Dodaj do ulubionych

Troche plotkarsko

02.10.06, 20:29
Czy dysponujecie jakimis zrodlami sugerującymi ze Mozart zostal otruty przez Salieriego? Chodzi mi o stwierdzenia definitywne . Jesli tak to bardzo prosze o podanie mi namiarow na takie rewelacje . Potrzebne mi jest to do pewnej pracy . Po prostu Mozart romantycznie .Mozna tez podyskutowac czy "Amadeusz" to film jak to okreslaja "biograficzny".
Obserwuj wątek
    • a000000 Re: Troche plotkarsko 02.10.06, 23:51
      Niedawno w TV był program. Naukowcy doszli do wniosku, że Mozart umarł z powodu:

      1. włośnicy
      2. przewlekłej choroby nerek.

      Otrucie przez Salieriego wykluczone. Choć sam Salieri się przyznał do otrucia -
      ale było to w zakładzie dla obłąkanych, gdzie Salieri przebywał w swym
      wirtualnym świecie.

      Za włośnicą przemawiają objawy i list, w którym opisuje kotlet który gdzieś
      zakupił i zjadł.
      Za chorobą nerek przemawia całokształ chorowitego życia wraz ze znanym portretem
      - typowa twarz nerkowca. Podobno jako dziecko był bardzo chory, cudem ozdrowiał.
      Od tej pory ciągle coś mu dolegało - być może miał przewlekłe zapalenie nerek -
      (jakis bakcyl się tam usadowił), które podstępnie i całkiem skutecznie wykończył.

      Gdyby zidentyfikowano zwłoki, może można by czegoś więcej się dowiedzieć. A tak
      pozostają jedynie domysły.

      Myślę, że i jedno i drugie jest prawdopodobne. Jeśli chodzi o przyczynę zgonu,
      nauka niczego definitywnego nie stwierdziła.

      Amadeusz nie jest filmem biograficznym, jedynie "na kanwie". Jest to film o
      zawiści miernoty wobec geniuszu. Bardzo dobry film.
      • apfelbaum Re: Troche plotkarsko 03.10.06, 20:24
        Gdzieś jeszcze czytałem o paciorkowcu jako o przyczynie niewydolności nerek,
        którym jego styl życia nie bardzo się przysłużył.
        A ten pomysł z intrygą Salieriego to zdaje się Puszkin wypromował.
        a
        • ondine Re: Troche plotkarsko 04.10.06, 08:32
          kotlet spozyl bodajze w pradze, a wtedy w tamtych regionach panowala akurat
          epidemia wsrod bydla. no a amadeo lubil slabo wypieczone, wiec sie zalatwil..
          taka wersje ploty slyszalam jakies 2 lata temu
          • a000000 Re: Troche plotkarsko 04.10.06, 15:02
            W Pradze kotlet spożyła służąca i zmarła - przypadek został opisany szczegółowo
            przez felczera i nawet badanie wykazało pasożyty w mięśniach. To był zdaje się
            pierwszy opisany przypadek trychinozy w dziejach. Kilkanaście lat PRZED śmiercią
            Mozarta.

            A Mozart kotleta zjadł we Wiedniu, około 6 tyg przed śmiercią - lekarze się
            skłaniają do tezy, że JEŚLI kotlet był zarażony, to objawy i termin zejścia
            wskazuje na włośnie.
            Pisał o tym kotlecie do żony przebywającej "u wód". Opisywał, jak widział przez
            okno gospody potrawę i nie mógł sie oprzeć - była krwista tak jak lubiał. Błeeee....
            Nawet pisał, że posłał umyślnego po tego kotleta.

            Tak zapamiętałam z audycji poświęconej prawdopodobnym przyczynom śmierci.

            Epidemia była, owszem, tyfusu (zdaje się) - we Wiedniu, gdy Mozart umierał.
        • a000000 Re: Troche plotkarsko 04.10.06, 14:53
          Tego paciorkowca miał sie nabawić właśnie w dzieciństwie, gdy był bardzo chory
          nie wiadomo na co. Teza, że paciorkowiec zaatakował nerki jest bardzo prawdopodobna.
      • arsnova Re: Troche plotkarsko 04.10.06, 22:26
        a ja słyszałam gdzieś, że ponoć miał na raka szpiku...
        Natomiast Beethoven ponoć chorował na ołowicę i właśnie z nadmiaru ołowiu
        głuchota i huśtawka nastrojów. Ta huśtawka z resztą pewnie wpłynęła pozytywnie
        na aktywność twórcząsmile
        • bwv1004 Re: Troche plotkarsko 04.10.06, 22:42
          Wiecie, te wszystkie diagony z odległości 200 czy 250 lat oparte na opisach z
          siódmej ręki lub przypadkowych informacjach to trochę mnie śmieszą.

          BTW
          ondine napisała:

          > kotlet spozyl bodajze w pradze, a wtedy w tamtych regionach panowala akurat
          > epidemia wsrod bydla

          Włośnicy nie można dostać od jedzenia bydła, jeno od nierogacizny. Świnek
          mianowicie, względnie dzików. Ewentualnie niedźwiedzia, dzikiego kota, lisa,
          psa, żyrafy, wilka, konia, foki lub morsa. Wiadomo z czego był kotlet? Bo
          krwistą się raczej wołowinę jada...
          • a000000 Re: Troche plotkarsko 04.10.06, 23:56
            to nie tyle są diagnozy ile domniemania. Takie szpiegowanie przeszłości.
            Wieprzowe też krwiste można jadać...błeeee
        • a000000 Re: Troche plotkarsko 04.10.06, 23:53
          arsnova napisała:

          > a ja słyszałam gdzieś, że ponoć miał na raka szpiku...

          Absolutnie odpada.


          > Natomiast Beethoven ponoć chorował na ołowicę i właśnie z nadmiaru ołowiu
          > głuchota i huśtawka nastrojów. Ta huśtawka z resztą pewnie wpłynęła pozytywnie
          > na aktywność twórcząsmile

          Beethoven miał hustawkę nastrojów z powodu odziedziczonej skłonności
          schizofrenicznej (matka) - miał próbę samobójczą. Głuchota - zdaje się dwoje
          jego braci urodziło się głuchych (czterech zmarło) - skutek syfilisu (ojciec)? O
          ołowicy nie słyszałam, ale może stosowano jakieś leki na tą "huśtawkę". Zmarł na
          marskość wątroby w wieku 57 lat. Przyczyny marskości mogły być przeróżne -
          najcześciej jest to wirus, albo...nadużywanie. Także choroby metaboliczne,
          toksyny, pasożyty.....wiele jest możliwości ostatecznego zniszczenia sobie
          wątroby. Pomimo, że jest to jedyny organ który ma zdolności regeneracyjne.
          • bwv1004 Re: Troche plotkarsko 05.10.06, 00:21
            Syfilis po ojcu??? Niby ja, sypiał z synami? Kiłe wrodzoną dostaje się
            wyłącznie od matki. Były koncepcje że ogłuchl od własnego syfilisu, równie
            wiele warte co cała reszta tych niezbyt rozsądnych zabaw w diagnostykę po
            wiekach. Zresztą są też istotne argumenty przeciw kile - zobacz sobie (z braku
            lepszego źródła pod ręką)

            en.wikipedia.org/wiki/Beethoven#Health


            a000000 napisała:
            > to nie tyle są diagnozy ile domniemania.

            To są domniemania na temat diagnozy.

            A rzekomą "skłonność schizofreniczną" kto jemu i jego mało znanej matce
            zdiagnozował? Bo próby samobójcze są raczej charakterystyczne dla depresji.
            Poza tym za nic nie mogę sobie przypomnieć próby samobójczej Beethovena -
            chyba , że mylisz go z jego własnym bratankiem. Pisał o myślach samobójczych w
            Testamecie Heiligenstadzkim - ale myśli takie nie są szczególnie dziwne u
            głuchnącego kompozytora, bez odziedziczonych czy nabytych "skłonności". Nie
            mówiąc o tym, że miał skłonność do afektacji.
            • a000000 Re: Troche plotkarsko 05.10.06, 02:52
              nie pamiętam, gdzie czytałam o próbie samobójczej. Byc może że pomyliłam z
              bratankiem, nie będę sie upierać. Nie zatrzymałam sie nad tą wiadomoscią, gdyż w
              warunkach zycia Beethovena wcale a wcale by mnie nie zdziwiła.
              Ojciec był alkoholikiem, miał lues, może matkę zaraził?? Matka zmarła na
              suchoty, ponoć schizofreniczka. Kto diagnozował? A skąd ja mam wiedzieć? Pewnie
              z tysiące takich ciekawskich jak i my. Również medycy i naukowcy - na podstawie
              pisanych świadectw z epoki.
              Jedno wiem na pewno - tak jak wielkie i piękne dzieła pisał, tak trudnym, jeśli
              chodzi o charakter, człowiekiem był. Dziś by można by określić : człowiekiem
              toksycznym. Po części usprawiedliwionym.

              Pewno, że są to domniemania na temat domniemanej diagnozy. Zresztą nawet
              naukowcy nic nie twierdzą na pewno. Tajemnica życia i śmierci w wypadku wielu
              ludzi do grobu zeszła wraz z nimi.

              • dobiasz Re: Troche plotkarsko 05.10.06, 23:32
                a000000 napisała:

                > nie pamiętam, gdzie czytałam o próbie samobójczej.

                Może tu:

                "O wy, ludzie, którzy mnie widzicie nienawistnego, upartego mizantropa, jakże
                krzywdzicie mnie, nie znacie tajemnej przyczyny tego, co wam się takim wydaje —
                serce moje i umysł od dzieciństwa usposobione były ku słodkim uczuciom
                życzliwości, spełnianiu własnych wielkich czynów ...

                (...)

                ale zważcie, że od sześciu lat owładnął mną stan nieuleczalny, pogarszany przez
                nierozumnych lekarzy — z roku na rok oszukiwany w nadziejach polepszenia,
                zmuszony wreszcie do świadomości trwałego nieszczęścia — zrodzony z ognistym
                żywym temperamentem, sam wrażliwy na rozrywki towarzyskie, musiałem wcześnie
                odosobnić się, samotnie spędzać życie, a choć niekiedy chciałem wynieść się
                ponad to wszystko, o jakże twardo spychało mnie z powrotem smutne doświadczenie
                mego złego słuchu, a jednak jeszcze nie potrafiłem powiedzieć ludziom: głośniej
                mówcie, krzyczcie, bo jestem głuchy... Zmysł, który u mnie winien być w
                doskonalszym stopniu niż u innych ludzi, zmysł, który ongi posiadałem w
                najwyższej doskonałości, jaką ma i miało z pewnością niewielu w moim fachu. —
                Jak banita żyć muszę. — Co za upokorzenie, kiedy ktoś stał przy mnie i z oddali
                fletnię słyszał, a ja nic nie słyszałem, albo ktoś słyszał śpiew pastuszka, a ja
                nic nie słyszałem; wydarzenia takie pchały mnie na krawędź rozpaczy, już, już,
                miałem życie zakończyć sam..."

                LvB, Testament heiligensztadzki
          • stary71 Re: Troche plotkarsko 05.10.06, 00:42
            a000000 napisała m.in.:

            >.....wiele jest możliwości ostatecznego zniszczenia sobie
            > wątroby. Pomimo, że jest to jedyny organ który ma zdolności regeneracyjne.

            Hi, hi... Od razu przyszło mi do głowy skojarzenie z Prometeuszem... Pytanie,
            bardzo w klimacie tego wątku, mogłoby brzmieć: Czy Beethoven napisałby swe opus
            43, gdyby wątroba była pozbawiona zdolności do regeneracji?.. Jest to pytanie -
            zauważcie - nieco schizofreniczne.
            s71
            • forresty Re: Troche plotkarsko 06.10.06, 08:48
              oczywiście diagnozy po latach są często wróżeniem z fusów. Jednak w wielu
              przypadkach mozna z dużym prawdopodobieństwem stwierdzić przyczynę zgonu
              człowieka nawet po tak długim okresie. Chopin na przykład wcale nie musiał zejść
              w wyniku gruźlicy. Są teorie że miał dziedziczną mukowiscydozę. Co rówież
              potwierdzxałoby choroby w rodzinie Chopina - siostra ponoć nie miała objawów
              gruźlicy a zmarła na płuca. Reka chopina ma wyraźne slady mukowiscydozy.
              Mozart to generalnie zagadka - ostatnio mówi się ze włosień. JaDAł wieprzowe
              kotlety nie wołowe. Wół kiedyś zabijany był na specjalne okazje a nie dla byle
              knajpy. Zapalenie nerek w dzieciństwie było chorobą śmiertelną - nie mówiąć że
              nawet jakby przeżył to styl życia jaki uprawiał wykluczał takie problemy.
              Przewlekłe zapalenie nerek wykluczone - ból byłby nie do zniesienia. WIem bo sam
              miałem taką chorobę. Skłaniam się rzyczywiscie do włośnia skoro ktoś to ustalił
              na podst. objawów i postępu choroby w czasie
              Brahms - rak wątroby (ponoć na przyjecieu kiedyś powiedział ze nigdy nie był u
              lekarza ale niedługo półdzie bo w jego wieku kazdy powinien przebadać sie raz do
              roku. Za parę tygodni już nie żył), Gershwin - rak mózgu. Jeśłi się nie mylę to
              Mendelssohn miał tętniaka mózgu i wrzeszczał z bólu. Geberalnie sposoby walki z
              bólem w XIX w polegały na piciu alkoholu i zażywaniu opium . Wiec jeśłi
              popatrzymy na całą galerię artystów, pisarzy, malarzy i tmu podobnych to widzimy
              ludzi chorych uzaleznionych od alkoholu, narkotyków, pogrążonych w dziwnych
              stanach depresyjnych - z halucynacjami itd.
              Oczywiście były okrsy kiedy prądy kulturowe zakładały dekadencję, bezsens życia,
              zagłębianie się we własnej podświadomosci. Jak popatrzymy co ię działo na
              przełomie XIX/XX w w takim Berlinie to dojdziemy do wniosku że to banda
              degeneratów niszcząca własne zdrowie. Myśłę o Munchu, Strindbergu,
              Przybyszewskim, Ibsenie itd. Niemniej jednak nie potwierdza tego jakośc dzieł
              które z siebie wydali (no może poza naszym przybyszewskim). Ci ludzie również
              umierali w alkoholowych deliriach czy przytułkach psychiatrycznych (tetmajer).
              Jeśłi dodamy do tego poziom higieny w gwałtownie rozwijających się miastach
              XIXw, mięso którego nikt nie badał, brak wiedzy ze gruźlica roznosi się bardzo
              łatwo to mamy efekt taki jaki mamy.
              Kiedyś czytałem pewną historię podróznika polarnego który nowoczesnym sposobem
              zapakował mięso w ołowiane puszki i tak wyjechał n podbój świata. Nietrudno
              sobie wyobraxić ze na północy Norwegii jest wyspa - cmentarz w uczestnikami tej
              wyprawy.
              Po drugiej wojnie światowej amerykanie przebadali kilka japońskich wiosek -
              okazało sie ze 100% ludzi miało robaki i inne paskudztwa. japończycy jedli
              surowe ryby.
              Kiedyś lekarz opowiadał mi historię jak trafił na pacjenta którego bolały nerki.
              Badali go 2 tyg po czym okazało się ze ma robaczycę. Nocami zwijał się z bólu.
              A historie syfilistyczne to była prawdziwa plaga i miał je każdy kt używał życia
              nieustatkowanego. Czasem łapało się go przypadkowo - korzystając z szaletów.
              TZW gorączki reumatyczne wymieniane w licznych przekazach dzis traktowane są
              jako symptomy chorób pasożytniczych
              Beethoven to przede wszystkim miał chorą wątrobę. Z jakiego powodu tego
              oczywiscie nie wiem.
              • wiksadyba1 Re: Troche plotkarsko 06.10.06, 09:57
                Nie jestem pewien, czy z tą mukowiscydozą u Chopina rzecz jest prawdopodobna,
                bo przy braku nowoczesnego leczenia zachowawczego i rehabilitacji, nie
                przeżyłby nawet i tych 40 lat, z których większość spędził jako tako sprawny
                (tzn. chodził, przemieszczał sie z miejsca na miejsce, dawał wyczerpujące
                koncerty etc.)
                • a000000 Re: Troche plotkarsko 06.10.06, 15:31
                  dla mnie mukowiscydoza u Chopina jest mało prawdopodobna. Myślę, że jednak suchoty.
                  Mukowuscydoza udusiłaby go w dzieciństwie. Wówczas nie znano sposobów na
                  odflegmianie płuc. Zresztą jest to choroba genetyczna, uwarunkowana istnieniem
                  uszkodzonego genu u OBOJGA rodziców - a więc inne dzieci też by ją miały.
                  Wówczas gruźlica była bardzo rozpowszechniona i nieuleczalna. Nie było
                  streptomycyny. Choć gdzieś słyszałam, że znano przypadki wyleczenia osób, które
                  spały razem z bydłem w stajni. Potem sie okazało, że krowy w jakiś sposób
                  pordukują streptomycynę - może stąd na "słabe płuca" zalecane było mleko prosto
                  od krowy?
                  • bwv1004 Re: Troche plotkarsko 06.10.06, 15:57
                    > Zresztą jest to choroba genetyczna, uwarunkowana istnieniem
                    > uszkodzonego genu u OBOJGA rodziców - a więc inne dzieci też by ją miały.

                    Ależ bzdura. Proponuję poczytać genetyki klasycznej. Mendel, groszek, te sprawy.

                    Inna sprawa, że zgadzam się, że (jak juz pisałem na tym forum) w tamtych
                    czasach szanse dożycia chopinowskiego wieku z mukowiscydozą są niemal zerowe.

                    forresty napisał:
                    >Reka chopina ma wyraźne slady mukowiscydozy.

                    No właśnie, jak to jest. Do tej pory słyszałem, ze rozumowanie opiera się na
                    fakcie, że na portretach a zwłaszcza na jedynej istniejącej fotografii nie
                    widać końców palców, co bywa interpretowane, że wstydził się mukowiscydozowych
                    zniekształceń i je chował. Fotografia:
                    upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/e/e8/Frederic_Chopin_photo.jpeg
                    Rozumowanie dalece pośrednie. Mógł tak położyć ręce do fotgrafii przypadkiem,
                    może taki miał nawyk układania rąk, może miał tego dnia brudne paznokcie i
                    chciał je schować smile.
                    Teraz na wikipedii wpadła mi w oko informacja, że wykonano (co najmniej
                    pośmiertnie) odlew dłoni Chopina. Ktoś go widział? Są objawy?

                    Ja znalazłem:
                    www.allposters.com/-sp/A-Cast-of-the-Hand-of-Frederic-Chopin-1810-49-Posters_i1344526_.htm
                    www.hunterian.gla.ac.uk/collections/object_month/left_hand/collection_index.shtml
                    hjem.get2net.dk/Brofeldt/
                    (w połowie strony)

                    Porównajcie z:
                    health.allrefer.com/health/cystic-fibrosis-clubbed-fingers.html
                    upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/a/ac/ClubbingFingers1.jpg
                    www.nlm.nih.gov/medlineplus/ency/imagepages/1598.htm
                    • a000000 Re: Troche plotkarsko 07.10.06, 01:13
                      mukowiscydoza jest NA PEWNO chorobą genetyczną powstającą w wypadku
                      jednoczesnego uszkodzenia genu u obojga rodziców.
                      • bwv1004 Re: Troche plotkarsko 07.10.06, 01:23
                        a000000 napisała:

                        > mukowiscydoza jest NA PEWNO chorobą genetyczną powstającą w wypadku
                        > jednoczesnego uszkodzenia genu u obojga rodziców.

                        Owszem, ale dziedziczy się w sposób autosomalny recesywny. Co oznacza, że jeśli
                        oboje rodzice mają po jednej uszkodzonej kopii genu (gdyby mieli po dwie,
                        mieliby mukowiscydozę i raczej nie płodziliby Frycka), to statystycznie 1/4 ich
                        dzieci będzie miała mukowiscydozę, 1/2 będzie miała po jednej kopii genu (brak
                        choroby, ale przeniesienie jej dalej), 1/4 nie będzie miała w ogóle
                        uszkodzenego genu.

                        Mówię: poczytaj podstawy genetyki, np na przykładzie groszku który badał
                        Mendel. A potem sie spieraj o coś, na czym sie nie za bardzo znasz.
                        • a000000 Re: Troche plotkarsko 07.10.06, 01:30
                          och, ja się ani spieram, ani udaję, że się znam. Znam przypadki tej choroby w
                          realu i co nieco obiło mi się o uszy. Choroba jest straszna. I bez kosztownych
                          zabiegów - szybko wykańczająca.
                          Podobno przy dzisiejszym stanie medycyny - średno 25 lat. A więc Chopin nie
                          miałby szans dożycia do 39 lat.
                          • bwv1004 Re: Troche plotkarsko 07.10.06, 03:52
                            a000000 napisała:

                            > och, ja się ani spieram,

                            Dla mnie wyglądało to inaczej. Ale skoro nie miałem racji, to przepraszam.

                            Tym niemniej polecam zapoznanie się z podstawowymi zasadami dziedziczenia - to
                            się może każdemu przydac.
                            • a000000 Re: Troche plotkarsko 07.10.06, 12:33
                              bwv1004 napisał:

                              >
                              > Dla mnie wyglądało to inaczej. Ale skoro nie miałem racji, to przepraszam.

                              przyjmuję.

                              Drogi bwv! ja się NIGDY nie kłócę, ani nie obrażam. No i nie mam monopolu na
                              Prawdę czy Mądrość - chętnie wyprostuję ścieżki, jeśli w czymś błądzę. Nie
                              jestem tu po to, aby się przechwalać własną wiedzą czy narzucać komuś swoje
                              zdanie - tylko aby POZNAĆ. Również swoje błędy.

                              Podstawowe zasady dziedziczenia, jakkolwiek pasjonujące - jednakowoż
                              powierzchowne. O dziedziczeniu trzeba wiedzieć wszystko, aby móc się
                              zorientować. Zresztą do czego może mi się przydać ta wiedza? Naukowcem nie
                              jestem i moje zdanie się nie liczy. Jestem jak najbardziej za badaniem genetyki
                              aby ustrzec się przed niektórymi schorzeniami, ale....nie mam pojęcia, jak
                              zabezpieczyć tą wiedzę przed niecnym wykorzystaniem. I tu jest miecz obosieczny,
                              który jak mi się wydaje, może przynieść więcej zła niż pożytku.


                              >
                  • bwv1004 Re: Troche plotkarsko 06.10.06, 16:00
                    > Choć gdzieś słyszałam, że znano przypadki wyleczenia osób, które
                    > spały razem z bydłem w stajni. Potem sie okazało, że krowy w jakiś sposób
                    > pordukują streptomycynę - może stąd na "słabe płuca" zalecane było mleko
                    prosto
                    > od krowy?

                    Źródło?? Do tej pory słyszałem że gruźlicę przez krowie mleko to mozna złapać a
                    nie wyleczyć...
                    • a000000 Re: Troche plotkarsko 07.10.06, 01:24
                      bwv1004 napisał:


                      > Źródło?? Do tej pory słyszałem że gruźlicę przez krowie mleko to mozna złapać a

                      > nie wyleczyć...

                      Konkretnie streptomycynę znaleziono w krowich odchodach. Osoby które spały w
                      oborach wdychały cząstki tego antybiotyku produkowanego w sposób naturalny.

                      • bwv1004 Re: Troche plotkarsko 07.10.06, 03:48
                        > Konkretnie streptomycynę znaleziono w krowich odchodach. Osoby które spały w
                        > oborach wdychały cząstki tego antybiotyku produkowanego w sposób naturalny.
                        >

                        Jakieś źródło, namiary? Ciekawi mnie to.
                        • a000000 Re: Troche plotkarsko 07.10.06, 12:16
                          to była audycja radiowa, jakiś czas temu. Opowiadano, jak dawnymi czasy nauka
                          się zastanawiała, dlaczego pasterze chorzy na płuca i mieszkający wraz z bydłem
                          w oborach (tak było!) nie wiedzieć czemu zdrowieli, a jaśnie państwo na salonach
                          i z odżywieniem - nie. I własnie znaleźli poszlakę - streptomycyna w odchodach.

                          Jeszcze jedno - poza tematem wątku. O niesamowicie interesującym instynkcie
                          zwierząt. Byliśmy na wsi. Pies sie poranił w chaszczach. I wytarzał właśnie w
                          krowim placku. Bratowa mało zawału nie dostała - a na psinie zagoiło się prawie
                          że do wieczora.
    • kanarek2 Re: Troche plotkarsko 09.10.06, 05:00
      Piotr Kaminski, napisal artykul dla bodaj Le Monde, ponizej dwa pierwsze
      paragrafy w jego tlumaczeniu.

      Pacjent

      Mozart pokazał się publicznie po raz ostatni 18 listopada 1791, na
      uroczystości w swej loży masońskiej. Dwa dni później położył się do łóżka, by
      więcej nie wstać. Georg Nikolaus Nissen, drugi mąż Konstancji Mozart i jeden z
      jego pierwszych biografów (1828), napisał, opierając się na świadectwie swej
      szwagierki Sophie Haibel, że chory cierpiał na gwałtowny obrzęk stawów, czemu
      towarzyszyły ostre wymioty. Syn kompozytora Carl Thomas, liczący wówczas 7 lat,
      potwierdził po latach tę „ogólną opuchliznę, uniemożliwiającą choremu
      najmniejszy ruch, czemu towarzyszył ohydny zapach, który po śmierci tak się
      natężył, że uniemożliwił sekcję zwłok”. Dodajmy, że Carl przychyla się już do
      tezy o truciźnie. Rejestr zgonów wiedeńskiej katedry św Stefana mówi
      o „potnicy” („Frieselfieber”wink. W swojej wnikliwej książce , Dr Peter J. Davies
      sporządził imponujący katalog schorzeń, które powaliły kompozytora: zakażenie
      streptokokiem w dniu 18 listopada, zespół Schönleina-Henocha, niewydolność
      nerek, nadmierne upuszczanie krwi (trzy litry w 12 dni!), wylew krwi do mózgu,
      ostre zapalenie płuc i oskrzeli. Mozart zmarł w poniedziałek, 5 grudnia, o
      godzinie 0.55, po ostatnim ataku krwawych torsji.

      Medycyna

      Opiekowało się nim dwóch lekarzy, dr Nikolaus Closset i dr Matthias von
      Sallaba, nie zostawili oni jednak szczegółowej dokumentacji. Brakuje nawet
      świadectwa zgonu. Muzykolog H. C. Robbins Landon cytuje rzadki dokument,
      stwierdzający śmierć Mozarta i podpisany przez niejakiego doktora H. Birnera.
      Zdaniem autora, jest to tekst istotny, „dowodzi bowiem, że zwłoki Mozarta
      zostały zbadane przez lekarza specjalistę w dziedzinie chorób zakaźnych”. W
      istocie wszakże dokument ten „dowodzi” jedynie, że dr Birner (pojawiający się
      tylko tutaj) był łaskaw go podpisać... Jedynym lekarzem, po którym zostało nam
      jakieś świadectwo, jest radca dworu Eduard Vincent Guldener von Lobes,
      przyjaciel i współpracownik dr Closseta. W tekście sporządzonym w roku... 1824,
      odrzuca on kategorycznie hipotezę otrucia, informując, że w tym samym okresie
      wielu pacjentów zmarło w podobnych okolicznościach na tę samą chorobę.
      Niestety, informacja ta została później zdementowana przez badaczy. Co więcej,
      radca Guldener nie badał chorego osobiście, a swoją opinię opiera na rozmowach
      z Clossetem sprzed 33 lat; inaczej mówiąc, jego relacja cierpi na „potrójny
      stopień oddalenia”. Choć jego zdaniem Closset nie mógł przeoczyć objawów
      otrucia, nasz zmysł krytyczny każe nam raczej przypuszczać, że radca nie wie na
      ten temat nic konkretnego, broniąc jedynie ex post reputacji kolegi lekarza...
      Zresztą nasze zaufanie do dr Closseta, pobladłe w wyniku „molierowskiego”
      upuszczania krwi, nie przeżyje świadectwa wspomnianej Sophie Haibel. Wieczorem
      4 grudnia, w obliczu nagłego pogorszenia stanu Mozarta, wysłano ją na
      poszukiwanie doktora. Znalazła go „w teatrze”, Closset odmówił jednak wyjścia w
      połowie przedstawienia. Czy był tam „służbowo”? Nic nam o tym nie wiadomo.
      Dość, że pospieszył do wezgłowia chorego dopiero koło północy, by mu
      zaaplikować „zimne okłady na rozpaloną głowę, co wywołało taki szok, iż przed
      śmiercią [Mozart] już nie odzyskał przytomności”.
      W sumie: świadectwa z pierwszej ręki pochodzą od osób pozbawionych kompetencji
      medycznych (i niekoniecznie obiektywnych), jedyne świadectwo lekarskie pochodzi
      zaś z drugiej ręki, jest spóźnione i wątpliwe. Nic dziwnego, że specjaliści
      doliczyli się po dziś dzień... 150 teorii na temat śmierci Mozarta. "

      W dalszym ciagu artykulu, za dlugim jak na jeden post, okazuje sie, ze
      koncepcja 'Salieri zabija Mocarta' ma zlozona historie, a takze sa tez inne
      malownicze wersje.
      • kanarek2 Re: Troche plotkarsko 10.10.06, 03:58
        To jeszcze troche dzis, bardziej na temat.

        "Mechanizm jest prosty: gdy wielki artysta umiera przedwcześnie w
        niewyjaśnionych okolicznościach, uważamy, że ktoś powinien za to beknąć. W swej
        chimerycznej nieco, ale inteligentnej biografii Mozarta, Wolfgang Hildesheimer
        sformułował myśl głębiej: „jest to wytwór najczyściej literacki, w literaturze
        bowiem cnoty bohatera uwydatnia dopiero wrogość zazdrosnego rywala”.

        Plotka to wiatru tchnienie

        Po trzydziestu latach względnego spokoju, pogłoska o otruciu rozeszła
        się ponownie w roku 1823, kiedy Antonio Salieri (1750-1825), kompozytor włoski
        współczesny Mozartowi i poniekąd jego szczęśliwy, wiedeński rywal, począł
        głośno zapewniać, że nie miał z jego śmiercią nic wspólnego (choć nikt go nie
        niepokoił), później zaś, pogrążając się stopniowo w starczej demencji, sam
        zaczął ją sobie przypisywać. Wieść obleciała cały Wiedeń, czego ślad znajdziemy
        w „zeszytach konwersacyjnych” głuchego Beethovena – choć dwaj służący
        Salieriego zaprzeczyli później, by słyszeli podobne wyznanie z ust pracodawcy.
        Od Włoszki Lukrecji Borgii, poprzez Włoszkę Toffanę, aż po Włocha Salieriego –
        wszystko to wystarczyło, by rozpętać nowe spekulacje. (...) Niestety, nic już
        nie było w stanie powstrzymać „włoskiej plotki”. Jej kariera narastała wedle
        recepty opisanej w sławnej arii z Cyrulika sewilskiego Rossiniego, krok w krok
        za rosnącą w siłę mozartowską „religią”, datującą się właśnie z owych czasów.

        Mocart i Saljeri

        Wiek XIX poświęcił Mozartowi ponad 50 sztuk teatralnych i oper, wśród których
        ocalała tylko jedna. Jej autora łatwo zresztą skojarzyć z Mozartem, nie tylko z
        racji nadludzkiej, twórczej potęgi, co przedwczesnej, tragicznej śmierci. W
        roku 1830, a więc w pięć lat po śmierci Salieriego, Aleksander Puszkin (1799-
        1837) ukończył swą „małą tragedię”, liczącą zaledwie dziesięć stron i
        zatytułowaną Mozart i Salieri. 60 lat później, Mikołaj Rimski-Korsakow przerobi
        ją zresztą na operę (1889). Tekst składa się z dwóch krótkich rozmów mordercy z
        ofiarą. Puszkinowski Salieri działa dla dobra ludzkości: „muszę go
        powstrzymać”, powiada, „jeśli bowiem jego sztuka poszybuje jeszcze wyżej,
        muzyka nigdy nie podniesie się po jego śmierci”. Podczas gdy Salieri wlewa
        Mozartowi truciznę do wina, ów gra na fortepianie kilka pierwszych taktów
        Requiem, po czym, opróżniwszy kieliszek, idzie do domu, gdyż niedobrze się
        poczuł. W samotności Salieri rozmyśla nad wzajemnym stosunkiem geniuszu i
        zbrodni, poczynając nagle wątpić w legendę, wedle której Michał Anioł dopuścił
        się morderstwa. Kurtyna.
        Puszkin nie żywi, rzecz prosta, żadnych ambicji „biograficznych”.
        Plotka świeżej daty pozwala mu jedynie podjąć ciekawy temat „sztuka a
        moralność”. Przy okazji, poeta szlifuje jednak wizerunek Mozarta lekkiego,
        naiwnego, nieświadomego własnej wielkości, zderzając go ze spoconym wyrobnikiem
        rzemiosła muzycznego, którego ten nadmiar łatwości przeraża. Tak oto rodzi
        się „boski Mozart”, wcielenie „daru absolutnego”, co spada z nieba niczym
        milion w totka, wolny od podatków, zwątpienia i męki twórczej. Wszystkie
        kolejne portrety kompozytora będą już tylko wariantami puszkinowskiego
        oryginału, równolegle zaś narastać będzie cały katalog banałów, frazesów
        („cisza po muzyce Mozarta jest wciąż dziełem Mozarta”...) i innych
        przyprawiających o zgagę salzburskich słodyczy. "
    • the_woman_in_violet Re: Troche plotkarsko 12.10.06, 21:34
      proponuję sięgnąć do książki "muzyka i medycyna" - jednej z moich ulubionychwink

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka