dzonko
30.09.07, 19:43
Po pokazie dla mediów filmu Katyń, na konferencji prasowej, Paweł
Nowacki – dziennikarz, przywołał historię chłopaka z kielecczyzny
który po amnestii wychodzi z lasu. W filmie bohater składa dokumenty
na ASP, ale w życiorysie nie chce wykreślić, że ojciec zginął w
Katyniu. Niedoszły artysta za swą wierność prawdzie, płaci życiem.
Nowacki zapytał Wajdę, czy to jest wątek biograficzny? „..Czy Pan
chce nam przez to powiedzieć że gdyby Pan w swoim życiorysie nie
przemilczał, lub nie skreślał, że ojca zamordowano w Katyniu, nie
powstała by Polska Szkoła Filmowa i nie powstał by ten film zrobiony
przez Pana?” Wajda natychmiast, odparł „Pozwoli pan, że ze swoich
grzechów będę się rozliczał przed inną widownia …, i to za chwilę” …
Nieśmiałe trochę nerwowe, oklaski gdzieś z środka sali, przerwały
krępującą ciszę – a prowadzący, szybko wywołał do głosu kolejną
osobę.
janpospieszalski.salon24.pl/index.html
Mój ojciec miał 20 lat gdy wybuchła wojna, wstąpił do A.K,
Dwukrotnie ranny – w kampanii wrześniowej i w późniejszym
okresie wojny. Talent i odwaga wyniósł go do stopnia
st. sierżanta sztabowego i funkcji dowódcy kompanii.
Po wojnie był więziony i szykanowany podobnie jak tysiące
akowców – więziony w celi śmierci zakładając głodówkę
cudem jej uniknął. Komuniści wiedząc, że był zdolnym
i utalentowanym żołnierzem zaproponowali ojcu szkołę
oficerską – oferty nie przyjął. Jak niechętnie wspominał,
dostał szansę robienia tego co zawsze chciał robić – służba
wolnej Polsce. Oferta spokojnej egzystencji była kusząca
lecz on jej nie uległ – jak wiadomo niektórzy skorzystali
z oferty by móc potem wspinać się po szczeblach kariery
żołnierza na szczyty kadry oficerskiej.
W mrocznych czasach komunizmu lat 50-ych, 60-ych
wielokrotnie doświadczał ubeckiej „sympatii”z „odsiadką”
włącznie za udział w zielonogórskich rozruchach, mających
miejsce w 1960r. Ojciec mój był zaprzysięgłym antykomunistą,
wierzącym w niepodległą, wolną od Sowietów Polskę. Jedyną
namiastką wolności było jego radio – W.E, Londyn, Głos
Ameryki. Rodzina nasza (troje dzieci) żyła z „głodowej renciny”
Ojca, nawiasem mówiąc wojskowa bądź inwalidzka bez wątpienia
powinna być przyznana. Konkludując – taka była cena wolności
Polaków, jak dziś wiadomo - wielu Polaków.
Zatem panie reżyserze czy wychowując dzisiejszą młodzież
należałoby stawiać żołnierzy takich jak mój ojciec i tysiące jemu
podobnych za wzór do naśladowania czy nie?
Czy w imię ideałów można było zrezygnować z kariery?