Gość: macho z klasą IP: 83.238.169.* 05.04.09, 10:45 i tak to właśnie często wygląda,, tylko Pani miała jako jedna z niewielu odwagę o tym napisać,, Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: sooham Marzę o "chwili zapomnienia" IP: *.chello.pl 06.04.09, 11:36 Bardzo podobnie - tyle, że z mężem jest fajnie - ciągle po tylu latach małżeństwa - ciekawie, czule, blisko. Tylko jedno "małe ale"... intelektualnie i emocjonalnie, nie erotycznie. I nie mogę się z tym pogodzić! Choć ogromnie go kocham, czasami nienawidzę - właśnie za to - że szacunek i przyjaźń mi nie wystarcza, chcę odrobiny namiętności, fascynacji, szaleństwa. Z nim wyłącznie - bo go kocham. Odpowiedz Link Zgłoś
ja_vier Re: Marzę o "chwili zapomnienia" 07.04.09, 11:21 To nie tylko kwestia wieku. Funkcja malejąca fascynacji i szaleństwa jest wprost proporcjonalnie odwrotna do rosnącego (lub stałego) szacunku i przyjaźni na osi czasu trwania związku. Mnie się to przydarzyło po 10 latach. Odbierałem sygnały „jesteś kochany” – myślę sobie „jestem super”. Napawam się odczytami. Tymczasem okazuje się, że wcale nie jest super.. właściwie to nawet jest źle ale ja o tym nie wiem (w moim przypadku na szczęście do czasu). Paradoks właśnie polega na tym, że obie strony się kochają. Odpowiedz Link Zgłoś
ja_vier Re: Marzę o "chwili zapomnienia" 08.04.09, 12:24 Powiem więcej.. co mi tam i tak nikogo tu nie ma a temat bardzo ciekawy. O ile czas jest tu ważną zmienną (niezależną) to myślę, że nie najważniejszą. Albo inaczej: spadek napięcia erotycznego jest efektem (kosztem) bliskości (jedności) dwóch ciał. Jest szansa, że wartość pożądania będzie rosła w miarę oddalania się ale istnieje wysokie ryzyko zwarcia i nieodwracalnego uszkodzenia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sooham Re: Marzę o "chwili zapomnienia" IP: *.chello.pl 08.04.09, 14:16 Czyta, czyta. Zainteresowało mnie ogromnie co napisałeś. Nawet chciałam odpisać, ale pomyślałam, że to forum umarło i odpowiedzi się nie doczekam. Może to jakiś "palec boży?" Może Ty mi pozwolisz zrozumieć jak to wygląda z punktu widzenia mężczyzny? Bo nie zamierzam się poddać, ciągle wierzę, że związek kochających się ludzi nie powinien rezygnować z namiętności,erotyki, seksu bez względu na staż i wiek. Napisałeś :"(w moim przypadku na szczęście do czasu)" To znaczy co? Udało Ci się przywrócić namiętność w 10-letnim związku? Coś zrozumiałeś, naprawiłeś, zmieniłeś zachowanie? Z mojego kobiecego punktu widzenia wygląda to tak, że czasami obwiniam mojego mężczyznę, zapewnie niesprawiedliwie (sypie sobie głowę popiołem, ale czuję żal i nic na to nie poradzę) że popada w rutynę, że nie chce próbować nowych rzeczy, że na żartobliwe pytanie - jakie ma fantazje seksualne - zbywa mnie i buja, że tchórzy - boi się, czy "mu stanie" i przestaje w ogóle inicjować seks, "że, że". Nie chcę walczyć i obwiniać mojego mężczyznę, chcę zrozumieć, chcę żeby było lepiej między nami - dlatego Cię pytam, jak to "że" wygląda z Waszej strony i co można zrobić? Odpowiedz Link Zgłoś
