Postanowiłem sobie dziś posłuchać różnych interpretacji tej wybitnej piosenki
Joy Division. Dotarłem do czterech wersji (pomijam piątą znaną: wykonanie New
Order).
SWANS - naprawdę bardzo dobry, znany mi już wcześniej cover. Zbliżona, ale
jednak nieco inna aranżacja. Część klawiszy zastąpiono chórkami. Wokal
Michaela Giry wydaje się być prawie że stworzony do tego utworu. Istnieje też
wykonanie całkowicie akustyczne - wcale niezłe również. Ocena: 9/10.
THE CURE - też znane mi wcześniej wykonanie na żywo z jakiegoś
australijskiego radia bodajże. Jeśli któryś zespół powinien nagrać cover tego
utworu, to chyba oni najprędzej. Szczególnie podoba się sekcja rytmiczna, ale
całość robi porusza, no nie tak jak oryginał oczywiście, ale jednak... Równie
piękne wykonanie jak Swans, może nawet bardziej. Ocena: 9/10.
PAUL YOUNG - Z jednej z piosenek wszechczasów wyszła piosenka, która brzmi
jak... utwór Paula Younga. Tandeta. Jeden, jedyny punkcik za to, że okazało
się że jest jeszcze coś gorszego. Ocena: 1/10.
SIMPLE MINDS - densik w stylu którejś z sióstr Minogue z płyty z
coverami "Neon Lights". Wokal przepuszczony przez wokoder powtarzający tytuł
utworu... Jak dla mnie - dramat profanacja. Szkoda, bo w sumie lubię ten
zespół. Ocena: 0/10.
Zna ktoś jakieś inne covery tej piosenki?
Albo ma może inne zdanie od mojego w kwestii wyżej wymienionych?