tralalumpek
09.10.03, 10:24
Biesiadny savoir-vivre
Socjalizm, proszę Państwa, miał wiele wad, usterek oraz "błędów i wypaczeń",
jak ówczesne władze zwały obecne "nieprawidłowości" w rodzaju afery Rywina
oraz innych przestępstw i malwersacji. To fakt. W jednej dziedzinie nie
można mu jednak odmówić prawdziwego mistrzostwa - otóż socjalizm był
mistrzem namiastek. Od "wyrobów czekoladopodobnych" po "mieszkaniopodobne",
a nawet "intelektualnopodobne", bo rację miał tow. Gierek twierdząc,
że "Polak potrafi". Tylko nie to, co akurat powinien umieć zrobić, bo mu się
na ogół nie chce.
Namiastki rozpanoszyły się również w gastronomii. Był więc "czernik a` la
łosoś" i "szynka bosmańska" z dorsza ("jedzcie dorsze" głosiło jedno z haseł
socjalizmu, co ulica skwitowała po swojemu "g... gorsze", bo vox populi bywa
naprawdę głosem Boga) etc., etc., których wyliczać nie ma sensu ani
potrzeby. Były, zniknęły. Wszystkie oprócz jednej, która nie tylko ma się
dobrze, lecz nawet wypłynęła na nasze stołowe obyczaje: jest nią namiastka
purée, które zastąpiły gniecione ziemniaki. Bez dodatku śmietany i masła,
które nadają prawdziwemu purée jego delikatnego smaku i jedwabistej
konsystencji.
Otóż przed wojną i socjalizmem tym samym gniecione kartofle były, proszę
Państwa, w Polsce znane i podawane, lecz tylko w jednym miejscu, a
mianowicie w chlewach, gdzie gotowane w tzw. parnikach kartofle tłuczono
drewnianymi stępami na miazgę, poczem dodawano do otrębów tudzież innych
świńskich przysmaków. Nigdzie indziej!
Do ludzkiego stołu podawano bądź to purée, bądź też kartofle gotowane w
całości, zwłaszcza młode ziemniaki, albo też stare, wycinane - przy bardziej
wystawnych obiadach - w kulki, rogaliki lub też inne zabawne i poręczne
kształty.
Socjalistyczne restauracje i stołówki natomiast gniotły kartofle z trzech
albo też czterech powodów - po pierwsze po to, by móc wpisać do menu "purée"
właśnie, a z masła i śmietany zrobić lepszy użytek, po drugie - by ułatwić
sobie nakładanie na talerze czy półmiski, bo gniecione ziemniaki nabiera się
wygodnie łyżką miast męczyć się z wykrawaniem jakichś fikuśności, po
trzecie - kartofle w całości muszą być ugotowane w sam raz, ani zbyt twarde,
ani rozgotowane, czyli jednego gatunku i wymiaru. A po czwarte - socjalizm
traktował ludzi jak, z przeproszeniem, świnie. En bloc, a nie jak należy,
wybiórczo, bo w socjalizmie jednostka się przecież nie liczyła. Tym samym,
proszę Państwa, gniecenie kartofli może mieć również symboliczną wymowę.
Cóż natomiast widzimy wokół siebie? Ano to, że wszyscy, jak Polska długa
i szeroka - gniotą kartofle. Albo tłuczkiem w kuchni, albo widelcem na swoim
talerzu. Czy to jednak nie zbytek samokrytycyzmu albo nawet szczerości,
proszę Państwa?
BRAT CHAMA