grgkh
05.08.08, 20:29
Jest różny, wiadomo. Dziś w telewizorni słyszałem jednak serię odpowiedzi na to pytanie pielgrzymujących młodych ludzi. Były właściwie identyczne.
Wszyscy szli "w intencji". Chcieli pomyślności, załatwienia czegoś dla siebie lub kogoś z bliskich.
Nie podejmowali (wyłącznie lub wcale) fizycznych starań, by to czynem zmienić, ale uważali, że bardzo istotne jest wstawiennictwo za ich sprawą Pana Bozi. To smutny obraz naszego społeczeństwa. Mało samodzielności, wiary we własne siły, planowania swojej przyszłości, a zamiast tego "oddanie się w opiekę" i liczenie na "załatwienie sprawy".
Kto jest temu winien?
Czy rodzice, którzy są nadopiekuńczy dla dzieci, którzy pod pewnym względem na zawsze tymi dziećmi zostają?
Czy wpisana w mentalność narodową opieka patrona/patronki naszej ojczyzny Maryi?
Kto za Tym stoi? Komu na rękę jest to, że wyćwiczone w takim zachowaniu stada wiernych przychodzą po radę nie do starszego, mądrzejszego, nie do specjalisty ale do urzędnika boskiego od spraw wszystkich? Czyżby naprawdę był on uosobieniem wszystkiego co mądre i dobre tylko?
A może nadmiar indoktrynacji religijnej, który wypacza nasze psychiki, jak pasożyt, który w taki sposób i tak długo ooddziałuje na organizm żywiciela, aż w końcu przestawia go na pracę tylko dla siebie?
I tak sobie pielgrzymujemy przez całe swoje życie. No może nie wszyscy, ci wierzący i ufający...