Dodaj do ulubionych

niedzielne obiady

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.03, 17:57
clebrujecie? Ja najczesciej w niedziele mam to, co ugotowalam w piatek
wieczorem na weekend ew. w sobote. Nigdy nie celebrowalam niedzielnych
obiadow. Moze szkoda?
Obserwuj wątek
    • editha2 Re: niedzielne obiady 18.10.03, 18:04
      U mnie oczywiście obowiązkowo rosół z kury prawdziwej(takiej co chodzi na wsi
      po błotku i gówienkach:))Do tego duużo natki i cienki makaronik.A drugie danko
      niekoniecznie.
    • hania55 Re: niedzielne obiady 20.10.03, 14:40
      Celebrujemy. Albo w domu, albo u jednych czy drugich rodziców. Czasami, tak jak
      wczoraj, mamy niedzielno-obiadowych gości. To jedyny dzień w tygodniu, kiedy
      można spokojnie posiedzieć przy stole z rodziną lub z przyjaciółmi i, nigdzie
      się nie spiesząc, zjadać dobre rzeczy. To nawet nie to samo, co zasiadana
      kolacja w domu albo w restauracji. Zarówno u mnie w domu jak i u mojego męża
      obiady niedzielne były celebrowane, więc celebrujemy i my :-)
    • apolka Re: niedzielne obiady 21.10.03, 09:52
      Oczywiście!
      Albo u rodziców/teściów, czasem w domu (wtedy tylko drugie danie). Jak jemy u
      rodziny to zawsze jest zupa (rosół lub grzybowa, u teściów bywa jeszcze
      koperkowa lub pomidorowa) i drugie danie (nieśmiertelny zestaw: mięso +
      ziemniaki + surówka i/lub jarzyna na ciepło) oraz deser (ciasto domowe albo
      lody conssoni). Kiedy niedzielny obiad robimy w domu to szaleję ale zawsze musi
      to być coś kilkuskładnikowego, np. dziki ryż + kurczak w miodzie + zielenina
      albo ryba + gotowane jarzyny albo ... . W tygodniu zwykle jemy coś
      jednogarnkowego i raczej bez mięsa, typu spagetti, gęsta zupa, kasza z
      czymśtam ... i dodatkowo gorąca kolacja. Ale za to niedziela ... na być
      niedzielą.
        • Gość: Mira Re: niedzielne obiady IP: *.szczecin.sdi.tpnet.pl 22.10.03, 13:09
          Wprawdzie nie mnie pytałaś, ale powiem jak robię (zresztą jedna z ulubionych
          zup mojego syna). Wywar z włoszczyzny gotowany na kilku drobiowych
          skrzydełkach. Dwa pęczki szatkowanego koperku wrzucam na sam koniec gotowania,
          by zupa nie traciła aromatu. Zabielam śmietaną, zakwaszam odrobiną soku z
          cytryny. Najczęściej robię z ziemniakami, jeśli ma być treściwiej dodaję
          zacierki, może być też wersja z groszkiem ptysiowym. Czasami zimą dodaję
          trójkącik serka topionego ze szczypiorkiem. Ważne by zupy długo nie gotować, bo
          traci wartości i aromat. Ja przez całe lato szatkowałam nadmiar koperku i
          mroziłam, więc mam spory zapas, a nie ma nic smaczniejszego jak wiosenne zupki
          na przednówku. Smacznego.
          • apolka Re: niedzielne obiady 24.10.03, 09:05
            Dzięki, że podałaś przepis, ja nie mam pojęcia, jak sie robi koperkową - jadam
            ją wyłącznie u teściowej :o)
            Jest rzeczywiście bardzo smaczna, wybaczcie jednak, z pewnych powodów nie mogę
            jej zapytać, jak ją robi (zatruła by mi życie, jest po prostu za dokładna i
            wszystko robi na 300%, a tą zupe to chyba musiałabym z pięć razy zrobić pod jej
            nadzorem, brrr).
      • natatip Re: niedzielne obiady 23.10.03, 13:58
        a ja celebruje... wolna niedziele nie obiad. po prostu zamawiamy pizze albo
        jemy cos z mrozonek "(swietne dania hortexu np. mexican chicken), za to mamy
        duzo czasu na zabawy z dziecmi i ogladanie filmow na dvd. chociaz czasem marzy
        mi sie wspolne gotowanie dla przyjemnosci pitraszenia. Ale powiedzcie mi co to
        za przyjemnosc dla pani domu siedzenie w kuchni w samotnosci w niedziele
        podczas gdy cała rodzinka celebruje w salonie?
        • advokatus_diaboli Re: niedzielne obiady 07.11.03, 10:26
          natatip napisała:

          > a ja celebruje... wolna niedziele nie obiad. po prostu zamawiamy pizze albo
          > jemy cos z mrozonek "(swietne dania hortexu np. mexican chicken)

          Ooooo, widzę że prowadzisz nader wykwintną kuchnię. Żal mi Twego męża i dzieci
          (Ciebie raczej nie). Przecież to co piszesz to szczyt lenistwa, i braku
          elementarnego szacunku dla najbliższych. Pizza, jest dobra w tygodniu, na
          szybko gdy nie ma czasu lub ochoty żeby pitrasić, ewentualnie na popołudniowe
          spotkanie ze znajomymi w knajpce. Ale w niedzielę mogłabyś się wznieść odrobinę
          na wyżyny (kulinarne)...

          > Ale powiedzcie mi co to za przyjemnosc dla pani domu siedzenie w kuchni w
          samotnosci w niedziele podczas gdy cała rodzinka celebruje w salonie?

          Nie wytłumaczę co to za przyjemność ugotować coś smacznego dla najbliższych
          komuś, kto zamawia na niedzielę pizze. To tak jakbym rozmawiał ze ślepym o
          kolorach. Cy w pracy gdy zrobisz coś miłego, gdy jesteś doceniona przez kolegów
          i szefa nie jest Ci przyjemnie, sympatycznie, coś nie łaskocze miło Twego
          ego???... Tak samo jest z kuchnią. Ale najpierw trzeba dać szansę bliskim by
          mogli Cię docenić i ... coś ugotować (ale coś więcej niż kisiel, czy jajko na
          twardo). I przestań tu opowiadać farmazony o całej niedzieli spędzonej "w
          samotności" w kuchni. Dodaj jeszcze: "zakuta w kajdany, przypalana rozgrzanym
          żelazem i czekająca na podaną z litości miskę wody". Zapytaj swojej matki lub
          teśowej (one zapewne potrafią gotować) ile czasu zabiera im przygotowanie
          niedzielnego obiadu - godzinę, w porywach dwie. To tyle, co jeden durny film na
          DVD. Więc nie jęcz tu o całej niedzieli, chyba że faktycznie taka z Ciebie
          kucharka, że zupę 5 godzin gotujesz. Tym bardziej mi żal Twojej rodziny...

          P.S. dowcip na koniec:
          natatip prosi męza:
          - kochanie, zbliżają się wakacje, może byśmy się udali tam, gdzie jeszcze nie
          nigdy nie byłam...
          - w takim razie chodźmy do kuchni - odpowiedział mąż....

      • hania55 Re: niedzielne obiady 23.10.03, 14:35
        Gość portalu: kaska napisał(a):

        > ja z mezem nie moge gotowac, bo on nic nie umie;-) Ale zetrze mi ser zolty
        czy
        > pokroi warzywa...Zreszta ja lubie sama gotowac. Wole, jak on siedzi i czeka.

        Ja też lubię sama gotować, ale we dwoje jest miło - możemy sobie o przeróżnych
        rzeczach pogadać, albo posłuchać przy okazji nowej płyty, audycji radiowej (to
        akurat rzadko, ale się zdarza). Naprawdę nie traktuję przygotowywania
        niedzielnego obiadu w kategorii pracy niewolniczej :-)
        • Gość: kaska Re: niedzielne obiady IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 23.10.03, 15:15
          no cos Ty! Jaka praca niewolnicza??? W ogole gotowanie nigdy nie bylo dla mnie
          praca niewolnicza. Lubie to i sprawia mi przyjemnosc. Zwlaszcza gotowanie
          nowych rzeczy. To pewnie stad, ze ja wlasciwie gotuje od niedawna. Przedtem
          jadalam jakies gotowce. No i moja babcia swietnie gotowala. Zapach gotowanego
          jedzenia kojarzy mi sie z domem;-)
    • Gość: Marek Re: niedzielne obiady IP: 194.181.108.* 23.10.03, 15:09
      Ja w tygodniu nie mam za dużo czasu i jak wracam z pracy jestem cholernie
      głodny, więc jeśli ja robię obiad dla siebie i żony to coś na szybko.
      Żona nie lubi gotować więc jeśli ona robi to coś nie wyszukanego.
      Natomiast w niedzielę mam czas i lubię coś ekstra zrobić. W sobotę w
      hipermarkecie kupuję półprodukty i od południa w niedzielę gotuję.
      Najczęściej sam bo żona mi nie pomaga, czasami obierze ziemniaki czy coś
      takiego.
      Obiad musi być porządny bo lubię dobrego wina sie napić więc i jedzenie nie
      może być przeciętne.
      To taki fajny zwyczaj. Polecam każdemu
    • Gość: Camille Re: niedzielne obiady IP: *.SNVACAID.dynamic.covad.net 23.10.03, 22:48
      My celebrujemy glownie w sobote wieczorem....obiadem z przyjaciolmi. W Stanach
      jada sie pozno, "polski " obiad /tzn czasem zupa, zawsze ciekawe drugie danie/
      o 6-7 wieczorem. Zawsze zaczynamy 2-3 przystawkami. Poniewaz naleze do grona
      nielicznych ktorzy kochaja gotowac i eksperymentowac w kuchni, mamy zawsze
      tabuny gosci. Gotuje roznie-polskie generalnie w jesieni i zimie, bo to w
      wiekszosci ciezkie jedzenie, rozne srodziemnomorskie w innych porach roku.
      Aha, zawsze upieke cos ciekawego na deser, generalnie cos z kuchni kraju w
      ktorym podalam obiad.
    • Gość: moboj Re: niedzielne obiady IP: *.magma / 192.168.4.* 24.10.03, 18:24
      niedziela to dla mnie taki sam dzień tygodnia jak każdy inny. obiadki
      niedzielne musze celebrować, kiedy jedziemy do naszego rodzinnego miasta i
      matka mojego partnera nie może sobie darowac niedzielnego obiadu. i muszę jeść
      wtedy tłusty rosół (a nienawidzę jeść wody z kluskami), a potem mięcho, na
      które mam ochotę raz na dwa miesiące i niekoniecznie to musi być to ta
      niedziela u teściowej. o surówkę tam trudno niestety, więc taki sposób
      zywienia niezbyt mi odpowiada. poza tym "teściowa" ma brzydki zwyczaj
      wpychania ludziom jedzenia na siłę, więc wykręcam się jak mogę od tych
      obiadków.
    • Gość: wspomienia Re: niedzielne obiady IP: *.provider.pl / *.provider.pl 26.10.03, 16:03
      Niedzielne obiady mojej mamy. Zawsze jacyś goście - koleżanki, które zostały
      same i sowje macierzynskie uczucia wylewały na nas, rodzina. Obiad był zawsze 2
      daniowy - my z mamą robiłyśmy makaron - mama misiła ciasto, ja rozwałokowywałam
      a rozwałkowane ciasto przepuszczała przez maszynkę. Drugie danie robiła mama. I
      desert: ciasto, pucharki z galaerką lub kisielem i bitą śmietaną.
      My zbierałyśmy kwiaty z ogrodu i wstawiałyśmy do wazonu, stół przykrywało się
      oborusem z tkaniny.
      Potem ona odeszła, ja mieszkam sama, rzadko gotuję, czasem chciałabym mieć
      kogoś, komu mogłabym robić obiady.



      • orvokki Re: niedzielne obiady 27.10.03, 18:35
        U mnie w domu bardzo rzadko był niedzielny obiad z prawdziwego zdarzenia, bo
        oboje rodzice już od wielu lat pracują również w weekendy. Ja też przez jakiś
        czas tak pracowałam, teraz mam wolne soboty i niedziele, ale za to jest to czas
        najintensywniejszej pracy dla mojego męża. Więc niedzielny obiad jest wtedy jak
        się oboje zejdziemy naraz do domu w porze obiadowej. Zazwyczaj gotujemy wtedy
        razem, tzn jedno jest kucharzem głównym, a drugie pomaga i sobie gadamy. No i
        wtedy naprawdę gotujemy, a nie odgrzewamy coś gotowego, jak wtedy gdy jemy
        osobno. Do tej pory nie nakrywaliśmy stołu w jakiś szczególny sposób, ale chyba
        pomyślę, by to zmienić :)
      • Gość: Kociannna Re: niedzielne obiady IP: *.chello.pl 27.10.03, 18:37
        Raz w miesiącu jestem u rodziców, raz w miesiącu gdzieś w Polsce, raz w
        miesiącu u teściów... w tygodniu jadamy na mieście. Kiedy gotuję w domu to jest
        to prawdziwe święto i oboje tak to traktujemy. On w tym czasie sprząta resztę
        mieszkania, żeby było już tak naprawdę swiątecznie.

        A w zeszłym roku znajomi nas zadziwili: wypozyczyli choinkę z supermarketu, a
        Wigilię mieli całą gotową: grzybowa z torebki, ciasto z cukierni, pierogi z
        mrożonki, śledź ze słoika...
        To po co taka Wigilia?
        • Gość: yaga Re: niedzielne obiady IP: *.proxy.aol.com 28.10.03, 14:14
          Ja kiedys nie lubilam gotowania i nienawidzilam niedzielnych obiadow. Od kiedy
          poznalam mojego meza to sie zmienilo. On lubi planowac i robic zakupy i bardzo
          lubi tez gotowac. Kedy wraca z pracy i obiad jest juz gotowy to czuje sie
          troche zawiedziony. Jednak w sobote i niedziele gotujemy razem, a czasami nawet
          wyrzuca mnie z kuchni zebym nie podgladala. Jadamy zwykle pozno, bo w Angli
          wraca sie z poracy po 5-tej, zatem w soboty i niedziele takze sila
          przyzwyczajenia jadamy pozniej. Dlatego piekna pogoda nie jest przeszkoda do
          celebrowania obiadu. Sa kwiaty na stole i obowiazkowo swiece i dlugie siedzenie
          przy czerwonym winie i serku na deser. Nie jadamy zazwyczaj slodyczy ani
          ziemniakow, za to lubimy pieczone warzywa i jakies miasko, bardzo chetnie
          jagniecine, bo tutaj to popularne albo ryba na rozne sposoby i mnostwo salaty.
          Uwielbiam te wieczory. Rozmawiamy wtedy i sluchamy muzyki i siedzimy tak
          czasami do pozna. Wczesniej nie wiedzialam, ze zycie moze byc takie ladne.
          • Gość: roxi Re: niedzielne obiady IP: 5.5R1D* / *.saix.net 29.10.03, 10:34
            Ach te niedzielne obiady. Jeszcze tak niedawno jadalam w moim rodzinnym domku.
            Wszyscy zasiadalismy do niedzielnego obiadku, do ktorego kazdy w jakis sposob
            sie przyczynil. Tata - ziemniaki, mama- zupka, ja - miesko, siostra- surowka, a
            najmniejsza siostrzyczka - kompot. Bardzo mi teraz tego brakuje, gdy w ciagu
            tak ktotkiego czasu tyle sie zmienilo. Tato umarl, ja i siostra mezatki. W
            mojej nowej rodzince gotuje codziennie, ale w niedziele przewaznie jadamy w
            ogrodzie potrawy - grillowe.
    • Gość: Lobelia Re: niedzielne obiady IP: 195.187.102.* 29.10.03, 13:34
      Kiedyś niedzielny obiad to była tradycja - u mojej babci zbierały się jej córki
      z rodzinami. Był rosół z domowym makaronem, a na drugie kura z tego rosołu z
      ziemniakami i surówką (latem często mizeria) albo jarzynką na gorąco. No i
      kompot, mój ulubiony, z wiśni. Wszystko może bez jakiejś szczególnej celebry...
      I ja właściwie to nie lubię rosołu ani gotowanego mięsa... Ale atmosfera była
      niepowtarzalna i to się liczyło, a nie żarełko. Te przygotowania, obieranie
      ziemniaków, wałkowanie makaronu, bieganie do ogródka po koperek, ten zamęt w
      postaci trzech ciotek (w tym jedna rekordowa bałaganiara) w kuchni, siedzenie na
      kanapie z talerzem na kolanach, jak dla kogoś nie starczyło miejsca przy
      stole... Czasem się jeszcze taki obiad odbywa, ale coraz rzadziej - babcia już w
      podeszłym wieku, a i rodzina (w tym ja) się rozjechała. Ja jeśli już coś
      celebruję, to prędzej sobotnią kolację. Mamy z mężem siedzącą robotę i weekendy
      raczej staramy się spędzać aktywnie, głównie w niedziele nam to wypada, bo w
      sobotę to zawsze jakieś sprzątania, zakupy... Stąd w niedziele, jeśli w ogóle
      jemy coś w domu, to raczej coś niewielkiego, czasem przygotowanego poprzedniego
      dnia. Za to w sobotę wieczorem często robimy sobie dobrą kolację (tzn. ja robię,
      mąż w tym czasie sprząta), do tego jakieś wino - można posiedzieć, pogadać,
      pobyc ze sobą...
    • Gość: kasiaczek a mam co celebrowac?? IP: *.bydgoszcz.cvx.ppp.tpnet.pl 01.11.03, 15:53
      nienawidze tej tradycji-niby jak mam jesc swiateczny obiad po ogromnej klotni
      (zawsze sie klocimy z mama jezeli spedzamy razem wiecej niz pare godzin)
      zazwyczaj nikt nawet nie podziekuje za tahanie zakupow i 2 godzinne stanie
      przy kuchence.
      Dzis natomiast sie dowiedzialam ze jutro ide z mama na obiad do znajomych na 3
      co znaczy ze wroce o 11 .problem w tym ze bedac uczennica musze kuc w kazdej
      wolnej chwili i rozumiem 2,3 godzinne spotkanie znajomych(nawet nie moich )a;e
      nie 6 godzinna gehenne kiedy mozesz albo jesc przy stole DLA dZIECI albo
      siedziec cicho -jestem przeciez za mloda na wlane zdanie(17 lat?)
      • Gość: dzidecka Re: a mam co celebrowac?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.03, 09:03
        Przepis na rolade:
        mięso wołowe, musztarda, cebula, boczek, ogórek kiszony, przyprawy.
        Dobrze rozklepać plastry wołowe, posmarować musztardą, dać do środka pokrojoną
        cebulę, boczek pokrojony w paski i ogórek w paski. Zawinąć i związać (niestety
        nie umiem bez wiązania). Podsmażyć rolady ze wszytskich stron. następnie razem
        z tym tłuszczem włożyć do garnka. Zalać wodą tak żeby rolady były całkiem
        zakryte i dusić długo. ja dusze ponad trzy godziny. Aha doprawić sos solą i
        pieprzem.
        Smacznego :)
      • Gość: Wiola Re: a mam co celebrowac?? IP: *.wesola.sdi.tpnet.pl 03.11.03, 09:30
        Sytuacja się zmienia gdy zakłąda się własną rodzinę, zaczyna się zauważać jakie
        ma znaczenie dobra atmosfera w domu, celebrowanie jakichś tradycji,
        przyzwyczajeń charakrerystycznych dla danego domu. Wg mnie nie ma znaczenia czy
        to jest niedzielny rosół czy wspólna zabawa, ważne aby wszystkim to
        odpowiadało. W tej chwili mieszkamy z teściami i nie zawsze odpowiada mi
        atmosfera domu. Co z tego, że jest niedzielny obiad z 2 dań i deser skoro
        towarzyszą mu ciągłe kłótnie (zazwyczaj między teściami). Nie moge się doczekać
        kiedy przeprowadzimy się do swojego domu i będziemy mogli "wprowadzić" własne
        zwyczaje. Ja nie przepadam za rosołem, ale mąż i córeczka (2,5 roczku)
        przepadają - dlatego rosół na pewno będzie. W przyadku przeiwdywanej pięknej
        pogody można go wstawić w sobotę wieczorem, wtedy dodatkowo po ostygnięciu
        można zebrać nadmiar tłuszczu. Teściowa w zasadzie nie dopuszcza możliwości
        wtrącania się mężczyzn do gotowania dlatego przy drugim daniu w naszym domu
        pozwolę czasmi mężowi poszaleć, lubi gotować ale w tej chwili podchodzi
        do "kuchni" z dystansem. Deser: od 3 tygodni wprowadzam (z pozytywnym skutkiem)
        zwyczaj z mojego domu - pieczenie niedzielnego ciasta. Moga też byc lody -
        córeczka za nimi przepada.
        Nie mogę się doczekać chwili gdy będę mogła zaprosić kogoś na niedzileny obiad
        do swojego domu.
    • Gość: malgo33 Re: niedzielne obiady IP: *.proxy.aol.com 02.11.03, 17:41
      Ja wprost uwielbiam i celebruje te niedzielne obiadki. Wynioslam to z
      rodzinnego domu, gdzie bylo prawie zawsze to samo jak w innych domach ale
      bardzo uroczyscie, ja chodzilam do cukierni po ciastka i cala dumna i
      szszesliwa nioslam slodki pakunek zawiazany sznurkiem.Moze nie bylo zbyt
      urozmaicone ale takie byly czasy. Dzis jestem juz dorosla i nie mieszkam w
      polsce ale tradycja niedzielnych obiadkow jest kontynuowana i jest robiona z
      cala celebracja i rytualami. Rano w niedziele z moim wiklinowym koszykiem
      chodze na targ, taki najprawdziszy, takie w polsce zostaly juz dawno
      zniszczone.I w zaleznosci od tego co kupie przygotowujemy obiad, najczesciej
      jest to polski obiad niemniej bardzo czesto zaczynany ostrygami z winem. Pijemy
      aperitif i ogladamy polska tv aby zobaczyc co w trawie piszczy. Jest zawsze ser
      i deser i oczywiscie dobre wino do popijania. NIEDZIELNYM obiadEM SIE
      DELEKTUJEMY i sprawia nam to przyjemnosc. Polecam wszystkim, to laczy
    • Gość: sferka Re: niedzielne obiady IP: *.gorzow.pl 03.11.03, 10:01
      A ja się cieszę, że mój mąż nie robi problemu z niedzielnego obiadu. Kiedy mamy
      ochotę na coś ekstra - robimy super obiad i często gotujemy razem. Kiedy
      indziej wolimy sobie pojechać za miasto, albo do lasu, wrócić pod wieczór i
      zjeść cokolwiek. Tak naprawdę nie ma to większego znaczenia.A i jeszcze jedno-
      raczej nie bywamy na obiadkach u naszych rodziców. Duzi już jesteśmy. Ludzie
      zluzujcie i nie róbcie problemów z obiadków niedzielnych. Pozdrawiam
      • Gość: Thiessa Re: niedzielne obiady IP: 62.233.251.* 03.11.03, 22:49
        A ja bardzo duza wage przywiazuje do wspolnych posilkow. W tygodniu, zawsze
        poprzedniego dnia zastanawiamy sie wspolnie co zjemy w dniu nastepnym, a juz w
        weekendy jest to cos na pewno wymyslnego i oryginalnego. W tygodniu prawie
        zawsze sa dwa dania, natomiast w weekendy przewaznie tylko drugie, bo wtedy
        gotuje maz, ktory nie potrafi gotowac zup. Co ktorastam niedziele jemy obiad u
        tesciowej i wtedy jest tradycyjnie, czyli rosol i schabowy. Z kolei w lecie,
        kiedy jest cieplo spedzamy czas raczej poza domem i wtedy po powrocie jemy
        czesto cos na szybko, sa to rowniez dania, ktore sporzadzimy wczesniej i
        zamrozimy - przydaja sie wlasnie na takie okazje. Gotowanie wcale nie zabiera
        tak duzo czasu, by kolidowalo z innymi domowymi i pozadomowymi pracami. My
        oboje pracujemy, a jakos starcza nam czasu. Lubimy kuchnie nietradycyjna i
        czesto jadamy wymyslne potrawy.
    • kitul1 Re: niedzielne obiady 04.11.03, 17:20
      Umnie nidzielny obiad przygotowywany jest w sobotę. W niedzielę rano jest
      wykańczany. Około11 pijemy kawę . Obiad spożywamy w pokoju jadalnym, w
      odróżnieniu od dnia powszedniego gdy jadamy w kuchni. Do obiadu prawie zawsze
      mamy wino w zaleznosci od rodzaju miesa. PO obiedzie wyjezdzamy na krotką
      wycieczkę ,albo idziemy na spacer.
      • Gość: Delete Re: niedzielne obiady IP: *.dip.t-dialin.net 04.11.03, 21:24
        Mieszkamy chwilowo w Niemczech, ale w takiej czesci gdzie wiecej jest
        Amerykanow. Jestem tutaj niedlugo, wiec znajomi z pracy mojego meza zapraszaja
        nas na obiady, kolacje, zebym mogla sie zaklimatyzowac ect. Bardzo lubie
        gotowac i piec, a rzadko kiedy korzystam z gotowych produktow (mania
        Amerykanow - do mikrofali i heja). Przchodzac zawsze mam kawalek jakiegos
        ciasta - robota wlasna. Jakie zdziwienie, ze ja potrafie i ze mi sie chce. A
        jedzenie na takich proszonych obiadkach jest... Powiedzmy, ze potrafie poznac
        co jest z mrozonki czy puszki a co nie. Moze trafilam na jakies wyjatki, ale
        niestety sie powtarzajace. Za to obiad czy kolacja w gronie Polakow??? sam
        raj, az sie nie chce chodzic do innych nacji. Niestety Francuzow tu nie ma :(
        • daisy123 Re: niedzielne obiady 05.11.03, 23:28
          Gość portalu: Delete napisał(a):

          > Mieszkamy chwilowo w Niemczech, ale w takiej czesci gdzie wiecej jest
          > Amerykanow. Jestem tutaj niedlugo, wiec znajomi z pracy mojego meza
          zapraszaja
          > nas na obiady, kolacje, zebym mogla sie zaklimatyzowac ect. Bardzo lubie
          > gotowac i piec, a rzadko kiedy korzystam z gotowych produktow (mania
          > Amerykanow - do mikrofali i heja). Przchodzac zawsze mam kawalek jakiegos
          > ciasta - robota wlasna. Jakie zdziwienie, ze ja potrafie i ze mi sie chce. A
          > jedzenie na takich proszonych obiadkach jest... Powiedzmy, ze potrafie poznac
          > co jest z mrozonki czy puszki a co nie. Moze trafilam na jakies wyjatki, ale
          > niestety sie powtarzajace. Za to obiad czy kolacja w gronie Polakow??? sam
          > raj, az sie nie chce chodzic do innych nacji. Niestety Francuzow tu nie ma :(
          Najlepsza kuchnia to jednak wloska. Nie, nie ta slawna pizza i podrabiane
          dania,ale ta prawdziwa. Gdy czytam przepisy kulinarne w polskiej prasie jak sie
          gotuje po wlosku to az mi sie cos robi. Ja po 14 latach mieszkania we Wloszech
          zaczelam rozumiec jaki sos do jakiego makaronu pasuje itp.itd.
            • Gość: Camille Re: niedzielne obiady IP: *.SNVACAID.dynamic.covad.net 06.11.03, 19:28
              To chyba juz temat na inny watek, niemniej dodam, ze kazdy kraj dostosowuje
              kuchnie innego kraju pod swoj gust... Pamietam te slynne szynki z lat 80-tych
              ktorych czesc robiona na eksport/nie pamietam do ktorego europejskiego kraju/
              miala zupelnie inny smak niz te dla Polakow, bo tak sobie zyczyli. A
              amerykanska chinszczyzna? 99% chinskiego jedzenia jest tu sprzedawane w jakims
              slodkim, lepiacym sosie/sliwkowym, pomaranczowym, miodowym, cytrynowym, itd/.
              O ile wiem od znajomych ktorzy byli w Chinach, nic tam takiego nie jadaja.
              Wiele razy bylam we Wloszech i w Ameryce we wloskich restauracjach- nie ma
              porownanania. To samo ma sie do innych krajow.
              Tu mala dygresja do restauracji polskich- dlaczego idac do restauracji
              brazylijskiej, meksykanskiej, arabskiej, itd-zawsze w nich podaja ta
              niesmiertelna surowke z kapusty w sosie majonezowym?
              Jest wiec prawda, ze oryginalne jedzenie mozna zjesc tylko i wylacznie w danym
              kraju.

    • default Re: niedzielne obiady 07.11.03, 10:30
      Ja gotuję od razu na sobotę i niedzielę, w sobotę przed południem. Prawie
      zawsze jest zupa i drugie, bo w tygodniu mamy tylko obiadokolacje jednodaniowe.
      Najczęściej robię rosół, którego mąż jest fanem, w niedzielę często przerabiam
      go na pomidorową (porosołową, jak mówi mój mąż). Także ze względu na niego
      drugie jest tradycyjne czyli : mięsko, ziemniaki, jarzynka. On w ogóle jest
      strasznym konserwatystą jedzeniowym i nie lubi eksperymentowania z nowymi
      daniami. Mógłby co weekend jadać duszoną cielęcinę, albo pieczone udka, albo
      schabowego. Czasem mnie to nudzi i robię coś zupełnie nowego, chociaż z góry
      wiem, że będziemy to jeść z córką, a on będzie się domagał swojego schabowego
      czy coś w tym guście. Przykład z zeszłego tygodnia - zrobiłam piersi kurze
      nadziewane wątróbką, moi rodzice i córka zajadali się, mnie też bardzo
      smakowały, a ten baran podziubał i stwierdził, że on woli takie zwyczajne
      panierowane kotlety z piersi....
    • Gość: millie Re: niedzielne obiady IP: *.lshtm.ac.uk / *.lshtm.ac.uk 07.11.03, 12:49
      Jedna z (bardzo)nielicznych rzeczy w kuchni (ahem... moze to za duzo
      powiedziane...) angielskiej ktore zaakceptowalam a nawet przejelam jest
      tradycyjny niedzielny obiad czyli Sunday roast. Obowiazkowo pieczen: wolowa na
      pierwszym miejscu (upieczona na zewnatrz, rozowa w srodku), ale moze byc
      baranina albo ostatecznie swinia. Do tego pieczone ziemniaki, yorkshirskie
      puddingi, jarzynki i sos z pieczeni - mniam! Zdrowe to i niekaloryczne tak samo
      mniej wiecej jak rosol i schabowy z kapustka....;-)
      • Gość: izzi Re: niedzielne obiady IP: 213.17.152.* 07.11.03, 22:00
        Poruszyliście mi wyobrażnie...Celebruję niedzielne obiady i różne jadłam,ale jeden bardzo plastycznie zapamiętałam.Były to lata 80-te,czas kartek,dwie córki licealistki,początek wakacji.Po śniadaniu wsiadłyśmy do autobusu i pojechałyśmy do lasu na poziomki.Trafiło nam się też trochę malin.Przegapiłyśmy autobus ok.13-tej,następny był po 15-tej.Wracamy przed 4-tą,mąż wściekły,bo niedzielny wczesny obiad to świętość!On o 6-tej nie będzie jadł!My się tym nie przejmujemy,tylko zabieramy się do pracy.We trzy obieramy ziemniaki,zalewamy wrzątkiem,przygotowujemy wątróbkę wp.,sałatę masłową taką z ogródka ,2 litry! mleka zsiadłego z lodówki w takich litrowych butelkach z kapslem,słoik poziomek z malinami...Kwadrans po 4-tej podaję obiad : ziemniaczki nowe,świeże z koperkiem,wątróbka z cebulką mięciutka,pysznie się udała ,sałatka krucha no i koktail poziomkowo-malinowy boski,leśne maliny pachną rozkosznie...Nawet mąż się udobruchał.A koktail wypiliśmy do końca...Nie wiem czemu tak pamiętam smak tego obiadu,może chodzenie po lesie wzmogło apetyt,a może był taki dobry...

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka