Dodaj do ulubionych

Nasza interaktywna powieść kulinarna w odcinkach

IP: 213.17.230.* 01.10.04, 07:30
Jubileuszowe liczby "odcinków" rosną jak na drożdżach. Czyta się
niejednokrotnie z zapartym tchem i intensywnie przełykając ślinkę. A do tego
czasem można dodać własnych przypraw słownych.
Po dzisiejszym porannym wątku statystycznym giezika skojarzenie mię naszło z
funkcjonującymi dawnymi czasy powieściami w odcinkach w gazetach. Tylko że
tam czytelnik był ubezwłasnowolniony i czytał co dali. A tu... Sami
widzicie...
Obserwuj wątek
    • giezik Re: Nasza interaktywna powieść kulinarna w odcink 01.10.04, 07:34
      to forum powoduje pewne sprzężenie mózgów. Jakos wczoraj przyszlo mi do głowy coś takiego - zeby sie odcinki wokol jedzenia kręciły (w koncu te trufle przy morderstwie trzeba jakos wykorzystać)
      • giezik do aktywnosci zachecamy (no txt) 04.10.04, 14:01


        • Gość: Nobullshit Nie podejmuję się... IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 04.10.04, 16:28
          ...malowniczo i onomatopeicznie opisać, co się dzieje, kiedy
          pies lub inny zwierz ściągnie obrus ze stołu. :(
    • Gość: zrelaksowana Re: Nasza interaktywna powieść kulinarna w odcink IP: 213.17.230.* 01.10.04, 07:38
      Ratunku! Giezik - nie strasz! Czyżby w powietrzu była zmiana na powieść
      kryminalną?
      • giezik Re: Nasza interaktywna powieść kulinarna w odcink 01.10.04, 07:52
        no nie, ale kolacja z kurkami smażonymi na oleju truflowym byc musi. A poniewaz z hanią ustalilismy, ze jestto "mroczna potrawa" ani chybi konieczny będzie jakiś zaskakujący zwrot akcji, no dobra nawet jesli nie będzie morderstwa, to w czasie kolacji musi jakaś rysa na ścianie sie pojawic, albo jeszcze bardzij kulinarnie:
        "Do stołu podano. Biel talerzy została właśnie uzupełniona soczyście pachnącą żółcią. Myślałby kto, że kolor słońca powinien tchnać optymizmem, było jednak inaczej. Wokół unosił się aromat, który zgromadzeni kcharzowi zawdzięczali. Aromat inspirował i intrygował. Z drugiej jednak strony wyczuwało się coś niepokojącego.
        Mimo, że kolacja jeszcze sięformalnie nie rozpoczęła, atmosfera stawała się coraz bardziej cięzka. Pan domu czując wewnętrzny niepokój sięgnął po kieliszek wina. W chwili, gdy pomyślał o tym, kileiszek pękł.........."
        • brunosch sen Rolsrojsa 01.10.04, 09:37
          [...]Słysząc dżwięk pękającego kryształu, wystraszona z nagła Pani upuściła
          trzymany w ręce srebrny nóż, który spadając wbił się w pionowo w dębową
          posadzkę.
          Leżący pod stołem chart Rolsrojs zaskomlał cichutko przez sen i poruszył łapami
          jakby kogoś gonił, lub przed kimś uciekał.
          • giezik Re: sen Rolsrojsa 01.10.04, 09:49
            W zupełnie zwykły wieczór Pan domu, mniej lub bardziej cieprliwie oczekiwałby na pojawienie się kogoś ze służby, by przwrócić niezmącony niczym stan rzeczywistości. W tym jednak momencie sytuacja wyglądała o wiele bardziej powaznie. Mozna było nawet odnieść wrażenie, że wszystko zamarło.
            Przenieśmy się jednak na chwilę dzień wcześniej, kiedy to zbierano kurki w pobliskim lesie na dzisiejszą kolację, jak zawsze wyśmienicie przyrzadzoną przez ....
            • brunosch Re: sen Rolsrojsa 01.10.04, 10:01
              [...]Stefana, który rządził kuchnią, kredensem, spiżarnią i piwniczką już od 59
              lat, czyli od chwili gdy jako niemowlę został znaleziony na progu dworu z
              przypiętą do pieluszki karteczką "TO TWOJE".
              • giezik Re: sen Rolsrojsa 01.10.04, 10:10
                Zbieranie grzybów od lat wiązało się z pewnym rytuałem. Jeszcze jako chłopak Stefan sam wynajdywał co piekniejsze okazy. Był dzieckiem niezwykłym i wiadomo to było od pierwszych godzin jego pojawienia sie w Domu.
                Gdy miał lat siedem, czyli w czasie gdy większość chłopaków w jego wieku nudzi chodzenie polesie z oczami wpatrzonymi w poszycie i wyszukiwanie tego czegoś, co to nawet nie zawsze jest smaczne, on podświadomie wiedział gdzie zbierać. Stefan nie szukał grzybów - wiedział gdzie one się znajdują.
                Tak jednak było dawniej. Teraz od wielu lat, gdy był już szanowanym starszym Panem, chodził wraz z służba Państwa i tylko pokazywał, gdzie mają szukać...
                • brunosch Stefan 01.10.04, 10:29
                  Słynął z nadludzkiego wprost węchu. Wyczuwał nie tylko piżmo nosem, ale nawet
                  pismo. Zdarzało się, że jeszcze pocztyliona nawet na horyzoncie nie było widać,
                  on go już czuł i polerował srebrną tacę, na której podawał Panu koperty.
                  dzięki takim umiejętnościom był przez Pana wykorzystywany do odnajdywania w
                  lesie trufli. Stefan w gąszczu boru nagle stawał, podnosił głowę, opuszczał ją
                  i szedł niezawodnie w wybranym przez węch kierunku. Palisandrową laską zataczał
                  krąg w ściółce a najęci we wsi chłopi w skórzanych kagańczykach na żarłocznych
                  pyskach, delikatnie grabkami rozchylali ściółkę w poszukiwaniu drogocennych
                  grzybków.
                  • giezik Re: Stefan 01.10.04, 10:37
                    Tego dnia coś się jednak zmieniło. Po raz pierwszy od kilku sezonów Stefan sam odłączył się od grupy grzybiarzy, by schylić się po coś do ściółki. To nie była jedyna zmiana, nieodstępujacy go Rolsrojs tym razem nie poszedł za nim. Zatrzymał się lekko skowycząc.
                    Wszyscy pochłonięci wyszukiwaniem pysznych okazów nie zwrócili uwagi na to nieznaczące zdarzenie. No, prawie wszyscy.
                    • brunosch Re: Stefan 01.10.04, 10:46
                      Jedynie "chłopak do wszystkiego", nie do końca rozwinięty mentalnie Wicek
                      rzucił staremu kose spojrzenie. Ale że i tak zezowaty był jak nieboskie
                      stworzenie, nikt ale to dosłownie nikt nie odróżnił, czy rzuca złe
                      Stespojrzenie, czy tylko zez gwałtownie mu się pogłębił.
                      tak więc trzy pary oczu widziały to, czego nikt nie miał zobaczyć:
                      przymglone wiekiem oczy Stefana, żółte oczy charta i kose jak kosodrzewina,
                      kaprawe ślepka głupka-Wicusia.
                      • Gość: taka jedna Re: Stefan IP: *.internetdsl.tpnet.pl 01.10.04, 12:32
                        Za to usłyszeli wszyscy. Mrożący krew w żyłach krzyk, rorlegał się przez
                        dłuższą chwilę, paraliżyjąc wszyskich grzybiarzy. A potem umilkł, ustępując o
                        stokroć gorszej i bardziej złowieszczej ciszy, która po nim zapadła...
                      • brunosch Re: Stefan 01.10.04, 12:42
                        Wicuś jak zawsze roztaczał wokół siebie aurę berbeluchy i prostoty umysłu,
                        toteż jego obecność nie uszła uwadze Stefana.
                        - A, Wicuś! Rzekł nieomal uprzejmie, chowając dłoń do kieszeni. Miło cię
                        widzieć chłopcze, zwłaszcza na grzybobraniu. - Ostatnie półzdanie miało być
                        ironiczne, bo Wicek jak mógł zawsze wykręcał się od wizyt w lesie, wymawiając
                        się bólem głowy, albo lękiem przed wilkami.
                        - A bo ja tak, panie Stefku to sedłem za panem bo jak panu te gzyby idom,
                        - seplenił obrzydliwie, zerkając to na drzewa, to na obłoki, czyli patrząc
                        Stefanowi prosto w oczy... - O, Rojsik! dodał przymilnie, choć psa ze
                        wzajemnością nie znosił.
                        ***
                        Po powrocie z lasu wszyscy domownicy przysiedli na werandzie, niby to pijąc
                        herbate, niby skubiąc ciasteczka, lecz myśli ich w przeszłość się uniosły, do
                        dnia kiedy panu stanowczo i zdecydowanie popsuł się humor, skurczył się, zmalał
                        i wysechł. A pomyśleć, że jeszcze przed tygodniem był z niego postawny,
                        przystojny mężczyzna, Pan całą gębą.
                        • brunosch Re: Stefan 01.10.04, 12:58
                          na szczęście, krzyk rozległszy się w lesie na chwilę skupił na sobie uwagę
                          zbieraczy, którzy pobiegli w stronę wrzasku. Znależli jednego z
                          grzybonaganiaczy, z nogą we wnykach zębatych, przez jakiegoś kłusownika
                          zastawionych. Na szczęście od bólu omdlał i już nie krzyczał.
                          Chwilę (względnej) samotności wykorzystał Stefam, wrzucając niepostrzeżenie do
                          kieszeni sczerniały klucz, który wreszcie znalazł w igliwiu. Tego klucza szukał
                          od przeszło ośmiu lat, a że nie wydawał zapachu, znaleźć go było tak trudno...
                          ****
                          Przyczyną upadku funkcji życiowych Pana, z pewnością musiał być list, który
                          nadszedł kilka dni wcześniej. Odbierając go od pocztyliona Stefan skrzywił się
                          boleśnie, zakaszlał jak zaksztuszony smrodem, przesłonił dłonią oczy, które
                          znagła wyszły mu z orbit i powlókł się do gabinetu Pana, by oddać mu kopertę.
                          Wracał wachlując się srebrną tacą jak od najgorszego odoru.
                          • Gość: giezik Re: Stefan IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.04, 15:59
                            Klucz nie był jedyną rzeczą odnalezioną przez Stefana. Czy to przez przypadek czy też z innych nieznanych jeszcze powodów, obok niego zagrzebana w poszyciu rosła jedna jedyna złocista kurka.
                            Prawdopodobnie ten zapach skierował Stefana tak bezbłednie w to miejsce.
                            Mniej wytrawny grzybiarz po zerwaniu pojedynczego okazu (i oczywistej radości z odnalezionej zguby) z całą pewnością przeszukał by najbliższą okolicę w poszukiwaniu braci i sióstr w grzybni. To nie dotyczyło doświadczonego kucharza. Był p e w i e n, że na przestrzeni co najmniej kilku metrów nie ma innego grzyba.
                            Zwłaszcza, że ten wykręcony delikatnie okaz, niewielki choć o dziwnie regularnym kształcie, okazał się dziwnie cieżki.
    • Gość: wanilka Re: Nasza interaktywna powieść kulinarna w odcink IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.10.04, 15:43
      czy ciąg dalszy nastąpi?
      zaczęłam się wciągać
    • Gość: wanilka Re: Nasza interaktywna powieść kulinarna w odcink IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.10.04, 16:03
      ... z owym kluczem wiązała się pewna tajemnica, którą wyznałą Stefanowi na łożu
      śmierci żona Pana. Przywołał jej obraz - była piękną kobietą, w której Stefan
      skrycie się podkochiwał. Nie wiedział, że i ona dażyła go uczuciem. Ciężko
      westchnął.
      - Skończyła się gra, nadszedł najwyższy czas na rozwiązanie tajemnicy - myślał
      Stefan, czyszcząc kurki...
      • brunosch Re: Nasza interaktywna powieść kulinarna w odcink 01.10.04, 16:08
        Gość portalu: wanilka napisał(a):

        > ... z owym kluczem wiązała się pewna tajemnica, którą wyznałą Stefanowi na >
        łożu śmierci żona Pana.

        Wanilko, w ostateczności może być Pani Matka, bo Pani (żona onegoż) żyje i w
        czasie kolacji rzuca nożami o podłogę

        Przywołał jej obraz - była piękną kobietą, w której Stefan
        > skrycie się podkochiwał. Nie wiedział, że i ona dażyła go uczuciem. Ciężko
        > westchnął.
        > - Skończyła się gra, nadszedł najwyższy czas na rozwiązanie tajemnicy -
        myślał
        > Stefan, czyszcząc kurki...

        Tak, to jest to!
        Hahaha.
        Idę do domu zaczynać weekend, czego i Wam serdecznie życzę.
        Nasz ulubiony ciąg dalszy - w poniedziałek.
        • Gość: wanilka Re: Nasza interaktywna powieść kulinarna w odcink IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.10.04, 16:10
          OK - poprawki przyjęte, będę obmyślać dalszy ciąg ;)
          • giezik przygotowania do kolacji 01.10.04, 16:17
            *******
            Stefan wiedział, że przygotowanie dobrego posiłku nie zasadza się na składnikach. Co więcej nie chodzi nawet o umiejętności. To coś wiecej. Każde danie ma mieć indywidualny rys tego, kto je przygotowuje. W przypadku kurek smażonych z dodatkiem oliwy truflowej w sosie śmietanowym chodziło o wielkosć i kształt grzybów.
            Stefan w głębi ducha pogardzał tymi, którzy przemywali zebrane grzyby jak leci, szatkujac je nozem na chybił trafił lub nawet krojąc na bardziej uporzadkowane plastry. On dobierał wyłącznie drobne kurki, wielkości najwyżej obraczki ślubnej. I to obrączki nalezące raczej do kobiety o szczupłych palcach. Miały być podane w całości bo tylko wtedy potrawa nabierała zycia.
            Myliłby się kto, mysląc, ze wybieranie grzybów, a nawet - nie bójmy się tego słowa - sortowanie, było czynnością przedłużajacą przygotownie posiłku. Nic bardziej mylnego. We wprawnych rękach Stefana trwało to nie dłużej, niż posztakowanie cebuli. Oczywiście jeśli mowa o posiłku dla 2 osób.
            • giezik słoik 02.10.04, 12:30
              Stefan przebierając grzyby i delikatnie przemywając je pod strumieniem niemal lodowatej wody. Mimowolnie patrzył w stronę kuchennego okna.
              Na parapesie stał niewielki słoiczek z najnowszym skarbem. Niemal natychmiast po powrocie z grzybobrania Stefan umieścił odnalezioną samotną kurkę w słoiku i zalał ja najprzedniejszą oliwą z oliwek. Delikatną, taką którą wykorzystywał wyłącznie do wyjątkowych sałatek. Zalewa połyskiwała w rozproszonym świetle, nie wiadomo czy dzięki samej oliwie, czy też dzięki obecności w niej maleńkiego grzybka.
              Nie zdając sobie z tego sprawy w tym samym czasie wytarł ręce o fartuch i doktnął kieszeni fartucha. Wszystko w porzadku, klucz był na swoim miejscu. Wrócił do przebierania grzybów.
        • lunatica Re: Nasza interaktywna powieść kulinarna w odcink 06.10.04, 14:44
          brunosch napisał:

          > Wanilko, w ostateczności może być Pani Matka, bo Pani (żona onegoż) żyje i w
          > czasie kolacji rzuca nożami o podłogę
          a czy Pan nie może mieć żony #2?
          • Gość: giezik luna, nie filozofuj, tylko twórz (no txt) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 14:55
    • Gość: wanilka Wicuś IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 01.10.04, 16:45
      tymczasem Wicus, mamrocząc pod nosem wlókł się do siebie. Mieszkał w domku
      starego ogrodnika. Rodzice osierocili go, gdy miał 10 lat. Wychowywał się sam,
      nikt nie chciał zaopiekować się ułomnym sierotą, ale wyszyscy go wykorzystywali
      do najcięższej, najbrudniejszej roboty. Dzieciaki zaś wyśmiewały się z niego,
      przedrzeźniały. Wicek stawał się coraz bardziej złośliwy i zgorzkniały.
      Wicuś nie był jednak taki głupi na jakiego wyglądał. Dużo widział, rozumiał
      jeszcze więcej, ale na razie nie chciał swojej wiedzy wykorzystać.
      - Nadejdzie czas, że ja im pokaże - mamrotał - popamiętają mnie - odgrażał się.
      • Gość: giezik Re: Wicuś IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.04, 20:15
        Zbliżal sie do swojej siedziby i jeszcze pod nosem złorzecząc nic nie przeczuwał.
        Drzwi od jego rudery były lekko uchylone. Choć nigdy nie było tam nic bardziej wartościowego od różnych sznurków, zardzewiałych gwoździ i resztek dziwnych urządzeń, które zbierał na wyspiskach w pobliskiej wsi, nigdy nie zdarzyło mu się zostawiać otwartego domku. Wicek, może i głupi, ale powiedzenie "mój dom jest moją twierdzą" dotyczy nie tylko arystokratów
        • giezik kolacja (cd.) 04.10.04, 08:36
          Zanim ostatecznie wyjasni się, dlaczego drzwi rudery Wicka były otwarte i co się wydarzyło, wróćmy do kolacji Państwa w chwili gdy dźwięk upuszczonego i wbijającego się w podłogę noża dźwięczał w uszach wszystkich obecnych przy tym wydarzeniu.
          Rolsrojs, choć był wiekowym i statecznym już psem zerwał się natychmiast z całą swoją psią niezgrabnością.
          Psy co prawda bywają dostojne, jednak nie w momentach gdy ktoś lub coś je wystraszy. Wówczas, zwłaszcza jeśli ma to miejsce na śliskiej powierzchni posiadane przez nie cztery łapy okazują się zdecydowanie zbyt skomplikowanym wyposażeniem. Kontrola wszystkich kończyn przekracza wówczas możliwości psiego układu nerwowego. Nie inaczej było teraz. Szamotanie się, dudnienie przerwało złówróżbną ciszę, jaka zapadła w chwili wbijania się noża w podłogę. Wykonujac idiotyczne pozy, zupełnie nie licujące z godnością psa, zaczepił pazurami o kawałek obrusu lezacego na stole .....
          • Gość: giezik Re: kolacja (cd.) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 04.10.04, 20:38
            ... co działo się później nie warte jest wspomnienia. Faktem jest, że wino rozlane zostało już wcześniej. Na stole zaś była dopiero pierwsza część kolacji - smażone kurki, które Stefan tak pieczołowicie przyrządził.
            Krótko mówiąc, chwilę później jedynym beneficjentem grzybów był winowajca, czyli Rolsrojs. Bez względu na to czy psy są smakoszami smażonych grzybów, czy też nie - te pachniały cudownie. Aromat przesmażonych na maśle, i podlanych winem złocistych skarbów lasu zmiękczał nawet najbardziej zatwardziałego zwolenika szpiku z kości wieprzowych.
            Pani wciaż stała w niemym krzyku patrząc to na wbity wpodłogę nóż, to na pandemonium na środku pokoju.
            Za to Pan ......
            • brunosch ... 05.10.04, 10:09
              Ukląkł ostrożnie obok psa, spojrzał mu głęboko w żółte ślepia i powoli wycedził:
              - Rolsrojs, zeżarłeś sos grzybowy! Nie wstyd ci?
              Słuchając Pana, pies przekrzywił lekko łeb jakby z uwagą nadsłuchując,
              nadstawił ucho i łapą potarł pysk. Potem otrzepał się żywiołowo klaszcząc
              uszami i odpowiedział:
              - nie, zero wstydu, sos dobry. Jak masz jeszcze - daj!
              Zapadła pełna konsternacji cisza...
              • giezik Re: ... 05.10.04, 10:17
                .... nie wiadomo było co powiedzieć. Rolsrojs po raz pierwszy, odką znalazł sie w domu Państwa tak ostentacyjnie wyraził swoją opinię. Co prawda zdarzło mu się już wcześniej jakoś zaprotestować, ale zwykle działo się to w kącie, półgębkiem, czy też półpyskiem. A tu taki afront. Nie dość, że bydle pożarło danie, to jeszcze bezczelnie nie widzi w tym nic złego.
                Pan nie zdzierżył i na całe gardło wrzasnął: STEFAN!!!!
    • giezik karmazyn w porto 05.10.04, 11:03
      Stefan przygotowywał sos do zasadniczej części kolacji. W rondelku delikatnie bulgotało porto wraz z tegoroczną konfiturą z czerwonej porzeczki z odrobiną cytryny. Kwaskowy zapach powloli wypierał wcześniejsze zapachy leśne. Własnie przecierał maliny do sosu, gdy dobiegł go wrzask Pana.
      Ponieważ jednak, zaden rasowy kucharz nie zerwie się natychmiast porzucając swoje labortaorium w trakcie przygotowywania najwymślniejszej potrawy, odwrócił się tylko szukając wzrokiem Wicka ...
      • brunosch Re: karmazyn w porto 05.10.04, 11:21
        Wicek natomiast leżał plackiem na podłodze, próbując dosięgnąć czegoś, co
        poturlało się pod kredens. Leżał więc sapiąc, przekrzywiając głowę i ustawiając
        wzrok tak, aby mógł cokolwiek w ciemnej szparze zobaczyć. Gmerał najpierw łapą,
        ale że nie dosięgał ściany chwycił za pogrzebacz i nim szeleścił w szczelinie.
        Wygrzebywał stamtąd masy brudu, lepkie zbitki czegokolwiek, uwalane w
        wieloletnim brudzie, mysiej sierści i truchłach padłych much. Jakieś obrzynki
        mięs, kawałki skórek warzywnych, zeschnięte owoce, czy warzywa.
        - Wicuś, a czego ty tam, draniu szukasz?
        - e takiej no, psiajucha tego... plątał się idiota, dalej leżąc na podłodze i
        wygrzebując na światło dzienne odwieczne warstwy brudu.

        Nagle pomiedzy całym tym obleśnym śmieciem coś błysnęlo, zaświeciło...
        • giezik Re: karmazyn w porto 05.10.04, 11:41
          ... Wickowi nie dane jednak było sięgnąć po błyszczący przedmiot, bo Stefan głosem, doskonale znanym Wickowi rzekł - a idź no zobacz czego tam Pan potrzebuje. Ino szybko, bo coś to na pilne wygląda.....
          • brunosch mimo wszystko wrzesień 05.10.04, 13:43
            Zdyszany Wicek stanął w progu jadalni, w sekundę zastaną sytuację określił w
            duchu jako nienajlepszą i pokornie czekał, na pańskie dyrektywy.
            Wiiicek! Stefana wołałem, a nie ciebie! Wołać Stefana! Biegiem, bo w pysk
            strzelę.
            Pośpieszny łomot buciorów Wicka ginął za zakrętem, po chwili w progu ukazał się
            Stefa.
            - Stefanie... Hmmm... Powiedz no mi stary - mamyż to dziś Wigiliję?
            - Wigiliję? We wrześniu? Jeszcze drzewa zielone, gdzie tam Wigilija? A stało
            się coś? Choinkę zrąbać jak mus, to mus - urąbię! albo karpia sprawić -
            sprawię, ale jeszcze nam do Wigiliji hohoho!
            Zrezygnowany Pan dał ręką znak, żeby odszedł, a kiedy zostali sami westchnął
            trochę do żony, trochę do siebie:
            - do Wigilii daleko, a pies już gada. Za moich czasów tak nie było.
        • ka2 Re: karmazyn w porto 05.10.04, 11:45
          o !? zadumał się. A ponieważ nie miał w głowie zbyt wiele i myślenie nie było
          tym co mu wychodziło najlepiej, zadumał się jeszcze przez chwilę.
          Marszczył przy tym swój nos jak kartofel, odgarniając paluchami jak serdelki,
          strąki włosów z czoła płaskiego jak naleśnik. Ale nic to nie dało. Zastanowiło
          go na moment to płaskie czoło. Plasnął się w nie otwartą dłonią bo przypomniał
          sobie, że to czego szukał nie było błyszczące. Zaczął więc grzebać dalej, a
          błyszczące znalezisko czekało na nasz ulubiony ciąg dalszy...
          • giezik powrót do kuchennych zajęć 05.10.04, 13:51
            skoro wyjaśniono nietypowe zachowanie psa, Stefan wrócił do przygotowywania kolacji, zwłaszcza że sos już był gotów i po całej kuchni roznosił się zapach malin zmieszanych wcześniej ze świeżo zmielonym pieprzem - połączenie, które dla wielu profanów nie do pomyślenia, w wykonaniu Stefana uprzyjemniało niemal każdą zrobiona w ten sposób rybę.
            Wicek z powrotem powrócił do poszukiwań, właściwie nie wiedział już czego, ale czyż nie samo poszukiwanie czasem jest najważniejsze.
            Pan zaś zrezygnowany przegonił Rolsrojsa i zamiast wezwać służbę do posprzatania ogólnego rozgardiaszu sam zaczął zrezygnowany resztki zastawy wrzucać na leżącą na podłodzę szmatę, która jeszcze chwil temu kilka pyszniła się na stole, jako obrus.
            Pani domu ...
            • ka2 Re: powrót do kuchennych zajęć 05.10.04, 14:29
              pani domu uśmięchnęła się z przekąsem pod nosem. Ale krótki był to uśmiech, bo
              jak wiadomo ogólnie, od tego robią się zmarszczki. Zaniepokojona spojrzała w
              lusterko i zaptała zalotnie
              - lustereczko, lustereczko powiedz przecie - tu wymownie zawiesiła głos i
              spojrzała wyczekująco
              - TY jestes najpiekniejsza ! krzyknelo zdesperowane lusterczko.
              Kuchnię wypelnil zbiorowy rechot.
              Lustereczko bylo bliskie pekniecia ze wstydu. Po chwili jednak smiech ucichl i
              wszyscy zaczeli poklepywac lusterczko po raczce i po pornograficznym obrazku na
              odwrocie.
              Pani domu łyknęła spory haust nalewki i poszła obrażona na pokoje. Po drodze
              postanowiła zajrzeć do pana i zapytać czy przypadkiem nie jest dziś Wigilia.
              • Gość: giezik ka2 - korekta IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.10.04, 20:30
                Poniewaz to byla kolacja, a Panstwo sa z pretensjami to byli w tym samym pokoju raczej. Byli wiec w tym samym pokoju z Panem i ona uczestniczyla w jego wymianie zdan ze Stefanem, co do Wigilii.
                Ostatnie zdanie nalezy wiec poddac liftingowi :)
              • Gość: giezik cd.. (po korekcie :) ) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 07:45
                Pani domu straciwszy zainteresowanie swoim odbiciem w lustrze klasnęła od niechcenia dwa razy, po czym opadła z wdziękiem na krzesło, po drugiej stronie stołu w jadalni.
                Mimo ogólnego rozgardiaszu wokół stołu spowodowanego wcześniejszymi wyczynami psa jej decyzja wpłynęła na ogólną poprawę wizerunku całego otoczenia. Aura dostojnego opadania wypełniała własnie pomieszczenie i udzielała się Panu i Rolsrojsowi, który po wcześniejszym nieprzystojnym zachowaniu, zabrał się za porządki.
                • ka2 Re: cd.. (po korekcie :) ) 06.10.04, 10:42
                  Ciąg dalszy stnął w progu przydreptując nerwowo i mnąc w ręku czapkę.
                  - Cholerka - pomyślał - wszystko mi się popieprzyło.
                  Zamaszyście wytarł brodę w poły płaszcza,zachwiał się i wyrżnął
                  organizmem prosto w śmieci wygarnięt spod kredensu, popisując się w locie
                  znajomością łaciny.
                  - @$#%&*, coś trzeba wymyśleć z tym błyszczącym.
                  Ale zabrakło mu konceptu. A pomysł spał w kącie pochrapując cichutko.

                  rozwieszoną na pajęczynie.
                  • ka2 Re: cd.. (po korekcie :) ) 06.10.04, 10:46
                    ka2 napisała:

                    > rozwieszoną na pajęczynie.

                    to był oczywiście błąd w druku :-)
                    • giezik uwagi autorów (czytelnicy nie czytać ;) 06.10.04, 10:49
                      ka2 myslalem, juz ześ z siostrąheli jakiś seans wspolny odprawiłaś, gdzie vegeta wciągana rurkami w nadmiernych ilościach była
                      • ka2 Re: uwagi autorów (czytelnicy nie czytać ;) 06.10.04, 11:07
                        z sistrąheli to chętnie bym coś wciągnęła, niekoniecznie wegetę ;-)
                        tequlię jakąś może, albo wino czerwone
                        a tak mi się przypomniało, bawiąc ostatnio w stolicy wstąpiłam na Chmielną (
                        podejrzałam w wątku nobull, jak jej radziłeś gdzie wybrać się na kolację ) i
                        teraz mam niezłą zagwozdkę jak się robi te kluski ziołowe co je tam dają z
                        grzybami
                  • brunosch Re: cd.. (po korekcie :) ) 06.10.04, 11:10
                    Wykorzystując drzemkę Pomysłu i chwilową nieprzytomność leżącego na podłodze
                    Ciągu Dalszego, Stefan schylił się aby wygrzebać spomiędzy brudów ten świecący
                    przedmiot. Okazał się być szklaną, tajemniczo opalizującą kuleczką. Aby ją
                    wyglansować, potarł nią o rękaw swojej kurty.

                    - Wigilija, pomyślał - jakieś Panu bzdury po głowie łażą, stary już i
                    niedołężny, Alchajmerem tknięty najwidoczniej. Oj, żeby tylko Wigilii doczekał,
                    starowinka.
                    Nagle niebo pociemniało, z czarnych chmur zaczął prószyć srebrny śnieżek, a dwa
                    pyzate aniołki w koszulkach fruwając pod sufitem piskliwie zaintonowały:
                    - Gloria! Gloria ! In Excelsis Deo!

                    Kuleczka spełniała marzenia wyrażane nie wprost. Szła zakosami jak skoczek
                    szachowy...

                    Pomysł przetarł oczy i zaczął się budzić.
                    - Kawy! wycharczał przez ściśnięte gardło.
                    Ciąg Dalszy dalej płasko leżał na podłodze.

                    (podnieście Dalszego Ciąga, bo się przeziębi)
              • Gość: giezik kuleczka.. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 14:27
                zniknęla w kieszeni fartucha kuchennego Stefana, obok znalezionego juz wcześniej klucza.
                Bohater na chwilę zatrzymał się przy oknie jego wzrok spocząl na słoiku
                • Gość: Hela Re: kuleczka.. IP: *.bb.online.no 06.10.04, 14:35
                  Ze sloika dobiegal cichutki, ledwo slyszalny chichot.
    • giezik ....uspokojenie 06.10.04, 11:01
      Zamyslony Stefan wpatrywał sie w słoiczek, który mimo, że słońce już niemal całkowicie zaszło, zdawał się iskrzyć własnym blaskiem.
      Dookoła roztaczał się aromat pieczonego karmazyna, wymieszany z zapachem masła, którym ryba została wcześniej nasmarowana. Z kontemplacji wyrwał go dźwięk dwóch klaszczących dłoni.
      Niemal automatycznie podszedł do jednej z szafek sięgajac po kieliszek do martini. Wiedział co oznacza ten dźwięk, Pani potrzebowała swojego stymulatora, by otrząsnąć się ze stresu.
      Stymylatorem owym było martini wymieszane z odrobiną (dokładnie 12 kroplami) wyciagu z małży. Na dnie kieliszka połyskiwało zaś ciałko mięczaka (nic to, że nie było świeżych, cały zapas słoikowych małży był zawsze w chłodni, zaś Pani i tak różnicy nie dostrzegała.
      Po przyrzadzeniu napoju zaraz za Stefanem pojawiła się dziewka kuchenna, dotąd milcząco siedząca w kącie i wzięla od niego kieliszek z zawartością.
      • brunosch Re: ....uspokojenie 06.10.04, 14:42
        Dziewka wyszła człapiąc, a po chwili zza okna rozległ się dźwięk klaskania
        jedną ręką. W zasadzie to już wieczór zapadł, psy się uśpiły i jak zawsze o
        szarej godzinie coś klaszcze za borem. Choć przytłumiony, łatwo był
        odczytywalny - to Zeschnięty Ekonom w lamusiku przyklaskiwał sobie w rytm
        ognistego flamenco.

        "Ooooo buenas diaaas manana" niosło się nad przypruszonymi śniegiem polami.
        "canamón famoso! por favor"

        I jeszcze to na dokładkę...
        Stefan dla odreagowania rąbnął sobie sporą porcję soku z małży, dolawszy do
        niego kroplę czy dwie alkoholu. Skrzywił się i odwrócił proporcje. Lepsiejse
        było - aż się wzdrygnął gdy uświadomił sobie, że łażą za nim głupie powiedzonka
        Wicusia.
        Przypomniał sobie o leżącym na podłodze. Odwrócił się. I zmartwiał. Czarny i
        niepokojący Cień Był Coraz Bliżej... Zbliżał się... to Następował Ciąg Dalszy.
        • Gość: Hela Re: ....uspokojenie IP: *.bb.online.no 06.10.04, 14:58
          Z nienacka czarny zlowieszczy cien zaczal leciutko migotac. Po chwili migotanie
          ze zrebrzystego zamienielo sie w biale. Z mgielki wylonil sie wyrazny napis
          "Spolem - usmiechniete zakupy".
          • emka_1 Re: ....uspokojenie 06.10.04, 15:00
            hela, jadłaś dzisiaj jakiegoś grzyba?
            • brunosch Re: ....uspokojenie 06.10.04, 15:06
              emka_1 napisała:

              > hela, jadłaś dzisiaj jakiegoś grzyba?


              Hela?! To pies wszystko zeżarł i prosił o więcej. Dla Heli nie zostało już nic
              a nic...
          • lunatica Stefan 06.10.04, 15:20
            Pod płaszczykiem słusznego wieku, Stefan skrywał wiele tajemnic... Ten, który
            zostawił niewinne niemowlę na zimnych schodach pałacu dawno przeszedł na drugą
            stronę... zanim odszedł zawiesił na szyi chłopca srebrny łańcuch z wisiorem.
            Wisiorem kształcie kurki.
            Stefan odruchowo poklepał sie po piersi - był tam. Srebrna kurka. Jedyne
            świadectwo, a raczej jego brak, dzieciństwa...
          • ka2 Re: ....uspokojenie 06.10.04, 15:29
            Napis mieścił się na samochodzie dostawczym. Na ganek wybiegła Pani klaszcząc w
            ręce z radości.
            - zakupy przyjechały - cieszyła się - Wigilia dzisiaj, trzeba malować pisanki!
            Stefan wywrócił oczami i pogonił Wicusia do wnoszenia jajek do kuchni.
      • hania55 Re: ....uspokojenie 06.10.04, 15:43
        Spojrzała z niesmakiem na kieliszek "Łapy byś umył, flejtuchu, zanim za
        kieliszek Pani złapiesz." Chuchnęła gorliwie na szkło i przetarła je rąbkiem
        fartuszka, po czym spojrzała pod światło czy aby na pewno ślady stefanowych
        paluchów zostały dostatecznie usunięte. Kiwnęła głową z aprobatą, ustawiła
        kieliszek na tacy i, nie obdarzając wpatrzonego w nią Stefana ani jednym
        spojrzeniem, wyszła. Stefan wrócił do swojego poprzedniego zajęcia i znów jął
        wpartrywać się w błyszczący słoiczek. Apetyczna woń piekącego się karmazyna
        podsunęła Stefanowi pewien pomysł: "Jutro Pan znów jedzie do miasta i Pani
        będzie smutna, to barweny jej usmażę. Z bułeczką, tak jak bidactwo lubi."
        • hania55 frasunek 06.10.04, 16:06
          Po czym naszła go niewesoła refleksja "Pan znów po nocy wróci, będzie po
          szafkach czegoś szukał i zawodził "Łan for maj bejbi end łaaaaan for de
          rooooud", a rano trza będzie jajecznicę smażyć i do Walusiowej po kwaśne mleko
          zasuwać..." Na to otworzyły się drzwi i wszedł Wicuś. Stefan oderwał wzrok od
          słoika i spojrzał na przygłupa "Co się tak szczerzysz, jakby Cie kto czekoladą
          nadział?". Wicuś nic nie powiedział tylko schował coś szybko do kieszeni
          swojego brudnawego kożucha. "Wam nic do tego" powiedział. Stefanowi jakby kto
          płachtą czerwoną pomachał. "Gadaj, głupku. Co tam chowasz?". "Wam nic do tego"
          znów hardo odparował Wicuś i podrapał się po nosie. Stefan już miał chwycic za
          pogrzebacz i zmłócić Wicusiowy grzbiet, ale nagle do jego nozdrzy dobiegł
          delikatny zapach spalenizny. "Jezusiemaryjowszyscyświęcipańscy, karmazyny!!!!"
          krzyknął i pobiegł do pieca. "He he he" ucieszył się Wicuś i na wszelki wypadek
          uciekł z kuchni.
          • hania55 Re: frasunek 06.10.04, 18:49
            Stefan dopadł pieca, uchylił drzwiczki, ale zanim to zrobił już wiedział, jaki
            widok go czeka. Jego przeczucia okazały się słuszne. Miast apetycznie
            zrumienionych, pachnących masłem płatów karmazyna miał przed sobą brytfankę, na
            dnie której dymiło coś przypominającego osmalone polana. Stefan załkał gorzko,
            lecz prędko jego rozpacz w gniew ogromny się zmieniła "Niech ja dopadnę tego
            niedorajdę!". Odstawił brytfankę mściwie planując, jak najpierw Wicusia obije,
            a potem każe mu naczynia do połysku pucować. Myśl ta nieco go pocieszyła, lecz
            nadal był wielce strapiony. Co tu państwu na kolację podać? Wychynął z kuchni i
            zawołał na dziewkę kuchenną.

            - Marychna, weź kieliszki - dla pani martini z tym robalem co zawsze, a dla
            pana siwuchę. Powiedz, że kolacja prawie gotowa, a pilnuj, żeby pili zdrowo te
            ichnie aperitify.

            Marychna pociągnęła nosem, zobaczyła nieszczęsną brytfankę i nie trzeba było
            jej dwa razy powtarzać. Migiem uwinęła się z aperitifami dla państwa i pobiegła
            do jadalni. Stefan, tymczasem, z najgłębszego kątka spiżarni wyjął zakurzone
            pudełko, które pan przywiózł kiedyś z rautu, co to "Prodakt Launcz" z
            cudzoziemska się nazywał. "C-A-P-I-T-A-N I-G-L-O-O" mozolnie przeczytał napis
            na pudełku. Otworzył je i wysypał na czystą brytfankę żółtawe krążki,
            powąchawszy z niejaką odrazą, wstawił do pieca. Wyjął po 5 minutach, polał
            sosem malinowym, który towarzystwa karmazyna nie doczekał i ułożył starannie na
            najpiękniejszym srebrnym półmisku. W tej samej chwili do kuchni wpadła zdyszana
            Marychna.

            -Niechże Stefan migiem kolację podaje, bo pan już taki zły, że aż gotów sam do
            kuchni przyjść.

            Stefan spokojnie podał Marychnie półmisek.

            - Karmazyny w cieście pod malinowym muślinem - wyrecytował.

            Marychna szybko wyszła z półmiskiem. Stefan zakradł się za nią na paluszkach
            pod drzwi jadalni. Po chwili dobiegł go donośny głos pana:

            - Ech, stary ciągle ma rękę, hep. Na niedzielę, hep, zapraszamy Klęckich-
            Blęckich, hep, oko im zbieleje!

            - Hi, hi, hi, jakie ładne okrąglutkie te karmazynki! - ucieszyła się pani.

            Stefan spokojnie wrócił do kuchni i wziął pogrzebacz. "A teraz pójdziemy
            poszukać tego przygłupa."
            • Gość: giezik do autorów (hania) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 20:29
              kurnia z misternego i wyrafinowanego szefa kuchni cos takiego robic. I jak z tego sie wykaraskac pozniej, zeby on z klasą wyszedł ;)
              • hania55 Gieziku 07.10.04, 20:36
                Mus był, bo pan już taki głodny, że prawie sam się do kuchni pofatygował. Toteż
                Stefan kazał państwa spoić, żeby różnicy pomiędzy karmazynem i kapitanem igloo
                nie wyczuli. Tak więc Stefan z twarzą wyszedł, ale Wicusia sprać musi. Tyle, że
                dzisiaj wena mię odeszła i Wicusiowi na razie się upiekło.

                PS. Ostatnio spotkałam osobę, która ryb nie jada, ale kapitana igloo owszem.
                Konsternacja.
            • Gość: giezik Re: frasunek IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.04, 20:30
              Stefan podświadomie czuł, ze oszustwo nie popłaca i przyjdzie mu za to zapłacić. Zwłaszcza że spalony karmazyn ością w gardle mu stał i nie pozwalał zapomnieć o sobie
            • giezik poszukiwania Wicka 06.10.04, 20:58
              Stefan nieswój, ze podać musiał coś co nawet na rybe nie wygladalo, poszedł szukać Wicka. bardziej przejąl sie bowiem tym co mały nicpoń mogł przeskrobac, niż faktem, ze Panstwo jedli coś czego nei podałby nawet rodzonemu bratu.
              Gdyby go miał.
              Kolejny raz tego wieczoru mimowolnie poklepał sie po ciele. Najpierw po klacie - wisiorek byl na swoim miejscu. Pozniej po kieszonkach fartucha swojego, zarówno klucz, jak i kulka byly na swoim miejscu.
              Wuchodząc z kuchni wydało mu się, ze coś cichutko zakwiliło z parapetu okiennego
              • lunatica Wiciu przepadł jak kamień w wodę. 06.10.04, 21:17
                Silna wola i dobre wchychowanie pozoliły mu utrzymać nerwy na wodzy.Szlachectwo
                zobowiązuje, szlachectwo zobowiązuje - mamrotał swoją mantrę przed snem
                delikatnie pieszcząc srebrną kurkę – jedyny dowód - zawieszoną na szyi. Jeszcze
                rok. Jeszcze tylko rok... Odnalazł już wszystkie potrzebne przedmioty.
                Przepowiednia się wypełni. 60 lat od dnia, w którym zamieszkał
                w pałacu. Kluczyk, kulka...
                - Brakuje mi tylko... – pomyślał.
                Ciche kwilenie po raz wtóry wyrwało go z letargu.
                • pinos Re: Wiciu przepadł jak kamień w wodę. 06.10.04, 22:22
                  Wydaje się, że niespokojne widmo zhańbionego karmazyna snuło się nocą po
                  dworze...
                  Mglista sylwetka trąciła kryształy żyrandola, zamigotała w zmatowiałym ze
                  starości lustrze, wionęła chłodem w kuchnii... Stefan dręczony wizjami piekła
                  wypełnionej czernią brytfanki rzucał się niespokojnie w swojej przylegającej do
                  spiżarni izdebce...
                  Ze snu wyrwało go rytmiczne kapanie za ścianą...
                  • Gość: Hela Majaki nocne IP: *.bb.online.no 06.10.04, 22:40
                    Z walacym jak mlotem sercem wbiegl do spizarni, co kapie? CZemu kapie? Skad
                    kapie? Czemu podloga jest mokra?
                    Nagle przez zaspane oczy zobaczyl na polce tuz obok buteleczki z bezcennym
                    sokiem z malzy pakunek zawiniety w przemoczony papier ze znanym juz mu skads
                    napisem, "Spolem, usmiechniete zakupy". Zadrzal. Podszedl ostroznie do kapiacej
                    paczki, dotknal papieru, powachal. Ryba. Drzacymi rekami rozwinal papier.
                    Karmazyn. Lypal na niego szklistym okiem. Mrugnal.
                    "Ktos mi chce podlozyc karmazyna", przemknelo mu przez mysl.
                    • emka_1 Re: Majaki nocne 06.10.04, 23:17
                      w tym momencie karmazyn ryknął znanemi słowy:

                      bierz karabele, chamie bracie,
                      i za pan brat ze szlachtą siądź.

                      stefan oniemiał, a po chwili zbielałymi wargi wyszeptał - a jednak wigilia to
                      byc musi, skoro ryba mówi. i słoik kwili -dodał po chwili


    • Gość: Nobullshit Pytanie do autorów - ile jest kulek? n/t IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 06.10.04, 21:48
      • Gość: Hela karmazyn IP: *.bb.online.no 06.10.04, 22:44
        a tu karmazyn dla inspiracji
        www.tjener.uninett.no/~karlsoy/fisk/uer.htm
      • Gość: giezik Re: Pytanie do autorów - ile jest kulek? n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 04:08
        na pewno nie cała miska, bo to niepoularne ostatnio jest
        • lunatica :-)))) ja się zastrzelę! 07.10.04, 08:18

          • giezik lunatico, 07.10.04, 08:20
            zabijanie sie z rana nie przystoi damom
    • lunatica do autora brunosha pytanie zasadnicze 06.10.04, 23:55
      "[...]Stefana, który rządził kuchnią, kredensem, spiżarnią i piwniczką już od
      59
      lat, czyli od chwili gdy jako niemowlę został znaleziony na progu dworu z
      przypiętą do pieluszki karteczką "TO TWOJE"."

      czy Stefan rządził kuchnią, kredensem, spiżarnią i piwniczką zanim nauczył się
      chodzić i mówić... ?
      • emka_1 Re: do autora brunosha pytanie zasadnicze 07.10.04, 00:13
        zdolna bestia była:)
      • Gość: giezik Re: do autora brunosha pytanie zasadnicze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 03:33
        a kto powiedzial, ze ma 59 lat. Moze ma np. 65
        • Gość: giezik do autora brunosha pytanie zasadnicze (korekta) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 04:07
          późna/wczesna pora spowodowala post poprzedni. W koncu niemowle to niemowle,
          • lunatica :-))))))) 07.10.04, 08:16

    • giezik Nieobecność WIcka... 07.10.04, 04:37
      miała bezpośredni związek z wydarzeniami, które nastąpiły tuz po grzybobraniu. Jak pamiętamy, Wicek zastał otwarte drzwi swojej ni to komórki, ni to domku.
      Niespecjalnie go to zaniepokoiło, nie miał bowiem absolutnie nic wartościowego. A nawet jeśli by miał, to jego świadomosć nie pozwalała mu na zrozumienie jakiejkolwiek wartości.
      Doszedł jednak do wniosku - być może to za dużo powiedziane - instyktownie wyczuł, że otwarte drzwi w miejscu gdzie powinny być zamknięte mogą wiązać sie z czymś nowym.
      Gdyby Wicek był tak rozgarnięty myślowo jak Pan, mógłby pomysleć o nowej jakości w życiu.
      Schylił się więc i na czworakach wolno sunął do wpółuchylonych drzwi komórki...
      • pinos Re: Nieobecność WIcka... 07.10.04, 10:28
        Lekko przywiędła trawa kładła się pod naciskiem jego dłoni i kolan, a
        gdzieniegdzie leżące ostre kamienie i patyki boleśnie wpijały się w skórę
        (Wicek dawno już ze spodni wyrósł, ale że szkoda mu było ciułanych groszy na
        ubranie, obciął postrzępione nogawki i chodził odzian niby kilkuletnie pacholę
        w krótkie spodnie).
        Wokół panowała cisza. I tylko z komórki od czasu do czas dobiegały cichutkie
        szurnięcia...
        "Ki diaboł?" Pomyślał Wicek.
        W tej chwili ręką potrącił stertę starego żelastwa, które zbierał w nadziei, że
        znajdzie się amator na kupno. Przeraźliwy hałas poniósł sie po podwórzu...
        • ka2 Re: Nieobecność WIcka... 07.10.04, 11:07
          Hałas taki, że psy się pobudziły a Zasuszony Ekonom zastygł z przerażenia w
          bezruchu i przestał klaskać za borem.
          Wicuś zgłupiał do reszty. Zaniechał skradania się bo jaki to miałoby sens i na
          na odważnego wkroczył do swojej komórki. Kiedy jego wzrok przyzwyczaił się do
          panującego wewnątrz pólmroku ( a nie trwało to długo, bo Wicuś jadł dużo
          marchewki, która dobrze robi na kurzą ślepotę )ze zdziwieniem zauważył nogi
          wystające zza szafy.
          • brunosch Re: Nieobecność WIcka... 07.10.04, 11:13
            nogi tak włochate i muskularne, słynące w całym kluczu z swojej siły i chyżości
            posiadała tylko Pani. Widok jej nóg skonfudował Wicka, który choć durnowaty
            potrafił docenić walory długodystansowej sprinterki. Zwłaszcza gdy Pani w
            zawody szła z Rolsrojsem bywało, że pierwsza dopadała zająca i wpijała mu zęby
            w kark. A teraz jej nogi leżały porzucone za szafą.
            • hela1 Re: Nieobecność WIcka... 07.10.04, 11:20
              No tak, pomyslal Wicek, tu sa nogi. Ale gdzie PAni?
              • ka2 Re: Nieobecność WIcka... 07.10.04, 11:31
                Stwierdzenie cudzych nóg za własną szafą a szczególnie nóg bez reszty Pani
                spowodowało u Wicka lekki atak paniki.
                - Aaaa ! wrzasnął co sił w płucach - ktoś Pani naszej nogi z ... powyrywał.
                • brunosch Re: Nieobecność WIcka... 07.10.04, 11:40
                  - Sam jesteś [...] rzekło coś basem z głębi szafy.
                  Wicek dzwoniąc zębami przybliżył się ostrożnie, otwarł drzwi (matowe lustro
                  odbiło jego zielonkawą twarz) i powoli wsadził kudłaty łeb do środka,
                  wypatrując z trudem w ciemnościach kogoś, to do niego zagadał.
                  Nagle... no nie...
                  coś gwałtownie wciągnęło go w otchłań szafy, sponiewierało, przydusiło,
                  wyrywało kłaki i okładało na oślep a wszystko to w całkowitej ciemności i
                  milczeniu.
                  Nagle zapadła cisza i bezruch. Wicek dyszał ciężko spodziewając się kolejnego
                  ataku, lecz w szafie poza nim nie było nikogo.
                  • brunosch Re: Nieobecność WIcka... 08.10.04, 09:45
                    Szafa była pusta.
                    Rozchodził się za to intensywny swąd spalonego okrutnie karmazyna. Duch ryby
                    straszył w otchłaniach szaf nie robiąc różnicy na kim i jak będzie się mścił.
                    Tradycje Konfederatów Barskich nie były mu obce. W powietrzu jeszcze unosił się
                    cichnący gwizd ich pieśni ...
                    W końcu znienacka ryknęło :
                    Chyćcie koni
                    Chyćcie broni
                    Czeka was Wawelski Dwór!

                    Po czym jakby zakłopotane synkretyzmem umilkło.
                    • ka2 Re: Nieobecność WIcka... 08.10.04, 09:57
                      Znienacka ryknęło i takoż umilkło.
                      - drogi Znienacku - odezwał się lekko zbity z pantałyku Ciąg Dalszy
                      - czy możesz się przenieść na dół wątku, jesteś nam tam potrzebny ;-)
                • ka2 Re: Nieobecność WIcka... 07.10.04, 11:42
                  - No cham jakiś - rozległo się spod szafy - takie słowa przy damie.
                  - Czemu tak głos podnosisz - dodała ochłonąwszy lekko - wyciągnij mnie lepiej.
                  Wicuś pośpiesznie poszedł Pani w sukurs, ciągnąc za to co było na widoku, czyli
                  za nieszczęsne nogi.
                  - Auć - wyrwało się Pani, choć bardzo starała się zachować z godnością możliwą
                  w zaistniałej sytuacji.
                  Z godnością więc zaczęła wybierać z włosów liście, pajęczyny i nie wiadomo co
                  jeszcze ( w końcu ciemno jest )
                  • Gość: giezik suknia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.04, 21:52
                    Wickowi w gardle zaschły wszystkie słowa. Ani nie smial zapytać co Pani robi w jego domostwie, ani w ogole odezwać się choćby głupio.
                    Szarpiąc za nogi i próbujac dojśc do siebie, nie zauważył, że pani zaczepiła suknią o jakiś tam stary gwóźdź w środku.
                    Suknia wraz z godnością opadła z Pani z głośnym wrrrrrrrr
                    • emka_1 Re: suknia 07.10.04, 22:24
                      albowiem była to suknia plugawa. jednak miast paninej nagości zadziwiony wicek
                      ujrzał przecudnej urody kalesony, cienkie niczym pajęcza nić, ściśle opinające
                      nogi i muskularny tors pani, w rzeczy samej, kalesony siegały aż po pachy. wicek
                      nie bacząc na wszystko postanowił je zdobyć. niestety, zedrzeć ich z pani nie
                      mógł. zbyt ściśle przyjegały do ciała. postanowił je więc wycyganić sobie tylko
                      znanym sposobem.
                      • hela1 Re: suknia 07.10.04, 23:07
                        Wicek nie byl swiadom tego, ze na te same kalesony juz od dluzszego czasu mial
                        chrapke Stefan. Wiedzial bowiem, ze tylko te kalesony potrafia przywrocic
                        cieplo jego steranym sluzba nogom. Od szukania trufli w mokrym lesie wdala mu
                        sie podagra. I tak jak od zawsze wyczuwal pocztyliona, od niedawna wiedzial
                        tez, ze idzie na deszcz, podagra mu to mowila.
                        • emka_1 Re: suknia 07.10.04, 23:25
                          mimo wszystko stefan był dumny ze swej choroby, wszak podagra i lordoza to
                          pańskie choroby - żywy, choć bolesny dowód świadczący o jego szlacheckim
                          pochodzeniu.
                          snuło mu sie po głowie stare powiedzenie - poznać pana po kalesonach. tak,
                          musiał je mieć. w tym momencie myśl jak błyskawica przeleciała mu przez steraną
                          ciężką pracą czaszkę. zaraz , zaraz - zamruczał - pana, nie panią...

                          • hela1 Re: suknia 07.10.04, 23:30
                            Zaczal nasluchiwac. Chrobot, skrzyp, gwizd, tak to Pan chrapie. Znaczy sie spi.
                            Znaczy sie, jesli nie wypil za duzo martini malzowych, potrafil sie rozebrac i
                            zwolnil kalesony.
                            "Nie popuszcze, musz je miec" szepnal do siebie i zaczal sie skradac w kierunku
                            sypialni Pana.
                            • emka_1 Re: suknia 07.10.04, 23:49
                              starannie omijając skrzypiace deski w podłodze, upiornie bogato intarsjowane
                              komódki i stoliczki do robótek zastawione miśnieńskimi figurkami pastereczek i
                              baranów, stefan z kocią zręcznością dopadł krzesła, uchwycił swą silną meska
                              dłonią cieniutka materie, zwisająca od niechcenia z krzesła. pędem wycofał się
                              tyłem, po czym przeskakując po trzy schody dobiegł do swojego pokoiku. ostrożnie
                              zapalił świecę i po raz kplejny w tym dniu załakał. jego barczyste plecy
                              podskakiwały w rytm szlochu. w dłoniach trzymał olbrzymi, koronkowe stringi pana.
                              • lunatica stringi 08.10.04, 00:03
                                a były to stringi nie bylejakie... ale w rzeczy samej stringi z Koniakowa.
                                misternie dziergane przez 6 dni i 6 nocy 6 miesiąc 60 roku życia Stefana.
                                • emka_1 tymczasem 08.10.04, 00:41
                                  wicuś mrużąc kaprawe oczka rozglądał sie po izbie swej ubogiej. porwał z pryczy
                                  porwana bura burke i burknął do pani - niech sie pani nakryje, bo ziąb tu
                                  straśny. tym sposobem kretyn chciał zasugerować pani w jak marnych warunkach
                                  przyszło mu wieść egzystencję wsiowego głupka. pani jedkn nie zwóciła uwagi i
                                  długopalcymi dłońmi pianistki chwyciła łach, z którego paroma ruchami wykonała
                                  niezwykle wdzięczny sarong. brosza by sie zdała - wypowiedziała w przestrzeń
                                  głaszcząc się po wydatnym biodrze, po czym schyliła się i ze śmieci zalegających
                                  w kącie wyłuskała zapleśniałą fasole i kawałek drutu. jeszcze raz dowiodła swej
                                  niezwykłej zdolności manualnej tworząc na poczekaniu z dostępnych materiałów
                                  niezwykle gustowną zapinkę. wicek jęknął w zachwycie - gdybym ja miał taką żonę...
                                  • pinos Re: tymczasem 08.10.04, 09:25
                                    - ...Toby kwadrans po ślubie wdową bez prawa do dziedziczenia została...
                                    Mruknęła Pani półgłosem do siebie, co sprawiło że ze wszystkich drzew w okolicy
                                    poderwały się spłoszone ptaki.
                                    Wicek nie do końca pojął subtelną głębie wypowiedzi Pani, jako że myśli jego
                                    zaprzątały kalesony, a poza tym w ogóle nie był zbyt gramotny...Ale spryt swój
                                    miał. Przyoblekł więc twarz w wyraz szczerego zatroskania (co nadało jej wygląd
                                    pyska chorej na niestrawność owcy) i rzekł.
                                    - Wielmożna Pani, tać to nie uchodzi, żebyście się w takim stanie ludziom
                                    pokazywali... o, tu pajęczynka, a tu... grzybek...nie grzybek...listek...nie
                                    listek...*no, tu też coś Pani macie (przez myśl Wickowi przemknęła jego
                                    zaginiona świanka morska, która - hodowana na pieczyste - zbiegła, uznana
                                    została za zmarłą, a sądząc po pozostawianych śladach miała się doprawdy
                                    swietnie). Zaraz przyniosę balię i wody gorącej, a potem przekradnę się do domu
                                    po przyzwoite odzienie...
                                    W głebi duszy Wicek liczył w duchu na to, że gd Pani do kąpieli się rozbierze,
                                    on złąpie cudne kalesony i zawłaszczy, argumentując potem, że tak były
                                    zniszczone i Pani niegodne, że mu tylko ich spalenie do głowy przyszło.
                                    Nasapał się więc biedak i namachał, ale wanne z parującą wodą (a nawet
                                    drogocennym kawałkiem szarego mydła z tualetki Pani) dostawił.
                                    Jednakże Pani, istota o krwi błękitnej jak skóra pewnej rybki przyrządzanej ku
                                    Państwa uciesze przez Stefana, srogi cios zadała Wickowym planom. Zrzuciwszy
                                    szatę wierzchnią (pieczołowicie odczepiając broszę) weszła do balii (świńskiego
                                    koryta naprędce przez Wicka odpicowanego) w kalesonach.
                                    Łzy napłynęły do oczu nieszczęsnego...
                                    • brunosch Re: tymczasem 08.10.04, 10:13
                                      Przez łzy widział drogocenne kalesony zanurzające się w pianie z szarego jak
                                      jego życie, mydła.
                                      Och, miećby je! dotykać, na własne ciało naciągnąć! Z łez i żalu wzrok mu się
                                      całkiem rozjechał i gdy lewe kontemplowało krajobraz za oknem, prawe zatrzymało
                                      się na błyszczącej główce gwoździa wbitego w ścianę.
                                      - Błyszczące. Śmieci, między nimi coś błyszczącego - a chwilę później nagle
                                      spadł śnieg...
                                      Z trudem układał dziwnego pucla dzisiejszych wydarzeń.
                                      - Stefan coś do kieszeni swojej kapoty wrzucił i mówił o Wigilii; a potem nagły
                                      śnieg i gadające ryby... Trzeba to Stefanowi odebrać i może kalesony będą jego?
                                      Kieszeń kapoty Stefana. Trzeba...
    • Gość: giezik furia IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 08.10.04, 09:54
      ... rozgoryczony wybiegł z komórki wydając z siebie najbardziej przeraźliwy dźwięk na jaki było go stać.
      A był to dźwięk, na który spadły wszystkie liście z okolicznych drzew. Krzyk Wicka niczym torpeda leciał prosto przez siebie. To strącił jakąś wiewiórkę z drzewa, to przestraszył chłopa, który właśnie poszedł zakładać wnyki ...
      • hela1 Re: furia 08.10.04, 14:14
        Zaszokowana Pani pozostawiona sama sobie w balii, wyskoczyla z niej chyzo i
        jela przeszukiwac wickowe domostwo. "Co to blyszczalo, co to blyszczalo" pytala
        rozgoroczkowana kapiela w balii w kalesonach.
        • emka_1 Re: furia 08.10.04, 14:54
          nie zważając na przenikliwy ziąb dopadła kąta, gdzie leżała kupka śmieci.
          zgrabną stópką podolskiego złodzieja wyjętą z tajnej kieszonki rozgarnęła
          zeschłe liście, szybciutko z wprawą łodzkiej prządki zwinęła pajęczynę w solidny
          kłębek mrucząc przy tym z zadowoleniem - no czysty jedwab nie będzie mi się tu
          marnował. schowawszy kłębek w przepastnym gorseciku, pochyliła sie z
          zainteresowaniem nad błyszczącym przedmiotem, który wychynął spod wymietej
          kartki, wydartej z magazynu smakoszy'kuchnia'. zupełnie bezmyślnie wyciągneła
          rękę po błyszczącą blaszkę. małe blaszane kółko to było, z tajemniczym napisem
          -wszystko mi mówi, że mnie ktoś pokocha. serce pani zabiło gwałtownie - no
          wreszcie - wyszeptała radośnie. zajęta swym odkryciem nie zauważyła, że za
          plecami czaił się złowrogo...
          • hela1 Re: furia 08.10.04, 15:02
            Ekonom, ktory zakradl sie do chaty Wicka w poszukiwaniu tworzywa na nowe
            kastaniety.
      • hania55 Re: furia 09.10.04, 22:21
        ... to baba pacierz zmawiająca przed świętą figurką na rozdrożu, żegnała się
        nabożnie, myśląc, że to sam Lucyfer pędzi ją porwać za obmawianie starej
        Józefowej, co to jej mąż nieboszczyk do komunistów przystał.

        Pan wyjrzał przez okno, po czym zaklaskał. W progu pojawił się Stefan z siwuchą
        i kieliszkiem na tacy. Pan popatrzył łakomie na oszronioną flaszkę, ale
        pamiętając o tym, że wieczorem wybiera się do miasta na rozrywki, poskromił
        chętkę na mały kieliszeczek.

        - Stefan po co butelkę przyniósł?
        - Ano pan klaskał...
        - Co ten krzyk znaczył, chciałem Stefana zapytać, a Stefan tak... od razu...




        • brunosch Re: furia 11.10.04, 09:46
          - To tylko Wicek wrzeszczy, ale nie wiadomo czemu. Leciał przez pola
          poturbowany, coś krzyczał o nogach. Ale jemu nic, nogi ma całe, bo jak wiatr
          leciał.
          - Nerwowy jakiś się zrobił ostatnio, nie wiesz no czemu?
          - Panie, bo to wszystko przez te duchy... Pokazują się albo i nie pokazują, a
          zawsze co złego zrobią, nastraszą abo co. - Przypomniał sobie rozmrożonego
          karmazyna i aż go dreszcz przeszedł. - A i ostatnio jeszcze Ekonom się ruszył.
          - Ekonom? Który? Ten zaschnięty? Jak to "się ruszył"?
          - No tańczy skubaniec, śpiewa, a jak wieczór zapadnie, to aż strach myśleć.
          Mówią, że jak się ruszy, to wielkie mrozy zapowiada i długą zimę...
          - No dobrze, Stefanie, trzeba nam zimną krew zachować w obliczu takich
          wypadków. A gdzie Pani? Zapytał półgłosem i starannie wlał w gardło kieliszek
          lodowatej siwuchy. Huuu!
          - Pani... nie widziałem od kolacji...
          Gdy po chwili wycofał się do kuchni, zauważył w staganie zimną krew. Trzeba ją
          zachować, tak Pan kazał. Ale komu i na co? tego nie mógł się nawet domyśleć.
      • giezik Re: furia 09.10.04, 22:31
        Wicek szalał wokól swej rozpadajacej sie rudery. Biegał rwąc włosy z głowy i starej włosienicy, która miał na sobie.
    • Gość: Nobullshit Korekta? IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 08.10.04, 15:13
      Czy to, co błyszczało, nie błyszczało w domu Państwa?
      Skąd się wzięło u Wicka?
      A poza tym, chyba się już znalazło, okazało być kulką, i ma ją Stefan?

      Nie nadążam :(
      • brunosch Re: Korekta? 08.10.04, 15:51
        Stefan w kieszeni ma kulkę, która wybiórczo spełnia życzenia, a Pani w izdebce
        Wicka znalazła świecącą blaszkę z Zaklęciem Miłości, w dodatku wykazała się
        umiejętnością czytania w myślach Wicka, bo on na widok gwoździa zaczął
        intenywnie myśleć, a ona odczytała tylko trop, że ma się świecić w śmieciach i
        brudzie.
        Zdaje się, że to jest tylko jedno zdanie.
        • Gość: Nobullshit I got it :) n/t IP: *.spray.net.pl / *.spray.net.pl 09.10.04, 22:32
    • Gość: giezik Re: Nasza interaktywna powieść kulinarna w odcink IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.10.04, 07:00
      Wroćmy jednak do wydarzeń z katastrofalnej kolacji. Stefan zmuszony podać substytut karmazyna, nie mógł wysiedzieć w spokoju w kuchni. Zostawiwszy więc wszystko w stanie totalnego rozkładu, (a trzeba pamiętać, że rozkład spalonego karmazyna bywa nader efektowny) wyszedł kuchennymi drzwiami.

      Nie było to z jego strony posunięcie najmądrzejsze. Cichutko skowycząca kurka w słoiku na okiennym parapecie, czy też może to sam słoik skowyczał została wystawiona na pokusę wszystkich chętnych.
      A pokusa ta był ogromna.
      • Gość: Hela Trzeba odkurzyc powiesc n/t! IP: *.bb.online.no 14.11.04, 22:54
        • emka_1 Re: Trzeba odkurzyc powiesc n/t! 14.11.04, 23:34
          było nie zabijać ćwieka kastanietami:((( społem jeszcze przeżyłam, ale
          kastaniety zaśmiały mnie na tydzień. no to teraz wybrnij :)
          • Gość: Hela Re: Trzeba odkurzyc powiesc n/t! IP: *.bb.online.no 15.11.04, 00:32
            NO bo Ekonom od jedzenia swinskich uszu a la tapas doznal fascynacji kultura
            iberyjska i teraz maniakalnie poszukuje inspiracji. To pewnie i on karmazyna
            gdzies schowal, bo go na suszonego dorsza a la tapas (bacalhau) chcial w
            piwniczce przerobic.
            • emka_1 Re: Trzeba odkurzyc powiesc n/t! 15.11.04, 00:35
              noale stojąc za plecami kobiety na myśli miał kastaniety:(
              • hela1 Re: Trzeba odkurzyc powiesc n/t! 15.11.04, 00:39
                Znaczy sie kobieta srednio atrakcyjna w jego oczach byla, jak o kastanietach
                myslal. Albo malo iberyjska.
                • emka_1 Re: Trzeba odkurzyc powiesc n/t! 15.11.04, 00:56
                  zapominasz, że on zmumifikowany , znaczy oczka mu wydłubali aby szklanymi
                  kulkami zastąpić. zdanie - nie była atrakcyjna w jego kulkach - zbyt odważne się
                  wydaje, zwłaszcza dla tych, co przypadkiem znają angielski:(
                  • brunosch Re: Trzeba odkurzyc powiesc n/t! 16.11.04, 13:03
                    - Ach, to wy, ekonomie? zapytała roztargniona, poprawiając na sobie a to
                    osuwającą się opończę, a to zjeżdżające uporczywie z bioder mokre kalesony. Po
                    coście tu przyleźli, hę?
                    Ekonom stał w milczącym zachwycie. W ciemności odbierał tylko pojedyńcze błyski
                    idące od Pani - a to agrafy z fasoli i drutu, a to jej złoty ząb, to znów
                    okrągłą blaszkę, puszczającą zajączki spomiędzy jej rozłożystych piersi.
                    - no gadajże, zeschleńcu wreszcie!
                    - ja tu tylko tak... po drewno na kastaniety, bo te moje stare, to już całkiem
                    na nic... rozlazły się i fałszują. To myślałem, że znajdę jakąś deskę i zrobię
                    sobie nowe, ale... i znów zamilkł.
                    - No, dobrze - rozejrzyj się tu, weź co ci trzeba. Zgodziła się
                    wspaniałomyślnie, wiedząc że i tak wszystko w izbie należy do Wicka, którego
                    miała za nic.
                    Kątem oka popatrywała na ekonoma krzątającego się po izbie. No niczego sobie.
                    Chudy, kościsty, ale muzykalny, wysoki i jaki silny - patrzyła z podziwem, jak
                    jednym szarpnięciem wyrwał ściankę szafy.
                    - Palisander - zacmokał z zadowoleniem. Paaaliiisander. Kastaniety będą z tego
                    że hej! Tu włożył w gębę kawał deski i szybko tnąc ją zębami wygryzał z niej
                    odpowiedni kształt. Czasem tylko spluwał trocinami, lecz pilnował się, żeby nie
                    ochlapać stóp Pani. Gdy skończył robotę zastukał nimi na próbę - dźwięk miały
                    dobry, spojrzał bezczelnie w oczy Pani i w przytupach ruszył w jej kierunku.
                    Stanął gwałtownie, przytrzymał palcem odpadającą powiekę westchnął głęboko :
                    Wszystko mi mówi że mnie ktoś pokochał...
                    Na te słowa i Pani westchnęła, poczym delikatnie zamknęła drzwi do izdebki.

                    Zostawmy ich tam, nie przeszkadzajmy.
                  • brunosch Tu 16.11.04, 13:06
                    ciąg dalszy ;) To znaczy - w następnym wpisie...
                    • Gość: Nobullshit A czy czytelniczka sklerotyczka IP: *.spray.net.pl 16.11.04, 13:28
                      mogłaby prosić o krótkie streszczenie akcji do chwili jej udatnego wznowienia
                      przez Brunoscha? No wiecie, na zasadzie "w poprzednim odcinku".
                      • egipcjanka15 Re: A czy czytelniczka sklerotyczka 16.11.04, 13:38
                        Ja nie wiem, czy to sie da strescic. Za duzo sie dzialo ;-))
                      • brunosch Re: A czy czytelniczka sklerotyczka 16.11.04, 13:39
                        > prosić o krótkie streszczenie akcji do chwili jej wznowienia

                        - krótkie? :)))
                        - streszczenie? :))))
                        - akcji? :)))))

                        Impossible Nobull, imposible. Nikt żywy nie jest w stanie tego dokonać.
                        • Gość: Nobullshit No dobrze, IP: *.spray.net.pl 16.11.04, 14:36
                          przeczytam od początku. Ja tak niestety mam nawet z prawdziwymi książkami,
                          w których akcja nie wije się jak posypany solą węgorz. Jeśli odłożę na dłużej -
                          muszę zaczynać lekturę od nowa :(
                • giezik Re: Trzeba odkurzyc powiesc n/t! 16.11.04, 07:26
                  brakuje chetnego ktory by reaktywowal trupa
                  • brunosch Re: Trzeba odkurzyc powiesc n/t! 16.11.04, 11:38
                    zaś na mnie spadnie?
                  • hela1 Re: Trzeba odkurzyc powiesc n/t! 16.11.04, 11:39
                    Proponuje zaczac od poczatku, zawezic temat, bo nam sie to strasznie rozlazlo.
    • wojtusia Re: Nasza interaktywna powieść kulinarna w odcink 14.11.04, 16:04
      Tak podciągnę, bo fajne :-)
    • lunatica łza się w oku kręci... na samo wspomnienie... nt. 12.05.05, 09:40

      • pinos Re: łza się w oku kręci... na samo wspomnienie... 12.05.05, 10:09
        Mnie ostatnio karmazyn po nocach straszył
        • brunosch Re: łza się w oku kręci... na samo wspomnienie... 12.05.05, 10:28
          karmazyn spalony czy uduszony?
          • brunosch REAKTYWACJA 12.05.05, 13:00
            Re: Trzeba odkurzyc powiesc n/t!
            brunosch 16.11.2004 11:38 + odpowiedz

            zaś na mnie spadnie?
            • brunosch Re: REAKTYWACJA 12.05.05, 13:10
              Leżąc obok (lub na) Pani, Zeschnięty Ekonom czuł wypełniające go szczęście.
              Wypełniało każdą komórkę jego ciała, które dzięki temu stawało się coraz
              pulchniejsze i bardziej miękkie. Już nie było tak, że każdy ruch podkreślony był
              skrzypieniem ścięgien, trzaskiem stawów i łomotem kości, co mówiąc między nami z
              lekka Panią deprymowało.
              Pani leżała zwinięta w kłębek, nakryta burą opończą. Czasem swoją smukłą stopą
              podrapała się za uchem i po podbródku.
              A teraz czuł, że krew zaczęła w nim krążyć (w każdym razie - osocze) że wraca do
              życia. Niezawodnym tego znakiem było, że nagle poczuł się głodny. Przeciągnął
              się, ziewnął rozdzierająco, poklepał po brzuchu. Zdecydował, że wyniesie z
              dworskiej kuchni coniebądź na ząb.
              • saiss Re: REAKTYWACJA 12.05.05, 21:04
                Gdy już subtelnie porzucił śpiącą znów Panią i wyszedł z drewnianki, udał się w
                stronę dworu. Zgrabnie wyminął wszelkich ludzi ( mogliby się zdziwić Nagim Ale
                Nagle Przywroconym Do Zycia Ekonomem Bez Kastanietow!) dotarł wreszcie do
                kuchni. Tam, poza Ciągiem Dalszym, który znów leżał rozpłaszczony pod zlewem i
                podsłuchiwał, jak rośnie trawa ( bo to niedoedukowany Ciąg był i nie wiedział,
                ze pod zlewem trawa NIE rośnie)...więc poza tym Ciągiem i smętnym karmazynem
                latającym gdzieś koło żyrandola, ujrzał podskakujący i popiskujący słoik,
                świecący światłem - nie wiadmono, czy własnym, czy odbitym...
                • kaiserka A tymczasem Stefan 12.05.05, 22:18
                  A tymczasem Stefanowi wątek spalonego karmazyna ością w gardle stał i nie
                  pozwalał zapomnieć o sobie. Nie pomogła nawet spora porcja alkoholu, z kroplą
                  czy dwiema soku z małży. Owszem spał, ale co to było za spanie. Cała noc rzucał
                  się niespokojnie w swojej przylegającej do spiżarni izdebce...Jego reputacja
                  byla zaprzepaszczona... chyba zeby...Koleny raz wyrwało go z letargu rytmiczne
                  kapanie za ścianą... To jednak nie był sen... Mozna wejść dwa razy do tej samej
                  rzeki! Paczka z karmazynem nie była wirtualna. To była jego szansa! Nie
                  zaprzepaści jej! Jeszcze śpiac zaczał komponowac przepis na karmazyna ... z
                  dodatkiem wanilii...
                  • pinos Re: A tymczasem Stefan 12.05.05, 22:43
                    Na podłodze, pomiędzy porzuconymi kastanietami,które dopiero w chwili
                    najwyższej rozkoszy (gdy Pani pokazała, czemu jeszcze posłużyć mogą jej
                    arystokratyczne stópki, jakże tera przez Ekonoma umiłowane) wysunęły się z jego
                    bezwładnych dłoni, w delikatnym świetle pólnocka połyskiwała tajemnicza
                    kuleczka.
                    Trącona butem Ekonoma odtoczyła się bezgłośnie w palisandrowe trociny...
                    W kuchni trwały przygotowania do porannego posiłku. Niepostrzeżenie bowiem dla
                    ukrytych w komórce Wicka kochanków, nastał świt nowego dnia. Rumiane,
                    przeżegnane bochny, parowały na stole, a krzepka dziewoja, łokieć zaledwie
                    wyzsza od stołu, ale za to dwa łokcie od niego szersza, ubijała masło...{P}

                    ***

                    [...] drąc się przy tym niemiłosiernie, co w jej mniemaniu miało być raźną
                    piosneczką skorelowaną z rytmem maselnicy. Ft ft ft ftórowała jej maślanka.
                    Prawda była jednak taka, że piłując dziób fałszowała jak mało kto i rzadko
                    kiedy.
                    "Łoj dyna dyna poszła Maryna"
                    nagle jej śpiew zamarł na bladych wargach. Łoj - szepnęła tylko zdumiona, na
                    widok niewątpliwego przystojniaczka szczerzącego do niej pożółkłe zęby.
                    Przeszedł obok niej sztywno wyprostowany i chyba miał nowe buty, bo lekko
                    poskrzypywał przy każdym kroku.
                    Bez słowa wziął ze stołu trzy bochny chleba, gomółkę masła, pęto kiełbasy i
                    wczorajszą pieczeń.
                    Przechodząc obok niej uszczypnął ją w rozłożysty zadek.
                    - ale Panu, ani słowa, jasne? groźnie się przy tym zmarszczył, jednocześnie
                    uśmiechnął, puścił perskie oko, mlasnął i czknął.
                    Dziewka stała z otwartą gębą. To było jak grom. Zakochała się w Nieznajomym. [B]

                    ***

                    Serce dziko jej załomotało (dźwięk ten gromkim echem odbił się od skraju
                    pobliskiego lasu, wypłaszając w wysokie góry Jackiego i Nukę), a piersi jej
                    targane namiętnością, trzepotały w okolicach krągłych kolan, i niczym dwa
                    próbujące poderwać się do lotu dwa białe goląbki z ryżem, ryż ów rozsiewały
                    dookoła...
                    Fruwające ziarenka dziewoja potraktowała jak najlepszą z wróżb i pomyślawszy -
                    Panu miałam nie wówić, ale Pani na pewno wysłucha rozterek dziewczęcego serca -
                    sama w końcu jest kobietą - potoczyła się żwawo tam, gdzie po raz ostatni
                    mignęła jej arystoktratyczna sylwetka Pani. Czyli w kierunku komórki Wicka...

                    A tymczasem, drogi czytelniku, Wicek... [P]
                    • pinos A tymczasem Wicek 12.05.05, 22:49
                      zgłębiał niezgłębione i świata tajemnice odkrywał.
                      Z czarnej otchłani rozpaczy wydostał go na powierzchnię widok muskanych
                      łagodnym wietrzykiem seledynowych dessous pokrytych delikatnym hafcikiem.

                      Porwał je ze sznurka i ukrywszy się w korzeniach olbrzymiego dębu podziwiał
                      drobniutkie ściegi i rozważał, jakaż to nitka pozwala osiągnąć podobne
                      mistrzostwo.
                      Był on bowiem zapalonym "rękodzielcą" i od dawna już miał w tajemnej skrzyni
                      przygotowaną dla siebie całą wyprawę - pościel, szydełkowe obrusy (jeden z nich
                      w przypływie szczodrobliwości podarował dziewce kuchennej, Isaurze, gdy się
                      żaliła, że "w jednej koszuli nikt jej nie weźmie").
                      Na tych tu zielonych majtasach Ekonoma znać zaś było rękę prawdziwego mistrza.
                      Któż, któż tu jeszcze tak potrafi???
    • Gość: Nobullshit Skoro można podbić każdy stary wątek... :)) nt. IP: *.warszawa.vectranet.pl 11.04.13, 23:52
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka