Dodaj do ulubionych

Dwa rodzaje cudów

15.02.09, 09:47
mateusz.pl/czytania/2009/20090215.htm
"Niewielu ludzi, którzy wcześniej osiągnęli sławę, potrafiło bez większych
kryzysów utrzymać się na wysokiej fali, na której umieściło ich życie.
Najłatwiej można to obserwować w sporcie. Zbyt wczesny sukces nie ułatwia
życia, ale znacznie je utrudnia. Nie zawsze jest to wynikiem niedojrzałości
człowieka. Sława jest połączona z wrzawą, z wielkimi wymaganiami, jakie
otoczenie stawia mistrzowi. Opinia chce widzieć w nim zawsze i wszędzie tylko
mistrza. Nie umie mu wybaczyć klęski, nie godzi się na jego słabość.

Dramat zbyt wcześnie zdobytej sławy największe spustoszenie zostawia w
szeregach wybitnie uzdolnionych dzieci. Odbiera im coś z beztroskiego
dzieciństwa, zmusza je do ustawicznego mobilizowania sił i odpowiadania na
ambitne pragnienia rodziców, opiekunów, nauczycieli. Któryż z wychowawców nie
chce mieć w szeregach swoich wychowanków geniusza? Życie bardzo często
potwierdza klęskę wybitnie uzdolnionych uczniów, którzy zdobyli sławę w wieku
szkolnym, a po latach przegrali rywalizację ze znacznie słabszymi,
przeciętnymi kolegami. Po wcześnie przeżywanym uniesieniu sławy pozostaje
jedynie gorzki smak poniesionej klęski.

To w tym kontekście należy odczytać fragment Ewangelii, w którym jest opisany
cud uzdrowienia trędowatego. Chcąc to wydarzenie dobrze zrozumieć, trzeba mieć
na uwadze dwa rodzaje cudów Jezusa. Jedne, a jest ich większość, czynił On —
jeśli tak można powiedzieć — w sposób zaprogramowany, to znaczy czynił z nich
jakby lekcje poglądowe dla słuchaczy. Te cuda były znane, głośne, publiczne,
bo przeznaczone dla wielu. Drugie miały charakter bardziej prywatny i można je
nazwać osobistym darem miłości ofiarowanym konkretnemu człowiekowi. Te nie
powinny być rozgłaszane, winny zostać tajemnicą dawcy i odbiorcy.

Uzdrowienie trędowatego należy do tej drugiej grupy cudów. Jezus ulitował się
nad nim. Spotkanie nieszczęśliwego człowieka, świadomego cudotwórczej mocy
Mistrza z Nazaretu, skłania Jezusa do działania. „Jeśli chcesz, możesz mnie
oczyścić”. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego:
„Chcę, bądź oczyszczony!”. Św. Marek umiejscawia ten cud na początku
publicznej działalności Jezusa. Chrystus doskonale zdawał sobie sprawę z tego,
że zbyt wczesna sława utrudni Mu wykonanie zadania. Stąd Jego ostrzeżenie pod
adresem uzdrowionego. Ewangelista zaznacza, że surowo mu przykazał i
natychmiast go odprawił ze słowami: „Uważaj, nikomu nic nie mów...”. Jezus nie
chciał rozgłosu, nie chciał działać w nimbie sławy.

Uzdrowiony jednak nie rozumiał wskazań Jezusa. Nie umiał ukryć swego
szczęścia. Wydawało mu się, że przyczyniając się do rozsławienia Proroka z
Nazaretu będzie Jego dobrodziejem. Stało się jednak odwrotnie. „Jezus nie mógł
już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych”.

Był tylko jeden wypadek, gdy Jezus zgodził się na głośne wołanie „Hosanna
Synowi Dawida! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie!”. Miało to
miejsce u samego kresu Jego życia, na kilka dni przed śmiercią. Ten triumf już
Jego dziełu nie zaszkodził.

Wielkie wartości dojrzewają bardzo powoli i wymagają spokoju. Kto szuka sławy,
wcześniej czy później staje się jej ofiarą. Prawdziwa wielkość człowieka
ujawnia się najczęściej po jego śmierci. Rzadko się zdarza, by pomniki
stawiane komuś za jego życia przetrwały dłużej niż jedno pokolenie. Te, które
trwają, są wzniesione po latach, a czasem nawet wiekach, przez potomnych,
którzy doceniają prawdziwą wielkość zmarłego człowieka.

Ewangelia przestrzega przed pogonią za sławą, widząc w niej bardzo
niebezpieczną pułapkę pychy. Równocześnie ukazuje wartość twórczego wysiłku
bez rozgłosu. Szczęśliwy, kto zrozumie to ewangeliczne ostrzeżenie i zamiast
sławy u ludzi, szuka w życiu radości własnego sumienia z powodu dobrych czynów
dokonanych w ukryciu."

Ks. Edward Staniek
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka