Dodaj do ulubionych

Modnie, wygodnie, ładnie... ?

10.10.10, 17:16
Taki oo kolejny, luźny temacik ubraniowo-wyglądowy ;)
Czym przede wszystkim i najbardziej kierujecie się przy doborze elementów garderoby?
Jak w temacie - ma być przede wszystkim modnie, wygodnie czy najzwyczajniej w świecie ładnie? Niejedna z nas chciałaby, aby strój łączył najlepiej wszystkie te trzy elementy, ale dla mnie, i zapewne nie tylko dla mnie - nie jest to wcale takie proste, oj nie :] ale nie będę się rozpisywać tutaj o swoich zakupowych frustracjach ;)
Ja największą uwagę zwracam na to, aby dany ciuch i ogółem cała stylizacja była wygodna i żebym prezentowała się w niej w miarę ładnie. Aby prezentować się w miarę ładnie :) staram się dobierać fasony ubrań do sylwetki oraz nosić tylko twarzowe (dla mnie) kolory.
To, żeby wyglądać trendy, w ogóle mnie nie interesuje. Gdybym do tego "wygodnego" i "ładnego" dodała jeszcze "modne", to chyba w ogóle nie miałabym w czym chodzić ;)
Jeżeli chodzi o wygodę, nie chodzę na żadne kompromisy. Nie wyobrażam sobie biegać całymi dniami w niewygodnych butach (bo są modne? bo były takie tanie? bo na pewno mi ich zazdroszczą?) czy powijającej się ciągle bluzce. Niewygodny ciuch, w którym byłabym zmuszona chodzić, miałby spory wpływ na moje ogólne samopoczucie danego dnia ;)
A na co Wy zwracacie największą uwagę kupując poszczególne ciuchy, tworząc zestawy, które nosicie? Na modę, wygodę, dopasowanie do figury? A może Wasze stroje mają wyrażać jakieś poglądy, ideologie?
Obserwuj wątek
    • slotna Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 10.10.10, 18:11
      Nie mam pojecia, co naprawde jest modne, czasem mi sie zdaje, ze wedle stron ze zdjeciami z wybiegow WSZYSTKO - mini, maksi, dzwony, rurki, biale, czarne, kolorowe - ok, da sie wyluszczyc konkretne uliczne nurty, typu balerinki + legginsy, emu/uggsy + rurki etc. Ale czy to prawdziwa moda w sensie swiatowe trendy, czy wlasnie taka street fashion? Czasem sie zastanawiam, czy nie byloby mi glupio, ubrac sie dokladnie tak, jak 1/3 moich rowiesnic, wiecie, zeby nie spotkac sie z okresleniami typu "armia klonow". Oczywiscie jest to wplyw mody na mnie - nie zaloze tego, bo modne - ale ja tego wcale nie neguje. Moj wybor :) W rzeczywistosci jednak nad faktycznym kupnem tych zestawow sie nie zastanawialam, bo balerinki nie sa imo zdrowe, a do rurek nie mam nog.

      Stawiam na wygode, zdecydowanie. Dlatego nie nosze torebek bez dlugich paskow, a najczesciej chodze z plecakiem. Kupuje skorzane czarne buty sportowe i do tego spodnie takie, zeby widac bylo tych butow tylko czubki (boot cut albo joł-joł ;)), ostatecznie wolalabym chodzic w ladnych eleganckich pantofelkach, ale po prostu nie moze mi byc niewygodnie. Ma namietnoscia sa bluzy rozpinane, z kapturem (nienawidze parasolek i czapek) i wielkimi kieszeniami (na "ratunku, co zrobic z rekami"). Z ubran wyjsciowych, eleganckich mam glownie topy i po prostu nosze te topy do dzinsow. Dobieram je na zasadzie: duzy dekolt w V, zero cekinow i innych ozdupek, zero bufek, zero falbanek na klacie, "moje" kolory. Bluzka, ktora spelnia te warunki i jeszcze jest dopasowana, to rzadkosc, wiec mam ich niewiele, ale za to je nosze, w przeciwienstwie do tych, ktore tych warunkow nie spelnialy. Mam za to sporo dziwacznych t-shirtow, w wiekszosci wygrzebanych w kumpeksach.

      Generalnie moja garderoba jest dosc uboga i monotonna, ale raczej nie mam z tym problemow. O, bardzo lubie dobierac ubrania kolorami, lacznie z bielizna i bizuteria, jestem szczesliwsza, gdy skarpetki pasuja mi do gumki do wlosow ;)
    • kasia_grubasia Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 10.10.10, 18:23
      Tak czytałam sobie Twój post i nagle się zorientowałam, że na mój styl ubierania się przez ostatnie 3 lata największy wpływ miała moja współlokatorka. Przez ten czas, kiedy z nią mieszkałam, ubierałam się w sposób przemyślany, dobierałam wszystko do siebie nawzajem itp. Ona nauczyła mnie wszystkiego poza dobieraniem staników - tego ja nauczyłam ją. Od pół roku mieszkam z TŻ i... no cóż, wróciłam do starego sposobu ubierania, tzn. - stare dżinsy i coś powyciąganego na górę. Wstyd się przyznać, ale się trochę zapuściłam odzieżowo - ale w sumie chyba jest mi z tym dobrze. TŻ poznałam właśnie w takim stroju (wtedy jeszcze nie mieszkałam ze swoją muzą), więc akurat jemu powinno być wszystko jedno. Na swoją obronę mam tylko to, że na większe wyjścia robię się na bóstwo i budzę szczere zdumienie wśród znajomych, którzy już zdążyli zapomnieć że jednak potrafię się ubrać i nawet umalować ;P Co jest całkiem miłym doświadczeniem :)
    • doris.sol Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 10.10.10, 19:29
      O!Ja wlasnie przezywam ubraniowy horror.Za tydzien odbeda sie uroczyste dni patronki miasteczka w ktorym mieszkam.Jest to huczne swieto trwajace piec dni i szesc nocy.Rozne grupy przyjaciol i znajomych wynajmuja duze namioty , zatrudniaja kucharzy i kelnerow oraz orkiestre lub didzeja.Jedza tam obiady i kolacje a w nocy otwiera sie "wolny bar" i zaczyna sie dyskoteka.I tu zaczynaja sie schody bo na kazdy dzien tego swieta potrzebne sa dwa zestawy ubran.Jeden na dzien i drugi na noc.Sprawa honoru ( i tradycji ) jest nie powtorzyc w zaden dzien ( lub noc ) zadnego ciuszka podczas trwania swieta.No coz...Od tygodni dwoch bladze ja wiec po sklepach w poszukiwaniu ubran.Aktualna moda wcale ale to wcale do mnie nie przemawia.Ogolnie moja szafa uboga jest w ubrania bo jestem bardzo wymagajaca.Nie kupie niczego w czym nie czuje sie dobrze.Nigdy nie podazalam za moda.Chyba dlatego ze ta moda tez jakos specjalnie za mna nie podoza.Staram sie kupowac rzeczy ktore dobrze na mnie leza bo nawet najpiekniejszy ciuch niedopasowany do sylwetki (czy to ze wzgledu na kroj czy na niewlasciwy rozmiar) bedzie sie brzydko prezentowal.Jestem zdania ze ladna rzecz to rzecz ktora uklada sie na ciele bez zarzutu.Wtedy nawet zwykla biala bluzka prezentuje sie w swej pelnej krasie.
    • madzioreck Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 10.10.10, 20:02
      Ma być ładnie i wygodnie, a czy modnie, czy nie, to mnie interesuje - przecież nie założę czegoś, co mi się nie podoba, bo modne, ani nie zrezygnuję z ciucha, który mi się podoba, bo niemodny... :) Szczerze mówiąc... nie mam pojęcia, co jest modne :D
      • czerwona_pomadka Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 10.10.10, 20:08
        madzioreck napisała:

        > przecież
        > nie założę czegoś, co mi się nie podoba, bo modne, ani nie zrezygnuję z ciucha,
        > który mi się podoba, bo niemodny... :) Szczerze mówiąc... nie mam pojęcia, co
        > jest modne :D

        Oj, nie dla wszystkich jest to takie oczywiste... znam sporo dziewczyn, które poświęcają się dla mody - noszą boyfriends jeans mając 155 cm wzrostu, okulary "kujonki" (zerówki) mając bardzo ostre rysy twarzy, a nawet farbują włosy na modne akurat odcienie, mimo że nie zgrywają się one kompletnie z typem urody delikwentki. Ale...im się to podoba właśnie DLATEGO, że jest modne ;) a czy ładne...... kwestia baaardzo dyskusyjna :)
        • czerwona_pomadka Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 10.10.10, 20:11
          a Ty Madzioreck bardzo zdrowe podejście reprezentujesz :) jednak z moich obserwacji ulicznych wynika, że istnieje spora grupa kobiet, którym jest podejście takie zupełnie obce. Fashion victims, czy jakoś tak? :)
    • czerwona_pomadka Tak sobie myślę 10.10.10, 20:15
      ... że kobiety, którym zależy najbardziej na modnym, "trendnym" wyglądzie, chcą się podobać głównie innym kobietom, i ich właśnie podziw i zazdrość budzić.
      Kobiety, które chcą wyglądać tak po prostu ładnie, wolą podobać się mężczyznom ;)
      Wiem, stereotypowe trochę, nie chcę generalizować, ale może coś w tym jest.
      • pierwszalitera Re: Tak sobie myślę 11.10.10, 11:45
        Akurat się nie zgodzę. Moda i wygoda się nie wyklucza, to po pierwsze. A po drugie, modnie znaczy też ładnie. Przepraszam bardzo za wyrażenie, ale to co niektórzy biorą za modę, to jest "wypindrzenie" i nie ma najczęściej nic wspólnego z aktualną modą. Bardzo mnie drażni, jak wrzuca się w pojęcie mody jakiś wyjątkowo upierdliwy uliczny trend, które w zasadzie już dawno nie jest modny. Moda zresztą nie jest jedna, zawsze można sobie wybrać coś z akutalności, co do kobiety i jej stylu pasuje. Dla mnie moda jest bardzo ważna. Nie założę powyciąganego ciucha, ale ja nie mam już 20 lat, kiedy takie rzeczy nie grają roli i można pozwolić sobie na więcej nonaszalancji, ignorancji i dowolności. W późniejszym wieku, tak po 30-35 roku życia, wygląda się w takim stroju tylko smutno, biednie i zaniedbanie. I są kręgi, na przykład zawodowe, w których tak wyglądać się nie powinno, bo się wtedy tylko sobie szkodzi. Podążanie za modą nie oznacza, że nie nosi się bezpiecznej klasyki, jednak tu też trzeba uważać, bo klasyka też ulega modzie i klasyczny żakiet dzisiaj wygląda inaczej niż ten 20 lat temu, więc nie zawsze da się nosić rzeczy po mamie i ciotce. ;-) Ja mam swój styl, tzn. większość rzeczy wyciągniętych z szafy na ślepo da się ze sobą kombinować i dokupuję do tego zwykle coś modnego, ale też pasującego. Nie rozróżniam też za bardzo rzeczy na codzień i tych na lepsze okazje, ewentulanie różnią się one wysokością obcasa i nieco bardziej kusą spódniczką, czy wyciętym dekoltem. Preferuję ciuchy, z których można zrobić zarówno kreację na imprezę, a z małym sweterkiem i płaskimi balerinkami pójść do pracy. To ma tą zaletę, ża noszę zwykle na okrągło większość moich rzeczy i nie ma w szafie zbyt dużo "trupów", czekających na niewiadomo jaką okazję. Acha, nie ubieram się dla innych kobiet, zdanie innych kobiet mnie nie interesuje i na zakupy lubię chodzić całkiem sama, by nie ulegać stylowi przyjaciółki. Inaczej wraca się wtedy do domu z ciuchami, które do niczego nie pasują. ;-) A co do podobania się facetom, to doświadczenie uczy, że facetom podoba się zarówno styl gwiazdy porno jak i skromnej pensjonarki w białej bluzeczce i okularach, i to równocześnie, więc daruję sobie "wyglądanie ładnie" dla facetów. ;-) Ponadto faceci lubią kobiety zadowolone z siebie, obojętnie w jakim stroju.
        • pinupgirl_dg Re: Tak sobie myślę 11.10.10, 19:40
          "Ja mam swój styl, tzn. większość rzeczy wyciągniętych z szafy na ślepo da się ze sobą kombinować"

          Piszesz to po raz któryś, a ja po raz któryś ze smutkiem stwierdzam, że u mnie jest wręcz odwrotnie :(. Trudno znaleźć w mojej szafie dwie rzeczy, które by się zgrywały. Noszę więc aktualnie pomarańczowy sweterek z jakimś ludowym wzorkiem do dzinsów biodrówek i adidasów, innym razem spódnicę do połowy łydki w stylu lat 40 do za dużej kurtki z demobilu i obcasów. Być może to wynika z faktu, że zwykle kolejne ciuchy przybywają do mojej szafy w odstępie lat świetlnych, kiedy podoba mi się już coś zupełnie innego, chociaż bardziej prawdopodobne jest to, że ja nie mam swojego stylu i zwyczajnie nie potrafię się ubrać :). Sama czuję, że coś jest nie tak, brak pieniędzy i czasu nie na wszystko jest wytłumaczeniem. Najchętniej wyrzuciłabym wszystko i skompletowała garderobę od początku, chociaż obawiam się, że skończyłabym z tym samym grochem z kapustą co teraz.
          Wracając do pytania - po pierwsze "wygodnie", po drugie "ładnie", co w moim odczuciu łączy się z "modnie". A modnie nie oznacza tego, że muszę nosić fioletowe rajstopy, skoro wszyscy je noszą, ale to, żeby nie wyglądać jak własna ciotka, co mi się nieświadomie często zdarza ;). Wiem, że nie każdy musi mieć świetne wyczucie w tej kwestii, chłopaka mam wyjątkowo tolerancyjnego, nie muszę się dobrze prezentować w pracy, znajomi też wybaczą, ale oczywiście wolałabym wyglądać lepiej, niż gorzej, a im bardziej się staram, tym bardziej nie wychodzi :).
          • pierwszalitera Re: Tak sobie myślę 11.10.10, 20:40
            pinupgirl_dg napisała:

            Wiem, że nie każdy musi mieć świetne
            > wyczucie w tej kwestii, chłopaka mam wyjątkowo tolerancyjnego, nie muszę się do
            > brze prezentować w pracy, znajomi też wybaczą, ale oczywiście wolałabym wygląda
            > ć lepiej, niż gorzej, a im bardziej się staram, tym bardziej nie wychodzi :).

            Mój styl zawdzięczam kilku faktorom. Przede wszystkim miałam więcej czasu, by go znaleźć, bo w wieku lat 20 nie każdy przeszedł jeszcze fazę orientacji, ale w wieku lat 40 powinien. ;-) Następną sprawą jest, że mam dosyć nieskomplikowaną figurę, nie mam większych ograniczeń, w zasadzie mogę nosić wszystko. Do tego dochodzi, że ja interesują się modą. Przeglądam czasopisma typu Elle i Vouge, i nie dlatego, że stać mnie na te prezentowane tam ciuchy, a dlatego, że można się tam wielu rzeczy nauczyć. Bardzo rzadko ma się bowiem intuicyjne wyczucie, jak i co się nosi, do tego potrzeba trochę wiedzy. A ostatnią sprawą jest, że jestem dramatyczną minimalistką i bardzo, bardzo rzadko zdarzy mi się kupić coś wydziwionego. W klasycznej kompozycji trawię zwykle tylko jedną nieco ekstragawancką rzecz, którą traktuję jako kontrast, albo akcent. Ale nigdy nie kupię czegoś ekstrawaganckiego, jeżeli nie jestem pewna, że nie mogę kombinować tego z moją szafą. Tu jestem bardzo zdyscyplinowana i nie ulegam impulsom. Zdarza mi się też kupować ciuchy podwójnie, jeżeli znajdę na przykład cieńki, dopasowany sweterek w dekolt w serek, w bardzo twarzowym jasnopopielatym kolorze, albo dobrze leżące czarne, albo szare męskie spodnie w kancik, to kupuję od razu dwie sztuki, bo wiem, że będę miała uniwersalną rzecz i problem z głowy na dłużej.
            • pinupgirl_dg Re: Tak sobie myślę 12.10.10, 13:38
              Moja figura ma pewne wymagania, typowa gruszka. Ale nauczyłam się już ostatnio, ze tuniki są jak najbardziej dla mnie, że dekolt w łódkę czy odkryte ramiona to jest to i że mogę zapomnieć o mini. Nauczyłam się też (a była to bolesna nauka :) ), że odkąd muszę przemierzać codziennie spore odległości pieszo to szpilki nie są dla mnie. Zostawiłam jedne na specjalne okazje. Staram się wyżywać kupując kolczyki i rajstopy, z zakupami ubrań czekam, aż sobie to dokładnie przemyślę. Najtrudniejsze pewnie będą zakupy butów, trudno znaleźć coś, co będzie wygodne, funkcjonalne, nie za drogie i jeszcze nie sprawi, że moje nogi będą wyglądały ciężko (o ten efekt niezwykłe łatwo, niestety).
              Poczytam, pooglądam, przemyślę i postaram się tym razem być konsekwentna.
    • daslicht Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 10.10.10, 21:30
      Teoretycznie jakiś tam "zmysł mody" czy raczej dobrania ciuchów mam, praktycznie sytuacja wyglada inaczej.
      Wisi mi moda. Ubranie ma mnie nie denerwować i nie przypominać o sobie.
      Mam może i jakieś pomysły na ciuchy, ale noszę to, w czym wytrzymam.

      Stanik musi być wygodny - zwykle jest to Arabelka. Effuniaki leżą w szufladzie. Wcześniejsze Triumfy były torturą.

      Na co dzień przebywam w mocno ogrzewanych pomieszczeniach, więc nosze wyłącznie krótkie rękawki lub bluzki na ramiaczkach. Długie rękawy noszę tylko po domu, gdzie nie grzeję.
      Bluzki mają być długie, nie cierpię ich poprawiać i naciągać.

      Majtki i spodnie - w żadnym wypadku biodrówki ani łonówki. Wisi mi czy są modne, czy nie, ani to ładne, ani praktyczne. Zwykle spodnie mi spadają i czasami noszę pasek. Nie lubię nosić pasków, choć uważam je za ładne. Fason spodni - proste.

      Spódnice są ok, o ile nie drapią i nie jeżdżą. Lubię je nosić, są wygodniejsze niż spodnie. Pod warunkiem, że mam pod spodem rajstopy o właściwej długości. Przez długi czas nie nosiłam spódnic, bo denerwowały mnie za krótkie rajstopy drące się po kolejnej wizycie w toalecie (naciągaaaaanieeee... trach!).

      Buty... no cóż, podobają mi się wysokie buty, ale ja nawet na płaskich wywracam się o własne nogi. Gdy kupuję buty, zwracam uwagę na to, czy dam radę w nich chodzić i jak szybko się je zdejmuje/zakłada. Nie lubię butów z ozdupkami.
      Chodzę w butach sportowych, glanach, kozakach i butach na niskim koturnie. Wolę cięższe buty.
      Nie noszę balerinek, japonek i innych totalnie płaskich butów. Za płaskie tez są niewygodne. Trampki podklejam korkami. W sumie wszystkie buty podklejam.

      Co do ozdóbek - strasznie denerwuje mnie biżuteria. Rzadko kiedy ją noszę, a jak nosze, to zaraz po przyjściu do domu ściągam. Okulary też mnie denerwują, więc noszę kontakty. Mam 2 pary kujonek, jedne jeszcze z podstawówki. Bo ja wtedy bardzo modna byłam, ha! :)
      Z okularów nosze słoneczne, czasem również w pomieszczeniach, np. w marketach lub innych o wściekłym oświetleniu.
      Torebek nie noszę, one to dopiero przypominają o sobie. Jak torby, to takie wieszane po skosie, zwykłe, nie eleganckie. Torba z przegródką na laptopa = dobra torba.
      Z włosami nic nie robię. Czasem nosze opaski, ale rzadko, bo drapią.
      Kolczyków też nie noszę. Czasem mi się przypomni, to noszę, a potem ściągam i zapominam o nich na pół roku. Nie ściągam wyłącznie industriala.

      Nie lubię czuć się wystrojona, więc rzadko jestem wystrojona. Wolę wyglądać "zwyczajnie".
      Kolory: głównie czarny. Lubię proste rzeczy, albo takie z kreskówkami lub filmami. Lubię męskie ciuchy.
      Ogólnie można ująć to tak: uproszczony styl emo. Bardzo uproszczony.
    • klymenystra Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 10.10.10, 22:46
      Ja stawiam przede wszystkim na: ma byc ładnie i ma byc podkreslona figura. Więc czasem wygoda schodzi na drugi plan, bo gorsety, paski gorsetowe i spodnice obcisle w talii sa srednio komfortowe. Powoli przekonuję się też do obcasów, ale za szybko się na nich męczę i wolno chodzę, więc nie wiem, jak to będzie.
      Kocham biżuterię, falbanki, koronki, żakiety, spódnice, kocham miec długie włosy i byc ładnie umalowana :) Modę mam gdzieś, jedyne, co mnie z nią wiąże to to, że to, co podoba mi się teraz, będzie w każdym sklepie za sezon-dwa. Tak jest od wielu lat już, co zmusza mnie do odstawienia w kąt ciuchów, które dawniej uwielbiałam - jak czegoś jest za dużo na ulicy, to mi to brzydnie.
    • yaga7 Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 10.10.10, 23:23
      Ja jestem z frakcji "wygodnie i ładnie". Ale ładnie _dla mnie_
      Do tego jak idę na imprezę / koncert - ma być jeszcze klimatycznie i gotycko ;) I wtedy mogę poświęcić trochę wygody kosztem lepszego wyglądu, chociaż ostatnio już mi się nie chce.

      Modą interesuję się o tyle o ile - na pewno lubię pooglądać nowości w necie, co jakiś czas pooglądam fashion tv. Ale nie ma to wpływu na mój strój, bardziej to robię z ciekawości. Albo żeby się dowiedzieć, czy jest szansa na coś fajnego w sklepach. Albo żeby stwierdzić, o matko, w życiu tak nie wyjdę ;))
      Ale modę jako taką w sumie lubię, lubię też oglądać modowe zdjęcia i w sumie chętnie sama porobiłabym takie foty.

      Jak coś lubię i jest wygodne, zwisa mi, czy jest modne, czy wyglądam jak idiotka i czy wszyscy się na mnie patrzą ;))

      Co do butów - lubię wysokie obcasy, ale od święta, no i na pewno muszą być dobrze wyprofilowane i wygodne ;)
    • mankencja Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 10.10.10, 23:42
      Przede wszystkim wygodnie i ładnie. Nie kupuję ubrań, które uważam za brzydkie. A jeżeli trendy na dany sezon trafiają w mój gust, może być i modnie, nie będę na siłę szła pod prąd.
    • maith Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 11.10.10, 01:11
      Najfajniej wyglądają kobiety, które znalazły własny styl i wiedzą, w czym im ładnie.
      One zachwycają i kobiety i mężczyzn.
      Grunt to nie być ofiarą mody.
      Owszem Czerwona_pomadko, ofiary mody oszpecając się nie podobają się mężczyznom, bo Ci biorą je za brzydsze. Ale nie podobają się też kobietom, bo te też biorą je za brzydsze.

      Generalnie dla mnie zasada jest prosta. Ubrania są dla kobiet, a nie kobiety dla ubrań.
      Dlatego moim zdaniem warto ubierać stroje, które nam pasują (jest NAM w nich ładnie) i oczywiście wygodne.

      Nie noszę też rzeczy niewygodnych, nieprzyjemnych, z niemiłych, wyczuwalnie sztucznych, materiałów. Nawet gdyby były świetnie dopasowane, też bym ich nie chciała. W ubraniu muszę się dobrze czuć.
      • maith 3 zasady 11.10.10, 01:17
        Jakbym miała stworzyć 3 zasady, którymi się kieruję, to brzmiałyby one:

        1) Elementy modne można sobie dodawać w sposób nieszkodliwy.
        Takie które nie gniotą i nie oszpecają.

        2) Elementy ładne można dobierać wśród wygodnych, bo nic tak nie oszpeca, jak zesztywniała z bólu, czy od niewygody twarz, a nic nie dodaje tak uroku, jak wewnętrzne rozluźnienie i szczery uśmiech.

        3) Moda ma być dla mnie, a nie ja dla mody. Nie oszpecę, się bo coś jest modne i nie będę się czymś modnym dręczyć. Najwyżej coś sobie z mody wybiorę, jeżeli akurat DO MNIE pasuje.
        • slotna Re: 3 zasady 11.10.10, 01:22
          > 2) Elementy ładne można dobierać wśród wygodnych, bo nic tak nie oszpeca, jak z
          > esztywniała z bólu, czy od niewygody twarz, a nic nie dodaje tak uroku, jak wew
          > nętrzne rozluźnienie i szczery uśmiech.

          Zastanawiam sie, do jakiego stopnia mozna sie do pewnych niewygod przyzwyczaic. Nie wierze, zebym byla taka wyjatkowa, wrazliwa, ksiezniczka na ziarnku grochu normalnie. Kiedys zdarzalo mi sie nosic niezbyt wygodne ubrania (nie bardzo niewygodne, tylko no... nieidealne) czesciej, dla lepszego wygladu, a jakze. Ale od dluzszego czasu zwyklam chodzic po domu w, nie bojmy sie tego okreslenia, dresach (kwestia zwierzat) i moja tolerancja na niewygode rowniez poza apartamentem zdecydowanie zmalala.
          • maith Re: 3 zasady 11.10.10, 02:42
            Hehe, też miałam taki okres, że w domu ubierałam się byle jak, byle było wygodnie.
            Aż pewnego dnia mój mąż zapytał
            -Czekasz na listonosza?
            -Nie, czemu?
            -Bo nie wychodzisz, siedzisz przy komputerze, a jesteś tak ładnie ubrana.
            I wyszło, że po prostu mam już tyle ciuszków BiuBiu (a one są milusie) że te dawniej ukochane są już drugie, a jednocześnie te wcześniejsze najlepsze (w tym i Bravissimo, też milusie) są już trzecie, to zanim dojdzie do naprawdę bylejakich to hoho ;) I tak przestałam się w domu bylejak ubierać :))))
            No na razie mi jeszcze swetrów brakuje :)
          • madzioreck Re: 3 zasady 11.10.10, 15:26
            > Zastanawiam sie, do jakiego stopnia mozna sie do pewnych niewygod przyzwyczaic.
            > Nie wierze, zebym byla taka wyjatkowa, wrazliwa, ksiezniczka na ziarnku grochu
            > normalnie.

            Przyzwyczaić albo... odzwyczaić ;) Ja na przykład kocham szpilki, i w ogóle wysokie obcasy, i w zasadzie całe lata chodziłam w butach na ibcasach non-stop. Na wysokich obcasach, średnich nie lubię. A w którymś momencie przestały mi wytrzymywać nogi i przestałam nosić takie buty na co dzień. Czasem zakładam, ale raczej rzadko, na wielkie wyjście, a i tak po 2 godzinach zmieniam na wygodniejsze. Choc nadal, kiedy wchodzę do sklepu obuwniczego, gęba śmieje mi się na widok najprzeróżniejszych szpilek na 10cm obcasach ;)
            • slotna Re: 3 zasady 11.10.10, 16:55
              No wlasnie, a ja nawet nie probowalam. Aczkolwiek w tym roku przed urlopem kupilam sobie dwie pary sandalkow na koturnach, jedna jest taka jak wszystkie inne, ktore mierzylam, czyli na bank rymne na dziob, wiec nie zalozylam ich w koncu ani razu (ale byly ladne, przecenione i nie moglam sie powstrzymac...), natomiast drugie to zdaje sie mialam nawet na naszym spotkaniu, a pozniej przeszlam na nich bez zajakniecia pol Warszawy :) Wiec da sie znalezc, ale kurna ile to trzeba czasu i sil zmarnowac. Takie sandalki (w sensie nie plaskie), w ktorych da sie chodzic, to mam pierwsze od dziesieciu lat... A daje mi to bardzo duzo, obcasy w sensie, bo jestem kompaktowego wzrostu, a szerokosci nie ;)
    • anulla1974 Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 11.10.10, 08:45
      Zdecydowanie wygodnie. A jak się da przy okazji ładnie to jeszcze lepiej. Przy czym to ja mam się dobrze czuć, czyli nie włożę ciucha, o którym wiem, że jest mi w nim ładnie /ocena obiektywna od otoczenia/, jeśli ja nie będę się w nim dobrze czuła. Nie znoszę jak mnie coś uwiera, obciera, gryzie, drapie itp. A ostatnio nie mam czasu na nic i najlepiej czuję się w koszuli flanelowej i polarze :)
    • besame.mucho Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 11.10.10, 12:06
      Lubię modę. Mam swój styl, który w swoich podstawach się od dłuższego czasu nie zmienia, ale lubię śledzić bieżące trendy i wyszukiwać w nich to, co dobrze się z moim stylem uzupełnia. Mam dużo ciuchów, dobrze się czuję i w zestawach eleganckich i w codziennych, do każdego z nich, nawet najbardziej zwyczajnego, dokładając jakiś mały "mój" akcent.
      Najbardziej lubię nonszalancką modę - luźne, porozgiągane ciuchy zestawione od niechcenia z porządnymi dodatkami, itd.
      Moda nie wyklucza się dla mnie z wygodą - w zasadzie nie mam niewygodnych ciuchów.
      Mam oczywiście dni kiedy nic mi się nie chce i łażę w starych dżinsach i spranej koszulce, ale w zasadzie takie "dzisiaj mi się nie chciało" na tyle pasuje do mojego zwykłego stylu, że chyba nawet nie wiadomo kiedy mi się nie chciało a kiedy efekt jest zamierzony.

      Zgadzam się z Pierwsząliterą, że lepiej oddzielić modę od ulicznych trendów. Lubię oryginalne, rzucające się w oczy rzeczy - śledzenie mody z wybiegów pozwala mi takie wypatrzeć, śledzenie ataku klonów na ulicach raczej na coś takiego nie pozwala :)
    • caroline.1 Ja jestem z frakcji: 11.10.10, 14:40
      "chciałabym modnie, na ogół jest wygodnie, myślę, że ładnie" :D

      Wielką miłością darzę tzw. vintage, ale traktowany, jak ubranie, nie przebranie. Noszę dopasowane bluzeczki z bufkami i kołnierzykiem do zwykłych, prostych dżinsów, malutkie sweterki, apaszki, torebki-kuferki. Wszystkie buty nie-sportowe na 5-7cm obcasie - tak jest mi wygodnie, prowadzę w nich samochód, pieszo przemieszczam się też bez problemu :P Pozbyłam się ciuchów do noszenia "po domu", tj. mam takie "do sprzątania" - stare dżinsy plus T-shirt. Nie chodzę w nich ani minuty dłużej, niż jest to konieczne. Wogóle, pozbywam się bez bólu rzeczy, w których źle się czuję, także w sensie: nie komfortowo. Buty nie mogą mi robić krzywdy, sweter nie może drapać. Mam w sumie dużo ciuchów, bo kupuję głównie w SH albo noszę rzeczy po mamie i babci :P Ubrania z sieciówek dostaję właściwie tylko w prezencie, od kogoś z rodziny. Kiedy zastanawiam się nad kupnem czegoś, to zanim dam sobie zielone światło, wymyślam trzy zestawy, w które zakup się wkomponuje. Ale! Zestaw to nie jest: dżinsy plus ta bluzka, drugie dżinsy plus ta bluzka, czarne spodnie z kantem plus ta bluzka. Zestaw to jest minimum pięć elementów. Przykładowo; zastanawiam się nad zakupem bluzeczki z koronkową wstawką i wiązaną tasiemką pod szyją. No i już wiem, że założę do niej rozkloszowaną spódnicę z wysokim stanem, rajstopy we wzorek z kokardek, zamszowe botki i dopasowany żakiet z lekko bufiastymi rękawami, a w rękę wezmę kopertówkę. Trochę koszmarek mi wyszedł :P

      Mam koleżanki w typie prawdziwych lasek; idealniezgrabne, wspaniałowłose, długokończynowe, z urodą pielęgnowaną czule nie tylko w zaciszu domowej łazienki. Wyglądają wspaniale w spodniach z obcisłej skóry, kusych futerkach, ogromnych okularach na szczupłych, idealnych nosach. Rzucają się w oczy nawet ukryte za przyciemnianymi szybami samochodu. Czuję się przy nich, jak uboga krewna :P Ale tylko chwilowo. Bo zdarza im się prosić mnie o pożyczenie czarnej, pensjonarskiej sukienki z białym, koronkowym kołnierzykiem. Albo pytają, gdzie kupiłam ten świetny żakiet (wygrzebałam na ciuchach, a jak!) Chcą odkupić torebkę, którą donaszam po babci. Nie wierzą, że ten trencz kupił dziadek babci na pierwszą rocznicę ślubu. Tyle o naprawdę "modnych" strojach. Modne ciuchy są w sieciówkach - jak się ma pieniądze, to można pójść do galerii handlowej, kupić kolekcję w swoim rozmiarze i przez całą jesień nie zastanawiać się "co na siebie włożyć". No i wyglądać, jak 3/4 ulicy, chociaż ja akurat nie mam palącej potrzeby zdecydowanego wyróżniania się w tłumie. Nie zrobiłabym problemu z tego, że jakaś dziewczyna na imprezie ma taką samą sukienkę. Jeżeli ktoś mnie zapyta, gdzie daną rzecz kupiłam - odpowiem zgodnie z prawdą. A poza tym, to chciałabym być taką wystrzałową, supermodną laską, ale cóż, nie jestem. Mam po prostu świadomość, że to nie zależy tylko od zasobności portfela :)

      Obiektywnie rzecz ujmując, mam bardzo niezgrabne nogi, naśladujące kształt kończyn Kate Moss plus "kilka" cm w łydce gratis. Przez długie lata nie śmiałam nawet pomyśleć o spódnicy, czasem zakładałam jakąś latem, obowiązkowo do ziemi, a spodnie zawsze musiały mieć maksymalnie szerokie nogawki. O, nastoletnia głupoto! Świat naprawdę nie kręci się wokół moich krzywych, grubych nóg. Kiedy to wreszcie pojęłam, w mojej szafie zagościły spódniczki przed kolano, rozkloszowane sukienki do kolan i spodnie o prostych nogawkach, ewentualnie delikatnie (!!) rozszerzające się ku dołowi. Nogi to po prostu część ciała, która ma mnie nosić, a nie zostać ukryta albo najlepiej przerobiona, bo odbiega od tzw. standardów. Jeżeli ktoś uważa, że krzywymi nogami wystawionymi na widok publiczny obrażam jego uczucia estetyczne, to trudno. Niech nie patrzy w ich kierunku. To jego problem, nie mój :P Nawet nie wiem, czy moje nogi ściągają jakieś nieprzychylne/zdziwione/obrzydzone spojrzenia, bo mnie to zwyczajnie nie interesuje. Mam zawsze ładne rajstopy, dobrane do stroju (przymierzam się do pończoch) i czyściutkie butki. Tyle musi światu wystarczyć.

      Staram się nie oceniać ludzi po wyglądzie. Wystarczy mi, jeżeli są schludni. Mam świadomość, że w pewnych sytuacjach obowiązuje dress code, ale wymagam go tylko od siebie :)
    • zmijunia.lbn Dodatki :( 11.10.10, 22:21
      Trochę nie na temat, ale.. nie umiem się ubrać. :(
      I nie mówię tu już o ciuchach w ogóle - najbardziej bolą mnie dodatki. Ja zakładam gacie, stanik, skarpetki, spodnie, koszulkę i bluzę. I koniec. Kolczyki przestałam nosić, bo znudziło mi się zastanawianie się codziennie rano przez pół godziny "które dzisiaj założyć".
      Idę na uczelnię i czuję się strasznie - wszystkie laski mają tu szaliczek, tam paseczek, tu kolczyki, tam bransoletkę, a jeszcze gdzie indziej spineczkę..
      • daslicht Re: Dodatki :( 11.10.10, 22:36
        Tez tak mam. Ani cierpliwości do tego nie mam, ani wygodne to nie jest. Więc zwykle dodatków nie noszę.
      • besame.mucho Re: Dodatki :( 11.10.10, 23:41
        Ja bym się nie przejmowała :). Wiesz, często słyszę komplementy na temat moich ciuchów, a dodatków w zasadzie nie noszę. Poza szalikami, bo szybko i łatwo się przeziębiam, także od jesieni do ciepłej wiosny brak szalika równa się u mnie miesięczny ból gardła i kaszel. Czasem do bardziej wydekoltowanej sukienki wrzucam coś na szyję, ale to w zasadzie wszystko. Uszu w ogóle nie mam przekłutych, pierścionki doprowadzają mnie do pasji, bransoletki czasem lubię duże i drewniane, głównie dlatego, że jestem nerwusem, więc od razu je zdejmuję i mam sobie czym kręcić w łapkach. Ciekawy strój nie wymaga ulepszaczy, a jak się nie chce z nimi bawić to się nie ma co zmuszać i już :). Także kompletnie się tym nie przejmuj! Chyba, że nie jest tak, że nie lubisz nosić dodatków, ale tak, że myślisz, że byś lubiła i chciałabyś spróbować, ale nie wiesz jak. Wtedy najlepiej poeksperymentować - zobacz w czym się sobie podobasz, może to będą drewniane korale, może delikatne łańcuszki, może kolorowe szaliki, a może jeszcze coś innego.
        Możesz też zacząć w inny sposób - zamiast dodatków, które są tylko dodatkami, kup coś co jest Ci potrzebne, ale w ciekawej formie. Na przykład zamiast zwykłej czapki na zimę spraw sobie kolorową z pomponem. Albo zamiast zwykłych rękawiczek jakieś odjechane. Pobaw się formą rzeczy, które i tak nosisz, i zobacz czy takie ozdabiacze w ogóle sprawiają Ci radość :)
        • zmijunia.lbn Re: Dodatki :( 12.10.10, 19:22
          besame.mucho napisała:

          > Możesz też zacząć w inny sposób - zamiast dodatków, które są tylko dodatkami, k
          > up coś co jest Ci potrzebne, ale w ciekawej formie. Na przykład zamiast zwykłej
          > czapki na zimę spraw sobie kolorową z pomponem. Albo zamiast zwykłych rękawicz
          > ek jakieś odjechane. Pobaw się formą rzeczy, które i tak nosisz, i zobacz czy t
          > akie ozdabiacze w ogóle sprawiają Ci radość :)

          Masz na myśli czapkę z kocimi uszami? No cóż, innej nie mam ;)
          I pasuje mi ona tylko do rękawiczek imitujących kocie łapki :P

          Mimo wszystko często czuję się taka "łysa".. Zwłaszcza że większość moich ubrań jest zwyczajnie nudna. :<
      • beauty-gosiek Re: Dodatki :( 12.10.10, 09:11
        też tak mam. Wolę nie zakładać żadnych niż wyglądać dziwnie lub śmiesznie.
      • wera9954 Re: Dodatki :( 22.10.10, 18:33
        Też mam ten problem. Noszę proste, zwykłe bluzki, do tego dżinsy lub jakąś spódnicę (też niezbyt wymyślną). Nie wyglądam najgorzej, ale trochę nudno. Przydałoby mi się jakieś ożywienie tej garderoby ;)
    • abere8 Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 13.10.10, 09:47
      Śmiesznie, dokładnie wczoraj wracając z pracy tak się zastanawiałam nad moimi priorytetami ubraniowymi i wyszło mi, że u mnie na pierwszym miejscu jest "ciepło", a dopiero potem "wygodnie" i "ładnie" :-) Na "modnie" mi nie zależy, ale NIEmodnie staram się nie wyglądać. Nienawidzę eleganckich ciuchów, ale takie muszę nosić do pracy, przez co pierwsze, co robię po powrocie do domu, to przebranie się w dżinsy i koszulkę czy sweter. Przez to w weekendy wyglądam czasami jak oberwaniec, bo chcę się "wyżyć", bo myślę, że gdybym do pracy nie musiała się stroić, to i prywatnie zdarzałoby mi się nosić powiedzmy koszulę z kołnierzykiem do dżinsów, taki pośredni styl między eleganckim a sportowym.

      Do pracy mam około pół godziny piechotą, bardzo przyjemny spacer i często wychodzę w domu w dżinsach i sportowych butach, a dopiero w pracy się przebieram (pod biurkiem mieszkają cztery pary butów, które tylko w biurze noszę). Absolutnie nie wyobrażam sobie założyć adidasów do spódnicy od kostiumu czy eleganckich spodni, chociaż mijam po drodze tak odstawione osobniczki.

      Większość mody (ulicznej?) mi się strasznie nie podoba: legginsy, zwłaszcza te do pół łydki, spodnie typu bryczesy, z zaszewkami poszerzającymi biodra i zwężanymi u dołu nogawkami, często ledwo za kostkę (brrr!), czy kozaczki, które sięgają do pół łydki, a w okolicach kostki są zwinięte w harmonijkę. Przecież to wygląda koszmarnie!
    • madzi1 Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 13.10.10, 21:57
      U mnie teraz, mniej więcej do wiosny, będzie przeważało "ciepło", potem wygodnie na równi z ładnie. Za modą nie podąrzam, ale staram się być minimalnie na czasie ;)
      W zimie noszę emu czasem do rurek, to od zeszłej zimy. Kłuje mnie trochę, że połowa ulicy tak się nosi, ale uwierzcie, w życiu nie miałam na nogach tak wygodnych i ciepłych butów. Zresztą nie wiem czy wpisuję się w trend uliczny bo jednocześnie do tego zakładam gruby płaszcz i wielką czapę :)
      Dodatków też nie lubię. Jeśli już mam nosić biżuterię to lubię taką z materiałów najwyższej jakości (czyt.drogą) więc mam jedną parę kolczyków i od niedawna jeden pierścionek. Czasem noszę bransoletkę którą dostałam od lubego, udało mu się trafić w mój gust :) Żadnych naszyjników nie posiadam, niektóre nawet mi się podobają, ale nigdy nie mogę się ostatecznie zdecydować który kupić. Zresztą i tak nie wiem jak je nosić. Jedyne co uwielbiam z dodatków to szaliki wszelkiego rodzaju.
    • wera9954 Re: Modnie, wygodnie, ładnie... ? 22.10.10, 18:30
      Tak się zastanawiałam i chyba dla mnie jest najważniejsze, żeby było ładnie. Zniosę niewielki dyskomfort, jeśli tylko te troszkę niewygodne buty mi pasują ;) Choć ostatnio nie chce mi się wyglądać pięknie i mieć własnego stylu, zakładam po prostu dżinsy, bluzkę i sweterek. Dodatkowo oszczędza mi to denerwujących komentarzy ;)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka