mallina 23.11.04, 21:06 myslalam zeby sobie sygnaturke zrobic taka, ale wowczas chyba bym sie narazila)) fun.from.berdyczow.org/2003-06-04/gaz-wyb.gif Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
mameluch Re: watek z humorem nr 3 23.11.04, 21:08 znow nie chce Ci sie szukac poprzedniego watku? Odpowiedz Link Zgłoś
mallina Re: watek z humorem nr 3 23.11.04, 21:10 chyba Tobie sie teraz nie chcialo tamtego otwierac )) a korzystajac z okazji wrzucam mape z pogoda)) fun.from.berdyczow.org/2003-04-29/pogoda.jpg Odpowiedz Link Zgłoś
mameluch Re: watek z humorem nr 3 23.11.04, 21:38 otworzylem dopiero po napisaniu tamtego posta Odpowiedz Link Zgłoś
mameluch Re: watek z humorem nr 3 23.11.04, 21:38 u mnie niby zajebiscie powinno byc, a jest jakby inaczej jakas przeterminowana ta prognoza chyba, co? Odpowiedz Link Zgłoś
szprota kolejna zrzuta z Joemonstera 24.11.04, 00:15 ukłony dla ch4rona za kontrybucje tego dobra wszelakiego Jeden z ex. z kolei w czasie rozmowy o mojej figurze, od niechcenia rzucił: "No szkieletem to Ty nie jesteś..." * * * * * Dialog z kolejnym. Rozmawiamy o naszym związku. On: - No bo ja nie jestem zbyt wymagający... Ja: - Potraktuję to jako komplement. * * * * * Był ze mną na badaniu USG - okazało się, że mam problemy z kolanami i czeka mnie lekka rehabilitacja. Po wyjściu od lekarza rzucił tekstem: "Wiesz, w sumie do twarzy by ci było z wózkiem inwalidzkim". Rozpierdzielił mnie tym tekstem dokumentnie, stwierdziłam że co za palant i że zemsta będzie słodka. Poczekałam na najbliższą nadarzającą się okazję do zerwania. Zemsta dokonała się w Sylwestra. Mówię mu, że to koniec. A on na to: "Nie, nie, nie. Dlaczego? I co ja powiem kolegom? Że cię nawet do łóżka nie zaciągnąłem?" * * * * * Poważna, "filozoficzna" rozmowa o kobietach, mężczyznach, związkach, seksie itp., w pewnym momencie pada wiekopomne zdanie: "A moja mama mówi, że każda kobieta na początku mówi "nie" i trzeba ją trochę zgwałcić". Nie pytajcie mnie, jak się gwałci "trochę". * * * * * Mam sąsiadkę - dziewczyna jak ta lala, z rozumem trochę gorzej. Kilka lat temu siedziałam na schodach przed domem (wille-bliźniaki), ona wychodzi pięknie wystrojona, wymalowana i bardzo intensywnie, ale wciąż ładnie, pachnąca. Pod domem czeka jej facet, ona podchodzi uśmiechnięta, ja też się uśmiecham (chodziliśmy wszyscy razem do podstawówki), a on na powitanie do niej ze złością: - Aleś się kur..a wygazowała!! * * * * * Zalkoholizowani trafiamy pierwszy raz do łóżka: - No co ty, matka Teresa jesteś? - No co ty, dziewica jesteś? - Co ty, dziewczynka z 5 klasy? - No nie bój się, on nie gryzie! Później: - Wiesz, mógłbym być z tobą bardzo szczęśliwy. Właściwie bylibyśmy razem świetna parą, ale nie możemy, bo ja teraz nie mogę i nie chce się angażować. - Nie dzwoń do mnie i nie pisz, bo i tak się nie spotkamy. Nie możemy się za często spotykać bo się do siebie przywiążemy. - A bo ja to dziwkarz jestem, ale nie przejmuj się, bo teraz ty jesteś moją kobietą a ja twoim mężczyzną. "Po" kiedy długo mi się przyglądał: - Ej, ale ty masz w zasadzie krzywy nos! * * * * * Moja koleżanka jest na tzw. randce w ciemno. Gościu podobno strasznie zaniedbany - tłuste włosy z "grzywką" na boku czoła, flanelowa koszula, okulary sprzed 30-tu lat, zapach - hmmm, itp. Ogólnie - facet zapuszczony. Kumpela, słynąca z bezpośredniości, stara się mu delikatnie zwrócić na to uwagę: Ona - Nie myślałeś może o zmianie fryzury? On - A po co? Moja mama mówi, że jestem jaki jestem i jak kobieta tego nie chce zaakceptować to znaczy że nie jest mnie warta! * * * * * Po pierwszej randce tłumaczę kolesiowi, że się więcej nie spotkamy, bo nie pasujemy do siebie, nie interesuje mnie ta znajomość itd. On nieźle się już wkurzył i na koniec rzuca: "Miałem już pod sobą większe księżniczki niż ty" * * * * * Znaliśmy się już dość długo, planowaliśmy przyszłość, a tu nagle tekst: Wiesz co? Ale jak ty będziesz w ciąży to ja cię będę zdradzał, bo przecież facet bez seksu 9 miesięcy to nie wytrzyma! * * * * * Na drugim spotkaniu "na kawie" wyliczył i dokładnie opisał wszystkie swoje kontakty seksualne łącznie z "przygodami na jedną noc. Ale ma pamięć facet. No cóż nie prosiłam go o to i trochę czasu mu to zajęło bo cnotliwy nie był na moje pytanie po co to robi stwierdził: "Myślałem że takie anegdoty są fajne" * * * * * Ale ty masz długie paznokcie, po co ci takie? * * * * * To my tyle kawy wypiliśmy a ty nawet nie chcesz iść ze mną do łóżka? * * * * * Chcę być twoim przyjacielem platonicznym, ale przy okazji moglibyśmy uprawiać seks bez zobowiązań. * * * * * Sylwester, mówię mu że podoba mi się kreacja jednej z koleżanek, a on na to: "Eee tam, jedyną fajnie ubraną osobą na tej imprezie jest moja siostra!". Odpowiedz Link Zgłoś
szprota i jeszcze (mnie powaliło) 24.11.04, 00:25 "Przychodzi logarytm do lekarza, a lekarz mówi: co panu tak wolno rośnie" i inne teksty perwersyjnych matematyków... Przychodzi zmienna do lekarza, a lekarz mówi: pani tu nie stała! Przychodzi sinusoida do lekarza, a lekarz mówi: znowu ma pani okres? Przychodzi jedynka do lekarza, a lekarz mówi: pani nie jest pierwsza. Przychodzi stożek do lekarza, a lekarz mówi: coś pan taki ścięty? Przychodzi wielomian do lekarza, a lekarz mówi: uwaga, stopień! Przychodzi zbiór pusty do lekarza, a lekarz mówi: następny proszę! Przychodzi rozkład do lekarza, a lekarz mówi: czy pan jest normalny? Przychodzi "i" do lekarza, a lekarz mówi: coś się pani uroiło! Przychodzi funkcja nieciągła do lekarza, a lekarz mówi: co, nikt nie chce pani zróżniczkować? Przychodzi iloraz do lekarza, a lekarz pyta: a gdzie reszta? Przychodzi hiperboloida jednopowłokowa do lekarza, a lekarz mówi: co pani taka prostolinijna? Przychodzi element do lekarza, a lekarz woła: policja! Przychodzi CRAY do lekarki, a lekarka mówi: jest pan dla mnie za szybki! Przychodzi pamięć do lekarza, a lekarz mówi: kto panią tak skasował? Przychodzi liczba do lekarza, a lekarz mówi: jest pani pierwsza! Przychodzi ciąg Cauchy’ego do lekarza, a lekarz mówi: proszę się tam z tyłu nie tłoczyć! Przychodzi wektor do lekarza, a lekarz mówi: kto pana tu skierował? Przychodzi ciąg Cauchy’ego w przestrzeni zwartej do lekarza, a lekarz mówi : co pan taki ograniczony? Przychodzi endomorfizm do lekarza, a lekarz mówi : ale ma pan trywialne jądro. Przychodzi zbiór do lekarza, a lekarz mówi: jest pan skończony! Odpowiedz Link Zgłoś
humbak Re: i jeszcze (mnie powaliło) 24.11.04, 15:42 Cudowne, zajefajne, to już nie ROTFL ja się po podłodze walam po prostu Ale: tego nie czaję (za słabym widać) Przychodzi CRAY do lekarki, a lekarka mówi: jest pan dla mnie za szybki! Odpowiedz Link Zgłoś
mameluch Re: i jeszcze (mnie powaliło) 24.11.04, 16:03 ehhh... Wy scisle umysly ja tam nie wiem co polowa znaczy Odpowiedz Link Zgłoś
mallina Re: i jeszcze (mnie powaliło) 24.11.04, 17:26 to ja sie przyznam ze tez ale niektore znam ze "slyszenia" )))))))))) Odpowiedz Link Zgłoś
humbak Re: i jeszcze (mnie powaliło) 24.11.04, 18:18 Uwierzcie mi, że mnóóóóóóóstwo tracicie. Ale kawałów się nie tłumaczy Odpowiedz Link Zgłoś
humbak Re: i jeszcze (mnie powaliło) 24.11.04, 18:48 Proszę nie nadinterpretować mioch wypowiedzi! Ja tylko stwierdzam fakty. Odpowiedz Link Zgłoś
h8red Wy jaś nie nie 24.11.04, 16:08 humbak napisał: > Ale: > tego nie czaję (za słabym widać) > Przychodzi CRAY do lekarki, a lekarka mówi: jest pan dla mnie za szybki! Jeśli dobrzę kojarzę to CRAY to taki kompuś co zajmuje powierzchnię dobrego hipermarketu i w związku z tym jest cokolwiek szybki. A jeszcze dodatkowo to on jest nowoczesny i go upgrejtują co troszku. Odpowiedz Link Zgłoś
humbak Mam nadzieję, że nie dubluję? 24.11.04, 15:38 PTASZEK SOBIE FRUNIE Z DALA, W GÓRZE SŁOŃCE ZAPIE.., ŻABA DUPĘ W WODZIE MOCZY. KU..! CO ZA DZIEŃ UROCZY! Analiza Wiersz jednozwrotkowy, czterowersowy z rymem sylabowym, z równomiernie rozłożonym akcentem. Podmiot liryczny wyraża swoje głębokie zadowolenie z otaczajacego go swiata, przepełnia go kwitnacy stoicyzm i szczęscie, które człowiekowi żyjacemu we współczesnym zamęcie, może dać tylko otaczająca przyroda. Dla podmiotu lirycznego nawet zanurzona w błękicie wody dupa żaby jest pretekstem do euforii. Zapie..jace inne stworzenia sugeruja wczesne lato, kiedy swiat zwierzęcy obudził się z otchłani zimy. Puenta liryku jest jednoznaczna i łatwo odczytywalna. JA liryczne personifikuje słońce. W słowie "zapie.." oddaje szybkosć i złożonosć ruchu słońca, które przecież nie jest istota ludzka i nie może "zapie..ć" senso stricte. Uwagę zwraca użycie wulgaryzmów, których znajomosć swiadczy o ludowych korzeniach poety i głębokiej więzi ze społeczeństwem. W moim rozumieniu autor chciał się tym utworem odwdzięczyć srodowisku, z którego wyrósł za poswięcenie i trud włożony w zapewnienie mu należytego wykształcenia. Szkoda, że tak mało w dziesiejszej poezji wierszy o tak pogodnym nastroju! UJEBAŁA MISIA PSZCZOŁA. "OCH TY KU..!" - MISIU WOŁA. "ZA TE MĘKI, ZA TE BÓLE, ROZPIE.. WSZYSTKIE ULE!" Analiza Jest to wiersz w formie fraszki. Traktuje ona cholerycznym misiu, który, domysleć się można, szukał pożywienia w pszczelim ulu. Dosadność, z jaka mis wyzwał pszczołę od prostytutki, szczerze ukazuje jego ból i smutek. Obietnica zemsty jest wyrażona dobitnie i groznie. Każe nam przypuszczać, że niechybnie zostanie spełniona, mimo że jest niewspółmierna do uczynku, jaki popełniła pszczoła. Śmierć wielu tysięcy pszczół jest nie podlegajacym dyskusji mordem, który kontrastuje z czynem pszczoły. Wiersz ukazuje władzę silniejszego, któremu nie warto wchodzić w droge. Trudno pogodzić się z przesłaniem tego wiersza, jednakże ukazuje ono nam trudna prawdę o tym, że często siła i przemoc zwycieża nad rozsadkiem. Odpowiedz Link Zgłoś
homohedonistus Re: watek z humorem nr 3 24.11.04, 16:34 ONZ opracowało ankietę na temat: "Proszę szczerze odpowiedzieć na pytanie, jak pani (pana) zdaniem należy rozwiązać problem niedostatku żywności w wielu krajach na swiecie". Ankieta okazała się totalną porażką, ponieważ: 1. W Afryce nikt nie wiedział, co to jest żywność. 2. W Niemczech nikt nie wiedział, co to jest "szczerze". 3. W Europie Zachodniej nikt nie wiedział, co to jest niedostatek. 4. W Chinach nikt nie wiedział, co to jest własne zdanie. 5. Na Bliskim Wschodzie nikt nie wiedział, co to jest Rozwiązanie problemu. 6. W Ameryce Południowej nikt nie wiedział, co to znaczy "proszę". 7. W Ameryce Północnej nikt nie wiedział, ze są jeszcze jakieś inne kraje. 8. W Europie Wschodniej powiedzieli, że nic nie będą wypełniali dopóki ankieter z nimi nie wypije, a jak wypili to dostał w mordę bo wyglądał na Niemca. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota coś z omal mojej branży czyli rola serwisanta 24.11.04, 23:52 Swego czasu robiłem w serwisie komputerowym, gdzie oprócz serwisowania zajmowaliśmy się też składaniem kompów. Pewnego dnia odbieram telefon i w słuchawce słyszę głos: Pani: Dzień dobry. Ja: Dzień dobry. Pani: Dzwonię do Państwa z małym zapytaniem. Ja: Słucham Panią? Pani: Czy mogę sobie pomalować na czarno napędy, ponieważ mi kolorystycznie nie pasują do obudowy? Ja: A czym chce Pani to pomalować? Pani: No wzięłabym czarnego markera i tym markerem chciałam pomalować, tylko nie wiem czy nie stracę gwarancji. Ja: Niestety straci Pani gwarancje Pani: Aha to dziękuję, ale jeśli to będzie po gwarancji to już mogę? Ja: Tak może Pani... by Dadas * * * * * Przychodzi wczoraj do mnie sąsiadka i mówi: - Ratuj, bo już sobie nie mogę dać rady z moim kompem... Pytam się jej, o co chodzi. Ona na to, że nie może zainstalować programu. No więc idę do niej i widzę, że ona instaluje sobie Office 97 i na ekranie jest okno do wpisania seriala. Mowię do niej, że potrzebny jest numer seryjny programu. A ona mi na to: - No właśnie! Numer seryjny! Ja już ROZKRĘCIŁAM KOMPUTER i żaden numer seryjny mi tu nie pasował! by Mayaq * * * * * Od jakiegoś czasu mamy w domu komputer w którym zakochany jest przede wszystkim mój 7-letni syn. Wymyślam więc różne rzeczy żeby go od niego odciągnąć... Ja: Wiesz widziałam wczoraj na wystawie w sklepie bierki. Syn: A co to jest? Ja: To taka gra. Są to takie kolorowe patyczki, niektóre mają na końcu haczyki lub widełki. Wysypuje się je z pudełka, a potem trzeba po kolei wyjmować patyczki tak by nie poruszyć resztą. Syn: I co jak się wyjmie wszystkie? (oczy zaczynają mu się powiększać) Ja: Ten kto zebrał więcej patyczków o większej ilości punktów ten wygrywa. Syn: Fajna, kupisz mi? Ja: Tak, jeśli chcesz to jutro kupimy. Syn: (z błyszczącymi z podniecenie oczami i pełnym nadziei głosem) A to jest na komputerze? by Kukulka * * * * * Do jednej z księgarń internetowych zdesperowany miłośnik jednego z cykli filmowych wysłał e-maila: "Dzień dobry, ostatnio dzwoniłem do wydawnictwa Amber w sprawie albumu z Gwiezdnych Wojen: - autor: Bill Smith - nazwa: Star Wars ilustrowany przewodnik po statkach, okrętach i pojazdach gwiezdnych wojen . Okazało się, że jest to tak stara książka, że jej już nie drukują, ale poradzili mi abym wysłał wam maila, abyście wydrukowali ten egzemplarz i wysłali do księgarni w moim mieście, gdzie ja kupię ten album (Siemianowice Śląskie, Księgarnia na Piłsudskiego). Jeżeli to niemożliwe lub coś z tych rzeczy prosiłbym o kontakt ze mną. Bardzo zależy mi na tym albumie. Szymon z Siemianowic." Odpowiedź księgarni: "O ile nam wiadomo, raczej nie praktykuje się drukowania pojedynczych egzemplarzy książek na indywidualne zamówienie. Tym niemniej możemy się mylić. Obawiamy się jednak, że nawet gdyby to było możliwe, cena tego egzemplarza przekraczałaby Pańskie możliwości finansowe..." by Dziobas * * * Chciałem opisać Wam jedną sytuację, której, choć nie byłem osobiście świadkiem - to uważam, że jak najbardziej może się wydarzyć w nawet średnio zinformatyzowanym domu... Tata pilnuje synka wprawiającego się w pisaniu literek ("ręcznie" - ołówkiem na kartce)... Na pytanie synka - "Jak się pisze ’Ę’, tato?" z lekkim zdziwieniem tata odpowiedział: - Naprawdę nie wiesz, synku? Zastanów się... przecież już pisałeś przed chwilką... Na co malec rezolutnie odparł: - Wiem, wiem... Alt-E... by Adamderesz [dopisek Szproty: jakieś trzy lata temu GW z okazji prima aprilisu opublikowała fikcyjne wyniki badań odnośnie odsetku młodych ludzi umiejących pisać ręcznie, który to odsetek malał względem czasu... nie przypuszczałam, że to SF już się ziszcza!] * * * * * Moja koleżanka wyjechała jakiś czas temu na Sokratesa (program studiowania za granicą) do Holandii. Niedawno przyjechała na parę dni z okazji zbliżającego się święta zmarłych co by z rodzinką pobliskie cmentarze pozwiedzać. Nie omieszkała oczywiście mnie odwiedzić i pochwalić się nowym nabytkiem. Tak więc przychodzi do mnie i siedząc przy kawce mówi: - A ja mam nową zabawkę. - Jaką? - pytam. - Pendriver’a sobie kupiłam. - A cóż to? - pytam zdziwiony. - No takie co się podłącza pod USB i jest jak dysk - odpowiada z niedowierzaniem, że mogę takich rzeczy nie wiedzieć. - Aaa to pendrive’a sobie kupiłaś chyba... - mówię - No tak... - odpowiada trochę zmieszana. - A jaki duży jest? - pytam. - No gdzieś taki - odpowiada pokazując palcami... by Bart0l0 * * * * * Zostałem kiedyś zmuszony przez życie do powtórnej edukacji - zapisałem się na kurs GMDSS (łączność radiowa, satelitarna itd...). W sześcioosobowej grupie kursantów byłem najmłodszy, a najstarszy z nas mógłby być chyba moim dziadkiem. Większość nadajników, odbiorników itd.. została zastąpiona bateriami komputerów co upraszczało wiele rzeczy, a przede wszystkim chroniło prawdziwy sprzęt przed destrukcyjnymi działaniami edukowanych. Umożliwiło to również prowadzącemu zajęcia zakończyć dłuższy wykład na temat obsługi sakramentalnym zdaniem: - A jak ktoś czegoś nie będzie wiedział - niech naciśnie F1, tam jest help. Nie minęło 10 minut walki z komputerami, a za plecami słyszę taki dialog pomiędzy wykładowcą, a kursantem: - Wie pan, chciałbym skorzystać z helpu... - Jak mówiłem wcześniej - niech Pan naciśnie F1. - Już nacisnąłem i nic! - Jak to? - Bo wie pan, ja na tej klawiaturze tutaj mam jedno "F" ale dwie jedynki i może tą niewłaściwą naciskam? by Yareq * * * * * Mój znajomy wraz z kolegą pracujący w firmie jako serwisanci komputerów otrzymali polecenie wymiany monitorów (samych monitorów) w dziale księgowości. Ochoczo zabrali się do odłączania i wynoszenia niepotrzebnych już monitorów (jako że przytargali już nowe) na co pracujące tam panie wieku powyżej średniego zareagowały przeuroczo: - Hola, hola panowie... tam są bardzo ważne rzeczy na Pulpicie! by Rafco Odpowiedz Link Zgłoś
maff1 Re: watek z humorem nr 3 25.11.04, 10:36 Komendant strazy pozarnej zjawia sie w remizie. Wolnym krokiem idzie korytarzem do swojego gabinetu. Siada za biurkiem, powoli wypija kawe, przeciaga sie, ziewa, nie spieszac sie wlacza megafon i mówi: - No, chlopaki, zbierac sie! Jest robota! Pali sie urzad skarbowy... Odpowiedz Link Zgłoś
humbak Zrzuta z reaktywowanych funiastych:) 28.11.04, 12:17 Jedzie Miller służbową Lancią z kierowcą przez wiochę nagle - jeb - potrącili świnię... Premier mówi do kierowcy: - Idź to pewno z tamtego gospodarstwa ta świnia, powiedz, ze dostaną za nią odszkodowanie od rządu... No to poszedł kierowca... Po dwóch godzinach czekania Leszek patrzy, a kierowca wraca napruty: flaszka w ręce, koszula na wierzchu, z rozporka jeszcze mu wystaje... - Co się stało? - pyta premierro. - Panie premierze poszedłem tam, a gospodarz postawił flaszkę, drugą dał do domu, żona zrobiła pyszny obiad, a jego 18-letnia córka tak mi dogodziła, ze nigdy w życiu tak nie miałem. - To co im powiedziałeś? - pyta Miller - A wszedłem i powiedziałem: Jestem kierowcą Millera i zabiłem świnię! Jedzie ciężarówka bardzo wysoko załadowana. Kierowca - cwaniaczek - chciał przejechać pod mostem, ale się niestety zaklinował. Przyjechała policja, gliniarz chodzi dookoła, patrzy i mówi: - No i co? Zaklinował się pan? Na co kierowca: - Nie! Wiozłem ku_wa most i mi się paliwo skończyło! Poprzez wicher i słotę, Przez bezkresną dal śnieżną, Poprzez żar i spiekotę, Przez pustynie bezbrzeżną, Poprzez kry, poprzez lody, Przez odwieczne zmarzliny, Poprzez bagna i wody, Nieprzebyte gęstwiny Poprzez leśne dąbrowy, Poprzez stepy i knieje, Poprzez mroczne parowy, W których nigdy nie dnieje I gdzie płoszą się sowy, Gdy złe jęknie lub strzyga, A dźwięk słysząc takowy, Serce w trwodze zastyga... Niezrażony ciemnością, Która mrozi głusz dziką, Sam na sam z samotnością, Co do szpiku przenika, Pełen hartu i woli, Podpierając sam siebie, Mając zamiast busoli Krzyż Południa na niebie Pokonując złe żądze, Wietrząc wrogów wkrąg wielu, Ufny, iż nie zabłądzę, Idę naprzód, do celu. Drogi mej nie wytyczy Ni głos werbla, ni cytra, Póki starczy mi siły, Idę po pół litra. Pani kazała na lekcję przygotować dzieciom historyjki z morałem. Historyjki mieli dzieciom rodzice opowiedzieć. Następnego dnia dzieci po kolei opowiadają... Pierwsza jest Małgosia. - Moja mamusia i tatuś hodują kury - na mięso. Kiedyś kupiliśmy dużo piskląt, rodzice już liczyli, ile zarobią, ale większość umarła. - Dobrze, Małgosiu, a jaki z tego morał? - Nie licz pieniędzy z kurczaków zanim nie dorosną - tak powiedzieli rodzice - Bardzo ładnie. Następny Mareczek: - Moi rodzice mają wylęgarnie kurcząt. Kiedyś kury zniosły dużo jaj, rodzice już liczyli ile zarobią, ale z większości wykluły się koguty. - Dobrze, Mareczku, a jaki z tego morał? - Nie z każdego jajka wylęga się kura - tak powiedzieli rodzice. - Bardzo ładnie. No i wreszcie grande finale, czyli prymas Jasio (pani łyka valium): - Łociec to mnie tak pedział: Kiedyś dziadek Staszek w czasie wojny był cicho ciemnym. No i zrzucali go na spadochronie nad Polską. Miał przy sobie tylko mundur, sten'a, sto naboi, nóż i butelkę szkockiej whisky. 50 metrów nad ziemią zauważył, że leci w środek niemieckiego garnizonu. Niemcy już go wypatrzyli, więc dziadek Staszek wychlał całą whisky na raz, żeby się nie stłukła, odpiął spadochron i spadł z 20. metrów w sam środek niemieckiego garnizonu. I tu dawaj! Pandemonium! Dziadek Staszek pruje ze sten'a! Niemcy walą się na ziemię jak afgańskie domki! Juchy więcej niż na filmach z gubernatorem Arnoldem. Z 80. ubił i jak skończyły mu się pestki wyjął nóż i kosi Niemrów jak Boryna zboże. Na 30. klinga poszłaaaa, pozostałych dziadek zarąbał z buta i uciekł. W klasie konsternacja. Pani, mimo valium, w spazmach, pyta się: - Śliczna historyjka dziecko, ale jaki morał ? - Też się taty pytałem, a on na to: "Nie wku_wiaj dziadka Staszka, jak se popije" Odpowiedz Link Zgłoś
szprota i weekendowa zrzuta z Dżołmonsterorg 28.11.04, 15:34 Pewien wampir założył się z kolegami, że z zawiązanymi oczami rozpozna każdy napój, poda jego gatunek i rocznik. Zaczyna się próba... - Co to jest? - Krew dziewicy pochowanej w 1887 roku. - Dobrze, a to? - Sok pomidorowy z domieszką krwi arystokratki zmarłej w 1925 roku. - Bardzo dobrze. A to? - Tfu, benzyna! - Ale żółta, czy niebieska? by Excalibur * * * Oficer policji wrócił do domu późno w w nocy i nie chcąc budzić żony rozebrał się po ciemku, po czym chciał wejść do łóżka, kiedy jego żona zaspanym głosem mówi: - Mike, kochanie, strasznie boli mnie głowa. Mógłbyś zajść do tej całodobowej apteki na końcu ulicy i kupić mi aspirynę ? - Oczywiście kotku - odrzekł mąż. Wziął więc ubranie i znowu po ciemku ubrał się, po czym poszedł do apteki. Kiedy zobaczył go aptekarz, zapytał go: - Czy pan nie jest oficerem Smithem z ósmego posterunku ? - Tak, to ja. - To co pan u diabła robi w uniformie Szefa Straży Pożarnej ? by Zbiszek * * * 1944. Berlin. Kancelaria Rzeszy. Godzina 8.00 Wchodzi Himmler do sekretariatu, łapie sekretarkę za dłoń. Ona się cała rozpływa w skowronkach. - Jutro złapie Panią za co innego! Wychodzi. Nazajutrz wchodząc do sekretariatu łapie ją za pierś. - Jutro złapie Panią za co innego ! Wychodzi. Następnego dnia Himmler wchodzi do sekretariatu. Niespodzianka, sekretarki nie ma, a na biurku kartka: "Za ch**ja mnie nie złapiesz. J-23." by Robal * * * Facet na rozmowie o pracę : - Gdzie Pan wcześniej pracował ? - Służyłem w armii. Byłem w marines. - Uczestniczył Pan w jakimś konflikcie wojskowym ? - Owszem. byłem dwa lata w Wietnamie i tam zdarzył mi się mały wypadek... - To znaczy ? - Granat urwał mi jaja... - W porządku. Zatrudniam Pana. Proszę przyjść w poniedziałek na 10:00 do pracy. Pana stanowisko będzie już gotowe... - Na 10:00 ? Tak późno ? Wie Pan, nie chcę być faworyzowany ze względu na moje kalectwo. Inni też pracują od 10:00 ? - Wie Pan, w zasadzie zaczynamy pracę od 07:00, ale przez pierwsze trzy godziny drapiemy się tylko po jajach i zastanawiamy od czego by tu zacząć ... by Misiek666 * * * Wpada Jasiu do klasy i zaczyna opowiadać. - Prze Pani jak dzisiaj szedłem przez łąkę do szkoły to widziałem na niej czarną i czerwona krowę oraz byczka .I ten byczek posuwał tą czarną krowę. - Jasiu nie można tak mówić .Powiedz może ,że ją zaskoczył czy jakoś tak. Na drugi dzień wpada Jasiu do klasy i zaczyna opowiadać: - Prze Pani dzisiaj jak szedłem przez łąkę tą co wczoraj ,to ten byczek zaskoczył tą czarną krowę. - O widzisz Jasiu jak ładnie powiedziałeś. - No, ale on faktycznie zaskoczył tą czarną bo posuwał tą czerwoną. by Lary * * * Jasio przybiega do mamy i mówi: - Mamo, mamo, widziałem jak tatuś robił coś z pokojówką. - Tak, a co takiego? - Najpierw ją całował, a potem dotykał... Potem poszli do gabinetu, rozebrał ją i wsadził... - Dobrze, synku, w niedzielę, podczas kolacji opowiesz to, żeby wszyscy wiedzieli. Nadeszła niedziela, rodzina przy stole i mama daje znak Jasiowi żeby zaczął mówić. Jasio: - No więc tatuś całował i dotykał pokojówkę, później zabrał ją do gabinetu, rozebrał i wsadził... Wsadził... Mamo jak się nazywa to co ssiesz szoferowi? by Kalik * * * Kobieta szusowała sobie po stoku, kiedy nagle odczuła konieczność zaspokojenia fizjologicznej potrzeby. Nie widząc w pobliżu żadnych, potrzebnych w tym celu pomieszczeń, skierowała się ku drzewom, w osłonięte miejsce. Następnie zdjęła spodnie, przykucnęła i ulżyła sobie. Nagle zauważyła , że powoli, acz coraz szybciej zaczyna zsuwać się tyłem w dół. Rozpędzona, ze spodniami opuszczonymi do kolan, niezdolna jakkolwiek zareagować wyjechała na otwartą przestrzeń. W końcu wylądowała na drzewie, łamiąc sobie nogę. Służby medyczne odwiozły ją do szpitala. Kiedy leżała na izbie przyjęć, do sali wszedł lekarz zwijając się ze śmiechu. Mówi do niej: - Nie uwierzy pani, ale facet w sali obok twierdzi, że złamał nogę, ponieważ spadł ze stoku, kiedy zobaczył kobietę ze spuszczonymi spodniami zjeżdżającą tyłem po stoku !!! A pani jak złamała nogę ? by Zbiszek * * * Po parku przechadzają się dwaj funkcjonariusze policji. Wkurzeni, bo nikogo jeszcze dziś nie złapali, nie stłukli. Ale naraz patrzą - facet wcina jabłko. Jeden mówi do drugiego: - Ty, zobacz, je jabłko, zaraz wyrzuci ogryzek, a my go cap! Więc gorliwi funkcjonariusze zbliżyli się do gościa, obracającego w dłoniach ogryzek. - Co obywatel chciał zrobić z ogryzkiem? - Jak to co? Chciałem go zjeść. - ? - No, tak. Nie wiecie, że kto je ogryzki ten mądrzeje? - ?? - Niech obywatel udowodni! - Ja wam mogę ten ogryzek tanio odsprzedać, a sami się przekonacie! Powiedzmy 2 złote. - Ale na pewno zmądrzejemy? - 100%. - Dobra. Złożyli się po złotówce i uradowani rzucili się na ogryzek. Po chwili jeden z wąskobarkowców skrobie się w głowę i mówi: - Ej, za 2 złote to my mogli mieć ogryzków z kilograma jabłek! - Ty, to działa! by Alessandro * * * Rozmawiają dwa menele: - Zenek pokaż w mordę mać, co to za cudo? - Ty, to tatuaż pamiątka z podróży w Kubie dwadzieścia lat temu. - Bardzo ładny ten skorpion. Zenek, a powiedz to nie schodzi z wodą? - Czy ja wiem!? by otwock2 * * * Przed zezowatym sędzią stanęło trzech przestępców, no taki sąd hurtowy to był. Sędzia pyta pierwszego z lewej: - Nazwisko? - Jan Kowalski - odpowiada środkowy zbrodniarz. - Nie pana pytam - mówi sędzia. - Toteż ja nic nie mówiłem - odpowiada pierwszy z prawej. by nicku * * * Przychodzi do domu teść z zakrwawioną twarzą i skarży się swojemu zięciowi, że go pobili w barze. Zięć zdenerwował się okrutnie i razem z tatuśkiem udał się na miejsce przestępstwa. - Który to ? - zapytał - O ten tam przy barze. Podeszli do gościa, zięć klepnął faceta w ramię i mówi : - No cwaniaczku, jak jesteś taki mocny to zapi***l ojcu teraz, przy mnie. Jeszcze dobrze nie skończył mówić gdy teść dostał taką fangę w nos, że padł na podłogę okrwawiony jak nieszczęście. Zięć groźnie spojrzał w oczy napastnikowi, podniósł teścia i mówi : - Ojciec spier***my do domu bo ten dzik jeszcze i mi przywali. by w_irek * * * Lekarz do bardzo puszystego pacjenta... Jeśli każdego dnia zrobi pan sobie marsz na 10 km to za rok wróci pan do właściwej wagi i kondycji. Po roku pacjent dzwoni do lekarza i mówi... - Wróciłem do swojej właściwej wagi, tylko mam problem ! - Jaki ? - Jestem teraz 3650 km od domu ! by Samorodek * * * Spotyka się na ulicy dwóch kolegów. - I co byłeś na polowaniu? - Tak, właśnie wracam z lasu. - Ustrzeliłeś coś? - Oczywiście! - To dlaczego torba jest pusta? - Przecież nie jestem ludożercą. by Niunieczka * * * - Panie generale, melduję, że zwiad zakończył się sukcesem, mój czołg odkrył zamaskowane działo wroga. - Gratuluję, ale dlaczego przybywacie z meldunkiem pieszo? - Bo działo także odkryło mój czołg. by Niunieczka * * * Rzecz dzieje się podczas II wojny światowej... Niemiec po powrocie z Warszawy do Berlina skarży się znajomemu: - Cóż za porządki w tej Warszawie, postawiłem walizkę na dworcu i poszedłem tylko do okienka po bilet, zanim wróciłem po walizce śladu nie zostało. - Ech, to jeszcze nic, ja byłem przed kilku dniami w Monachium. Zostawiłem swoje walizki w przechowalni bagażu na dworcu i wyszedłem na kwadrans do miasta. Wracam, patrzę a tu z dworca ani śladu. by Niunieczka * * * Amerykanin, Niemiec i Rosjanin mieli nakarmić kota ostrą musztardą. Amerykanin położył dwa kawałki wołowiny, a między nimi spodek z musztardą. - To przekupstwo! - krzyczy Ruski. Niemiec posmarował kawałek wołowiny musztardą, a drugi zjadł. - To oszustwo! - krzyczy Ruski Ruski zjadł wołowinę, posmarował kotu pod ogonem musztardą. Kot zamiałczał żałośnie i wszystko wylizał do czysta. Ruski: - Zwróćcie uwagę towarzysze, że kot zjadł musztardę dobrowolnie i z pieśnią na ustach. by bobesh Odpowiedz Link Zgłoś
szprota i dodatek z mojej ulubionej branży 28.11.04, 15:39 Informatycy! Pracownicy portali i branżowych serwisów internetowych! Specjalnie dla Was, przedstawiamy poniżej listę 10-ciu rzeczy, które skutecznie oddalają Was od awansu. Czas je zwalczyć w sobie... 1. Punktualność Nie należy być punktualnym. Punktualność może zrujnować karierę szybciej niż spinka na krawacie. Bycie punktualnym oznacza, że nie ma się zbyt wiele do roboty. Przecież tylko osoby z dużą ilością wolnego czasu mogą się odpowiednio zorganizować i pojawiać na spotkaniach o czasie. Punktualne przybycie na zebranie o 14.00 oznacza, że musiałeś o nim pomyśleć już o 13.45 - a to bardzo niedobrze. Wypada się spóźniać. Co najmniej dziesięć minut. Dwadzieścia minut - jeśli osobiście prowadzi się spotkanie. Usprawiedliwienie w stylu "Przepraszam, nie mogłem się wyrwać. Mamy straszną awarię na dole - musieliśmy wszystko posklejać do kupy" robi zawsze imponujące wrażenie.Należy jednak uważać na konkurencję wśród spóźnialskich. Osoba przychodząca na spotkanie ostatnia zawsze uzyska najlepsze noty. Dobrym wyjściem jest więc pojawienie się dopiero 15 minut po zakończeniu spotkania - tak jest najbezpieczniej. 2. Brak tablicy korkowej Aby awansować, należy mieć co najmniej jedną tablicę korkową. Jest ona niezbędnym wyposażeniem nawet mało istotnego stanowiska pracy. Co tydzień lub częściej warto zamieszczać na niej coś imponującego. Może to być jakiś wydruk z danymi, wykres z nazwiskami lub trudny do ogarnięcia schemat pewnej sieci. Do tego należy dorzucić fragment planu miasta z zaznaczonymi skrótami, garść kolorowych kwadracików i asortyment strzałek łączących wszystko z wszystkim. Ludzie zobaczą, że masz wiele na głowie i się przepracowujesz - nawet jeśli tak naprawdę cały tydzień poprawiałeś zaledwie cztery linijki kodu. Aby naprawdę błysnąć, trzeba podejść do jednego z takich "szczęko-opadających" wykresów i wykaligrafować na nim napis "NIE WYRZUCAĆ".Będzie to oznaczać, że projekt wreszcie został zakończony... Jaki projekt? -i tak nikt nie będzie wiedział. 3. Mało błyskotliwy tytuł Wszyscy pracodawcy potrzebują administratorów baz danych. Nie mogliby przeżyć bez architektów sieci WAN. Ale dla dyrektora generalnego tytuły te są jedynie zlepkiem określeń. Również dla dyrektora finansowego takie stanowiska nie są na tyle zachwycające, aby podniósł pracującym na nich osobom wynagrodzenie. Aby odnieść sukces w firmie, trzeba mieć odpowiedni tytuł. "Młodszy programista" nie zwróci na siebie szczególnej uwagi kierownictwa lub zarządu. Ale już "młodszy programista II" na pewno zostanie zauważony i zapamiętany przez szefów! 4. Umiejętność sprzedania swoich talentów Uwaga - solidna specjalizacja w danej dziedzinie może być niebezpieczna. Java tylko z pozoru może przyczynić się do awansu. Faceci od programowania obiektowego tylko tak wyglądają, jakby rozkręcali wielkie ciężarówki. Jeśli jest się specjalistą w konkretnej dziedzinie i do tego ma się zdolności techniczne, można zapomnieć o awansie. Człowiek w takiej sytuacji jest po prostu zaszufladkowany. Specjaliści są zbyt cenni, aby mogli awansować i dostać się w zastępy kadry kierowniczej. Dobra rada: należy wyglądać głupio. Znajomość zagadnień oprogramowania wspomagającego zarządzanie przedsiębiorstwem typu Enterprise Resource Planning może zatrzymać specjalistę na tym niskim szczeblu na kolejnych 15 lat lub... do zakończenia pierwszego etapu wdrożenia - w zależności co nastąpi pierwsze. 5. Złe przybory Jeśli kiedykolwiek będziesz na ważnym spotkaniu w sali z mahoniowym stołem, w żadnym wypadku nie należy robić notatek w tanim notatniku z wyrywanymi kartkami. Trzeba używać odpowiednich przyborów! Dobrze jest mieć jeden z modeli komputerów naręcznych. Już sam ich wygląd zwraca uwagę i powoduje, że głowy odwracają się w kierunku jego właściciela. Grzebanie w wielowarstwowych segregatorach i gryzmolenie tanimi długopisami to ostateczność. Zamiast tego należy spokojnie wyjąć świecący przedmiot z kieszeni koszuli i zacząć go dźgać i opukiwać specjalnym rysikiem. Już samo posiadanie rysika pomaga w karierze. W ten sposób pokazuje się, że jest się panem na włościach własnych informacji. Nawet w przypadku, gdy jedyną notatką jest informacja, aby zabrać ze sobą firmową koszulkę do koszykówki na sobotni mecz. 6. Jasna komunikacja Zdolności komunikowania się z innymi pracownikami wcale nie pomagają w karierze. Właściwie umiejętność sprawnego porozumiewania się to ostatni gwóźdź do trumny kariery. Należy mówić w sposób niejasny i zagmatwany. Dobrze jest porozumiewać się za pomocą skrótów, akronimów i potocznych określeń. Kilka niezrozumiałych skrótów może znaczne przyspieszyć awans. "Ej! To jest potrzebne na JANW!" (na już albo nawet wczoraj). "Słyszałem, że nastąpiła PWDS" (przerwa w działaniu systemu). "Niech ktoś zrobi mi HZCY" (herbatę z cytryną). 7. Optymizm Słowo "tak" powinno zostać wykreślone ze słownika pracownika z ambicjami. Można je zastąpić zwrotem "To nie ma prawa działać", który brzmi znacznie lepiej. Zachowywanie się jak osoba, która wie coś, czego nie wiedzą jej współpracownicy - zawsze przynosi korzyści. Można udawać, że ma się informacje o tym, że dany projekt zostanie zawieszony. Przecież większość projektów i tak zostaje zawieszona. Mocniejszym akcentem będzie przebąkiwanie, że ktoś odejdzie. A i tak zwykle ktoś odchodzi... Pozytywne poglądy prowadzą do nikąd. Praca zespołowa nie pozwala na wyrwanie się poza zespół. Kilka irytujących stwierdzeń typu: "Mówiłem wam, że tak będzie ..." - rzucanych od czasu do czasu - może znacznie przyspieszyć podróż na ważniejszy stołek. 8. Zła lokacja Trzeba pracować w odpowiednim miejscu. Karierę znacznie przyspieszy praca w miejscu, gdzie bije puls świata, blisko centralnego mózgu firmy. Siedząc przy ostatnim biurku w przybudówce biura, które wkrótce ma być zamknięte, może nie być dobrym punktem wyjścia dla rozwoju kariery. Należy pracować tam, gdzie można być zauważonym. Jeśli to nie pomoże, zawsze można szybko udać się w podróż służbową do miejsca, gdzie problem roku 2000 uderzy z opóźnieniem kilku godzin. 9. Bycie w formie Dbanie o formę powoduje stres. Pracownik liczący na awans powinien rozważyć też kwestię palenia papierosów. Paczka dziennie nie zaszkodzi (karierze). Alternatywą jest przytycie kilku kilogramów. Sprawność fizyczna może zabić karierę. Szefowie muszą mieć przewagę -również w rozmiarach. Powinni też mieć przekrwione oczy. To cholesterol wskazuje pozycję zawodową. W branży informatycznej pracownik szczupły, spokojny i opalony nie ma szans na awans. Aby trafić do kierownictwa, trzeba mieć autorytet, a nikt przecież nie uwierzy osobnikowi z płaskim brzuchem. Aby być szefem, powinno się wyglądać tak jak on. Bardzo istotnym, w tym przypadku, elementem wspomagającym karierę są pizze z mięsem. To zaskakujące jak szybko dzięki dwóm pizzom lub kilku kilogramom kiełbasy tygodniowo można przenieść się na wyższe stanowisko. 10. Czytanie elektronicznej korespondencji Czytanie poczty elektronicznej nie jest dobrym pomysłem. Lepiej pozostać niedoinformowanym. Nie można za często kontaktować się z innymi pracownikami. Odpowiadanie na e-maile to jakby publiczne oświadczenie: "Mam dużo czasu na czytanie listów". Gdy ktoś spyta o swój list na korytarzu, najlepiej jest odpowiedzieć coś w stylu "Przepraszam, nie zabrałem się do tego. Zobacz mam jeszcze 73 nie przeczytane e-maile. Prawdopodobnie otrzymałem kolejnych dziewięć, gdy stoję i gadam z tobą". Trzeba być naprawdę kimś ważnym, jeśli można nie odpowiadać na korespondencję. Drugim wytłumaczeniem jest zapomnienie hasła do swojej skrzynki... POWODZENIA Odpowiedz Link Zgłoś
szprota i pakiet autentyków 28.11.04, 15:47 SIŁA DEDUKCJI: Młody (rozwiązuje krzyżówkę): - 6 pionowo - krótko o idealnym człowieku. Tata nie pasuje panq * * * * * DELIKATNOŚĆ We wrześniu byłem z dziewczyną nad morzem. Jako, że o tej porze roku już było zimno i pływać się nie dało, spacerowaliśmy sobie po plaży i zbieraliśmy - ja kamienie (jak mnie jakiś zainteresował to bawiłem się w epokę kamienia łupanego), a moja dziewczyna pióra. W pewnym momencie spytałem ją po co zbiera te pióra. A ona na to: - Wiesz, jeszcze parę zbiorę i będziemy mogli sobie ptaka złożyć... wisz-nu * * * * * DOCIEKLIWOŚĆ Niedzielny poranek, nikomu się nie chce wstawać. Tatuś - leniuch (znaczy się ja) podrzemuje udając że nie budzi go baraszkujący w naszym łóżku synal czterolatek - notorycznie, przy każdej okazji, słowem ZAWSZE budzący się ZA WCZEŚNIE. Rozumiejąca moją potrzebę snu Małżonka tłumaczy latorośli by ta była cicho co by taty nie budzić. I faktycznie wszystkie rozmowy toczą się na poziomie szeptu. W pewnej chwili Piotrusiowi - bo tak się zwie progenitura - zachciało się posłuchać radia. Na to Małżonka: - Piotruś, tylko nastaw cicho żeby taty nie obudzić. Chwila ciszy, widzę kątem przymrużonego oka Piotrusia przy radiu, a za chwilę .. Szarpanie za ramię i: - Tata, jak się uśtawia cicho zieby cię nie obudzić? louzack * * * * * TROSKA Ja: Mamuś czemu ty nie chcesz co bym ja do Anglii jechał? Mama: Bo ja się będę martwiła, tu się martwię o ciebie a co dopiero tam! Ja: Ale ja nie będę tam cieciem tylko jajka kurze zbierał będę.... Mama: Ty swoich nie umiesz upilnować a co mówić czyjeś zbierać.... BiggusDickus * * * * * PRZEDE WSZYSTKIM - NIE DYSKUTOWAĆ! Zaliczenie z przedmiotu, o ile pamiętam, "Siłownie okrętowe". Profesor W., znany z surowości. Wchodzi trzech pierwszych kamikaze. A profesor taki tekst: "No, panowie jako pierwsi, to stawiam wam piątki za odwagę". Dwóch kolesi zachwycony pędzi z indeksami, a trzeci z uśmiechem mówi: - Eeee, panie profesorze - trójki by nam wystarczyły. Na to profesor jakby piorun w niego strzelił: - Na trójki to trzeba sobie zasłużyć!. I postawił trzy dwóje. Caligula * * * * * MATURZYSTKA Moje Szczęście udziela korepetycji z matematyki dla maturzystów i studentów. Niedawno opowiadał mi takie zdarzenie: Dziewczę chciało uczęszczać po szkole zawodowej do technikum zaocznie, więc poprosiło o korepetycje przed rozmową kwalifikacyjną. Poziom wiedzy nie był duży, więc zaczęli od geometrii. - Podaj wzór na pole trójkąta. - Jedna druga razy a razy h. - Bardzo dobrze, teraz pokaż na rysunku. - Tu jest a, tu h, ale nigdy nie wiem, gdzie ta jedna druga. Karina * * * * * DLACZEGO NIE JESTEM MYŚLIWYM Ojciec kolegi łaził sobie kiedyś po lesie. Widzi 2 m od ścieżki rozciągnięte na całą długość ciało zająca (a duże ponoć bydle było). Tak się zastanawiał, czy by go sobie jako dziczyznę nie zabrać do domu... Myśli, że to może od jakiejś choroby padło, może się rozkłada.... Sprawdził - kopnął truchło, żeby obrócić. W tym momencie zając wyskoczył dobre 1,5 m w górę i spier... tak, że ściółka się omal nie zapaliła. Ojciec kolegi poleciał z wrażenia na plecy i przez 10 min się nie podniósł, bo się bał zawału. Chciałbym widzieć minę jednego i drugiego lysy2 * * * * * TRZEŹWOŚĆ UMYSŁU Jechałem sobie raz tramwajem, a jako, że po raz pierwszy od bodajże miesiąca byłem zmuszony korzystać z usług ZTM, to zapomniałem o bilecie. Kanar oczywiście musiał się pojawić. Złapał mnie, nie uwierzył, że na karcie miejskiej powinien być bilet kwartalny, ale się w kasie pomylili. Wyciąga mnie z tramwaju. Stoimy na przystanku i tu zonk: Nie mam dokumentów. Kanar wzywa policję i mnie poucza. - No trzeba było jeździć bez biletu? Teraz policja będzie z panem gadać... Ja trochę wymiękam, on to widzi i mówi: - No, ale załatwimy to jakoś... 20zł i pana puszczę. A ja na to: - No trzeba było o tę łapówkę prosić? Teraz policja będzie z panem gadać... Kanar popatrzył się na mnie, zrobił wielkie oczy, wyciągnął telefon i odwołał psy. Lennon * * * * * MIŁOŚĆ DO ZWIERZĄT Mój brat cioteczny ma sznaucera, a właściwie sznaucerkę o imieniu Saba (sznaucer olbrzymi). Kocha tego psa strasznie. Pewnego dnia jego żona wyszła z Sabą na spacer. Brata w tym czasie nie było w domu. Wrócił niezauważony w czasie spaceru psa. Standardowo powrót ze spaceru z Sabą wygląda tak, że pies wlatuje na klatkę i cztery piętra pokonuje w tempie sprintera, a właściciel jedzie spokojnie windą. Tak było i tego dnia. Saba szybko doleciała do drzwi mieszkania i zaczęła drapać. Brat otworzył jej drzwi. Saba go zobaczyła i z wielkiej radości zaczęła go obskakiwać. Po jakimś czasie weszła żona brata i zobaczyła jak pies i jego właściciel baraszkują na dywanie. Brat między innymi ucałował pysk Saby. Jego żona na to : - Cieszy mnie wasza zażyłość. Zważywszy, że przed chwilą ta wariatka najadła się na skwerze jakiegoś psiego gówna i goniłam ją aż do domu żeby to wypluła ... Misiek666 * * * * * NA OKRĘCIE FAJNO JEST oto garść opowiadań z morza... Kucharz pewnego dnia zabalował trochę za mocno i kiedy się ocknął na zegarze była 18.00 Zbytnio przytomny nie był, ale coś kojarzył, że jak jest 6 na zegarze to pora śniadania. Schodzi więc do mesy (wszyscy już po samoróbnej kolacji oglądają tv), staje w drzwiach blady jak ściera, wodzi nieprzytomnym wzrokiem i pyta „Smażone czy gotowane?” * * * * * Wykład mechanika dla młodego nawigatora mający udowodnić wyższość wykształcenia technicznego: „Bo widzisz – ja na lądzie mogę pracować choćby w młynie, bo tam są zębatki. A ty? Możesz co najwyżej układać horoskopy z gwiazd do „Wieczoru Wybrzeża”. * * * * * Pytałem się jednego Filipińczyka, jak mu się widzi zima w Europie. A ten mówi, że ta zima, gdy jest zielono, to jeszcze idzie wytrzymać, ale ta, kiedy jest biało, to już okropność. Caligula * * * * * CO FIRMA, TO FIRMA Swego czasu pracowałem biurze jednej z firm ubezpieczeniowych. W Krakowie. Przyszedł do nas pocztą pięęęęękny katalog firmy warszawskiej z materiałami biurowymi. Trzeba nadmienić, że nie mieli filii w Krakowie. Badali chwilowo rynek i firma była tylko i wyłącznie w Warszawie. W katalogu zaznaczyli wyraźnie i dużą czcionką, że na terenie Polski dowożą każda ilość towaru gratis. Jak każdą, no to każdą. No to zamówiliśmy ołówek za 1,20 zł Porządna firma - dwa dni (bo zamawialiśmy po południu, czyli przyjęte zostało następnego dnia) później przyjechał Pan z Firmy Prowadzącej Materiały Biurowe i wręczył nam pięknie opakowany ołówek Uśmialiśmy się wręcz potwornie. Hellmaker * * * * * ACH TA DZISIEJSZA MŁODZIEŻ Znajomy opowiadał, że w domku letniskowym trzymał stary czarno-biały telewizor. Kiedyś odwiedzili go jacyś krewni z dwoma kilkunastoletnimi synami. Młodzież oglądała tv i w pewnym momencie wyłączono prąd. A stary telewizor jak to stary telewizor – obraz zmniejszył się w centralną małą kropkę, która przez jakiś czas była jeszcze widoczna. Kolesie z niemym zachwytem wpatrują się w ten cud i mówią: „Ale zaj**isty screensaver!” * * * * * Opowiadałem kiedyś siostrzeńcowi (lat 15), że gdy ja byłem w jego wieku to słuchało się płyt winylowych. Takich dużych, czarnych. Na to on się pyta: „A jak się je kopiowało?” * * * * * Z innej beczki: Czasem udzielam lekcji angielskiego. Pewnego razu przychodzi do mnie nowy uczeń wyciąga rękę i mówi : - Denny jestem. No to też się przedstawiłem. Okazało się jednak, że on nie podawał nazwiska, tylko na wstępie określił swój poziom znajomości języka. Caligula * * * * * A NA KONIEC POTYCZKI SŁOWNE NASZEGO ADMINA KOCHANEGO Pytam kiedyś Kubę: - Misiu, a jak mnie pierwszy raz zobaczyłeś na forum to nie wydawał ci się mój nick pretensjonalny i infantylny? - Nie, podobał mi się... Ja zadowolona, a misio kończy: - ... Bo myślałem, Odpowiedz Link Zgłoś
humbak Zrzuta nieświeżego towaru:) 29.11.04, 03:30 Nich mi Pan powie, ile jest żarówek w tym pomieszczeniu? Student szybko policzył i mówi: - Dziesięć! Na to profesor: - A właśnie, że jedenaście! I wyciąga jedenastą żarówkę z kieszeni. Na poprawce sytuacja się powtarza. Student znowu słabo odpowiada i dostaje ostatnią szansę: - Niech mi Pan powie, ile jest żarówek w tym pomieszczeniu? Student na to: - Jedenaście! Profesor: - A właśnie, że nie! Dziś nie mam żarówki w kieszeni! A student na to: - Ale ja mam! Egzamin z medycyny - z rozpoznawania narządów. Na stole przed egzaminatorami skrzynka z otworem na rękę. W niej narządy do rozpoznawania. Wchodzi pierwszy student, wkłada rękę, rozpoznaje nerkę, wyjmuje ją, dostaje 5, wychodzi. Wchodzi drugi, grzebie, grzebie, w końcu rozpoznaje serce, wyjmuje, dostaje 5, wychodzi. Wchodzi trzeci, grzebie, grzebie, nie może nic rozpoznać, w końcu mówi: - Kiełbasa! - Panie, jaka kiełbasa, czyś pan zwariował?! - No przecież mówię, że kiełbasa. - Proszę wyjąć. Student wyjmuje ze skrzynki kiełbasę. Zakłopotani egzaminatorzy postanawiają dać mu w końcu 5, student wychodzi, po czym jeden egzaminator mówi do drugiego: - Panie docencie, czym myśmy wczoraj tą wódkę zagryzali?! Diabeł złapał Niemca, Ruska i Polaka i powiedział, że ich wypuści jeśli podadzą mu liczbę, której nie jest w stanie sobie wyobrazić... No to podchodzi do Niemca. Niemiec mówi: - Bilion Diabeł myśli, myśli, lecz sobie wyobraził. No to podchodzi do Ruska. Rusek mówi: - Miliard Diabeł myśli, myśli, lecz sobie wyobraził. To teraz podchodzi do Polaka. A Polak mówi: - W ch_j Diabeł myśli... mówi: -No dobra, Polak! Wypuszczam cię, bo se takiej nie wyobraziłem... Potem diabeł podchodzi do jakiegoś żula na ulicy i pyta się go: - Ty, wiesz ile to jest w ch_j? - No... Widzisz to drzewo? No to to jest w ch_j i jeszcze w piz_du Płynie sobie żółw i nagle rekin odgryza mu nogę. Żółw na to: - Bardzo, k****, śmieszne. W najbliższej przyszłości ma odbyć się referendum na Białorusi. Pytanie referendalne będzie brzmiało: Czy nie masz nic przeciwko naturalnemu przedłużeniu kadencji obecnego prezydenta o następne 5 lat? Możliwe odpowiedzi: Tak, nie mam nic przeciwko. Nie, nie mam nic przeciwko. Dyrektor do sekretarki: - Czy dała pani ogłoszenie, że szukamy nocnego stróża? - Dałam. - I jaki efekt? - Natychmiastowy... Ostatniej nocy okradziono nasz magazyn. Amerykanie przez pomyłkę wystrzelili rakietę, stracili nad nią kontrolę no i niestety spadła ona na terytorium ZSRR. Rozpieprzyła całe miasto, 250 tysięcy ofiar, pożary, zniszczenia i w ogóle przesr_ne. Prezydent USA dzwoni do I Sekretarza: - Towarzyszu, przepraszamy, to przez pomyłkę, szalenie nam przykro, za wszystko zapłacimy, odszkodowania, odbudowa i w ogóle - wszystko na nasz koszt. I Sekretarz mówi - OK, nie ma sprawy, ponieśliśmy straty no, ale w sumie każdemu się to mogło przytrafić. Zgoda. Niestety inni członkowie PolitBiura nie byli na tyle wyrozumiali i nakłonili I Sekretarza do odwetu. Niestety okazało się, że cały arsenał ZSRR to gumowe atrapy. No, ale honor honorem - odwet musi być. Jak zdecydowali tak zrobili - wystrzelili gumową atrapę. Po jakimś czasie I Sekretarz dzwoni do Prezydenta: - Towarzyszu Prezydencie, przepraszamy, błąd jak cholera, wystrzeliliśmy rakietę, zajebiście nam przykro i w ogóle, zapłacimy, tylko nam wybaczcie.... Prezydent na to: - Towarzyszu I Sekretarzu, ja rozumiem, każdemu się może przytrafić no, ale tu u nas jest tragedia 15 miast w gruzach, miliony zabitych, straty trudne do oszacowania, a ta kutwa dalej skacze i skacze.... Pewien bezrobotny starał się o stanowisko sprzątacza w Microsofcie. Dyrektor personelu przyjmuje go i każe zaliczyć test (zamiatanie podłogi), po czym stwierdza: Jesteś przyjęty, daj mi twój e-mail, wyślę ci formularz do wypełnienia, oraz datę i godzinę, na którą masz się stawić w pracy. Zrozpaczony człowiek odpowiada: - Nie mam komputera, ani tym bardziej e-mail'a... Wtedy personalny mówi mu, że jest mu przykro, ale ponieważ nie ma e-mail'a, więc wirtualnie nie istnieje, a ponieważ nie istnieje, więc nie może dostać tej pracy. Człowiek wychodzi przybity; w kieszeni ma tylko 10 $ i nie wie, co ma zrobić... Przechodzi koło supermarketu. Postanawia kupić dziesięciokilową skrzynkę pomidorów. Potem chodząc od drzwi do drzwi sprzedaje cały towar po kilogramie i w ciągu dwóch godzin podwaja swój kapitał. Powtarza te transakcje jeszcze trzy razy i wraca do domu z 60 $ w kieszeni. Uświadamia sobie, że w ten sposób może z powodzeniem przeżyć. Wychodzi z domu coraz wcześniej, wraca coraz później i tak każdego dnia pomnaża swój kapitał. Wkrótce kupuje wóz, później ciężarówkę, a po jakim? czasie posiada całą kolumnę samochodów dostawczych. Po pięciu latach mężczyzna jest właścicielem jednej z największych sieci dystrybucyjnych w Stanach. Postanawia zabezpieczyć przyszłość swojej rodziny i wykupuje polisę ubezpieczeniową. Wzywa agenta ubezpieczeniowego, wybiera polisę i wtedy agent prosi go o adres e-mail, aby mógł wysłać mu propozycje kontraktu. Mężczyzna mu wtedy odpowiada, że nie ma e-mail'a. Ciekawe - mówi agent - nie ma pan e-mail'a, a zbudował pan to imperium? Niech pan sobie wyobrazi, czego dokonałby, gdyby go pan miał ! ! Mężczyzna zamyślił się i odpowiada: - Zamiatałbym w Microsofcie !! Morał nr l tej historii: - Internet nie jest rozwiązaniem dla problemów twojego życia. Morał nr 2 tej historii: - nawet, jeśli nie masz e-mail'a, a pracujesz wytrwale, możesz zostać milionerem. Morał nr 3 tej historii: - jeśli dostałeś tę historię przez e-mail'a, to znaczy, że jesteś bliżej sprzątacza, niż milionera ... P.S. Nie odpowiadaj na tego mail'a. Poszedłem sprzedać pomidory... Nie, nie będę tego przystosowyłwał na potrzeby wątku Odpowiedz Link Zgłoś
szprota jeżyk rulez 29.11.04, 23:44 Siedzi jeżyk na działce. No i dobrze... Patrzy - na drzewku jabłko wisi. Przepiękne !!! Zerwał, siadł na ławeczce. Wokół sielanka. A - pomyślał - zjem to jabłko.... Nagle zadrżała ziemia, łoskot, dym. Trawnik się rozstępuje, a ze szczeliny wyłazi ogromna dupa, chwyta jabłko i zapada się pod ziemię. I znowu cisza... Dym opada, jeżyk w szoku: - Co to, kurwa, było ?! Znowu wstrząs, dym - wyłazi dupa i mówi: - Antonówka. Odpowiedz Link Zgłoś
humbak Biedny Teguś:) 30.11.04, 23:59 forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=78&w=18171007 Pierwszy przypadek jak ktoś za kimś na tym forumie aż tak oficjalnie tęskni... no może pomijając takiego jednego, ale to inna sprawa. Odpowiedz Link Zgłoś
mallina Re: watek z humorem nr 3 17.01.05, 18:32 Mamy z żoną sposób na szczęśliwe pożycie małżeńskie. Dwa razy w tygodniu idziemy do przytulnej restauracji, trochę wina, dobre jedzenie...Żona chodzi we wtorki, a ja w piątki. Zapytałem żonę: Gdzie chciałabyś pójść na naszą rocznice? Ona na to:Gdzieś, gdzie jeszcze nie byłam. Więc mówię: Może do kuchni? Moja żona cały czas robi zakupy. Raz jak chorowała przez tydzień, to trzy sklepy zbankrutowały. Żona ma elektryczną sokowirówkę, elektryczny toster, elektryczny piecyk do chleba. Kiedyś powiedziała, że ma tyle gadżetów, że nie ma gdzie usiąść.Więc jej kupiłem krzesło elektryczne. Dostaliśmy z żoną pokój z łóżkiem wodnym w hotelu. Żona nazwała go Morzem Martwym. Odpowiedz Link Zgłoś
szprota paczuszka z JM 17.01.05, 23:58 dla tych, co jutro będą czytać z pracy: Wchodzi młody junak do żeńskiego akademika: - A ty do kogo młody człowieku - pyta portierka. - A kogo by mi pani poleciła? * * * - Czy nie miała pani wyrzutów sumienia kiedy wrzuciła pani mężowi arszenik do pieczeni? - Trochę... Kiedy poprosił o drugą porcję... * * * - Dlaczego kobieta zawsze wpędzi faceta w kłopoty? - Bo od tego jest, kobiety mają tendencje do tycia i kłopotów. * * * Dwie młode kobiety spacerują po parku. Ta, która pcha przed sobą wózek dziecięcy, szlocha: - To jest właśnie ten kabriolet, który Józek obiecał mi przed ślubem... * * * - Co to jest wieczność? - To czas od momentu kiedy skończyłeś do chwili gdy sobie wreszcie poszła. * * * Urywek z mowy pogrzebowej: "Nasz Kohn był jedynym w swoim rodzaju, szkoda, że nie co dzień umierają tacy ludzie". * * * - Co robi kameleon wchodząc na lustro? - Zawiesza się... * * * - Nie pić, nie palić, nie jeść smażonego... - A seks panie doktorze? - Tylko z żoną - Dlaczego? - Bo tylko raz w miesiącu panu wolno... * * * - Gdzie idą te dwie śliczne nóżki?? - Jak się między nie nic nie zaplącze - to do kina. * * * - Słyszałeś, wczoraj pochowali Jasia - Taaak, a co mu było? - No, martwy był... * * * Nasze dzieci nie są agresywne. Na pewno nie mają nienawiści do nas. Jeżeli czasami nas biją, to dla naszego dobra. * * * Siedzą dwie mumie w kawiarni i jedna mówi do drugiej: - Wiesz, od kiedy poszłam do kosmetyczki na przewinięcie bandaży, ze Stefana zrobił się w łóżku prawdziwy szatan. * * * - Jak śmiertelnie przerazić młodego mężczyznę ?? - Zakraść się od tyłu i zacząć rzucać ryż... * * * Jak się kocham ze swoim mężem to normalnie wyścig F1. On się upodabnia do Schumahera, ja do Barrichellego i co bym nie zrobiła on zawsze dochodzi pierwszy. * * * - Stara, okryj mi nogi kocem i wyłącz telewizor - Nie mogę - Czemu?? - Bo jesteśmy w kinie! * * * Wychodzi facet z domu dźwigając ogromną, strasznie ciężką paczkę. Za nim wybiega żona-blondynka: - Kochanie, nie zapomnisz wysłać tej paczki? * * * - Carpe diem! - powiedział Horatius przechadzając się po zagajniku. - Carpe Horatius! - wykrzyknął Kajus łowca niewolników do swej bandy. * * * - Co dasz mi na urodziny? - Mogę cię przelecieć - A jak nie będę chciała? - To leż bez prezentu * * * Wilk ogląda pornola i mówi do siebie: - K...a, a ja durny je wszystkie zjadałem... i gwóźdź straszliwy, niemniej przepyszne: Noc. W kuchni ze skrzypieniem otwierają się drzwi od lodówki. Wychodzi z niej spasiona mysz w jednej łapie trzymając prawie kilogramowy, ogromny kawał żółtego sera,a w drugiej ciągnąc za sobą wielkie pęto kiełbasy. Idzie do pokoju skąd rozlega się potężne chrapanie gospodarzy i taszczy ten cały majdan przez środek izby w stronę szafy, pod która ma wejście do swojej norki. Już jest przed wejściem gdy wtem w świetle księżyca dostrzega pułapkę na myszy a na niej malutki kawałeczek słoninki. Mysz kręci z dezaprobatą głową i mruczy pod nosem : - Jak dzieci, kurwa , jak dzieci. Odpowiedz Link Zgłoś
homohedonistus Re: watek z humorem nr 3 18.01.05, 22:03 Krótkie ale za to nieśmieszne. Bawiły się dzieci klockami, przyszła mama i spuściła wodę. Złapał głuchy złotą rybkę. Jaka to jest pozycja na rodeo? na jeźdżca, panienka mówi, że ma AIDS, a następnie próbuje się jak najdłużej utrzymać. Odpowiedz Link Zgłoś
janek0 apropos 19.01.05, 11:44 Temat: teleturniej "Jeden z dziesieciu" Sznuk: Znajduje sie w spodniach i na swiadectwie? Zawodniczka: PAŁA! Sznuk: Hmm...to tez, ale chodzilo nam o pasek.. Odpowiedz Link Zgłoś
mallina Re: watek z humorem nr 3 13.03.05, 13:58 Królewicz pocałował żabkę i pstryk! - zmieniła się w śliczną królewnę. Pocałował królewnę - pstryk! - zmieniła się znowu w żabkę. Kolejny raz pocałował żabkę - pstryk! - znów zmieniła się w śliczną królewnę. -Gorzko, gorzko! - coraz to wołali goście weselni robiąc sobie jaja. Odpowiedz Link Zgłoś
mallina Re: watek z humorem nr 3 21.04.05, 15:05 z pewnego zamknietego forum: Na dyskotece w Niemczech bawił się Rosjanin, z napisem na koszulce "Turcy mają trzy problemy". Nie trwało długo, stanął przed nim Turek, byczysko chłop: * Ty, a w dziób chcesz? * To jest pierwszy z waszych problemów - odpowiedział Rosjanin - agresja. Ciągle szukacie zwady, nawet wtedy, kiedy nie ma żadnego powodu. Dyskoteka się skończyła, Rosjanin wychodzi, a tam na niego tłum Turków czeka. * No, teraz się z tobą policzymy - warknęli Turcy gremialnie. * A to jest drugi z waszych problemów - powiedział Rosjanin. - Nie potraficie załatwiać spraw po męsku sam na sam, tylko zawsze musicie zwoływać wszystkich "swoich". * Zaraz nam to odszczekasz! - wrzasnęli Turcy wyciągając noże. * I to jest trzeci z waszych problemów - westchnął ciężko Rosjanin - zawsze na strzelaninę przychodzicie z nożami... Przychodzi Baba do Lekarza. Banie Doktorze,nie wiem pan co to jest,że mi się już czwarty dzień nic robić nie chce? L:Może to czwartek? Odpowiedz Link Zgłoś
mallina Re: watek z humorem nr 3 23.08.05, 23:13 Złapał wilk zająca. - Proszę, proszę wilku, nie zabijaj mnie, zrobię co zechcesz! - To zrób mi loda! - Nie umiem! - Rób loda - Kiedy nie umiem - To rób, jak umiesz! - Chrup, chrup, chrup... Odpowiedz Link Zgłoś
mallina Re: watek z humorem nr 3 05.11.05, 23:02 Siedzi w pokoju dwoje SZYBKICH. Siedzą, nic nie robią - nuda. Pierwszy: - Może herbatę zrobimy? - Dobry pomysł. I nagle w pokoju wicher - czajnik wstawili na kuchenkę, herbatę do szklanek wrzucili, wrzątkiem zalali, pobiegli do sklepu po cukier, podali do stołu - wszystko trwało nie więcej niż 8 sekund. Wypili, siedzą, nic nie robią - nuda. Drugi: Może zadzwonimy do Wacka? Wódki przywiezie, dziewczynki jakieś ze sobą weźmie? - Dobry pomysł. I śmiga do telefonu, podnosi słuchawkę, z prędkością dźwięku wybiera numer i mówi jakby strzelał z kałasznikowa: - Wacek, przjżdżj, nudn, wdkę przwź, o dziwcznch nie zpmnij! Minęły 2 sekundy i rozlega się dzwonek. Obydwoje rzucają się w kierunku drzwi, otwierają błyskawicznie 5 zamków i patrzą, a za drzwiami nikogo, tylko powoli, kołysząc się na wietrze opada pod drzwi kartka papieru. Podnoszą, czytają: - Poszliśmy w pizdu, jak długo kurvva można czekać! Odpowiedz Link Zgłoś
nefil Re: watek z humorem nr 3 12.11.05, 16:45 Nauczycielka przedstawia nowego ucznia w amerykańskiej klasie: - To jest Sakiro Suzuki z Japonii Lekcja się zaczyna. Nauczycielka mówi: - Dobrze, zobaczymy, jak sobie radzicie z historia. Kto mi powie czyje to słowa: "Dajcie mi wolność albo śmierć"? W klasie cisza, jak makiem zasiał, tylko Suzuki podnosi rękę i mówi: - Patrick Henry, 1775 w Filadelfii. - Bardzo dobrze Suzuki. A kto powiedział: "Państwo to ludzie, ludzie nie powinni ginąc"? Znowu Suzuki: - Abraham Lincoln, 1863 w Waszyngtonie. Nauczycielka patrzy na uczniów z wyrzutem: - Wstydźcie się. Suzuki jest Japończykiem zna amerykańska historie lepiej niż wy! Nagle słychać czyjś głośny szept: - Pocałuj mnie w d***, Japończyku. - Kto to powiedział!? - Krzyknęła nauczycielka. Na to Suzuki podnosi rękę i recytuje: - Generał mac Artur, 1942 w Guadalcanal, oraz Li Lacocca, 1982 na walnym zgromadzeniu w Chryslerze. - Suzuki to kupa g***! - słychać głośny krzyk sali. Na co Suzuki: - Valenino Rossi w Riona Grand Prix Brazili, 2002 roku. Klasa szaleje, nauczycielka mdleje. Nagle otwierają się drzwi i wchodzi dyrektor: - Cholera, takiego burdelu to ja jeszcze nie widziałem. Suzuki: wicepremier Hausner do Leszka Millera na posiedzeniu komisji budżetowej w Warszawie w 2003 roku. Odpowiedz Link Zgłoś
bleri humor stadionowy 12.11.05, 18:09 Znalazłam przed chwilą na onecie i płaczę ze śmiechu. Można tu? FINAŁ MŚ BRAZYLIA-POLSKA - NEW !!! SZPAK: Ze stadionu Olimpijskiego wita panstwa wszystkich Dariusz Szpakowski GMOCH: Ale ten Janas jest głupi. SZPAK: Jacek, jesteśmy już na antenie. GMOCH: Już? To dlaczego nic nie mówiłeś? W Tym momencie łączność ze Stadionem Olimpijskim zostaje zerwana i transmisja zostaje skierowana do studia telewizyjnego, gdzie głos zabiera Włodek Szaranowicz. SZARANOWICZ: Przepraszam panstwa za utrudniena. Przypadkiem połączyliśmy się z telewizja czeska. Za chwile sprobujemy ponownie się ponownie połączyć z Dariuszem Szpakowskim i Jackiem Gmochem. Tymczasem zapraszam panstwa na krótkie reklamy. 15 minut pozniej. SZPAK: Ze stadionu Olimpijskiego wita panstwa wszystkich bardzo serdecznie wasz ulubiony komentator Dariusz Szpakowski. GMOCH: A ze strony mojej skromnej osoby wita panstwa wszystkich bardzo serdecznie Jacek Gmoch. Na początku pragne powiedziec ze Paweł Janas to świetny trener. SZPAK: Będę miał dla panstwa przyjemność komentowac finałowy mecz Mistrzostw Swiata pomiedzy reprezentacja Polski a reprezentacja `Canarinhos'. GMOCH: Ale powiedzmy sobie szczerze ze nasi piłkarze nie zasłużyli na finał. Po tym jak przegrali pierwszy mecz w grupie z Arabia Saudyjska 0:5, to wydawalo się ze to już koniec wszystkiego. SZPAK: Ale nie zapominaj Jacek, ze Arabia to w koncu super zespół. Wystarczy wymienic takie nazwiska choćby jak Al.-Jaber, Al.-Husajn, Al.-Zarkawi czy tez Bin AL-Shibkh. Ale w kolejnych meczach Polacy pokonywali inne potęgi, takie jak Togo, Chorwacja, czy tez w ¼ finału Iran. GMOCH: He, he, he. SZPAK: Na chwile oddajemy głos Jackowi Kurowskiemu, który rozmawia z trenerem Pawłem Janasem. KURA: Panie trenerze, dlaczego w dzisiejszym meczu nie zagra najlepszy dotychczas strzelec Mistrzostw , Tomasz Frankowski, który zdobył już 9 bramek, choc grywał tylko końcówki meczów? JANAS: Cóż, powiedzmy sobie szczerze, że najlepszym polskim napastnikiem jest obecnie Grzegorz Pasiak - to tak naprawde dzieki niemu udało się nam awansowac do mistrzostw swiata a teraz do finału. Dlatego Grzesiu Rasiak wyjdzie od pierwszych minut meczu. KURA: Panie trenerze, przeciez Grzegorz Rasiak nie strzelil jeszcze zadnej bramki. JANAS: No i co z tego, przeciez gdyby nie Grzesiu, to byśmy nie wyszli nawet z grupy. KURA: Panie trenerze, czy uwaza pan, ze zawodnik grający w piatej lidze angielskiej powinien grac zamiast Tomasza Frankowskiego, który od pół roku gra w FC Barcelonie, gdzie strzelił 22 bramki. JANAS: Powtarzam jeszcze raz, to dzieki wspaniałej grze Grzegorza Rasiaka jesteśmy w finale. KURAziekuje panu za rozmowe. Darku, oddaje Ci głos. GMOCH: Co za idiota. SZPAK: Witam panstwa ponownie. Szkoda ze panstwo tego nie widza jak wspaniale bawia się polscy kibice. GMOCH: A Paweł Janas to naprawde super trener. SZPAK: Oto skład reprezentacji Polski przeciwko Brazylii. Na bramce Artur Boruc, w obronie Rzasa, Kłos, Bąk, Baszczynski, w pomocy - Mila, Kosowski, Lewandowski, Szymkowiak, a w ataku Grzegorz Rasiak i Maciej Zurawski. GMOCH: Jest to bardzo ofensywny skład. Przebieg meczu: 1 min.:: SZPAK: Brazylijczycy rozpoczynaja gre. Roberto Carlos podaje do Kaki, ten mija pieknym zwodem Rzase, ale Kłos wybija piłka na aut. 5 min.: SZPAK: Kapitalny rajd Kamila Kosowskiego, piekna centra na srodek pola karnego, Żurawski mija obrońców Brazylii i . GMOCH: Brutalny faul Brazylijczyka na Macku Zurawskim. SZPAK: Proszę panstwa, arbiter wskazuje na `wapno'. GMOCH: Mamy rzut karny !!! SZPAK: Wykonawca rzutu karnego będzie Grzegorz Rasiak. Grzesiu bierze rozped na srodku boiska i biegnie niczym torpeda na pole karne. Proszę panstwa coz za emocje. Rasiak dobiega na pole karne i uderza. GMOCH: To straszne, Rasiak potknął się na piłce. SZPAK: Sędzia każe grac dalej, piłke przejmuja Brazylijczycy. 11 min.:: SZPAK: Piekne podanie Kaki do Robinho, ten zgrywa klepka do Ronaldo i GOOOLLL !!! GOOLLLL !!! To jest Ronaldo !!! GOOOLLL !!!. Kapitalny strzał w okienko. GMOCH: Przepraszam Cie Darek, ale bramke strzelił Roberto Carlos. SZPAK: Prawda, zmyliły mnie ich fryzury. 28 min. :: SZPAK: Kapitalne podanie ze srodka Szymkowiaka do Zurawskiego, ten mija kapitalnie obrońców brazylijskich, wychodzi sam na sam z Dida, podaje kapitalnie do Rasiaka, który ma przed soba pusta bramke. Proszę panstwa musi być gol !!! GMOCH: Aj, Rasiak z dwóch metrów przed pusta bramka trafia w poprzeczke. Cóż za okazja. SZPAK: Miał chłopak pecha, to wina zbyt silnego wiatru. 56 min. :: SZPAK : Roberto Carlos mocno dosrodkowuje w pole karne, na szczescie pilka trafia do polskich obrońców. Prosze panstwa GOOOLLLL !!! GOOOLLL !!! GOOLLL !!! Coz za piekna bramka Rząsy. GMOCH: Darek, przeciez Rzasa strzelił do naszej bramki. SZPAK: Przeciez mówie ze Rzasa strzelił. GMOCH: Niestety przegrywamy już 2:0. 73 min.:: SZPAK: Rzut rozny wykonuje Maciek Zurawski. Kapitalny wyskok Grzegorza Rasiaka. AJ, Jezus Maria !!! GMOCH: Proszę panstwa, czegos takiego jeszcze nie widziałem. SZPAK: Szkoda, ze panstwo tego nie widza. Grzegorz Rasiak tak niefortunnie wyskoczył tak wysoko, ze wyladował na poprzeczce. GMOCH: Niestety poprzeczka nie wytrzymała siły upadku Rasiaka. SZPAK: Sedzia musi przerwac mecz, do momentu az bramka nie zostanie naprawiona. Mecz został przerwany na 2 godziny. 85 min. :: SZPAK: Proszę panstwa, jesteśmy świadkami ostatniej zmiany w naszej reprezentacji. Za Macieja Zurawskiego wchodzi Tomek Frankowski. GMOCH:Czyli Franek łowca Hiszpanek. 86 min.::: SZPAK: Kapitalna centra Krzyżówka na 16 metr do Tomka Frankowskiego, ten przyjmuje pilke na lewa noge, mija obronce brazylijskiego i GOOLL !!! Proszę panstwa, coż za wejście. GMOCH: Wejście smoka. SZPAK: Przegrywamy już tylko 1:2. 93 min. ::: SZPAK: Proszę panstwa, to już ostatnia minuta gry, minuta prawdy. Rzut rozny dla Polski. GMOCH: Nawet Artur Boruc biegnie na pole karne. SZPAK: Mocna centra na pole karne Kamila Kosowskiego, piłke wybija Juninho, do pilki dobiega Artur Boruc i GOOOLLLL !!! GMOCH: Proszę panstwa, coz za piekna bramka, strzał z 25 metrów w samo okienko. SZPAK: Artur dziękujemy Ci !!! Kibice polscy szaleja, brazylijczycy nie mogą uwierzyc w to co się stalo, myśleli ze już wygrali/ DOGRYWKA 103 min. SZPAK: Piekna centra ze srodka boiska, pilke przyjmuje Tomek Frankowski, uderza z 20 mettrow i GOOLLL !!!! GMOCHl: Co za bomba !!! To 11 gol Tomka Frankowskiego w turnieju. 118 min. SZPAK: Mocne podanie z rzutu roznego Kamila Kosowskiego, do pilki wyskakuje Tomek Frankowski. GOOOOLLL !!! GMOCH: Kapitalny gol głowa. Tomek popisal się hattrickiem Polska wygrała mecz finałowy 4:2 z Brazylia. Po meczu Jacek Kurowski rozmawia z trenerem Pawłem Janasem. KURA: Panie trenerze, na początku wielkie gratulacje za zdobycie mistrzostwa swiata. JANAS: Nie ma za co. KURA: Kogo z spośród zawodnikow wyróżnił by pan najbardziej w dzisiejszym meczu? JANAS:Najlepszym zawodnikiem był zdecydowanie Grzegorz Rasiak - to dzieki niemu dzisiaj wygraliśmy. A ponadto wspaniale zagrali Rzasa, Lewandowski i Mila. KURA: Czy uwaza pan ze słusznie wybrano Tomka Frankowskiego najlepszym zawodnikiem mistrzostw/ JANAS: Nie podzielam opinii ekspertow, nie wiem gdzie oni maja oczy. Przeciez to Grzesiu Rasiak był zdecydowanie najlepszy. KURA: Dziekuje panu za rozmowe !!! JANAS: Amen. Link - sport.onet.pl/1,16,11,15638678,44021936,1877825,0,forum.html Odpowiedz Link Zgłoś