Był taki film „Back to the Future”. Parafrazując tytuł można by
powiedzieć: “Back to the past”. Tak się właśnie poczułem kiedy zacząłem
słuchać najnowszego albumu Reni Jusis „TRANS MISJA”. Bez bicia muszę się
przyznać, że niestety ale nie znam poprzedniego albumu i ciężko jest mi się
odnieść do niego. Według tego co czytałem to najnowsze dzieło można określić
jako kontynuację pomysłu (powrót do brzmień i innych takich z lat 80). Cała
płyta jest utrzymana w klimatach bardzo spokojnych. Jeśli coś się przy okazji
słuchania robi to można odnieść wrażenie takiego lekkiego chill outu. Ta
muzyka pozwala na troszkę oderwać się od rzeczywistości. Całość sprawia
wrażenie płynięcia. Bardzo przyjemne, aczkolwiek zdecydowanie wolę Reni z
dwóch pierwszych płyt

))
Niestety ale ktoś wpadł na mało ciekawy pomysł i we wkładce nie ma tekstów
(wiem, że śpiewa generalnie po polsku ale co z tego??? Ja lubię sobie
poczytać). Jest za to 17 znaków kodu, który daje nam dostęp do nich na
oficjalnej stronie. Zamiast tekstów mamy za to zdjęcia Reni w całej krasie i
okazałości. Mi się podobają

)) Album zawiera 11 utworów z czego 3 po
angielsku. I w tym miejscu pojawia się problem. Bez tych utworów płyta byłaby
naprawdę lepsza. Nie chodzi mi tutaj o akcent czy jakieś takie. Po prostu
muzycznie te trzy kawałki, no może bez „It’s not enough”, obniżają wartość
albumu jako całości w moich oczach.
Generalnie płytka może się podobać ale jeśli ktoś chce kupić to proponuję
najpierw poczekać na jeszcze jeden singielek promujący albo poczekać na
rzetelniejszą recenzję J))
P.S.
„Let’s play pink ping-pong” jest totalnym nieporozumieniem dla mnie.