Nadzwyczaj miło jest usłyszeć nową muzykę, która brzmi, jakby była kompletnie
z innego świata. Z tego 40 lat wcześniej, mniej więcej. No, choćby przy
okazji The Coral...
...i The Shins też. Zespół powstał w 1997 roku w Stanach, a cztery lata
później wyszłą pierwsza płyta długogrająca. "Oh, Inverted World" wydana w
2001 roku przez Sub Pop w większości brzmi, jak te z okolic 1965. Chwytliwe
melodie, ale chwytliwe nie nachalnie, a takie docierające w trakcie kilku
przesłuchań. Wokal też jakby wyjęty z tamtego okresu (allmusic porównuje
Jamesa Mercera do Briana Wilsona, coś w tym jest chyba...). W zasadzie gdyby
nie pierwszy utwór, świetny skądinąd "Caring Is Creepy", który jest różny od
reszty materiału, byłby zaskoczony że to takie nowe. Chwilami jest smętnie,
chwilami weselej i skoczniej, ale wszystkiego razem słucha się tak
znakomicie, że gdyby wydano to w 2003, to byłaby to na razie moja płyta roku.
W zasadzie ciężko wymienić jakieś ewidentnie wybijające się utwory z płyty...
No bo skoro wszystko się podoba i wszystko jest warte posłuchania, najlepiej
razem, obok siebie i kilka razy... "Caring Is Creepy" jest bardzo dobry, ale
nie reprezentatywny... Może "Know Your Onion!", z tych najbardziej
przebojowych... Choć to takie są przebojowe piosenki, które nigdy przebojami
nie zostały, i już nimi nie zostaną. "New Slang", smęcący, owszem, ale jak
piękny to utwór... Albo zamykający album, 5,5-minutowy "The Past And
Pending", gdzie pojawiają się i instrumenty dęte, i klawisze, i jest bardzo
ładnie znowu... Nie wiem czy właśnie nie to jest najlepszym fragmentem "Oh,
Inverted World"...
Aha, proszę nie sugerować się wymienioną wcześniej nazwą The Coral, bo,
oprócz odległego od 2003 roku brzmienia, tych zespołów nie łączy aż tak
wiele... Podawani na stronie allmusic jako największe inspiracje The Beach
Boys i The Byrds są już dużo bliżej, tak myślę... I myślę jeszcze, że dla
fanów takiej muzyki to jest naprawdę interesująca płyta. Mogę się mylić. Mi w
każdym razie bardzo się podoba więc ją polecam