Dodaj do ulubionych

SYMPHORCE "Twice Second" pałer metal rulz ;-)

11.02.04, 16:33
2004 chyba będzie dobrym rokiem dla power metalu. To już kolejna płyta, która
ma szanse zainteresować miłośników tego, zdawałoby się, wymierającego
gatunku. „Twice Second” to czwarte wydawnictwo Symphorce, niewiele wprawdzie
wnoszące do ogólnego wizerunku grupy, ale na pewno bardzo przyjemne w
odbiorze.

Płytę charakteryzują cięższe niż do tej pory kompozycje (jeśli porównamy je
ze starszymi nagraniami). Świadczy o tym już początkowy „Fallen”. Od razu
słychać, że grupa chciała osiągnąć mocniejsze brzmienie, nagrywając bardziej
agresywne gitary i chowając klawisze z tyłu. Równie mocno wypadają „Cause Of
Laughter”, „Take What’s Mine” (z delikatnym wprawdzie bulgotem klawiszy, nie
za bardzo wiem po co tam potrzebnych) czy „Two Seconds To Live”, zajeżdżające
Metallicą . Parę kompozycji brzmi może mniej metalowo, a bardziej
hardrockowo, ale nie odstają ani trochę od reszty („Searching”, „Face Of
Pain”wink. Jest jedna ballada, „Cry On My Shoulder”, która zamyka płytę i,
szczerze mówiąc, jest to najsłabszy punkt programu. Przypomina nieco
kompozycję Uriah Heep „Sail The Rivers”, bonus z albumu „Spellbinder”. Nędzne
to nieco.

Tradycyjnie, są na tej płycie odwołania do mistrzów gatunku, takich jak Iced
Earth, Helloween czy, może nieco na wyrost, Queensryche (ze względu na
rozbudowane aranżacje poszczególnych utworów). Śpiew wokalisty może kojarzyć
się przede wszystkim z Brucem Dickinsonem („Tears”wink, ale i z Michaelem Kiske.
Partii wokalnych, co należy zaliczyć na plus, nie pokrywa w refrenach lawina
słodkich chórków; nakładki są bardzo dyskretne, co też na pewno wpłynęło na
bardziej zdecydowane brzmienie nagrań. W zasadzie grupa starała się pozbyć
wszelkich znamion pretensjonalności, „odgórnie” przypisanych do gatunku.
Częściowo się to udało (nie wiem tylko, po jaką cholerę kilka pierwszych
utworów poprzedzają odgłosy deszczu lub wichury), acz miejscami powermetalowy
patos dochodzi do głosu (podniosłe „Whatever Hate Provides”wink. Na szczęście,
solówki gitarowe dalekie są od masturbacji a la Yngwie Malmsteen, więc można
zapamiętać ich melodię, zanim się skończą.

Nie ma co tu się o tym albumie rozpisywać, w skali 0-5 dałbym mu 4.5 i jeśli
ktoś szuka tego rodzaju muzyki współcześnie tworzonej, to zachęcam do
przesłuchania.

Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka