Czy gdyby Kurt Cobain, Freddie Mercury, Jim Morrison lub Czesław Niemen nie
umarli, cieszyliby się taką samą sławą, jaką cieszą się po śmierci? Czy ich
twórczość znałoby tylu ludzi ile zna teraz? Wiem że może to niesmaczny wątek
ale czasem trzeba zadać odważne pytanie

Moim zdaniem - gdyby żyli, nie
zyskaliby aż takiej sławy, jaką mają pośmiertnie. Czy się ze mną zgadzacie?