Dodaj do ulubionych

Najgorsze utwory koncertowe

07.04.05, 00:16
Parafrazując Peteranurka: wątek o utworach, które stały się absolutnymi
killerami na koncertach tongue_out. Wszyscy oczywiście wiemy, że U2 to najlepszy
zespół na planecie Ziemia, ale również IM zdarzają się czasem wpadki... Zdrowa
krytyka nie jest zła smile. I mam tylko nadzieję, że nie zostanę zlinczowany za
ten wątek wink. A zatem:

"Pride", San Diego 30.03.2005 - gdzie się podziała ta rockowa zadziorność?
"One man came in the name of loo-oa-oove", ten tryl... Ale może to wynika z
mojego rattlowo-humowego zboczenia, nie wiem tongue_out...

"Gone", Boston 06.06.2001 - ta wersja od razu nie przypadła mi do gustu. Bono
prawie zupełnie zmienił linię melodyczną (a "Pop", jak wszyscy wiemy, jest
idealnywink), tak że utwór stracił swój niepowtarzalny klimat. Byłem mocno
rozczarowany, kiedy go usłyszałem (inna sprawa, że ciężko zagrać na żywo
cokolwiek z "Pop").

"Sunday Bloody Sunday", Live Aid (?) - po pierwsze: nie pamiętam dokładnie
daty i miejsca koncertu, ale w każdym razie Bono występował na nim w białych
obcisłych spodniach wink - może ktoś skojarzy. Wersja fatalna, The Edge się
myli, chłopaki wypadają z rytmu, nie słychać Bono...

Na razie tylko (aż?) tyle sobie przypominam, c.d.n. - być może.
---
this could be the day
Obserwuj wątek
    • ihopeyouwilllikeme Re: Najgorsze utwory koncertowe 07.04.05, 11:02
      > "Gone", Boston 06.06.2001 - ta wersja od razu nie przypadła mi do gustu. Bono
      > prawie zupełnie zmienił linię melodyczną (a "Pop", jak wszyscy wiemy, jest
      > idealnywink), tak że utwór stracił swój niepowtarzalny klimat. Byłem mocno
      > rozczarowany, kiedy go usłyszałem (inna sprawa, że ciężko zagrać na żywo
      > cokolwiek z "Pop").
      >
      > "Sunday Bloody Sunday", Live Aid (?) - po pierwsze: nie pamiętam dokładnie
      > daty i miejsca koncertu, ale w każdym razie Bono występował na nim w białych
      > obcisłych spodniach wink - może ktoś skojarzy. Wersja fatalna, The Edge się
      > myli, chłopaki wypadają z rytmu, nie słychać Bono...

      Nooooooooooooo, absolutnie się nie zgadzam ! " Gone " na Elevation Tour był
      grany o niebo lepiej niż na Popmarcie ! Bardziej energetyczny, szybszy,
      bardziej hardrockowy ( wersja z Popmartu to taki raczej funk-rock - wersja
      oczywiście lepsza niż na płycie, co u U2 jest regułą, ale nie jakaś szczególnie
      porywająca ), w lepszej oprawie wizualnej ( ten mrok smile, absolutnie killerskie
      zakończenie ( nie wiem, czy na innych koncertach The Edge też pastwił się nad
      gitarą - ale w Bostonie wygląda to zajebiście big_grin zresztą Larry też daje z
      siebie wszystko ), ogólnie wyszedł z tego KLIMAT, którego na poprzedniej
      trasie, podczas tego utworu, zabrakło ( można wręcz stwierdzić, że pełnił
      funkcję zapchajdziury ).

      Natomiast " SBS " z Live Aid krytykować w ogóle ciężko, bo wszak to legenda,
      klasyka, mit itp. smile) Rzeczywiście, nie jest to wersja jakoś szczególnie
      porywająca ( a po zapoznaniu się z wersją z " R&H " jeszcze mniej smile), poza tym
      nieco śmiesznie wygląda śpiewanie The Edge'a do wyłączonego mikrofonu ( mógłby
      mu ktoś powiedzieć że niepotrzebnie się stara, bo go nie słychać big_grinbig_grin ale
      fatalna na pewno nie jest... Nie znam zresztą fatalnej wersji tego utworu, choć
      prawdą jest, że najmniej podobają mi się wykonania z UF Tour.

      Z tego co sobie teraz przypominam:

      " Bad " w Santiago de Chile, 11.02.1998 - totalne nieporozumienie, krótka,
      okrojona wersja, bez żadnych cytatów, poprzedzona wieśniacką zapowiedzią Bono
      ( " for you... we sing... for you... Baad " jakoś tak to leciało ), który
      wprawdzie śpiewa akurat nieźle, ale przy ogólnej jego dyspozycji w tamtych
      latach zdecydowanie powinni sobie odpuścić granie takich utworów ( tak zresztą
      zrobili, utwór został na tamtej trasie zagrany bodaj 3 razy tylko... niestety,
      o 3 za dużo ). No i całkowicie nieudane przejście do " All I Want Is You ",
      które wyszło kosmicznie pretensjonalnie. Najsłabszy fragment w sumie bardzo
      udanego koncertu.

      Nigdy nie podobały mi się wykonania " The Unforgettable Fire ", to w ogóle
      niezwykle trudny do zagrania utwór. Ale po obejrzeniu klipu z Paryża z 1987
      roku jestem na najlepszej drodze do zmiany zdania smile

      > I mam tylko nadzieję, że nie zostanę zlinczowany za ten wątek wink

      Na pewno nie zostaniesz, bo sami z Założycielem planowaliśmy taki wątek big_grin
    • peternurek1 Re: Najgorsze utwory koncertowe 07.04.05, 16:27

      > "Pride", San Diego 30.03.2005 - gdzie się podziała ta rockowa zadziorność?
      > "One man came in the name of loo-oa-oove", ten tryl... Ale może to wynika z
      > mojego rattlowo-humowego zboczenia, nie wiem tongue_out...

      Owszem , jakieś takie mało energetyczne i porywające to wykonanie, ale juz
      podczas Elevation Tour zdarzały im się słabsze. Jest słabe tylko wokalnie,
      muzycznie bardzo mi się pododba. A to wyciszenie pod koniec i przejście w Where
      The Streets Have No Name jest patentem genialnym. Co nihe zmienia faktu ze
      liczy się całokształt.

      Natomiast jak jestesmy już przy tej trasie to '40'. Zdeydowanie '40' 30 marca i
      2 kwietnia. Bono w pierwszej zwrotce wchodzi jakoś dziwnie, a potem jakby
      zapomniał tekstu. W Anaheim to samo, z tym że potem zaczyna pierszą zwrotke od
      poczatku. Raz się mogło zdarzyć, choć to dziwne, ale żeby drugi raz pare dni
      później prawie to samo? Pozatym muzycznie jest takie sobie, bardziej podobało
      mi się jak zacznali to grać od basu, a teraz to intro na perkusji jest takie
      sobie.

      A najgorszym kawałkiem na koncert jest Stuck In A Moment w jakimkolwiek
      wykonaniu jakie dotąd słyszałem. No tragiczny jest big_grin
      Uwielbam wersję albumową ale nie powinni tego grać na żywo. Nie ma energii,
      klimatu, nic. Nie lubię, po prostu nie lubię smile
      Czytałem że na Vertigo Tour szykują jakąś wersje na gitare akustyczną i
      klawisze, może byłoby lepiej niż wcześniej.

      A The Unforgattable Fire na żywo fajne jest big_grin
      • ihopeyouwilllikeme Re: Najgorsze utwory koncertowe 07.04.05, 16:41
        > A najgorszym kawałkiem na koncert jest Stuck In A Moment w jakimkolwiek
        > wykonaniu jakie dotąd słyszałem. No tragiczny jest big_grin

        E, aż tak ? Być może przydałoby się więcej inwencji w koncertowych wykonaniach,
        zamiast mechanicznego odgrywania, ale ja zawsze z przyjemnością ich słucham, a
        Bono umie dodawać mocy temu utworowi.
        • peternurek1 Re: Najgorsze utwory koncertowe 07.04.05, 17:14

          > E, aż tak ?

          No może nie tragiczny, przesadziłem, ale nie lubię go słuchać jakoś. Gdy
          zaczynał się na koncertach których słuchałem lub które oglądałem szkoda mi było
          że nie zagrali zamiast tego czegoś innego.
          • better.than.the.real.thing Re: Najgorsze utwory koncertowe 07.04.05, 21:26
            Tez nie lubilam Stuck, ale znalazlam jedno swietne wykonanie: bbc z 23.10.2000.
            To zawodzenie Bono na poczatku...smile Zreszta podoba mi sie tez przejscie z Wake
            up dead man ze Slane.

            A jesli chodzi o najgorsze wykonania to Zoo station + The fly z vertigo tour
            (28.03.05). Chociaz Zoo Station bylo dosyc zabawne wink The fly to juz lekka
            profanacja byla
            • better.than.the.real.thing Re: Najgorsze utwory koncertowe 07.04.05, 21:31
              > Tez nie lubilam Stuck, ale znalazlam jedno swietne wykonanie: bbc z
              23.10.2000.

              Wlasnie mi sie przypomnialo ze to watek o wykonaniach koncertowych wink
              Co tam, wazne ze live tongue_out
              • tago_mago Re: Najgorsze utwory koncertowe 07.04.05, 22:55
                Dorzucę jeszcze "Mofo" z Popmarta w Sarajewie (23.09.1997) - strasznie
                chaotyczna i "gęsta" (tylko to określenie mi pasuje) wersja. Zresztą cały
                koncert, moim zdaniem, taki sobie, ale jak już pisałem wyżej - "Pop" w
                większości jest zdecydowanie akoncertowy wink.
                ---
                this could be the day
                • pwo Re: Najgorsze utwory koncertowe 07.04.05, 23:38
                  tago_mago napisał:

                  > Dorzucę jeszcze "Mofo" z Popmarta w Sarajewie (23.09.1997) - strasznie
                  > chaotyczna i "gęsta" (tylko to określenie mi pasuje) wersja. Zresztą cały
                  > koncert, moim zdaniem, taki sobie, ale jak już pisałem wyżej - "Pop" w
                  > większości jest zdecydowanie akoncertowy wink.
                  > ---
                  Nie do końca się zgodzę
                  Ci którzy byli na Służewcu wiedzą, że mofo i cała reszta z pop była bardzo
                  koncertowa.
                  Odsłuchałem natomiast Zoo Station z Anaheim (dzięki działowi centrum
                  downloadingu oczywiście) no i niestety załamałem się. Bezpłciowy Bono z tym o
                  yeah na początku, a potem cały utwór zagrany do bani. Żenada, bezpłciowośc, I
                  ogólny marazm. (W TAKIM UTWORZE ????????)
                  Mam nadzieję, że w Chorzowie będzie w nich chociaż trochę ikry, w końcu będą
                  mieli gdzie się "rozegrać"
                  Fu i jeszcze na koniec to smętne o yeah znowu. Tylko śmiech wyszedł mu nieźle,
                  ale może on śmieje się sam z siebie ?
                  • peternurek1 Re: Najgorsze utwory koncertowe 08.04.05, 00:04

                    > Odsłuchałem natomiast Zoo Station z Anaheim (dzięki działowi centrum
                    > downloadingu oczywiście) no i niestety załamałem się. Bezpłciowy Bono z tym o
                    > yeah na początku, a potem cały utwór zagrany do bani. Żenada, bezpłciowośc, I
                    > ogólny marazm. (W TAKIM UTWORZE ????????)

                    Nie zgodze się, według mnie brzmi to dużo fajniej niż na Zoo Tv. Mocne
                    brzmienie perkusji, improwizowany tekst. To "yeah yeah yeah" brzmi trochę jakby
                    pan MacPhisto wrócił smile Mnie się poodoba.
                    • pwo Re: Najgorsze utwory koncertowe 08.04.05, 00:20
                      To fakt, tylko że oprócz śmiechu pana Mac Phisto (z zamego siebie??) nie
                      pozostaje nic.

                      To nie jest dynamiczny kawałek

                      Natomiast teraz odsłuchałem One
                      Wiem, że to nie ten dział, ale WALNĘŁO MNIE O GLEBĘ Z 10000 METRÓW
                      TAKIEGO DOBREGO U2 TO JUŻ DAWNO NIE SŁYSZAŁEM.
                  • ihopeyouwilllikeme Ajhołp się chamsko czepia part.2 09.04.05, 10:58
                    > Odsłuchałem natomiast Zoo Station z Anaheim (dzięki działowi centrum
                    > downloadingu oczywiście) no i niestety załamałem się. Bezpłciowy Bono z tym o
                    > yeah na początku, a potem cały utwór zagrany do bani. Żenada, bezpłciowośc, I
                    > ogólny marazm. (W TAKIM UTWORZE ????????)

                    Niby jakim ? smile)))

                    <mam nadzieję... itd.smile)>
                  • ihopeyouwilllikeme Re: Najgorsze utwory koncertowe 09.04.05, 11:25
                    > Nie do końca się zgodzę
                    > Ci którzy byli na Służewcu wiedzą, że mofo i cała reszta z pop była bardzo
                    > koncertowa.

                    Na Służewcu mnie nie było ( miałem wtedy 11 latek smile), ale słyszałem
                    kilkanaście Popmartów, i całkowicie się zgadzam. Prawie wszystkie kawałki z
                    Pop, jakie były grane na tej trasie, wypadały o wiele lepiej niż na płycie. Ze
                    szczególnym wskazaniem na Please ( wersja albumowa w ogóle przy tym nie
                    istnieje, na podstawie wersji live pojawiła się później single version ), Last
                    Night On Earth ( absolutnie powalające zakończenie, którego na albumie w ogóle
                    nie słychać, improwizacje Bono podczas wyciszenia, no killer ), If God Will
                    Send His Angels ( z dodanym klawiszowym tłem a'la Brian Eno ), Miami
                    przechodzące w Bullet The Blue Sky, Discotheque z różnymi cytatami itd.
                    Właściwie gorzej wypadała tylko If You Wear That Velvet Dress, ale na pewno nie
                    były to wersje nieudane. Koncert z Sarajewa to chyba nienajlepszy przykład
                    ( antyśpiew Bono, spowodowany chorobą gardła ), ale przecież taki Last Night On
                    Earth zabrzmiał tam fenomenalnie... Bono, nie mogąc śpiewać, po prostu się
                    drze, i o to chodzi big_grinbig_grinbig_grin
            • ihopeyouwilllikeme Ajhołp się czepia part.1 09.04.05, 10:57
              > The fly to juz lekka profanacja byla

              W jaki sposób można " sprofanować " The Fly ?? Kochani, sprofanować można One,
              Pride, I Still, Sunday Bloody Sunday... The Fly można najwyżej zagrać dobrze
              albo źle.

              <mam nadzieję, że na tym forum ogólnie znany jest mój stosunek do Achtung Baby>
    • peternurek1 Nowa trasa, nowe problemy 07.05.05, 21:17
      Po pierwsze "New Year's Day". Brzmienie klawiszy jest tu tragiczne, to
      najgorzej grane New Year's Day spośród wszystkich dotychczasowych tras (nie
      pamiętam dobrze wykonań z trasy October, ale raczej były lepsze). Wokal Bono
      też jakię nie przekonywujący, brakuje tej pasji i energii. Podczas PopMartu
      także nie przesadzał z wrzeszczeniem, ale tam ta piosenka miałą zupełnie inne
      oblicze. I Edge, momentami gra jakby już mu się nie chciało.

      Nie jest dobrze z tym utworem.
      • ihopeyouwilllikeme Re: Nowa trasa, nowe problemy 10.05.05, 09:46
        Tak uważasz ? Nic takiego nie zauważyłem. Z oceną brzmienia klawiszy
        proponowałbym poczekać do soundboardu - bootleg jednak zniekształca dźwięk.
        Tak czy siak nic złego w nich nie słyszę. Również Bono nie mam nic do
        zarzucenia. Moim zdaniem największymi problemami na tej trasie są Miracle Drug
        ( jeszcze chyba ani razu nie zagrali tego tak jak trzeba big_grin i Beautiful Day
        ( totalnie bez historii wykonania ).
        • peternurek1 Re: Nowa trasa, nowe problemy 13.05.05, 18:17
          > Z oceną brzmienia klawiszy
          > proponowałbym poczekać do soundboardu - bootleg jednak zniekształca dźwięk.

          Wszyetkie bootlegi do tej pory takie są smile

          > Moim zdaniem największymi problemami na tej trasie są Miracle Drug
          > ( jeszcze chyba ani razu nie zagrali tego tak jak trzeba big_grin i Beautiful Day
          > ( totalnie bez historii wykonania ).

          Zwłaszcza Beautiful Day, po wykonaniach z pod mostu Brooklynskiego i z Hannover
          Quay spodziewałem się czegoś zupełnie innego. Zaskoczyli mnie zdecydowanie na
          niekorzyść. Po czymś tak genialnym wykonania z tych koncertów są mizerne, a
          nawet słabsze niż podczas Elevation Tour (polecam nagranie z Nowego Jorku
          24.09.2001, super smile).

          Original Of The Species - nie lubię. Może inaczej, to naprawde fajny kawałek, i
          w wykonaniu koncertowym bardzo poprawny, wręcz dobry. Ale nie chcę go słuchać
          na żywo smile Po nagraniu z pod mostu Brooklińskiego miałem nadzieję że to będzie
          wyglądało inaczej, ze to tylko chwilowe, ale okazało się że niestety. Jak już
          napisałem w wątku transowym wolałbym żeby Edge rzucił klawisze i zajął się
          gitarą, bo tu jest mistrzem. Przynajmniej w tym utworze smile Ten kawałek
          potrzebuje więcej energii, więcej tego "koncertowego czegoś co ma U2 że ciarki
          przechodza po plecach" smile))
          • ihopeyouwilllikeme Re: Nowa trasa, nowe problemy 14.05.05, 12:24
            > Original Of The Species - nie lubię. Może inaczej, to naprawde fajny kawałek,
            i
            >
            > w wykonaniu koncertowym bardzo poprawny, wręcz dobry. Ale nie chcę go słuchać
            > na żywo smile Po nagraniu z pod mostu Brooklińskiego miałem nadzieję że to
            będzie
            > wyglądało inaczej, ze to tylko chwilowe, ale okazało się że niestety. Jak już
            > napisałem w wątku transowym wolałbym żeby Edge rzucił klawisze i zajął się
            > gitarą, bo tu jest mistrzem. Przynajmniej w tym utworze smile Ten kawałek
            > potrzebuje więcej energii, więcej tego "koncertowego czegoś co ma U2 że
            ciarki
            > przechodza po plecach" smile))

            Jak już napisałem w wątku trasowym, kompletnie i totalnie się nie zgadzam smile
            Żadnej gitary, więcej nawet, moim zdaniem Larry też wchodzi niepotrzebnie...
            • peternurek1 Re: Nowa trasa, nowe problemy 24.05.05, 20:23
              > Jak już napisałem w wątku trasowym, kompletnie i totalnie się nie zgadzam smile
              > Żadnej gitary, więcej nawet, moim zdaniem Larry też wchodzi niepotrzebnie...

              Czasem masz rację jednak...smile

              Po usłyszeniu wersji z Chicago z 12 Maja roku bieżącego zmieniłem zupełnie
              zdanie co do tego utworu, w ogóle ten koncert mocno namieszał w moim
              postrzeganiu tej trasy. Ja nie wiem co Oni tam na nim robili, ale jest
              genialny big_grin

              Co do New Years's Day, brzmienie klaiwszy dalej jest fatalne, a co do reszty,
              może to wina tego że już ów kawałek mi sie zabardzo osłuchał. Teraz staram sie
              od niego odpocząć.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka