Gość: audreyka
IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl
04.12.04, 18:07
W grudniowej Kuchni Kurt Scheller pisze, ze nie ma polskiej babki, wiec nie
jest obciazony tradycja (o my nieszczesnicy...), ktora kaze mu od pokolen co
roku przyrzadzac ten sam zestaw potraw (zgroza!) i co odwazniejszym (alez ze
mnie tchorz) radzi isc w swoje slady i w tym roku przygotowac wigilie w stylu
fusion, ktora laczy smaki wchodu i zachodu (tylko po co, skoro swieta BN to
element kultury chrzescijanskiej?) a tradycje traktuje aluzyjnie (w
programie: azjatyckie rozki z papieru ryzowego, sledz marynowany w curry,
zupa z soczewicy w chlebie, zapiekanka z ziemniakow, jambalaya z karpia z
ryzem, pieczony ananas - wigilia daleka od rutyny, jak to madrze okreslono).
IMHO bezsens!!! Takie kombinacje to ja sobie moge zjesc kiedy indziej, jakos
nie czuje potrzeby oderwania sie od tradycji. Co wiecej celebrowanie stalych
wigilijnych potraw (jadam je tylko ten jeden raz w roku i czekam nań
zawzięcie :)) wg starych rodzinnych receptur sprawia mi radosc i przywodzi
wspomnienia (wszak najsilniejsze i najtrwalsze wrazenia to te, ktore
odbieramy zmyslami, zwlaszcza, jesli kojarza sie nam z chwilami wyjatkowymi)
Powtarzane od wiekow rytaly (rowniez kulinarne) daja poczucie bezpieczenstwa
i sa przekazywane dzieciom jak swiateczny prezent... Maja gleboki sens dla
psychiki i dla spojnosci spolecznej - dookola jest chaos i pospiech, a dzieki
obyczajom czlowiek czuje pewien rodzaj ladu i porzadku. Czy tylko ja mam
takie konserwatywne podejscie do sprawy? ;)