Słucham sobie i słucham i czuję się, jakbym znów był w liceum. Co prawda w
liceum słuchałem zgoła innej muzyki, w żadnym, prócz nut, punkcie niestycznej
z muzyką pidżamy, ale to akurat nieistotne.
Odkrywanie Schulza i Kafki to dla mnie właśnie czasy licealne. Jestem sobie
także w stanie wyobrazić młodych ludzi dyskutujących na temat filmów
Almodovara, w ramach jakkolwiek rozumianego intelekualnego szpanu. Na
przerwach między kolejną przedmaturalną lekcją polskiego a zajęciami
dodatkowymi. Dyskusje o legalizacji miękkich narkotyków, rodzaje anarchii
bunt. Ech.
Ilekroć słucham PP, tylekroć mam nieodparte wrażenie, że za dwa-trzy lata
będzie to pełnoprawny zespół. Za każdym razem jest chyba odrobinę lepiej i
bułgarskie centrum przedstawia się naprawdę nieźle, gdyby nie...
No właśnie, może się czepiam, ale kompleks Kultu, pomijając oczywisty
przypadek Wódki, przebija tu kilka razy, gdzieś odnajduję tu echa "Do Ani", w
"kotów kat" z kolei wyraźnie (aż chyba za wyraźnie) czuję myslovitzowe nuty.
To nie jest zła płyta. Jest różnorodna i miejscami chłopaki naprawdę nieźle
dają czadu. I Grabaż ma, przynajmniej dla mnie, ciekawą manierę śpiewania.
Nawet, gdy śpiewa, że jest ch..owo, to robi to z gracją
m,
.y.
----------------------------------
What is home without
Pinezka's Potted Meat?
Incomplete.
to przez Isabel ślimaki się popłakały