vulture
01.06.03, 10:48
SUPERJEDYNKI
Koncert, połączony z wręczaniem równie prestiżowych co Fryderyki
Superjedynek poprowadzili ulubieńcy ekranu, Tomasz Kamel i Magda Mołek,
których fantastyczne żarty bawiły co najmniej tak dobrze jak występy
poszczególnych wykonawców. Kamel wyglądał jak przepity kelner, a Mołek jak
gwiazda filmów pornograficznych made in NRD, więc bardzo ładnie. Orgazmiczne
krzyki Tomasza Kamela, przeplatające się z celnymi i spontanicznymi pointami
Magdy Mołek stanowiły cudowne dopełnienie ceremonii wręczania nagród. Co
jakiś czas żartami próbowało bawić publiczność trzech satyryków, ale i tak
prowadzący i laureaci byli zabawniejsi. A oto nagrodzeni:
1. ZESPÓŁ – WILKI. Nagrodę wręczył kawałek Budki Suflera, więc nastąpiło
spotkanie gigantów, po czym laureaci wykonali „Here I Am”, piosenkę w sam raz
na festiwal polskiej piosenki, a potem jeszcze utwór z polskim
tytułem, „Urke”. Ponieważ polska opolska publiczność nie domagała się
specjalnie bisów, obyło się bez utworu o piersiach Barbary. Ale niestety...
co się odwlecze...
2. WOKALISTA – KRZYSZTOF KRAWCZYK. Artysta, wtoczywszy się niczym
parostatek na scenę, wykonał utwór „Mój przyjacielu”, a zaraz po nim
salsopodobnie brzmiącą wersję „Ostatni raz zatańczysz ze mną”. Na szczęście
sam Krawczyk nie tańczył, chyba świadom, że jedyny popis jaki może wykonać,
to taniec brzucha.
3. PŁYTA Z MUZYKĄ TANECZNĄ – BLUE CAFE „FANABERIA”. Zanim doszło do
wręczenia nagrody, DARIUSZ MICHALCZEWSKI, który ją wręczał, zaśpiewał „Już
taki jestem zimny drań” i – co smutne – wypadł lepiej niż niektóre
festiwalowe gwiazdy.
Co do Blue Cafe, jak zwykle nie zawiedli. Tatiana Okropnik miała na sobie
strój ze sklepu dla fetyszystów oraz zemstę fryzjerki w postaci rozlanej
smoły. Zespół otrzymał za swoje arcydzieło Platynową płytę, a następnie
przeszedł do czynu i z prawdziwego playbacku wykonał „You May Be In Love”, a
potem jeszcze raz ten sam utwór na żywo, wymęczony i zwymiotowany
półakustycznie wraz z polską opolską publicznością. Występ Blue Cafe
zakończył wczoraj nagrodzony przebój „Do nieba, do piekła”. Wszystko jedno
gdzie, byle dalej od sceny.
4. PŁYTA ROCK – KASIA KOWALSKA, „ANTIDOTUM”. Nagrodę wręczyli równie
zabawni co na małym ekranie Ewa Szykulska i Michał Milowicz.
Najprawdopodobniej Kasia Kowalska dostała nagrodę za płytę rockową, bo nie
nagradzano w kategorii death metal. Artystka wyglądała, jakby część garderoby
poszarpał jej wściekły pies, usiłujący strącić jej z głowy gniazdo
przepiórek, które się tam znajdowało. Po odebraniu statuetki oraz Platynowej
Płyty za „Antidotum”, Kasia Kowalska wykonała dwa utwory z tejże, „Pieprz i
sól” oraz „Antidotum” i, na szczęście, poszła sobie.
5. PŁYTA POP - ICH TROJE „PO PIĄTE... A NIECH GADAJĄ”. Zespół wystąpił
w składzie umniejszonym o dotychczasową wokalistkę. Wprawdzie wyszła na scenę
jakaś nowa, ale idol mas i rzesz Michał W.(ubrany jak zwykle w połączenie
stroju radzieckiego konduktora i mongolskiej prostytutki) nie pofatygował się
jej przedstawić, tylko przez pół występu żegnał poprzednią pieśniarkę, jakby
odeszła na zawsze w zaświaty. Trzy utwory, w tym „Keine Grenzen mehr”, którym
powinniśmy zastąpić zużyty już nieco „Mazurek Dąbrowskiego”, zakończyły
pierwszą część koncertu.
Przerwa służyła temu, by Magda Mołek miała czas na zmianę kreacji –
dotychczasową zastąpił kawałek prześcieradła, nieudolnie zasłaniający halkę.
6. WOKALISTKA – BEATA KOZIDRAK. Ubrana w coś podobnego do stroju Magdy
Mołek, tylko lepiej zapiętego i zszytego, Kozidrak wykonała utwór z ostatniej
płyty oraz (dwukrotnie) nową piosenkę, „Myśli i słowa”, świadczącą o tym, że
nowy album będzie przynajmniej tak udany, jak poprzedni. Beata Kozidrak
dokonuje cudu, utrzymując niezmiennie ten sam wysoki poziom.
7. TELEDYSK ROKU – KRZYSZTOF KRAWCZYK „Bo jesteś ty”. Nagrodę – jak
słusznie zauważył wlewający się ponownie na scenę artysta – należałoby
przyznać twórcom teledysku, a nie osobom w nim występującym. Niestety, mimo
że statuetka należała się bardziej reżyserom klipu, Krawczyk nie omieszkał
wystąpić po raz drugi.
8. DEBIUT -KASIA KLICH. Wręczająca nagrodę Maryla Rodowicz opięta była
skórzanym pokrowcem na tira (był i tak za mały, bo w okolicach biustu zrobiła
się dziura). Artystka wręczająca albo była nietrzeźwa, albo reżyser festiwalu
miał koncepcję, żeby laureatkę Klich wypuścić na scenę jak najpóźniej, toteż
zanim Rodowicz ogłosiła, kto jest debiutem, stała pięć minut na scenie i
celebrowała własną tam obecność stwierdzeniami w stylu „Nie spodziewałam się
takiej owacji” itp. Po wręczeniu artystce Klich Superjedynki obie panie
wchodziły sobie w tylną część ciała, aż w końcu artystka Klich wykonała swój
jedyny przebój, uprzednio dedykując Tomkowi Kamelowi ruch bioder. Duch Monty
Pythona unosił się bardzo nisko nad sceną.
9. WYDARZENIE MUZYCZNE – GAROU W POLSCE. Artysta szczęśliwie „akurat nie
mógł przybyć w celu odebrania nagrody” i nie wystąpił, toteż został naszym
ulubionym artystą na tym polskim festiwalu.
10. PRZEBÓJ – WILKI „Baśka”. Niestety, nie zapomnieli...
Po dziesiątce nagrodzonych przyszedł czas na dodatki. Dodatkiem numer jeden
był występ laureatki koncertu „Debiuty”, który już od jakiegoś czasu nie jest
częścią festiwalu (to znaczy nie jest transmitowany, zapewne żeby oszczędzić
cierpień publiczności). Została nią Marzena Korzonek, która wyjęczała popową
wersję breakoutowej „Modlitwy”, nadającą się świetnie do programu „Słowo na
niedzielę”.
Dodatkiem numer dwa było wręczenie nagrody dziennikarzy Januszowi Radkowi,
który jeszcze raz niepotrzebnie udowodnił, że „Dziwny jest ten świat”
powinien śpiewać tylko autor tej piosenki.
Dodatkiem numer trzy był oczekiwany przez wszystkich recital Violetty Villas.
Gwiazda wyglądała jak niezbyt wprawnie umalowany transwestyta, czyli
normalnie, jak na siebie. Violetta Villas chyba przejęła zbyt wiele od swoich
podopiecznych kóz, kotków piesków itp., ponieważ oprócz śpiewania, co jakiś
czas chrząkała, pokwikiwała, wyła i miauczała. Dobrze, że nie zaczęła się
tarzać i wskakiwać publiczności na kolana... Artystka przedstawiła kilka
swoich (i nie tylko) największych przebojów, po czym powróciła do swojego
świata, a publiczność – po otrząśnięciu się z szoku – do swojego.
Tak zakończył się koncert Superjedynek. Dziękujemy wszystkim, którzy nie
kupowali w ostatnim roku polskich płyt i nie głosowali. Kochamy was,
jesteście zajebiści!