origami_21
11.01.11, 15:43
Wczoraj było w Kraku obrzydliwie. W sensie pogody. Nie padało, ale było mokro, brak mrozu a jednak zimno i te wstrętne resztki pośniegowe.
Jechałam sobie spokojnie, od czasu do czasu ruszając wycieraczką (mam z przodu tylko jedną - nie żeby auto zdekompletowane, tylko ten model tak ma), aż nagle, po przeraźliwym dźwięku i zamglonym krajobrazie zorientowałam się, że skończył mi się płyn w spryskiwaczu. I nastąpiło najgorsze: musiałam się zatrzymać i to w miarę szybko, gdyż brudna mgła przed mym obliczem gęstniała i otworzyć ubłoconą do granic maskę, uprzednio pociągnąwszy za dinks, który zawsze łamie mi paznokieć. Jak już dokonałam tych wszystkich męczących czynności musiałam się odpowiednio skupić ,aby z wysokości 30 cm trafić cieczą z pięciolitrowego pojemnika do dziurki wielkości wisienki.
Na kanwie tych traumatycznych przeżyć zapytowywuję się Was: czyż nie byłoby rozsądnie, aby wlew do spryskiwacza znajdowaj się we wnętrzu samochodu?
Na ten przykład mam taki maleńki schowek po lewej stronie koło kierownicy, gdzie i tak się nic nie mieści - akurat tam pasowało by mi miejsce do lania.
Czy to nie jest dobry pomysł?
A może macie jeszcze jakieś innowacyjne przemyślenia jak uprzyjemnić sobie użytkowanie samochodu?