Gość: Argus
IP: 158.75.1.*
26.03.03, 15:42
King Crimson - "Starless". Podstawowa wersja tego utwou zawart jest na "Red" z 1974 roku, jak wiadomo pozegnalnym albumie tego zespolu na jakis czas. Wersji koncertowych wydanych oficjalnie jest co najmniej kilkanascie.Roznia sie wieloma szczegolami.Jednak nie o tym mialo byc.Utwor ten -dla wielu Wielkie pozegnanie King Crismon, dla innych odcinanie kuponow od "In the Court of the Crimson King". A dla mnie ten utwor to bajka, w ktorej dzieje sie wszystko.Jest troche magii,przerazenia,krzyku podanego w tym monotonnym srodkowym fragmencie kiedy Robert Fripp jak opetany gra tych kilka dzwiekow na okragla i jak w kazdej prawdziwej bajce jest piekne zakonczenie.Po ostatnich 2 minutach tego utworu trudno sie otrzasnac. A do tego jeszcze te wiolonczele na poczatki, saksofon Mela Collinsa i niebiansko piekny glos Wettona.
Po co o tym pisze?- a taka mala potrzeba uzewnetrznienia sie i maly moj prywatny hold Krolowi, ktorego poddanym bede do konca zycia...
Pozdrawiam.