Dodaj do ulubionych

KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO?

    • krzywy2 Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? 17.01.02, 20:31
      jesteś pieprznięty, przecież ludzie któży zrobili daną gre naprawdę się
      napracowali, a jeśli ta gra kosztuje np;.Diablo2-159zł to jeśli kupisz taką gre
      na stadionie za 25zł to jest przestępstwo, a jeśli cię niestać na taką gre to
      jrj nie kupój!! smile)
      • Gość: Ptasia Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.wcp.pl 17.01.02, 20:37
        Stary, spróbuj wytrzymać w czasach wszechobecnej konsumpcji. Święty by zwątpił.
        Jak masz taką silną wolę, to naprawdę podziwiam. Aczkolwiek muszę przyznć, że
        piractwo internetowe mniej mnie razi niż np. stadion.
    • kola Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? 18.01.02, 09:48
      ..gdyby tytul tego watku brzmiau 'kopiuje tylko orginalne puyty', to pewnie
      chetnie bym sie pod nim podpisau, a tak? ;]
    • Gość: bart Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 18.01.02, 09:53
      a ja mam takie cos ze wyczuwam wazeline z wyborczej, kazali czy sam im to
      podsunełeś a moze to jest wymiana, ty propaganda a oni ci te orginały co tak
      pieknie brzmią?
    • Gość: mosquito http://www.prawnik.net.pl/pwi/faq2.htm IP: 192.168.3.* 18.01.02, 12:35
      Można kopiować w ramach użytku osobistego (tzn. dla siebie, ale również
      członków rodziny i najbliższych znajomych). Pod powyższym adresem wszystko
      zostało wyłożone przez pana prawnika. Kopiowanie nie dotyczy oczywiście nie
      dotyczy programów komputerowych i projektów budowlanych. Ja osobiście nie
      jeżdżę na piratach. Jak mnie nie było stać na word'a to pisałem w wordpadzie
      albo ne freewarze.
      • Gość: Pac Re: http://www.prawnik.net.pl/pwi/faq2.htm IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.01.02, 00:47
        Gość portalu: mosquito napisał(a):

        > Można kopiować w ramach użytku osobistego (tzn. dla siebie, ale również
        > członków rodziny i najbliższych znajomych). Pod powyższym adresem wszystko
        > zostało wyłożone przez pana prawnika. Kopiowanie nie dotyczy oczywiście nie
        > dotyczy programów komputerowych i projektów budowlanych. Ja osobiście nie
        > jeżdżę na piratach. Jak mnie nie było stać na word'a to pisałem w wordpadzie
        > albo ne freewarze.

        Mozna sporządzić JEDNĄ kopie. I basta
        Sprzedaż kopii jest piractwem, ściganym z "urzędu"
        Z MP3 to inna sprawa, można sciągać, lecz po 24 h należy wykasować lub zapłacić
        tatiemy. Tylko komu ???


    • Gość: MELOMAN A ja kupuje oryginalne na Stadionie X - Lecia IP: *.*.*.* 18.01.02, 14:39
      • tgaw Re: A ja kupuje oryginalne na Stadionie X - Lecia 18.01.02, 15:30
        Ostatnio tam Kukulska i Krawczyk płyty podpisywali, w niedalekiej przyszlosci
        maja tez byc Ona z Ich troje
    • Gość: KANGOOR Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.olsztyn.sdi.tpnet.pl 19.01.02, 09:18
      Ja kupuję płyty polskich wykonawców tylko oryginalne, nie są zbyt drogie a i
      lepiej wydane, ale płyty z muzyką zagranicznych wykonawców kupuję u piratów,
      dlaczego???? Ponieważ mnie nie stać na wydanie 60-70 PLN za płytę, ale jeżeli
      ktoś napisze, że jeżeli mnie nie stać to nie powinienem kupować u piratów to go
      wyśmieje. Czy to oznacza, że osoby mniej zamożne od innych nie powinny mieć
      dostępu do muzyki??? Ja zarabiam 800 PLN miesięcznie, dostep do internetu mam
      tylko w pracy i nie stać mnie na płyty oryginalne a muzyke bardzo lubie. KUPUJĘ
      U PIRATÓW.
    • Gość: Pirat? Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.elblag.dialog.net.pl 19.01.02, 15:02
      Jak Was stać na to, żeby przynajmniej dwa razy w tygodniu kupować oryginalne
      płyty to kupujcie. Ja się uczę, nie pracuję i nie mam 500 zł miesięcznie na
      same płyty. Dziękuje za uwagę.
      • borzar Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? 20.01.02, 10:01
        Gość portalu: Pirat? napisał(a):
        > Jak Was stać na to, żeby przynajmniej dwa razy w tygodniu kupować oryginalne
        > płyty to kupujcie. Ja się uczę, nie pracuję i nie mam 500 zł miesięcznie na
        > same płyty. Dziękuje za uwagę.

        Domyslam sie, ze zakladasz iz w miesiacu kupuje sie 8-10 plyt po 50 do 60 pln. To
        oznacza, ze tak naprawde nie sluchasz muzyki, tylko kolekcjonujesz plytki na
        polce. Nie ma mozliwosi aby dokladnie zapoznac sie z muzyka zawarta na plycie jak
        kupujesz po 2 plyty tygodniowo. Nie jestes prawdziwym fanem muzyki. Przebiegasz
        po muzyce jednym uchem. Aby dobrze poznac plyte trzeba ja jednak te kilka razy
        posluchac, poczytac sobie teksty. Domyslam sie, ze plyty kupujesz hurtowo w celu
        posluchania jednego lub dwu przebojow. Nie trzeba miec calej plyty aby posluchac
        jednego kawalka. Za cene pirata kupisz sobie singiel z ulubiona piosenka. Jesli
        naprawde kochasz muzyke to starczy Ci jedna lub dwie plyty na miesiac. To i tak
        calkiem sporo do sluchania. A nie powiesz mi, ze nie stac cie na jedna oryginlana
        plyte w miesiacu.
        • Gość: Jack Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.gazeta.pl 20.01.02, 10:41
          borzar napisał(a): min


          > Domyslam sie, ze zakladasz iz w miesiacu kupuje sie 8-10 plyt po 50 do 60 pln.
          > To
          > oznacza, ze tak naprawde nie sluchasz muzyki, tylko kolekcjonujesz plytki na
          > polce. Jesli
          >
          > naprawde kochasz muzyke to starczy Ci jedna lub dwie plyty na miesiac. To i tak
          >
          > calkiem sporo do sluchania.

          Oj... borzar...borzar...znowu ustalasz zasady co dobre a co złe - a gdyby
          słuchał w ciągu miesiąca 10 oryginałów też byś mówił że on nie kocha muzyki ? A
          co powiesz o Kaczkowskim albo Leszczyńskim którzy wysłuchują w ciągu tygodnia
          kilkudziesięciu płyt - Ci to chyba niemawidzą muzyki prawda.
          • Gość: borzar Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.02, 13:46
            Gość portalu: Jack napisał(a):
            > co powiesz o Kaczkowskim albo Leszczyńskim którzy wysłuchują w ciągu tygodnia
            > kilkudziesięciu płyt - Ci to chyba niemawidzą muzyki prawda.
            Oni zarabiaja na zycie sluchajac muzyki i tak naprawde nic innego nie robia. Ale
            tak na powaznie to watpie czy mozna o jakiejs plycie wydac opinie po jedno czy
            dwukrotnym wysluchaniu. Czasami dana plyta dociera do nas po kilku tygodniach, w
            innym nastroju, w innej porze roku i potem juz na zawsze jest nasza, ale musi
            nastapic ten moment zapalania/zaskoczenia, kiedy wreszcie docieramy do muzyki.
            Zwykle redaktorzy oceniaja plyte po jedno, dwukrotnym przesluchaniu i pisza
            czesto bzdury. Wydaja opinie skrajne. Ile to bylo juz genialnych plyt z
            maksymalna iloscia gwiazdek, o ktorych zapominano po pol roku. Duzo recenzji jest
            pisanych na kolanie, bo redakcja i naczelny czekaja. Sam mialem kiedys tak, ze
            kupowalem po 8-10 plyt w miesiacu. I co? I zwykle konczylo sie na jednokrotnym
            wysluchaniu. Mam nawet kilka plyt, ktorych nie wysluchalem w calosci. Nie tedy
            droga. Staram sie starannie wybierac plyty, ktore kupuje. Kolega z pracy kupuje
            po 10 piratow na tydzien - twierdzi, ze po to aby sprawdzic, ktora plyta jest
            dobra. On nawet nie ma czasu ich wysluchac, a co dopiero wydac opinie. A za te 10
            piratow mial by dwa dobre oryginaly. Pracujac po 8 do 10 godzin dziennie, nie mam
            czasu, ani mozliwosci na sluchanie muzyki w pracy. Pozostaja mi wieczory i
            weekendy. Srednio wychodzi tego po 10 godzin aktywnego sluchania muzyki na
            tydzien. To duzo, bo nie zaliczam do sluchania muzyki gdy gra radio czy plumka
            sobie MTV. Porzadne przesluchanie jednej plyty zajmuje tydzien. Gdy jest to opera
            to bywa, ze i dwa tygodnie. Czasami zabawa z porownywaniem roznych wykonan tego
            samego utworu zabiera mi tygodnie. Kompletow symfonii Brahmsa mam z 7 i zawsze w
            nowej wersji znajde cos innego, ciekawego.
            I nie twierdze ze redaktorzy muzyczni nienawidza muzyki. To ich praca, ktora
            kochaja i zazdrosic im mozemy tego, ze ich pasja jest ich zawodem. Ale czesto ich
            opinie sa zawodne, podejmowane pod wplywem chwili i im wiecej slucham muzyki tym
            mniej ufam recenzjom wydawanym przez fachowcow.
        • Gość: Pirat? Do borzara IP: *.elblag.dialog.net.pl 20.01.02, 11:47
          Ty chyba nie wiesz ile jest do posłuchania w jazzie. Gdybym miała kupować jedną
          lub dwie płyty w miesiącu nigdy nie usłyszałabym tak dużo ile chcę usłyszeć.
          Życie jest za krótkie. Oryginalne płyty też kupuję, u piratów nie kupuję, dużo
          ściągam z internetu- nantym polega moje piractwo. I jeszcze jedno- gdybyś
          słuchał tyle muzyki co ja (nie słucham muzyki czasami, ja słucham jej CIĄGLE),
          to wystarczyłyby Tobie 2 tygodnie, żeby zapoznać sie z artsytyczną stroną
          płyty- potem jest to już uczta dla ucha i chcesz więcej i więcej- nigdy nie
          miałes takiego uczucia? Żałuj- pozdrawiam
          • Gość: borzar Do pirata IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 20.01.02, 13:54
            Gość portalu: Pirat? napisał(a):
            > Ty chyba nie wiesz ile jest do posłuchania w jazzie.
            A ty wiesz ile w powaznej???
            Zabaw sie kiedys w porownanie kilku wykonan jednej opery. Dwa tygodnie wakacji z
            glowy. A jaka frajda. Ale juz nie licytujmy sie kto ma wiecej do sluchania i co
            daje wieksza frajde. Pozdrawiam,
            borzar
            P.S. Jakos nie do konca rozumiem tego twojego "zaluj", ktore napisales na koncu
            swojego listu.
            • Gość: ala Re: Do pirata IP: *.katowice.sdi.tpnet.pl 20.01.02, 16:29
              Kupuję tylko pirackie. 15 zł. Ja i wiele, wiele moich znajomych. Nie stać mnie
              na płytę za 60zł. Nie jestem jakąś melomanką, czy znawczynią muzyki. Mam małą,
              małej klasy miniwieżę i muzyki słucham wieczorem po całym dniu pracy. To mój
              sposób na relaks, tło przy czytaniu. Dzięki takiej cenie mogę kupić trochę
              składanek, które za pół roku odłożę w kąt.
              • Gość: As Re: Do pirata IP: 172.16.2.* 20.01.02, 19:45
                A po co kupujesz coś, co za pół roku odłożysz w kąt? Nie rozumiem.
                • Gość: Pirat? Re: Do Asa IP: *.elblag.dialog.net.pl 21.01.02, 12:47
                  A kto Ci powiedział, ze po pół roku odkładam je w kąt? Nie mam w domu żadnej
                  płyty, która dla mnie nie istnieje. Wszystkie sobie cenię- jedne bardziej,
                  drugie mniej, ale żadnej nie odstawiam w kąt. Nigdy nie kupuję wkota w worku,
                  zawsze wiem, co płyta mniej- więcej zawiera. Nie wiem gdzie to
                  wyczytałeś...Pozdrawiam
                  • Gość: As Re: Do Pirata? IP: 172.16.2.* 22.01.02, 00:30
                    Sorry - moja riposta przeznaczona była dla kogoś innego - dla pani o ksywie
                    Ala. Za kłopot przepraszam.
      • Gość: krzycho do PIRAT IP: 212.244.61.* 21.01.02, 20:00
        Gość portalu: Pirat? napisał(a):

        > Jak Was stać na to, żeby przynajmniej dwa razy w tygodniu kupować oryginalne
        > płyty to kupujcie. Ja się uczę, nie pracuję i nie mam 500 zł miesięcznie na
        > same płyty. Dziękuje za uwagę.

        Nie dwie na tydzien, ale jedna na dwa miechy. To chyba roznica, radze lepiej
        czytac forum
        • Gość: Pirat? Re: do krzycho i wszystkich innych IP: *.elblag.dialog.net.pl 21.01.02, 21:04
          Ale ja piszę o sobie, krzycho. Gdybym chciała usłyszeć wszystko to, co chcę
          musiałabym kupować płyty średnio raz na dwa tygodnie. Gdyby było tak jak
          piszesz Ty, to kupowałabym same oryginały. I jeszcze jedno- nie kupuję u
          piratów, mam mp3 (wiem, że to też jest piractwo). Jak już będzie mnie stać na
          częste kupowanie płyt oryginalnych będę to robić z prawdziwą przyjemnością, bo-
          oczywiście- nie ma nic przyjemnejszego dla prawdziwego miłośnika muzyki od
          oryginalnych płyt i poproszenie artysty o autograf na takiej właśnie płycie. Na
          razie MUSZĘ jednak zadowolić się w większości mp3 (oryginalne płytki też
          posiadam, też kupuję- tyle na ile mnie stać) Pozdrawiam wszystkich
    • Gość: bontu Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.goclaw.sdi.tpnet.pl 20.01.02, 22:10
      Gość portalu: krzycho napisał(a):

      > Witam
      > Mam takie cos, co nie pozwala kupowac mi plyt u zlodziei.
      Jeżeli złodziejom opłaca się sprzedawać płyty po 15 zł, to znaczy że nie są one
      warte 60. Zastanówmy się, kto z nas zdziera różnicę. Z tego co wiem, ani autorzy,
      ani wykonawcy nie dostają tych pieniędzy. Dlaczego więc mam nabijać kiesę ZAIKS-
      owi, czy innym urzędnikom? Pewnie, że wolę kupić oryginał, ale nie może być tak
      drogi. Polecam kupno CD i ściąganie utworów z internetu, oczywiście należy
      najpierw zainwestować w nagrywarkę. Ale może w ogólnym rozrachunku warto.
      • Gość: bak Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: 150.254.191.* 21.01.02, 10:10
        A ja kupuje sobie pirackie płyty i jest mi z tym bardzo dobrze, nie mam
        wyrzutów sumienia że popełniam przestepstwo, co więcej popieram działalność
        piratów. PRECZ Z OCHYDNYM MONOPOLEM FIRM FONOGRAFICZNYCH Muzyka dostępna dla
        wszystkich niezależnie od zasobności portfela i statusu społecznego!!!
        A jak ktos chce kupować sobie "orginały" po pirackich cenach to jego sprawa ja
        mam na co wydawać pieniądze, życie i tak jest wystarczająco drogie.
        pozdrawiam bak
        • Gość: m. Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: 212.160.147.* 21.01.02, 10:41
          coraz więcej sensownych głosów, super. Zastanawia mnie tylko, czy ci, którzy
          piszą, że trzeba kupować "legalne" to zdezorientowani legaliści, czy ludzie
          związani w jakikolwiek sposób z zarabianiem na "legalnych" płytach.
          Kiedyś w Radiostacji prowadził audycję na ten temat Marcin Chłopaś. Namawiał
          oczywiście do "legalnych" i robił to w taki nachalny i żenujący sposób, że
          słychać było, że ktoś mu za to nieźle zapłacił. Od tego czasu nie słucham
          pieprzonych sprzedawczyków.
          pozdrawiam
          • Gość: Jasiek Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.isns.uw.edu.pl 21.01.02, 12:30
            Od tego czasu nie słucham
            > pieprzonych sprzedawczyków.
            jasne a jak Ci ktos okradnie dom to policjant bedzie pieprzonym sprzedawczykiem
            bo bedzie walczyl z kradziezami. Tak? Dziwna logika, ciut niespojna.
      • vulture Ja na to, jak na lato 21.01.02, 13:13
        Oczywiście, ja też kupuję tylko oryginalne płyty, natomiast zastanawia mnie ość
        interesująca praktyka polskich sklepów muzycznych: płyty, które mają p 2-3, a
        nawet po 6-7 lat, wcale nie są przeceniane (jak ma to miejsce w każdym
        cywilizowanym kraju), natomiast ich cena zrasta. Ja rozumiem, że niektóre z
        nich, jak wino, im starsze tym lepsze, ale z jakiej racji mam płacić ponad 60
        PLN za coś, co miało status premiery kilka sezonów temu? I dlaczego na tzw.
        zachodzie dziwnym trafem połaca się robić przeceny, a u nas są to odświętne
        akcje promocyjne dużych firm (n.p. przecenione stoiska Warnera czy BMG jakiś
        czas temu w EMPIKACH)? Przecież to jest prowokowanie ludzi do niekupowania płyt
        tam, tylko właśnie - no, gdzie? - u piratów, oczywiście. Bezmyślność szefostwa
        sklepów płytowych sama napędza maszynkę piratom. Z jednej strony szkoda mi
        artystów, a z drugiej mam ochotę na to, żeby się te pazerne gnoje przejechały
        na swojej polityce - powiedzenie, że chytry dwa razy traci chyba jest tu na
        miejscu.
        • Gość: polonus Re: Ja na to, jak na lato IP: 198.138.227.* 21.01.02, 17:10
          vulture napisał(a):

          > Oczywiście, ja też kupuję tylko oryginalne płyty, natomiast zastanawia mnie ość
          >
          > interesująca praktyka polskich sklepów muzycznych: płyty, które mają p 2-3, a
          > nawet po 6-7 lat, wcale nie są przeceniane (jak ma to miejsce w każdym
          > cywilizowanym kraju), natomiast ich cena zrasta. Ja rozumiem, że niektóre z
          > nich, jak wino, im starsze tym lepsze, ale z jakiej racji mam płacić ponad 60
          > PLN za coś, co miało status premiery kilka sezonów temu? I dlaczego na tzw.
          > zachodzie dziwnym trafem połaca się robić przeceny, a u nas są to odświętne
          > akcje promocyjne dużych firm (n.p. przecenione stoiska Warnera czy BMG jakiś
          > czas temu w EMPIKACH)? Przecież to jest prowokowanie ludzi do niekupowania płyt
          >
          > tam, tylko właśnie - no, gdzie? - u piratów, oczywiście. Bezmyślność szefostwa
          > sklepów płytowych sama napędza maszynkę piratom. Z jednej strony szkoda mi
          > artystów, a z drugiej mam ochotę na to, żeby się te pazerne gnoje przejechały
          > na swojej polityce - powiedzenie, że chytry dwa razy traci chyba jest tu na
          > miejscu.

          bardzo sensowne uwagi, w USA gdzie nowe plyty kosztuja 18$, po roku dwoch n
          aprzecenie potrafia kosztowac juz ponizej 10$. A czasem i nizej.

      • Gość: polonus Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: 198.138.227.* 21.01.02, 17:08
        Gość portalu: bontu napisał(a):

        > Gość portalu: krzycho napisał(a):
        >
        > > Witam
        > > Mam takie cos, co nie pozwala kupowac mi plyt u zlodziei.
        > Jeżeli złodziejom opłaca się sprzedawać płyty po 15 zł, to znaczy że nie są one
        >
        > warte 60.
        super inteligentana uwage jesli zlodziej ukradnie z samochodu na parkingu drogie
        radio za 800zl i sprzeda je potem za 70zl tzn ze to radio nie bylo warte 800zl
        tylko 70zl, trudno nie zgodzis sie z takim rozumowaniem smile

        Nic tylko krasc aby ukarac tych co przeplacili.
    • Gość: Jasiek Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.isns.uw.edu.pl 21.01.02, 12:23
      Ja tez nie jestem w stanie kupic plyty u pirata. Po pierwsze jest to kradziez,
      zwykla chamska kradziez. Nie jest to samochod wiec do niektoryvh to nie
      przemawia. Po drugie (choc w sumie pierwszy argument powinien wystarczyc),
      plyty u pirata to chlam. Oryginalna plyta jest "Caloscia", ksiazeczka, zdjecia,
      zapach. Aha jest jeden argument zwolennikow piratow, co z tego plyty oryginalne
      sa drogie(zgadzam sie sa bardzo drogie) ale Peugeot 607 tez jest drogi ale go
      nie ukradne. No i to tyle.
      • Gość: M. Chamska kradzież IP: 212.160.147.* 21.01.02, 13:25
        Gość portalu: Jasiek napisał(a):

        > Ja tez nie jestem w stanie kupic plyty u pirata. Po pierwsze jest to kradziez,
        > zwykla chamska kradziez. (...)
        wiesz, co jest kradzieżą? takie ustawianie sprawy przez koncerny, detalistów i
        fiskusa, że artysta dostaje złotówkę od płyty, kolejna 2 złote kosztuje tłoczenie
        i okładka, a reszte z tych 50 - 60 zł zgarniają Oni. to właśnie jest kradzież,
        lichwa i kurestwo
        • Gość: Gern Re: Chamska kradzież IP: *.devs.futuro.pl 21.01.02, 14:27
          Skoro uważasz, że dystybutorzy kradną nie kupuj od nich, na tej samej zasadzie
          nie kupuj u pirata (on też kradnie).
          Może zaproponowałbyś jakieś legalne metody zdobycia muzyki???
          • Gość: m. niezły pomysł IP: 212.160.147.* 22.01.02, 09:44
            żeby wilk był prawie syty i owca prawie cała można się umówić w kilka osób,
            kupować oryginały i robić kopie. Unika się w ten sposób wspierania piratów -
            złodziei, płaci się jakieś tam pieniądze właścicielom muzyki i można mieć płytę
            za 20 - 30 zł, to niby też nie całkiem legalne, ale w tej sytuacji chyba
            najlepszy kompromis
            • Gość: Gern Re: niezły pomysł IP: *.devs.futuro.pl 22.01.02, 09:47
              to niestety już jest piractwo, robisz kopie nie na swój użytek.
              • Gość: m. Re: niezły pomysł IP: 212.160.147.* 22.01.02, 09:54
                Gość portalu: Gern napisał(a):

                > to niestety już jest piractwo, robisz kopie nie na swój użytek.

                toż przecie powiedziałem, że kompromis. Sam okradam koncerny płytowe, ale
                przynajmniej nie daję zarobić złodziejom. Zresztą to okradanie to też nie tak na
                pewno - jeśli przyjąć, że inaczej w ogóle nikt ze "spółdzielni" sam nie kupiłby
                tej płyty, to chyba lepsze to niż nic.
        • Gość: Gregor Re: Chamska kradzież IP: 217.153.60.* 21.01.02, 15:20
          Gość portalu: M. napisał(a):

          > Gość portalu: Jasiek napisał(a):
          >
          > > Ja tez nie jestem w stanie kupic plyty u pirata. Po pierwsze jest to kradz
          > iez,
          > > zwykla chamska kradziez. (...)
          > wiesz, co jest kradzieżą? takie ustawianie sprawy przez koncerny, detalistów i
          > fiskusa, że artysta dostaje złotówkę od płyty, kolejna 2 złote kosztuje tłoczen
          > ie
          > i okładka, a reszte z tych 50 - 60 zł zgarniają Oni. to właśnie jest kradzież,
          > lichwa i kurestwo
          Szcerze mowiąc nie wiem ile dostaje artysta za swoją pracę ( może ktos dysponuje
          wiarygodnymi zrodlami?) ale najwyrazniej godzą się na ceny jakie obowiązują na
          rynku (legalnym)
          KOszt wytworzenia plyty to nie tylko dystrybucja, marketing i koszt tloczenia.
          Trzeba zaplacić za studio nagraniowe, opłacic muzykow, technikow, włozyc ogromna
          prace.
          Zlodziej zawsze bedzie tanszy bo jego naklady zawieraja sie w groszach.
          Skoro zlodzieje to dobroczyncy ludzkosci to moze nalezy zalegalizowac kradziez
          wogole?
          Po co kupowac radio za 700 pln, skoro mozna je kupic za 300?

          Co do oprogramowania (ta kwestia pojawiala się w paru wypowiedziach) to jesli
          kogos "nie stac na MS moze legalnie korzystac zupelnie za darmo z Linuxa.


    • Gość: Dodasor Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: 193.0.110.* 21.01.02, 15:27
      Kupuje różnie, zależy od rangi zespołu, czy jest sprawdzony.
      Np w przypadku jednego z moich kultowych zespołów (sirrah) miałem go
      przegranego od kumpla na kasetę, po roku zdobyłem go na mp3, a po jakimś
      miesiącu kupiłem płytę orginała (za 40 zł). Zrobiłem to też po części z
      szacunku do zespołu, z drugiej strony zespół rozleciał się 4 lata temu sad
      Dla kultowych zespołów warto mieć orginała!!!
    • Gość: Dodasor Z kasety na mp3 IP: 193.0.110.* 21.01.02, 16:07
      Ostatnio postanowiłem zdobyć wszystkie moje płyty, które mam na ORGINALNYCH
      kasetach pod postacią mp3 (by muc słuchać na kompie).
      Czy zmiana nośnika i formatu LEGALNIE zakupionych płyt jast przestepstwem?
    • Gość: Franz Re: CO WY NA TO? A JA KUPUJĘ U BRACI ORMIAN :)) IP: *.impakt.pl 21.01.02, 21:08
      Tak wczoraj sobie poszedlem na giełde... Stało taki paru miłych gości z całymi
      kartonami tłoczonych płyt z mp3 - nazywało się to "Domasznaja Kolekcja".
      Na kazdej plycie dokładny opis, wszystko zrobione w 160 albo 192.
      Kazda plyta to 600 mega muzyki jakiej przez cale lata niewidzialem w sklepach...
      np caly zestaw singli Depeche Mode??
      Powiedzcie mi w jakim tzw. "Dobrym Sklepie Plytowym" kupie cos takiego bez
      potrzeby brania kredytu????
      Cala dyskografia The Orb... - na dzwiek tej nazwy specjalisci od Ich Troje w
      krakowskim Empiku zrobili takie dziwne oczy....
      Wszystkie plyty i single Tindersticks...

      I jakos mi wcale nie jest glupio ze kupilem u pirata...
      Prawda jest taka ze paru pseudomoanagerów z Pomatonu i Sony, kilku sprzedajnych
      redaktorków muzycznych i gówniani sprzedawcy z 'dobrych sklepów' mogą mnie w
      dupę pocałować... bo sami ukrecili sobie ten biczyk...

      BO GDZIE LEGALNIE MOGĘ KUPIĆ TAKIE ZWYCZAJNE PŁYTY PO PRZYZWOITEJ CENIE?????

      Jak mi ktos pokaże takie miejsce to przestane kupowac u Ormian... smile

      Bylo kiedys takie hasło "Piraci zabiją muzykę"...
      Jakoś nie przystaje do zastanej wczoraj na giełdzie rzeczywistości... i bardzo
      dobrze...
    • Gość: Xena Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.acn.waw.pl 21.01.02, 22:33
      Nie kupuję pirackich płyt. Uczciwie przyznaję - nie tyle ze względów
      ideologicznych, co raczej dlatego, że nie mam wyboru.

      Jestem miłośniczką muzyki klasycznej i przy okazji audiofilem. Nie interesują
      mnie przypadkowe składanki w stylu "The best od Bach" w wykonaniu
      prowincjonalnych "artystów" - amatorów, tylko naprawdę dobre wykonania
      profesjonalnie nagrane i zrealizowane pod względem dźwiękowym. Skrzętnie
      gromadzę rozmaite wykonania tych samych utworów, nawet tych samych wykonawców z
      róznych okresów ich działalności artystycznej. Mam swoje ulubione wytwórnie
      płytowe, ulubione sklepy muzyczne, w których mogę liczyć na kompetentną
      obsługę, magazyny muzyczne, za pośrednictwem których zamawiam płyty trudno
      dostępne w Polsce (lub w ogóle niedostepne). Przyznaję - są to często bardzo
      drogie płyty (zwłaszcza audiofilskie nagrania muzyki dawnej), a wszak 100 zł
      nie znajduję co rano w skarpetce. Niemniej nie szukam pirackich płyt na
      stadionach. Po pierwsze dlatego, że takich, jakie mnie interesują, nie znajdę,
      bo to zbyt mało dochodowy i niszowy interes, po drugie dlatego, że - o czym juz
      wspomniałam - zwracam bardzo dużą uwagę na jakość nagrania (a nie wiem, na ile
      można "zaufać" nagraniom pirackim), i po trzecie wreszcie - bardzo lubie różne
      upgrade'y dodawane do oryginalnych płyt (w stylu książeczek i opracowań
      muzykologicznych), z których dużo się można dowiedzieć o kompozytorze, utworze,
      konkretnym wykonaniu itd.

      Pozdrawiam
    • Gość: Perotin Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 21.01.02, 23:24
      Słucham głównie dawnej muzyki (renesansowa polifonia, takze sredniowieczna,
      poza tym Monteverdi i Bach tylko) i nigdy, przenigdy, nie kupiłbym (i tak nie
      ma piratow), ani nie skopiowal czegos, co nie jest komercja, a czesto efektem
      zapalu ludzi tworzacych te niewielkie wytwornie, takze tych, ktorzy w ramach
      wielkich koncernow (Np. Sony w serii Vivarte) robia najbardziej ambitne
      projekty. Bo upadna (zdarza sie) i nie bedzie kto mial nagrywac.

      Poza tym kwestia jakosci. Koscielna akustyka (np. Fontevraud), w dobrym
      nagraniu, na kopii (na cd-romie w kompie szczegolnie) to zawsze pozwala na
      wychwycenie latwe degradacji dzwieku. Przestrzen, barwa... Ta bezstratna
      transmisja to mit. Jest jitter, BLER, nie ma korekcji bledow w postaci
      dodatkowej sekcji... procesor czeka cierpliwie na dane, w razie bledow
      odczytuje laser z sekcji korekcji,jednak przy konwersji D/A w CZASIE
      RZECZYWISTYM kazda nieregularnosc zapisu to przeklamanie. Nie warto. Sa plyty
      swietnie znoszace przegrywanie, sa nagrania, ktore... po prostu masakra. Przy
      tym samym sprzecie, takiej samej plycie.
      • artur.dent DO PEROTINA I INNYCH AUDIOFILOW 22.01.02, 01:34
        Gość portalu: Perotin napisał(a):

        > (...) na kopii (na cd-romie w kompie szczegolnie) to zawsze pozwala na
        > wychwycenie latwe degradacji dzwieku. Przestrzen, barwa... Ta bezstratna
        > transmisja to mit. Jest jitter, BLER, nie ma korekcji bledow w postaci
        > dodatkowej sekcji... procesor czeka cierpliwie na dane, w razie bledow
        > odczytuje laser z sekcji korekcji,jednak przy konwersji D/A w CZASIE
        > RZECZYWISTYM kazda nieregularnosc zapisu to przeklamanie.

        Jesli rzeczywiscie to wszystko slyszysz, o czym piszesz, to jestes chyba
        cyborgiem, a nie czlowiekiem. Ja tam jestem czlowiekiem i slucham przede
        wszystkim MUZYKI, a nie zer i jedynek.

        pozdrawiam,
        artur dent


        • ewa93 Re: DO PEROTINA I INNYCH AUDIOFILOW 22.01.02, 02:49
          Nie obrażaj miłośników starszej muzy. Perotin może słucha CD na płaskim
          sprzęcie Bang&Olufsen, lub czymś podobnym, ale widocznie ma na to warunki. Ja
          kolekcjonowałam takie płyty przez wiele lat na wyjazdach i przez WWW, ale
          słucham ich na o wiele skromniejszym sprzęcie. Najważniejsze, że też mnie
          cieszą.

          Jakiś czas temu wyraziłam moje oburzenie jako "Ewa" na tym forum. I dalej
          mówię - największy procent ceny płyty zjada w tym kraju marża wytwórni
          płytowej. Oglądałam kilka wypowiedzi w TV przedstawicieli koncernów medialnych.
          Na pytanie dziennikarza "Dlaczego płyty w Polsce sa takie drogie?" -
          odpowiadali nieodmiennie: bo nic się tu nie sprzeda bez poniesienia wielkich
          kosztów na promocję, marketing (no, czasy są ciężkie). My jesteśmy dobrzy
          ludzie - mamy gwiazdy zagraniczne, ale musimy lansować polskich wykonawców. A
          że nie trafialiśmy ostatnio? Tylko podążaliśmy za trendami w muzyce
          zagranicznej, a poza tym oni są tacy zdolni. Jeszcze Wam pokażą!
          A teraz inna strona naszego rynku muzycznego.
          Okazuje się, że płyty kapel niezależnych są nie do do dostania gdziekolwiek.
          Mam taki przykład: od 2 lat wiem, że prawdziwie ludowa i archaiczna "Kapela ze
          wsi Warszawa" (występowała w Sopocie) wydała CD. Szukam go bezskutecznie.
          Albo drugi: ceny płyt małych wytwórni z Zachodu, nie mających nic wspólnego z
          dużymi koncernami, to najdroższe wydawnictwa na naszym rynku. I cena nie zależy
          od roku wydania płyty. Jak ktoś lubi "Stereolab" (z nowszej muzyki), albo
          takich dinozaurów jak "The Residents" musi wydać co najmniej 70 zł za CD.
        • Gość: Perotin Re: DO PEROTINA I INNYCH AUDIOFILOW IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.02, 11:55
          artur.dent napisał(a):

          > Jesli rzeczywiscie to wszystko slyszysz, o czym piszesz, to jestes chyba
          > cyborgiem, a nie czlowiekiem. Ja tam jestem czlowiekiem i slucham przede
          > wszystkim MUZYKI, a nie zer i jedynek.

          Czasem zapraszam "laikow" do siebie i smiech na sali. W przypadku nagrania
          instrumentu akustycznego a tym bardziej glosu, przy bogato przedstawionej
          akustyce (tzn. kiedy jest co porownywac), pole do przeklaman jest ogromne.
          Niektore nagrania przegrywaja sie z minimalna roznica, inne z ogromna; nie wiem
          od czego to zalezy, sprzet i noscnik ten sam. Roznice czesto wieksze, niz miedzy
          kablem CD/AMP fabrycznym, a takim chocby za 200-300 zl. Barwa sie wyostrza,
          przestrzen sie kurczy, powietrze wokol spiewakow znika, "nie drzy" juz.

          Zawsze uruchamiam (z powodzeniem) wyobraznie i potrafie "odjechac" w czasie czy w
          przestrzeni (na koncert), ale jest pewna granica, powyzej ktorej jest to u mnie
          mozliwe. Chodzi o to, zeby moc znalezc sie w miejscu nagrania, chocby w
          kategoriach bezwglednych iluzja nie byla doskonala.

          A co do kopii CD, to programy dzialaja dlagego, ze jezeli dana sekcja zostanie
          odczytana na przyklad z minimalnym przesunieciem czasowym, podobnie kolejne, to
          procesor analizuje je po kolei. Tak samo, jak bez znaczenia w przypadku programow
          jest predkosc: 2X, 16X, czy 48X. Zwalnia, przyspiesz, dane plyna. Jezeli dana
          sekcja nie da sie odczytac, to laser wraca do sekcji (4 bity) korekcji bledow i
          stamtad ciagnie dane (dlatego porpzeczne ryski nie sa grozne).
          Konwersja sygnalu w czasie rzeczywistym na sygnal analogowy, powoduje utrate lub
          przeklamanie sygnalu, jezeli np. dana sekcja na kopii zaczyna sie lub/i konczy
          minimalnie pozniej (tysieczne czesci mm, czy nawet mniej). Przesuniecia rowkow to
          wlasnie blad JITTER. Jest jeszcze nachodzenie rowkow na siebie (chyba BLER), bez
          znaczenia w przypadku korekcji bledow (chyba ze sekcja korekcji bedzie tez miala
          pecha), podobnie jak brak rowka. A teraz proponuje przegranie niedowiarkom np. CD
          80 minut na twardy dysk i sprawdzenie objetosci zawartosci. Na CD odpowiada to
          700 MB, na HDD... gdzie sie te sekcje korekcji podzialy? Zreszta bylyby
          bezuzyteczne, no bo jak: przerywa odtwarzanie i wraca do sciezki? Takie rzeczy
          (bufor) ujda w discmanach, ale nie ma ich w stacjonarnych oczywiscie.

          Rzecz jasna, nie polecam porownan na innych nagraniach, jak dobre jazzowe czy
          klasyczne, najlepiej dobrze nagrany ansambl wokalny w kosciele, takim z 4 sek.
          akustyka. Inne gatunki, chocby wokalu i akustycznych tam nie brakowalo, nagrywane
          sa w sztucznej "przestrzeni", wiec w ogole nie ma o czym mowic.

          A tak w ogole, to wiekszosc z moich niemal 200 plyt nie ma
          charakteru "audiofilskiego". Kilkadziesiat jednak ma, w tym wiekszosc najlepszych
          artystycznie. Tak sie zlozylo, ze 3 moje ulubione zespoly nagrywaja dla Auvidis,
          ALia Vox, Harmonia mundi. Trzech, czterech wspanialych realizatorow, starannie
          dobrane wnetrza, zwlaszcza opactwa w Saintes i Fontevraud, idealne do takich
          nagran. Poglos 4 sekundy niemal, we wszystkie strony, otacza wrecz w tych
          realizacjach.
          • artur.dent Re: DO PEROTINA I INNYCH AUDIOFILOW 22.01.02, 12:32
            Gość portalu: Perotin napisał(a):

            > artur.dent napisał(a):
            >
            > > Jesli rzeczywiscie to wszystko slyszysz, o czym piszesz, to jestes chyba
            > > cyborgiem, a nie czlowiekiem. Ja tam jestem czlowiekiem i slucham przede
            > > wszystkim MUZYKI, a nie zer i jedynek.
            >
            > Czasem zapraszam "laikow" do siebie i smiech na sali. W przypadku nagrania
            > instrumentu akustycznego a tym bardziej glosu, przy bogato przedstawionej
            > akustyce (tzn. kiedy jest co porownywac), pole do przeklaman jest ogromne.
            > Niektore nagrania przegrywaja sie z minimalna roznica, inne z ogromna; nie wiem
            >
            > od czego to zalezy, sprzet i noscnik ten sam. Roznice czesto wieksze, niz miedz
            > y
            > kablem CD/AMP fabrycznym, a takim chocby za 200-300 zl. Barwa sie wyostrza,
            > przestrzen sie kurczy, powietrze wokol spiewakow znika, "nie drzy" juz.
            >
            > Zawsze uruchamiam (z powodzeniem) wyobraznie i potrafie "odjechac" w czasie czy
            > w
            > przestrzeni (na koncert), ale jest pewna granica, powyzej ktorej jest to u mnie
            >
            > mozliwe. Chodzi o to, zeby moc znalezc sie w miejscu nagrania, chocby w
            > kategoriach bezwglednych iluzja nie byla doskonala.
            >
            > A co do kopii CD, to programy dzialaja dlagego, ze jezeli dana sekcja zostanie
            > odczytana na przyklad z minimalnym przesunieciem czasowym, podobnie kolejne, to
            >
            > procesor analizuje je po kolei. Tak samo, jak bez znaczenia w przypadku program
            > ow
            > jest predkosc: 2X, 16X, czy 48X. Zwalnia, przyspiesz, dane plyna. Jezeli dana
            > sekcja nie da sie odczytac, to laser wraca do sekcji (4 bity) korekcji bledow i
            >
            > stamtad ciagnie dane (dlatego porpzeczne ryski nie sa grozne).
            > Konwersja sygnalu w czasie rzeczywistym na sygnal analogowy, powoduje utrate lu
            > b
            > przeklamanie sygnalu, jezeli np. dana sekcja na kopii zaczyna sie lub/i konczy
            > minimalnie pozniej (tysieczne czesci mm, czy nawet mniej). Przesuniecia rowkow
            > to
            > wlasnie blad JITTER. Jest jeszcze nachodzenie rowkow na siebie (chyba BLER), be
            > z
            > znaczenia w przypadku korekcji bledow (chyba ze sekcja korekcji bedzie tez mial
            > a
            > pecha), podobnie jak brak rowka. A teraz proponuje przegranie niedowiarkom np.
            > CD
            > 80 minut na twardy dysk i sprawdzenie objetosci zawartosci. Na CD odpowiada to
            > 700 MB, na HDD... gdzie sie te sekcje korekcji podzialy? Zreszta bylyby
            > bezuzyteczne, no bo jak: przerywa odtwarzanie i wraca do sciezki? Takie rzeczy
            > (bufor) ujda w discmanach, ale nie ma ich w stacjonarnych oczywiscie.
            >
            > Rzecz jasna, nie polecam porownan na innych nagraniach, jak dobre jazzowe czy
            > klasyczne, najlepiej dobrze nagrany ansambl wokalny w kosciele, takim z 4 sek.
            > akustyka. Inne gatunki, chocby wokalu i akustycznych tam nie brakowalo, nagrywa
            > ne
            > sa w sztucznej "przestrzeni", wiec w ogole nie ma o czym mowic.
            >
            > A tak w ogole, to wiekszosc z moich niemal 200 plyt nie ma
            > charakteru "audiofilskiego". Kilkadziesiat jednak ma, w tym wiekszosc najlepszy
            > ch
            > artystycznie. Tak sie zlozylo, ze 3 moje ulubione zespoly nagrywaja dla Auvidis
            > ,
            > ALia Vox, Harmonia mundi. Trzech, czterech wspanialych realizatorow, starannie
            > dobrane wnetrza, zwlaszcza opactwa w Saintes i Fontevraud, idealne do takich
            > nagran. Poglos 4 sekundy niemal, we wszystkie strony, otacza wrecz w tych
            > realizacjach.

            No coz, bardzo ciekawe jest to co piszesz, nie przecze, nie twierdze tez, ze jest
            to zmyslone. Jednak nadal uwazam, ze audiofile sluchaja dzwiekow, a nie muzyki,
            kochaja sprzet a nie muzyke.

            Jesli uwazam jakis utwor za genialny, to przezywam go bez wzgledu na to czy
            slysze go na walkmanie, w samochodowym radiu, czy na sprzecie za 15 tysiecy,
            gdzie sama szpileczka-podstawka pod kolumne kosztuje dwie stowy najmarniej.

            Mam gdzies czy otacza mnie jakas przestrzen - dobra muza broni sie sama w kazdym
            miejscu. Nie wyobrazam sobie, zebym mojej ukochanej muzyki sluchal wylacznie na
            fotelu w idealnie wymierzonej i zoptymalizowanej odleglosci od glosnikow...

            Pozdrawiam
            artur dent
            • Gość: Perotin Re: DO PEROTINA I INNYCH AUDIOFILOW IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.02, 12:57
              artur.dent napisał(a):

              > Mam gdzies czy otacza mnie jakas przestrzen - dobra muza broni sie sama w kazdy
              > m
              > miejscu. Nie wyobrazam sobie, zebym mojej ukochanej muzyki sluchal wylacznie na
              >
              > fotelu w idealnie wymierzonej i zoptymalizowanej odleglosci od glosnikow...

              I tu cie mam wink Widzisz, jezeli wezmiesz na przyklad cos Lassusa (np. Lamentacje
              Hioba), albo jakas msze Gomberta czy Palestriny, to jak myslisz, pisane to bylo
              uwzglednieniem miejsca? Tak sie skada, ze te kilka sekund poglosu i
              mnostwo "powietrza" stanowi integralna czesc, skladnik muzyki pisanej do duzych,
              koscielnych wnetrz. Poza tym, ze komponowano z uwzglednieniem nakladania sie
              planow, to po prostu bez tego to tak, jabky braklo jednego z glosow czy
              instrumentow, a wtedy polifonia bierze w leb.

              A juz takie Miserere Allegriego. Jest 5 solistow na pierwszym planie, ew. 2 w
              dalszym, no i ta czworka z zalozenia w najdalszej nawie kosciola. Niektore takie
              rzeczy spiewalo sie wrecz "zza wegla", albo nawet z krypty. Tu albo czujeszcz te
              20 metrow powietrza w glab, albo nie ma dziela. No nie ma wala.
              • artur.dent Re: DO PEROTINA I INNYCH AUDIOFILOW 22.01.02, 13:51
                Gość portalu: Perotin napisał(a):

                > artur.dent napisał(a):
                >
                > > Mam gdzies czy otacza mnie jakas przestrzen - dobra muza broni sie sama w
                > kazdy
                > > m
                > > miejscu. Nie wyobrazam sobie, zebym mojej ukochanej muzyki sluchal wylaczn
                > ie na
                > >
                > > fotelu w idealnie wymierzonej i zoptymalizowanej odleglosci od glosnikow..
                > .
                >
                > I tu cie mam wink Widzisz, jezeli wezmiesz na przyklad cos Lassusa (np. Lamentac
                > je
                > Hioba), albo jakas msze Gomberta czy Palestriny, to jak myslisz, pisane to bylo
                >
                > uwzglednieniem miejsca? Tak sie skada, ze te kilka sekund poglosu i
                > mnostwo "powietrza" stanowi integralna czesc, skladnik muzyki pisanej do duzych
                > ,
                > koscielnych wnetrz. Poza tym, ze komponowano z uwzglednieniem nakladania sie
                > planow, to po prostu bez tego to tak, jabky braklo jednego z glosow czy
                > instrumentow, a wtedy polifonia bierze w leb.
                >
                > A juz takie Miserere Allegriego. Jest 5 solistow na pierwszym planie, ew. 2 w
                > dalszym, no i ta czworka z zalozenia w najdalszej nawie kosciola. Niektore taki
                > e
                > rzeczy spiewalo sie wrecz "zza wegla", albo nawet z krypty. Tu albo czujeszcz t
                > e
                > 20 metrow powietrza w glab, albo nie ma dziela. No nie ma wala.

                No faktycznie. Dla takich "efektow specjalnych" warto zainwestowac w sprzet,
                potrafie to zrozumiec i w sumie sie nie dziwie. Mam tylko czasami wrazenie, ze
                jakosc dzwieku bywa wartoscia sama w sobie. Nie jest istotne, co dane dzielo
                znaczy w historii muzyki czy w dorobku kompozytora, jeno wiernosc przekazanych
                warunkow akustycznych sie liczy.

                A swoja droga - malo uniwersalne jest "dzielo", ktory w 100 % moze dotrzec tylko
                do posiadaczy sprzetu high-end smile

                Na szczescie sa jeszcze Filharmonie, sa sale koncertowe, koscioly - tam szaraczki
                takie jak ja maja szanse przezyc 100 % muzyki w muzyce wink

                Pozdrawiam
                dent
                • Gość: Perotin Re: DO PEROTINA I INNYCH AUDIOFILOW IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.02, 15:05
                  artur.dent napisał(a):

                  > Na szczescie sa jeszcze Filharmonie, sa sale koncertowe, koscioly - tam szaracz
                  > ki
                  > takie jak ja maja szanse przezyc 100 % muzyki w muzyce wink

                  Dokladnie, tylko ze nie jestesmy w Paryzu, wiec moze byc klopot wink))) Zostaja
                  plyty. Poza tym, jkak juz pisalem, kazdy potrzebuje pewnego poziomu, od ktorego
                  potrafi uruchomic wyobraznie i "dograc" sobie reszte. Niektorzy wcale, ja srednio-
                  wysoko, inni maja problem niezaleznie od jakosci sprzetu i akustyki
                  pomieszczenia. A posluchac sobie w ciszy, ciemnosci i samotnosci po polnocy... sa
                  rzeczy, ktorych koncert mimo wszystko nie dostarczy.
        • Gość: este Re: DO PEROTINA I INNYCH AUDIOFILOW IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.02, 23:54
          artur.dent napisał(a):

          > Gość portalu: Perotin napisał(a):
          >
          > > (...) na kopii (na cd-romie w kompie szczegolnie) to zawsze pozwala na
          > > wychwycenie latwe degradacji dzwieku. Przestrzen, barwa... Ta bezstratna
          > > transmisja to mit. Jest jitter, BLER, nie ma korekcji bledow w postaci
          > > dodatkowej sekcji... procesor czeka cierpliwie na dane, w razie bledow
          > > odczytuje laser z sekcji korekcji,jednak przy konwersji D/A w CZASIE
          > > RZECZYWISTYM kazda nieregularnosc zapisu to przeklamanie.
          >
          > Jesli rzeczywiscie to wszystko slyszysz, o czym piszesz, to jestes chyba
          > cyborgiem, a nie czlowiekiem. Ja tam jestem czlowiekiem i slucham przede
          > wszystkim MUZYKI, a nie zer i jedynek.
          >
          > pozdrawiam,
          > artur dent
          >


          nie znam się szczegółowo na zerach i jedynkach, jitterach, itd. ale degradacja
          jakości dźwięku na CD-R jest do usłyszenia nawet na miniwieży z supermarketu, nie
          trzeba mieć jakiegoś super hi-endu żeby się o tym przekonać

          ba, na moim sprzęcie (wg kryteriów pism audiofilskich tzw. "budżetówka", czyli
          prawie najtańszy o jakim piszą smile bez trudu usłyszałem różnicę w jakości kopii w
          zależności od marki nośnika - różnica między TDK a Traxdata Audio (która wygrała
          jakis tam test) wypalanymi na nagrywarce komputerowej (!!!) była miażdźąca
          (oczywiście na korzyść Traxdaty)
          sam w to nie wierzyłem, dopóki nie sprawdziłem, tym bardziej, że skala tej
          różnicy była większa niż bym się kiedykolwiek spodziewał

          Tobie róźnica jakości widocznie po prostu nie przeszkadza, bo jeśli nie jesteś w
          stanie tego usłyszeć to powinieneś się chyba udać do lekarzasmile

          jeśli jednak słyszysz, to nic sobie z tego nie robisz i masz do tego święte prawo

          dla mnie też liczy się muzyka, a nie techniczne szczegóły
          dobry utwór odtwarzany na jamniku za 50 zł pozostaje dobrym utworem, choć dużo
          trudniej się o tym przekonać (o ile w ogóle coś można usłyszećsmile


          a do muzeów też pewnie nie chodzisz, przecież te same obrazy można zobaczyć w
          albumiesmile
          albo inaczej - jak nie możesz iść na jakąś wystawę a chcesz koniecznie obejrzeć
          te obrazy to czy kupisz sobie kolorowy album z dużymi reprodukcjami czy obejrzysz
          sobie zdjęcia w czarno-białej gazecie
          pewnie to drugie smile))

          pozdrawiam




    • Gość: paser Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.02, 03:46
      Kupuję "pirata"-za różnicę zabieram dzieci do kina.
      Kupuję "prawomyślnie" -szef wytwórni zmienia Merca na Jaguara a Britney Porshe
      na Ferrari.
      Jak dotąd żyję.Sumienie nie rzuciło się z zębiskami do mojego gardła.
      • Gość: Jańcio Re: KUPUJE CD - DO EWY 93 IP: *.gazeta.pl 22.01.02, 08:56
        Poruszyłaś bardzo ciekawy temat - płyty z muzyką niezależną wydawane przez małe
        wytwórnie czasami w nakładach 5000, albo zespoły które nagrały coś wiele lat
        temu i już nie istnieją a płyta nie jest wznawiana. Wymienionych przez Ciebie
        artystów można kupić jak się bardzo postaramy ale są tacy którzy są nie do
        dostania w rzadnym sklepie. Zdarzyło mi się już kilka razy widzieć te nigdzie
        niedostawalne płyty u piratów ( jestem zszokowany jekie rarytasy czasem
        sprzedają ) . I choć kupuje zwykle oryginały to nie mogę przepuścic szansy
        posłuchania muzyki której szukam czasami przez lata i kupuje pirata. I nie
        chodzi tu o to że jest 5 razy taniej tylko o to że wogóle zdobylem płytę - w
        takiej sytuacji zaoszczędzone 40 zł chętnie bym przesłał artyście - w takiej
        sytuacji bardziej liczy się dla mnie możliwość posłuchania muzyki niż
        przestrzeganie prawa - które sczerze mówiąc uważam za kulawe.
        Kapela ze wsi Warszawa - poszukaj na www.terrra.pl
    • Gość: aval Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.02, 09:40
      Prawo popytu i podaży.
      Każdy znajdzie coś dla siebie, i zapyta własne sumienie na co go stać.
      Piraci to kolejna możliwość wyboru.
      • Gość: krzysiek Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: 217.97.165.* 22.01.02, 11:26
        Skoro dajecie takie "samochodowe" porównania do piractwa muzycznego, to może
        tak:
        Załóżmy że sąsiad kupił sobie nowego opla w salonie za 50 tys. Następnie
        używając różnych podzespołów wykonał kopię tego samochodu, dziajającą prawie
        jak oryginał i sprzedał ją za 15 tysięcy..... Też jest piratem??? Raczej by go
        sławiono jako wynalazcę.....
        • Gość: polonus Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: 198.138.227.* 22.01.02, 15:08
          Gość portalu: krzysiek napisał(a):

          > Skoro dajecie takie "samochodowe" porównania do piractwa muzycznego, to może
          > tak:
          > Załóżmy że sąsiad kupił sobie nowego opla w salonie za 50 tys. Następnie
          > używając różnych podzespołów wykonał kopię tego samochodu, dziajającą prawie
          > jak oryginał i sprzedał ją za 15 tysięcy..... Też jest piratem??? Raczej by go
          > sławiono jako wynalazcę.....
          porownianie nie na wszystkich plaszczyznach trafne bo po pierwsze niczego nie
          wynalazl (jednynie ukradl projekt), bo tego opla zaprojekntowal ktos inny, a po
          drugie nie od dzis wiadomo ze jesli bys kupowal czesci oryginalne to zlozony za
          nie samochod bylby 2-3 razy dorzszy, jesli z jakis tanich podrob to bylby 2-3
          razy mniej trwaly.
          Co mozna porownac do 2-3 razy nizszej jakosci piratow.

    • Gość: Perotin CENY CD IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.02, 15:56
      Trzeba pamietac o paru rzeczach:

      1. Promocja. To kosztuje najwiecej. Bez tego nie byloby wielu rzeczy, ktore z
      kolei nie zarobia na inne rzeczy;

      2. No wlasnie, dochodowosc. Przy kilkudziesieciu tysiacach pozycji rocznie
      wiekszosc musi byc stratna. Nie byloby promocji niczego nowego, gdyby ryzyko
      nie bylo wkalkulowane w koszta tych tytulow, ktore zarabiaja;

      3. W muzyce klasycznej jest tak, ze niektore rzeczy sa bardzo drogie w
      realizacji. Michael jackson + chorek w studiu i facet od machania galakami to
      nie to samo, co tygodnie prob z orkiestra, proby akustyczne do nagrania,
      wynajecie sali/kosciola, oraz wynajecie konkretnych artystow na lata przed, bo
      to nie to samo, co niedzielne koncerty karnetowe w filharmnoii czy operze. No i
      bardzo ambitnych rzeczy jest duzo, ktore niekoniecznie musza na siebie zarobic.
      Moze i Sony dyktuje cene finalna 60 zl, ale za to mam cudowne nagranie
      Aleksandra Agricoli w serii Sony Classical Vivarte( XV wiek, czy promocje
      jeszcze dawniejszego repertuaru i nieznanych, ambitnych zespolow);

      4. Ceny nie moga byc zbyt dostosowane do portfeli tubylcow, bo w Niemczech
      upadna. No niestety, nie jestesmy sami. Poza tym 60 zl za plyte to polowa tego,
      co we Francji (169FF srednio), czy Wielkej Brytanii (15 funtow dla klas.
      nowosci w Londynie). Wejdzcie sobie na strone Hyperion (www.hyperion-
      records.co.uk) - tansze plyty sa tylko na Filipinach. Kiedy we Francji w
      sklepie firmowym Harmonia Mundi ich plyta kosztowala w przeliczeniu 115 zl, w
      polskim Vivarcie 42. Teraz troche wiecej, ale wciaz ok. polowy. A gdyby mialo
      byc wg sily nabywczej, to co? Bo 5x nizsza, to dajemy 10 zl? To nie dzialalnosc
      charytatywna. 2 x taniej to IMO duzo.

      5. Cena kaset. Nie moze byc drozsze w sklepie, chocby bylo takie w produkcji,
      cos co jest bardzo nietrwale. Poza tym to juz margines sprzedazy, wiec mozna
      spuscic z ceny bez wielkich strat. Ale to w CD sie amortyzuje promocja, tylko
      tyle;

      6. Przestancie bezkrytycznie oskarzac sklepy plytowe, marza nie jest tak
      straszna. A jest konieczna, bo w koncu trzeba te plyty kupic wczesniej, bez
      gwarancji szybkiego zbytu. Nie ma tak, ze mam nadmiar kasy, kupuje caly
      repertuar dostepny u dystrybutorow, szybko sprzedaje i mam na nastepne. Trzeba
      zamrozic kase, a do tego kupic po tyle sztuk, zeby nie obudzic sie z reka w
      nocniku, ze po tygodniu nie ma, a nastepna dostawa mozliwa za miesiac, klienci
      przychodza i sie zniechecahja: co jest, taki wielki ten Empik, a tego nie maja,
      tamtego nie maja? Znow to samo: hity finansuja szeroki, mniej dochodowy
      repertuar. Albo mamy wszystkie plyty drogie, albo mamy same hity z minimalna
      marza i nic ponadto.
      • Gość: krzycho Re: CENY CD IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.02, 21:49
        Gość portalu: Perotin napisał(a):

        > Trzeba pamietac o paru rzeczach:
        >
        > 1. Promocja. To kosztuje najwiecej. Bez tego nie byloby wielu rzeczy, ktore z
        > kolei nie zarobia na inne rzeczy;
        >
        > 2. No wlasnie, dochodowosc. Przy kilkudziesieciu tysiacach pozycji rocznie
        > wiekszosc musi byc stratna. Nie byloby promocji niczego nowego, gdyby ryzyko
        > nie bylo wkalkulowane w koszta tych tytulow, ktore zarabiaja;
        >
        Tylko, ze ostatnio koncerny promuja sobie tzw. Lokomotywy (enrique, brittney, ich
        troje) a o reszcie prawie nie slychac. Dopiero jak zobaczyly, ze mlodziez zaczela
        sluchac hip-kopu to wziela sie za te wydawnictwa. Ogladajac kampanie reklamowe
        mozna fojsc do wniosku, ze koncerny tona w forsie.
        • perotin Re: CENY CD 22.01.02, 22:07


          Gość portalu: krzycho napisał(a):


          > Tylko, ze ostatnio koncerny promuja sobie tzw. Lokomotywy (enrique, brittney, i
          > ch
          > troje) a o reszcie prawie nie slychac. Dopiero jak zobaczyly, ze mlodziez zacze
          > la
          > sluchac hip-kopu to wziela sie za te wydawnictwa. Ogladajac kampanie reklamowe
          > mozna fojsc do wniosku, ze koncerny tona w forsie.

          To nie chodzi o to, ze nie promuja tego czy owego, ale bez pieniedzy z Britney w
          ogole malo co by wydawali. To nie moja dzialka (pop i inne), ale to tak wlasnie
          jest.
          Zarabiamy duzo forsy na hitach, nagrywamy setki nowych, nieznanych wykonawcow,
          10% z tego zarobi na siebie, w tym bedzie kilka hitow, te zarobia na kolejne...
          interes sie kreci.

          BTW. ALia Vox, wlasna wytwornia Jordi Savalla (kataloczyk, najwybitniejszy
          gabista oraz kierownik zespolow muzyki dawnej), nie jest przedsiewzieciem
          dochodowym. Wychodza na zero, sami robia marketing, ksiazeczki, nagrania, wstepna
          dystrybucje... plyty za 63 zlote w Lodzi. Tyle kosztuje Savall+Koopman (klawesyn)
          w duecie, musi jednak zarobic na nagranie Missa Bruxeliensis Bibera w katedrze w
          Salzburgu... monumentalne dzielo, dziesiatki indywidualnie dobieranych wykonawcow
          instrumentalnych, chor... tez 63 zlote, ale na tym raczej nie zarobia, a jesli
          nawet bedzie Plyta roku, to wydamy jeszcze kolejna wersje Piesni Sybilli, piesni
          Sefardyjskie, Anthony Holborna, zapomnianych katalonskich renesansowych
          kompozytorow (a to switna muzyka!).



          • Gość: m. Re: CENY CD IP: 212.160.147.* 23.01.02, 09:36
            co do muzyki tzw klasycznej to masz rację, bo to są rzeczy które kupuje się na
            całe życie. a kto będzie słuchał iglesiasa czy jakiejś tam britney po roku?
            pewnie nikt, dlatego te "gwiazdy" musza wydawać płytę za płytą, póki ktoś to
            kupuje.
            co do promocji - tu wychodzimy na największych głupków, bo wszystkie te chwyty
            marketingowe służą temu, żeby ludzi uwierzyli, że pan X czy pani Y wielkim
            artystą jest, w związku z czym jego/jej płytę koniecznie mić musimy. A w cenie
            tej płyty są koszty marketingu, czyli sami płacimy za to, że ktoś nas ogłupia.
            przy okazji polecam artykuł w polityce z 12 stycznia, napisali tam, że w polsce
            w ostatnich latach sprzedaje się legalnie 30 - 40 mln nośników, z czego 1/3 -
            1/2 to kasety (ostatno mniej, ale jeszcze niedawno - tyle, co płyt). Argument o
            nietrwałym nośniku przy "dziełach" które słucha się przez miesiąc a potem
            odkłada na półkę nie trafia do mnie
            w końcu nieszczęsne marże - gdyby vat wynosił 0, a marża spadła o połowę, to
            płyta zamiast 60 zł kosztowałaby 45. Jeszcze mały krok ze strony producenta, i
            już mamy rozsądne ceny za płyty. A tak, to zostaje "stadion"
            pozdrawiam
            p.s. właśnie przeczytałem, że Golec Uorkiestra kasuje za występ 45000 zł. może
            to jest właściwa droga - niech artyści zarabiają na koncertach a nie na
            płytach ?
            • Gość: perotin Re: CENY CD IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 23.01.02, 11:32
              Gość portalu: m. napisał(a):


              > w ostatnich latach sprzedaje się legalnie 30 - 40 mln nośników, z czego 1/3 -
              > 1/2 to kasety (ostatno mniej, ale jeszcze niedawno - tyle, co płyt). Argument o
              >
              > nietrwałym nośniku przy "dziełach" które słucha się przez miesiąc a potem
              > odkłada na półkę nie trafia do mnie

              Z ta nietrwalosci to bardziej spekulacje, ale chyba logiczne.
              Co do proporcji sprzedazy, to Polska jest marginesem, na swiecie jest duzo
              wieksza przewaga plyt.

              > w końcu nieszczęsne marże - gdyby vat wynosił 0, a marża spadła o połowę, to
              > płyta zamiast 60 zł kosztowałaby 45. Jeszcze mały krok ze strony producenta, i
              > już mamy rozsądne ceny za płyty. A tak, to zostaje "stadion

              Trasy koncertowe nei utrzymuja sie wylacznie z biletow. Zreszta tez je trzeba
              promowac i wczesniej zorganizowac.

              przyklad Alia Vox Savalla... to naprawde tyle kosztuje.

              Rozsadna cena... jak bedzie za 30, a u pirata za 15, to jak znam ludzi, i tak
              beda kupowac u pirata. To samo z grami. jak sie zaczyna 10 rzeczy w miesiacu i
              nie konczy (a tak robi wiekszosc), to 10 zl roznicy przekracza miesieczne
              kieszonkowe. Tylko ze to nie wina kieszonkowego ani cen, ale mentalnosci: jak
              jest za grosze, to kupujemy hurtowo jak leci, byle wiecej.
              • Gość: m. Re: CENY CD IP: 212.160.147.* 23.01.02, 14:36
                jeszcze jeden mały problem to oferta piratów, składająca się w 90 % z
                muzycznego chłamu, a i pozostałe 10 % to też nie najwyższa półka. Paradoxem
                jest, że choć płyty mam w większości pirackie, to najczęściej jednak słucham
                legalnych (repertuar!). Podobne uwagi pojawiały się w innych wypowiedziach, co
                można podsumować tak: twórcy z klasą mogą spać spokojnie, bo ich i tak nikt
                nie "piratuje", a "twórcy" pokroju britnej czy enrike też mogą spać spokojnie,
                bo i tak są wystarczająco bogaci.
                pozdrawiam
    • Gość: Perotin CENY CD IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 22.01.02, 16:37
      Trzeba pamietac o paru rzeczach:

      1. Promocja. To kosztuje najwiecej. Bez tego nie byloby wielu rzeczy, ktore z
      kolei nie zarobia na inne rzeczy;

      2. No wlasnie, dochodowosc. Przy kilkudziesieciu tysiacach pozycji rocznie
      wiekszosc musi byc stratna. Nie byloby promocji niczego nowego, gdyby ryzyko
      nie bylo wkalkulowane w koszta tych tytulow, ktore zarabiaja;

      3. W muzyce klasycznej jest tak, ze niektore rzeczy sa bardzo drogie w
      realizacji. Michael jackson + chorek w studiu i facet od machania galakami to
      nie to samo, co tygodnie prob z orkiestra, proby akustyczne do nagrania,
      wynajecie sali/kosciola, oraz wynajecie konkretnych artystow na lata przed, bo
      to nie to samo, co niedzielne koncerty karnetowe w filharmnoii czy operze. No i
      bardzo ambitnych rzeczy jest duzo, ktore niekoniecznie musza na siebie zarobic.
      Moze i Sony dyktuje cene finalna 60 zl, ale za to mam cudowne nagranie
      Aleksandra Agricoli w serii Sony Classical Vivarte( XV wiek, czy promocje
      jeszcze dawniejszego repertuaru i nieznanych, ambitnych zespolow);

      4. Ceny nie moga byc zbyt dostosowane do portfeli tubylcow, bo w Niemczech
      upadna. No niestety, nie jestesmy sami. Poza tym 60 zl za plyte to polowa tego,
      co we Francji (169FF srednio), czy Wielkej Brytanii (15 funtow dla klas.
      nowosci w Londynie). Wejdzcie sobie na strone Hyperion (www.hyperion-
      records.co.uk) - tansze plyty sa tylko na Filipinach. Kiedy we Francji w
      sklepie firmowym Harmonia Mundi ich plyta kosztowala w przeliczeniu 115 zl, w
      polskim Vivarcie 42. Teraz troche wiecej, ale wciaz ok. polowy. A gdyby mialo
      byc wg sily nabywczej, to co? Bo 5x nizsza, to dajemy 10 zl? To nie dzialalnosc
      charytatywna. 2 x taniej to IMO duzo.

      5. Cena kaset. Nie moze byc drozsze w sklepie, chocby bylo takie w produkcji,
      cos co jest bardzo nietrwale. Poza tym to juz margines sprzedazy, wiec mozna
      spuscic z ceny bez wielkich strat. Ale to w CD sie amortyzuje promocja, tylko
      tyle;

      6. Przestancie bezkrytycznie oskarzac sklepy plytowe, marza nie jest tak
      straszna. A jest konieczna, bo w koncu trzeba te plyty kupic wczesniej, bez
      gwarancji szybkiego zbytu. Nie ma tak, ze mam nadmiar kasy, kupuje caly
      repertuar dostepny u dystrybutorow, szybko sprzedaje i mam na nastepne. Trzeba
      zamrozic kase, a do tego kupic po tyle sztuk, zeby nie obudzic sie z reka w
      nocniku, ze po tygodniu nie ma, a nastepna dostawa mozliwa za miesiac, klienci
      przychodza i sie zniechecahja: co jest, taki wielki ten Empik, a tego nie maja,
      tamtego nie maja? Znow to samo: hity finansuja szeroki, mniej dochodowy
      repertuar. Albo mamy wszystkie plyty drogie, albo mamy same hity z minimalna
      marza i nic ponadto.
    • zbyszek.pawlowski Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? 23.01.02, 13:26
      Ja mam w swoim zbiorze ok 400 plyt.Z tego 99,9 % to z bazaru lub przegrane u
      kumpla.Moj jedyny wyrzut sumienia, to zal ze az tyle kupilem pirackich i
      przeplacalem po 15 zl.Od czasu nabycia nagrywarki (legalnie!!)nie popelnilem
      tego bledu.Bede tak robil nadal, bo mam potrzebe posiadania wielu podobajacych
      mi sie nagran. I o ile Panstwo nie zapewni mi wynagrodzenia na
      zachodnioeuropejskim poziomie, dopoty bede zachodnioeuropejskie ceny omijal z
      daleka. Gdybym tak mial jeszcze urzadzenie do taniego kopiowania ubran,
      zywnosci, lekow i samochodow, tez bym sie tym zajmowal.
      Spiacym z tego powodu niespokojnie polecam relanium !
      • Gość: m. Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: 212.160.147.* 23.01.02, 14:30
        o ile się znam na arytmetyce, to 0,1% z 400 = 0,4 a więc masz o,4 płyty z
        innego źródła niż pirackie smile
      • Gość: krzycho do ZBYSZEK IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 23.01.02, 18:40
        zbyszek.pawlowski napisał(a):

        > Ja mam w swoim zbiorze ok 400 plyt.Z tego 99,9 % to z bazaru lub przegrane u
        > kumpla.Moj jedyny wyrzut sumienia, to zal ze az tyle kupilem pirackich i
        > przeplacalem po 15 zl.Od czasu nabycia nagrywarki (legalnie!!)nie popelnilem
        > tego bledu.Bede tak robil nadal, bo mam potrzebe posiadania wielu podobajacych
        > mi sie nagran. I o ile Panstwo nie zapewni mi wynagrodzenia na
        > zachodnioeuropejskim poziomie, dopoty bede zachodnioeuropejskie ceny omijal z
        > daleka. Gdybym tak mial jeszcze urzadzenie do taniego kopiowania ubran,
        > zywnosci, lekow i samochodow, tez bym sie tym zajmowal.
        > Spiacym z tego powodu niespokojnie polecam relanium !

        Tyle tylko, ze jakbys kopiowal wszystko (inni tez by to robili, sam nie jestes)
        to padliby ci co wytwarzaja te towary i nie mialbys z czego kopiowac. Jednym
        slowem znalazlbys sie z reka w nocniku i chodzilbys nago, poruszal na piechote i
        leczyl sie jezynami z lasu.
        Pozdrawiam



    • Gość: paul Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: 193.0.117.* 23.01.02, 14:42
      Troche Cie rozumiem, ale placic za CD 60 PLN to tez kupowanie u zlodziei...
      Plyty w Polsce sa drozsz niz np. w Australii. Dlatego ja wole kupowac
      oryginalne plyty, ale wylacznie za granica. Po prostu nie daje zarabiac
      zlodziejom.
      • Gość: perotin Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 23.01.02, 15:07
        Gość portalu: paul napisał(a):

        > Troche Cie rozumiem, ale placic za CD 60 PLN to tez kupowanie u zlodziei...
        > Plyty w Polsce sa drozsz niz np. w Australii. Dlatego ja wole kupowac
        > oryginalne plyty, ale wylacznie za granica. Po prostu nie daje zarabiac
        > zlodziejom.

        Sa 2X tansze niz we Francji (takze francuskie), prawie tyle samo co w Anglii,
        minimalnie tansze niz w USA (w tym francuskie). Australia jest troche daleko, nie
        najlepszy przyklad.
    • Gość: smauggg Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.katowice.pik-net.pl 23.01.02, 15:10
      Te straszne koszta promocji!!!

      No właśnie, te straszne koszta promocji talentów na miarę B. Spears, którymi
      wytwórnie tłumaczą wysokie ceny płyt... czy dotyczą one też płyt jazzowych,
      płyt z muzyką klasyczną, etc? Szczerze przyznam, że nie widziałem żadnych
      przejawów promocji D. Brubecka czy M. Breckera. Jak zatem wytłumaczyć, że ceny
      ich płyt rzadko spadają poniże PLN 60.

      Wytwórnie kłamią, to oczywiste. Inna sprawa, czy mamy szanse w jakikolwiek
      sposób zmusić je do obniżenia ceny płyt? Chybe nie, a zatem niech żyją
      nagrywarki i spontanicznie tworzone sieci przyjaciół wymieniających się swoimi
      płytami.

      • Gość: polonus Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: 198.138.227.* 23.01.02, 15:52
        Gość portalu: smauggg napisał(a):

        > Te straszne koszta promocji!!!
        >
        > No właśnie, te straszne koszta promocji talentów na miarę B. Spears, którymi
        > wytwórnie tłumaczą wysokie ceny płyt... czy dotyczą one też płyt jazzowych,
        > płyt z muzyką klasyczną, etc? Szczerze przyznam, że nie widziałem żadnych
        > przejawów promocji D. Brubecka czy M. Breckera. Jak zatem wytłumaczyć, że ceny
        > ich płyt rzadko spadają poniże PLN 60.
        >
        > Wytwórnie kłamią, to oczywiste. Inna sprawa, czy mamy szanse w jakikolwiek
        > sposób zmusić je do obniżenia ceny płyt? Chybe nie, a zatem niech żyją
        > nagrywarki i spontanicznie tworzone sieci przyjaciół wymieniających się swoimi
        > płytami.
        faktem jest ze wytwornie czesto zawyzaja ceny plyt napedzajac wode na piracki
        mlyn, ale prawda jest tez to ze pirackie kopie i mp3 spowodowaly ze szansa CD w
        nowej ulepszonej postaci SACD, DVD-A na upowszechnienie sie na rynku bardzo sie
        zmniejszyla. Piraci i mozliwosci rynku komputerowego spowodowali tez paranoje
        u producentow hardware SACD, DVD-A i zadne z powyzszych cud nie ma wyjsc
        cyfrowych, wiec pozadny audiofil jest skazany na kozystanie z wewnetrznych DAC-ow
        co jest rzecza nieslychanie smutna.
        Oj jaki swiat bylby piekny gdyby nie bylo piratow i mp3.
        A mielismy taka szanse dostac jakosc LP w postaci krazka, redaktorzy Stereophile
        jak i jego czytelnicy mysle ze nie bez powodu obawiaja sie czy z wyzej
        wymienionych powodow nowe formaty nie znikna z rynku, a paranoja polegajaca na
        nieudostepnianiu cyfrowego wyjscia jest gwozdziem do trumny.

        Reasumujac piraci i mp3 wpychaja nas z powrotem w wiek XX jesli chodzi o jakosc.
        A zycie moglo byc tak bogate audiofilsko.

        • Gość: Mat Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.gazeta.pl 23.01.02, 20:14
          Polonus napisał min
          >>> Oj jaki swiat bylby piekny gdyby nie bylo piratow i mp3

          Drogi polonusie znów widzisz temet przez pryzmat swojego audiofilstwa
          (wyłącznie ) z tego co mi wiedomo mp3 mogą być porównywalne jakością z CD ja
          staram się ściągać przede wszystkim 256 lub 192 - a pożytek jest ogromny -
          poznaje muzykę - niby w sklepie można odsłuchać płytę przed kupieniem ale
          odsłuchać ją kilka razy, siedząc wygodnie to coś zupełnie innego - nie wrzucaj
          mp3 do jednego worka z piratami.
          • Gość: polonus Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: 198.138.227.* 23.01.02, 21:53
            Gość portalu: Mat napisał(a):

            > (wyłącznie ) z tego co mi wiedomo mp3 mogą być porównywalne jakością z CD
            niestety sa bardzo dalekie od jakosci plyt audiofilskich czyli po prostu tych
            nagranych z rzeczywista jakoscia, jesli to jeszcze odtworzysz na Wadii, to bedzie
            przepasc
            > staram się ściągać przede wszystkim 256 lub 192 - a pożytek jest ogromny -
            > poznaje muzykę - niby w sklepie można odsłuchać płytę przed kupieniem ale
            zgadzam sie w pelnie, uwazam ze po to sa mp3, to po prostu demo, tylko z jakiegos
            powodu powieksza sie grupa ludzi ktora zaakceptowala to demo jako produkt koncowy
            a to juz niedobrze, oj niedobrze ...

            > odsłuchać ją kilka razy, siedząc wygodnie to coś zupełnie innego - nie wrzucaj
            > mp3 do jednego worka z piratami.
            wrzucilem je do jednego worka z powodu jakosci, ktara jest podobna ....
            • perotin Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? 24.01.02, 01:01
              Gość portalu: polonus napisał(a):

              > > (wyłącznie ) z tego co mi wiedomo mp3 mogą być porównywalne jakością z CD

              Masakra, katastrofa. Juz samo kopiowanie CD to przepasc (na dobyrm nagraniu
              AKUSTYCZNEJ muzyki w NATURALNEJ przestrzeni dzwiekowej, ale w przypadku mp3
              wystarczy nawet disco polo, chocby z minimalnym wspolczynnikiem kompresji to
              bylo), zreszta chetnie zaprosilbym do siebie na pokaz, gluchy by uslyszal. Poza
              tym najlepszy sprzet do mp3 jest jakosci Discmana, wiec w ogole nie ma o czym
              mowic.

              • Gość: m. dobra, dobra... IP: 212.160.147.* 24.01.02, 09:22
                ... te wszystki cuda jak "naturalna przestrzeń" itp maja sens tylko wtedy,
                kiedy słuchasz muzyki nie robiąc przy tym nic innego, siedzisz kołkiem w jednym
                miesjcu (bo jak się przesuniesz o pół metra to katastrofa - nic nie słychać) i
                skupiasz się tylko na słuchaniu. Ale kto tak robi ? najwyżej garstka audiofili,
                która doszukuje sie w nagraniach tych wszystkich technicznych smaczków i
                niuansów. Pozostałe 99% (albo i więcej) słucha podczas nauki, sprzątania,
                gotowania, leżąc w łóżku itp., i nie wykłada wszystkich ścian w domu
                wytłaczankami od jajek. W tej sytuacji opowiadanie historii że mp3 i płyty
                pirackie mają słabą jakość po prostu nie trzyma się kupy, bo w
                takich "zwykłych", domowych warunkach po prostu tego nie słychać.
                Oczywiście rozumiem was, audiofili (sam też się kiedyś mocno interesowałem tymi
                klockami) bo wiem, jak pięknie może brzmieć dobrze nagrana muzyka na dobrym
                sprzęcie i - niestety - w przygotowanym do tego pomieszczeniu. Nie wmawiajcie
                natomiast rzeszy użytkowników discmanów i walkmanów, że cokolwiek tracą z
                jakości dżwięku kupując płytę u pirata
                pozdrawiam
                • Gość: perotin Re: dobra, dobra... IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 14:28
                  Gość portalu: m. napisał(a):

                  > ... te wszystki cuda jak "naturalna przestrzeń" itp maja sens tylko wtedy,
                  > kiedy słuchasz muzyki nie robiąc przy tym nic innego, siedzisz kołkiem w jednym
                  >
                  > miesjcu (bo jak się przesuniesz o pół metra to katastrofa - nic nie słychać) i
                  > skupiasz się tylko na słuchaniu. Ale kto tak robi ? najwyżej garstka audiofili,
                  >
                  > która doszukuje sie w nagraniach tych wszystkich technicznych smaczków i
                  > niuansów.

                  Mylisz sie calkowicie, tzn. masz racje tylko co do liczb zapewne. Po prostu nie
                  znasz innej muszyki, jak tej, ktora moze sluzyc za "tapete".

                  1. Ja slucham takiej, ktora wymaga skupienia, zaangazowania, ciszy, ciemnosci...
                  Nie dla dzwieku, lecz dla muzyki jako takiej. Na przyklad religijna polifonia
                  wokalna Renesansu, np. Lamentacje Jeremiasza Lassa, albo dalej siegajac: Choral
                  rytu rzymskiego z VII wieku.

                  2. Polifonia ze swej istoty wymaga jej uwaznego sledzenia. Pomijajac sam fakt
                  wielosci glosow (nawet 30 niezaleznych, zwykle 4-8), jest cos takiego jak
                  kontrapunkt, ze swej natury analityczny. Chocby Sztuka Fugi Bacha. Jest temat,
                  jego inwersja (nuty na pieciolinii symetrycznie jak w lustrze wg poziomej osie),
                  augmentacja (X razy wolniej), diminuncja (na odwrot), rak (temat w pochodzie
                  wstecznym, grany od tylu oraz WSZYSTKIE TE KOMBINACJE w CZTERECH niezalezncyh
                  glosach. Bez nut nie da rady na poczatku, chyba ze jestes muzykiem. ALe to
                  ekstremum, choc cala polifonia wymaga podobnego podejscia. Nie dla matematycznej,
                  bezdusznej analizy, ale aby moc podziwiac (w ogole slyszec!!!) matematyczna
                  kontrukcje, a NIE PLAME dzwikowa.

                  >Pozostałe 99% (albo i więcej) słucha podczas nauki, sprzątania,
                  > gotowania, leżąc w łóżku itp., i nie wykłada wszystkich ścian w domu
                  > wytłaczankami od jajek.

                  Mowimy o SLUCHANIU muzyki (i czy zawsze muzyki? pozdrawiam Britney),czy o
                  tworzeniu wypelniacza na zasadzie "pale nie dlatego ze mam glod, ale musze miec
                  cos w rece"? I potem widac takich" gadaja przekrzykujac sie, ale radio musi w tle
                  grac.

                  >W tej sytuacji opowiadanie historii że mp3 i płyty
                  > pirackie mają słabą jakość po prostu nie trzyma się kupy, bo w
                  > takich "zwykłych", domowych warunkach po prostu tego nie słychać.

                  Czasem slychac, jakbys podbil galka. Ale jak pisalem, sa nagrania (wiekszosc),
                  ktore lepiej znosza (nie znaczy, ze dobrze) przegrywanie, sa takie, ktore chyba
                  nagrywarka tak zle czyta (zabezpieczenia jakies?). Wiem, bo robilem
                  sample "promocyjne" z wielu moich plyt (do pozyczania).

                  > Oczywiście rozumiem was, audiofili (sam też się kiedyś mocno interesowałem tymi
                  >
                  > klockami) bo wiem, jak pięknie może brzmieć dobrze nagrana muzyka na dobrym
                  > sprzęcie i - niestety - w przygotowanym do tego pomieszczeniu. Nie wmawiajcie
                  > natomiast rzeszy użytkowników discmanów i walkmanów, że cokolwiek tracą z
                  > jakości dżwięku kupując płytę u pirata

                  Traca wiele sluchajac na discmanie, chocby w sluchawkach za iles tam tysiecy, ale
                  przy discmanowych sluchawkach to juz na pewno.

                  A tak przy okazji: nalwzaloby zakazac produkcji korektorow graficznych, poza
                  cyfrowymi, gdzie podlaczasz mikrofon testowy do komputera, np TACT room
                  correction czy cos takiego, a potem dostrajasz wytlumiacze pod konkretny
                  rezonans, albo i wcale, jezeli nie ma wiele znieksztalcen). Potem moj ogluszajacy
                  sie brat slucha porownania oryginal kopia, slyszy i definiuje bez trudu roznice,
                  tylko ze kopia bardziej musie podoba. Bo jest ostrzej. Czyli tzw. TRWALA FIKSACJA
                  SLUCHU (termin fachowy) w wyniku podbijania czestotliwosci.


                  • artur.dent Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! 24.01.02, 14:56
                    Gość portalu: perotin napisał(a):

                    > Gość portalu: m. napisał(a):
                    >
                    > > ... te wszystki cuda jak "naturalna przestrzeń" itp maja sens tylko wtedy,
                    >
                    > > kiedy słuchasz muzyki nie robiąc przy tym nic innego, siedzisz kołkiem w j
                    > ednym
                    > >
                    > > miesjcu (bo jak się przesuniesz o pół metra to katastrofa - nic nie słycha
                    > ć) i
                    > > skupiasz się tylko na słuchaniu. Ale kto tak robi ? najwyżej garstka audio
                    > fili,
                    > >
                    > > która doszukuje sie w nagraniach tych wszystkich technicznych smaczków i
                    > > niuansów.
                    >
                    > Mylisz sie calkowicie, tzn. masz racje tylko co do liczb zapewne. Po prostu nie
                    >
                    > znasz innej muszyki, jak tej, ktora moze sluzyc za "tapete".
                    >
                    > 1. Ja slucham takiej, ktora wymaga skupienia, zaangazowania, ciszy, ciemnosci..
                    > .
                    > Nie dla dzwieku, lecz dla muzyki jako takiej. Na przyklad religijna polifonia
                    > wokalna Renesansu, np. Lamentacje Jeremiasza Lassa, albo dalej siegajac: Choral
                    >
                    > rytu rzymskiego z VII wieku.
                    >
                    > 2. Polifonia ze swej istoty wymaga jej uwaznego sledzenia. Pomijajac sam fakt
                    > wielosci glosow (nawet 30 niezaleznych, zwykle 4-8), jest cos takiego jak
                    > kontrapunkt, ze swej natury analityczny. Chocby Sztuka Fugi Bacha. Jest temat,
                    > jego inwersja (nuty na pieciolinii symetrycznie jak w lustrze wg poziomej osie)
                    > ,
                    > augmentacja (X razy wolniej), diminuncja (na odwrot), rak (temat w pochodzie
                    > wstecznym, grany od tylu oraz WSZYSTKIE TE KOMBINACJE w CZTERECH niezalezncyh
                    > glosach. Bez nut nie da rady na poczatku, chyba ze jestes muzykiem. ALe to
                    > ekstremum, choc cala polifonia wymaga podobnego podejscia. Nie dla matematyczne
                    > j,
                    > bezdusznej analizy, ale aby moc podziwiac (w ogole slyszec!!!) matematyczna
                    > kontrukcje, a NIE PLAME dzwikowa.
                    >
                    > >Pozostałe 99% (albo i więcej) słucha podczas nauki, sprzątania,
                    > > gotowania, leżąc w łóżku itp., i nie wykłada wszystkich ścian w domu
                    > > wytłaczankami od jajek.
                    >
                    > Mowimy o SLUCHANIU muzyki (i czy zawsze muzyki? pozdrawiam Britney),czy o
                    > tworzeniu wypelniacza na zasadzie "pale nie dlatego ze mam glod, ale musze miec
                    >
                    > cos w rece"? I potem widac takich" gadaja przekrzykujac sie, ale radio musi w t
                    > le
                    > grac.
                    >
                    > >W tej sytuacji opowiadanie historii że mp3 i płyty
                    > > pirackie mają słabą jakość po prostu nie trzyma się kupy, bo w
                    > > takich "zwykłych", domowych warunkach po prostu tego nie słychać.
                    >
                    > Czasem slychac, jakbys podbil galka. Ale jak pisalem, sa nagrania (wiekszosc),
                    > ktore lepiej znosza (nie znaczy, ze dobrze) przegrywanie, sa takie, ktore chyba
                    >
                    > nagrywarka tak zle czyta (zabezpieczenia jakies?). Wiem, bo robilem
                    > sample "promocyjne" z wielu moich plyt (do pozyczania).
                    >
                    > > Oczywiście rozumiem was, audiofili (sam też się kiedyś mocno interesowałem
                    > tymi
                    > >
                    > > klockami) bo wiem, jak pięknie może brzmieć dobrze nagrana muzyka na dobry
                    > m
                    > > sprzęcie i - niestety - w przygotowanym do tego pomieszczeniu. Nie wmawiaj
                    > cie
                    > > natomiast rzeszy użytkowników discmanów i walkmanów, że cokolwiek tracą z
                    > > jakości dżwięku kupując płytę u pirata
                    >
                    > Traca wiele sluchajac na discmanie, chocby w sluchawkach za iles tam tysiecy, a
                    > le
                    > przy discmanowych sluchawkach to juz na pewno.
                    >
                    > A tak przy okazji: nalwzaloby zakazac produkcji korektorow graficznych, poza
                    > cyfrowymi, gdzie podlaczasz mikrofon testowy do komputera, np TACT room
                    > correction czy cos takiego, a potem dostrajasz wytlumiacze pod konkretny
                    > rezonans, albo i wcale, jezeli nie ma wiele znieksztalcen). Potem moj ogluszaja
                    > cy
                    > sie brat slucha porownania oryginal kopia, slyszy i definiuje bez trudu roznice
                    > ,
                    > tylko ze kopia bardziej musie podoba. Bo jest ostrzej. Czyli tzw. TRWALA FIKSAC
                    > JA
                    > SLUCHU (termin fachowy) w wyniku podbijania czestotliwosci.
                    >
                    >


                    Niestety Perotin, ale zaden, ale to zaden Twoj argument do mnie nie przemawia.
                    Muzyka i jej sluchanie to nie eksperyment w laboratorium - a Ty tak chyba to
                    traktujesz. To, ze ktos slucha muzyki w radiu albo na discmanie nie oznacza, ze
                    slucha tapety albo ma gdzies muzyke - co za debilny argument!!!

                    W takim razie kazdy, kto zarabia np. 900 zl miesiecznie nie jest i nigdy nie
                    bedzie prawdziwym milosnikiem muzyki, bo nie stac go na odpowiedni sprzet
                    Prawdziwego Milosnika Muzyki.

                    Wybacz Perotin, ale w ogole nie sprawiasz wrazenia, ze jestes milosnikiem muzyki.
                    Bo caly czas mowisz o DZWIEKACH a nie o MUZYCE - tak, sluchasz dzwiekow a nie
                    muzyki. I naprawde Ci wspolczuje - tracisz z muzyki o wiele wiecej niz ja,
                    sluchajac mojej ulubionej muzyki na discmanie albo na minidysku, ktory ma
                    przeciez stratna kompresje i w ogole nadaje sie tylko do smieci.

                    Bo ja, w przeciwienstwie do Ciebie, szukam w muzyce duszy, a nie odpowiednich
                    czestotliwosci.

                    Przemysl to, zanim znow bedziesz nas raczyl swoimi wykladami o akustyce.

                    artur dent, milosnik muzyki


                    • Gość: polonus Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! IP: 198.138.227.* 24.01.02, 15:42
                      >
                      > W takim razie kazdy, kto zarabia np. 900 zl miesiecznie nie jest i nigdy nie
                      > bedzie prawdziwym milosnikiem muzyki, bo nie stac go na odpowiedni sprzet
                      > Prawdziwego Milosnika Muzyki.
                      Kazy co zarabia 900zl (tez tyle zarabialem - kiedys smile ) jest w stanie po 3
                      latach odlozyc (jesli care) tyle kasy zeby kupic przyzwoite zestawienie) i zaczac
                      sluchac tej muzyki zamiast aktowac jej jako tla otoczenia, niestety przy
                      Technolach niema mowy zgadzam sie usiasc i sluchac bo zaboli glowa, wiec czlowiek
                      lata w kolko jak opetany, pierze sprzata, dlubie w nosie robi jednym slowem
                      wszystko zeby odwrocic swoja uwage od tego strasznego halasu.

                      Przy highendzie (mowie i o software i hardware) kazdy ale to kazdy delikwent
                      usiadzie oszolomiony i bedzie spijal wszystkie blogie dziwieki do ostatniej
                      kropli aby nawet jednej nie uronic, tak sluchanie highend jest obsorbujace nie da
                      sie robic przy tym nic wiecej. Jesli jestes to znaczy ze nie jest to jeszcze
                      highend, albo software nie odpowiedni.
                      >
                      > Bo caly czas mowisz o DZWIEKACH a nie o MUZYCE - tak, sluchasz dzwiekow a nie
                      > muzyki.
                      Bo muzyka sklada sie z dzwiekow, jesli te dzwieki nie sa odtwarzane po proawnie
                      to w jaki sposob moga stanowic muzyke, daja tylko halas, ktory z jakis powodu 99%
                      spoleczenstwa toleruje, uwazajac ze to muzyka. Nie mozesz ze slych skladnikow
                      zbudowac poprawnej calosci.
                      Tak jak 90% spoleczenstwa toleruje fita126p jako samochod, nie dlatego ze nim
                      jest tylko dlatego ze nie stac ja na nic innego. To ze nas nie stac na Wadie nie
                      oznacza ze musimy wierzyc ze Discman jest w stanie odtworzyc orkiestre
                      symfoniczna, po co okamywac siebie.
                      Kazdy kto raz zetknal sie z highend i nie jest gluchy juz nigdy nie zazna
                      spokojnego snu.

                      >
                      > Bo ja, w przeciwienstwie do Ciebie, szukam w muzyce duszy, a nie odpowiednich
                      > czestotliwosci.
                      jak mozna znalezc dusze w czyms co jej nie ma, rozumiem ze stojac na przystanku
                      mozna sluchac walkmana ale mowienie o duszy, to juz tandetyzm amerykanski, oni
                      tez potrafia sie podniecac kazdym go..., albo przerost formy na trescia, troche
                      sie zapedziles.
                      >
                      > Przemysl to, zanim znow bedziesz nas raczyl swoimi wykladami o akustyce.
                      >
                      > artur dent, milosnik muzyki
                      jak mozna milowac cos czego sie nie slyszalo, chyba ze sluchasz metalu rapu i
                      innych halasow tak faktycznie posiadanie drozszego sprzetu nic nie pomoze, halas
                      bedzie jedynie bardziej uciazliwy, bo takie "muzyki" sa miksowane ( sa podbijanie
                      niske i gorne czestotliwosci, sztucznie przesterowywane nagranie aby sprawic
                      wrazenie na sluchaczu wiekszej glosnosci) pod katem urzywania maximum na
                      boomboxie.
                      Wtedy w 100% zgadzam sie ze sluchacze tej "muzyki" nigdy nie odczuja potrzeby
                      posiadania niczego wiecej, bo maja nie odczuc.
                      W kazdym sklepie hifi (mowie o prawdziwych sklepach hifi) jako pierwsze zostanie
                      nam zadane pytanie czego sluchamy. Jesli beda to wyzej wymienione gatunki to
                      sprzedawca nam odpowie to idz pan sluchaj dalej i glowy nie zawracaj, nie po
                      przez zlosliwosc tylko po prostu dlatego ze inwestowanie w sprzet w tym
                      przypadku nic nie wniesie i takiemu delikwentowi pomoc nie mozna.

                      Bo tylko audiofilskie gatunki muzyki wymagaja audiofilskiegi sprzetu.
                      I wtedy nie jest prawda ze sprzet doesn't matter o czy wie kazdy co slucha muzyki
                      a nie halasu.

                      Pozdrawiam wszystkich ktorzy care.
                      • artur.dent Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! 24.01.02, 16:18
                        Gość portalu: polonus napisał(a):

                        > >
                        > > W takim razie kazdy, kto zarabia np. 900 zl miesiecznie nie jest i nigdy n
                        > ie
                        > > bedzie prawdziwym milosnikiem muzyki, bo nie stac go na odpowiedni sprzet
                        > > Prawdziwego Milosnika Muzyki.
                        > Kazy co zarabia 900zl (tez tyle zarabialem - kiedys smile ) jest w stanie po 3
                        > latach odlozyc (jesli care) tyle kasy zeby kupic przyzwoite zestawienie) i zacz
                        > ac
                        > sluchac tej muzyki zamiast aktowac jej jako tla otoczenia, niestety przy
                        > Technolach niema mowy zgadzam sie usiasc i sluchac bo zaboli glowa, wiec czlowi
                        > ek
                        > lata w kolko jak opetany, pierze sprzata, dlubie w nosie robi jednym slowem
                        > wszystko zeby odwrocic swoja uwage od tego strasznego halasu.
                        >
                        > Przy highendzie (mowie i o software i hardware) kazdy ale to kazdy delikwent
                        > usiadzie oszolomiony i bedzie spijal wszystkie blogie dziwieki do ostatniej
                        > kropli aby nawet jednej nie uronic, tak sluchanie highend jest obsorbujace nie
                        > da
                        > sie robic przy tym nic wiecej. Jesli jestes to znaczy ze nie jest to jeszcze
                        > highend, albo software nie odpowiedni.
                        > >
                        > > Bo caly czas mowisz o DZWIEKACH a nie o MUZYCE - tak, sluchasz dzwiekow a
                        > nie
                        > > muzyki.
                        > Bo muzyka sklada sie z dzwiekow, jesli te dzwieki nie sa odtwarzane po proawnie
                        >
                        > to w jaki sposob moga stanowic muzyke, daja tylko halas, ktory z jakis powodu 9
                        > 9%
                        > spoleczenstwa toleruje, uwazajac ze to muzyka. Nie mozesz ze slych skladnikow
                        > zbudowac poprawnej calosci.
                        > Tak jak 90% spoleczenstwa toleruje fita126p jako samochod, nie dlatego ze nim
                        > jest tylko dlatego ze nie stac ja na nic innego. To ze nas nie stac na Wadie ni
                        > e
                        > oznacza ze musimy wierzyc ze Discman jest w stanie odtworzyc orkiestre
                        > symfoniczna, po co okamywac siebie.
                        > Kazdy kto raz zetknal sie z highend i nie jest gluchy juz nigdy nie zazna
                        > spokojnego snu.
                        >
                        > >
                        > > Bo ja, w przeciwienstwie do Ciebie, szukam w muzyce duszy, a nie odpowiedn
                        > ich
                        > > czestotliwosci.
                        > jak mozna znalezc dusze w czyms co jej nie ma, rozumiem ze stojac na przystanku
                        >
                        > mozna sluchac walkmana ale mowienie o duszy, to juz tandetyzm amerykanski, oni
                        > tez potrafia sie podniecac kazdym go..., albo przerost formy na trescia, troche
                        >
                        > sie zapedziles.
                        > >
                        > > Przemysl to, zanim znow bedziesz nas raczyl swoimi wykladami o akustyce.
                        > >
                        > > artur dent, milosnik muzyki
                        > jak mozna milowac cos czego sie nie slyszalo, chyba ze sluchasz metalu rapu i
                        > innych halasow tak faktycznie posiadanie drozszego sprzetu nic nie pomoze, hala
                        > s
                        > bedzie jedynie bardziej uciazliwy, bo takie "muzyki" sa miksowane ( sa podbijan
                        > ie
                        > niske i gorne czestotliwosci, sztucznie przesterowywane nagranie aby sprawic
                        > wrazenie na sluchaczu wiekszej glosnosci) pod katem urzywania maximum na
                        > boomboxie.
                        > Wtedy w 100% zgadzam sie ze sluchacze tej "muzyki" nigdy nie odczuja potrzeby
                        > posiadania niczego wiecej, bo maja nie odczuc.
                        > W kazdym sklepie hifi (mowie o prawdziwych sklepach hifi) jako pierwsze zostani
                        > e
                        > nam zadane pytanie czego sluchamy. Jesli beda to wyzej wymienione gatunki to
                        > sprzedawca nam odpowie to idz pan sluchaj dalej i glowy nie zawracaj, nie po
                        > przez zlosliwosc tylko po prostu dlatego ze inwestowanie w sprzet w tym
                        > przypadku nic nie wniesie i takiemu delikwentowi pomoc nie mozna.
                        >
                        > Bo tylko audiofilskie gatunki muzyki wymagaja audiofilskiegi sprzetu.
                        > I wtedy nie jest prawda ze sprzet doesn't matter o czy wie kazdy co slucha muzy
                        > ki
                        > a nie halasu.
                        >
                        > Pozdrawiam wszystkich ktorzy care.

                        "Audiofilskie gatunki muzyki" - uhahaha, chyba padne ze smiechu, ale zes
                        czlowieku palnal!!! Chyba Cie pogielo...

                        Wiesz co mi przypomina takie gadanie? Byl kiedys taki jeden, ktory twierdzil, ze
                        jego rasa jest lepsza i fajniejsza od innych - chyba nie musze Ci przypominac jak
                        ten gosc z wasikiem sie nazywal.

                        To samo usilujesz nam wmowic mowiac o muzyce ktorej sluchasz, a takze o swoich
                        kolegach audiofilach - jestescie lepsi, madrzejsi, a cala reszta to motloch,
                        ktory g..no wie o muzyce.

                        I powiem Ci tylko tyle - jesli podobnie jak Ty mysla inni audiofile, to jestescie
                        banda zalosnych typkow ktorzy onanizuja sie swoim sprzetem. I czy Ci sie to
                        podoba, czy nie - w 99 procentach sluchacie sprzetu i dzwiekow a nie MUZYKI do
                        cholery.

                        Ponadto Porownujac discamy do fiata 126p zaprzeczasz chyba sam sobie - wymagasz
                        od wszystkich, zeby byli kierowcami rajdowymi i mieli porsche, bo inaczej jestes
                        dupa nie kierowca.

                        Pal licho, ze Twoje argumenty sa totalnie nielogiczne - denerwuje mnie wyzszosc,
                        z jaka sie wypowiadasz o innych ludziach i latwosc, z jaka dzielisz ludzi na
                        kategorie, lepszych i gorszych, tych co sie znaja i tych, co nie maja zielonego
                        pojecia o sprawie.


                        Pozdrawiam wszystkich milosnikow muzyki,
                        artur dent
                        • Gość: perotin Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 16:49
                          artur.dent napisał(a):


                          > "Audiofilskie gatunki muzyki" - uhahaha, chyba padne ze smiechu, ale zes
                          > czlowieku palnal!!! Chyba Cie pogielo...

                          Gitara elektryczna jest z natury dzwiekiej przetworzonym, sysntezator tak samo,
                          glos w rocku (niewazne, w studio czy na koncercie) leci przez losniki albo jest
                          nagrywany w sztucznej przestrzeni: mamy kabine i dorabiamy poglos. Polonus chcial
                          tylko powiedziec (powszechna opini), ze znieksztalcenie wprowadzane przez sprzet,
                          czy w wyniku machania suwakami nie pozwala na mowienie o porownaniach jakosci
                          dzwieku, po ten na plycie jest juz efektem machania glakami. W przypadku
                          skrzypiec i kilkusekundowetgo poglosu a la katedra, jest to odejscie od obrazu
                          naturalnego. Juz dla gitary elektrycznej nie, bo pojecie naturalny nie ma tu
                          zastosowania. Audiofilski gatunek muzki oznacza:L

                          1. Akustyczne instrumenty plus losy;
                          2. Taki, ktory sie nagrywa Z ZALOZENIA oraz ZWYCZAJOWO bez ingerencji stolu
                          mikserskiego i komputerow w przestrzen akustyczna (nie mylic z akustyka jako taka.

                          TYLKO TYLE, to zadne wartosciowanie. Jak sobie wyobrazasz NAURALNE oddanie
                          syntezatora?
                          • artur.dent Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! 24.01.02, 16:54
                            Gość portalu: perotin napisał(a):

                            > artur.dent napisał(a):
                            >
                            >
                            > > "Audiofilskie gatunki muzyki" - uhahaha, chyba padne ze smiechu, ale zes
                            > > czlowieku palnal!!! Chyba Cie pogielo...
                            >
                            > Gitara elektryczna jest z natury dzwiekiej przetworzonym, sysntezator tak samo,
                            >
                            > glos w rocku (niewazne, w studio czy na koncercie) leci przez losniki albo jest
                            >
                            > nagrywany w sztucznej przestrzeni: mamy kabine i dorabiamy poglos. Polonus chci
                            > al
                            > tylko powiedziec (powszechna opini), ze znieksztalcenie wprowadzane przez sprze
                            > t,
                            > czy w wyniku machania suwakami nie pozwala na mowienie o porownaniach jakosci
                            > dzwieku, po ten na plycie jest juz efektem machania glakami. W przypadku
                            > skrzypiec i kilkusekundowetgo poglosu a la katedra, jest to odejscie od obrazu
                            > naturalnego. Juz dla gitary elektrycznej nie, bo pojecie naturalny nie ma tu
                            > zastosowania. Audiofilski gatunek muzki oznacza:L
                            >
                            > 1. Akustyczne instrumenty plus losy;
                            > 2. Taki, ktory sie nagrywa Z ZALOZENIA oraz ZWYCZAJOWO bez ingerencji stolu
                            > mikserskiego i komputerow w przestrzen akustyczna (nie mylic z akustyka jako ta
                            > ka.
                            >
                            > TYLKO TYLE, to zadne wartosciowanie. Jak sobie wyobrazasz NAURALNE oddanie
                            > syntezatora?

                            No jasne - zarowno syntezator jak i gitara elektryczna to nie instrumenty, a
                            wydawane przez nie halasy nie sa muzyka. Sluchajcie wiec "audiofilskich gatunkow
                            muzyki", jesli poprawiam Wam to samopoczucie,

                            na zdrowie
                            artur dent

                            • Gość: perotin Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 17:24

                              > No jasne - zarowno syntezator jak i gitara elektryczna to nie instrumenty, a
                              > wydawane przez nie halasy nie sa muzyka. Sluchajcie wiec "audiofilskich gatunko
                              > w
                              > muzyki", jesli poprawiam Wam to samopoczucie,


                              Jezeli barwe gitrary czy syntezatora dobierasz galka, to nie mozna mowic o
                              naturalnym brzmieniu INSTRUMENTU. Tak to jest instrument, ale nie ma naturalnego
                              brzmienia, jak na przyklad skrzypce. Jego barwa wynika z dodawania lub
                              odejmowania GALKA tych lub innych skladowych harmonicznych. Dokaladnie to, co
                              robia glosniki, im gorsze tym wiecej. Ale wciaz nie mozna mowic o odejsciu od
                              realizmu, bo to pojecie jest tu NIESKONCZENIE PLYNNE. Ludzie, jak wy czytacie?
                              • artur.dent Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! 24.01.02, 18:39
                                Gość portalu: perotin napisał(a):

                                >
                                > > No jasne - zarowno syntezator jak i gitara elektryczna to nie instrumenty,
                                > a
                                > > wydawane przez nie halasy nie sa muzyka. Sluchajcie wiec "audiofilskich ga
                                > tunko
                                > > w
                                > > muzyki", jesli poprawiam Wam to samopoczucie,
                                >
                                >
                                > Jezeli barwe gitrary czy syntezatora dobierasz galka, to nie mozna mowic o
                                > naturalnym brzmieniu INSTRUMENTU. Tak to jest instrument, ale nie ma naturalneg
                                > o
                                > brzmienia, jak na przyklad skrzypce. Jego barwa wynika z dodawania lub
                                > odejmowania GALKA tych lub innych skladowych harmonicznych. Dokaladnie to, co
                                > robia glosniki, im gorsze tym wiecej. Ale wciaz nie mozna mowic o odejsciu od
                                > realizmu, bo to pojecie jest tu NIESKONCZENIE PLYNNE. Ludzie, jak wy czytacie?

                                Alez ja sie zgadzam, syntezator to nie jest naturalny instrument, przeciez
                                skonstruowaly go zielone ludziki z kosmosu, a nie np. sredniowieczny rzemieslnik
                                strugajacy jakies instrumenty obdarzone niesmiertelna dusza...

                                Wez sie czlowieku zastanow co piszesz.

                                dent

                                • artur.dent Re: DO PEROTINA - syntezatory analogowe 24.01.02, 18:43
                                  artur.dent napisał(a):

                                  > Gość portalu: perotin napisał(a):
                                  >
                                  > >
                                  > > > No jasne - zarowno syntezator jak i gitara elektryczna to nie instrum
                                  > enty,
                                  > > a
                                  > > > wydawane przez nie halasy nie sa muzyka. Sluchajcie wiec "audiofilski
                                  > ch ga
                                  > > tunko
                                  > > > w
                                  > > > muzyki", jesli poprawiam Wam to samopoczucie,
                                  > >
                                  > >
                                  > > Jezeli barwe gitrary czy syntezatora dobierasz galka, to nie mozna mowic o
                                  >
                                  > > naturalnym brzmieniu INSTRUMENTU. Tak to jest instrument, ale nie ma natur
                                  > alneg
                                  > > o
                                  > > brzmienia, jak na przyklad skrzypce. Jego barwa wynika z dodawania lub
                                  > > odejmowania GALKA tych lub innych skladowych harmonicznych. Dokaladnie to,
                                  > co
                                  > > robia glosniki, im gorsze tym wiecej. Ale wciaz nie mozna mowic o odejsciu
                                  > od
                                  > > realizmu, bo to pojecie jest tu NIESKONCZENIE PLYNNE. Ludzie, jak wy czyta
                                  > cie?
                                  >
                                  > Alez ja sie zgadzam, syntezator to nie jest naturalny instrument, przeciez
                                  > skonstruowaly go zielone ludziki z kosmosu, a nie np. sredniowieczny rzemieslni
                                  > k
                                  > strugajacy jakies instrumenty obdarzone niesmiertelna dusza...
                                  >
                                  > Wez sie czlowieku zastanow co piszesz.
                                  >
                                  > dent
                                  >

                                  Jeszcze jedno - nie masz w takim razie zielonego pojecia o starych analogowych
                                  syntezatorach Mooga, Arpa, Oberheima i innych - jesli twierdzisz, ze ZAWSZE
                                  brzmia tak samo i sie nie rozstrajaja - jestes w duzym bledzie i po prostu nie
                                  znasz tematu. Dlugo musialbys zbierac kase, zeby kupic jeden z takich
                                  instrumentow - wlasnie dlatego, ze maja niepowtarzalne, charakterystyczne
                                  brzmienie, te syntezatorowe dinozaury kosztuja dzis majatek.

                                  W tym temacie mnie wiec nie zagniesz.

                                  nara

                                  dent
                                  • Gość: perotin Re: DO PEROTINA - syntezatory analogowe IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 22:34
                                    artur.dent napisał(a):
                                    > Jeszcze jedno - nie masz w takim razie zielonego pojecia o starych analogowych
                                    > syntezatorach Mooga, Arpa, Oberheima i innych - jesli twierdzisz, ze ZAWSZE
                                    > brzmia tak samo i sie nie rozstrajaja - jestes w duzym bledzie i po prostu nie
                                    > znasz tematu. Dlugo musialbys zbierac kase, zeby kupic jeden z takich
                                    > instrumentow - wlasnie dlatego, ze maja niepowtarzalne, charakterystyczne
                                    > brzmienie, te syntezatorowe dinozaury kosztuja dzis majatek.
                                    >
                                    > W tym temacie mnie wiec nie zagniesz.

                                    Nic tajkiego nie twierdzilem, ze brzmia zawsze tak samo, znowu fantazjejesz.
                                    Roznia sie tak jak organy, wiem jak bo sluchalem. Co do reszty, patrz moj nowy
                                    post o modyfikacji sygnalu analogowego w takich wlasnie urzadzeniach.
                                • Gość: perotin Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 22:34
                                  artur.dent napisał(a):

                                  > Alez ja sie zgadzam, syntezator to nie jest naturalny instrument, przeciez
                                  > skonstruowaly go zielone ludziki z kosmosu, a nie np. sredniowieczny rzemieslni
                                  > k
                                  > strugajacy jakies instrumenty obdarzone niesmiertelna dusza...
                                  >
                                  > Wez sie czlowieku zastanow co piszesz.

                                  Mowilem (a przynajmniej o to chodzilo) o NATURALNYM DZWIEKU. Jak oceniasz audio
                                  na nagraniu np. koscielnego wokalu, to porownujesz do rzeczywistego brzmienia
                                  glosu, rzeczywistego wnetrza (ogolnie) itp. W przypadku syntezatora nie ma czegos
                                  takiego, bo:

                                  1. Dzwiek WYDOBYWANY przez syntezator jest efektem przetworzenia sygnalu
                                  cyfrowego lub liniowego (analog)przez wewnetrzne uklady; nie istnieje sam w sobie.
                                  2.Nagrywany na plyte lug grajacy na koncercie jest przetwarzany przez tor
                                  wzmacniajacy i miksujacy;
                                  3. Juz przetworzony na przyklad na koncercie, idzie dalej przez glosniki; w ten
                                  sposob, nawet gdy nagramy dzwiek z glosnikow, nie z konsoli, co mamy oceniac:
                                  nasze audio, czy to na stadionie? Jakosc toru wzmacniajacego w studiu?

                                  I tak dalej. Dany dzwiek syntezatora to sygnal cyfrowy, albo (niech bedzie ten
                                  synt. analogowy) liniowy. Bez toru wzmacniajacego nie istnieje!!! Czyli dzwiek
                                  syntezatora to dzwiek urzadzen ukladow wewnetrznych i urzadzen zewnetrznych. Nie
                                  mozna ocenic barwy sprzetu na podstawie sygnalu syntezatora albo gitary
                                  elektrycznej, bo nie ma do czego go odniesc. Chyba, ze szarpiemy struny bez
                                  wzmocnienia, to zupelnie co innego.

                                  Skrzypce natomiast, choc roznia sie miedzy soba, w przestrzeni akustycznej zawsze
                                  zachowuja sie tak samo. Mozna to, przy dobrej realizacji, odniesc to brzmienia NA
                                  ZYWO i na tej podstawie ocenic sprzet.

                                  4. Syntezator lub gitara w nagraniu np. rockowym (generalnie w kazdym, gdzie cos
                                  takiego wystepuje, dotyczy to wszystkich instrumentow, ktore trzeba miksowac z
                                  reszta bo "NIE BRZMIA" same z siebie) sa miksowane/ umieszczane w sztucznie
                                  tworzonej przestrzeni dzwiekowej. Sztucznie stworzonej przestrzeni nie ma do
                                  czego odniesc. podobnie jak wokalu nagranego w kabinie bezechowej, podczas gdy
                                  chorek spiewa obok, gitara gra gdzies tam albo sie ja dolacza. A do tego tworzy
                                  sie poglos. Poglos z komputera vs. poglos katedry czy sali koncertowej albo
                                  klubu. Znieksztalcony przez kiepski sprzet bedzie rownie "NATURALNY" co ten
                                  odtworzony na high-endzie. Bo juz zapis na plycie jest efektem machania suwakami.
                                  Dlatego mowimy o muzyce audiofilskiej, dla ktorej warto zwracac uwage na niuanse
                                  barwowe, przestrzenne, akustyczne i nieaudiofilskiej, w ktorej liczy sie tylko
                                  czesc apektow: na ewno dynamika (wykop), moze troche barwa, ale o tyle, zeby nie
                                  wyostrzalo, nie zeby soie zblizyc do idealu, jakim jest wykonanie na zywo, bo
                                  takie nawet w przypadku konccertow rockowych nie istnieje, gdyz gra naglosnienie.
                                  Nikt niczego nie wartosciuje, sam sluchalem dawno temu nawet Modern Talking
                                  (podstawowka), bylo troche rocka, duzo Milesa Davisa i Jarreta... Wiem co sie tam
                                  robi, widzialem jak to sie robi.
                        • Gość: polonus Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! IP: 198.138.227.* 25.01.02, 15:18
                          > Wiesz co mi przypomina takie gadanie? Byl kiedys taki jeden, ktory twierdzil, z
                          > e
                          > jego rasa jest lepsza i fajniejsza od innych - chyba nie musze Ci przypominac j
                          > ak
                          > ten gosc z wasikiem sie nazywal.
                          kompletnie bez sensu to porownianie, jestes nie tylko ograniczony
                          >
                          >
                          > banda zalosnych typkow ktorzy onanizuja sie swoim sprzetem. I czy Ci sie to
                          ale i bardzo ordynarny
                          > podoba, czy nie - w 99 procentach sluchacie sprzetu i dzwiekow a nie MUZYKI do
                          > cholery.
                          >
                          szkoda czasu na dyskusje z toba...
                      • verbal.kint Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! 24.01.02, 18:22
                        Gość portalu: polonus napisał(a):
                        > Kazdy kto raz zetknal sie z highend i nie jest gluchy juz nigdy nie zazna
                        > spokojnego snu.

                        Masz pecha. Zetknalem sie wielokrotnie, ucho mam, ale choc dbam o jakosc spie spokojnie. Wole 50 kolejnych plyt niz 3 i sprzet w cenie 5 tysiecy płyt. Emocje jakie muzyka wywołuje pozostaja, choc może nie słysze uderzenia moteczka w strune fortepianu.

                        v

                        • Gość: perotin Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 23:02
                          verbal.kint napisał(a):

                          > Gość portalu: polonus napisał(a):
                          > > Kazdy kto raz zetknal sie z highend i nie jest gluchy juz nigdy nie zazna
                          > > spokojnego snu.
                          >
                          > Masz pecha. Zetknalem sie wielokrotnie, ucho mam, ale choc dbam o jakosc spie s
                          > pokojnie. Wole 50 kolejnych plyt niz 3 i sprzet w cenie 5 tysiecy płyt. Emocje
                          > jakie muzyka wywołuje pozostaja, choc może nie słysze uderzenia moteczka w stru
                          > ne fortepianu.

                          Ja od czasu gdy 3 lata temu zmienilem sprzet na klasy "lekko-polsredniej", to
                          choc przy okazji zakochalem sie w elektrostatach i on nich marze, nic mi jakos
                          nie przeszkodzilo to w ograniczejniu sie do plyt granitowych i paru kawalkow
                          gabki w ciagu tych 3 lat. Wszystko idzie na plyty. Jednak o ile 5 tysiecy nowych
                          plyt jest lepsze od hihg-endu, to co bys powiedzial na 5 tysiecy plyty plus high-
                          end? Jedno sie nie kloci z drugim, kwestia kasy. Zreszta po jakims czasie masz
                          wiecej plyt niz masz ochote/czas sluchac. Wtedy odkladasz iles tam nowych na za
                          rok, zbierasz na lepszy sprzet, czesto odkrywasz plyty na nowo, potem wracasz do
                          kupowania plyt. Moim zdaniem podejscie rownie "muzyczne", co sluchanie na
                          patefonie mimo wszelkich niedoskonalosci (nie moimy o patefonach high-endowych
                          oczywiscie).

                          Rzecz jasna, jak trzeba wybierac, to jak dla mnie plyty. Ale od pewnej granicy,
                          na pewno nie na discmanie i sluchaweczkach. Nie moja muzyke przynajmniej, bo sie
                          glosy zgubia i polowy nie slychac; gubienie detali dzwiekowych/akustycznych to
                          nie to samo, co gubienie czy zlewanie sie np. gloso w polifonii, czyli skladowych
                          wizji tworcy. Znow przyklad motetow izorytmicznych Dufaya: jak sie zleja dwa
                          puzony w dwoch niskich (z czterech-pieciu) glosach to tak, jakby wyciac z The
                          Doors na przyklad basiste.
                          • Gość: As W Doorsach nie było basisty IP: 172.16.2.* 26.01.02, 01:35
                            W Doorsach nie było basisty - basowe podkłady wykonywał klawiszowiec Manzarek.
                            • Gość: perotin Re: W Doorsach nie było basisty IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 26.01.02, 18:10
                              Gość portalu: As napisał(a):

                              > W Doorsach nie było basisty - basowe podkłady wykonywał klawiszowiec Manzarek.

                              OK, mea culpa, wstaw tam sobie co chcesz. A ze klawiszowiec... usunmy
                              klawiszowca wink
                      • Gość: este Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! IP: *.tarnobrzeg.cvx.ppp.tpnet.pl 29.01.02, 01:39
                        Gość portalu: polonus napisał(a):

                        > >
                        > > W takim razie kazdy, kto zarabia np. 900 zl miesiecznie nie jest i nigdy n
                        > ie
                        > > bedzie prawdziwym milosnikiem muzyki, bo nie stac go na odpowiedni sprzet
                        > > Prawdziwego Milosnika Muzyki.
                        > Kazy co zarabia 900zl (tez tyle zarabialem - kiedys smile ) jest w stanie po 3
                        > latach odlozyc (jesli care) tyle kasy zeby kupic przyzwoite zestawienie) i zacz
                        > ac
                        > sluchac tej muzyki zamiast aktowac jej jako tla otoczenia, niestety przy
                        > Technolach niema mowy zgadzam sie usiasc i sluchac bo zaboli glowa, wiec czlowi
                        > ek
                        > lata w kolko jak opetany, pierze sprzata, dlubie w nosie robi jednym slowem
                        > wszystko zeby odwrocic swoja uwage od tego strasznego halasu.
                        >
                        > Przy highendzie (mowie i o software i hardware) kazdy ale to kazdy delikwent
                        > usiadzie oszolomiony i bedzie spijal wszystkie blogie dziwieki do ostatniej
                        > kropli aby nawet jednej nie uronic, tak sluchanie highend jest obsorbujace nie
                        > da
                        > sie robic przy tym nic wiecej. Jesli jestes to znaczy ze nie jest to jeszcze
                        > highend, albo software nie odpowiedni.
                        > >
                        > > Bo caly czas mowisz o DZWIEKACH a nie o MUZYCE - tak, sluchasz dzwiekow a
                        > nie
                        > > muzyki.
                        > Bo muzyka sklada sie z dzwiekow, jesli te dzwieki nie sa odtwarzane po proawnie
                        >
                        > to w jaki sposob moga stanowic muzyke, daja tylko halas, ktory z jakis powodu 9
                        > 9%
                        > spoleczenstwa toleruje, uwazajac ze to muzyka. Nie mozesz ze slych skladnikow
                        > zbudowac poprawnej calosci.
                        > Tak jak 90% spoleczenstwa toleruje fita126p jako samochod, nie dlatego ze nim
                        > jest tylko dlatego ze nie stac ja na nic innego. To ze nas nie stac na Wadie ni
                        > e
                        > oznacza ze musimy wierzyc ze Discman jest w stanie odtworzyc orkiestre
                        > symfoniczna, po co okamywac siebie.
                        > Kazdy kto raz zetknal sie z highend i nie jest gluchy juz nigdy nie zazna
                        > spokojnego snu.
                        >
                        > >
                        > > Bo ja, w przeciwienstwie do Ciebie, szukam w muzyce duszy, a nie odpowiedn
                        > ich
                        > > czestotliwosci.
                        > jak mozna znalezc dusze w czyms co jej nie ma, rozumiem ze stojac na przystanku
                        >
                        > mozna sluchac walkmana ale mowienie o duszy, to juz tandetyzm amerykanski, oni
                        > tez potrafia sie podniecac kazdym go..., albo przerost formy na trescia, troche
                        >
                        > sie zapedziles.
                        > >
                        > > Przemysl to, zanim znow bedziesz nas raczyl swoimi wykladami o akustyce.
                        > >
                        > > artur dent, milosnik muzyki
                        > jak mozna milowac cos czego sie nie slyszalo, chyba ze sluchasz metalu rapu i
                        > innych halasow tak faktycznie posiadanie drozszego sprzetu nic nie pomoze, hala
                        > s
                        > bedzie jedynie bardziej uciazliwy, bo takie "muzyki" sa miksowane ( sa podbijan
                        > ie
                        > niske i gorne czestotliwosci, sztucznie przesterowywane nagranie aby sprawic
                        > wrazenie na sluchaczu wiekszej glosnosci) pod katem urzywania maximum na
                        > boomboxie.
                        > Wtedy w 100% zgadzam sie ze sluchacze tej "muzyki" nigdy nie odczuja potrzeby
                        > posiadania niczego wiecej, bo maja nie odczuc.
                        > W kazdym sklepie hifi (mowie o prawdziwych sklepach hifi) jako pierwsze zostani
                        > e
                        > nam zadane pytanie czego sluchamy. Jesli beda to wyzej wymienione gatunki to
                        > sprzedawca nam odpowie to idz pan sluchaj dalej i glowy nie zawracaj, nie po
                        > przez zlosliwosc tylko po prostu dlatego ze inwestowanie w sprzet w tym
                        > przypadku nic nie wniesie i takiemu delikwentowi pomoc nie mozna.
                        >
                        > Bo tylko audiofilskie gatunki muzyki wymagaja audiofilskiegi sprzetu.
                        > I wtedy nie jest prawda ze sprzet doesn't matter o czy wie kazdy co slucha muzy
                        > ki
                        > a nie halasu.


                        polonus, co ty bredzisz?!
                        tylko audiofilskie gatunki wymagają audiofilskiego sprżętu???
                        audiofilskie, to znaczy jakie?

                        Joachim Gerard (czy jakoś tak), konstruktor wyśmienitych kolumn Audio Physic,
                        twierdzi, że sprzęt hiend, na którym dobrze się słucha tylko audiofilskich
                        produkcji jest do luftu!
                        i ma rację

                        a redakcji "HiFi i Muzyki" zdarza się testować sprzęt hi-end nie dość że na
                        płytach Madonny, to nawet na Sepulturze, Primusie czy Cypress Hill !
                        na pewno nic Ci te nazwy nie mówią, bo to przecież nie muzyka
                        ale to Ty tak uważasz i wydaje Ci się że masz świętą rację i jesteś takim znawcą
                        że możesz wyrażać opinię co jest a co nie jest muzyką
                        uzurpujesz sobie prawo do wypowiadania się o rzeczach o których nie masz pojęcia,
                        bo nie masz pojecia o pewnych gatunkach MUZYKI, dlatego pozwalasz sobie nazywać
                        je hałasem

                        wydaje mi się, że moje upodobania muzyczne prędzej pokrywają się w jakimś stopniu
                        z upodobaniom artura.denta niż twoimi, ale mimo to dużą wagę przywiązuję do
                        jakości brzmienia i mogę siebie chyba nazwać początkującym audiofilem
                        i powiem Ci, że KAŻDA muzyka zabrzmi lepiej na lepszym sprzęcie!

                        próbuję również na innym forum bronić tezy, że audiofile są w większości
                        miłośnikami muzyki
                        jednak chyba wolę, żeby nie nazywano mnie audiofilem, bo nie chcę byc kojarzony z
                        takimi osobnikami jak Ty

                        pozdrawiam audiofilów - miłośników muzyki
                        i miłośnikow muzyki, którzy olewają sprzęt (dużo tracicie!)

                        audiofilscy fundamentaliści! to przez was większość ludzi ma negatywną opinię o
                        całym audiofilizmie! wasze miejsce jest na Kubie razem z Talibami smile

                        este




                    • Gość: perotin Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 16:40
                      artur.dent napisał(a):

                      > Niestety Perotin, ale zaden, ale to zaden Twoj argument do mnie nie przemawia.
                      > Muzyka i jej sluchanie to nie eksperyment w laboratorium - a Ty tak chyba to
                      > traktujesz. To, ze ktos slucha muzyki w radiu albo na discmanie nie oznacza, ze
                      >
                      > slucha tapety albo ma gdzies muzyke - co za debilny argument!!!

                      Wspominales (albo ktos inny) cos o SPOSOBACH sluchania a nie NA CZYM i w tej
                      kwestii ci opowiedzialem, jak rowniez nie pisalem o sluchaniu disco polo w
                      tramwaju, wiec do tego sie ogranicze (przeczytaj jeszcze raz, na co
                      odpowiadalem): Wiec do rzeczy:

                      Jezeli ktos mi pisze o sluchaniu przy sprzataniu niech wie, ze pewnych rzeczy dak
                      sie luchac nie da, bo nie jest to sluchanie, a dwa ze po prostu sie nie da. Nie
                      jest mozliwa percepcja wieloglosowej mszy zalobnej na discmanie w tramwaju (i tak
                      nic by nie bylo slychac, to nie lubudubu), nie jest mozliwe sluchanie przy
                      sprzataniu wstrzasajacych glebia wyrazu opracowan tekstu lamentacji Jeremiasza,
                      nie jest mozliwe sluchanie czytajac gazete Responsoriow na WIlki tydzien
                      Victorii, przeznaczonych do wykonywania o swicie w kosciele pograzonym w
                      ciemnosciach przy gaszonych kolejno swiecach. I wreszcie nie jest mozliwe
                      sluchanie abstrakcyjnej XV=XVI wiecznej (choc natchnionej) polifonii franko-
                      flamandzkiej bez obserwowania pewnych zjawisk natury matematycznej, jak rowniez
                      madrygalistow i w ogole silnie retorycznych utworow religijnych. Nie mowie tu
                      wcale o sledzeniu liczby nut w sekcji i obliczaniu ich kolejnych wartosci wg
                      numeru w alfabecie u Ockeghema (64 i 81 no i mamy Johannes Ockjeghem), ale jezeli
                      na slowach Salve me fac mamy taki a nie inny dysonans i odleglosc miedzy glosami,
                      to albo zwracamy na to uwage, albo nie mamy pojecia co jest grane. Jezeli nie
                      znamy tekstu i nie zwracamy uwagi na jego powiazania z dzwiekami u Gesualda, to
                      opadajace luki melodyczne na "morire", kontrast miedzy sasiadujacymi "dolorosa"
                      i "gioia" (oksymoron bolesna radosc, ew. na odwrot) nic nam nie powiedza, cala
                      retoryka bierze w leb, a to jest istota tej muzyki. Na razie ktos tu myli pojecia.

                      A muzyka to moja najwiesza pasja obok sportu. Jak slucham po polnocy po ciemku,
                      odjezdzam w czasie, przestrzeni, porywa mnie swietlisty, natchniony charakter
                      opracowan motetow maryjnych Victrorii... ale do pewnych rzeczy dochodzilem
                      latami. Pisze Paul van Nevel w ksiazeczce dolaczonej do nagrania motetow
                      izorytmicznych Dufaya (XV wiek): "sluchacz powinien sluchac tych utworow osobno,
                      nie ciurkiem, kazdy po kilka razy, gdyz inaczej nie jest mozliwe uchwycenie linii
                      glosu izorytmicznego". Potem dopiero, kiedy juz slyszymy wszystko, bez skupiania
                      sie tylko na tym, mozemy przystapic do sluchania jako takiego. Widzisz, ludzie w
                      dawnych wiekach nie mieli sluchu czy umyslu "skazonego" mysleniem czysto
                      harmonicznym (czyli wszystko od jazzu po Heacy metal i disco polo). Od dziecka
                      dorastajacy i ksztalceni zazwyczaj w mysleniu linearnym, poziomym (czyli
                      polifonicznym), a nie pionowym (wspolbrzmienia same w sobie), mogli od pierwszego
                      slyszenia cieszyc sie calkowicie nieskrepowana percepcja dziela muzycznego. My
                      teraz, sluchajac dawnej polifonii, nie mamy wyjscia, nie mamy we krwi
                      umiejetnosci takiego slyszenia, musimy wyjsc przynajmniej od pewnej analizy. ALbo
                      slyszymy plame.

                      Wiesz, tak w ogole to wyglada to zdaje mi sie nastepujaco: ja wiem co to jest
                      jazz i jak sie tego slucha, slyszalem rozne Kaziki i ACDC, disco polo co weekend
                      w szerokim sasiedztwie, a ty jednak chyba nie bardzo kojarzysz, o czym mowie.
                      Poznaj to, dojrzej, porozmawiamy.

                      Tymczasem polecam jedno z dziel wszechczasow: "Kunst der fuge" Bacha, najlepiej
                      na klawesynie. Mysle ze nie strawisz i nic nie uslyszysz. A w tym sie mozna
                      zatopic bez reszty, po pewnym czasie wcale nie muszac nic analizowac. Ale ja do
                      tego doszedlem po kilku latach sluchania Bacha jako takiego. Proby nabraly sensu
                      dopiero po analizie tematow i pozyczeniu nut (nie trzeba ich nawet znac poza tym,
                      czego ucza w 5 klasie).

                      Dla mnie EOT, bo znow egzamin zawale, a nic wiecej nie wymysle.
                      • artur.dent Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! 24.01.02, 16:48
                        Gość portalu: perotin napisał(a):

                        > artur.dent napisał(a):
                        >
                        > > Niestety Perotin, ale zaden, ale to zaden Twoj argument do mnie nie przema
                        > wia.
                        > > Muzyka i jej sluchanie to nie eksperyment w laboratorium - a Ty tak chyba
                        > to
                        > > traktujesz. To, ze ktos slucha muzyki w radiu albo na discmanie nie oznacz
                        > a, ze
                        > >
                        > > slucha tapety albo ma gdzies muzyke - co za debilny argument!!!
                        >
                        > Wspominales (albo ktos inny) cos o SPOSOBACH sluchania a nie NA CZYM i w tej
                        > kwestii ci opowiedzialem, jak rowniez nie pisalem o sluchaniu disco polo w
                        > tramwaju, wiec do tego sie ogranicze (przeczytaj jeszcze raz, na co
                        > odpowiadalem): Wiec do rzeczy:
                        >
                        > Jezeli ktos mi pisze o sluchaniu przy sprzataniu niech wie, ze pewnych rzeczy d
                        > ak
                        > sie luchac nie da, bo nie jest to sluchanie, a dwa ze po prostu sie nie da. Nie
                        >
                        > jest mozliwa percepcja wieloglosowej mszy zalobnej na discmanie w tramwaju (i t
                        > ak
                        > nic by nie bylo slychac, to nie lubudubu), nie jest mozliwe sluchanie przy
                        > sprzataniu wstrzasajacych glebia wyrazu opracowan tekstu lamentacji Jeremiasza,
                        >
                        > nie jest mozliwe sluchanie czytajac gazete Responsoriow na WIlki tydzien
                        > Victorii, przeznaczonych do wykonywania o swicie w kosciele pograzonym w
                        > ciemnosciach przy gaszonych kolejno swiecach. I wreszcie nie jest mozliwe
                        > sluchanie abstrakcyjnej XV=XVI wiecznej (choc natchnionej) polifonii franko-
                        > flamandzkiej bez obserwowania pewnych zjawisk natury matematycznej, jak rowniez
                        >
                        > madrygalistow i w ogole silnie retorycznych utworow religijnych. Nie mowie tu
                        > wcale o sledzeniu liczby nut w sekcji i obliczaniu ich kolejnych wartosci wg
                        > numeru w alfabecie u Ockeghema (64 i 81 no i mamy Johannes Ockjeghem), ale jeze
                        > li
                        > na slowach Salve me fac mamy taki a nie inny dysonans i odleglosc miedzy glosam
                        > i,
                        > to albo zwracamy na to uwage, albo nie mamy pojecia co jest grane. Jezeli nie
                        > znamy tekstu i nie zwracamy uwagi na jego powiazania z dzwiekami u Gesualda, to
                        >
                        > opadajace luki melodyczne na "morire", kontrast miedzy sasiadujacymi "dolorosa"
                        >
                        > i "gioia" (oksymoron bolesna radosc, ew. na odwrot) nic nam nie powiedza, cala
                        > retoryka bierze w leb, a to jest istota tej muzyki. Na razie ktos tu myli pojec
                        > ia.
                        >
                        > A muzyka to moja najwiesza pasja obok sportu. Jak slucham po polnocy po ciemku,
                        >
                        > odjezdzam w czasie, przestrzeni, porywa mnie swietlisty, natchniony charakter
                        > opracowan motetow maryjnych Victrorii... ale do pewnych rzeczy dochodzilem
                        > latami. Pisze Paul van Nevel w ksiazeczce dolaczonej do nagrania motetow
                        > izorytmicznych Dufaya (XV wiek): "sluchacz powinien sluchac tych utworow osobno
                        > ,
                        > nie ciurkiem, kazdy po kilka razy, gdyz inaczej nie jest mozliwe uchwycenie lin
                        > ii
                        > glosu izorytmicznego". Potem dopiero, kiedy juz slyszymy wszystko, bez skupiani
                        > a
                        > sie tylko na tym, mozemy przystapic do sluchania jako takiego. Widzisz, ludzie
                        > w
                        > dawnych wiekach nie mieli sluchu czy umyslu "skazonego" mysleniem czysto
                        > harmonicznym (czyli wszystko od jazzu po Heacy metal i disco polo). Od dziecka
                        > dorastajacy i ksztalceni zazwyczaj w mysleniu linearnym, poziomym (czyli
                        > polifonicznym), a nie pionowym (wspolbrzmienia same w sobie), mogli od pierwsze
                        > go
                        > slyszenia cieszyc sie calkowicie nieskrepowana percepcja dziela muzycznego. My
                        > teraz, sluchajac dawnej polifonii, nie mamy wyjscia, nie mamy we krwi
                        > umiejetnosci takiego slyszenia, musimy wyjsc przynajmniej od pewnej analizy. AL
                        > bo
                        > slyszymy plame.
                        >
                        > Wiesz, tak w ogole to wyglada to zdaje mi sie nastepujaco: ja wiem co to jest
                        > jazz i jak sie tego slucha, slyszalem rozne Kaziki i ACDC, disco polo co weeken
                        > d
                        > w szerokim sasiedztwie, a ty jednak chyba nie bardzo kojarzysz, o czym mowie.
                        > Poznaj to, dojrzej, porozmawiamy.
                        >
                        > Tymczasem polecam jedno z dziel wszechczasow: "Kunst der fuge" Bacha, najlepiej
                        >
                        > na klawesynie. Mysle ze nie strawisz i nic nie uslyszysz. A w tym sie mozna
                        > zatopic bez reszty, po pewnym czasie wcale nie muszac nic analizowac. Ale ja do
                        >
                        > tego doszedlem po kilku latach sluchania Bacha jako takiego. Proby nabraly sens
                        > u
                        > dopiero po analizie tematow i pozyczeniu nut (nie trzeba ich nawet znac poza ty
                        > m,
                        > czego ucza w 5 klasie).
                        >
                        > Dla mnie EOT, bo znow egzamin zawale, a nic wiecej nie wymysle.

                        Rzeczywiscie EOT, dyskusja z Toba nie ma najmniejszego sensu.

                        Pozdrawiam wszystkich ludzi, ktorzy kochaja muzyke i nie stwarzaja sobie z tego
                        powodu zupelnie niepotrzebnych problemow,

                        artur dent
                        • Gość: perotin Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 17:17
                          artur.dent napisał(a):

                          > Rzeczywiscie EOT, dyskusja z Toba nie ma najmniejszego sensu.

                          Dyskusja mowisz? Gratuluje samopoczucia.

                          O nieswiadomy!!! Zdejmij mu Panie bielmo z oczu! To tak tytulem zartu, tzn.
                          sprobuj posluchac tego o czym pisalem tak jak uwazasz za normalne sluchanie.
                          Potem zobaczymy. Moj mail w razie czro: perotin@poczta.gazeta.pl Moge ci nawet
                          sampla wyslac.
                          • artur.dent Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! 24.01.02, 18:31
                            Gość portalu: perotin napisał(a):

                            > artur.dent napisał(a):
                            >
                            > > Rzeczywiscie EOT, dyskusja z Toba nie ma najmniejszego sensu.
                            >
                            > Dyskusja mowisz? Gratuluje samopoczucia.
                            >
                            > O nieswiadomy!!! Zdejmij mu Panie bielmo z oczu! To tak tytulem zartu, tzn.
                            > sprobuj posluchac tego o czym pisalem tak jak uwazasz za normalne sluchanie.
                            > Potem zobaczymy. Moj mail w razie czro: perotin@poczta.gazeta.pl Moge ci nawet
                            > sampla wyslac.

                            Hmmm... jesli mowa o samopoczuciu, to moje jest fatalne, za to Ty chyba nie
                            mozesz na nie narzekac - raczysz nas saznistymi wykladami z pogranicza
                            muzykologii i inzynierii dzwieku. Probujesz nam wszystkim udowodnic, ze jestesmi
                            kmiotkami i nie mamy zielonego pojecia o muzyce, nie mowiac juz o tym, ze nie
                            wiemy jak jej sluchac! Gdyby forum gazety wreczalo jakies nagrody ja nominowalbym
                            Cie w dziedzinie zarozumialosci.

                            Dziekuje wiec Panie Profesorze za wyklad, ja osobiscie na nastepnym sie nie
                            pojawie.

                            PS. Co do probek dzwieku i wspomnianych przez Ciebie utworow - nie bede sluchal
                            tych utworow, poniewaz moim kryterium wyboru muzyki do sluchania nie sa
                            akustyczne niuanse mierzone za pomoca komputerow i spektroskopow. A po za tym,
                            nadazajac za Twoim tokiem rozumowania stwierdzam, ze w czasach czarnych krazkow
                            na 78 obrotow NIE BYLO NA TEJ PLANECIE ANI JEDNEJ OSOBY, KTORA SLUCHALA I KOCHALA
                            MUZYKE! TO STRASZNE! No bo przeciez nic nie bylo slychac z tych nedznych
                            patefonow...

                            Sorry Peotin, naprawde mi Ciebie zal.
                            • Gość: perotin Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 22:33
                              artur.dent napisał(a):

                              > PS. Co do probek dzwieku i wspomnianych przez Ciebie utworow - nie bede sluchal
                              >
                              > tych utworow, poniewaz moim kryterium wyboru muzyki do sluchania nie sa
                              > akustyczne niuanse mierzone za pomoca komputerow i spektroskopow.

                              Nie na temat. Propozycja dotycznyla oceny, czy takie rzeczyda sie sluchac
                              sprzatajac, czytajac gazete, discmanem w tramwaju itak dalej wg. listy.
                            • Gość: perotin Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 22:34
                              artur.dent napisał(a):

                              > Hmmm... jesli mowa o samopoczuciu, to moje jest fatalne, za to Ty chyba nie
                              > mozesz na nie narzekac - raczysz nas saznistymi wykladami z pogranicza
                              > muzykologii i inzynierii dzwieku. Probujesz nam wszystkim udowodnic, ze jestesm
                              > i
                              > kmiotkami i nie mamy zielonego pojecia o muzyce, nie mowiac juz o tym, ze nie
                              > wiemy jak jej sluchac!

                              Wysle sampla, sam ocenisz. Moze nie przyznasz mi racji. Wiesz, czasem slysze
                              zdziwienie, ze ten poglos to naturalny? Opactwo Fontevraud, 4 sekundy, katedra w
                              Salzburgu, jakies 5. A tu takie pytanie.

                              >Gdyby forum gazety wreczalo jakies nagrody ja nominowalb
                              > ym
                              > Cie w dziedzinie zarozumialosci.

                              Jasne: "kretynski", "idiotyczny"... mam cytowac dalej?

                              > na 78 obrotow NIE BYLO NA TEJ PLANECIE ANI JEDNEJ OSOBY, KTORA SLUCHALA I KOCHA
                              > LA
                              > MUZYKE! TO STRASZNE! No bo przeciez nic nie bylo slychac z tych nedznych
                              > patefonow...

                              A wiesz, co wtedy robiono? usuwano z utworu na przyklad tuby i dawano dodatkowe
                              kontrabasy, zeby uniknac przesterowan. Skracano Beethovena o polowe albo wiecej,
                              zeby sie zmiescilo. Nikt wtedy nie sluchal klasyki tak jak dzisiaj, byly
                              koncerty, a patefon tobyl taki dodatek do posluchania od swieta. Moze poza tym
                              sluchalo sie inaczej, ale klasyka... tworcy sie pewnie w grobach przewracali.

                              >
                              > Sorry Peotin, naprawde mi Ciebie zal.

                              A ja dobrze sie bawie, jak mi wmawiasz, ze zwracajac uwage na istote zamyslu
                              kompozytora trace wiecej, niz gdybym tego nie robil. A co do zwracania uwagi na
                              niuanse dzwiekowe, to chyba nie czytales moich postow. Caly czas walkuje, ze
                              wiekszosc moich plyt jest nienajleopiej nagrana i je uwielbiam (innych sie
                              pozbylem albo nie ku0pilem, bo jestem tu ostrozny). A jezeli z dwoch rownie
                              wartosciowych muzycznie plyt ta lepiej nagrana nie jest lepsza, a nawet z TWOIM
                              podejsciem do sluchania lepszy sprzet nie bylby lepszy, to sorry, ale nie
                              rozumiem. A cos szkodzi dobrze nagrywac? A co szkodzi lepiej ustawic kolumny gdy
                              mozna lepiej? Dlaczego to sie musi klocic z takim sposobem sluchania jak twoj?
                              przeciez pisze na okroglo, ze slucham muzyki dla muzyki, nie dziwieku, tylko
                              PONAD TO analizuje (bo trzeba, taka muzyka) i staram sie wiecej z tych nagrac
                              (czesto niedoskonalych) wyciagnac. Po prostu zwracam uwage na WIECEJ aspektow niz
                              ty, a najwazniejsze jest to samo co dla ciebie. Jak po raz kolejny to powtarzam,
                              a ty w kolo Macieju. Widzisz to czego nie ma albo nie doczytujesz. Albo sie
                              gotujesz ze zlosci, nie wiem.
                              • artur.dent Re: dobra, dobra... WYJASNIENIA DLA PEROTINA 25.01.02, 00:55
                                Gość portalu: perotin napisał(a):

                                > Po prostu zwracam uwage na WIECEJ aspektow niz
                                > ty, a najwazniejsze jest to samo co dla ciebie. Jak po raz kolejny to
                                powtarzam
                                > ,
                                > a ty w kolo Macieju. Widzisz to czego nie ma albo nie doczytujesz. Albo sie
                                > gotujesz ze zlosci, nie wiem.

                                Ok, przyznaje ze pare razy hardcore'owo pojechalem po audiofilach - jesli ktos
                                sie poczul urazony to sorry, ale urazony moze czuc sie takze kazdy normalny
                                sluchacz, ktory po przeczytaniu Twoich i polonusa postow moze czuc sie jak
                                skonczony burak ktoremu sloma z butow wychodzi.

                                A zatem Perotin - masz bardzo fajne hobby, przyznaje. Nie ma w nim nic zlego.
                                Zadziwia mnie jednak upor, zaciecie i szczegolowosc, z jaka raczycz nas swoimi
                                akustyczno-muzykologicznymi wykladami. Zachodze w glowe jaki masz w tym cel?

                                Wnioski nasuwaja sie same. Ty, Perotin, udowadniasz nam, ze jestes na
                                najwyzszym poziomie muzycznego wtajemniczenia. My zas, motloch sluchajacy
                                podlych gatunkow pseudomuzycznych, czy "nieuadiofilskich" (rock, jazz, pop,
                                metal), nie mamy bladego pojecia o przezywaniu i sluchaniu muzyki.

                                Nie wykrecaj sie, ze swoimi wykladami nie wartosciujesz muzyki. Wlasnie to
                                robisz. Przypuscmy, ze ktos napisze w poscie tylko jedno zdanie, powiedzmy ze w
                                stylu "Ja tam lubie sluchac muzyki wszedzie, jak mi sie podoba - wszystko jedno
                                czy w aucie, na przystanku, w domu na kanapie". Co robi Perotin? Odpisuje mu,
                                piszac wyklad elektroakustyczny o objetosci dwoch stron maszynopisu niemalze.

                                I jak tu oceniac takie zachowanie? Czy to nie jest wartosciowanie? Takie tez
                                zachowanie nazywam zarozumialoscia, choc wlasciwszym slowem jest medrkowanie.

                                Dzielisz ludzi na gorszych i lepszych, dzielisz muzyke na gorsza i lepsza.
                                I to mi sie nie podoba.

                                Dotarlo do Ciebie chlopie?

                                dent

                                PS. Poza tym lamiesz netykiete piszac takie elaboraty - netykieta mowi zeby
                                pisac zwiezle, do rzeczy. Ja tez ja lamie odpisujac tobie tyloma slowami, ale
                                inaczej sie nie da.
                                PS. Uzylem raz slowa debilny, nie uzylem slowa kretynski i idiotyczni - bardzo
                                Cie prosze zebys wiecej nie przekrecal moich wypowiedzi, dziekuje.
                                • perotin Re: dobra, dobra... WYJASNIENIA DLA PEROTINA 25.01.02, 10:27
                                  artur.dent napisał(a):

                                  > Ok, przyznaje ze pare razy hardcore'owo pojechalem po audiofilach - jesli ktos
                                  > sie poczul urazony to sorry, ale urazony moze czuc sie takze kazdy normalny
                                  > sluchacz, ktory po przeczytaniu Twoich i polonusa postow moze czuc sie jak
                                  > skonczony burak ktoremu sloma z butow wychodzi.

                                  Nieprawda. Sorry, jezeli jakies moje skroty myslowe sugerowaly cos innego.


                                  > A zatem Perotin - masz bardzo fajne hobby, przyznaje. Nie ma w nim nic zlego.
                                  > Zadziwia mnie jednak upor, zaciecie i szczegolowosc, z jaka raczycz nas swoimi
                                  > akustyczno-muzykologicznymi wykladami. Zachodze w glowe jaki masz w tym cel?

                                  Proste. Ja pisze: "zjawiskowy", "natchniony", "swietlisty", "porazajacy
                                  glebia", "wstrzasajacy tekst", "wymaga ciszy, samotnosci, skupienia, ciemnosci,
                                  ie dla dzwieku, ale samej muzyki...". Ty w kolko, ze slucham kodu
                                  zerojedynkowego, nie muzyki. Przeciez ocipiec mozna, jak jeszcze mam pisac, zeby
                                  uniknac takich zarzutow? Podejrzewam, czy ci sie chwilami nie pomylilo, komu w
                                  danym momencie odpowiadasz? To mozliwe, tez sie chwilami gubilem i musialem 3x
                                  pomyslec.

                                  > Wnioski nasuwaja sie same. Ty, Perotin, udowadniasz nam, ze jestes na
                                  > najwyzszym poziomie muzycznego wtajemniczenia. My zas, motloch sluchajacy
                                  > podlych gatunkow pseudomuzycznych, czy "nieuadiofilskich" (rock, jazz, pop,
                                  > metal), nie mamy bladego pojecia o przezywaniu i sluchaniu muzyki.

                                  Myslalem, ze na przyklad "repertuar audiofilski" jest rozroznieniem powszechnie
                                  stosowanym, jezeli w odpowiedzi czytam ze to jakas paranoja (chyba bylo
                                  ostrzej)... Jak dotad nikt sie nie obrazal. Ciekawe, dlaczego wytwornie
                                  audiofilskie (NIC NIE MAM W KOLEKCJI) ograniczaja sie do dwoch gatunkow, a
                                  przynjamniej akustycznych brzmien i wnetrz? A na pewno wsrod ich szefow
                                  milosnikow rocka, metalu i innych nie brakuje, podobnie popytu. I nikt tu nic nie
                                  wartosciuje. Zreszta mozna sie ich zapytac.

                                  >
                                  > Nie wykrecaj sie, ze swoimi wykladami nie wartosciujesz muzyki. Wlasnie to
                                  > robisz. Przypuscmy, ze ktos napisze w poscie tylko jedno zdanie, powiedzmy ze w
                                  >
                                  > stylu "Ja tam lubie sluchac muzyki wszedzie, jak mi sie podoba - wszystko jedno
                                  >
                                  > czy w aucie, na przystanku, w domu na kanapie". Co robi Perotin? Odpisuje mu,
                                  > piszac wyklad elektroakustyczny o objetosci dwoch stron maszynopisu niemalze.

                                  Tak? To przeczytaj moj post w odpowiedzi na liste (m) liste sposobow sluchania.
                                  Ja pisze ze ja slucham rzeczy, ktore wymagaja skupienia, warunkow, a ktos nie na
                                  temat o sposobach sluchania: przy sprzataniu, gotowaniu, nauce. ja sie zapytalem,
                                  czy mowimy o sluchaniu, czy tworzeniu tapety. Chodzilo ot te NAUKE. Jak sie
                                  uczysz, to nie sluchasz, slyszysz cos tam w tle. ALbo sie nie uczysz. Chyba, ze
                                  jestes Bachem albo Glenem Gouldem, geniuszem o "polifonicznym umysle". Zeby go
                                  (m) strawestowac: 99.9% nie jest.
                                  Jezeli wyczytales, ze wg mnie nieaudiofilskie gatunki nadaja sie tylko jako
                                  tapeta, to chyba - przyznaje - ten moj skrot myslowy w odpowiedzi dla m:

                                  ">>... te wszystki cuda jak "naturalna przestrzeń" itp maja sens tylko wtedy,
                                  >> kiedy słuchasz muzyki nie robiąc przy tym nic innego, siedzisz kołkiem w
                                  jednym
                                  >>
                                  >> miesjcu (bo jak się przesuniesz o pół metra to katastrofa - nic nie słychać) i
                                  >> skupiasz się tylko na słuchaniu. Ale kto tak robi ? najwyżej garstka audiofili,
                                  >>
                                  >> która doszukuje sie w nagraniach tych wszystkich technicznych smaczków i
                                  >> niuansów.

                                  >Mylisz sie calkowicie, tzn. masz racje tylko co do liczb zapewne. Po prostu nie
                                  >znasz innej muszyki, jak tej, ktora moze sluzyc za "tapete"."

                                  Podkreslam slowo "MOZE". M pisze, ze w skupieniu ("kolkiem w miejscu") slucha
                                  tylko garstka audiofili, co jest zupelna nieprawda, Zasugerowalem tylko, ze nie
                                  slyszal muzyki, ktorej inaczej sluchac nie sposob i ktora na tapete w tle sie nie
                                  nadaje, a zna tylko te, w przypadku ktorej JEST TO MOZLIWE.

                                  Dla wyjasnienia: na poczatku lat 90 sluchalem TAKZE (procz klasyki) skrajnie
                                  nieaudiofilskiego Queen i zapewniam cie (was), ze robilem to po ciemku w
                                  sluchawkach (wtedy jeszcze sluchalem w sluchawkach; 8 lat i nigdy wiecej, nawet
                                  wyjsc nie mam w CD ani w ampie). Czy TERAZ JEST TO JUZ JASNE?


                                  > I jak tu oceniac takie zachowanie? Czy to nie jest wartosciowanie?

                                  J.W.

                                  >Takie tez
                                  > zachowanie nazywam zarozumialoscia, choc wlasciwszym slowem jest medrkowanie.

                                  Byc moze. Efekt mnozenia na sile argumentow w nieskonczonosc, ale juz wyjasnilem,
                                  dlaczego.

                                  >
                                  > Dzielisz ludzi na gorszych i lepszych, dzielisz muzyke na gorsza i lepsza.
                                  > I to mi sie nie podoba.

                                  Nie zauwazylem.

                                  >

                                  > PS. Poza tym lamiesz netykiete piszac takie elaboraty - netykieta mowi zeby
                                  > pisac zwiezle, do rzeczy. Ja tez ja lamie odpisujac tobie tyloma slowami, ale
                                  > inaczej sie nie da.

                                  Ciekawe, ty piszesz akapit cytujac 50 innych. Co do zwiezlosci, z przyjemnoscia
                                  skonczylbym wczesniej, ale nie dales mi wyboru. Ja "tak", ty: dlaczego
                                  mowisz "nie"?

                                  > PS. Uzylem raz slowa debilny, nie uzylem slowa kretynski i idiotyczni - bardzo
                                  > Cie prosze zebys wiecej nie przekrecal moich wypowiedzi, dziekuje.

                                  Przepraszam, faktycznie to bylo "tylko" debilny. Nobody's perfect. Ale bede
                                  zlosliwy:

                                  "jesli podobnie jak Ty mysla inni audiofile, to jestescie banda zalosnych typkow
                                  ktorzy onanizuja sie swoim sprzetem".

                                  To znaczy jezeli inni tak nie mysla, to jestesmy tylko PARA zalosnych...? A potem
                                  ty mi piszesz, ze DYSKUSJA ze mna nie ma najmniejszego sensu. Ja nikogo nie
                                  obrazalem. Netykieta?
                                • Gość: perotin Re: dobra, dobra... WYJASNIENIA DLA PEROTINA IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 11:01
                                  artur.dent napisał(a):

                                  > My zas, motloch sluchajacy
                                  > podlych gatunkow pseudomuzycznych, czy "nieuadiofilskich" (rock, jazz, pop,
                                  > metal), nie mamy bladego pojecia o przezywaniu i sluchaniu muzyki.

                                  No, to przeoczylem, a palnales ostro. Jazz i okolice akurat jest jednym z 2
                                  audiofilskich gatunkow wg Polonusa, a 99% nagran firm AUDIOFILSKICH to JAZZ.
                                  Rownie audiofilski co klasyka, ale latwiej nieporownanie poddaje sie sztuce
                                  nagraniowej, tzn. wielkosc skladu i przestrzen na ktorej stoja muzycy jest mniej
                                  wiecej stala, no i niewielka, poza tym nagrywa sie wylacznie jazz czysto
                                  akustyczny, bez zadnych zabaw w ingerowanie w przestrzen i miksowanie. Jest
                                  studio i 1-3 mikrofony i wystarczy.

                                  Nie to co Vespro Monteverdiego, gdzie trzeba sie najezdzic w poszukiwaniu wnetrza
                                  i samo zadanie nagrania tego jest arcytrudne. Wiesz, 2 chory, efekty echa w
                                  wykonaniu glosow i instrumentow gdzies w glebi czy na blakonach, w ogole wielki
                                  sklad. Nawet taki Telarc wszystko zrobil genialnie, ale akustyka juz malo
                                  koscielna. W innych koscielnych nagraniach to samo.

                                  BTW, juz pisalem, ze uwielbiam Milesa Davisa, mam go chyba ze 20 albumow na
                                  kasetach. podobnie Garbarek, ale obja sa malo audiofilscy. Za duzo syntezatorow,
                                  mnostwo miksowania, przestrzen z konsolety czesto. Czasem - i owszem - wrecz
                                  przeciwnie.
                                  • artur.dent Re: dobra, dobra... WYJASNIENIA DLA PEROTINA 25.01.02, 12:29
                                    Gość portalu: perotin napisał(a):
                                    >
                                    > Nie to co Vespro Monteverdiego, gdzie trzeba sie najezdzic w poszukiwaniu wnetr
                                    > za
                                    > i samo zadanie nagrania tego jest arcytrudne. Wiesz, 2 chory, efekty echa w
                                    > wykonaniu glosow i instrumentow gdzies w glebi czy na blakonach, w ogole wielki
                                    >
                                    > sklad. Nawet taki Telarc wszystko zrobil genialnie, ale akustyka juz malo
                                    > koscielna. W innych koscielnych nagraniach to samo.

                                    No widzisz, wartosciujesz - jazz spoko, ale za to Monteverdi...

                                    Szkoda gadac.

                                    Zyj sobie dalej w swiecie akustycznych iluzji, powtarzam raz jeszcze - Twoje
                                    wyklady niczego nie dowodza i nikogo o zdrowych zmyslach nie przekonuja.
                                    Sluchanie muzyki to nie eksperyment w laboratorium, koniec i kropka.

                                    dent
                                    • Gość: perotin Re: dobra, dobra... WYJASNIENIA DLA PEROTINA IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 12:40
                                      artur.dent napisał(a):
                                      > No widzisz, wartosciujesz - jazz spoko, ale za to Monteverdi...
                                      >
                                      > Szkoda gadac.

                                      Nie no stary, przeginasz. Ja pisze o wiekszej trudnosci w ustawieniu mikrofonow i
                                      doborze wnetrza do nagrania, a ty, ze wartosciuje muzyke!!! Ty chyba to
                                      specjalnie robisz. Jakby jazz czy blues nagrac w skaldzie 50 muzykow, bylby 10 x
                                      trudniejszy pod tym wzgledem od Monteverdianskich moadrygalow (5 glosow). Masz
                                      dyslekcsje, czy jak?

                                      Faktycznie, szkoda gadac.
                                      • artur.dent Re: dobra, dobra... WYJASNIENIA DLA PEROTINA 25.01.02, 15:29
                                        Gość portalu: perotin napisał(a):

                                        > artur.dent napisał(a):
                                        > > No widzisz, wartosciujesz - jazz spoko, ale za to Monteverdi...
                                        > >
                                        > > Szkoda gadac.
                                        >
                                        > Nie no stary, przeginasz. Ja pisze o wiekszej trudnosci w ustawieniu mikrofonow
                                        > i
                                        > doborze wnetrza do nagrania, a ty, ze wartosciuje muzyke!!! Ty chyba to
                                        > specjalnie robisz. Jakby jazz czy blues nagrac w skaldzie 50 muzykow, bylby 10
                                        > x
                                        > trudniejszy pod tym wzgledem od Monteverdianskich moadrygalow (5 glosow). Masz
                                        > dyslekcsje, czy jak?
                                        >
                                        > Faktycznie, szkoda gadac.

                                        Jezeli dalej chcesz wzbogacac nasza skromna wiedze swoimi edukacyjnymi
                                        pogadankami o muzyce i akustyce, to zapraszam na watek pt.
                                        "Audiofile - milosnicy sprzetu czy muzyki?"

                                        www.gazeta.pl/alfa/home.jsp?dzial=0511&forum=MUZYKA&wid=928818&aid=928818

                                        Zobaczysz, ze takich dentow jak ja jest wiecej, moze to da Ci cos do myslenia.

                                        pozdrawiam
                                        dent
                                        • Gość: perotin Re: dobra, dobra... WYJASNIENIA DLA PEROTINA IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 21:39
                                          artur.dent napisał(a):

                                          > Zobaczysz, ze takich dentow jak ja jest wiecej, moze to da Ci cos do myslenia.


                                          Tylko ze nawet jesli ja sie z toba zgadzam, ty jakos tego nie dostrzegasz. I
                                          chyba nie przeczytales jednej z moich dzisiejszych odpowiedzi (ta b. dluga).
                                          Najwyrazniej nie przeczytales. Jak niczego tak naprawde co napisalem.
                                    • Gość: perotin Re: dobra, dobra... WYJASNIENIA DLA PEROTINA IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 25.01.02, 12:43
                                      > BTW, juz pisalem, ze uwielbiam Milesa Davisa, mam go chyba ze 20 albumow na
                                      > kasetach. podobnie Garbarek, ale obja sa malo audiofilscy. Za duzo
                                      >syntezatorow,
                                      >mnostwo miksowania, przestrzen z konsolety czesto. Czasem - i owszem - wrecz
                                      >przeciwnie.

                                      Uprzedze cie:

                                      slucham tego z przyjemnoscia na jamniku.
                            • Gość: polonus Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! IP: 198.138.227.* 25.01.02, 15:30
                              >
                              > Hmmm... jesli mowa o samopoczuciu, to moje jest fatalne, za to Ty chyba nie
                              > mozesz na nie narzekac - raczysz nas saznistymi wykladami z pogranicza
                              > muzykologii i inzynierii dzwieku. Probujesz nam wszystkim udowodnic, ze jestesm

                              zamiast sie czlowieku silic na sarkazm moglbys skorzystac i rozszerzyc swoje
                              malenkie horyzonciki, bo gosc pisze ciekawie i do rzeczy, nawet z punktu widzenia
                              audiofila ze starzem.

                              > kmiotkami i nie mamy zielonego pojecia o muzyce, nie mowiac juz o tym, ze nie
                              > wiemy jak jej sluchac! Gdyby forum gazety wreczalo jakies nagrody ja nominowalb
                              szkoda ze tak to odbierasz, gdyby wszyscy tak odbierali swiat bylby mozem
                              ignorancji i nikt by sie z powody zamknietego umyslu nmiczego nowego nie nauczyl
                              bo przeciez przyznanie sie ze ktos co s wiecej wie, znaczy ze jestem kmiotkiem,
                              ale to plytkie,
                              jestes wyjatkowy, zamiast sluchac rad szukasz pretstu aby wymiac i uratowac swoj
                              maly swiatek.
                              > Dziekuje wiec Panie Profesorze za wyklad, ja osobiscie na nastepnym sie nie
                              > pojawie.
                              alez sarkazm,
                              >
                              > PS. Co do probek dzwieku i wspomnianych przez Ciebie utworow - nie bede sluchal
                              > > tych utworow, poniewaz moim kryterium wyboru muzyki do sluchania nie sa
                              > akustyczne niuanse mierzone za pomoca komputerow i spektroskopow.
                              znow wychodzi ograoma nie wiedza, przeczytalbys jednego stereophila w zyciu to
                              bys wiedzial ze czesto urzadzenie ze zlymi pomiarami ma o wiele lepszy dzwiek,
                              niestety fizjonomia sluchu ludzkiego na razie nie daje sie mierzyc, stad wyrokuje
                              testy odsluchowe a nie pomiary az po dzis dzien pomimo bogactwa osyloskopow
                              multimetrow itp.

                              > Sorry Peotin, naprawde mi Ciebie zal.
                              nie potzrebnie to ty jestes godny pozalowania... Szcerze.
                          • Gość: krzycho Re: dobra, dobra... DO PEROTINA!!!!!!!!! IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 18:36
                        • Gość: Jack Re: Brawo Panowie Audiofile IP: *.gazeta.pl 24.01.02, 17:24
                          Brawo - doszliśmy do dyskusji na pozionie - "ja słucham dobrej muzyki a ty
                          złej" - oby tak dalej. Drodzy panowie słuchający Klasyki - czy we wspólczesnej
                          muzyce widzicie wyłącznie disco i metal - waszym zdaniem hałasy - czy nie
                          widzicie wspólcześnie tworzonej wartościowej muzyki - jeżeli tak jest to niczym
                          się nie różnicie od babci która toleruje wyłącznie Miecia Fogga.
                          • Gość: perotin Re: Brawo Panowie Audiofile IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 17:30
                            Gość portalu: Jack napisał(a):

                            > Brawo - doszliśmy do dyskusji na pozionie - "ja słucham dobrej muzyki a ty
                            > złej" - oby tak dalej. Drodzy panowie słuchający Klasyki - czy we wspólczesnej
                            > muzyce widzicie wyłącznie disco i metal - waszym zdaniem hałasy - czy nie
                            > widzicie wspólcześnie tworzonej wartościowej muzyki - jeżeli tak jest to niczym
                            >
                            > się nie różnicie od babci która toleruje wyłącznie Miecia Fogga.

                            OK, niech to jednak nie bedzie poziom glosnosci przekraczajacy prob bolu o u
                            nirmalnego czlowieka. Przez sport do kalectwa... Sport nie musi oznaczac zdrowego
                            trybu zycia. przez muzyke do gluchoty... nie wszystko jest sluchaniem muzyki, to
                            co sie dzieje nan koncertach, to jest ogluszanie sie. Nie znaczy to, ze rocka nie
                            mozna sluchac. ALe nie na zasadzie im glosniej tym lepiej. A nawet jesli tu SIE
                            MYLE, to... no wlasnie, klasyki sluchac nalezy na REALISTYXCZNYM (nie znaczy
                            rzeczywistym) poziomie glosnosci, inaczej powstaja znieksztalcenia w stosunku do
                            zapisu (kwestia fizjologii).A czy jest cos takiego jak realistyczny poziom
                            glosnosci dla muzyki nagrwyanej zee sztucznie tworzonym poziomem/ proporcjami
                            glosnosci? A jest cos takiego, jak naturalna glosnosc koncertu rockowego? Dlatego
                            wlasnie nie jest to gatunek audifilski, po prostu nie ma do czego porownywac
                            sprzetu. Chyba ze oceniamy dynamike w skali makro. ALe jak tu ocenic integracje
                            muzykow w przestrzeni, aury powietrznej wokol nich, jesli narywamy wsyzstkie
                            sekcje osobno, a potem miksujemy? Widziel ktos nagranie rockowe w studiu?

                      • Gość: As Do Perotina! IP: 172.16.2.* 24.01.02, 17:13
                        Sądzę, że Kazik i panowie z AC/DC obrazili by się za wrzucenie ich do jednego
                        worka z disco - polo. Orientuj się, o czym piszesz, człowieku.
                        • Gość: perotin Re: Do Perotina! IP: *.lodz.cvx.ppp.tpnet.pl 24.01.02, 17:20
                          Gość portalu: As napisał(a):

                          > Sądzę, że Kazik i panowie z AC/DC obrazili by się za wrzucenie ich do jednego
                          > worka z disco - polo. Orientuj się, o czym piszesz, człowieku.

                          Orientuj siena co odpisujesz. Nic takiego nie pisalem. Mowilem ze znam prawie
                          wszystko co nie jest muzyka dawna, jak rowniez wisze (slysze), jak czego ludzie
                          sluchaja. Tylko tyle, dopisujesz sobie co chcesz. Natomiast pytanie: czy moj
                          adwersarz wie o czym ja mowie? Czy probowal sl;uchac dawnej polifonii na
                          walkmanie w tramwaju, przy sprzataniu blblbla? Tylko tyle.
    • Gość: Paxon Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.aurumnet.pl 26.01.02, 13:47
      Też kupuje tylko orginały. Dlaczego?hmm uczciwość,audiofilstwo...może ale
      najważnijeszy jest chyba szacunek dla artysty. Jeżeli przeżywam coś, odlataje
      przy muzyce to twórcy coś sie za to należy i nieważne czy to jest 5gr czy 10 zł
      nie ważne czy Joe Striani za moje 10 zł kupi sobie gitarę w nowym kolorze.
      Chodzi o zasady...
    • Gość: proto Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: 192.168.1.* 26.01.02, 17:43
      W życiu nie kupie p lyty od złodzieja - nie dam mu zarobić!
    • Gość: MWJ Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? IP: *.*.*.* 29.01.02, 14:45
      Też mam w sobie takie coś, co nie pozwala kupować mi u złodziei (piratów).
      Cieszę się, że nie jestem w tym osamotniona. Wprawdzie boli mnie to, że sklep i
      wytwórnia mogą dostać więcej moich pieniędzy za płytę niż arytsta, ale na to
      nie poradzę nic. Ważne, że dostanie choć trochę, jako podziękowanie za pracę.
      Oprogramowanie mam legalne (w pracy). Pozdrowienia dla wszystkich uczciwych!
      • stratocaster Re: KUPUJE ORYGINALNE PLYTY-CO WY NA TO? 29.01.02, 14:50
        Też kupuję oryginalne, ale trzeba przyznać, że ciś jest nie tak, bo więcej
        zarabia sklep, wytwórnia niż zespół.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka