Dodaj do ulubionych

HUGHES TURNER PROJECT "HTP2" - recenzja

26.12.03, 09:55
HUGHES TURNER PROJECT 2

Glenn Hughes i Joe Lynn Turner są weteranami sceny hardrockowej. Hughes
występował m.in. w Deep Purple i Black Sabbath, a Turner także w Deep Purple
(ale się tam z Hughesem nie spotkał), w Rainbow czy w grupie Yngwie
Malmsteena. Obaj panowie, można by powiedzieć, należą do hardrockowej klasy
B, dołączyli bowiem do zespołów w okresach ogólnie uznanych za słabsze. Nie
można jednak nie docenić ich wkładu w twórczość tychże. Od pewnego czasu
połączyli siły i pracują razem, co wydawało się absolutnie niemożliwe,
ponieważ obaj wokaliści słyną z wielkiej miłości do eksponowania swoich
wokaliz kosztem wszystkiego, co jest w tle… a tymczasem ukazała się już druga
płyta, sygnowana nazwą HTP.

Jaka jest ta płyta? . Niezła, ale na pewno słabsza od „jedynki”. Formuła
jest, zresztą, bardzo prosta: rytmiczne, hardrockowe przeboje, jawnie
nawiązujące do przeszłości. Słuchając HTP1 miałem natychmiastowe skojarzenia
z odpowiednimi utworami Rainbow i Deep Purple. Nie inaczej jest na „dwójce”,
ale chyba właśnie tego po panach Hughesie i Turnerze należałoby się
spodziewać.

Przede wszystkim zwraca uwagę „dopieszczenie” utworów pod względem
realizacji – postarali się o to zarówno i muzycy, i wokaliści. Wszystko jest
na tej płycie równe, nie ma żadnych brudów, eksperymentów dźwiękowych i
niespodzianek. Panowie chyba umówili się, że nagrają szybką, melodyjną płytę
do słuchania w samochodzie. W każdym razie utwory takie jak „Revelation”
i „Alone I Breathe”, rozpoczynające album, o tym świadczą. Nie inaczej jest w
dynamicznych „Goodbye Friday” i „Sofia”. Trochę ciężej i wolniej, ale i
tęczowo (orientalizmy) robi się w „Losing My Head”, które jednak traci cały
ciężar przy cukierkowym refrenie. Tęczowe dźwięki słychać na całej płycie, a
gdy śpiewa Turner, np. w „Going My Way” lub w „Time And Time Again” (niemal
kopia „Street Of Dreams” w zwrotkach) i „Burning The Sky” (niezbyt pasujący
do całości wstęp z „I Surrender”wink można odnieść wrażenie, że słucha się
niewykorzystanych nagrań z sesji do „Straight Between The Eyes” czy „Bent Out
Of Shape”. Oczywiście, zdarzają się momenty przynudzania, bo utwory są po
prostu zbyt do siebie podobne i robią lepsze wrażenie, gdy słucha się ich
pojedynczo, ale nie można oczekiwać zbyt wiele. Najgorzej brzmią te momenty,
gdzie panowie śpiewają w duecie, jakby właśnie przystąpili do castingu na
uzupełnienie braków personalnych w Bee Gees („Lost In Dreams”wink. Jedyne, czego
Turnerowi i Hughesowi nie udało się podrobić, a właściwie muzykom im
towarzyszącym, to finezja i umiejętności Ritchiego Blackmore’a i Jona Lorda.
Nie ukrywam, że „rzuca się w uszy” chęć dorównania starym klasykom i
mistrzom, ale ani sola gitarowe, ani klawiszowe pasaże nie mają specjalnego
polotu i wdzięku co te, wygrywane przez pana Ryszarda B. i Jona L.

Od siebie daję panu jednemu i panu drugiemu dużego plusa za pohamowanie
swoich żenujących skłonności do onanizmu wokalnego (może poza Hughesem w
końcowym „Let’s Talk Abort It”wink, którymi zepsuli parę koncertowych nagrań
Deep Purple i Rainbow. Przyznam, że Hughes i Turner są najmniej przeze mnie
lubianymi członkami purpurowej rodziny, ale zaczynam ich lubić za to, że
zdecydowali się na granie tak niemodnej, staroświeckiej, a jednocześnie
cudownej muzyki w czasach, gdy nie ma ona szczególnego poważania.

Ukazała się też płyta koncertowa HTP, zawierająca – jak się można domyślić –
obok repertuaru http także wiele kowerów Deep Purple i Rainbow. Z jednej
strony można się śmiać, że chłopaki zarabiają na przeszłości (nie zawsze
własnej, bo np. żaden z nich nie brał udzialu w nagraniu i powstaniu „Black
Night” czy „Smoke On The Water”wink,a z drugiej ktoś słusznie zauważył, że jest
to jedyna okazja do wysłuchania na żywo piosenek Rainbow. Czyli jakąś misję
chłopaki spełniają i należy im życzyć powodzenia.
Obserwuj wątek
    • Gość: Lukas Re: HUGHES TURNER PROJECT "HTP2" - recenzja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.03, 17:49
      Vulture ,co jest? Wydawalo mi sie ,ze duet Hughes/Turner jest zjawiskiem,ktory
      cenisz na rowni z tworczosca Beaty K.,a tu takie pochwaly.....
      Ta muzyka ma jedna,ale bardzo wazna zalete.Brzmi staro.Poniewaz wiekszosc
      ludzi obecnie woli raczej brzmienie "nowe",mam duzy szacunek dla
      muzykow ,ktorzy robia swoje i nie chca na sile byc modni,a jednoczesnie tworza
      muzyke ,ktorej sluchanie sprawia mi przyjemnosc.Wlasciwie to mi wystarczy w tym
      wypadku.Ta plyta ,podobnie jak czesc pierwsza czy produkcje zespolow typu Ring
      Of fire,Artension i innych,posiada pewien "smrodek z przeszlosci",jest
      kontynuacja tego ,co skonczylo sie w 1984 r. wraz z rozwiazaniem
      Rainbow.Osobiscie namietnie slucham owej muzyki w samochodzie i sprawdza sie
      doskonale.
      HTP 2 jest troche wolniejsza niz "jedynka",aczkolwiek bardziej przemyslana i
      dopieszczona - to fakt.I wlasciwie chyba jednak HTP 1 bardziej mi sie
      podoba,wlasnie przez dynamike i lepsze wykorzystanie Hammonodw (na "2" bardziej
      w tle).Zawsze jednak trzeba uwazac na refreny,bo puszczenie takiego "Loosing my
      head" przy swiadkach moze byc nieco klopotliwe.Ale to taka maniera Hughesa -
      podobne refreny sa na jego tegorocznej plycie "Songs in the Key of Rock".
      Ja bym chetnie wybral sie na ich koncert ,bo plyta koncertowaa brzmi
      interesujaco,i do tego te klasyki Rainbow i Purpli (choc "Street of dreams"
      zmasakrowali)...gdzie jeszcze mozna na zywo uslyszec "Burn"?!
      • vulture Re: HUGHES TURNER PROJECT "HTP2" - recenzja 26.12.03, 18:19
        Pochwały, ale właśnie z powodu, który i Ty wspomniałeś: ta muzyka brzmi staro.
        Nie znoszę solowych płyt Glenna Hughesa, a Joe Lynn Turnera to już w ogóle
        całego nie cierpię i, gdy usłyszałem o współpracy tych dwóch panów, miałem
        przeczucie, że będzie to najgorsze g----, jakie ludzkość widziała, ale muszę
        zwrócić honor panu GH i panu JLT w tym wypadku.

        Mi też się podoba bardziej HTP1, właśnie ze względu na dynamikę utworów i
        bogatsze użycie klawiszy, które na HTP2 nie grają praktycznie solówek. Ale mam
        wrażenie, że jednocześnie HTP2 stara się mniej na chama zrzynać z DP i Rainbow.
        Co do wykonań na żywo - oczywiście, wolałbym, żeby starsi panowie dwaj nie
        zjebywali nieswoich kawałków, tylko grali swoje, no ale z drugiej strony "Burn"
        ani "Mistreated" już na żywo nigdzie indziej usłyszeć się nie da (Coverdale się
        zaciął jak chamski scyzoryk i powiedział, że ni ch-
        • vulture errata 26.12.03, 18:22

          > "Songs In The Key Of Rock" Hughesa najnormalniej w świecie boję się słuchać
          po
          > przesłuchaniu kilku innych płyt tego pana.

          Przepraszam, coś słyszałem z tej płyty, na pewno, bo ktoś ze znajomych miał,
          ale być może duża ilość konsumowanego podczas słuchania płyt alkoholu
          spowodowała, że niezbyt dokładnie ten fakt sobie przypominam...
        • Gość: Lukas Re: HUGHES TURNER PROJECT "HTP2" - recenzja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.12.03, 18:37
          No wlasnie ,ja poszedlem na warszawski koncert Hughesa glownie dla kawalkow
          Purpli,bo wtedy jeszcze nie znalem ani jednego utworu Glenna solo.Ale bylo
          warto,choc Hughes byl chory i gral bez klawiszowca - coe nie zmienia faktu ,ze
          bez Hammodnow "Burn" sucks!
          "Songs in the key of rock" to - spostrzezenia po 2 przesluchaniach - takie
          lzejsze HTP.Wiecej tu "Glennowego" soulu i funku,minimalnie wiecej tez
          wokalnego onanizmu,ale slucha sie przyjemnie.Innych jego solowych plyt nie
          znam,w kolejce czeka "Building the machine",z ktorego znam tylko (swietne)
          "Can't Stop The Flood".
          • vulture pan wokalista glenn hughes 26.12.03, 18:44
            Posiadam następujące wydawnictwa tego pana:

            1. Blues (L.A. Blues Authority vol.2)
            2. Feel
            3. The Way It Is
            4. From Now On (za cholerę nie mogę znaleźć, ale gdzieś jest)

            Plus nieco nagrań solo z różnych składanek, płyt "A tribute to..." itp. Po
            wysłuchaniu tych arcydzieł (na szczęście nie naraz) musiałem dość poważnie
            zrewidować swoje poglądy na temat ogólnie pojętej sztuki wokalnej. O ile
            na "Blues" jeszcze coś się nadawało do słuchania, to takie "Feel" mnie
            załamało. "From Now On" jeszcze jakoś idzie, ale "The Way It Is" to taka, za
            przeproszeniem, zmielona kupa, z którą nie za bardzo wiadomo co zrobić.
            • Gość: Lukas Re: pan wokalista glenn hughes IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.03, 12:58
              Ogolnie Hughes ma u mnie minusa za psucie koncertowych nagran III i IV skladu
              Deep Purple.Zespol byl wtedy w naprawde dobrej formie ,co slychac na bootlegach
              szczegolnie - > 30 minutowe wersje Space Truckin' ,20-sto You fool no one ,ale
              niestety pelne wokalnych popisow Glenna H. Osobiscie nawet bym to zniosl ,ale
              zaprezentowac nikomu nieobeznanemu nie moge,bo posadzony bylbym o sluchanie
              wyjacych malp i innych takich.
              Jesli chodzi o solowe plyty,to widze ze z wiekem Glenn madrzeje i nagrywa
              plyty ,ktore nadaja sie do sluchania - wymienionych przez Ciebie nie znam,ale
              te dwie ostatnie nie sa tragiczne,a wrecz miejscami przyjemne.Oby tak dalej wink
              • vulture Re: pan wokalista glenn hughes 28.12.03, 15:28
                Płyta "The Way It Is" jest wprawdzie niezła, gdyż Hughes nie drze tam ryja jak
                opętany, ale za to jest doskonałym przykładem bezjajeczności. Kompozycje są
                cieniutkie, bez wyraźnie zarysowanej melodii (albo nawet jeśli takowa jest, to
                stłamszonej, chociażby w utworze tytułowym), z miernym akompaniamentem (choć
                podobno na albumie gra np. Keith Emerson, ale w utworze, w którym podobno ma to
                miejsce, wcale tego nie słychać). Najlepszą kompozycją na "The Way It Is" jest
                kower Jimiego Hendrixa.
                • Gość: Lukas Emerson, Bonilla & Hughes IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.03, 22:01

                  Na rozmaitych hubach Direct Conncect placze sie taki oto album
                  (bootleg): "Emerson, Bonilla & Hughes" ,gdzie znalezc mozna m.in Tarkusa
                  spiewanego przez Hughesa(!).Facet probuje spiewac jak Lake,ale czasmi go ponosi
                  i mamy te slynne "ye ye".Nie wiem skad to nagranie sie wzielo ani co to za
                  koncert byl,glownie instrumentalne kawalki ELP graja (Hughes na basie).Jakas
                  taka ciekawostka ,nie wspominana na oficjalnych stronach muzykow.Czyzby sie
                  wstydzili ?
                  • vulture Hughes - A tribute to Hughes featuring Hughes 28.12.03, 22:09
                    Ja się załamałem, jak usłyszałem Hughesa, śpiewającego "A Whiter Shade Of
                    Pale". Glenn Hughes już od pewnego czasu udziela się na różnych płytach z
                    serii :A Tribute To...", Turner zresztą też. Jest cała grupa muzyków, która
                    opanowała serię tych wydawnictw. Należą do nich też Wetton, Levin, Carrack...
                    Hughes masakruje m.in. utwory Deep Purple, Jethro Tull i Queen. Nie mam
                    wydawnictwa, poświęconego ELP, być może "Tarkus" pochodzi stamtąd.
                    • Gość: Lukas Re: Hughes - A tribute to Hughes featuring Hughes IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.12.03, 22:15
                      Mam nawet dokladna date : 1998-05-15 ,to jakis pojedynczy koncert ,pewnie z
                      jakiejs okazji,ale nigdzie slowa o tym nie ma.Natomiast o nagrywaniu Tarkusa
                      (studyjnie) przez Emersona i Hughesa gdzies czytalem ,ale nie doszlo to chyba
                      do skutku (nie chodzilo o nagrywanie nowej wersji na "Tribute to..."."Whiter
                      shade...." tez slyszalem,okropne - takze pod wzgledem instrumentalnym.
                      • vulture merry crapmas 28.12.03, 22:42
                        A ja już się boję, bo właśnie zauważyłem album Hughesa "Soulful Christmas".
                        Dopóki nie przesłucham, to nie napiszę nic złego, ale bez zbędnych ceregieli
                        przyznam, że niczego dobrego się po Glennie H. w tej materii nie spodziewam.
    • vulture Glenn Hughes - Soulful Christmas 29.12.03, 17:25
      1. WINTER WONDERLAND
      2. THE CHRISTMAS SONG
      3. WHITE CHRISTMAS
      4. O'COME ALL YE FAITHFUL
      5. HAVE YOURSELF A MERRY LITTLE CHRISTMAS
      6. SILENT NIGHT
      7. THIS CHRISTMAS
      8. AVE MARIA
      9. THE FIRST NOEL
      10. O'HOLY NIGHT
      11. SOULFUL CHRISTMAS
      12. AULD LANG SYNE

      Te utwory Glenn Hughes trzy lata temu dokumentnie spieprzył, nagrywając je w
      takiej konwencji, jakby parodiował Steviego Wondera. Cały urok melodii
      świątecznych prysł z powodu jęków Hughesa, który głosem starej Murzynki z
      zatwardzeniem wygniótł całkowicie kolędy i zalał popowo-soulowym sosem. Nie
      wiem, czy ktoś o zdrowych zmysłach (poza samym Hughesem) jest w stanie
      wysłuchać tej płyty dla przyjemności. Brrrr.
      • Gość: Lukas Re: Glenn Hughes - Soulful Christmas IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.03, 12:24
        Teraz to juz troche za pozno,ale na przyszloroczna Wigilie bedzie jak znalazl
        (zeby szybciej wykurzyc rodzine wink)
        • vulture Re: Glenn Hughes - Soulful Christmas 30.12.03, 13:28
          Gwarantuję, że to jedyny użytek, jaki można z tej płyty zrobić. Chyba że
          rodzina w odruchu wymiotnym rzuci się do toalety i Ci ją zapaskudzi. Ale w
          porównaniu z płytą Hughesa i tak wrażenia estetyczne będą o niebo lepsze.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka