moze z wiary,ze zycie się nie konczy?;)

              W moim przypadku bierze się stąd, że pomimo okropności tego swiata mnie się żyje
              całkiem całkiem. A jeżeli jest całkiem całkiem, to trudno pogodzić się z myślą,
              że któregoś dnia nastąpi koniec.
              Zresztą co to za jakieś ostateczne tematy tego pięknego i słonecznego
              popołudnia?? ;-)
              • mala.mi74 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 09:14
                muerte2 napisał:

                > mala.mi74 napisała:
                >
                > I tak naprawdę wcale nie wierzyłbym, że
                > > to już naprawd
                > > > ę
                > > > ostatni dzień życia.
                > >
                > > ha! Ciekawe skad sie ten brak wiary,ze jest to ostatni dzien
                zycia
                > > bierze? Moze z wiary,ze zycie się nie konczy?;)
                >
                > W moim przypadku bierze się stąd, że pomimo okropności tego swiata
                mnie się żyj
                > e
                > całkiem całkiem. A jeżeli jest całkiem całkiem, to trudno pogodzić
                się z myślą,
                > że któregoś dnia nastąpi koniec.
                > Zresztą co to za jakieś ostateczne tematy tego pięknego i
                słonecznego
                > popołudnia?? ;-)
                Nie chce Cię dobijac;) ale "całkiem-całkiem" tez sie czasem konczy.
                Bo czy wiesz co się zdarzy jutro?
                Oczywiscie mozemy powiedziec "póki co nie myslmy o tym" ,ale nie-
                myslenie tez ma krótkie nózki...
                I to chyba juz jest problem wolnosci czlowieka wobec tego co
                zewnatrzne,ale do tej wolnosci to juz trza wiary w Boga
                • muerte2 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 09:59
                  mala.mi74 napisała:


                  > Nie chce Cię dobijac;) ale "całkiem-całkiem" tez sie czasem konczy.
                  > Bo czy wiesz co się zdarzy jutro?
                  > Oczywiscie mozemy powiedziec "póki co nie myslmy o tym" ,ale nie-
                  > myslenie tez ma krótkie nózki...
                  > I to chyba juz jest problem wolnosci czlowieka wobec tego co
                  > zewnatrzne,ale do tej wolnosci to juz trza wiary w Boga

                  Dziękuję, właśnie mnie dobiłaś ;-) A żyłem sobie w takiej błogiej nieświadomości
                  jutra ;-)
                  A tak po prawdzie, to kwestia korzystania z wolności nie jest problemem
                  wiary/niewiary w Boga, ale indywidualnym problemem każdej jednostki. Umieć
                  korzystać z wolności można bez wiary w Boga. Po raz setny zwrócę Ci uwagę, że
                  ludzie niewierzący mają często równie dobre jakościowo życie, co wierzący. Zatem
                  jakość życia nie jest zależna od wiary, ale od natury, mentalności i zdrowia
                  człowieka. Popatrz jak wielkie katusze przezywa np. bogobojna anna.1. Dla
                  jednych jest to jej krzyż, dla innych - sama anna.1 funduje sobie popadanie w
                  obłęd religijny. A przecież równie dobrze można żyć bogobojnie bez zatruwania
                  umysłu niemożliwymi do spełnienia wymaganiami wobec samego siebie czy
                  wymaganiami mocno skompromitowanej instytucji kościelnej.

                  • mala.mi74 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 10:12
                    muerte2 napisał:

                    > mala.mi74 napisała:
                    >
                    >
                    > > Nie chce Cię dobijac;) ale "całkiem-całkiem" tez sie czasem
                    konczy.
                    > > Bo czy wiesz co się zdarzy jutro?
                    > > Oczywiscie mozemy powiedziec "póki co nie myslmy o tym" ,ale nie-
                    > > myslenie tez ma krótkie nózki...
                    > > I to chyba juz jest problem wolnosci czlowieka wobec tego co
                    > > zewnatrzne,ale do tej wolnosci to juz trza wiary w Boga
                    >
                    > Dziękuję, właśnie mnie dobiłaś ;-) A żyłem sobie w takiej błogiej
                    nieświadomośc
                    > i
                    > jutra ;-)
                    > A tak po prawdzie, to kwestia korzystania z wolności nie jest
                    problemem
                    > wiary/niewiary w Boga, ale indywidualnym problemem każdej
                    jednostki.

                    To prawda.Ale jak bez wiary w Boga mozna przezyc tragedie, zyc w
                    dramacie czy cierpieniu? bez Boga to jest ponad ludzkie siły , bez
                    sensu, bez celu.
                    Wolnosc rozumiem jako decyzje na dobre, pelne nadziei zycie bez
                    determinacji tym co zewnatrzne,a nie na robta co chceta. Przez róbta
                    co chceta wielu ludzi zapedziło się z wiele zniewolen,a wiec nie tu
                    jest wolnosc...

                    Umieć
                    > korzystać z wolności można bez wiary w Boga. Po raz setny zwrócę
                    Ci uwagę, że
                    > ludzie niewierzący mają często równie dobre jakościowo życie, co
                    wierzący.

                    Co rozumiesz przez tą "jakość"?

                    Zate
                    > m
                    > jakość życia nie jest zależna od wiary, ale od natury, mentalności
                    i zdrowia
                    > człowieka.

                    Zauwaz,ze wszytskie te rzeczy sa sprawą zmienną...

                    Popatrz jak wielkie katusze przezywa np. bogobojna anna.1. Dla
                    > jednych jest to jej krzyż, dla innych - sama anna.1 funduje sobie
                    popadanie w
                    > obłęd religijny.

                    Nie wiem. nie czytam postów anny.1, niestety nie mam tyle czasu aby
                    wszytsko czytac. Na pewno bładzacy ,szukajacy człowiek przezywa
                    jakies cierpienia. Dojrzewanie boli,ale to dobrze ze czlowiek
                    decyduje się na poszukiwanie i dojrzewanie. Głupio całe zycie byc
                    przedszkolakiem,który w ieku 50- lat nadal o zyciu nic nie wie i nie
                    wie o co w nim chodzi...

                    A przecież równie dobrze można żyć bogobojnie bez zatruwania
                    > umysłu niemożliwymi do spełnienia wymaganiami wobec samego siebie
                    czy
                    > wymaganiami mocno skompromitowanej instytucji kościelnej.

                    I na tym tez polega wolnosc ,aby wartosciowac rzeczy nie w zalenosci
                    kto je mówi ,ale jaką same w sobie mają wartosc. Juz tu widac ,ze
                    nie masz wewnatrznej wolnosci.
                    Czlowiek wolny powie: "co mówiesz i dlaczego tak mówisz" ,a czlowiek
                    zniewolony"powiedz mi kim jestes to od razu powiem Ci czy masz
                    rację" Ten drugi w dodatku jest leniwy i bezmyslny....
                    >
                    • muerte2 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 11:14
                      mala.mi74 napisała:

                      > To prawda.Ale jak bez wiary w Boga mozna przezyc tragedie, zyc w
                      > dramacie czy cierpieniu? bez Boga to jest ponad ludzkie siły , bez
                      > sensu, bez celu.
                      > Wolnosc rozumiem jako decyzje na dobre, pelne nadziei zycie bez
                      > determinacji tym co zewnatrzne,a nie na robta co chceta. Przez róbta
                      > co chceta wielu ludzi zapedziło się z wiele zniewolen,a wiec nie tu
                      > jest wolnosc...

                      Wielu ludzi zapędziło się w zniewolenie nie ze względu na chroniczny brak wiary,
                      ale z różnych powodów. Również z powodu korzystania ze źle pojętej wolności. A
                      jak przeżyć tragedie bez wiary w Boga? Mala.mi74 - tak jak miliony ludzi
                      niewierzących. Jakoś dają sobie z tym radę. Raz lepiej, raz gorzej. Jednym jest
                      do wyjścia z kryzysu potrzebny Bóg, inni sobie radzą inaczej, czując, że
                      wzywanie Boga na pomoc byłoby nieszczere i niecelowe. Szczerze mówiąc to trochę
                      się dziwię, że tak oczywiste sprawy, jak panującą w życiu różnorodność trzeba
                      ciągle tłumaczyć...


                      > Co rozumiesz przez tą "jakość"?

                      Przez jakość życia rozumiem spokój wewnętrzny, postępowanie zgodne ze swoimi
                      przekonaniami, życzliwość, dostrzeganie piękna życia, a nie tylko i wyłącznie
                      samobiczowanie, że pozwoliłem się sobie uśmiechnąć, gdy wokół same wojny,
                      powodzie i aborcje, szczerość, wreszcie - miłość do bliskiej osoby. Podejrzewam,
                      że w moim przypadku odwzajemnioną ;-)


                      >
                      > Zate
                      > > m
                      > > jakość życia nie jest zależna od wiary, ale od natury, mentalności
                      > i zdrowia
                      > > człowieka.
                      >
                      > Zauwaz,ze wszytskie te rzeczy sa sprawą zmienną...

                      Owszem, wszystko się zmienia. Zwłaszcza życie, własne doświadczenie, zdrowie,
                      upływ czasu. Czego to ma dowodzić, skoro to takie oczywiste?


                      > Nie wiem. nie czytam postów anny.1, niestety nie mam tyle czasu aby
                      > wszytsko czytac. Na pewno bładzacy ,szukajacy człowiek przezywa
                      > jakies cierpienia. Dojrzewanie boli,ale to dobrze ze czlowiek
                      > decyduje się na poszukiwanie i dojrzewanie. Głupio całe zycie byc
                      > przedszkolakiem,który w ieku 50- lat nadal o zyciu nic nie wie i nie
                      > wie o co w nim chodzi...

                      Przykład anny.1 dałem, żebyśmy wiedzieli o jakie postawy chodzi. Ja też nie
                      czytam wszytskich jej wypowiedzi, ale włos mi na głowie się podnosi, gdy sobie
                      wyobrażę, że można tak naprawdę myśleć. Dla mnie to niepowetowana strata życia.
                      Bo - powtórzę - życie to głównie dążenie do szczęścia, a nie dążenie do
                      cierpienia. Tym bardziej, że fundowanego samemu sobie i na własne zyczenie. I
                      masz całkowitą rację - głupio żyć jakimiś ułudami, gdy się ma 50 lat.

                      A Ty wiesz o co chodzi w życiu?


                      > I na tym tez polega wolnosc ,aby wartosciowac rzeczy nie w zalenosci
                      > kto je mówi ,ale jaką same w sobie mają wartosc. Juz tu widac ,ze
                      > nie masz wewnatrznej wolnosci.
                      > Czlowiek wolny powie: "co mówiesz i dlaczego tak mówisz" ,a czlowiek
                      > zniewolony"powiedz mi kim jestes to od razu powiem Ci czy masz
                      > rację" Ten drugi w dodatku jest leniwy i bezmyslny....

                      Zupełnie nie rozumiem dlaczego nie mam wewnętrznej wolności. Co to jest? Czy to
                      wolność własnego postępowania czy też może nieograniczona wolność myśli? Czy nie
                      uważasz, że większą wartością jest wewnętrzne przekonanie, że w jakiś sposób
                      należy postępować niż to, że należy w jakiś sposób postępować, bo nas spotka kara?

                      • mala.mi74 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 11:50
                        muerte2 napisał:

                        > mala.mi74 napisała:
                        >
                        > > To prawda.Ale jak bez wiary w Boga mozna przezyc tragedie, zyc w
                        > > dramacie czy cierpieniu? bez Boga to jest ponad ludzkie siły ,
                        bez
                        > > sensu, bez celu.
                        > > Wolnosc rozumiem jako decyzje na dobre, pelne nadziei zycie bez
                        > > determinacji tym co zewnatrzne,a nie na robta co chceta. Przez
                        róbta
                        > > co chceta wielu ludzi zapedziło się z wiele zniewolen,a wiec nie
                        tu
                        > > jest wolnosc...
                        >
                        > Wielu ludzi zapędziło się w zniewolenie nie ze względu na
                        chroniczny brak wiary
                        > ,
                        > ale z różnych powodów. Również z powodu korzystania ze źle pojętej
                        wolności. A
                        > jak przeżyć tragedie bez wiary w Boga? Mala.mi74 - tak jak miliony
                        ludzi
                        > niewierzących. Jakoś dają sobie z tym radę. Raz lepiej, raz
                        gorzej. Jednym jest
                        > do wyjścia z kryzysu potrzebny Bóg, inni sobie radzą inaczej,
                        czując, że
                        > wzywanie Boga na pomoc byłoby nieszczere i niecelowe. Szczerze
                        mówiąc to trochę
                        > się dziwię, że tak oczywiste sprawy, jak panującą w życiu
                        różnorodność trzeba
                        > ciągle tłumaczyć...

                        A jednak wszelakie badania, a takze psycholodzy mówia,ze ludzie
                        wierzacy radza sobie duzo,duzo lepiej w cierpieniu, takze z problem
                        smierci. To sa fakty. Zresztą widze to w zyciu, człowiek niewierzacy
                        pozbawia sam siebie czegos bardzo bardzo wartosciowego i nie chodzi
                        mi tu tylko o wiare "po katolicku"
                        >
                        >
                        > > Co rozumiesz przez tą "jakość"?
                        >
                        > Przez jakość życia rozumiem spokój wewnętrzny, postępowanie zgodne
                        ze swoimi
                        > przekonaniami, życzliwość, dostrzeganie piękna życia, a nie tylko
                        i wyłącznie
                        > samobiczowanie, że pozwoliłem się sobie uśmiechnąć, gdy wokół same
                        wojny,
                        > powodzie i aborcje, szczerość, wreszcie - miłość do bliskiej
                        osoby. Podejrzewam
                        > ,
                        > że w moim przypadku odwzajemnioną ;-)

                        No to tutaj sie nie róznimy. Tylko wykonastwo bez samokrytyki i
                        ciaglego rozwoju,(która Ty nazywasz samobiczowaniem?) moze byc
                        kiepskie....
                        >
                        >
                        > >
                        > > Zate
                        > > > m
                        > > > jakość życia nie jest zależna od wiary, ale od natury,
                        mentalności
                        > > i zdrowia
                        > > > człowieka.
                        > >
                        > > Zauwaz,ze wszytskie te rzeczy sa sprawą zmienną...
                        >
                        > Owszem, wszystko się zmienia. Zwłaszcza życie, własne
                        doświadczenie, zdrowie,
                        > upływ czasu. Czego to ma dowodzić, skoro to takie oczywiste?
                        >
                        >
                        > > Nie wiem. nie czytam postów anny.1, niestety nie mam tyle czasu
                        aby
                        > > wszytsko czytac. Na pewno bładzacy ,szukajacy człowiek przezywa
                        > > jakies cierpienia. Dojrzewanie boli,ale to dobrze ze czlowiek
                        > > decyduje się na poszukiwanie i dojrzewanie. Głupio całe zycie
                        byc
                        > > przedszkolakiem,który w ieku 50- lat nadal o zyciu nic nie wie i
                        nie
                        > > wie o co w nim chodzi...
                        >
                        > Przykład anny.1 dałem, żebyśmy wiedzieli o jakie postawy chodzi.
                        Ja też nie
                        > czytam wszytskich jej wypowiedzi, ale włos mi na głowie się
                        podnosi, gdy sobie
                        > wyobrażę, że można tak naprawdę myśleć. Dla mnie to niepowetowana
                        strata życia.

                        Byc moze. Dlatego ja wolałabym byc czlowiekiem niewierzącym niz byc
                        w jakiejs sekcie czy tworzyc wlasna religię. W przypadku anny chyba
                        mamy własnie do czynienia z tym drugim...? Dla mnie -czlowieka
                        znajacego chrzescijanstwo jest ono bardzo madre-miedzy innymi
                        dlatego ,ze przeproiwadzone i przemyslane na wlasnej skórze przez
                        szereg madrcyh ludzi przez tysiace lat...
                        " Prywatna " religia moze zaszkodzic, podobnie jak
                        np. "prywatna" ,nie fachowa psychoterpia...


                        > Bo - powtórzę - życie to głównie dążenie do szczęścia, a nie
                        dążenie do
                        > cierpienia.

                        Oczywisie ,ze tak:)

                        Tym bardziej, że fundowanego samemu sobie i na własne zyczenie.

                        Ciesze, sie ,ze mamy wspólne poglady na tak wiele spraw..:))))
                        Benedykt XVI zawsze mawia,ze wiara ma nam dawac radosc i pełnie
                        zycia a nie nas zniewalac:)

                        I
                        > masz całkowitą rację - głupio żyć jakimiś ułudami, gdy się ma 50
                        lat.
                        >
                        > A Ty wiesz o co chodzi w życiu?

                        Caly czas sie dowiaduje ale juz "wgłab"
                        >
                        >
                        > > I na tym tez polega wolnosc ,aby wartosciowac rzeczy nie w
                        zalenosci
                        > > kto je mówi ,ale jaką same w sobie mają wartosc. Juz tu
                        widac ,ze
                        > > nie masz wewnatrznej wolnosci.
                        > > Czlowiek wolny powie: "co mówiesz i dlaczego tak mówisz" ,a
                        czlowiek
                        > > zniewolony"powiedz mi kim jestes to od razu powiem Ci czy masz
                        > > rację" Ten drugi w dodatku jest leniwy i bezmyslny....
                        >
                        > Zupełnie nie rozumiem dlaczego nie mam wewnętrznej wolności. Co to
                        jest?

