jan33
09.12.03, 03:02
Chyba rozczaruje wielu w tym arcykra bo nie bedzie to watek o seksie (on
niewinny ona winna przeciez dawac nie powinna), ani tez o biuscie ( co z nim
zrobic gdy za duzy lub... za maly). Rzecz ma dotyczyc niewinnosci niemowlat.
Czesto patrzymy na takiego bobasa i mowimy jaki niewinny niemowlaczek.
Tymczasem w ksiazce ktora dla wielu jest kanonem znalazlem zdanie ktore w
pierwszej chwili zupelnie mnie zatkalo. Cytuje:
"Niewinnosc niemowlat polega na slabosci ich ciala, a nie na niewinnosci
duszy"
I dalsze rozwiniecie:
"Na wlasne oczy widzialem zazdrosc malego dziecka: jeszcze nie umialo mowic,
a pobladle ze zlosci spogladalo wrogo na swego mlecznego brata. Matki i
piastunki powiadaja ze potrafia stlumic takie wady. Jakim sposobem - nie
wiem. Ale czy mozna by upatrywac przejaw niewinnosci w tym, ze wobec obfitego
i az nadmiernego zrodla mleka nie znosi sie obok siebie innej istoty, takze w
najwyzszym stopniu potrzebujacej opieki i zywiacej sie tylko tym jednym
pokarmem?"
Z tego wynika dla mnie ze juz w momencie przyjscia na swiat tkwi w nas zlo,
ktorego nie mozemy okazac bo jestesmy za slabi. Od poczatku mamy paskudna
nature nawet wdziecznie wymachujac nozkami i raczkami po kapieli.
To byl juz dylemat Sw. Augustyna dlaczego: "Dobra ktorego chcial, nie czynil,
a czynil zlo, ktorego nie chcial."
Stad juz blisko do powrotu manicheizmu, z jego koncepcja dwoch bytow swiatla
i ciemnosci, dobra i zla.