Gość: Etka
IP: 212.2.100.*
08.04.07, 21:06
Zawsze unikałam u niej jedzenia. Jakoś mi te zapachy nie podchodziły jak
wchodziłam do jej domu. Z czasem zauważyłam, że gotuje jakieś tam zupy,
kotlety schabowe, z kurczaka i piecze karczek.
Dziś wróciłam od niej ze śniadania wielkanocnego. Bardzo tam nie chciałam
iść,bo nie lubię jej kuchni, a tu święta i nic nie zjeść... Ale cóż trzeba
iść. Sama zrobiłam jaka faszerowane- zresztą z przepisów z forum- wyszły
pyszne, dziękuje za te cudne przepisy.
Więc może przejdę do sedna- co było dziś na śniadaniu- barsz biały- najgorszy
jaki w życiu jadłam. Chyba z torebki jest lepszy. Sama woda, ze zwazoną
śmietaną (farfocle pływały)i majerankiem. Bardzo letni. I nic więcej w nim
nie było- ani kiełbasy, ani jajka. Smakował jak pomyje. Nie wiedziałam, jak
mam się zachować, żeby go nie jeść. Kiełbasę albo jajko mozna bylo sobie
dołożyć extra ze święconki, zimne, kiełbasa nie ugotowana... Do tego na
półmiskach leżało peło jaj poprzekrajanych na pół, bez majonezu, bez niczego.
Lekko obeschnięte, z czarną otoczką (wczoraj gotowane i do tego za długo
przez tą czarną otoczkę) na drugim półmisku był jeden rodzaj szynki. No i
chleb- czarny ze sliwką. Nic wiecej nie było na stole!!!! Do tego herbata,
jeszcze się w dzbanku nie zaparzyła i juz nalana w filiżankach. Dobrze że
jajka swoje przyniosłam bo bym jeść co nie miała.
A jeśli chodzi o talenty kulinarne mojej teściowej to jeszcze Wam opisze jak
kiedyś robiła kotlety z szynki wieprzowej (dziwne ze nie ze schabu).
Wyciągnęła kawał szynki z zamrażalnika, wsadziła do do mikrofalówki na
odmrażanie, jak się odmroził to ukroiła kawał i wrzuciła opruszony solą na
patelnię. I taki upiekła mojemu mezowi. Byłam w szoku!!!
Teraz już wiem czemu się tak zajada jak do mnie przyjdzie. I dziwi się ze ja
i mój mąz to jesteśmy za grubi- mnie wprost tego nie powie, ale ciągle
słyszę, ze synka im tuczę.
Jeśli macie podobne przygody z utalentowanymi teściowymi chętnie poczytam...
Pozdrawiam,