                        Wolnosc wenatrzna moga zabrac rózne zniewolenia. Jednym z nich jest
                        wartosciowanie czlowieka ze wzgledu na to kim jest czyli tzw.
                        uprzedzenia. Np. jestes ksiadzem? Nie wazne czy
                        dobrym ,zlym ,mdarym ,glupim, czy byc mi np, pomógl i uratował
                        zycie..bo ja z moich uprzedzen wiem ,ze jestes kims złym. To jest
                        zniewolenie przez własne uprzedzenia. Działa oczywiscie w
                        druga ,własciwie w kazdą strone: "jestes niewierzcy?To co Ty mi
                        mozesz powiedziec?" Oczywiscie,ze kazdy ,moze powiedziec madrze albo
                        głupio-najpierw trzeba wysłuchac. I to jest wolnosc wewnetrzna czyli
                        pewna gotowoc, otwartosc nie skazoną zadną namietnoscią. To tylko
                        jeden z typów wolnosci.

                        Czy to
                        > wolność własnego postępowania czy też może nieograniczona wolność
                        myśli? Czy ni
                        > e
                        > uważasz, że większą wartością jest wewnętrzne przekonanie, że w
                        jakiś sposób
                        > należy postępować niż to, że należy w jakiś sposób postępować, bo
                        nas spotka ka
                        > ra?

                        Oczywiscie i to pierwsze jest chrzescijanskim mysleniem ,a nie to
                        drugie. Pismo sw. mówi,ze ten kto się boi kary nie wydoskonalił sie
                        w miłosci. Chrzescijanstwo to posępowanie z miłosci do siebie samego
                        i drugiego człowieka ,a nie strach przed konsekwencjami zła, choc te
                        oczywiscie sa i to sa fakty,nie kwestia wiary. Skoro np. kogos
                        okradniesz to pójdziesz do wiezienia ,ale nie kradniesz bo jestes
                        uczciwym czlowiekiem i chcesz dobra drugiego człowieka,a nie ze
                        strachu przed wiezieniem(choc ewentualne wiezienie jest faktem po
                        złym czynie)...
                        Tak naprawde nawet nie wiesz,ze jestes mentalnie
                        chrzescijanienem ..no powiedzmy w 75%(?);)
                        >
                        • muerte2 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 12:31
                          mala.mi74 napisała:


                          > A jednak wszelakie badania, a takze psycholodzy mówia,ze ludzie
                          > wierzacy radza sobie duzo,duzo lepiej w cierpieniu, takze z problem
                          > smierci. To sa fakty.

                          Wybacz, ale dla mnie badania stwierdzające, że generalnie lepiej żyje się
                          wierzącym niż niewierzącym są absolutnie bezwartościowe. Radzenie sobie z życiem
                          to ściśle indywidualna sprawa. Nie da się tego uogólnić.
                          Po raz tysięczny powtórzę też, że mam świadomość, iż wiara to nic złego. Jeżeli
                          jest komuś pomocna, to niech wierzy i korzysta z jej pomocy. Przeciwny jestem
                          tylko uznawaniu za fakt, że w każdym przypadku ma moc sprawczą. Wiara musi do
                          człowieka przyjść sama. Nie da się trenować wiary, wmawiać sobie, że się wierzy
                          itp. To jest zatruwanie umysłu, o którym mówiłem.


                          Zresztą widze to w zyciu, człowiek niewierzacy
                          > pozbawia sam siebie czegos bardzo bardzo wartosciowego i nie chodzi
                          > mi tu tylko o wiare "po katolicku"

                          Dla Ciebie wartościowe jest poznawanie Boga - dla mnie szczególny rodzaj
                          spojrzenia bliskiej mi osobie, tu i teraz.

                          > >
                          > > > Co rozumiesz przez tą "jakość"?
                          > >
                          > > Przez jakość życia rozumiem spokój wewnętrzny, postępowanie zgodne
                          > ze swoimi
                          > > przekonaniami, życzliwość, dostrzeganie piękna życia, a nie tylko
                          > i wyłącznie
                          > > samobiczowanie, że pozwoliłem się sobie uśmiechnąć, gdy wokół same
                          > wojny,
                          > > powodzie i aborcje, szczerość, wreszcie - miłość do bliskiej
                          > osoby. Podejrzewam
                          > > ,
                          > > że w moim przypadku odwzajemnioną ;-)
                          >
                          > No to tutaj sie nie róznimy. Tylko wykonastwo bez samokrytyki i
                          > ciaglego rozwoju,(która Ty nazywasz samobiczowaniem?) moze byc
                          > kiepskie....

                          Może, ale nie musi. Dopuść do siebie świadomość różnorodności przeżyć duchowych.


                          > Byc moze. Dlatego ja wolałabym byc czlowiekiem niewierzącym niz byc
                          > w jakiejs sekcie czy tworzyc wlasna religię. W przypadku anny chyba
                          > mamy własnie do czynienia z tym drugim...? Dla mnie -czlowieka
                          > znajacego chrzescijanstwo jest ono bardzo madre-miedzy innymi
                          > dlatego ,ze przeproiwadzone i przemyslane na wlasnej skórze przez
                          > szereg madrcyh ludzi przez tysiace lat...
                          > " Prywatna " religia moze zaszkodzic, podobnie jak
                          > np. "prywatna" ,nie fachowa psychoterpia...

                          Ja jestem niewierzący, ale nie jest to jakaś fanaberia, tylko uczciwe przyznanie
                          się, że nic nie czuję. Mój światopogląd tłumaczy wszystko, czego doświadczam,
                          nie przez pryzmat religijności.



                          > > Bo - powtórzę - życie to głównie dążenie do szczęścia, a nie
                          > dążenie do
                          > > cierpienia.

                          > Ciesze, sie ,ze mamy wspólne poglady na tak wiele spraw..:))))
                          > Benedykt XVI zawsze mawia,ze wiara ma nam dawac radosc i pełnie
                          > zycia a nie nas zniewalac:)

                          No, proszę! Czyli można dochodzić do szczęścia różnymi drogami. Nie tylko
                          poprzez wiarę ;-)


                          > Tak naprawde nawet nie wiesz,ze jestes mentalnie
                          > chrzescijanienem ..no powiedzmy w 75%(?);)

                          Kurczę, a tak starałem się ukrywać swoje mentalne chrześcijaństwo ;-)
                          Droga mala.mi74. Nigdy nie posunąłbym się do stwierdzenia, że chrześcijanstwo to
                          zło wcielone. Dla mnie to piękna idea miłości. Jedynie tylko cyklicznie i
                          sukcesywnie profanowana przez ludzi. Zwłaszcza tych, którzy zauważyli, że można
                          z chrześcijaństwa czerpać wymierne korzyści. Osobiście odrzucam całą
                          instytucjonalną otoczkę chrześcijaństwa oraz wiarę w Boga intencjonalnego i
                          wpływającego w jakiś realny sposób na cżłowieka.
                          Chrześcijaństwo dla mnie to tylko i wyłącznie miłość do drugiego człowieka i
                          parę jeszcze zasad o charakterze moralnym.

                          Jak wyliczyłaś wskaźnik procentowy mojego chrześcijaństwa? ;-)
                          • mala.mi74 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 12:56
                            muerte2 napisał:

                            > mala.mi74 napisała:
                            >
                            >
                            > > A jednak wszelakie badania, a takze psycholodzy mówia,ze ludzie
                            > > wierzacy radza sobie duzo,duzo lepiej w cierpieniu, takze z
                            problem
                            > > smierci. To sa fakty.
                            >
                            > Wybacz, ale dla mnie badania stwierdzające, że generalnie lepiej
                            żyje się
                            > wierzącym niż niewierzącym są absolutnie bezwartościowe. Radzenie
                            sobie z życie
                            > m
                            > to ściśle indywidualna sprawa.

                            Zalezy co rozumiesz pod słowem " radzenie sobie z zyciem". Moze
                            badania sa dla Ciebie nieprzekonywujace ,ale one sa po prostu
                            faktem. Duzo łatwiej np. z nalogów wyjsc ludziom wierzacym,duzo
                            łatwiej im przebaczac, pozbywac sie róznych "smieci " wewnętrznych z
                            zycia...

                            Nie da się tego uogólnić.
                            > Po raz tysięczny powtórzę też, że mam świadomość, iż wiara to nic
                            złego. Jeżeli
                            > jest komuś pomocna, to niech wierzy i korzysta z jej pomocy.
                            Przeciwny jestem
                            > tylko uznawaniu za fakt, że w każdym przypadku ma moc sprawczą.
                            Wiara musi do
                            > człowieka przyjść sama. Nie da się trenować wiary, wmawiać sobie,
                            że się wierzy
                            > itp. To jest zatruwanie umysłu, o którym mówiłem.

                            A to co innego. Czym innym, jest w jaki sposób ona przychodzi ,a
                            czym innym co powoduje. Mysle ze tez ,ze wiara wierze nierowna.
                            Przeciez najwazniejsze jest w co człowieka wierzy,a nie czy...
                            >
                            >
                            > Zresztą widze to w zyciu, człowiek niewierzacy
                            > > pozbawia sam siebie czegos bardzo bardzo wartosciowego i nie
                            chodzi
                            > > mi tu tylko o wiare "po katolicku"
                            >
                            > Dla Ciebie wartościowe jest poznawanie Boga - dla mnie szczególny
                            rodzaj
                            > spojrzenia bliskiej mi osobie, tu i teraz.

                            to się nie wyklucza,wprost przeciwnie.
                            >
                            > > >
                            > > > > Co rozumiesz przez tą "jakość"?
                            > > >
                            > > > Przez jakość życia rozumiem spokój wewnętrzny, postępowanie
                            zgodne
                            > > ze swoimi
                            > > > przekonaniami, życzliwość, dostrzeganie piękna życia, a nie
                            tylko
                            > > i wyłącznie
                            > > > samobiczowanie, że pozwoliłem się sobie uśmiechnąć, gdy wokół
                            same
                            > > wojny,
                            > > > powodzie i aborcje, szczerość, wreszcie - miłość do bliskiej
                            > > osoby. Podejrzewam
                            > > > ,
                            > > > że w moim przypadku odwzajemnioną ;-)
                            > >
                            > > No to tutaj sie nie róznimy. Tylko wykonastwo bez samokrytyki i
                            > > ciaglego rozwoju,(która Ty nazywasz samobiczowaniem?) moze byc
                            > > kiepskie....
                            >
                            > Może, ale nie musi. Dopuść do siebie świadomość różnorodności
                            przeżyć duchowych

                            Dopuszczam,tylko nie rozumiem chyba w jakim kontekscie to piszesz..?
                            > .
                            >
                            >
                            > > Byc moze. Dlatego ja wolałabym byc czlowiekiem niewierzącym niz
                            byc
                            > > w jakiejs sekcie czy tworzyc wlasna religię. W przypadku anny
                            chyba
                            > > mamy własnie do czynienia z tym drugim...? Dla mnie -czlowieka
                            > > znajacego chrzescijanstwo jest ono bardzo madre-miedzy innymi
                            > > dlatego ,ze przeproiwadzone i przemyslane na wlasnej skórze
                            przez
                            > > szereg madrcyh ludzi przez tysiace lat...
                            > > " Prywatna " religia moze zaszkodzic, podobnie jak
                            > > np. "prywatna" ,nie fachowa psychoterpia...
                            >
                            > Ja jestem niewierzący, ale nie jest to jakaś fanaberia, tylko
                            uczciwe przyznani
                            > e
                            > się, że nic nie czuję. Mój światopogląd tłumaczy wszystko, czego
                            doświadczam,
                            > nie przez pryzmat religijności.

                            To wiem. No i? Swoja drogą przyjrzałabym się Twojemu wychowaniu? Nie
                            było w nim nic z religijnych zasad? Wychowywałes się na bezludnej
                            wyspie?;)
                            >
                            >
                            > > > Bo - powtórzę - życie to głównie dążenie do szczęścia, a nie
                            > > dążenie do
                            > > > cierpienia.

                            Juz się zgodziłam.
                            >
                            > > Ciesze, sie ,ze mamy wspólne poglady na tak wiele spraw..:))))
                            > > Benedykt XVI zawsze mawia,ze wiara ma nam dawac radosc i pełnie
                            > > zycia a nie nas zniewalac:)
                            >
                            > No, proszę! Czyli można dochodzić do szczęścia różnymi drogami.
                            Nie tylko
                            > poprzez wiarę ;-)

                            Zalezy co rozumiesz przez słowo szczescie...
                            >
                            >
                            > > Tak naprawde nawet nie wiesz,ze jestes mentalnie
                            > > chrzescijanienem ..no powiedzmy w 75%(?);)
                            >
                            > Kurczę, a tak starałem się ukrywać swoje mentalne
                            chrześcijaństwo ;-)
                            > Droga mala.mi74. Nigdy nie posunąłbym się do stwierdzenia, że
                            chrześcijanstwo t
                            > o
                            > zło wcielone. Dla mnie to piękna idea miłości. Jedynie tylko
                            cyklicznie i
                            > sukcesywnie profanowana przez ludzi. Zwłaszcza tych, którzy
                            zauważyli, że można
                            > z chrześcijaństwa czerpać wymierne korzyści. Osobiście odrzucam
                            całą
                            > instytucjonalną otoczkę chrześcijaństwa oraz wiarę w Boga
                            intencjonalnego i
                            > wpływającego w jakiś realny sposób na cżłowieka.
                            > Chrześcijaństwo dla mnie to tylko i wyłącznie miłość do drugiego
                            człowieka i
                            > parę jeszcze zasad o charakterze moralnym.

                            Nie ma chrzescijanstwa bez Boga. Bez Boga jest co najwyzej
                            etyka ,tylko na jakich zasadach ją kształtowac?
                            Co do instytucji-ja tak Koscioła nie odbieram, po prostu realnie
                            wiem,ze wspólnota wierzcaych liczaca póltora miliarda ludzi róznych
                            narodowosci, kultur, zwyczajów, historii musi miec jakies okresone
                            zasady, jaks władze, hierarchie, porzadek.Jak kazda wspólnota:
                            naród, rodzina itd....
                            Co do naduzyc tam gdzie ludzie tam i naduzycia ,ale to nie uwłacza
                            wartosci samych eee...wartosci;) i zasad. Np. błedy w miłosci nie
                            kompromituja jej samej,ale człowieka,kóry jest ograniczony i czasem
                            się myli w jej realizacji.
                            >
                            > Jak wyliczyłaś wskaźnik procentowy mojego chrześcijaństwa? ;-)

                            Ile masz pogladów chrzescijanskich ,a ile nie. Twój brak wiary w
                            osobowego Boga (albo dosc okrojony Jego obraz)nie przeszkadza w
                            duzej czesci myslec jak chrzescijanin, co nie jest takie oczywiste.
                            Dla człwoieka wychowanego w rodzinie katolickiej, w kraju od 1000
                            lat chrzescijanskim łatwo mówiac o wlasnym "moralnym" ateiźmie jesli
                            nie ma porównania z kultura innych ludzi,ktorzy nie byli w takiej
                            (chrzescijanskiej) mentalnosci wychowywani...
                            Np. jak człowiek pojedzie do Pakistanu czy nawet do Meksyku, gdzie
                            bardziej wsrod ludu rozpowszechnione jest poganstwo niz
                            chrzescijanstwo to dziekuje Bogu na kolanach gdzie się wychował...
                            • muerte2 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 13:35
                              mala.mi74 napisała:

                              > Zalezy co rozumiesz pod słowem " radzenie sobie z zyciem". Moze
                              > badania sa dla Ciebie nieprzekonywujace ,ale one sa po prostu
                              > faktem. Duzo łatwiej np. z nalogów wyjsc ludziom wierzacym,duzo
                              > łatwiej im przebaczac, pozbywac sie róznych "smieci " wewnętrznych z
                              > zycia...

                              Właśnie! "Zależy co przez to rozumiemy" - dla mnie to najważniejsza przeszkoda w
                              porozumieniu, jeżeli mówimy o sprawach wiary. każdy rozumie ją inaczej, inaczej
                              postrzega Boga. Zrozumienie następuje jedynie w pojmowaniu zasad moralnych.
                              Dlatego też cały spór powinien ograniczać się do jednego zdania - wierzcie albo
                              nie wierzcie, jak komu wygodniej ;-)


                              > To wiem. No i? Swoja drogą przyjrzałabym się Twojemu wychowaniu? Nie
                              > było w nim nic z religijnych zasad? Wychowywałes się na bezludnej
                              > wyspie?;)

                              Nie byłem na bezludnej wyspie i tzw. wartości chrześcijańskich mam w sobie
                              całkiem sporo. Najlepsze jednak było to, że mogłem o sobie decydować od kiedy
                              pamiętam. A jeśli się o sobie decyduje, to się dokonuje wyborów. Mój był taki, a
                              nie inny. Wiem, wiem - zaraz powiesz, że pewnie nie wiedziałem w młodym wieku co
                              jest dla mnie dobre, wybrałem źle i teraz za bardzo w związku z tym oddaliłem
                              się od Boga ;-)


                              > Zalezy co rozumiesz przez słowo szczescie...


                              Tak, zalezy co rozumiem przez jakies płynne pojęcie... Szczęście, wiara,
                              cierpienie - to bardzo niedookreślone pojęcia i każdy postrzega je inaczej.

                              > Nie ma chrzescijanstwa bez Boga. Bez Boga jest co najwyzej
                              > etyka ,tylko na jakich zasadach ją kształtowac?

                              Ej, nie przesadzaj, że gdyby nie było chrześcijaństwa to tylko byłaby pusta i
                              spalona ziemia! Czy wszystko w życiu wyprowadzasz z chrześcijaństwa? Kupując
                              drewnianą szafę masz przed oczyma, że Józef był cieślą? ;-)


                              > Co do instytucji-ja tak Koscioła nie odbieram, po prostu realnie
                              > wiem,ze wspólnota wierzcaych liczaca póltora miliarda ludzi róznych
                              > narodowosci, kultur, zwyczajów, historii musi miec jakies okresone
                              > zasady, jaks władze, hierarchie, porzadek.Jak kazda wspólnota:
                              > naród, rodzina itd....
                              > Co do naduzyc tam gdzie ludzie tam i naduzycia ,ale to nie uwłacza
                              > wartosci samych eee...wartosci;) i zasad. Np. błedy w miłosci nie
                              > kompromituja jej samej,ale człowieka,kóry jest ograniczony i czasem
                              > się myli w jej realizacji.

                              Może masz rację. Ja jednak czuję rezerwę, gdy mam do czynienia z instytucjami. Z
                              tak ostatnio kompromitowaną jak kościół - tym bardziej. Tym bardziej, że to
                              właśnie od kościoła oczekuję najwyższych standardów. Jezeli kościół się
                              skompromituje - dla mnie traci legitymację do wskazywania mi drogi duchowej.
                              • mala.mi74 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 14:44
                                muerte2 napisał:

                                > mala.mi74 napisała:
                                >
                                > > Zalezy co rozumiesz pod słowem " radzenie sobie z zyciem". Moze
                                > > badania sa dla Ciebie nieprzekonywujace ,ale one sa po prostu
                                > > faktem. Duzo łatwiej np. z nalogów wyjsc ludziom wierzacym,duzo
                                > > łatwiej im przebaczac, pozbywac sie róznych "smieci "
                                wewnętrznych z
                                > > zycia...
                                >
                                > Właśnie! "Zależy co przez to rozumiemy" - dla mnie to
                                najważniejsza przeszkoda
                                > w
                                > porozumieniu, jeżeli mówimy o sprawach wiary. każdy rozumie ją
                                inaczej, inaczej
                                > postrzega Boga. Zrozumienie następuje jedynie w pojmowaniu zasad
                                moralnych.
                                > Dlatego też cały spór powinien ograniczać się do jednego zdania -
                                wierzcie albo
                                > nie wierzcie, jak komu wygodniej ;-)

                                Nie jestem pewna czy "wygoda" zawsze prowadzi w dobrym kierunku...
                                Wygodniej jest się nie uczyc,nie isc do pracy, nie zakładac rodziny,
                                nie kochac tez jest wygodniej..;)
                                >
                                >
                                > > To wiem. No i? Swoja drogą przyjrzałabym się Twojemu wychowaniu?
                                Nie
                                > > było w nim nic z religijnych zasad? Wychowywałes się na
                                bezludnej
                                > > wyspie?;)
                                >
                                > Nie byłem na bezludnej wyspie i tzw. wartości chrześcijańskich mam
                                w sobie
                                > całkiem sporo. Najlepsze jednak było to, że mogłem o sobie
                                decydować od kiedy
                                > pamiętam. A jeśli się o sobie decyduje, to się dokonuje wyborów.
                                Mój był taki,
                                > a
                                > nie inny. Wiem, wiem - zaraz powiesz, że pewnie nie wiedziałem w
                                młodym wieku c
                                > o
                                > jest dla mnie dobre, wybrałem źle i teraz za bardzo w związku z
                                tym oddaliłem
                                > się od Boga ;-)

                                Myslę że ,ze ktos Cię niedoinformował. To nie Twoja wina.
                                >
                                >
                                > > Zalezy co rozumiesz przez słowo szczescie...
                                >
                                >
                                > Tak, zalezy co rozumiem przez jakies płynne pojęcie... Szczęście,
                                wiara,
                                > cierpienie - to bardzo niedookreślone pojęcia i każdy postrzega je
                                inaczej.
                                >
                                > > Nie ma chrzescijanstwa bez Boga. Bez Boga jest co najwyzej
                                > > etyka ,tylko na jakich zasadach ją kształtowac?
                                >
                                > Ej, nie przesadzaj, że gdyby nie było chrześcijaństwa to tylko
                                byłaby pusta i
                                > spalona ziemia! Czy wszystko w życiu wyprowadzasz z
                                chrześcijaństwa? Kupując
                                > drewnianą szafę masz przed oczyma, że Józef był cieślą? ;-)

                                Po prostu znam historię Europy....
                                >
                                >
                                > > Co do instytucji-ja tak Koscioła nie odbieram, po prostu realnie
                                > > wiem,ze wspólnota wierzcaych liczaca póltora miliarda ludzi
                                róznych
                                > > narodowosci, kultur, zwyczajów, historii musi miec jakies
                                okresone
                                > > zasady, jaks władze, hierarchie, porzadek.Jak kazda wspólnota:
                                > > naród, rodzina itd....
                                > > Co do naduzyc tam gdzie ludzie tam i naduzycia ,ale to nie
                                uwłacza
                                > > wartosci samych eee...wartosci;) i zasad. Np. błedy w miłosci
                                nie
                                > > kompromituja jej samej,ale człowieka,kóry jest ograniczony i
                                czasem
                                > > się myli w jej realizacji.
                                >
                                > Może masz rację. Ja jednak czuję rezerwę, gdy mam do czynienia z
                                instytucjami.
                                > Z
                                > tak ostatnio kompromitowaną jak kościół - tym bardziej. Tym
                                bardziej, że to
                                > właśnie od kościoła oczekuję najwyższych standardów. Jezeli
                                kościół się
                                > skompromituje - dla mnie traci legitymację do wskazywania mi drogi
                                duchowej.

                                Tylko to duze uogólnienie. "Kosciół"-przeciez to póltora milarda
                                ludzi! To kolejne zniewolenie- ocena jakiejs instytucji na postwie
                                kilku czy kilkunastu postaw (tych złych oczywiscie). Zobacz- dla
                                ludzi tu piszacych Kosciól to Rydzyk, Jankowski, ksiadz z Tylawy
                                (których w dodatku osobiscie nie znają,tylko z mediów ). Dla mnie
                                Kosciól to Benedykt XVI, o. Ivan M. Rupnik,o. Michał Zioło, sp. o.
                                rafał Skibinski, mój były spowiednik, moja wspólnota swiecka(tez
                                shierarchizowana), Iwonka, Tomek- kupa ludzi dzieki kórym
                                zawdzieczam mase dobrych rzeczy . Co nie znaczy ,ze nie widze takze
                                zła w Kosciele, nawet z nim nie walcze,ale bez infantylizmu: tam
                                gdzie ludzie tam i grzechy i czarne owce itd.
                                Szkoda,ze tak chetnie i łatwo usprawiedliwiamy siebie z grzechów ,a
                                tak niemiłosiernie odmawiamy tego innym....
                                • muerte2 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 16:16
                                  mala.mi74 napisała:

                                  > Nie jestem pewna czy "wygoda" zawsze prowadzi w dobrym kierunku...
                                  > Wygodniej jest się nie uczyc,nie isc do pracy, nie zakładac rodziny,
                                  > nie kochac tez jest wygodniej..;)

                                  Wygodniej - w sensie: robić to, do czego ma się wewnętrzne przekonanie w kwestii
                                  wiary.
                                  Co do niekochania miałbym poważne wątpliwości. Mimo że nie kochać jest
                                  faktycznie wygodniej, to akurat w tej sferze gotów jestem znosić niewygodę ;-)


                                  > Myslę że ,ze ktos Cię niedoinformował. To nie Twoja wina.

                                  Zapewniam Cię, że miałem dostęp do szerokiej informacji. Po prostu nie zdarzyło
                                  się nic w moim życiu, co dałoby mi cokolwiek do myślenia, że mój światopogląd w
                                  sferze wiary jest błędny. Oczywiście mogę się mylić i kiedyś zmienić swój
                                  stosunek do wiary. Ale nie dziś. Dzisiaj jestem zatwardziałym ateistą. Podobnie
                                  - z drugiej strony - możecie się również mylić wszyscy Wy, wierzący.

                                  > Tylko to duze uogólnienie. "Kosciół"-przeciez to póltora milarda
                                  > ludzi! To kolejne zniewolenie- ocena jakiejs instytucji na postwie
                                  > kilku czy kilkunastu postaw (tych złych oczywiscie). Zobacz- dla
                                  > ludzi tu piszacych Kosciól to Rydzyk, Jankowski, ksiadz z Tylawy
                                  > (których w dodatku osobiscie nie znają,tylko z mediów ). Dla mnie
                                  > Kosciól to Benedykt XVI, o. Ivan M. Rupnik,o. Michał Zioło, sp. o.
                                  > rafał Skibinski, mój były spowiednik, moja wspólnota swiecka(tez
                                  > shierarchizowana), Iwonka, Tomek- kupa ludzi dzieki kórym
                                  > zawdzieczam mase dobrych rzeczy . Co nie znaczy ,ze nie widze takze
                                  > zła w Kosciele, nawet z nim nie walcze,ale bez infantylizmu: tam
                                  > gdzie ludzie tam i grzechy i czarne owce itd.
                                  > Szkoda,ze tak chetnie i łatwo usprawiedliwiamy siebie z grzechów ,a
                                  > tak niemiłosiernie odmawiamy tego innym....

                                  Błagam, nie równaj mnie z modelowym czytelnikiem Faktu lub Super Ekspresu! Mam
                                  świadomość, że życie jest dużo bardziej różnobarwne i wiem, że uogólnianie
                                  negatywne przez pryzmat jednego przypadku jest niewłaściwe. Tyle tylko, że mam
                                  wątpliwości co do zasadności samej idei kościoła jako instytucji. Wiem, że
                                  zapewne w społeczności kościelnej jest mnóstwo pięknych postaci - ale ja nie
                                  zgadzam się co do zasady. Irytuje mnie, że kościół zajmuje się czym innym niż
                                  duszpasterstwem. Nie zgadzam się na celibat - jakkolwiek by go nie uzasadniać.
                                  Nie godzę się na pouczanie w sprawach rodzinnych przez mężczyznę znającego tylko
                                  teorię i filozoficzno-teologiczne definicje. Po prostu nie mam do niego
                                  zaufania. Nie wspominam tu nawet o typach pokroju Rydzyk. To nie o niego nawet
                                  chodzi. Chodzi o moje przekonanie, że ksiądz jest tak naprawdę uzurpatorem. ja
                                  wewnętrznie nie wierzę, że on został namaszczony do kontaktu z Bogiem. Dla mnie
                                  to ludzie, którzy poszli za powołaniem, lekkim życiem lub z ciekawości.
                                  Instytucja księdza w takim kształcie, jak dzisiaj, jest dla mnie nie do przyjęcia.
                                  Powtórzę - dla mnie chrześcijaństwo jest równoznaczne z nakazem kierowania się
                                  miłością. Bez znaczenia czy ten nakaz pochodzi od Boga, diabła, człowieka czy
                                  pogańskich wierzeń. Bóg, matka boska, biblia - to tylko wytwory kultury
                                  starożytnej z naleciałościami ludycznymi. Nic więcej. Bez żadnej mocy sprawczej
                                  Boga i bez jego obecności w życiu wszechświata. Czy możesz mi określić jakoś
                                  Boga - z grubsza, żebyśmy wiedzieli o czym w ogóle mówimy? Każesz mi wierzyć -
                                  ale pytam po raz setny - w co?
                                  • mala.mi74 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 17:26
                                    muerte2 napisał:

                                    > mala.mi74 napisała:
                                    >
                                    > > Nie jestem pewna czy "wygoda" zawsze prowadzi w dobrym
                                    kierunku...
                                    > > Wygodniej jest się nie uczyc,nie isc do pracy, nie zakładac
                                    rodziny,
                                    > > nie kochac tez jest wygodniej..;)
                                    >
                                    > Wygodniej - w sensie: robić to, do czego ma się wewnętrzne
                                    przekonanie w kwesti
                                    > i
                                    > wiary.
                                    > Co do niekochania miałbym poważne wątpliwości. Mimo że nie kochać
                                    jest
                                    > faktycznie wygodniej, to akurat w tej sferze gotów jestem znosić
                                    niewygodę ;-)

                                    Hm..czyli im cos ma wiekszą wartosc tym chetniej znosisz niewygode?
                                    Widzisz..to tez tlumaczy dlaczego ludzie przestrzegają roznych
                                    przykazan...
                                    >
                                    >
                                    > > Myslę że ,ze ktos Cię niedoinformował. To nie Twoja wina.
                                    >
                                    > Zapewniam Cię, że miałem dostęp do szerokiej informacji. Po prostu
                                    nie zdarzyło
                                    > się nic w moim życiu, co dałoby mi cokolwiek do myślenia, że mój
                                    światopogląd w
                                    > sferze wiary jest błędny. Oczywiście mogę się mylić i kiedyś
                                    zmienić swój
                                    > stosunek do wiary. Ale nie dziś. Dzisiaj jestem zatwardziałym
                                    ateistą. Podobnie
                                    > - z drugiej strony - możecie się również mylić wszyscy Wy,
                                    wierzący.

                                    Hm..ja akurat mam porownanie, bo wychowywałam się w rodzinie
                                    niepraktykujacej i raczej niewierzacej. Wiem znam dwie strony
                                    monety...

                                    >
                                    > > Tylko to duze uogólnienie. "Kosciół"-przeciez to póltora milarda
                                    > > ludzi! To kolejne zniewolenie- ocena jakiejs instytucji na
                                    postwie
                                    > > kilku czy kilkunastu postaw (tych złych oczywiscie). Zobacz- dla
                                    > > ludzi tu piszacych Kosciól to Rydzyk, Jankowski, ksiadz z Tylawy
                                    > > (których w dodatku osobiscie nie znają,tylko z mediów ). Dla
                                    mnie
                                    > > Kosciól to Benedykt XVI, o. Ivan M. Rupnik,o. Michał Zioło, sp.
                                    o.
                                    > > rafał Skibinski, mój były spowiednik, moja wspólnota swiecka(tez
                                    > > shierarchizowana), Iwonka, Tomek- kupa ludzi dzieki kórym
                                    > > zawdzieczam mase dobrych rzeczy . Co nie znaczy ,ze nie widze
                                    takze
                                    > > zła w Kosciele, nawet z nim nie walcze,ale bez infantylizmu: tam
                                    > > gdzie ludzie tam i grzechy i czarne owce itd.
                                    > > Szkoda,ze tak chetnie i łatwo usprawiedliwiamy siebie z
                                    grzechów ,a
                                    > > tak niemiłosiernie odmawiamy tego innym....
                                    >
                                    > Błagam, nie równaj mnie z modelowym czytelnikiem Faktu lub Super
                                    Ekspresu! Mam
                                    > świadomość, że życie jest dużo bardziej różnobarwne i wiem, że
                                    uogólnianie
                                    > negatywne przez pryzmat jednego przypadku jest niewłaściwe. Tyle
                                    tylko, że mam
                                    > wątpliwości co do zasadności samej idei kościoła jako instytucji.

                                    A co przez to rozumiesz? Brak zasad, przykazan, wspolnoty,
                                    hierarchii, prawa np.kanonicznego?? Bo to niestety tworzy
                                    instytucje. Pocieszajace jest ,ze tylko dla niewielu ludzi z Koscoła
                                    Kosciól kojarzy się z instytucja- zdaje sie dla kilku procent.Wiec
                                    moze Kosciol wyglada na instytucje tylko w mediach, a nie w praktyce?


                                    Wiem, że
                                    > zapewne w społeczności kościelnej jest mnóstwo pięknych postaci -
                                    ale ja nie
                                    > zgadzam się co do zasady. Irytuje mnie, że kościół zajmuje się
                                    czym innym niż
                                    > duszpasterstwem.

                                    A co rozumiesz przez dusz-pasterstwo?

                                    Nie zgadzam się na celibat - jakkolwiek by go nie uzasadniać.

                                    Nie zgadzasz sie na to,ze ktos z jakichs powodow nie chce sie
                                    chajtac??? Jego sprawa!

                                    > Nie godzę się na pouczanie w sprawach rodzinnych przez mężczyznę
                                    znającego tylk
                                    > o
                                    > teorię i filozoficzno-teologiczne definicje.

                                    Ten mezczyzna był wychowywany w rodzinie-nie spadl z kosmosu. Poza
                                    tym ma doswidczenie pracy z ludzmi. Podobnie psychoterpeuta-przeciez
                                    nie musi miec wszelkich skrzywien osobowosciowych zeby dobrze
                                    poradzic i wyleczyc pacjenta. Nawet dobrze, ze nie ma, bo jest
                                    bardziej obiektywny. a co go wyroznia: no wlasnie wiedza teoretyczna
                                    i doswidczenie pracy z ludzmi. Oczywiscie nie kazdy jest dobrym
                                    psychoterpeuta nie kazdy dobrym ksiadzem. Tyle,ze glownym zdaniem
                                    ksiadza jest udzielanie sakramnetow,odprawianie mszy, modlitwa, a
                                    nie zabawa w psychologa-do tego sa swieccy doradcy rodzini w
                                    wiekszosci wikeszych parafii,sama znam takowych.

                                    Po prostu nie mam do niego
                                    > zaufania. Nie wspominam tu nawet o typach pokroju Rydzyk.

                                    O nie,nie zaczynaj z tym folklorem;)

                                    To nie o niego nawet
                                    > chodzi. Chodzi o moje przekonanie, że ksiądz jest tak naprawdę
                                    uzurpatorem. ja
                                    > wewnętrznie nie wierzę, że on został namaszczony do kontaktu z
                                    Bogiem.

                                    ja Ci mowie o Bogu i wierze..i co..tez jestem uzupatorem??


                                    Dla mnie
                                    > to ludzie, którzy poszli za powołaniem, lekkim życiem lub z
                                    ciekawości.

                                    Za powolaniem zgoda. Co do lekkiego zycia(brak rodziny,wlasnego
                                    mieszkania, posluszenstwo biskupowi co do miejsca pracy) to trudno
                                    się zgodzic. Podobnie z ciekwosci chyba musialby pojsc jakis
                                    masochista...

                                    > Instytucja księdza w takim kształcie, jak dzisiaj, jest dla mnie
                                    nie do przyjęc
                                    > ia.
                                    > Powtórzę - dla mnie chrześcijaństwo jest równoznaczne z nakazem
                                    kierowania się
                                    > miłością. Bez znaczenia czy ten nakaz pochodzi od Boga, diabła,
                                    człowieka czy
                                    > pogańskich wierzeń.

                                    Zgoda. Problem zaczyna sie wtdy gdy zaczynamy uszczególnac czym
                                    jest "miłosc"

                                    Bóg, matka boska, biblia - to tylko wytwory kultury
                                    > starożytnej z naleciałościami ludycznymi. Nic więcej.

                                    Oczywiscie ,ze religia tworzy jaks kulture,ale czemu tylko
                                    starozytna?Przeceiez istnieje odkad istnieje czlowiek i ma sie
                                    calkiem dobrze. czyli moze jest czyms naturalnym dla czlowieka?

                                    Bez żadnej mocy sprawczej
                                    > Boga i bez jego obecności w życiu wszechświata. Czy możesz mi
                                    określić jakoś
                                    > Boga - z grubsza, żebyśmy wiedzieli o czym w ogóle mówimy? Każesz
                                    mi wierzyć -
                                    > ale pytam po raz setny - w co?

                                    ja Ci nic nie karze...nie daj Boze...Przeciez nawet nie musimy
                                    gadac,no nie? Pogadajmy no. o lecie....:)
                                    :o)

                                    • muerte2 Re: Ostatni dzień życia! 12.06.08, 10:08
                                      mala.mi74 napisała:


                                      > Hm..czyli im cos ma wiekszą wartosc tym chetniej znosisz niewygode?
                                      > Widzisz..to tez tlumaczy dlaczego ludzie przestrzegają roznych
                                      > przykazan...

                                      Dziwi Cię, że na świecie istnieje coś z 6 miliardów systemów wartości i stąd
                                      różna gradacja przykazań?
                                      No i oczywiście im coś jest dla mnie cenniejsze, tym więcej jestem gotów
                                      poświęcić. Przecież to oczywiste! Więcej zrobię dla bliskiej sobie osoby niż np.
                                      dla płonącego obrazu św. Wojciecha. Czy innej błogosławionej.


                                      > Hm..ja akurat mam porownanie, bo wychowywałam się w rodzinie
                                      > niepraktykujacej i raczej niewierzacej. Wiem znam dwie strony
                                      > monety...

                                      Ja z kolei rodzinę mam bogobojną i dosyć praktykującą. Zatem nie ma to większego
                                      znaczenia dla religijnych wyborów. Po prostu wskutek własnych doświadczeń
                                      dokonujesz własnych wyborów i wiarę poddajesz krytyce. Czasem wiara tę krytykę
                                      wytrzymuje, czasem nie.

                                      > A co przez to rozumiesz? Brak zasad, przykazan, wspolnoty,
                                      > hierarchii, prawa np.kanonicznego?? Bo to niestety tworzy
                                      > instytucje. Pocieszajace jest ,ze tylko dla niewielu ludzi z Koscoła
                                      > Kosciól kojarzy się z instytucja- zdaje sie dla kilku procent.Wiec
                                      > moze Kosciol wyglada na instytucje tylko w mediach, a nie w praktyce?

                                      Ja w ogóle uważam, że do kultywowania wiary niepotrzebny jest kościół jako
                                      sformalizowana instytucja. Niepotrzebna jest cała ta dziedzina - wymagająca
                                      pomieszczeń, własnego systemu prawnego, finansów itp. Powtarzam to do znudzenia
                                      - wiara to sprawa prosta. Ty i Bóg. Wspólnota religijna to już dalsza sprawa.
                                      Podobnie jak kółko gospodyń wiejskich, FC Liverpool czy cokolwiek innego, co
                                      skupia ludzi. Do wierzenia nie jest Ci nic potrzebnego. Wierzysz i już spełniasz
                                      wszystko, czego Bóg od Ciebie oczekuje.

                                      Irytuje mnie, że kościół zajmuje się
                                      > czym innym niż
                                      > > duszpasterstwem.
                                      >
                                      > A co rozumiesz przez dusz-pasterstwo?

                                      Ja osobiście rozumiem przez to głoszenie miłości. W każdej dziedzinie życia. Ale
                                      nie uczestnictwo w polityce (często pod płaszczykiem wprowadzania standardów w
                                      tej niemoralnej dziedzinie) czy np. prowadzenie interesów finansowych.

                                      >
                                      > Nie zgadzam się na celibat - jakkolwiek by go nie uzasadniać.
                                      >
                                      > Nie zgadzasz sie na to,ze ktos z jakichs powodow nie chce sie
                                      > chajtac??? Jego sprawa!

                                      Nie, nie zgadzam się tylko, żeby młody człowiek stał przed dylematem - chcę
                                      podążać za Bogiem katolickim, ale nie sam, tylko z rodziną.

                                      >
                                      > > Nie godzę się na pouczanie w sprawach rodzinnych przez mężczyznę
                                      > znającego tylk
                                      > > o
                                      > > teorię i filozoficzno-teologiczne definicje.
                                      >
                                      > Ten mezczyzna był wychowywany w rodzinie-nie spadl z kosmosu. Poza
                                      > tym ma doswidczenie pracy z ludzmi. Podobnie psychoterpeuta-przeciez
                                      > nie musi miec wszelkich skrzywien osobowosciowych zeby dobrze
                                      > poradzic i wyleczyc pacjenta. Nawet dobrze, ze nie ma, bo jest
                                      > bardziej obiektywny. a co go wyroznia: no wlasnie wiedza teoretyczna
                                      > i doswidczenie pracy z ludzmi. Oczywiscie nie kazdy jest dobrym
                                      > psychoterpeuta nie kazdy dobrym ksiadzem. Tyle,ze glownym zdaniem
                                      > ksiadza jest udzielanie sakramnetow,odprawianie mszy, modlitwa, a
                                      > nie zabawa w psychologa-do tego sa swieccy doradcy rodzini w
                                      > wiekszosci wikeszych parafii,sama znam takowych.

                                      Owszem. Ale nie powiesz mi, że zakazywanie młodemu mężczyźnie realizowania się
                                      jako mężczyzna nie powoduje w nim negatywnych skutków. Z tego co piszesz wynika,
                                      że nie masz lepszego specjalisty od spraw wszelakich jak ksiądz. Nie dość, że
                                      wychował się w rodzinie i zna ją od podszewki, to jeszcze nie odrywa go od
                                      posługi żaden przyziemny problem i całą energię może poświęcić ludowi bożemu.
                                      Dodatkowo jest świetnie wykształcony i uczulony na wartości duchowe. Nic tylko
                                      ideał.
                                      Nie jest tak!

                                      >
                                      > Po prostu nie mam do niego
                                      > > zaufania. Nie wspominam tu nawet o typach pokroju Rydzyk.
                                      >
                                      > O nie,nie zaczynaj z tym folklorem;)

                                      Rydzyk to sprawny biznesmen i polityk. Postać jednocześnie interesująca i
                                      obrzydliwa.


                                      > To nie o niego nawet
                                      > > chodzi. Chodzi o moje przekonanie, że ksiądz jest tak naprawdę
                                      > uzurpatorem. ja
                                      > > wewnętrznie nie wierzę, że on został namaszczony do kontaktu z
                                      > Bogiem.
                                      >
                                      > ja Ci mowie o Bogu i wierze..i co..tez jestem uzupatorem??

                                      Nie, Ty nie Jesteś uzurpatorem. Chyba, że należysz do hierarchii kościelnej i
                                      mocą nadanego Ci prawa przez innych ludzi kościoła uważasz, że możesz w sprawach
                                      boskich więcej. Mówienie o Bogu i szerzej - o sprawach duchowych - jest
                                      przecież pasjonujące i nikomu nie można tego zakazać. Nawet mnie, zatwardziałemu
                                      grzesznikowi, rozprawianie o wierze sprawia przyjemność.


                                      > Za powolaniem zgoda. Co do lekkiego zycia(brak rodziny,wlasnego
                                      > mieszkania, posluszenstwo biskupowi co do miejsca pracy) to trudno
                                      > się zgodzic. Podobnie z ciekwosci chyba musialby pojsc jakis
                                      > masochista...

                                      Wbrew pozorom to łatwe życie. Posłuszeństwo biskupowi czy brak własnego
                                      mieszkania to nie taki znów problem. Idzie sie pewnie przyzwyczaić. Podobnie jak
                                      żołnierzowi ;-) A jeżeli się ma jeszcze odmienne skłonności seksualne, to
                                      sytuacja wręcz wymarzona.


                                      > > Powtórzę - dla mnie chrześcijaństwo jest równoznaczne z nakazem
                                      > kierowania się
                                      > > miłością. Bez znaczenia czy ten nakaz pochodzi od Boga, diabła,
                                      > człowieka czy
                                      > > pogańskich wierzeń.
                                      >
                                      > Zgoda. Problem zaczyna sie wtdy gdy zaczynamy uszczególnac czym
                                      > jest "miłosc"


                                      No, z grubsza wiadomo co to jest miłość. Z różnych powodów pomijam tu miłość
                                      zoofilną, nekrofilną i inne atrakcyjne odmiany wciągnięte do definicji
                                      określenia "miłość" ;-)


                                      > Oczywiscie ,ze religia tworzy jaks kulture,ale czemu tylko
                                      > starozytna?Przeceiez istnieje odkad istnieje czlowiek i ma sie
                                      > calkiem dobrze. czyli moze jest czyms naturalnym dla czlowieka?

                                      Wspomniałem o starożytnej, bo na dziejach starożytnych zasadza się
                                      chrześcijaństwo i najważniejsze dla niego zdarzenia.

                                      >
                                      > Bez żadnej mocy sprawczej
                                      > > Boga i bez jego obecności w życiu wszechświata. Czy możesz mi
                                      > określić jakoś
                                      > > Boga - z grubsza, żebyśmy wiedzieli o czym w ogóle mówimy? Każesz
                                      > mi wierzyć -
                                      > > ale pytam po raz setny - w co?
                                      >
                                      > ja Ci nic nie karze...nie daj Boze...Przeciez nawet nie musimy
                                      > gadac,no nie? Pogadajmy no. o lecie....:)
                                      > :o)

                                      Przekonujesz mnie do swoich racji - niech tak będzie :-)
                                      Nie musimy gadać, to prawda. Ale chcemy, prawda? ;-) Przynajmniej ja chcę.
                                      Szczerze mówiąc to wolę rozmawiać z kimś, kto jest do czegoś przekonany niż z
                                      kimś, kto za największą wartość uważa nihilizm, cynizm czy inne nowoczesne
                                      sposoby manifestowania własnego "ja".
                                      A jeżeli chodzi o lato, to piękne mamy lato tej wiosny ;-)
    • mam_py_tanie1 Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 14:00
      marzyla bym o tym zeby zyć dalej ,pomimo ...
      • radzimir11 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 10:02
        mam_py_tanie1 napisała:

        > marzyla bym o tym zeby zyć dalej ,pomimo ...

        Marz zatem, a Twoje marzenia staną się ciałem ...
    • largo_m Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 15:41
      wodeczka ,dupeczka i znow ,wodeczka ,dupeczka aż do końca
      • anna.1 Re: Ostatni dzień życia! 10.06.08, 23:31
        largo_m napisał:

        > wodeczka ,dupeczka i znow ,wodeczka ,dupeczka aż do końca
        Kiedy nadejdzie dzien osatni zycia dla Ciebie wtedy napewno bedziesz wolal Boga
        • radzimir11 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 10:14
          anna.1 napisała:

          > largo_m napisał:
          >
          > > wodeczka ,dupeczka i znow ,wodeczka ,dupeczka aż do końca
          > Kiedy nadejdzie dzien osatni zycia dla Ciebie wtedy napewno . bedziesz > wolal
          Boga

          Ha! Rzeczywiście, może i będzie wołał - tak jak i wielu innych, wierzących w
          Niego, nie zdających sobie jednak sprawy, że sami są cząstką Tego, którego
          wołają ...
          Oto tajemnica Pańska:)

          radzimir11 - odsłaniający ZA DARMO tajemnice boskie :)
      • radzimir11 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 10:05
        largo_m napisał:

        > wodeczka ,dupeczka i znow ,wodeczka ,dupeczka aż do końca

        Jedyny koniec jaki znam, to ten w rozporku 00:-)
        • caroli_ne_86 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 10:55
          radzimir11 napisał:
          >
          > Jedyny koniec jaki znam, to ten w rozporku 00:-)

          "Koniec świata"!!!:)
          www.youtube.com/watch?v=tFfZFvvuXWc&feature=related
    • kobieta.11 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 00:22
      Chyba bym umarla ze strachu zaraz potem jak bym sie dowiedziala ,ze to dziś.
      • radzimir11 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 10:01
        kobieta.11 napisała:

        > Chyba bym umarla ze strachu zaraz potem jak bym sie dowiedziala ,ze
        > to dziś.

        Nie bój się... Spokojnie, kobieto. Nigdy nie umrzesz ... ani dziś ... ani jutro ...
        A teraz uśmiechnij się, jako i ja się uśmiecham. O tak :-)

        radzimir11 - nieśmiertelny
        • kabja Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 12:25
          Właśnie sobie z nudów weszłam na nieodwiedzane dawno forum i co
          widzę? Rozmawiacie sobie o śmierci. Śmierci nie ma, moi drodzy!
          Radzimir 11 ma rację!
        • kobieta.11 Re: Ostatni dzień życia! 14.06.08, 14:24
          radzimir11 napisał:

          > kobieta.11 napisała:
          >
          > > Chyba bym umarla ze strachu zaraz potem jak bym sie dowiedziala ,ze
          > > to dziś.
          >
          > Nie bój się... Spokojnie, kobieto. Nigdy nie umrzesz ... ani dziś ... ani jutr
          > o ...
          > A teraz uśmiechnij się, jako i ja się uśmiecham. O tak :-)
          >
          > radzimir11 - nieśmiertelny

          Ha ha ha Ty to masz poczucie humoru!!!:):):)
    • sigma.33 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 12:49
      pozegnala bym sie z najblizszymi, odkrecila gaz i umarla wczesniej zanim
      nastapilby koniec
      • kolter_hugh Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 15:28
        sigma.33 napisała:

        > pozegnala bym sie z najblizszymi, odkrecila gaz i umarla wczesniej zanim
        > nastapilby koniec

        Wtedy USA ogłosiłoby koniec ćwiczeń i reszta żyłaby długo i szczęśliwie ::)))))
    • asterix-2 Re: Ostatni dzień życia! 11.06.08, 17:01
      Rozgadaliscie sie to cieszy nawet ale cos malo w interesujacycm mnie tamacie .Co
      jest z Wami?????

    • pat-i27 Re: Ostatni dzień życia! 12.06.08, 12:33
      Dalabym z siebie wszystko!!
    • 1.onet.pl Re: Ostatni dzień życia! 14.06.08, 19:50
      Napewno bym sie modlila Nic wiecej
    • kwiato-stan29 Re: Ostatni dzień życia! 15.06.08, 14:59
      Trudno mi sobie to wyobrazic Poprostu nie wiem Nawet nie chce mi sie o tym
      myslec.Choc wiem ze to nieuniknione.
      • selenya Re: Ostatni dzień życia! 15.06.08, 16:08
        Gdyby to byl moj ostatni dzien zycia to:

        a/ przyznalabym sie od razu przed mezem, ze podczas ostatniej gry
        w ''Monopol'' zaraz po tym kiedy on zdefraudowal Bank, to ja
        przywlaszczylam sobie Koleje Poludniowe, a takze dorzucilam po
        jednym domu w Atenach i Brukseli :)
        b/ przed dziecmi bym sie przyznala, kto zezarl te dwa ostatnie
        nalesniki, ktore byly na stole w kuchni, bo mysla ze to pies :)
        c/ a psu oddalabym te gumowa zabawke, ktora podczas gryzienia
        irytujaco piszczy, a ktora schowalam w garazu, bo po trzech dniach
        puscily mi nerwy :)

        Selenya.

        • asterix-2 Re: Ostatni dzień życia! 16.06.08, 20:27
          selenya napisała:

          > Gdyby to byl moj ostatni dzien zycia to:
          >
          > a/ przyznalabym sie od razu przed mezem, ze podczas ostatniej gry
          > w ''Monopol'' zaraz po tym kiedy on zdefraudowal Bank, to ja
          > przywlaszczylam sobie Koleje Poludniowe, a takze dorzucilam po
          > jednym domu w Atenach i Brukseli :)
          > b/ przed dziecmi bym sie przyznala, kto zezarl te dwa ostatnie
          > nalesniki, ktore byly na stole w kuchni, bo mysla ze to pies :)
          > c/ a psu oddalabym te gumowa zabawke, ktora podczas gryzienia
          > irytujaco piszczy, a ktora schowalam w garazu, bo po trzech dniach
          > puscily mi nerwy :)
          >
          > Selenya.
          >

          NO!!Selenya i Caroline wygrały!!:)hehe
          • sisi_4 Re: Ostatni dzień życia! 30.07.08, 13:10
            asterix-2 napisał:
            > NO!!Selenya i Caroline wygrały!!:)hehe

            Bo mnie jeszcze nie bylo!!!
            Zartuje!!:)
            Gdybym dziś sie dowiedziala ze jutro koniec swiata to chyba bym ze strachu predzej z soba skonczyla!!Wyskoczyla z okna??mieszkam na 11 pietrze!!
            Bardzo fajny z humorkiem jest Twoj watek asterixie jak i wpisy pod nim
            Czesciej powinny byc takie watki zartobliwe a nie tylko powaga i powaga ,zgodnie z tematem forum Pozdrawiam
    • irmilkaa Re: Ostatni dzień życia! 19.06.08, 17:57
      Dobry seks duzo wody i moge odejść
    • 1959l Re: Ostatni dzień życia! 23.06.08, 01:44
      zapilbym sie na smierc bo teraz jestem na odwyku
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka