Dodaj do ulubionych

Skutki zła

27.07.09, 21:29
www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/rozwaz_wiara_04.html

Skutki zła

Niezwykłą miłość Boga do grzeszników i Boską pedagogię wobec nas ukazuje
przypowieść o synu marnotrawnym. - Jeżeli twoja wiara stanie się letnia i bez
wyrazu, Bóg może dopuścić, że upadniesz. Bóg nie chce zła, ale może chcieć
jego skutków, ponieważ skutki zła niosą łaskę, niosą wezwanie do nawrócenia.
Na przykładzie syna marnotrawnego widać to bardzo wyraźnie. W Chrystusowej
przypowieści jest ojciec, który kocha, i jest dwóch synów, którzy nie kochają.
To, że starszy syn nie kocha ojca, widać wyraźnie pod koniec przypowieści,
kiedy ujawnia się jego impertynencja wobec ojca i zazdrość wobec brata. Nie
kocha ojca również młodszy syn, który opuszcza go przecież nie na jakiś krótki
czas, ale na zawsze. Ojciec, choć mógł przeciwstawić się odejściu syna, nie
zrobił tego. Pozwolił mu wziąć swoją część i odejść, bo przecież do miłości
nie można nikogo zmusić. Wiemy, jakie były skutki odejścia syna z domu ojca.
Wiemy, że upadał coraz niżej, że było mu coraz ciężej.

W naszym komentarzu możemy próbować dociec pewnych elementów, nie ukazanych
wprost w przypowieści. Możemy np. założyć, że ojciec dowiedział się poprzez
swoje sługi, co dzieje się z jego młodszym synem: że przymiera głodem, nie ma
gdzie mieszkać i że wręcz poniewiera się. I załóżmy, że ojciec, chcąc
oszczędzić synowi takiego losu i takiego sponiewierania, posyła do niego
sługę, jawnie czy potajemnie, z sakiewką pieniędzy, co umożliwia synowi
normalne życie, ale też i powrót do życia rozwiązłego. Czy tego rodzaju pomoc,
której ojciec mógłby stale udzielać, spowodowałaby kiedyś powrót syna?
Wszystko zdaje się wskazywać, że nie. Oznacza to, że ojciec, kochając syna,
nie powinien osłaniać go przed złymi skutkami jego własnych czynów pomimo bólu
ojcowskiego serca. W wyniku zła, jakie popełnia syn marnotrawny, "ukrzyżowane"
są dwie osoby - ojciec z powodu bólu nad poniewierką i upadkiem syna oraz sam
syn na skutek własnych upadków. Kochający syna ojciec powinien jednak czekać,
nawet jeśli jest to związane z ryzykiem, czekać, aż zło dopełni swej miary i
zaczną działać jego skutki. To właśnie skutki zła, oddziałując na miłość
własną syna, skłoniły go do powrotu. Wiemy, że przyszedł taki moment, kiedy
miara zła dopełniła się, kiedy upadek syna był już nie tylko upadkiem moralnym
w całej swojej głębi, ale również doszło do największego pohańbienia. Pragnął
on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, a świnie w
przekonaniu mieszkańców Palestyny były zwierzętami nieczystymi - jest to więc
symbol samego dna upadku, już nie mogło być gorzej. I wtedy zaczęły działać
skutki zła. Synowi było już tak źle, że przyszła mu zimna, wykalkulowana
refleksja, iż warto wrócić do ojca, ponieważ ojciec był lepszy dla swoich sług
i najemników niż pan, u którego on służy. To nie miłość do ojca zadecydowała o
powrocie syna marnotrawnego, a jedynie zwykła, wyrachowana miłość własna,
zimna kalkulacja, że będzie mu lepiej - nie ojcu, a jemu będzie lepiej.
Dopiero wtedy, kiedy zobaczy ojca wybiegającego mu naprzeciw, kiedy zobaczy w
oczach ojca łzy radości, kiedy znajdzie się w jego ramionach, a następnie
zostanie ubrany w najpiękniejszą szatę, otrzyma pierścień i zobaczy, że ojciec
przygotowuje dla niego ucztę, będzie szansa, że syn odkryje miłość ojca. Tak
więc skutki zła mogą być związane z łaską. Bóg może ich chcieć, aby one
doprowadziły nas do nawrócenia. Czasami tylko upadek i związane z nim
cierpienie zdolne są wstrząsnąć człowiekiem i skłonić do nawrócenia.
Nawrócenie zakłada skruchę serca i tęsknotę zza przebaczeniem. Bóg, chcąc
wzbudzić w nas skruchę i tęsknotę za Jego miłością przebaczającą pierwszy
wybiega nam. na przeciw. W swym pragnieniu przebaczenia uniża się tak głęboko,
że - jak mówią święci - staje się niekiedy jakby wołającym o pomoc żebrakiem.

Wstrząsająca jest scena samobójstwa majora Scobie, bohatera książki Grahama
Green`a "Sedno sprawy". Po zażyciu śmiertelnej dawki tabletek, w ostatniej
chwili życia majorowi wydaje się, że Ktoś rozpaczliwie go szuka i przywołuje.
Słyszy wołanie o ratunek, krzyk, odgłosy bólu. Z nieskończonej odległości
udaje mu się przywlec resztki świadomości i dać odpowiedź, która go ocali:
Dobry Boże, kocham�

Role zdają się paradoksalnie zamienione. To nie Scobie wzywa pomocy. To Bóg,
utożsamiając się z nieszczęśnikiem, woła o ratunek - o ratunek dla� siebie. W
ostatnim momencie jego życia Bóg woła: Pomóż mi, abym mógł ci przebaczyć,
pozwól mi uratować cię!
Obserwuj wątek
    • kaczy.i.indyczy Nie można poznać Chrystusa bez człowieka 27.07.09, 21:31
      www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/rozwaz_wiara_04.html
      Nie można poznać Chrystusa bez człowieka

      Żeby nasz grzech mógł stać się winą szczęśliwą, musimy najpierw do niego się
      przyznać. Święty Jan w swojej Ewangelii przekazuje nam Chrystusową obietnicę, że
      Pocieszyciel, Duch Święty, gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu (por. J 16,
      8). Jedna więc z funkcji Ducha Świętego, który zstępuje przecież na świat, to
      przekonanie nas o naszym grzechu. Jest to łaska wstępna, fundamentalna w życiu
      wewnętrznym, której udziela nam Duch Święty, byśmy mogli być przekonani o naszym
      grzechu, o tym, że jesteśmy grzesznikami.

      Nie wystarczy jednak przyjęcie tej pierwszej łaski Ducha Świętego. Gdybyśmy
      poznali w sobie tylko rzeczywistość grzechu, to ona mogłaby nas zniszczyć. Nasze
      życie byłoby jedynie uginaniem się pod ciężarem własnego zła; byłoby naznaczone
      niepokojem, stresem i smutkiem. Musi być w nas otwarcie na dalsze dary Ducha, na
      odkrycie przez wiarę miłości Boga ku nam.

      Papież Jan Paweł II w swojej homilii na Placu Zwycięstwa w Warszawie
      wypowiedział pamiętne słowa: "Człowieka bowiem nie można do końca zrozumieć bez
      Chrystusa. A raczej: człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez
      Chrystusa" (Warszawa, 2 VI 1979). Znaczy to, że jeżeli nie bierzesz pod uwagę,
      że w twoje życie wkroczył Chrystus, twój obraz samego siebie jest okrojony, a
      tym samym fałszywy. Jeżeli Duch Święty ukaże ci, że jesteś grzesznikiem, a ty
      nie odkryjesz Chrystusa, który cię kocha, możesz się załamać. Pewne relacje są
      dla człowieka tak ważne, że wchodzą jakby w istotę jego samego. Do nich należy
      relacja miłości. Nie możemy poznać siebie bez Chrystusa, ponieważ bez Chrystusa
      nie poznamy, że jesteśmy umiłowani, że zostaliśmy odkupieni i wybrani. To
      wybraństwo, ta miłość stanowi istotną cząstkę twojego "ja" i przed tym nie
      możesz się bronić.

      Istnieje też druga część wspomnianej wyżej prawdy: Nie można poznać Chrystusa
      bez poznania człowieka. Nie możemy pojąć, kim jest Bóg, nie możemy też uwierzyć
      w Jego wielkość i Jego miłość do nas, jeżeli najpierw nie odkryjemy samych
      siebie. Gdyby Chrystus kochał ciebie dlatego, że jesteś wart miłości, nie byłoby
      w tym nic szczególnego. Również człowiek, nawet niewierzący, potrafi kochać
      kogoś, kto jest tego wart. Miłość Chrystusa, jako Boska agape, to miłość, która
      zstępuje z wysoka i kocha to, co jest niegodne, aby mogło stać się godne. Im
      wyraźniej zobaczysz swoją grzeszność, im uczciwiej przyznasz się do niej, tym
      lepiej odkryjesz Chrystusa i pełniej uwierzysz w Niego. Taki jest paradoks wiary
      - nie można poznać Chrystusa bez poznania człowieka. Dlatego można powiedzieć,
      że Chrystusa naprawdę poznają tylko święci, ponieważ oni dogłębnie poznali
      siebie i zobaczyli ogrom własnej grzeszności. To pozwoliło im odkryć szaleństwo
      Boga, czemu nieraz dawali wyraz w swojej modlitwie wyznając: Boże, przecież Ty
      oszalałeś, jeżeli mnie, takiego grzesznika, tak kochasz! Widać tu
      charakterystyczny dla każdego autentycznego przeżycia religijnego moment
      zdumienia. Człowiek, który poznał, że jest grzesznikiem, i uwierzył w miłość,
      zaczął dostrzegać, że Bóg naprawdę oszalał w swojej miłości do niego.

      • kaczy.i.indyczy Jak patrzeć na własne zło 27.07.09, 21:32
        www.opoka.org.pl/biblioteka/T/TS/rozwaz_wiara_04.html
        Jak patrzeć na własne zło

        Walka o wiarę w sensie procesu nawracania obejmuje zwalczanie pośpiechu,
        niepokoju i stresu, a zwłaszcza smutku. Smutek jest szczególnym przejawem
        miłości własnej, podcinającym same korzenie wiary, korzenie zawierzenia. Chodzi
        i o smutek pojawiający się w sytuacjach trudności doczesnych, kiedy coś jest nam
        zabierane, coś tracimy, ale jeszcze bardziej o smutek w obliczu trudności
        duchowych, kiedy upadamy, kiedy dochodzi do niewierności. Smutek działa
        paraliżująco na naszą wiarę. Po upadku nie powinniśmy upadać na duchu, ponieważ
        tym sprawiamy Bogu jeszcze większą przykrość niż samym grzechem. Co więcej,
        święci mówią, że po upadku mamy spodziewać się łask większych niż przed upadkiem.

        Walka o akceptację porażek i niepowodzeń w naszym życiu winna obejmować nawet
        sprawy najdrobniejsze. Święty Maksymilian, kiedy grał z braćmi w szachy, bardzo
        lubił przegrywać. To było jego agere contra, odwracanie się od miłości własnej,
        by móc zwrócić się w pełni ku Panu.

        Staraj się w świetle wiary tak patrzeć na własne niedoskonałości, żeby się nimi
        nie smucić: Chrystus przyjmuje ciebie takim, jakim jesteś. Możesz iść do Niego
        wraz z całą swoją niedoskonałością i słabością. On naprawi to, co źle zrobiłeś,
        uzupełni wszystkie twoje niedoskonałości.

        Staje tu przed nami niezwykle ważny problem. Mamy z jednej strony nie chcieć
        zła, które w nas jest, a z drugiej strony zaakceptować siebie. Nie możesz jednak
        kochać swojej niedoskonałości jako takiej, możesz chcieć tylko jej skutków.
        Służy ci ona tylko po to, abyś mógł stać się jeszcze bardziej pokorny, ufny i
        bardziej wierny. Fakt, że popełniasz grzechy, nie powinien cię dziwić. Raczej w
        duchu pokory powinieneś dziwić się, że nie upadasz. Jeżeli dziwisz się lub
        zniechęcasz z powodu upadków, znaczy to, że ufałeś własnym siłom, zamiast
        pozwolić się nieść w ramionach Jezusa. Przecież "jeden akt miłości, nawet nie
        odczutej - podkreśla św. Teresa od Dzieciątka Jezus - naprawia wszystko" (L.
        Cel. 20 X 1888). Nie trzeba "zniechęcać się swymi błędami - pisze Święta - gdyż
        dzieci upadają często, ale są zbyt małe, aby sobie zrobić wiele złego" (Żółty
        zeszyt, 6 VIII 1897). Święta Teresa z Lisieux bardzo lubiła powierzać Panu
        Jezusowi swoje błędy i niewierności. Mówiła, że w ten sposób chce przyciągnąć
        Jego miłosierdzie, bo przecież przyszedł do grzeszników, a nie do
        sprawiedliwych. Jakie to wszystko ważne jest dla nas, którzy smucimy się, że
        upadamy.

        "Co to szkodzi, Jezu drogi, jeżeli upadam co chwila - pisze św. Teresa - widzę
        wtedy słabość moją, a to dla mnie wielki zysk. Ty, Jezu, widzisz wówczas, jak
        słaba jestem i nic nie potrafię uczynić, a wtedy tym skłonniejszy jesteś, by
        nieść mnie w swoich ramionach" (L. Cel. 26 IV 1889).

        W miarę przybliżania się do celu, jakim jest Bóg, cel ten zdaje się coraz
        bardziej oddalać. To jest normalne i prawidłowe. Teresa, widząc swoje oddalanie
        się od Boga, wcale się tym nie smuci: "Jakże jestem szczęśliwa widząc, że jestem
        tak niedoskonała i potrzebuję tyle Bożego miłosierdzia w chwili śmierci" (Żółty
        zeszyt, 29 VII 1897).

        Jeżeli czujesz się grzeszny i słaby, masz szczególne prawo do Jezusowych ramion,
        ponieważ On jest Dobrym Pasterzem, który szuka owiec zaginionych i tych słabych,
        bezradnych, nie nadążających za stadem. Pozwól się Jezusowi brać na ramiona,
        pozwól Mu kochać, uwierz w Jego miłość.

        Abyś miał prawo do bycia na Jego ramionach, musisz przyjąć postawę pokory;
        musisz uznać, uwierzyć, że jesteś grzeszny i że jesteś słaby. Jednocześnie
        jednak musisz uwierzyć w Jego miłość, w to, że On bierze cię w swoje ramiona
        właśnie dlatego, że jesteś grzeszny, słaby i bezradny. Wiara będzie rodziła w
        tobie wdzięczność za to, że On nigdy nie przestaje cię kochać - ciebie
        grzesznego, słabego, bezradnego tak w życiu doczesnym, jak i duchowym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka