Gość: zeb
IP: *.orange.pl
26.05.06, 01:03
Pewnego dnia zostałem sprowokowany do obrony koniecznej (sąd nie podzielił
mego zdania) i po próbie odparcia ataku ze strony trzech łysych zbirów
dorwawszy się do pierwszego lepszego potraktowałem go tak że pojechał do
szpitala na dni dłużej niż 7. Sprawa ciągneła się kilka lat i sąd orzekł
zadośćuczynienie 15 000 zł + odsetki (prokuratoe żądał 30 000 . Problem
polega na tym że gdybym np. przejechał kogoś na pasach, pobił żonę, czy coś w
tym stylu to oczywiście czuł bym się zobowiązany do zapłaty, ale w moim
przypadku te pieniądze ma otrzymać łysy blokers który nigdy nie pracował ćpa,
pije i w dodatku pierwszy mnie uderzył. Oczywiście złoże apelację itd... ale
zakładjąc czarny scenariusz że wyrok będzie utrzymany lub nawet zmniejszony
to nie mogę się z tym płaceniem takiej szmacie pogodzić. Zakładam że pojawi
się komornik (bo ja nigdy tych pieniędzy dobrowolnie nie wpłacę) i czy idzie
się dogadać z komornikiem że zamiast szukać mnie i skąd pieniądze ze mnie
ściągnąć zapłacę mu z góry nawet 2 razy tyle ile mu się należy i żeby dał se
spokój i wysłał blokersa do diabła z pismem o bezskutecznej egzekucji.Wiem
że dosyć uprościłem tu wszystko ale słyszłaem o takich przypadkach i jeśli
ktoś ma jakieś zdanie lub doświadczenia z komornikiem to proszę o wypowiedzi.