cze67
05.01.04, 20:51
Z tych których widzieliście na żywo, lub tylko na wideo.
Zwierzę:
Peter Gabriel. I w czasach Genesis i już solo od początku do końca koncertu
przykuwał uwagę widzów niemal wyłącznie na swojej osobie, najpierw -
zakładając maski, wcielając się w rozmaite postacie z piosenek grupy,
wymyślając niestworzone historie, potem - tworząc wspaniałe, przemyślane
widowiska, z dramaturgią, energią, choreografią. Potrafi swoją witalnością
zarazić towarzyszących mu muzyków, dzięki czemu jego koncert to nie tylko
spektakl, ale także ogromna radość zarówno dla widzów jak i samych
wykonawców.
Anty:
Jon Anderson - mimo tylu lat na scenie, grubo ponad 30, nie oswoił się ze
sceną, nie wie co zrobić z rękami, w czasie gdy nie śpiewa pląta się bez
celu po scenie, wznosząc ręce i rozradowaną twarz w górę, powtarzając, że
jest cudownie i eterycznie tudzież magicznie. Wolę go słuchać niż na niego
patrzeć.