Dodaj do ulubionych

Zapytanie o defnicje

16.08.04, 20:11
Czesciowo rozbawiony, a czesciowo zmieszany zapetlajaca sie wlasnie dyskusja
na watku "muzykla klasyczna czy powazna", zapragnalem dowiedziec sie czegos o
przedmiocie dyskusji.
Podany na poczatek link tyle nadetego, co pozbawionego sensu tekstu pana
Chlopeckiego okazal sie byc slepa uliczka. Wieksze nadzieje polozylem wiec w
Encyklopedii Muzyki pod redakcja Andrzeja Chodkowskiego, wyd. PWN, Warszawa
1995.

Ze zdziwieniem skonstatowalem, ze ani hasla "muzyka powazna", ani
hasla "muzyka klasyczna" w onym dziele nie ma. Jest co prawda
haslo "popularna muzyka" (=rozrywkowa muzyka = lekka muzyka), gdzie min.
okresla sie ja jako "w szerszym znaczeniu wszelka muzyka nie bedaca muzyka
powazna lub folklorem", jednakoz definicji, co jest muzyka powazna,
nierozrywkowa, tudziez ciezka, nigdzie w tym dziele nie znalazlem.

Chetnie bym sie zatem dowiedzial, czym zdaniem pp. szanownych dyskutantow
jest muzyka powazna (ciezka, nierozrywkowa, klasyczna, Q4-12S, etc), a czym
nie i dlaczego.

Jesli mozna, prosze o wlasne przemyslenia, a nie linki do innych encyklopedii.

Pozdr.

C.

P.S. zapytywany, jakiej muzyki zwyklem sluchac, odpowiadam: "tej powszechnie,
acz nieslusznie nazywanej powazna".
Obserwuj wątek
    • dobiasz Re: Zapytanie o defnicje 17.08.04, 07:19
      Najlepszą będzie definicja analogiczna do jazzu: muzyką poważną jest muzyka,
      którą włączam, kiedy mam ochotę posłuchać muzyki poważnej smile

      A na poważnie (sic! wink - dla mnie jest to muzyka w której:
      - bazową formą istnienia dzieła jest zapis nutowy (lub jakikolwiek inny),
      - przy różnych wykonaniach tego samego dzieła mówimy o interpretacjach, a nie
      coverach wink
      - utwór funkcjonuje w świadomości jako przypisany kompozytorowi, a nie
      konkretnemu wykonawcy;

      Kłopoty ze spełnieniem tej mojej definicji będzie miała np. muzyka
      elektroniczna, konkretna, albo płyty Kronos Quartet, na których nazwa zespołu
      jest napisana większymi literami, niż kompozytora - ale to właśnie zgadza się z
      moim sobiektywnym odczuciem, gdzie mniej więcej przebiegają granice powagi.

      - - -
      Dobiasz
      • bwv1004 Re: Zapytanie o defnicje 17.08.04, 10:56
        Ciekawa próba smile

        dobiasz napisał:

        > - bazową formą istnienia dzieła jest zapis nutowy (lub jakikolwiek inny),

        Jak rozumieć 'jakikolwiek inny'?

        Ponadto wydaje mi się, że utworu 'szarpidrutów' wink są zapisywane w
        tabulaturach - przynajmniej w takiej formie sprzedaje je się domorosłym
        naśladowcom. Co nie przesądza o tym, jak były zapisywane 'bazowo' - wiedzy na
        ten temat nie posiadam.
        A co z improwizującym z głowy pianistą, takim Chopinem chociażby? Już nie jest
        Q4-12S?

        > - przy różnych wykonaniach tego samego dzieła mówimy o interpretacjach, a nie
        > coverach wink

        To kwestia językowa, ale oczywiście dostrzegłem "wink". Z drugiej
        strony, "cover" wydaje mi się łączyć z większą ingerencją w tekst oryginalny,
        lub przynajmniej w instrumentację/aranżację. To, co Mozart zrobił z pewnymi
        utworami Haendla, czy też z Una cosa rara i własnym Figarem w Don Giovannim,
        jest bardziej coverem niż interpretacją smile. A chyba nadal jest Q4-12S.

        > - utwór funkcjonuje w świadomości jako przypisany kompozytorowi, a nie
        > konkretnemu wykonawcy;

        Ta część definicji najbardziej mi się podoba. Ale zastrzeżenia też mam. Jeśli
        szarpidrucki zespół A wykonuje cover szarpidruckiego zespołu B, wówczas zespół
        B jest zwykle wspominany jako autor - a więc autorem jest kompozytor, anie
        wykonawca. Co nie czyni ani coverowanego utworu ani samego coveru Q4-12S.

        Mam jeszcze jeden problem z definicją dobiasza. Mianowicie:
        > - utwór funkcjonuje w świadomości

        Definicja oparta na kryterium subiektywno-psychologicznym (jeśli chodziło o
        świadomość indywidualną) bądź socjologicznym (jeśli chodziło o świadomość
        zbiorową - jeśli takowa istnieje) jest niewygodna. Zaklasyfikowanie utworu jako
        Q4-12S lub nie-Q4-12S będzie albo czysto subiektywne więc bezwartościowe z
        punktu widzenia dyskusji, albo będzie wymagało przeprowadzenia badań
        ankietowych, co jest co najmniej nieporęczne. Nie wspominając o trudnościach z
        dobraniem próby do ankiety...

        Powyższe rozważania są niekonstruktywne, mam tego świadomość i uprzejmie proszę
        nie ganić mnie za to zbyt surowo. Niestety, przynajmniej na razie nie jestem w
        stanie zaproponować spójnej i uniwersalnej definicji muzyki Q4-12S. Skłaniam
        się ku definicji z pierwszych słów dobiasza... W mojej wersji: Q4-12S to
        rozmyślnie zaprojektowany układ dźwięków, który mnie nie męczy i przynosi mi
        poztywne odczucia.
        • inezja21 Re: Zapytanie o defnicje 17.08.04, 11:42
          to wszystko jest bardzo madre co tu napisaliście, ja jednak zapytam: co z tym
          rodzajem muzyki powaznej, którego słuchając, pękam ze śmiechu? Proszę posłuchać
          niektórych fragmentów z Szostakowicza (polecam suity baletowe i operetkę), albo
          Prokofiewa (śmierć Tybalta), o walcach Straussa nie wspomnęsmile
          Tymczasem gdy laik słyszy w radiu orkiestrę, co by ona nie grała : "o, to
          wyłączcie to , bo to jest muzyka POWAŻNA"
          • dobiasz Re: Zapytanie o defnicje 17.08.04, 12:01
            inezja21 napisała:

            > to wszystko jest bardzo madre co tu napisaliście, ja jednak zapytam: co z tym
            > rodzajem muzyki powaznej, którego słuchając, pękam ze śmiechu?

            Nie widzę w tym wątku żadnej wypowiedzi, która definiowałaby muzykę w zależności
            od nastroju, w który ona wprowadza. Możesz zacytować, do czego pijesz?

            - - -
            Dobiasz
        • dobiasz Re: Zapytanie o defnicje 17.08.04, 11:58
          bwv1004 napisał:

          > Ciekawa próba smile

          Próba sformalizowania, czy zdefiniowania pojęcia tak nieprecyzyjnego i
          intuicyjnego zawsze będzie niedoskonała. Przerabialiśmy ten problem (a raczej
          analogiczny: co to jest jazz?) już wielokrotnie na pl.rec.muzyka.jazz.

          > dobiasz napisał:
          >
          > > - bazową formą istnienia dzieła jest zapis nutowy (lub jakikolwiek inny),
          >
          > Jak rozumieć 'jakikolwiek inny'?

          Np. graficzny, w formie histogramu, mniej lub bardziej precyzyjnej symboliki,
          lub nawet opisu słownego na tyle precyzyjnego, na ile wymaga tego konwencja
          gatunku (konwencja gatunku jest tu niestety zwrotem ważnym, bo są gatunki i
          formy wymagające rzemieślniczego odegrania każdej nutki, a bywają takie, które
          dopuszczają dowolność w określonych granicach - patrz realizacja b.c., albo
          aleatoryzm).

          > Ponadto wydaje mi się, że utworu 'szarpidrutów' wink są zapisywane w
          > tabulaturach - przynajmniej w takiej formie sprzedaje je się domorosłym
          > naśladowcom. Co nie przesądza o tym, jak były zapisywane 'bazowo' - wiedzy na
          > ten temat nie posiadam.

          Utwory 'szarpidrutów' nie spełniają mojego założenia z tego prostego względu, że
          podstawowym sposobem 'istnienia' utworu jest nagranie. "The Wall" Pink Floyd to
          konkretna nagrana płyta. Każde inne nagranie tej samej muzyki nie będzie już
          "The Wallem Pink Floydów", będzie coverem, wersją live, etc. W tym, co nazywam
          "muzyką poważną" utwór jest czymś abstrakcyjnym, co istnieje niezależnie od
          nagrania i co może być wielokrotnie interpretowane, nagrywane... jest czymś w
          rodzaju platońskiej "idei", albo programistycznego typu/klasy, która może mieć
          różne (lepsze lub gorsze) instancje rzeczywiste, ale raczej o żadnej nie można
          powiedzieć, że jest tą ostateczną. A album "The Wall - Pink Floyd" istnieje już
          w wersji ostatecznej. Coverowanie w muzyce "niepoważnej" to co innego, niż różne
          wykonania w powadze. Mamy tu do czynienia raczej z parafrazowaniem utworu, niż z
          jego interpretacją.

          > A co z improwizującym z głowy pianistą, takim Chopinem chociażby? Już nie jest
          > Q4-12S?

          Improwizacja jest niepowtarzalna. Można ją co najwyżej zarejestrować i
          odtworzyć. Ale czy możemy w takim razie mówić o niej jako o "utworze"? IMHO nie.

          > > - przy różnych wykonaniach tego samego dzieła mówimy o interpretacjach, a
          > nie
          > > coverach wink
          >
          > To kwestia językowa, ale oczywiście dostrzegłem "wink".

          Muzyka to nie tylko dźwięki. To pewna strefa socjologiczna. Przecież nawet pewne
          gatunki muzyczne definiuje się nie tylko w oparciu o czynniki formalne, ale i
          tło społeczne (by wspomnieć tylko rap, jazz, albo pieśń masową wink. Nie widzę w
          tym nic dziwnego, by definiować muzykę z użyciem pojęć pozamuzycznych -
          socjologicznych, językowych etc.

          > Z drugiej
          > strony, "cover" wydaje mi się łączyć z większą ingerencją w tekst oryginalny,
          > lub przynajmniej w instrumentację/aranżację. To, co Mozart zrobił z pewnymi
          > utworami Haendla, czy też z Una cosa rara i własnym Figarem w Don Giovannim,
          > jest bardziej coverem niż interpretacją smile.

          Tak, to prawda - jest to bliższe coverowaniu. Jest parafrazą utworu wykraczającą
          ponad zamiary kompozytora, a nie jego interpretacją.

          Kolejny kamyczek do ogródka - utwór "poważny" zawiera w sobie przestrzeń na
          interpretację. Utwór "niepoważny" - raczej nie; jest pisany z myślą o
          konkretnym, jednym nagraniu. Dlatego później każde inne wykonanie jest już
          parafrazą - coverowaniem. Oczywiście tutaj trochę wymyka się z definicji jazz -
          ale tam z kolei sam utwór jest konstrukcją jeszcze bardziej otwartą, nie tylko
          na interpretację, ale i na aranżację.

          > A chyba nadal jest Q4-12S.

          To, co robił Mozart - tak. Ale czy jest nią to, co robi np. Vanessa Mae? Patrz
          punkt następny.

          > > - utwór funkcjonuje w świadomości jako przypisany kompozytorowi, a nie
          > > konkretnemu wykonawcy;
          >
          > Ta część definicji najbardziej mi się podoba. Ale zastrzeżenia też mam. Jeśli
          >
          > szarpidrucki zespół A wykonuje cover szarpidruckiego zespołu B, wówczas zespół
          > B jest zwykle wspominany jako autor - a więc autorem jest kompozytor, anie
          > wykonawca.

          Ale utwór jest opisywany jako np. >>"Song of Alabama" The Doors<<, a nie jako
          >>"Song of Alabama" Kurta Weill'a w wykonaniu The Doors<<. Cover staje się
          osobnym tworem muzycznym, co jest naturalne, jeśli przyjmiemy moją definicję
          coveru jako parafrazy (a więc czegoś opartego na istniejącym dziele, ale
          będącego zupełnie nową jakością, wykraczającą poza ramy interpretacji).

          > Co nie czyni ani coverowanego utworu ani samego coveru Q4-12S.
          >
          > Mam jeszcze jeden problem z definicją dobiasza. Mianowicie:
          > > - utwór funkcjonuje w świadomości
          >
          > Definicja oparta na kryterium subiektywno-psychologicznym (jeśli chodziło o
          > świadomość indywidualną) bądź socjologicznym (jeśli chodziło o świadomość
          > zbiorową - jeśli takowa istnieje) jest niewygodna. Zaklasyfikowanie utworu jako
          >
          > Q4-12S lub nie-Q4-12S będzie albo czysto subiektywne więc bezwartościowe z
          > punktu widzenia dyskusji, albo będzie wymagało przeprowadzenia badań
          > ankietowych, co jest co najmniej nieporęczne. Nie wspominając o trudnościach z
          > dobraniem próby do ankiety...

          Sztuka nie jest bytem abstrakcyjnym. Istnieje w interakcji pomiędzy autorem a
          odbiorcą, wykorzystuje pewne przyzwyczajenia jednego i drugiego - konwencje,
          kody kulturowe, archetypy, stereotypy, etc. I dlatego niestety lub na szczęście
          (zależnie od punktu widzenia) czynnik ludzki "wcina się" we wszelkie próby jej
          definiowania. A pewna nieprecyzyjność jest wpisana we wszystkie nauki
          humanistyczne, czy zahaczające o problemy socjologiczne. Ot, niedogodność
          wpisana w definicję.

          > Powyższe rozważania są niekonstruktywne, mam tego świadomość i uprzejmie proszę
          >
          > nie ganić mnie za to zbyt surowo. Niestety, przynajmniej na razie nie jestem w
          > stanie zaproponować spójnej i uniwersalnej definicji muzyki Q4-12S. Skłaniam
          > się ku definicji z pierwszych słów dobiasza... W mojej wersji: Q4-12S to
          > rozmyślnie zaprojektowany układ dźwięków, który mnie nie męczy i przynosi mi
          > poztywne odczucia.

          To mniej więcej tak jak jedna z lepszych definicji jazzu, jaką znam: Jazz jest
          to muzyka, której słucham, kiedy mam ochotę posłuchać jazzu.

          - - -
          Dobiasz
          • crannmer Krociutko i fragmentarycznie... 17.08.04, 12:42
            .. bo z braku czasu, pozwole sobie wtracic i zajatrzyc:

            dobiasz napisał:

            > Próba sformalizowania, czy zdefiniowania pojęcia tak nieprecyzyjnego i
            > intuicyjnego zawsze będzie niedoskonała.

            Koniecznosc sformalizowania pojecia, ktore jest bezprzedmiotowe (mam na mysli
            podzial U-Musik vs. E-Musik) wymaga IMHO uzasadnienia. Ktore to uzsasadnienie
            bedzie IMHO beznadziejnym przedsiewzieciem smile


            >
            > Np. graficzny, w formie histogramu, mniej lub bardziej precyzyjnej symboliki,
            > lub nawet opisu słownego na tyle precyzyjnego, na ile wymaga tego konwencja
            > gatunku (konwencja gatunku jest tu niestety zwrotem ważnym, bo są gatunki i
            > formy wymagające rzemieślniczego odegrania każdej nutki, a bywają takie, które
            > dopuszczają dowolność w określonych granicach - patrz realizacja b.c., albo
            > aleatoryzm).

            Rozumiem, ze improwizowane kadencje w koncertach Mozarta usuwaja tejze z
            konwencji muzyki powaznej.
            Takoz z improwizowanym basem generalnym w muzyce dawnej i niekodowanymi
            ozdobnikami.

            >
            > Utwory 'szarpidrutów' nie spełniają mojego założenia z tego prostego względu,
            > że podstawowym sposobem 'istnienia' utworu jest nagranie.

            Bzdura. Zarowno w dziale E, jak i w U sa artysci (i dziela) ukierunkowani
            glownie na nagranie, jak i artysci ukierunkowani glownie na koncert. A takze
            tacy, co rownie dobrze jedno, jak i drugie robia.

            > W tym, co nazywam
            > "muzyką poważną" utwór jest czymś abstrakcyjnym, co istnieje niezależnie od
            > nagrania i co może być wielokrotnie interpretowane, nagrywane... jest czymś w
            > rodzaju platońskiej "idei", albo programistycznego typu/klasy, która może mieć
            > różne (lepsze lub gorsze) instancje rzeczywiste, ale raczej o żadnej nie można
            > powiedzieć, że jest tą ostateczną. A album "The Wall - Pink Floyd" istnieje
            > już w wersji ostatecznej.

            Jest tak samo ostateczme, jak ostateczne jest drugie nagranie 5 Symfoni
            Beethovena przez Filharnmonikow Berlinskich pod Karajanem.

            Stosunek nagrania do muzyki z koncertu nie rozni sie tylko dlatego, ze jedna
            zwana jest rozrywkowa, a druga powazna.

            Co zreszta robic w przypadku, kiedy nagranie jest wtornoscia unikalnego
            koncertu (np. Jarret w Koloni).

            >Coverowanie w muzyce "niepoważnej" to co innego, niż różn
            > e
            > wykonania w powadze. Mamy tu do czynienia raczej z parafrazowaniem utworu,
            > niż z jego interpretacją.

            Bzdura, za przeproszeniem. Sa zarono interpretacje w dziale U, jak i parafrazy
            (czesto niezamierzone) w dziale E.


            > Improwizacja jest niepowtarzalna. Można ją co najwyżej zarejestrować i
            > odtworzyć. Ale czy możemy w takim razie mówić o niej jako o "utworze"? IMHO
            nie

            ROFTL

            A jesli ona improwizacje ktos zapisze i sam wykona, sparafrazuje, zinterpretuje?

            > Kolejny kamyczek do ogródka - utwór "poważny" zawiera w sobie przestrzeń na
            > interpretację. Utwór "niepoważny" - raczej nie; jest pisany z myślą o
            > konkretnym, jednym nagraniu.

            Bzdura.

            > Dlatego później każde inne wykonanie jest już
            > parafrazą - coverowaniem. Oczywiście tutaj trochę wymyka się z definicji
            jazz -
            > ale tam z kolei sam utwór jest konstrukcją jeszcze bardziej otwartą, nie tylko
            > na interpretację, ale i na aranżację.

            O podatnosci i otwarciu utworu nie decyduje jego pierwotna dzialka, ale
            pierwotna jakosc utworu.

            W kawalkach piora McCartneya, czy Cobaina jest wiecej otwartosci, niz w
            dzielach Rheinbergera, czy Salieriego. O seryjnych synfoniach Haydna nie
            wspominajac.

            Pozdr.

            C.

            • dobiasz Re: Krociutko i fragmentarycznie... 17.08.04, 14:29
              crannmer napisał:

              > Rozumiem, ze improwizowane kadencje w koncertach Mozarta usuwaja tejze z
              > konwencji muzyki powaznej.

              Źle rozumiesz. Nie usuwają, bo improwizacja jest ujęta w ramy - czy to kadencji,
              czy zasad realizacji b.c. Dowolności polegają fragmenty utworu, natomiast cała
              forma jest nadal ta sama.

              > Takoz z improwizowanym basem generalnym w muzyce dawnej i niekodowanymi
              > ozdobnikami.

              j/w

              > > Utwory 'szarpidrutów' nie spełniają mojego założenia z tego prostego wzgl
              > ędu,
              > > że podstawowym sposobem 'istnienia' utworu jest nagranie.
              >
              > Bzdura. Zarowno w dziale E, jak i w U sa artysci (i dziela) ukierunkowani
              > glownie na nagranie, jak i artysci ukierunkowani glownie na koncert. A takze
              > tacy, co rownie dobrze jedno, jak i drugie robia.

              Bzdura. Primo - jak sam waść zauważyłeś, rozmawiamy o materii bardzo nieścisłej,
              a więc siłą rzeczy generalizujemy. A jeśli generalizujemy i rozważamy
              statystyczne uogólnienia to istnienie wyjątków nie obala wyprowadzonych w ten
              sposób tez.

              Secundo: moja wyprowadzona generalizacja wygląda tak:
              a) muzyka "poważna" - produktem ostatecznym jest UTWÓR, przypisywany
              KOMPOZYTOROWI, interpretowany przez wykonawców;
              b) muzyka "niepoważna" - produktem ostatecznym jest NAGRANIE, przypisywane
              WYKONAWCY, kompozytor istnieje w powszechnej świadomości marginalnie, często
              nawet w dalszej kolejności, niż poprzedni wykonawcy danego utworu;

              Oczywiście, są przypadki wyłamujące się z tych reguł. Wydaje mi się jednak, że
              tendencje wyglądają właśnie tak.

              > > W tym, co nazywam
              > > "muzyką poważną" utwór jest czymś abstrakcyjnym, co istnieje niezależnie
              > od
              > > nagrania i co może być wielokrotnie interpretowane, nagrywane... jest czy
              > mś w
              > > rodzaju platońskiej "idei", albo programistycznego typu/klasy, która może
              > mieć
              > > różne (lepsze lub gorsze) instancje rzeczywiste, ale raczej o żadnej nie
              > można
              > > powiedzieć, że jest tą ostateczną. A album "The Wall - Pink Floyd" istnie
              > je
              > > już w wersji ostatecznej.
              >
              > Jest tak samo ostateczme, jak ostateczne jest drugie nagranie 5 Symfoni
              > Beethovena przez Filharnmonikow Berlinskich pod Karajanem.

              Nie. Nagranie 5 Symfonii Beethovena dokonane prze Gardinera jest kolejną
              interpretacją symfonii Beethovena. Nagranie "Another Brick in The Wall" Acid
              Drinkers jest reinterpretacją/parafrazą utworu nagranego przez Pink Floyd. Piąta
              Gardinera istnieje bez Piątej Karajana. ABiTW Acid Drinkers bez ABiTW Pink Floyd
              - nie ma sensu bytu.

              > Stosunek nagrania do muzyki z koncertu nie rozni sie tylko dlatego, ze jedna
              > zwana jest rozrywkowa, a druga powazna.

              Ależ różni się. W przypadku muzyki "niepoważnej" często wersja studyjna utworu
              jest efektem zabiegów technicznych niepowtarzalnych w normalnym wykonaniu
              (szeroko pojęty mastering). Siłą rzeczy wersja "live" jest wtedy uproszczeniem
              tego, co mamy w wersji studyjnej do postaci możliwej do wykonania przez kilku
              muzyków w "czasie rzeczywistym".

              Oczywiście znowu znajdziesz tutaj w muzyce "niepoważnej" wyjątki - spora część
              muzyki jazzowej, kapele rockowe, punkowe itp. nagrywające "na setkę". Co nie
              zmienia faktu, że jeśli pokusisz się o generalizację, to IMHO będzie ona
              wyglądała właśnie tak, jak przedstawiłem powyżej.

              > Co zreszta robic w przypadku, kiedy nagranie jest wtornoscia unikalnego
              > koncertu (np. Jarret w Koloni).

              Kolejny wyjątek "potwierdzający regułę". Jeśli chcesz reguł w 100% ścisłych, to
              proponuję zająć się matematyką. Wymaganie 100% precyzji i trafności od definicji
              odnoszących się do sztuki, to błąd w sztuce (nomen omen wink.

              > >Coverowanie w muzyce "niepoważnej" to co innego, niż różn
              > > e
              > > wykonania w powadze. Mamy tu do czynienia raczej z parafrazowaniem utworu
              > ,
              > > niż z jego interpretacją.
              >
              > Bzdura, za przeproszeniem. Sa zarono interpretacje w dziale U, jak i parafrazy
              > (czesto niezamierzone) w dziale E.

              j/w

              Są ludzie rozumni i nierozumni. A jednak gatunek nazywa się "homo sapiens".

              > > Improwizacja jest niepowtarzalna. Można ją co najwyżej zarejestrować i
              > > odtworzyć. Ale czy możemy w takim razie mówić o niej jako o "utworze"? IM
              > HO
              > nie
              >
              > ROFTL
              >
              > A jesli ona improwizacje ktos zapisze i sam wykona, sparafrazuje, zinterpretuje
              > ?

              Wtedy będzie to utwór. Nie jest utworem muzycznym coś, czego nie można powtórnie
              zagrać. A żeby można to było zagrać, to musi zostać
              zapisane/zarejestrowane/zapamiętane. Pomysł na utwór to nie jest jeszcze utwór.

              > > Kolejny kamyczek do ogródka - utwór "poważny" zawiera w sobie przestrzeń
              > na
              > > interpretację. Utwór "niepoważny" - raczej nie; jest pisany z myślą o
              > > konkretnym, jednym nagraniu.
              >
              > Bzdura.

              Koronny argument. Chylę czoła i odsyłam do tego, co napisałem powyżej.

              > O podatnosci i otwarciu utworu nie decyduje jego pierwotna dzialka, ale
              > pierwotna jakosc utworu.

              O otwartości utworu decyduje jego forma i konwencja stylu oraz gatunku.
              Oczywiście można przearanżować i przecoverować wszystko na wszystko, ale jest
              różnica pomiędzy aranżacją Eine kleine Nachtmusik na organy a aranżacją Someday
              my Prince Will Come na fortepian solo (Jarrett). Pierwsze nie mieści się ani w
              pierwotnej formie, ani w konwencji stylistycznej, jest przeróbką, aranżacją,
              coverem. Drugie - mieści się w konwencji, w formie standardu jazzowego.

              - - -
              Dobiasz
              • dobiasz Re: Krociutko i fragmentarycznie... 17.08.04, 14:46
                Krótki komentarz ogólny, zanim dyskusja w rabinistycznym dzieleniu włosa na
                czworo przekroczymy granice, za którymi już nie wiadomo o co chodzi.

                Muzyka to nie jest logika zerojedynkowa. Nie da się wyprowadzić reguł ścisłych,
                można co najwyżej generalizować, a definicje tworzyć za pomocą wyodrębniania
                cech charakterystycznych. Te cechy nie muszą i nigdy nie będą spełnione w 100%
                przypadków, tak jak nie każdy człowiek ma dwie nerki, a nie każdy ptak - pióra.
                Z argumentacją typu "a ja znam utwór, który nie spełnia punktu pierwszego reguły
                nr 12" nie warto w ogóle dyskutować, bo oznacza ona, że ktoś kto ją wysuwa, w
                ogóle nie zdaje sobie sprawy z natury przedmiotu, o którym dyskutuje (albo
                celowo tą naturę ignoruje, z sobie znanych powodów).

                Definiowanie w muzyce ZAWSZE sprowadza się do znajdowania przypadków najbardziej
                charakterystycznych, do najbardziej wyrazistych tendencji, wokół których
                gromadzą się różne aberracje, mutacje itp. Nie da się stworzyć definicji
                symfonii, którą będą spełniały wszystkie symfonie, bo na każdy, dokładnie każdy
                punkt takiej definicji znajdzie się symfonia, która jej nie spełni. Czy to
                znaczy, że nie wiadomo, co to jest symfonia? No cóż, ja wiem, potrafię sobie ją
                wyobrazić. I nie zmienia bynajmniej tego faktu istnienie utworów co do których
                nie jestem pewny, czy są symfonią, czy może już oratorium albo koncertem.

                I tyle z mojej strony. Dzielącym włos na czworo życzę z góry miłej zabawy.

                - - -
                Dobiasz
              • zamek Zdębiałem, czytając poniższe 17.08.04, 23:00
                dobiasz następującą definicję napisał był:

                > a) muzyka "poważna" - produktem ostatecznym jest UTWÓR, przypisywany
                > KOMPOZYTOROWI, interpretowany przez wykonawców;
                > b) muzyka "niepoważna" - produktem ostatecznym jest NAGRANIE, przypisywane
                > WYKONAWCY, kompozytor istnieje w powszechnej świadomości marginalnie, często
                > nawet w dalszej kolejności, niż poprzedni wykonawcy danego utworu;

                Pudło na całej linii, panie Dobiasz. Utwór, dopóki nie zostanie wykonany, jest
                niczym - jest tylko i wyłącznie zanotowanym lub nie konglomeratem intencji
                kompozytora i wykonawcy. Utwór STAJE SIĘ w czasie WYKONANIA; wtedy konstytuuje
                się jako byt w czasie pomiędzy jego twórcami a odbiorcami i kluczowym jest ten
                moment, gdy utwór zostaje przez jednych przekazany drugim. Czy wykonanie
                zostanie nagrane, jest rzeczą najzupełniej względną. Owszem, nie deprecjonuję
                faktu, że wersje "akustyczne" niektórych utworów różnią się od wersji
                nagranych, ale manipulacji elektroakustycznych dokonuje się także na utworach
                klasycznych, nadając im odpowiedni pogłos czy też usuwając z nagrania błędy
                albo szumy. O ileż wykonanie jest istotniejsze od nagrania dla miłośnika muzyki
                pop, niech zaświadczą tłumy na koncertach. Czynnik psychologiczny -
                współuczestniczenia w procesie stawania się utworu - wydaje się niezwykle
                znaczący.
                Dobiasz, ja szczerze życzę dużo więcej rozwagi w sądach. Pozdrawiam smile
                • dobiasz Re: Zdębiałem, czytając poniższe 18.08.04, 07:11
                  Re: Zdębiałem, czytając poniższe

                  Nie rozmawiam z Panem, proszę nie oczekiwać riposty.

                  - - -
                  Dobiasz
                  • dobiasz Re: Zdębiałem, czytając poniższe 18.08.04, 07:32
                    Mam nadzieję, że wybaczą państwo małą niekonsekwencję. MSPANC.

                    Otóż doznałem olśnienia goląc się przed chwilą. Mianowicie, jeśli prawdą jest
                    to, co pisze niejaki Zamek, to ja, w czytając partyturę przerwach między jednym
                    a drugim wykonaniem V Symfonii Beethovena, ni mniej ni więcej, tylko OBCUJĘ Z
                    UTWOREM, KTÓRY W TYM CZASIE NIE ISTNIEJE. Mało tego. Wszyscy studenci akademii
                    muzycznych na zajęciach teoretycznych analizują nuty utworów, które w tym czasie
                    nie istnieją. To jest moi państwo znakomity żart, albo kiepska filozofia smile
                    Zakładam, że to pierwsze i pozwalam sobie udać się do pracy w nastroju rozbawionym.

                    Dobranoc.

                    - - -
                    Dobiasz

                    there is no spoon, nor 5th symphony...
                    • zamek Prawie niczym kobieta z brodą - tak niemożliwe! 18.08.04, 22:52
                      Wprawiłem Dobiasza w dobry humor wink
                      No nic. Nie mam pojęcia, czy Dobiasz zna pojęcie "aleatoryzm" - jeśli nie, to
                      sprawdzi sobie w książeczce i jeżeli pojmie, to będzie wiedział, że od zapisu
                      do utworu droga jest nieraz baaardzo daleka. Podane na przykładzie Piątej
                      Beethovena "analizowanie utworu" - skrót myślowy: w rzeczywistości analizuje
                      się zapis utworu. Zresztą Dobiasz wyjątkowo jakoś zachowawczo stwierdził,
                      że "studenci (...) analizują nuty utworów". I tu brawa za przenikliwość, a
                      dodatkowo uśmiech za nieplanowaną zgodność poglądów smile
                      Aha, a propos istnienia utworu w czasie polecam zapoznanie się z zagadnieniem
                      formy momentowej u Stockhausena tudzież koncepcją muzyki unistycznej Krauzego,
                      skoro już tak przerzucamy się muzykologią. A potem pogadamy.
                      Dobiaszku, pa. Buziaczki i głaski. smile
                      • dobiasz Re: Prawie niczym kobieta z brodą - tak niemożliw 19.08.04, 07:54
                        zamek napisał:

                        > Wprawiłem Dobiasza w dobry humor wink
                        > No nic. Nie mam pojęcia, czy Dobiasz zna pojęcie "aleatoryzm" - jeśli nie, to
                        > sprawdzi sobie w książeczce i jeżeli pojmie, to będzie wiedział, że od zapisu
                        > do utworu droga jest nieraz baaardzo daleka. Podane na przykładzie Piątej
                        > Beethovena "analizowanie utworu" - skrót myślowy: w rzeczywistości analizuje
                        > się zapis utworu. Zresztą Dobiasz wyjątkowo jakoś zachowawczo stwierdził,
                        > że "studenci (...) analizują nuty utworów". I tu brawa za przenikliwość, a
                        > dodatkowo uśmiech za nieplanowaną zgodność poglądów smile
                        > Aha, a propos istnienia utworu w czasie polecam zapoznanie się z zagadnieniem
                        > formy momentowej u Stockhausena tudzież koncepcją muzyki unistycznej Krauzego,
                        > skoro już tak przerzucamy się muzykologią.

                        Wy, Zamek, się przerzucacie. Nie przeszkadzajcie sobie.

                        Ziew.

                        - - -
                        Dobiasz
                        • zamek Czyli jednak brak argumentów? 19.08.04, 11:33
                          Nie jestem zaskoczony. Oto normalna "naukowa" postawa Dobiasza. Zwą to
                          przemądrzałością.
                          Dwa ziewy. Albo, zgodnie z lubianą, jak dostrzegam, deklinacją - WYziewy.
                          • dobiasz Re: Czyli jednak brak argumentów? 19.08.04, 12:32
                            Re: Czyli jednak brak argumentów?

                            Brak chęci do napierdalanki nie na temat. Znajdź sobie kogoś innego do swojej
                            zabawy. A ode mnie się odstosunkuj z łaski swojej.

                            - - -
                            Dobiasz
                            • bwv1004 Re: Czyli jednak brak argumentów? 19.08.04, 14:24
                              Dobiasz, moim zdaniem istotą forum jest dyskusja. Zachowanie polegające na
                              prezentacji własnych poglądów i odmowie jakiejkolwiek dyskusji jest w
                              kontekście tej istoty cokolwiek dziwne.

                              BTW: czy słowo 'kibel' jest bardziej rażące od słowa 'napierdalanka'?
                              • dobiasz Re: Czyli jednak brak argumentów? 20.08.04, 08:33
                                bwv1004 napisał:

                                > Dobiasz, moim zdaniem istotą forum jest dyskusja. Zachowanie polegające na
                                > prezentacji własnych poglądów i odmowie jakiejkolwiek dyskusji jest w
                                > kontekście tej istoty cokolwiek dziwne.

                                Nie mam obowiązku dyskutować z każdym. Tym bardziej kiedy uważam, że nie mówi na
                                temat i nie widzę związku pomiędzy jego atakami a moimi poglądami. Zamek zajmuje
                                się głównie zaczepkami i odmienianiem mojego nicka przez wszystkie przypadki.
                                Mnie to ani grzeje ani ziębi, niech się chłopak bawi, ale ja nie mam żadnego
                                obowiązku uczestniczenia w jego zabawie.

                                Na forum każdy może napisać wszystko. Ale to bynajmniej nie oznacza obowiązku
                                zniżania się do poziomu każdej wypowiedzi i jej ripostowania.

                                > BTW: czy słowo 'kibel' jest bardziej rażące od słowa 'napierdalanka'?

                                Nie rażą mnie słowa. Co najwyżej intencje, z jakimi są wypowiadane.

                                - - -
                                Dobiasz
                                • zamek Jednak nie rozumiem. 20.08.04, 13:32
                                  Staram się przeprowadzić własną argumentację, dyskutuję, ripostuję, usiłuję
                                  udowodnić własne racje. Że mój styl wypowiedzi nie jest ugładzony strugiem i
                                  papierkiem ściernym do ostatniej drzazgi - cóż, po prostu tak lubię się
                                  wypowiadać. Jeżeli Chłopecki opowiada moim zdaniem ewidentne bzdury, traktuję
                                  to jako bzdury, a nie inny rodzaj elokwencji. I w związku z tym zdaniem
                                  Dobiasza zajmuję się zaczepkami; mało tego, prowokuję go do zachowań
                                  wulgarnych, że nie powiem - żałośnie go ośmieszających.
                                  Nic z tego nie rozumiem. Naprawdę.
                                  PS. Dobiaszu, odkąd Tobiasz jest odmienny, Ty także. To akurat nie podlega
                                  dyskusji. Odmieniając Twojego nicka, daję z dumą dowód znajomości ojczystego
                                  języka smile
                                  • dobiasz Re: Jednak nie rozumiem. 20.08.04, 14:00
                                    zamek napisał:

                                    > Staram się przeprowadzić własną argumentację, dyskutuję, ripostuję, usiłuję
                                    > udowodnić własne racje.

                                    Żeby argumentacja była argumentacją, musi coś argumentować. Najlepiej - tezę. A
                                    jeśli tezy nie ma, to nie jest argumentacja, tylko szczekanie. Ja np. nie mam
                                    zielonego pojęcia, coś chciał w tym wątku powiedzieć, jakie są Twoje poglądy na
                                    jego temat. Doczytałem się tylko, że masz mnóstwo przemyśleń na temat *mojej
                                    osoby*, które to przemyślenia akurat a) mam w "głębokim poważaniu", b) są
                                    offtopic, c) stanowią przykład kiepskiej kultury dyskusji. Jeśli chcesz sobie na
                                    mnie poszczekać, załóż sobie wątek pt. "Nie lubię Dobiasza" i używaj do woli.

                                    > Jeżeli Chłopecki opowiada moim zdaniem ewidentne bzdury, traktuję
                                    > to jako bzdury, a nie inny rodzaj elokwencji.

                                    A traktuj sobie jak chcesz. Felieton Chłopeckiego przytoczyłem tu nie ze względu
                                    na jego merytoryczną wartość, ale na użycie takiego a nie innego terminu
                                    ("muzyka poważna"), o który się spieraliśmy. Jeśli chcesz polemizować z
                                    Chłopeckim to sobie z nim polemizuj. Co mnie do tego?

                                    > I w związku z tym zdaniem
                                    > Dobiasza zajmuję się zaczepkami; mało tego, prowokuję go do zachowań
                                    > wulgarnych, że nie powiem - żałośnie go ośmieszających.

                                    Zamku, jeśli zechcę być naprawdę wulgarny, poczujesz to w piętach. A na razie
                                    poszczekuj sobie do woli. Jak już wspomniałem - wrażenia to na mnie nie robi.
                                    Przywykłem, że pewni ludzie w ten sposób odreagowują jakieś swoje
                                    kompleksy/problemy/złe emocje czy co tam innego.

                                    > Nic z tego nie rozumiem. Naprawdę.
                                    > PS. Dobiaszu, odkąd Tobiasz jest odmienny, Ty także. To akurat nie podlega
                                    > dyskusji. Odmieniając Twojego nicka, daję z dumą dowód znajomości ojczystego
                                    > języka smile

                                    Cieszę się, że poświęcasz mi tyle uwagi, przy okazji zyskując jakieś tam powody
                                    do chluby (przynajmniej we własnym mniemaniu). Wzajemności nie obiecuję.

                                    Dobranoc.

                                    - - -
                                    Dobiasz
                                    • zamek Re: Jednak nie rozumiem. 20.08.04, 15:01
                                      dobiasz napisał:

                                      > Żeby argumentacja była argumentacją, musi coś argumentować. Najlepiej - tezę.
                                      > A jeśli tezy nie ma, to nie jest argumentacja, tylko szczekanie.
                                      Owszem, teza była. Włączyłem się do dyskusji w tym momencie, gdy mnie
                                      zainteresowała - na temat tzw. produktu ostatecznego w muzyce; względem Twojej
                                      tezy przedstawiłem antytezę i ją uargumentowałem.
                                      > Ja np. nie mam zielonego pojęcia, coś chciał w tym wątku powiedzieć, jakie są
                                      > Twoje poglądy na jego temat. Doczytałem się tylko, że masz mnóstwo przemyśleń
                                      > na temat *mojej osoby*, które to przemyślenia akurat a) mam w "głębokim
                                      > poważaniu", b) są offtopic, c) stanowią przykład kiepskiej kultury dyskusji.
                                      Tak to jest, gdy czyta się to, co się przeczytać chce, a nie to, co jest
                                      napisane. Ponadto to, żeśmy zaczęli sobie skakać do oczu, nie stało się i bez
                                      Twojej przyczyny - inaczej wcale bym tak nie podejmował rękawicy.
                                      > Jeśli chcesz sobie na mnie poszczekać, załóż sobie wątek pt. "Nie lubię
                                      > Dobiasza" i używaj do woli.
                                      A kto Ci powiedział, że Cię nie lubię? Nie żywię względem Ciebie żadnych uczuć,
                                      przynajmniej dopóki mnie nie obrażasz.
                                      > A traktuj sobie jak chcesz. Felieton Chłopeckiego przytoczyłem tu nie ze
                                      > względu na jego merytoryczną wartość, ale na użycie takiego a nie innego
                                      > terminu ("muzyka poważna"), o który się spieraliśmy. Jeśli chcesz polemizować
                                      > z Chłopeckim to sobie z nim polemizuj. Co mnie do tego?
                                      Oczywiście, że nic. Nie wymagam od Ciebie żadnego stosunku do felietonistyki
                                      Chłopeckiego. Ponieważ jednak go przytoczyłeś na podparcie Twojej argumentacji,
                                      nie dziw się, że z nim dyskutuję. Jednocześnie szkoda, że polemizujesz
                                      wybiórczo, bez zwrócenia uwagi na meritum tekstu, z którego korzystasz.
                                      > Zamku, jeśli zechcę być naprawdę wulgarny, poczujesz to w piętach. A na razie
                                      > poszczekuj sobie do woli. Jak już wspomniałem - wrażenia to na mnie nie robi.
                                      > Przywykłem, że pewni ludzie w ten sposób odreagowują jakieś swoje
                                      > kompleksy/problemy/złe emocje czy co tam innego.
                                      Dobiaszu, jeżeli zechcesz być na tym forum naprawdę wulgarny, po prostu takie
                                      posty z niego znikną bez śladu. Za to na zajmowanie się ewentualnym stanem
                                      mojej psyche (kompleksy etc.) odpowiem krótko - jak śmiesz i kto Ci dał do tego
                                      prawo?!
                                      • dobiasz Re: Jednak nie rozumiem. 20.08.04, 16:18
                                        zamek napisał:

                                        > Owszem, teza była. Włączyłem się do dyskusji w tym momencie, gdy mnie
                                        > zainteresowała - na temat tzw. produktu ostatecznego w muzyce; względem Twojej
                                        > tezy przedstawiłem antytezę i ją uargumentowałem.

                                        OK. Mały powrót do sedna. Teorie, które przedstawiłeś, mają dla mnie mniej
                                        więcej taką wartość, jak filozofie pod tytułem "świat nie istnieje, kiedy na
                                        niego nie patrzę". Na dyskusje na ich temat czasu mi szkoda.

                                        > Oczywiście, że nic. Nie wymagam od Ciebie żadnego stosunku do felietonistyki
                                        > Chłopeckiego. Ponieważ jednak go przytoczyłeś na podparcie Twojej
                                        argumentacji, nie dziw się, że z nim dyskutuję.

                                        Przytoczyłem go, aby udowodnić, że jako jeden z autorytetów polskiej muzykologii
                                        używa określenia "muzyka poważna" a nie "klasyczna". Jeśli chcesz polemizować z
                                        moim przykładem, musisz wykazać, że:
                                        a) Chłopecki nie jest autorytetem,
                                        lub
                                        b) w felietonie stoi napisane "muzyka klasyczna" a ja mam problemy z czytaniem.
                                        Inne aspekty felietonu Chłopeckiego chwilowo mnie nie interesują, a jeśli
                                        zamierzasz z nimi polemizować, nie kieruj tej polemiki do mnie.

                                        > Jednocześnie szkoda, że polemizujesz
                                        > wybiórczo, bez zwrócenia uwagi na meritum tekstu, z którego korzystasz.

                                        Meritum felietonu nie ma się nijak celu, w jakim go tu przytoczyłem. Patrz wyżej.

                                        > Za to na zajmowanie się ewentualnym stanem
                                        > mojej psyche (kompleksy etc.) odpowiem krótko - jak śmiesz i kto Ci dał do
                                        tego prawo?!

                                        Ty. Wylewając na forum publicznym swoje osobiste odczucia (w tym wypadku jakieś
                                        animozje i fobie względem muzykologii), musisz się liczyć z tym, że inni mają
                                        prawo je komentować.

                                        - - -
                                        Dobiasz
                                        • dobiasz Re: Jednak nie rozumiem. 20.08.04, 16:23
                                          dobiasz napisał:

                                          > Przytoczyłem go, aby udowodnić, że jako jeden z autorytetów polskiej muzykologi
                                          > i
                                          > używa określenia "muzyka poważna" a nie "klasyczna". Jeśli chcesz polemizować z
                                          > moim przykładem, musisz wykazać, że:
                                          > a) Chłopecki nie jest autorytetem,
                                          > lub
                                          > b) w felietonie stoi napisane "muzyka klasyczna" a ja mam problemy z czytaniem.
                                          > Inne aspekty felietonu Chłopeckiego chwilowo mnie nie interesują

                                          Ba. Nigdzie nawet nie napisałem, że się z meritum tego felietonu zgadzam i wcale
                                          się zgadzać nie muszę, by użyć go jako argumentu w taki sposób, jak to
                                          uczyniłem. Niestety, widzę, że okazało się to zbyt trudną konstrukcją...

                                          - - -
                                          Dobiasz
                                          • zamek Re: Jednak nie rozumiem. 20.08.04, 17:23
                                            dobiasz napisał:

                                            > Ba. Nigdzie nawet nie napisałem, że się z meritum tego felietonu zgadzam i
                                            > wcale się zgadzać nie muszę, by użyć go jako argumentu w taki sposób, jak to
                                            > uczyniłem. Niestety, widzę, że okazało się to zbyt trudną konstrukcją...
                                            Owszem, nie musisz. Jednak usilnie przytaczasz Chłopeckiego jako autorytet.
                                            Skoro tak, to znaczy, że jest dla Ciebie autorytetem, ergo - wzorem w
                                            dziedzinie, którą się para. I to wystarczy. Chyba, że tak naprawdę na temat
                                            teorii Chłopeckiego nie masz żadnego zdania i klepiąc o "autorytecie", podążasz
                                            owczym pędem za większością.
                                            Pamiętam słynny tekst Chłopeckiego o Koncercie Pendereckiego. Wtenczas
                                            Chłopeckiemu mogłem tylko przyklasnąć - tyle racji w tym było. Teraz, mimo
                                            najszczerszych chęci, nie mogę ani na jotę się z nim zgodzić, w żadnym aspekcie.
                                            • dobiasz Re: Jednak nie rozumiem. 21.08.04, 11:31
                                              > Jednak usilnie przytaczasz Chłopeckiego jako autorytet.
                                              > Skoro tak, to znaczy, że jest dla Ciebie autorytetem, ergo - wzorem w
                                              > dziedzinie, którą się para. I to wystarczy.

                                              Pomyliły Ci się słowa. "Autorytet" to nie to samo, co "guru".

                                              Co do zaś samego Chłopeckiego - jak to już pisałem na tym forum, szanuję go. Już
                                              samo to, że pisał pracę magisterską na temat "Pasji Łukaszowej" Pendereckiego,
                                              sprawia, że zdanie tego faceta coś dla mnie znaczy. "Coś znaczy", ale
                                              niekoniecznie "jest wyrocznią". Natomiast powyższy felieton jest dość słaby, bo
                                              bez doprecyzowania "co poeta miał na myśli" nie do końca wiadomo, jakie jest
                                              jego stanowisko. W pewnym zakresie byłbym skłonny się z nim nawet zgodzić (także
                                              irytuje mnie przymilanie się widowni) ale jeśli Chłopecki pije tu do np.
                                              Glissanda*, to jego głos muszę z przykrością uznać za głos odchodzącego
                                              pokolenia rozpaczliwie próbującego bronić swojej pozycji przed nadchodzącymi
                                              nowymi trendami z którymi już nie jest w stanie się zmierzyć.

                                              - - -
                                              Dobiasz

                                              - - -
                                              * - przepraszam Tomasza Kamińskiego za nieautoryzowane upublicznianie jego
                                              poglądów wyrażonych gdzie indziej, ale w tym konkretnym wypadku mój pogląd jest
                                              identyczny, więc zdublowanie jest niestety nieuchronne;
                                        • zamek Re: Jednak nie rozumiem. 20.08.04, 17:18
                                          dobiasz napisał:

                                          > OK. Mały powrót do sedna. Teorie, które przedstawiłeś, mają dla mnie mniej
                                          > więcej taką wartość, jak filozofie pod tytułem "świat nie istnieje, kiedy na
                                          > niego nie patrzę". Na dyskusje na ich temat czasu mi szkoda.
                                          Zaiste cudna argumentacja. Może jakieś uzasadnienie tejże przedstawionej
                                          wartości?
                                          > Przytoczyłem go, aby udowodnić, że jako jeden z autorytetów polskiej
                                          > muzykologii używa określenia "muzyka poważna" a nie "klasyczna". Jeśli chcesz
                                          > polemizować z moim przykładem, musisz wykazać, że:
                                          > a) Chłopecki nie jest autorytetem,
                                          > lub
                                          > b) w felietonie stoi napisane "muzyka klasyczna" a ja mam problemy z
                                          > czytaniem.
                                          Po pierwsze, to niczego nie muszę, tylko co najwyżej wykazuję dobrą wolę,
                                          zabierając głos. Po drugie, to czy ktoś jest autorytetem, jest wyłącznie
                                          uznaniowe, a nie dowodliwe. Chyba że kolega zatrzymał sie w czasach, w których
                                          mawiało się "Uzasadnij, kto jest największym człowiekiem i dlaczego Lenin".
                                          > Ty. Wylewając na forum publicznym swoje osobiste odczucia (w tym wypadku
                                          > jakieś animozje i fobie względem muzykologii), musisz się liczyć z tym, że
                                          > inni mają prawo je komentować.
                                          Ani animozje, ani fobie. Uważam tylko - na podstawie artykułu Chłopeckiego i
                                          podobnych wystąpień - iż skoro tak wygląda stan autorytetów polskiej
                                          muzykologii, to staje się ona dzięki takim wypowiedziom pseudonauką, a
                                          muzykolodzy zajmują się działalnością pozbawioną wszelkiej wartości. Jeżeli
                                          jeszcze robią to za publiczne pieniądze (w państwowych uczelniach czy innych
                                          instytucjach naukowych), to po prostu je marnują. Do tego jeszcze tworzą iście
                                          poronione teorie, szkodzące tym razem nie kieszeniom, a głowom.
                                          • bwv1004 Re: Jednak nie rozumiem. 20.08.04, 19:41
                                            zamek napisał:

                                            > Uważam tylko - na podstawie artykułu Chłopeckiego i
                                            > podobnych wystąpień - iż skoro tak wygląda stan autorytetów polskiej
                                            > muzykologii, to staje się ona dzięki takim wypowiedziom pseudonauką, a
                                            > muzykolodzy zajmują się działalnością pozbawioną wszelkiej wartości.

                                            Zamku, nie precyzujesz co to są "podobne wystąpienia". Felieton Chłopeckiego
                                            był mętny, ale sam zauważyłeś, że inna jego wypowiedź (o Pendereckim) miała
                                            sens. A nawet gdyby nie miała, to to chyba za mało, by psy wieszać na całej
                                            polskiej muzykologii?
                                            Żeby było jasne: nie znam jej dokonań na tyle, żeby przeprowadzić dowód jej
                                            wysokiej wartości, czy nawet żeby by o takiej wartości przekonanym.
                                            Jednak nazywając dyscyplinę uprawianą o ile wiem na paru polskich poważnych
                                            uczelniach "pseudonauką" warto by zaproponować jakieś poparcie tego poglądu
                                            ponad jeden nietrafiony felieton.

                                            Pozdrawiam obu interlokutorów (nieśmiało proponując, by ciężar dyskusji
                                            przenieśli z wzajemnej psychoanalizy na muzykę, muzykologię i dziedziny
                                            pokrewne smile ).
                                            • zamek Podobne wystąpienia 21.08.04, 12:02
                                              Cóż, udział w kilku konferencjach i sesjach muzykologicznych utwierdził mnie w
                                              moim pesymistycznym zdaniu. Ot i wszystko.
                                              Pozdrawiam
    • kanarek2 Re: Zapytanie o defnicje 31.08.04, 00:00
      Drogi Cranmerze, muzykę klasyczną dlatego zwiemy poważną, iż trudno jest o niej
      pisać żartobliwie. Nieprawdaż?

      Pytanie Twoje o różnicę między muzyką poważną a niepoważną jest w istocie
      pytaniem o definicję Sztuki Wysokiej, co z kolei jest pytaniem niemal
      niepoważnym zważywszy skalę trudności związanych z odpowiedzią. Ciekaw jestem
      Twojej definicji. Ciekaw jestem, czyś zadał to pytanie poważnie. Załóżmy przez
      chwilę, że tak.

      Moje kłopoty z definicją SW mnie bawią, panowie Arystofanes, Eurypides i
      Sofokles mieli zapewne jasność w tej sprawie.
      Do kiedy Sztuka Wysoka była definiowalna na podstawie wartości ściśle
      formalnych? do 18ego wieku? Dobiasz, jak sądzę, probuje jednak zdefiniować
      Sztukę Wysoką w oparciu o kryteria ściśle formalne dzisiaj, no i pojawiają się
      kłopoty. Oto Warhol malując puszkę zupki wprowadza grafikę użykową do sztuki
      wysokiej, przekraczając jednocześnie granice warsztatu i tematu. Collage staje
      się dopuszczalną formą wypowiedzi pewno od Braque’a. ‘Lokomotywę’ od ‘Kwiatów
      Polskich’ nic formalnie nie różni, w obu przypadkach rzemiosło jest tej samej,
      najwyższej, klasy. Reich komponuje lokomotywy. (Previn też, jak dzis mogliśmy
      usłyszć.)

      Różnica w strukturze muzycznego utworu ‘niskiego’ i ‘wysokiego’, czy ściślej w
      stopniu skomplikowania struktury, jest z reguły na tyle duża, że niemal
      umożliwia rozróżnienie obu przypadków. W przypadku sztuk plastycznych czy
      literatury już tak nie jest.

      Zmierzam jakby w stronę tego (no i nie jestem pierwszy), że sztukę wysoką
      definiują nie tyle - czy nie tylko - kryteria formalne, co intencje autora,
      zamierzenie wysupłania z siebie jednej małej prawdy która byłaby jednocześnie i
      prawdziwa i nowa i głęboka. Twórczość jest w końcu tworzeniem nowych jakości,
      treści, i prawd. Lubiłbym też, by pojawiły się pojęcia takie jak Kondycja
      Człowiecza, rozumiane odpowiednio pojemnie.

      Pozdrawiam,
      k
      • crannmer Re: Zapytanie o defnicje 20.09.04, 17:06
        kanarek2 napisała:

        > Drogi Cranmerze, muzykę klasyczną dlatego zwiemy poważną, iż trudno jest o
        > niej pisać żartobliwie. Nieprawdaż?

        Nie zauwazylem wink
        Poza osobistymi i jednostkowymi wypadkami zupelnej dewocji oczywiscie.

        > Pytanie Twoje o różnicę między muzyką poważną a niepoważną jest w istocie
        > pytaniem o definicję Sztuki Wysokiej, co z kolei jest pytaniem niemal
        > niepoważnym zważywszy skalę trudności związanych z odpowiedzią. Ciekaw jestem
        > Twojej definicji. Ciekaw jestem, czyś zadał to pytanie poważnie. Załóżmy
        > przez
        > chwilę, że tak.

        Patrzac na przebieg dyskusji widze, ze niezaleznie od tego, czy pytanie bylo
        powazne, czy nie, bylo postawione zle.
        Powninienem najpierw postawic pytanie o szkolna i oficjalna definicje muzyki
        powaznej i rozrywkowej, a takze o oficjalne i szlkolne sposoby i defnicje
        rozrozniania, czy dany utwor jest powazny, li tez nie.

        > Moje kłopoty z definicją SW mnie bawią, panowie Arystofanes, Eurypides i
        >
        > Różnica w strukturze muzycznego utworu ‘niskiego’ i ‘wysokieg
        > o’, czy ściślej w
        > stopniu skomplikowania struktury, jest z reguły na tyle duża, że niemal
        > umożliwia rozróżnienie obu przypadków.

        Na obu krancach spektrum (porownujac Sztuke Fugi do Mlodych Tlokow)
        rozroznianie jest latwe. POsrodku juz nie zawsze.

        > Zmierzam jakby w stronę tego (no i nie jestem pierwszy), że sztukę wysoką
        > definiują nie tyle - czy nie tylko - kryteria formalne, co intencje autora,

        Podzial taki nijak am sie jednak do rozgraniczen miedzy muzyka powazna a
        niepowazna widzialnych np. w sklepach z plytami, czy chocby w repertuarach
        wielu
        ;->

        Na razie jestem tak samo madry (czy glupi), jak na poczatku watku...

        POzdr.

        C.
        • kanarek2 Re: Zapytanie o defnicje 22.09.04, 05:21
          Zmieniwszy dzis tzw strefe czasowa o pare godzin pytam z umiarkowana
          przytomnoscia umyslu: no i czym sie kierujesz rozrozniajac ("z latwoscia", heh)
          Sztuje Fugi od Tlokow? Innymi slowy: co rozni wysokie od niskiego? bo przeciez o
          tym tu mowa.
          Pozdrawiam smile
          k.
          ps. bedac kompletnym Tlokiem dopiero calkiem niedawno wysluchalem Sztuke w
          wykonaniu Savalla. Jak widzisz to nagranie? na mnie zrobilo duze wrazenie, musze
          przyznac.

          > Na obu krancach spektrum (porownujac Sztuke Fugi do Mlodych Tlokow)
          > rozroznianie jest latwe. POsrodku juz nie zawsze.

          > > Zmierzam jakby w stronę tego (no i nie jestem pierwszy), że sztukę wysoką
          > > definiują nie tyle - czy nie tylko - kryteria formalne, co intencje aut
          > ora,
          >
          > Podzial taki nijak am sie jednak do rozgraniczen miedzy muzyka powazna a
          > niepowazna widzialnych np. w sklepach z plytami, czy chocby w repertuarach
          > wielu
          > ;->
          >

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka