Czasami zdarza mi się, że łapię fazę na jakiś utwór na jakiś czas. Potrafię
wtedy zapętlić go i słuchać w kółko po kilka godzin dziennie. Ostatnio
zdarzyło mi się tak rok temu z madrygałem 'Lamento della Ninfa' Monteverdiego.
Obecnie w kółko leci 'Chan Chan' Buena Vista Social Club. Czy to już jest
choroba?