Dodaj do ulubionych

Oj, co prawda to prawda...

04.01.08, 10:45
Niektórzy po prostu lubią jedzenie mało intensywne, takie by jak najmniej było
w nim smaku. Stad popularność pangi, pieczarek, piersi kurzęcych i rosołku
drobiowego. Stąd zamiłowanie do parówek. No dobrze, pieczarki są tańsze bo
nikt nigdy nie wymyślił jak masowo hodować borowiki. Gdyby ludzie lubuli
mocne, prawdziwe smaki nie byłoby bezsmakowych pomidorów, nikt by ich nie
kupił. Dziwne to może... Ale dlaczego właściwie nas irytuje?
Obserwuj wątek
    • marghe_72 Re: Oj, co prawda to prawda... 04.01.08, 10:57
      kogo irytuje?
    • Gość: ben-barka problem głodu zanika na swiecie IP: *.markom.krakow.pl 04.01.08, 10:58
      dzieki masowej taniej produkcji. Tanio i masowo znaczy niestety
      niesmacznie. Dobra żywnosc jest do kupiena ale za proporcjonalnie
      wyzsza cenę. To smutny fakt. Bezsmakowych pomidorow nie lubi raczej
      nikt, ale tania uprawa i odpornosc na transport oraz dlugie
      przechowanie niemozliwe do pogodzenia ze znakomitym smakiem.
      Opowiadanie ,ze ludzie lubią niesmaczne to, proszę wybaczyć, ale -
      nonsens.
    • wadera3 Re: Oj, co prawda to prawda... 04.01.08, 11:28
      gdyby ludzie myśleli przed klikaniem w enter, byłoby mniej nieprzemyślanych,
      prowokujących postów, prawda?

      uważasz, że takie pieczarki zastępują borowiki???
      albo rosół kurzy -wołowy?

      to znaczy nie znasz się na kuchni :)
      • figgin1 Naucz się czytać ze zrozumieniem 06.01.08, 10:16
        Nie piszę, że rosół kurzy może zastąpić wołowy, po prostu się dziwie ze
        niektórzy tak uważają. I nie martw się o mój garnek.
    • Gość: ella Re: Oj, co prawda to prawda... IP: 212.76.37.* 04.01.08, 12:13
      jesli dla autora postu pieczarki i rosol z kury nie maja intensywnego smaku to
      wspolczuje mu kiepskich kubeczkow smakowych.
      • marouder.eu Niestetyz, w rosole kurczecym.. 07.01.08, 14:44
        ...dominuje smak mdly, slodkawy, ktory, gdy jest zbyt intensywny raczej
        odstrecza niz zacheca, nieprawdaz?

        A jak ty bys opisalla Ellu intensywna dominante smakowa w pieczarkach:)??
    • jo.hanna sa kuchnie ostre w smaku (tajska, poludniowloska) 04.01.08, 12:42
      i sa subtelne (chociazby japonska). Wiec nie ma co sie zastanawiac nad wplywem
      intensywnosci smaku na jakosc jedzenia. Glod w swiecie istnieje (nawet w Europie
      i w USA, chociaz nie ma klesk glodu tak w dawnych dobrych czasach), wiec
      (relatywnie) tania zywnosc nie spowodowala znikniecie glodu. Faktem jest, ze
      produkcja dobrej jakosci zywnosci jest droga ze wzgledu na nizsze zbiory i
      koszta produkcji, wiec produkuje sie masowke, zeby przecietnie zarabiajacego
      Kowalskiego, Schmidta czy Vermeera bylo na nia stac.
      --
    • myszz to powiedz proszę... 05.01.08, 09:25
      ... co takiego ląduje w twoim garnku?
      • mhr-cs Re: to powiedz proszę... 05.01.08, 12:17
        kuchnia to jak historia
        albo znasz albo nie
        jak ktos nie ma o tym pojecia
        to nawet z przepisu nic nie zrobi
    • Gość: Louis_71 ? IP: 212.76.37.* 05.01.08, 12:17
      Poza autorem tego beznadziejnego tematu nikt tutaj nie traktuje pieczarek jako
      bliskiego zamiennika borowikow. Co niby zlego w takiej np. pizzy z pieczarkami?
      Pasuja do niej i jak dla mnie maja bardzo wyrazisty smak.
      • figgin1 Re: ? 06.01.08, 10:19
        Powiedz, z jakiego fragmentu mojej wypowiedzi wynika ze traktuję pieczarki jako
        zamiennik borowików? Ale JA, nie ktoś tam? Ludzie, nauczcie się czytać zanim
        siądziecie przed forum.
        • Gość: Louis_71 Re: ? IP: 212.76.37.* 06.01.08, 11:33
          "No dobrze, pieczarki są tańsze bo nikt nigdy nie wymyślił jak masowo hodować
          borowiki."

          Jak w takim razie mam potraktowac powyzsze zdanie? :) Logicznie myslac
          nalezaloby wysnuc z niego wniosek, iz popularnosc bezsmakowych pieczarek
          zawdzieczamy nizszej (od borowikow) cenie = sa chetniej jadane, poniewaz plebs
          nie jest w stanie pozwolic sobie na zakup borowikow ;)
          Moim skromnym zdaniem pieczarki jako kompletnie inne grzyby (ktore same w sobie
          maja bardzo konkretny smak) w ogole nie powinny byc w ten sposob rozpatrywane.
          Z twojej wypowiedzi jasno wynika, ze wg ciebie ludzie (a nie ty) wola te
          straszne, tanie pieczarki od szlachetnych, drozszych borowikow :) (co moim
          zdaniem jest akurat bzdura)
          Fakt, grunt, to nauczyc sie czytac ze zrozumieniem :)
          • figgin1 Re: ? 06.01.08, 11:39
            Ale co cię skłoniło do wniosku że JA je tak traktuję? Piszę o tym co obserwuję u
            innych. A to, ze są ludzie, którzy wręcz wolą pieczarki od leśnych grzybów to
            prawda.
    • poszukiwaczarmi Re: Oj, co prawda to prawda... 05.01.08, 16:00
      Ja odczytuję tego posta trochę inaczej. Brzmi z niego nuta zwątpienia wobec
      trendu uwielbienia, jakim masowy konsument darzy masowy produkt, a szerzej - do
      jedzenia w pośpiechu, zamęcie, wreszcie do traktowania posiłku jako uzupełnienia
      braków energetycznych.

      Tymczasem posiłek może być okazją do wspólnego spędzania czasu. Dobrym
      posiłkiem, z dobrych składników, można się delektować, można go omawiać,
      rozbierać na czynniki pierwsze, analizować dominanty smakowe.

      Nie każdy to lubi, wielu nie rozumie, no i stąd taka nuta zwątpienia :)
      • Gość: anita Re: Oj, co prawda to prawda... IP: 212.122.223.* 05.01.08, 16:06
        Truizmy, truizmy, truizmy.
      • Gość: nieskorzanka Re: Oj, co prawda to prawda... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 05.01.08, 16:06
        Często ten masowy konsument ma chudziutki portfel...
        • bene_gesserit Re: Oj, co prawda to prawda... 05.01.08, 16:41
          I wlasnie o to chodzi.

          Pomidory bez smaku sa tansze od takich ze smakiem, tak samo jak kura
          od wolowiny, pieczarki od borowikow i parowki od szynki parmenskiej.
          Oraz czekoladopodobne tabliczki od 90% ultraczekolad ze specjalnie i
          ręcznie selekcjonowanych super-duper ziaren, ser 'popularny' od
          dojrzalego taleggio, woskowe w smaku smarowidlo od prawdziwego masla
          itd.

          Masowka to syf, ale nikt nie wynalazl jeszcze rasy krow miesnych,
          ktore by mialy taki przyrost masy na tydzien, jak maja stloczone w
          nieludzkich warunkach kury. Itd. Noi - prawdziwa kurzęcina (taka z
          za zycia szczesliwej kury) ma wyjatkowy, intensywny i nieslychanie
          mily aromat, tak samo zreszta, jak i dobrze zrobione pieczarki.
          • figgin1 Re: Oj, co prawda to prawda... 06.01.08, 10:25
            Gdyby na kury nie było takiego popytu to nie byłoby masowej produkcji bo nie
            opłacałoby się. Jeszcze taniej byłoby hodować owady, podobno smaczne. Ale nikt
            tego nie robi. Bo nie byłoby chętnych. Sam fakt, ze cos jest tanie nikogo nie
            skłoni do jedzenia.
            • wadera3 Re: Oj, co prawda to prawda... 06.01.08, 13:28
              figgin1 napisała:


              >Sam fakt, ze cos jest tanie nikogo nie
              > skłoni do jedzenia.



              Taaaa....powiedz to emerytowi i namów go do kupowania końskiej polędwicy za
              jakieś 30zł/kg, a nie nerki wołowej za ca. 4-5zł/kg....

              Z pewnością Cię zrozumie
              • figgin1 Re: Oj, co prawda to prawda... 07.01.08, 19:03
                Znam trochę emerytów i cynaderki jakoś nie są popularne.
            • bene_gesserit Re: Oj, co prawda to prawda... 06.01.08, 14:49
              Popyt na kury jest _rowniez_ i imo nade wszystko zasluga stosunkowo
              niskiej ceny. Kury (zapytaj dowolnego ekonomiste rolnictwa) maja
              najwiekszy przyrost masy w najkrotszym czasie ze wszystkich zwierzat
              hodowlanych. A wiec sa najtansze.

              Nie jest przyjete, aby w naszej kulturze jadlo sie owady, noi nie
              sadze, aby ktos termity czy larwy postrzegal w kategorii 'miesa' w
              kregu kultury indoeuropejskiej. Mysle jednak, ze gdyby ich hodowla
              byla mozliwa i oplacalna w krajach, w ktorych sie je jada, to ktos
              by to juz dawno zrobil.
              • figgin1 Re: Oj, co prawda to prawda... 07.01.08, 19:07
                Jakiś czas temu kurczak nie rósł tak szybko. To zasługa odpowiedniej rasy i
                modyfikacji genetycznych. Nikomu by się nie chciało w to bawić gdyby nie ogromna
                popularność kurzego mięsa.
                • bene_gesserit Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 13:54
                  Skapuj ze w koncu, ze wolu ani nawet swini nie da sie zmusic w zaden
                  ludzki sposob, zeby tak szybko rosla, nawet tuczac ja przemocowo.
                  Kura pod tym wzgledem jest po prostu najlepsza - przynajmniej do
                  czasu, kiedy w krowich i swinskich genach nie pomajstruja jacys
                  magicy.
    • Gość: anita Re: Oj, co prawda to prawda... IP: 212.122.223.* 06.01.08, 14:01
      Figgin1 ale to chyba Twoje stosunkowo świeże przekonania? Sądząc po
      tym:
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=77&w=69548950&a=69730371
      kurze piersi z pieczarkami są "pycha".
      A na marginesie takie potrawy to są największe koszmary kuchni
      domowej, które należałoby wytępić w obronie dobrego smaku.
      • poszukiwaczarmi Re: Oj, co prawda to prawda... 07.01.08, 00:21
        Anito!
        Podziwiam Twoją pamięć do postów :)oraz popieram piętnowanie mizerii i
        kulinarnego smutku w imię pielęgnowania idei dobrego smaku. Deklaruję się
        popierać Twoje inicjatywy, które pójdą w kierunku walki o honor dobrego smaku,
        jak i liczę na wsparcie na moich frontach :)
        • Gość: hahaha nie ma to jak IP: 212.76.37.* 08.01.08, 19:20
          KONSEKWENCJA
      • Gość: nieskorzanka Re: Oj, co prawda to prawda... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.01.08, 09:58
        Popieram piersi kurczaka z pieczarkami, są pyszne!!! A co to jest ''dobry
        smak''- chyba to indywidualna sprawa smakującego???? Nie ma czegoś takiego jak
        smak idealny, każdy ma swoje upodobania, swoje smaki, ba , nawet różnimy się
        między sobą ilością i jakością kubków smakowych. Niektórzy np. uważają, że w
        dobrym smaku jest jeść truskawki popijając szampanem!!! fuj!!! co za
        obrzydlistwo, za to każde z osobna jest ok.
        • Gość: senin Re: Oj, co prawda to prawda... IP: *.bri.connect.net.au 07.01.08, 10:30
          Niektórzy np. uważają, że w
          > dobrym smaku jest jeść truskawki popijając szampanem!!! fuj!!! co
          za
          > obrzydlistwo, za to każde z osobna jest ok.


          ;(((((

          ..a przeciez juz Richard Gere...;(((
          • kocia_noga Re: Oj, co prawda to prawda... 07.01.08, 14:39
            W jednym z osiedlowych sklepików próbowałam kupować wodę
            niegazowaną.Jest tego cała długa historia, jak to pytałam czy jest
            niegazowana, a na odpowiedź,że jest i serwowanie mi 'niskonasyconej'
            mówiłam,że chodzi mi o tę całkiem bez gazu; potem była próba
            namówienia właścicieli na wprowadzenie tej wody, a ostatnio miały
            miejsce dwa znamienne wydarzenia: pewnego razu prosze o
            niegazowaną,dostaję 'niskonasyconą', prosze o bezgazową, pani szuka
            wśród butelek mrucząc..mrumrumru kranówa.Zignorowałam te
            pomruki,zapłaciłam, wyszłam.Następnego razu czyli nazajutrz pytam o
            tę wodę i pani (tym razem córka) mówi,że kranówy już nie ma.Ok,
            poszłam do żabki, kupiłam wodę i wróciłam jeszcze do tamtego
            sklepu,żeby dokupić coś, o czym zapomniałam.Pani córka wychyliła się
            zza kontuaru sprawdzić, czy rzeczywiście kupiłam tę kranówę.
            Ja im już kiedyś tłumaczyłam,że niektórzy tę wodę lubią,że co im
            szkodzi mieć ją w asortymencie itd. Ostatnio poddałam się i kupuję
            gdzie indziej, nawet nie pytam.Jest to coś w guście tego, o czym
            pisze Figgin.Dodam,że w tym sklepiku maja towaru mało, ale uwaznie
            dobranego - wędlin kilka rodzajów, ale same dobre,to samo z serami,
            warzywami itp.
            Czy mozna to nazwać brakiem tolerancji w stylu "wiem co dobre lepiej
            od ciebie"?
            • bene_gesserit Re: Oj, co prawda to prawda... 07.01.08, 14:53
              Mozna, bo panie nie zachowaly opinii dla siebie. Ich prawo lubic
              wode z gazem, twoje takie same lubic bez gazu (pozdrawia opcja
              bezgazowa). Ty to masz swieta cierpliwosc, bo ja bym mruczenia nie
              wytrzymala i wdala sie w calkiem niemruczana dyskusje nt
              pomrukiwania.
    • lis_ka Re: Oj, co prawda to prawda... 08.01.08, 23:55
      Mnie tam nie irytuje, co inni jedzą. Zresztą, sama chętnie zjem i
      pomidora z krzaka i pieczarkę ze sklepu. Nie ograniczam sie tylko do
      tego, co smakowite i specjalne. Poza tym zimą trudno o dobrego
      pomidora, a nie chcę mysleć o czasach, kiedy z wytęsknieniem
      czekalam na pierwsze nowalijki.
      Nie zapominajmy jeszcze o ludziach, którzy nie żyją po to, żeby
      jeść, a odwrotnie;)
      • poszukiwaczarmi Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 00:39
        Nie zapominajmy o nich! Podajmy im sałatkę z piołunu, aby skrócić im drogę do
        Sądu Ostatecznego, przed którym będą musieli się wytłumaczyć z każdego liścia
        kapusty pekińskiej i wszystkich sałatek ryż-brzoskwinia/ananas-kurczak :)
        • nieskorzanka Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 07:59
          A ja myślałam, że tzw. smakosze, to ludzie wuluzowani, pogodni,
          życzliwie nastawieni do ludzi i świata. Niestety tu wyłania się
          postać smakosza-zgryźliwca, zaciekle do ostatniej krwi tropiącego i
          wytykajacego kulinarne zbrodnie świata tego. Taki jad nie sprzyja
          smakowaniu i delektowaniu się życiem. Dla mnie większym smakoszem i
          znawcą jest ten co z banalnych , tanich składników potrafi
          przyrządzić coś smacznego,sprawiając przyjemność sobie, rodzinie i
          nie zastanawiając się czy jest to kulinarnie słuszne, niż ten co
          wiele gada o smakach, broni zaciekle jakichś jedynie słusznych
          pogladów i nie potrafi cieszyć się tymi swoimi smakami jedynie
          słusznymi, a tylko wytyka większości brak kulinarnego gustu.
          Prawadziwy smakosz to człowiek z klasą, a tutaj tej klasy nie
          widzę...
          • poszukiwaczarmi Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 10:47
            :)

            To jest odpowiedź z klasą na smakowy defetyzm, propagowany przez miłośników
            rozgotowanego makaronu, barszczu z torebki, bułki z bananem, drinka z wódki z
            letnim niegazowanym napojem, czy kołdunów nadziewanych farszem z gotowanego mięsa.

            Z tanich składników można zrobić sensacyjne dania, zgadzam się, wszak na takich
            opiera się chłopski odłam kuchni regionalnych. ALE: można też z bardzo drogich
            składników zrobić prowokację roku, np. rozbić kawałek szlachetnej wołowiny
            tłuczkiem albo nakłuć specjalną "maszynką" z mango tv, a potem smażyć 10 minut :)

            Pewne zasady są doktrynalne i nie można ich kwestionować; nie muszą one mieć
            wiele wspólnego z upodobaniami smakowymi. Jeśli w tej kwestii (doktryn) nie
            zgadzasz się ze mną, usmaż sobie proszę polędwicę w sposób podany wyżej i
            spróbuj ją zjeść :)
            • jo.hanna chlopskie jedzenie to jedzenie sezonowe 09.01.08, 12:12
              czyli to co akurat roslo/biegalo po polu. A i wykwitne jedzenie opiera sie na
              skladnikach sezonowych (bo tylko takie maja wlasciwy smak). Co je rozni to
              dodatki, jakosc tworzywa (lepsze gatunki miesa, ryb) i sposob przyrzadzania a
              moze nawet jedynie tylko sposob podania? I doskonaly moze byc salceson, kurczak
              z pieczarkami, kapusta pekinska, smalec z ogorkiem (Fetti, narobilas mi smaka na
              ten smalec!). Wszystko zalezy od kucharza :-)
            • Gość: senin Re: Oj, co prawda to prawda... IP: *.for.connect.net.au 09.01.08, 12:35
              > Z tanich składników można zrobić sensacyjne dania, zgadzam się,
              wszak na takich
              > opiera się chłopski odłam kuchni regionalnych. ALE: można też z
              bardzo drogich
              > składników zrobić prowokację roku, np. rozbić kawałek szlachetnej
              wołowiny
              > tłuczkiem albo nakłuć specjalną "maszynką" z mango tv, a potem
              smażyć 10 minut
              > :)

              pewnie wg tych, ktorzy uwazaja ze dania z wolowiny to jedynie steak
              T_Bone, Steak Diane czy châteaubriand , a wol sklada sie jedynie z T-
              bone , Schotch Filley i Eye Rib

              propozycje rozbijania mniej szlachetnych kawalkow wolowiny jest
              profanacja...no bo ...one po prostu nie istnieja

              a swoja droga, tak mi sie dziwnie wydaje, ze pijesz tutaj do mojej
              porady rozbicia miesa....
              ...

              i, oczywiscie, manipulujesz niemozebnie ;(( i wyrywasz wypowiedzi z
              kontekstu, (bo moja odpowiedz dotyczyla smazenia wolowiny.. nie
              smazenia stekow,)by zademonstrowac swoja znajomosc tematu. Zwykle
              odzywasz sie tez po merytorycznie na poziomie wpisach innych. Zejdz,
              juz kurcze z tego wysokiego konia, bo jak zauwazylam niewiele masz
              do powiedzenia sam 'od siebie' albo powtarzasz cudze wypowiedzi,
              albo krytykujesz wypowiedzi innych bazujac na wiedzy zaczerpnietej z
              wpisow twoich poprzednikow. Jest tez pare Twoich wlasnych
              OGOLNIKOW, majacych sie nijak do tego, co propagujesz

              w sumie uwazam, ze nie masz zielonego pojecia o dobrym smaku, wiesz
              tylko, co dobrym smakiem nie jest i to tez jest bardzo ograniczone
              do pospolitych i naduzywanych produktow w tzw kuchni 'nowomodnej-
              tryndy'
            • Gość: nieskorzanka Re: Oj, co prawda to prawda... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 09.01.08, 12:44
              Pewne zasady są doktrynalne i nie można ich kwestionować; nie muszą
              one mieć
              > wiele wspólnego z upodobaniami smakowymi. Jeśli w tej kwestii
              (doktryn) nie
              > zgadzasz się ze mną, usmaż sobie proszę polędwicę w sposób podany
              wyżej i
              > spróbuj ją zjeść :)
              >

              W moim przypadku twoje doktryny nie mają zastosowania.
              Nawet gdyby mnie było stać na polędwicę wołową ( w W-wie ok. 70 zł),
              nie jadłabym jej bo nie lubię i nigdy nie lubiłam . Taki już mój
              spaczony i plebejski gust, za to gdy widzę w sklepie surowa
              watróbkę drobiową, dostaję ślinotoku, wyobrazając sobie jak ją po
              plebejsku przysmażę z cebulką.
            • Gość: senin powtorze jeszcze raz armijny poszukiwaczu IP: *.for.connect.net.au 09.01.08, 13:04
              Wolowina to nie tylko poledwica

              jest wiele potraw smazonych z wolowiny I z rzeczonej poledwicy NIE
              TYLKO STEKI

              wolowine mozna przyrzadzac a nawet smazyc po uprzednim marynowaniu,
              zbijaniu zmiekczaniu

              ale do tego trzeba miec troche wyobrazni kulinarnej ;((

              Wyglada na to zes pan sie chyba w USA urodzil i nic innego z
              wolowiny tylko stek pan znasz ???
          • cymberaso Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 10:57
            Czasami, jak czytam to forum i posty niektórych forumowiczów, to mam
            przed oczami krytyka kulinarnego z filmu "Ratatuj"
            :)
    • fettinia Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 11:39
      A wiesz Dzioucha-lubie bulke z bananem;)Taki wiesniak jestem:DDD
      A czym sie zywi Poszukiwacz tez sie chetnie dowiem:)
      • dzioucha_z_lasu Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 11:44
        Ja, jak na parweniusza kulinarnego przystało, jadam czasem salceson,
        bo w sklepie nieopodal miewają fenomenalny salceson ozorkowy. Wstyd
        mi było się do tego przyznać na publicznym forum, ale co tam. Od
        tego zacznę terapię. :-D Tylko nie mogę się doczekać informacji, co
        konkretnie powinnam spożywać, żeby nieco podnieść swój nędzny
        poziom ... prosiłam kilka razy - a tu ani nawet pół przepisu...
        • fettinia Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 11:48
          No jeszcze chleb ze smalcem i kiszone ogorki-tez plebejskie upodobania nieprawdaz?:D
          czekamy dalej:)
          • poszukiwaczarmi Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 15:12
            zawsze gorąco polecałem kuchnię chłopską :) o ile Twój smalec nie pochodzi ze
            świeżo otwartej kostki i nie został rozsmarowany na przedwczorajszej polepszonej
            bułce, polecam, a jakże! :)
            • fettinia Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 15:51
              moj smalec pochodzi z produkcji z mojej wlasnej kuchni a rozsmarowany jest na
              super chlebie:D
        • cymberaso Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 11:53
          tez jadam.... (obok mnie tez maja fenomenalny ozorkowy)..
          I do tego droższy od niejednej szynki...
          :)

          tez jestem parweniusz.....

          nie rozumiem tego:

          "Z tanich składników można zrobić sensacyjne dania, zgadzam się,
          wszak na takich opiera się chłopski odłam kuchni regionalnych. "


          Czyli tylko z z drogich składników mozna kucharzyć wykwintnie????

          I jeszcze jedno: ilekroc zadam pytanie: co to oznacza prawdziwy
          smakosz.... zawsze jest cisza. Nigdy nie dostalem
          odpowiedzi.Zwłaszcza od osób, które sie maja za prawdziwych smakoszy.


          tak jak pisałem widze krytyka z raratuja...
          • dzioucha_z_lasu Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 12:01
            A ja myślę, że przebiję Was moim parweniuszostwem, bo uwielbiam
            tanie wino nabywane w kauflandzie. Mołdawskie Pinot Noire, 9.90 zł.
            za butelkę :-D Niech się chowają te włoskie, francuskie czy
            argentyńskie cuda od 40 zł w górę, odkąd tego spróbowałam, nie
            kupuję nic innego. Coś chyba jednak jest na rzeczy z tą ciepłą
            wódką, smakosz ma rację...
            :-D
            • fettinia Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 12:04
              eetam:D U nas wina z Chile badz afrykanskie kosztuja w przeliczeniu ca 8
              zl:)Przebilam twoje 9.90:D
              • dzioucha_z_lasu Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 12:08
                Załamałaś mnie, jesteś lepsza ... Ale ja czasem jadam makaron polany
                keczupem - o! Muszę tylko popracować jeszcze nad jego
                rozgotowaniem :-D
        • poszukiwaczarmi Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 15:09
          Dlaczego oczekujesz wskazówek, co jeść? Czy uważasz, że udzielę Ci miarodajnych
          porad? :) Skoro tak, czuję się zaszczycony :)
      • poszukiwaczarmi Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 15:05
        Znam jeszcze przynajmniej jednego człowieka, ba, gwiazdę, która kreuje trendy,
        który bułkę z bananem też jada chętnie.

        Wiele razy pisałem, że, skoro żyjemy w wolnym kraju, każdy ma prawo zjadać taką
        bułkę, jaką chce.

        Nie o tym są moje posty
    • fettinia Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 12:30
      niee powinno sie nazywac "kura po chlopsku" a nie jakies volauventy:D
    • poszukiwaczarmi Re: Oj, co prawda to prawda... 09.01.08, 15:00
      Nie ustaliłem. Wydaje Ci się. Przeczytaj mój post :)
    • poszukiwaczarmi Kim jest smakosz i co jada 09.01.08, 16:21
      Kochani!

      Gdybym miał odpowiedzieć na wszystkie posty, musiałbym skonstruować odezwę, a
      zdefiniowanie smakosza godne jest naukowej dysertacji. Któż jednak by to czytał? :)

      Jestem niedawno na tym forum, ale cokolwiek napiszę, zaraz rozbudzam
      kontrowersję. Zasadniczo to dobrze, bo jeśli temat jest kontrowersyjny, ludzie
      chętniej uczestniczą w dyskusji, pojawia się wiele opinii, które miło się
      ścierają, a forum robi się barwne.

      Jednak w wielu przypadkach kontra-wątki biorą się z niedoczytania wypowiedzi
      (nie tylko wszak mojej, innych także), błędnych interpretacji i wyczytywania w
      wypowiedziach tego, czego się chce. Trudno, żeby autorzy wątków bezustannie
      wyjaśniali, co mają na myśli.

      Jestem wychowankiem kulinarnych standardów nakreślonych przez najpierw Bikonta,
      potem Makłowicza. To ci dwaj panowie, moi mistrzowie, ożywili tematykę
      kulinariów w powojennej Polsce. Oni rozpoczęli batalię przeciw odgrzewanym
      kotletom "hawajskim", suchym wołowym bitkom, mrożonym pierogom odgrzewanym
      naprędce, słowem - nudzie i nijakości w popeerelowskiej Polsce. W dużych
      miastach zaszły zmiany, pojawiły się ciekawe knajpy, jakość jedzenia ogólnie
      wzrosła, choć często jeszcze trafia się na niewypały.

      Na prowincji jednak, a Polska to nie tylko Warszawa, to głównie prowincja, nudą
      wieje nadal, znalezienie knajpy podającej właściwie befsztyk graniczy z cudem,
      znalezienie w menu sałatki innej niż opartej na kapuście pekińskiej i skropionej
      sosikiem z paczki knorr należy odnotować sobie złotymi zgłoskami. Za to na
      każdym rogu mamy punkty z kebabem... drobiowym i pizzerie serwujące
      przypominające pizzę skandale. Zjedzenie czegokolwiek w nieznanym przydrożnym
      barze może skończyć się tragicznie. Tak wygląda Polska od środka, na prowincji.

      Trzeba zatem propagować ideę smaku. Mówić, że kebab w serwetce to nie danie na
      wykwintną kolację, że nuggety w jednej z sieci wcale nie są kawałkami kurczaka,
      tylko przemysłową gąbką z nie-wiadomo-czego, że kawa z ciśnieniowego ekspresu
      jest lepsza niż zalewane fusy. (zapewne znajdzie się zaraz kontrargument, że
      jest inaczej) :)

      Tak czy owak czuję się przytłoczony odpowiedzialnością, bo nagle wiele oczu żąda
      ode mnie podania definicji smakosza, kulinarnego wykwintu oraz prezentacji
      własnego menu :) Jeśli tak się jednak dzieje, to cieszę się i jestem zaszczycony
      (jak już gdzieś wyżej napisałem), że tyle ludzkich istnień pokłada we mnie taki
      kredyt zaufania :)

      Nie ma jednej definicji smakosza, podobnie jak nie ma jednej definicji kuchni,
      ani jednej definicji mojego menu. Dlatego łatwiej wskazać, kto smakoszem nie
      jest oraz czego ja nie jadam.

      W zasadzie jadam wszystko i doskonale zdaję sobie sprawę, że przy odrobinie
      kulinarnej fantazji można ugotować coś z niczego. Z lubością zjadam zupę z
      brukwi, z lubością odkrawam kawałek pieczonej jagnięciny, dziczyzny, jadam ryby,
      warzywa, owoce, kasze i makarony :) Jadam w przydrożnej budce, jadam w
      porządnych restauracjach. Czasami korzystam z półproduktów z supermarketu, bo po
      to one tam są, żeby z nich korzystać (jeśli przeczytamy etykietkę i mimo to
      bierzemy do koszyka, to wiemy co robimy), czasem zjem tortillę z KFC. Zawsze
      jednak protestuję, jeśli restaurator poda mi rozpuszczony sos z koncentratu,
      buraczki ze słoika, a barszcz będzie z paczki. Wówczas czuję się oszukany, bo
      nie po to chadzam do restauracji. Tu, sądzę, chyba będzie zgoda, choć kto wie :)

      Sztuką nie jest to, co się jada, gdzie się jada, z kim się jada. Tu zawsze można
      ściemnić, mitomanić. Sztuką jest umiejętność rozróżnienia okoliczności i
      jakości. Dobrych przepisów, czy to regionalnej kuchni, czy światowej, od
      kulinarnego chłamu. Sztuką jest umiejętność dobierania składników, komponowania
      smaków, celebrowania posiłków. Zatem, krótko, smakosz, to ten, kto zgodzi się
      pobieżnie z tym, co wyżej powiedziałem.

      Konsument odmrażanych frytek jedzonych z plastikowego talerzyka z ketchupem
      koloru róż, popijający swoje danie sztucznie barwioną oranżadą, popełniający ten
      czyn notorycznie i z zamiłowaniem, z przerwami na parówkę za 3,99/kg, nie
      kwalifikuje się do bycia smakoszem.

      Ale - może nie chce nim być?

      Na zakończenie literacko: A Kapusta rzecze smutnie: po co nasze kłótnie, po co
      nasze swary głupie, wnet i tak ...

      Oby nie! Propagujmy więc ideę dobrego smaku!
      • cymberaso Re: Kim jest smakosz i co jada 10.01.08, 10:02
        "Jednak w wielu przypadkach kontra-wątki biorą się z niedoczytania
        wypowiedzi
        (nie tylko wszak mojej, innych także), błędnych interpretacji i
        wyczytywania w
        wypowiedziach tego, czego się chce. Trudno, żeby autorzy wątków
        bezustannie
        wyjaśniali, co mają na myśli."

        TO może autorzy bardziej przyłożyli się do pisania swoich tekstów,
        tak by były jasne i klarowne!!!!Tak by było wiadomo, co autor ma na
        myśli, a nie musiał tego wyjaśniać. Na tym polega umiejętność
        pisania.
        Czy przysło Ci do głowy, ze piszesz bardzo niejasno i
        niejednoznacznie?

        np dotyczy ryb (pangi):
        "Popieram całym sercem Ankę, która wątek raczyła rozpocząć i teraz,
        w imię walki
        o smak, zbiera cięgi. Moja opinia o pangach i tilapiach nie jest aż
        tak ostra,
        jak Anki, bo też może zasadza się na innych fundamentach. Moją misją
        jest obrona
        dobrego smaku, popularyzacja produktów mało znanych, a ciekawych -
        często
        produktów regionalnych. Panga, tilapia to produkty gastronomicznej
        kultury
        masowej, które powstają wyłącznie w celu wykreowania obrotu gotówki,
        są co
        prawda niedrogie, ale też niewiele dają odbiorcy. Nie jestem
        osobnikiem
        obdarzonym smakiem doskonałym, wciąż się uczę, poznaję nowe smaki,
        ale umiem
        świetnie się zorientować, że to borowik jest królem smaku lasu, nie
        boczniak, że
        okoń fantastycznie wychodzi smażony na maśle, a panga byle jak, że
        kędzierzawa,
        roszponka, rukola i lollo rosso są fajniejsze niż poszatkowana
        pekińska. Staram
        się tylko przekazać tę właśnie informację - szkoda życia na marne
        wino :)"
        urywki:
        Twoją misją jest obrona dobrego smaku.
        Panga jest byle jaka, niewiele dająca odbiorcy.

        jeżeli ktoś stanie w obronie pangi uogulniasz:
        "Ludzie bronią z wielką zaciekłością produktów, które są bezsmakowe,
        które udają
        to, czym być by chciały. Ludzie jedzą niby-ryby, które nie smakują
        jak ryby,
        jedzą kapustę pekińską zamiast sałat, piją piwo, które smakuje jak
        mydło/"
        "Oto należy przyjąć do wiadomości, że
        dobra ryba to taka, która smakuje jak ryba"
        i dalej:
        "Ja reklamuję ideę dążenia do smakowego absolutu, nie zaś
        zapychania się tanim ochłapem"
        Delikatnie mówiąc wykazujesz wielka pogardę w stosunku do tych,
        którzy ją jadają.
        Jeszcze się dziwisz, ze "wzbudzasz kontrowersje". Wg mnie to nie
        kontrowersje, ale reakcja obronna przed pogardą i obrażaniem.
        Na marginesie - co to znaczy smakuje jak ryba???? Jest coś takiego
        jak ogólny smak ryby? Tak jak słony np? Wg mnie, kazda ryba ma swój
        własny, niepowtarzalny smak...Inaczej smakuje halibut, inaczej karp,
        inaczej węgorz, inaczej śledz, etc.

        a zobacz, co napisałeś w watku o kapuście pekińskiej:

        "Chciałbym zadać pytanie zatem tu na forum: czy pożeracze surowej
        kapusty
        pekińskiej robią to z jakiegoś konkretnego powodu? A może jest to
        bunt przeciw
        sałacie? Manifestacja ogólnego nihilizmu i dekadencji? Czy sobie za
        nic mają
        jej styropianową cielesność, brak kruchości, soku, smaku, ogólną
        nijakość?

        Czy użytkownicy kapusty pekińskiej stosowali ją kiedyś do
        wypełnienia kociej
        kuwety? Tam mogłaby się sprawdzić."

        No to jest jednoznaczne stwierdzenie....
        Są ludzie, którzy ją jadają . Z róznych względów. Np bo innej kapust
        nie mogą. Bo ja lubią.Bo stanowi dla nich cenne żródło substancji
        odżywczych.
        A przyrównując kp do wkladu kociej kuwety - bardzo jednoznacznie
        wyrazasz swoją opinię o tych co ja jedza.


        Mam tłumaczyc dalej?



        WNIOSEK.
        PISZ TAK BY OD RAZU WIDAC CO MASZ NA MYSLI.




        • aptus Re: Kim jest smakosz i co jada 10.01.08, 10:34
          Widzialem kury w masowych hodowlach.Sa to prawdziwe mutanty
          (dziwaczne korpusy i glowy).Dodaje,ze aktywisci ekologiczni sa
          bezsilni.
          Porownajcie smak kury mutanta ze smakiem kury hodowanej po wiejsku.
          Myslem,ze ogolnie drob cieszy sie najwieksza popularnoscia w Europie.
      • bene_gesserit Dobry smak i dobre wychowanie 10.01.08, 10:42
        Nie chodzi o to, ze jestes kontrowersyjny, ani o to, ze ktokolwiek
        chce gromic twoje intencje, ale o butna i w sumie dosc nieprzyjemna
        w zwiazku z tym forme i ton twoich postow. Imo jestes raczej
        nudnawy; twoje, Bikonta i Maklowicza przemyslenia nt wspolczesnej
        kuchni polskiej sa trywialne - wiec: ziew, dzieki za oswiecenie.

        Co drazni - to twoja dziwna wlasciwosc pisania do nieznajomych 'z
        gory', nieledwie na granicy chamstwa. Proponuje, zebys usiadl w
        kaciku i przemyslał to i owo, a potem zaczal sie zachowywac
        przykładnie. Jest na tym forum wielu _wybitnych_ znawcow a to kuchni
        w ogole, a to jakichs jej dziedzin. 'Propagowac idee dobrego smaku'
        oznacza rowniez 'zachowywac sie wlasciwie' - 'dobry smak' oznacza
        rowniez 'odpowiednie maniery'.
        • winoczerwone Re: Dobry smak i dobre wychowanie 10.01.08, 13:22
          święte słowa, bene gesserit, i bardzo trafnie ujęte
          • momas Re: Dobry smak i dobre wychowanie 10.01.08, 13:34
            <oklaski> dla Cymberasa i Bene Gesserit
            Właśnie przed chwilą skasowałam swój post, bo dokładnie o tym samym
            pisałam.
            Może będę brutalna, ale dyskutując tu w kuchni, czuję się trochę
            jakbym "biesiadowała" z innymi forumoiczami wymieniając sie
            poglądami i dzieląc doświadczeniem I to co uważasz za wzbudzanie
            kontrowersji nie jest tym czym myślisz . To protest przeciwko bucie
            i pogardzie.
            A z tacy osobnicy każdą biesiadę (i nie tylko) potrafią zepsuć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka