z2006
09.08.09, 08:34
mateusz.pl/czytania/2009/20090809.htm
"Żydzi nie rozumieli, co chciał im powiedzieć Jezus. A właściwie coś
tam piąte przez dziesiąte chwytali, ale nie potrafili tego złożyć w
jedną całość, albo – co jest chyba bardziej prawdopodobne, nie
chcieli tej całości zaakceptować. Wynikało z niej bowiem, że Jezus
jest kimś więcej niż tylko człowiekiem.
Dowodów i argumentów na to było sporo. To nie znaczy, że były one
absolutnie pewne i przekonywujące; przecież Apostołowie też nie
mieli stuprocentowej pewności. Jednakże wystarczyły one, aby dać
każdemu sporo do myślenia.
I tu zaczyna się zasadniczy problem, także i nasz, współczesny.
Przecież my też mamy coś do myślenia o Jezusie, też mamy swoje
pytania i wątpliwości. Problem jest taki: za czym, jakim tropem, za
jakimi wskazówkami i przesłankami w tym myśleniu pójdziemy.
Możliwości są zasadniczo dwie: albo pójdziemy drogą tego świata,
jego kategorii i logiki; albo też pozwolimy się pociągnąć Ojcu,
który jest w niebie.
Ten świat nam podpowiada: przecież to nie może być Bóg, to
niemożliwe! To tylko zwykły człowiek, może trochę wybitniejszy, a
może tylko sprytniejszy, ale tylko człowiek. Dlaczego miałbym Go
słuchać, albo coś dla Niego poświęcić? Co On mi może dać? Nie
potrzebuję Go, nie muszę Mu wierzyć ani być posłuszny!
Znamy to chyba, co? Może trochę inaczej to sobie formułujemy, ale
ostatecznie na to samo wychodzi: poradzę sobie sam, bez Boga, bez
sakramentów, mszy, kościoła. To tylko wymysły księży, a ja ich nie
chcę słuchać! Za postawą tą kryje się wiele niepokoju, który próbuje
się jakoś zagłuszyć. Dlatego wątpliwości te pokrywa się hałaśliwą
napastliwością. W ten sposób przeciwnicy Boga chcą znaleźć dla
siebie sprzymierzeńców i popleczników w buncie przeciw Bogu, w echu
swego głośnego sprzeciwu chcą znaleźć potwierdzenie swych wątpliwych
racji, chcą krzykiem przekonać samych siebie, że słuszność jest po
ich stronie. Ale daremny trud: pokoju serca i pewności umysłu nie
przybywa od samych tylko decybeli. Za to przybywa agresji, złości,
nienawiści. Do czego to prowadzi – chyba dobrze wiemy.
Ale jest i druga droga myślenia: zaufać Bogu Prawdy i Jego Słowu.
Jest to Słowo Życia, bo dzięki niemu człowiek zaczyna pewniej i
lepiej żyć. Przestaje się lękać i gorączkowo walczyć o siebie, bo
wie, że może śmiało i całkowicie zawierzyć swój ratunek Bogu.
Właśnie w ten sposób pociąga nas Ojciec: ukazuje, że jest wyjście z
pułapki śmierci. Właśnie po to posłał Jezusa: aby w Nim dać nam
nadzieję zmartwychwstania.
Ta nadzieja, to nie jest matematyczna pewność czy fizyczny dowód na
zmartwychwstanie. Niektórzy ciągle takiej pewności i dowodu szukają:
w różnych „Życiach po życiu”, parapsychologii, spirytystyce,
reinkarnacjach. To także daremny trud: nikt przecież nie widział
Ojca i nie zna Jego tajemnic – poza Jezusem. Ale ten, kto staje się
uczniem Boga, kto Bogu zaufa, nie potrzebuje już żadnych więcej
dowodów, poza swoją wiarą. Jezus to gwarantuje: „Kto we Mnie wierzy,
ma życie wieczne.”
Tu jest punkt dojścia naszej refleksji i drogi myślenia: zawierzyć
całkowicie Jezusowi. Jest to bardzo proste i jasne kryterium
zbawienia: albo ktoś opowiada się za Jezusem, Jego Słowem i Jego
Kościołem, albo przeciw Niemu. Albo ktoś się Nim karmi, potrzebuje
Go do życia, albo obywa się bez Niego. Cóż, możliwe są obydwie
drogi. Trzeba tylko dokonać świadomego wyboru i wiedzieć, jakie są
tego konsekwencje. Żeby nie mieć złudzeń co do swojej przyszłości. I
żeby dobrze wiedzieć, gdzie jest ocalenie i pomoc."
Ks. Mariusz Pohl