Gość: Marcel
IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl
05.09.02, 12:41
"Święci" idole rocka, autorytety moralne to na ogół narkomani, alkoholicy i
nieudacznicy życiowi tacy jak Janis Joplin, Jim Morrison, Kurt Cobain czy z
naszego podwórka Ryszard Riedel i inni.
Dlaczego nikt nie stawia sobie za wzór np. takiego Stinga? Z rockiem to on
nie ma już nic wspólnego, ale żyje sobie spokojnie, nagra co jakiś czas
płytę, nie ma nałogów (przynajmniej nic się o tym nie słyszy) nie musi się
martwić o przyszłość.