ja_vier Re: Marzę o "chwili zapomnienia" 09.04.09, 08:52 Wszelki duch! Nie spodziewałem się, tym bardziej się cieszę, że Cię „widzę” na tym pustkowiu. Łażę tu i szczękam łańcuchami - forum, że się tak wyrażę kameralne (z potencjałem) ale jeżeli centrala nie sprząta nawet po koniach handlujących tu biletami na koncerty to czego się spodziewać? Twój temat dla mnie to świeża i ważna sprawa ale nie sposób bez uwzględnienia indywidualnych zmiennych (a tych jest tyle ile związków) odpowiedzieć.. Z mojego punktu widzenia hmm.. chyba po prostu przysnąłem. No wiesz dzieci, budowa, kariera – wsparci o siebie plecami walczymy z przeciwnościami. To zabija erotykę ale dziś uważam, że tylko idiota przyjmie to za usprawiedliwienie. Nie ma nic ważniejszego jak ciągłe odświeżanie relacji i łapanie oddechu w tzw. „międzyczasie”. Tak, udało mi się przywrócić namiętność ale nie przychodzi sama, tak jak kiedyś Nie ukrywam, że to żona pierwsza nauczyła się mówić do mnie w moim języku: „chcę tego, brakuje mi tamtego”. Ja nauczyłem odczytywać się jej nastroje, znaczeń przeciągniętych akcentów w „pa kochaniee” no i, że czerwona apaszka (w pewnym zestawieniu) oznacza w wolnym tłumaczeniu „jest mi źle – zrób coś z tym”. Mam jednak wrażenie, że w Waszym przypadku problem komunikacji w ogóle nie istnieje – facet dokładnie wie, czego od niego oczekujesz, że poprzeczka jest wysoko.. ale jego żarty mogą oznaczać, „że, że” nie jest mu do śmiechu.. Tak, zmieniłem swoje zachowanie bo mimo czytelnych komunikatów (na pulpicie automatyczna kontrola trakcji zapewniała mnie, że wszystko jest OK) nie robiłem nic. No wiesz, niby kontrolka się świeci ale w głowie faceta zaraz pojawia się „pewnie ma gorszy dzień – zajmę się tym potem”. Aż tu nagle.. (może to była zgrabna intryga żony) – wydało mi się, ze jest ktoś trzeci. Oczywiście przegadaliśmy to i skończyło się na strachu ale wyobraziłem sobie, że się oddalamy. To podziałało mobilizująco, walka z potencjalnym przeciwnikiem, zagrożenie.. zapach świeżej krwi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sooham do ja_vier IP: *.chello.pl 14.04.09, 21:26 Masz rację problem komunikacji u nas nie istnieje. Może inaczej, potrafimy rozmawiać o wszystkim i sprawia nam to ogromną przyjemność - od budowy atomu i cepa (bośmy inżyniery) - to jego konik .........po tajemnice ludzkich zachowań - moja pasja. Ale rozmów o NAS, o seksie - On raczej unikał, chyba, że musiał. Za to razem nadzieramy się podczas meczu, razem lub osobno wściekamy się na polityków, ale wtedy to drugie podziela opinię, choć mniej emocjonalnie. Nasze rozmowy są fascynujące, inspirujące, odświeżające. I wyobraź sobie, że za to mam do niego (czasami)żal, że skoro w nasze gadanie potrafi włożyć tyle pasji, żaru, namiętności - to czemu do cholery w tej innej równie ważnej - nie chce mu się? A co do kobiecego sprytu Twojej żony - to wyobraź sobie, że kiedy byliśmy 14-ście po ślubie i mój mężczyzna wrócił po zjeździe absolwentów zafascynowany swoją młodzieńczą miłością - ja zrobiłam to samo. Zasugerowałam, że pojawił się ten trzeci ( w tym układzie czwarty) i codziennie wieczorem wychodziłam odstawiona w seksownej sukience i szpilkach. Gdzie? Koleżanka zostawiła mi klucz, żebym jej palemki podlewała i karmiła jakieś potworne potwory w terrarium. Podziałało błyskawicznie, była miłość - stała się po wsze czasy "była" a my tak jak Ty i Twoja żona - odnaleźliśmy się i zakochaliśmy się od nowa. To działa owszem, ale jak jest się po ślubie kilkanaście lat. Teraz nie chcę robić takiego numeru. Choć przez następne 10 lat stosowałam przeróżne kobiece sztuczki, teraz chyba z tego wyrosłam. Inny etap. Może kiedyś wyjaśnię, jak sama się zastanowię, a teraz muszę kończyć. Na Twoje pytanie postawione poniżej odpowiem innym razem. Wymaga zastanowienia, uczciwości i... podróży. Jest lekcją pokory i wyzwaniem...uwielbiam to! Uczciwie byłoby i bardzo dla mnie ciekawe, gdybyś i Ty odrobił tę lekcję i napisał: "Ile w Tobie jest z tego chłopaka z czasów kiedy się poznaMasz rację problem komunikacji u nas nie istnieje. Może inaczej, potrafimy rozmawiać o wszystkim i sprawia nam to ogromną przyjemność - od budowy atomu i cepa (bośmy inżyniery) - to jego konik .........po tajemnice ludzkich zachowań - moja pasja. Razem nadzieramy się podczas meczu, razem lub osobno wściekamy się na polityków, ale wtedy to drugie podziela opinię, choć mniej emocjonalnie. Nasze rozmowy są fascynujące, inspirujące, odświeżające. I wyobraź sobie, że za to mam do niego (czasami)żal, że skoro w nasze rozmowy potrafi włożyć tyle pasji, żaru, namiętności - to czemu do cholery w tej innej równie ważnej - nie chce mu się? A co do kobiecego sprytu Twojej żony - to wyobraź sobie, że kiedy byliśmy 14-ście po ślubie i mój mężczyzna wrócił po zjeździe absolwentów zafascynowany swoją młodzieńczą miłością - ja zrobiłam to samo. Zasugerowałam, że pojawił się ten trzeci ( w tym układzie to czwarty) i codziennie wieczorem wychodziłam odstawiona w seksownej sukience i szpilkach. Gdzie? Koleżanka zostawiła mi klucz, żebym jej palemki podlewała i karmiła jakieś potworne potwory w terrarium. Podziałało błyskawicznie, była miłość stała się po wsze czasy "była" a my tak jak Ty i Twoja żona odnaleźliśmy się i zakochaliśmy się znowu. To działa owszem, ale jak jest się po ślubie kilkanaście lat. Teraz nie chcę robić takiego numeru, inny etap. Może kiedyś Ci wyjaśnię, a teraz muszę kończyć. Na Twoje pytanie postawione poniżej odpowiem innym razem. Wymaga zastanowienia, uczciwości i... podróży. Jest lekcją pokory i wyzwaniem...uwielbiam to! Uczciwie byłoby i bardzo dla mnie ciekawie, gdybyś i Ty odrobił tę lekcję i napisał: "Ile w Tobie jest z tego chłopaka z czasów kiedy się poznaliście?" Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sooham coś GW namieszała IP: *.chello.pl 14.04.09, 21:33 Hmm dziwne, Wyborcza zdublowała mi komentarz. Odpowiedz Link Zgłoś
ja_vier Re: do ja_vier 15.04.09, 10:11 O właśnie, od początku miałem wrażenie, że jesteście bogatsi o pewne doświadczenia i co ciekawe część z nich na pewnym etapie wyglądała podobnie. To dla mnie bardzo cenne. Lekcja, a raczej powtórka z bycia chłopcem.. tak to trudne. Zbliżam się do 40-tki, no wiesz.. bilans, pytania, analizy. Zadaję sobie sam to pytanie kim teraz jestem a kim byłem 20 lat temu, przyglądam się sobie w takich „lustrach” jak to forum (idealne laboratorium Jestem w trakcie pewnych przemyśleń, pytam, czytam innych. Mam wrażenie, że sam unicestwiłem w sobie „chłopca” - no wiesz, bo tacy zwykle giną pierwsi jako mięso armatnie. Teraz jestem strategiem, siedzę w centrali, steruję.. ale mam ochotę wyskoczyć (przynajmniej na chwilę) za burtę, popływać, zobaczyć to wszystko z perspektywy chłopaka, z rękami w kieszeni. Ten temat partnerstwa i bycie sobą w związku jest jeszcze trudniejszy. Oboje wiemy, że dialog to pierwszy krok – potem jest cały ten splot motywacyjno-wolitywny. W końcu staję przed sobą i pytam „czy ten facet to ja?” Pytałem tutaj o wrażliwość bo akurat na naszym etapie to jest temat na tapecie. No wiesz, my (ja) jakoś nie mamy jej za wiele a na pewno niewiele ma ona wspólnego z Waszą (kobiecą). Z drugiej strony wiem, że na pewnym etapie rozwoju jest nieodzowna, więc jej poszukuję ale coś słabo mi idzie No i te doświadczenia innych facetów, którzy ulegli naciskom, odkryli się i .. zostali wystawieni do wiatru. Jednak mimo deklaracji „chciałabym, żebyś nauczył się płakać” to okazuje się, że (chyba spora część) kobiet woli jednak wesprzeć się na niewzruszonym ramieniu i usłyszeć „będzie dobrze”.. Heh.. sporo tego. Co do seksu, realnie rzecz biorąc to cóż.. nie jestem teoretykiem ale może zapytajmy tego „macho laską” hyhyhy Czekając na Twoją odpowiedź - cały czas mam jednak nadzieję, że do tej rozmowy włączą się zwyczajni faceci. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sooham Re: do ja_vier IP: *.chello.pl 16.04.09, 00:16 Hmm... przeczytałam co napisałeś. Na pytanie "ile we mnie zostało z tej dziewczyny..." odpowiem krótko - "bunt nie przemija, bunt się ustatecznia". Po rachunku sumienia mogę odpowiedzieć - fajnie, że tak mało i fajnie, że tak dużo! I tyle. Zadając to pytanie, pytałeś sam siebie. I byłeś ciekawy co odpowiedziałaby Twoja kobieta. Zapytaj Ją. Chcesz, żeby włączyli się inni? Napisz nowy list na Naszej Muzyce. Dobrze piszesz, mógłbyś ożywić ten temat. Odpowiedz Link Zgłoś
ja_vier Re: do ja_vier 16.04.09, 09:50 Dziękuję. Wyczuwam drganie tego „nie przemijającego buntu”. Pytałem żonę – to (ją) nas przerasta. Dlatego z taką uwagą, wpatrywałem się w Twoją perspektywę niczym w czarodziejską kulę. Mam nadzieję, że moja gra Cię nie dotknęła. Lustro, o którym wspomniałem ma więcej wspólnego z „Alicją w krainie czarów” niż Narcyzem. Tak, jestem ciekawy tej muzyki – innych ludzi. Wysłałem taki list miesiąc temu, nawiasem mówiąc był to oryginalny list do mojej żony. Miałem nadzieję, że pod ostrzałem krytyki dowiem się więcej.. Niestety przepadł w centrali GW. Był kiepski, może zbyt osobisty a może miał wyraz na „k” i „p”... Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sooham Re: do ja_vier IP: *.chello.pl 16.04.09, 15:02 No to wygląda, że narazie we dwoje będziemy grać męską muzykę. Problem chyba w tym, że oboje chcemy się dowiedzieć więcej co w tych duszach małżeńskich gra, a jesteśmy raczej słuchaczmi i obserwatorami niż skłonnymi do zwierzeń gawędziarzami. Ale mam nadzieję, że oboje odniesiemy korzyści, Ty mi odpowiesz jak pewnie rzeczy wyglądają od strony mężczyzny, a ja - od kobiecej. Cel w końcu jest szczytny A teraz tak na szybko. Zdążyłam się dwa razy "zdrzaźnić" czytając Twoje teksty. Primo - że GW nie wydrukowała Twojego listu. Temat zamarł choć zaciekawienie było spore, mało jest listów od facetów, drukują wypowiedzi - czasami hmm... takie sobie. A Ty dobrze piszesz, (trafiłam na coś Twojego na innym forum) nawet pomyślałam, czy nie zarabiasz na chleb "piórem"? Byłam kiedyś dziennikarzem, potrafię wyłapać tę "iskrę bożą". Może wykropkuj te słowa na k... lub p... i wyślij ponownie. Nie wiem, czy GW gra w "chybił trafił" i drukuje co popadnie, czy obawia się, że te słowa narażą delikatną konstrukcję psychiczną Polaków na zgorszenie. Mnie jak najbardziej pasują w odpowiednim kontekście, oddają emocje - a więc to czego w druku nie widać. Chętnie bym przeczytała i mogłabym się sporo dowiedzieć. Daj tekst na "nasze" forum, jak znowu Ci nie puszczą. No popatrz odwalamy za nich robotę, szkoda, że nikt o tym nie wie i nie dołącza. primo II - zdrzaźniłam się na facetów, nie Ciebie konkretnie, choć za to co napisałeś. O męskim płaczu, wrażliwości, lęku przed odsłonięciem. Ja jako baba nazywam to - ucieczką przed bliskością. Ale temu tematomi poświęcę osobny wpis, a teraz tylko tyle - czy Wy faceci z mlekiem matki wysysacie takie przekonanie, czy dopiero później Wam robią wodę z mózgu? Pozdrawiam A zdrzaźnienie w skali gniew - 10, ma tylko 2 i pół Odpowiedz Link Zgłoś
ja_vier Re: do ja_vier 17.04.09, 10:10 Zagrajmy. Z tym listem zrobiłem jak mi radziłaś – zależy mi na ogniu krytyki, sam więcej nie wymyślę. Niestety masz rację z tymi wulgaryzmami.. dzieci kiedy zamkną oczy też są przekonane, że wilka nie ma. Ale my mężczyźni często tak rozmawiamy. Tam gdzie u (wielu) kobiet jest miejsce na emocje u nas jest czarna dziura, którą wypełniamy takim właśnie verrrrbum. Oczywiście taki sam skutek można osiągnąć unosząc brwi lub cedząc słowa „per rectum” ale zwykle kończy się na „Weź się kur.. za to bo Ci upier.. premię. Nie wiesz czy nie chcesz tego zrobić?” Osobiście nie jestem zwolennikiem takich metod bo to zubaża relacje, język – wszystko ale wolę uproszczony komunikat niż atmosferę spisku, walki na miny i podchody. Tak, to ograniczające ale widziałem wiele razy prostych facetów, którzy w trudnych chwilach, nie wdając się w czcze dyskusje rozmawiali o bardzo trudnych sprawach i co więcej zakończyli spotkanie genialnymi wnioskami. Fenomen, pozwalający biegać po bagnie znaczeń, możliwości, emocji .. Ta wrażliwość to dla mnie bardzo frapujący temat. Szkoda tu miejsca na psychologię i socjologię, potrzebuję czegoś „z pierwszej ręki”. Mam kilka „klocków” z tej układanki ale.. odezwę się po weekendzie. Odpowiedz Link Zgłoś
ja_vier Do sooham: 14.04.09, 09:42 Mam do Ciebie pytanie bo mam wrażenie, że jesteście (z mężem) bogatsi o pewne doświadczenia. Chodzi mi o to, że porozumienie (dialog) to pierwszy etap.. no wiesz potem jest kolejny konsensus, który wymaga wyrzeczeń na rzecz partnera. W końcu patrzę w lustro i zastanawiam się czy ten facet po drugiej stronie to ja? Ile w Tobie jest z tej dziewczyny z czasów kiedy się poznaliście? Odpowiedz Link Zgłoś
ja_vier o wrażliwości 20.04.09, 12:42 „Ucieczka przed bliskością”, odsłanianie się hmm... no jest w tym coś.. jakiś „taniec z lękami”. Zbliżam się i oddalam, krążę. Nie chciałbym wpaść w pułapkę osobistej perspektywy ale i z drugiej strony nie chcę tłumaczących świat (kolejnych) teorii naukowych. One dają mi bardzo złudne poczucie bezpieczeństwa w stąpaniu po cienkim lodzie rzeczywistości. Zauważ, że mówi się z pełnym przekonaniem o kobiecej czy dziecięcej wrażliwości.. a męska? Wrzuciłem na próbę hasło „męska wrażliwość” do netu – wyszło coś o dzieciach i żołądku. Myślę jednak, że jest to bardziej kategoria daru, który wysysamy z mlekiem matki, potem jednak najczęściej go tracimy. To przekleństwo czuć (widzieć) więcej a dziecko w końcu musi „wydorośleć”- czyli? Że co? Wrażliwość ciąży.., żre paliwo, które „lepiej” przeznaczyć na zmaganie się otaczającym brakiem wrażliwości lub innymi jej poziomami? I tu pojawia się jeden z paradoksów: czy stać mnie na wrażliwość? Odpowiedz Link Zgłoś
ja_vier Re: o wrażliwości 21.04.09, 10:14 W kwestii technicznej sooham.. to jednak czyjś wątek a my sobie tu.. no wiesz, może tu i nikogo nie ma ale.. Wspomniałem wyżej o opłacalności. To takie nie eleganckie ale jednak w rozwoju (w ewolucji - obok przypadku) jednak ważne. Wiesz, mamy takie powiedzenie, że tego czy tamtego „nie wzięlibyśmy na wojnę”. Kolejny paradoks: choć sam szukam w sobie wrażliwości to do współpracy nigdy nie biorę faceta, który zdradzi się tym charakterystycznym „rozedrganiem”. Nie wiem jak często masz do czynienia z tępą siłą ale z własnego doświadczenia wiem, że taki typ nie ma szans.. Wszystko się zmieniło, kiedy dostrzegłem w relacjach z żoną to brakujące ogniwo. Można sporo rozumieć z otaczającego świata - również i to, że bez wrażliwości rozwój zatrzymuje się na pewnym etapie. Kolejny paradoks: żeby być silniejszym muszę sobie zafundować to co mnie osłabia... Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sooham Re: o wrażliwości IP: *.chello.pl 21.04.09, 13:22 Wysłałam swoją odpowiedź, nie wiedząc, że jest nowa Twoja. Fakt zawłaszczyliśmy forum. A propos nowego postu - a kto Ci się każe otwierać ("być rozedrganym") przed facetem,z którym macie zadanie strzelić innemu facetowi między oczy (skoro macie taką pracę?) Czy jak przychodzisz po bułki do sklepu, to mówisz Pani Zosi - a wie Pani taki jestem otwarty,że Pani Zosieńki zapytam rączki całując (zakończę banalnie bo się śpieszę) sam nie wiem "być albo nie być?" Kończymy dyskusję. Jak nam się "zechce" to możemy wznowić. Powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: sooham Re: o wrażliwości IP: *.chello.pl 21.04.09, 12:57 Wiesz, gdzieś przeczytałam, że łatwiej jest kochać kogoś niż dać się komuś kochać. I jest w tym według mnie głęboka prawda. Po prostu w drugim przypadku musisz się otworzyć, zaryzykować, odsłonić się, pokazać kawałek prawdziwego siebie. Ryzykujesz, że partner wcale nie będzie tym zachwycony, ba kopnie Cię obłoconym buciorem w Twoje "obnażone serce" (u mężczyzn troche niżej i chyba ta wizja bardziej do nich przemawia). Ale tylko wtedy można z kimś wejść w prawdziwą relację uczuciową. Inaczej to jest miłość "na pół gwizdka", asekuracja, gra, lęk i kontrola. Dla Was mężczyzn - wrażliwość, okazywanie emocji, w ogóle "czucie" kojarzy się z "niemęskością", mazgajstwem, słabością, no "dupa nie chłop" i przekonaniem, że kobieta "takim wzgardzi, pogoni i jeszcze innym rozpowie". A ja Ci powiem, że na podstawie tego co sama wiem na podstawie opinii kobiet od lat 24 do 70 ( nie chcemy tu "tłumaczących świat (kolejnych) teorii naukowych", a więc samo życie) to dla nas pewne słabości są potwierdzeniem męskości. Tylko ktoś kto czuje się prawdziwym mężczyzną nie czuje się zagrożony w swojej męskości, bo nic temu nie może zagrozić skoro wypływa z wewnętrznego przekonania i pewności siebie, przyzna się, że - nie wie, nie potrafi, nie staje mu teraz, czuje się bezradny, uważa, że podjął złą decyzję, smutno mu, tęskni itd itp.... Oczywiście nie chodzi o ciągłe zalewanie kobiety informacjami o swoich słabościach, chodzi o przyznanie się, że "czujecie" i, że Ona jest dla Was ważna, że ufacie jej, że kochacie i dajecie się kochać i jesteście ludźmi po prostu! Ona jest partnerem, a nie mimozą wspartą na Waszym ramieniu, żyjącą ułudą bezpieczeństwa tricepsa. Cokolwiek jakikolwiek mężczyzna będzie mi mówił, że zamiast "wrażliwości, emocji, czucia" ma tam "czarną dziurę" - to nie uwierzę. Spychacie te uczucia jak tylko się pojawią gdzieś tam głęboko ale one w Was są. Dlatego pewnego dnia - dla nas kobiet nagle i niespodziewanie (bo lampka na konsoli nie świeci na czerwono, nie dajecie nam tej szansy, ciągle pokazywała OK) - zdradzacie, odchodzicie do innej kobiety, albo jak chłopiec z rękami w kieszeniach wychodzicie na zawsze po papierosy. Lub zostajecie i tą ciągłą kontrolą ( cytuję: "jestem strategiem"), obroną przed wrazliwoscia (" bo żre paliwo" ) - tracicie spontanicznośc, zabijacie tego chłopca, który czuł radośc życia, a co nas ogromnie kręciło. Jakbyście sami założyli sobie smycz, a nas kobiety za to obwiniacie. Tu dygresja - pogląd, że " sam unicestwiłem w sobie „chłopca” - no wiesz, bo tacy zwykle giną pierwsi jako mięso armatnie" - jest dla mnie nie do konca zrozumiały. Czuję w tym romantyzm, ale nie wierzę, że dalibyście się obecnie pozabijać bo dwóch zakompleksionych, "małych" facetów pokłóciło się a Wy pójdziecie "w pierod za rodinu...na smiert". Hmm, ale wojny żadna kobieta w stanie pojąć nie jest. Odpuszczam sobie, choć zdumiewa mnie to ogromnie. Rozkręciłam się ale muszę znikać. Twojego listu GW chyba nie wydrukuje, odpuścili, za cholerę nie wiem - dlaczego? Może za mało reklam na stronę można było ładować bo za kameralnie było? Daj go na "nasze" forum, albo puść na forum w onecie. Hej! Natchnęło mnie! - pisz bloga. Jak przeczytałam co napisałam , doszłam do wniosku, że możesz pomyśleć, że jestem wojującą feministką i obwiniam mężczyzn. Nie jestem. Chcę, żeby Ci się udało z Twoją żoną i żebyś nie powielał błędów, które My popełniliśmy. Choć nie ma "instrukcji obsługi kobiety" (jakiej -wyczuwam - byś chciał) to uważam,że pewnych stereotypów nie należy powielać. Czasy emocjonalnych macho bezpowrotnie mijają. Odpowiedz Link Zgłoś