Dodaj do ulubionych

[LWW] - ochota na żelki

09.11.10, 22:49
Ostatnio mogę je non stop wcinać. Nie wszystkie słodycze - właśnie żelki. Jak znam mój organizm, czegoś mu brakuje i komunikuje to w ten sposób. Tylko czego? Żelatyny? To ma pewnie jakiś związek z paznokciami, które się nieco podatne na łamanie zrobiły.
Będę wdzięczna za wszelkie sugestie (ciąża odpada)
Obserwuj wątek
    • jul-kaa Re: [LWW] - ochota na żelki 09.11.10, 23:25
      Stawiam na żelatynę.
      No bo co innego - sztuczne barwniki...?
      • milstar Re: [LWW] - ochota na żelki 09.11.10, 23:31
        Kształt- najlepsze są misie ;)

        To teraz pytanie, jak tę żelatynę dostarczać? Codziennie na obiad golonki??
        • zazulla Re: [LWW] - ochota na żelki 09.11.10, 23:49
          Galaretki owocowe?
          • milstar Re: [LWW] - ochota na żelki 09.11.10, 23:56
            Z galaretkami może być problem, bo mam "studencką" lodówkę - tzn. torbę za oknem ;)
            Ech, że też ja nie mogę mieć normalnych problemów. Na ten temat w necie ciężko się czegoś doszukać
            • kotwtrampkach Re: [LWW] - ochota na żelki 10.11.10, 10:26
              galaretka/żelatyna tężeje bez problemu w temperaturze pokojowej :) Tylko trzeba rozpuścić we wrzątku - dla pewności mozna dodać mniej wody niż w przepisie - np zamiast 500ml w srodku lata daję 400ml.
              Tylko uprzedzam, gotowe galaretki ze sklepu są jak żelki - pełno w nich cukru..
        • jul-kaa Re: [LWW] - ochota na żelki 09.11.10, 23:53
          nóżki w galarecie :)
        • anka_z_lasu Re: [LWW] - ochota na żelki 10.11.10, 00:22
          milstar napisała:

          > Kształt- najlepsze są misie ;)

          Hmm - potrzebujesz potężnego, misiowatego mężczyzny? ;)
          • milstar Re: [LWW] - ochota na żelki 10.11.10, 01:23
            anka_z_lasu napisała:

            > milstar napisała:
            >
            > > Kształt- najlepsze są misie ;)
            >
            > Hmm - potrzebujesz potężnego, misiowatego mężczyzny? ;)

            Mam nawet takiego na oku, tylko jakiś oporny ;)
        • turzyca Re: [LWW] - ochota na żelki 13.11.10, 11:45
          > To teraz pytanie, jak tę żelatynę dostarczać? Codziennie na obiad golonki??

          Zupy na kosciach. Najlepiej na giczkach cielecych. Albo innych kosciach mlodych zwierzat. Ale giczki sa najlepsze. Wychodzi z tego calkiem normalny wywar, ktorego da sie uzywac jako baze do dowolnej zupy. I do tego miescisz sie w budzecie studenckim, bo giczki sa tanie. :)
    • pierwszalitera Re: [LWW] - ochota na żelki 10.11.10, 00:56
      A może nie brakuje niczego? ;-) Przecież to zupełnie o niczym nie świadczy. Każdy ma takie fazy, najpierw chce się tygodniami owocowego jogurtu, potem czekolady nugatowej, albo miętowych cukierków. Czy zawsze trzeba to jakoś interpretować i doszukiwać się głębszego znaczenia?
      • milstar Re: [LWW] - ochota na żelki 10.11.10, 01:26
        Kiedy ja naukowiec, na dokładkę umysł ścisły - wiesz, nie ma akcji bez reakcji i takie tam ;)
        I wiem, że kiedy mam ochotę na czekoladę, to pomaga mi magnez.
        To co, myślisz, że mogę je jeść (oczywiście nie kilogramami)? Kalorii to one chyba za dużo nie mają? Zaczynam ostatnio panikować, że przytyję
        • pierwszalitera Re: [LWW] - ochota na żelki 10.11.10, 01:50
          milstar napisała:

          milstar napisała:

          > Kiedy ja naukowiec, na dokładkę umysł ścisły - wiesz, nie ma akcji bez reakcji
          > i takie tam ;)

          Gdyby to było takie proste, to każdy jadłby tylko, co mu dobrze robi, a tak nie jest.


          > To co, myślisz, że mogę je jeść (oczywiście nie kilogramami)? Kalorii to one ch
          > yba za dużo nie mają? Zaczynam ostatnio panikować, że przytyję

          Słodkie robi ochotę na słodkie, przez insulinę, to akurat logiczny związek przyczynowo-skutkowy. Kalorie żelki też mają. 100 gram miśków marki Haribo ma 343kcal, czyli paczka zawierająca 200gram (a są nawet 250gramowe) ma ich 686. Przeciętna tabliczka czekolady (100gr) ma tylko około 500kcal, więc tak całkiem bez niczego te żelki nie są. Jesienią się często tak ma, że organizm próbuje zwiększyć sadełko. Poza tym słodycze podnoszą dobry humor, a ruszając się mniej i przebywając mniej na świeżym powietrzu jesteśmy bardziej narażeni na chandrę i to może stąd momentalny większy apetyt na słodkie żelki? Acha, pogryzanie małych, opornych gumeczek działa też odprężająco i antystresująco, więc spróbuj w zamian gumę do żucia bez cukru.
          • milstar Re: [LWW] - ochota na żelki 10.11.10, 19:28
            pierwszalitera napisała:

            > Gdyby to było takie proste, to każdy jadłby tylko, co mu dobrze robi, a tak nie
            > jest.

            Ja nie piszę o wszystkich, tylko o sobie :)

            I dzięki, Litero, że się odezwałaś, liczyłam na Ciebie. Postanowiłam dziś sprawdzić teorię, czy nie chodzi o pogryzanie i zamiast żelków kupiłam pistacje - 80 g łącznie z łupinami :)
    • kasia_grubasia Re: [LWW] - ochota na żelki 10.11.10, 21:20
      O ile jeszcze żelki można jakoś tam wytłumaczyć (słodkie, żelatyna itp.), o tyle kompletnie nie jestem w stanie zrozumieć swojej gwałtownej namiętności do surowych pieczarek, która łapie mnie w najmniej spodziewanych momentach ;)
      • milstar Re: [LWW] - ochota na żelki 10.11.10, 22:30
        yyyy.... potrzebujesz naturalnej penicyliny? ;)
    • daslicht Re: [LWW] - ochota na żelki 10.11.10, 22:44
      Żelatyna to białko, choć nieco dziwne to źródło białka. Pewnie masz cukrofazę.

      Ja mam ostatnio serkofazę.
      • inez69 Re: [LWW] - ochota na żelki 11.11.10, 17:32
        A ja od 3 tyg. mam musztardofazę. I jak nie znoszę ostrej kuchni, tak każda musztarda mi za łagodna. 6 słoiczków w lodówce:D
        • nomina Re: [LWW] - ochota na żelki 11.11.10, 18:36
          Ja z przyczyn, o których zanudzam, nie mogę podawać sobie lactobacillusów. I jak mnie zaczyna ciągnąć do wędzonej ryby, kiszonych ogórków i jogurtów, to też wiem, o co chodzi :).

          Ale a propos żelatyny - w miśkach to chyba niewiele (chociaż też miewam takie miśkowe fazy i to chyba nie chodzi i cukier jako taki, bo nie chce mi się słodkiego, chce mi się żelków i tylko żelków), lecz czy w grę nie wchodzi jakiś udział żelatyny w produkcji kwasu hialuronowego w organizmie? Coś mi się kołacze po głowie i nie wiem, czy nie konfabuluję ;)?
          • felisdomestica Re: [LWW] - ochota na żelki 13.11.10, 18:23
            Absolutnie konfabulujesz :-). Żelatyna to białko, kwas hialuronowy to (wielo)cukier.
        • klymenystra Re: [LWW] - ochota na żelki 13.11.10, 11:59
          Ja od kilku miesięcy mam majonezofazę (i to na jeden konkretny majonez). I na ser żółty. Dobrze, że na Montignaku mogę to jeśc, bo inaczej bym się chyba zapłakała. Czego to oznaka, taka faza?
          • pierwszalitera Zwykłe łakomstwo i tyle! ;-) 13.11.10, 15:25
            klymenystra napisała:

            Czego to oznaka, taka faza?

            Owszem, nasz organizm wykazuje czasem coś takiego jak głód specyficzny. Chce nam się wtedy w wzmożony sposób cukru, białka albo tłuszczu. Je się wtedy więcej mięsa, albo ma ochotę na słodycze. Jest też parę rzeczy, których działanie na mózg jest znane i jedząc je, czujemy dosyć szybko, że dobrze nam robią, bo podwyższają poziom neuroprzewodników odpowiedzialnych za dobry humor, ale to są zwykle używki takie jak kawa, herbata, czekolada, także alkohol. Ale niestety, takimi detektorami nie jesteśmy, by upatrzyć sobie akurat konkretny majonez, albo akurat żelki, bo niby coś tam mają, co organizm wykorzysta do biosyntezy. Człowiek nie jest specjalnie wybredny, jest wszystkożerny z natury, zadowala się całą masą przeróżnych produktów i nie ma szans, by to wszystko zakodować i precyzyjnie rozpoznawać na poziomie molekularnym. Właśnie to dopasowanie metabolizmu do wszystkożerności i umiejętność "lubienia" całej masy rzeczy, pozwala maksymalnie wykorzystać nasze konkretne środowisko i ratuje nas przed niedoborami. Bardzo długo trwa też zanim jakiekolwiek niedobory powstaną i tych zwykle, i tak specjalnie nie rozpoznajemy, chyba, że zaczną dawać patologiczne symptomy w postaci choroby. A i wtedy trzeba wiedzieć, że krwawiące dziąsła to szkorbut i na to pomagają owoce z witaminą C. Albo warzywa, ziemniaki, kiszona kapusta, surowa wątroba zwierzęca itd, bo tam też jest witamina C. Istnieje bowiem cała masa zamienników, więc dlaczego akurat miałyby być to żelki, a nie galareta z kurczakiem, jogurt zagęszczany żelatyną, albo prosty, bury wywar z kości? Żelatyna jest w całej masie produktów i trzeba by było rzucać się przecież łakomie na wszystko, co ją zawiera. Więc ja was bardzo proszę dziewczyny, nie propagujcie tu takiej ezoteryki, bo na to jesteście za inteligentne. ;-)
            Taka umiejętność musiałby funkcjonować też w obie strony. Gdybyśmy wiedzieli, co jest dla nas dobre, a co złe, to nigdy nie wzięlibyśmy do ust alkoholu, ani papierosa, ani tłuszczów typu trans i odrzucałoby nas od owoców z pestycydami. A zwykle tak się też nie dzieje. Takie fazy wzmożonego jedzenia konkretnej rzeczy nic wielkiego nie oznaczają, oprócz wzmożonego zapotrzebowania na kalorie. Zauważcie proszę, że są to zwykle smaczne rzeczy, wynik naszych biologicznych preferencji na słodkie, tłuste i słone. Po prostu jemy to, co nam smakuje i tyle. U mnie powtarzają się zwykle fazy śledzi, czekolady nugatowej (i żadnej innej), marcepanu i żelków (owocowo-lukrecjowych). U mojej koleżanki są to budyń czekoladowy, całuski na waflu i lody orzechowe. Mój tatuś szaleje fazowo za biszkoptami, chlebem z wędzoną kiełbasą i marcepanem w gorzkiej czekoladzie. Moja mama zakupuje nagle tony owocowych jogurtów. Mojego faceta ciągnie wtedy najczęściej do hamburgerów, pizzy i białej czekolady. Klymenystra ma akurat ser z majonezem. Każdy to co lubi. ;-)
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka